Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. MarioJ

    MarioJ

    Użytkownik forum


    • Punkty

      9

    • Liczba zawartości

      3 572


  2. ewangelizator

    ewangelizator

    Użytkownik forum


    • Punkty

      8

    • Liczba zawartości

      383


  3. johnny_narciarz

    • Punkty

      7

    • Liczba zawartości

      8 428


  4. JC

    JC

    Administrator


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      16 752


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 09.05.2018 w Odpowiedzi

  1. Sensowny projekt. Elektryczny, ekologiczny. Takich tuneli w Szwajcarii jest pełno. Lokalni ekolodzy pewnie jak zwykle udupią projekt.
    4 punkty
  2. U mnie (B-B) wczoraj wieczorem padało, a w nocy lało. Wg prognoz ma padać jutro, pojutrze i w kolejnych dniach. Więc chyba tak źle nie będzie.
    4 punkty
  3. zapłaciłem 160 dirhamów czyli ok 150 zł za 2 godziny jeżdżenia (od pierwszego odbicia przez bramki), sprzęt, kurtkę, spodnie, wiec nie jest jakoś super drogo, myślę ze sa sezonówki dla lokalesów ale to trzeba w necie poszukać, z uwag praktycznych Ski Dubai to część Mall of Emirates, wielkiego centrum handlowego, najwygodniej dotrzeć tam metrem do stacji o tej nazwie, mi spod Burj Khalifa zajęło to ok 30 minut ok, miało być następnego dnia, ale działo się wiele i nie było kiedy napisać, a internet w hotelu tez nie sprzyjał, w robocie ma sie wiecej czasu teraz o samej jeździe: Narty, buty - te standardowe w pakiecie są bardzo miękkie, niestety wziąłem 160 cm i to był błąd, ale w sumie nie nastawiałem się że będzie jakaś jazda. Tymczasem jazda była i to całkiem dobra - głównie dzięki najlepszemu sztucznemu śniegowi jaki kiedykolwiek widziałem. Myślę ze to dlatego ze ten śnieg nigdy się nie rozmraża, jak to bywa na normalnych stokach narciarskich. Jeździło sie całkiem przyjemnie, zero lodu, krawędzie trzymały dobrze. Stok ma ok 400 długosci i zagina sie w kształcie litery L. Tworzy to dwie trasy, krótsza jest bardziej stroma, biegnie wzdłuż niej orczyk, widoczny tu po lewej stronie a tu po prawej górna czesc tego samego orczyka: to jest ten wyciąg dla "ekspertów" i trzeba przyznać że początkujący mogą miec z nim problemy bo jest stromy. drugi wariant trasy jest dłuższy, w górnej części jest snowpark, z kilkoma przeszkodami i dwoma średniej wielkości hopami, jest trzeci orczyk w dolnej czesci sa jeszcze ruchome dywany dla poczatkujacych oraz tor do zjazdów na pontonach tak jak pisałem da sie tutaj pojeździć, na pewno lepszy fan niż na warszawskich Szczesliwicach czy kliku innych oślich łączkach na których jeździłem w tym sezonie. Stok jest fajnie nachylony i gdyby był dłuższy byłby rewelacyjny, Nie warto jeździć krzesełkiem które jest bardzo wolne, ze względu na tym że jeżdżą po nim "turysci" z ciepłych krajów, głownie Hindusi i Arabowie. Dla nich atrakcją jest sam wjazd i zjazd krzesełkiem. Jeżdza tak całe rodziny. Potem ida na tor saneczkowy i sa happy. Dzięki temu mimo ze jest trochę ludzi sa stoku jest pusto. Optymalne za to jest jeżdżenie talerzykiem "ekstremalnym" bo jest szybki. W ciagu 2h dosc dobrze pojeździłem (az mnie rozbolało kolano, widze ze gdy łącze dużo pływania z jeżdżeniem na nartach to tak sie dzieje) i myślę ze jest to wystarczający czas by sie nie nudzić. Na zakończenie wrzucam narty do pojemnika: i poczuciem spełnionego obowiązku wracam do Burj Khalifa obejrzec pokaz fontann Sezon zakończony. Można zacząc letni: Polecam, na dobrej wydmie sandboarding to super zabawa.
    4 punkty
  4. Zdjęcia omawianego wyciągu i stoku ze stycznia 2015 - jeszcze za czasów CN Azoty. Dolna stacja Górna stacja
    3 punkty
  5. Za Wyborcza.pl Odgrzebano temat: Polsko-słowacki projekt tunelu z Zakopanego do Szczyrbskiego Jeziora i był on przedmiotem kwietniowej konferencji poświęconej rozwojowi turystyki po obu stronach Tatr. http://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,23372690,polsko-slowacki-projekt-tunelu-z-zakopanego-do-szczyrbskiego.html Pozdrawiam mirekn
    2 punkty
  6. Jeeb, prezentujesz takie typowo polskie głupie wyśmiewanie, może źle robię że Ci wogóle odpowiadam .... czym innym jest wejście w skałę przed parkiem narodowym a czym innym jest przystanek w jego środku
    2 punkty
  7. świetny pomysł - po drodze jeszcze kilka przystanków: - Popradzki Staw - Morskie Oko - Dolina Pięciu Stawów - Hala Gąsienicowa - Kuźnice
    2 punkty
  8. ten brak podpórek tez zauważyłem, możesz mieć rację z tym kolanem, na fototapetę nie zwróciłem uwagi tak jeździłem tam samochodem, zresztą nie pierwszy raz i znam ten klimat, 95% kierowców jeździ ok ale trzeba uważać na szaleńców, jest tez dużo aut typu McLaren które są bardzo szybkie, do tego wokół Dubaju mega korki, tam wszyscy jeżdżą samochodami, nie ma praktycznie transportu publicznego miedzy emiratami, korki robią się na 6 pasmowych autostradach, gdy wyjedzie się dalej jest już dużo spokojniej, generalnie jak dla mnie to jeździ się tam najlepiej ze wszystkich egzotycznych krajów, czy nawet śródziemnomorskich typu Grecja czy południowe Włochy, ze względu na brak jednośladów,
    2 punkty
  9. Mam mieszane uczucia. W ostatni piątek droga ze Strbskego na Popradzkie pleso (czyli najbardziej zadeptany odcinek Magistrali) wyglądał na wyludniony. I niech tak zostanie. Pozdrawiam mirekn
    2 punkty
  10. Nowa kolej w Krynicy-Zdrój! W tym sezonie powstanie nowa kolej krzesełkowa wyprzęgana z 6-osobowymi kanapami z pomarańczowymi bublinami w ośrodku Słotwiny Arena. Powstanie w miejscu wyciągu talerzykowego o długości 500 m. Dane techniczne kolei "Słotwinka": długość (po stoku): 390 m, liczba podpór: 5-6, przepustowość: 3000 os/godz, prędkość na stacjach: 1 m/s, średnie nachylenie trasy: 20% http://slotwinyarena.pl/informacje-zarzadu-spolki/
    2 punkty
  11. W sobotę 5.05 w godzinach 5:00-8:00 zakończyłem sezon 2017/2018 na trasie Esicko w Strbskim Plesie. Sezon uważam za zamknięty. Pozdrawiam mirekn
    2 punkty
  12. Marysia jest fajna. Mi Kocioł Rysy ciągle chodzi po głowie, nie mogę wciąż ochłonąć. Kotły zimowe są piękne, ale te Rysy .... Kawał zjazdu, 900m verticala do Stawu, cały czas bardzo stromo albo stromo, różnorodny teren i te skały na około. To nie jest częsta charakterystyka terenu. Dotychczas w Tatrach coś podobnego zaliczałem na Czerwonej Ławce w stronę Strzeleckich Pól, tam jest 700m vertical i trochę łagodniej. Zrobiło to na mnie wielkie wrażenie. Skiturowych szczytów jest tyle do zdobycia, że zwykle się ich nie powtarza, to Rysy mogę zrobić drugi raz !
    2 punkty
  13. Ha ha ha, ciekawe co zobaczę podczas BBT? 🐻🐍 Startuję o 20:00, więc od razu pierwsza nocka! Mam już oficjalnie kwalifikację do BBT, zaznaczoną na liście startowej i zmieniłem kategorię z OPEN (jazda w grupie) na SOLO. Tak przejechałem "Piękny Wschód", tak też chcę przejechać BBT. Pozostało opłacić start - drobne 610 zł... A w ostatni weekend też nie próżnowałem i zrobiłem sobie dwie traski (sobota i niedziela) do Ustronia i do Karwiny w Czechach. Odpowiednio 132 i 134 km. Nie mogę spocząć na laurach, bo forma sama się nie zrobi (utrzyma). Trzeba zap... Kilka fotek z weekendu. Strumień Skoczów Ustroń Karwina Czeski Cieszyn Cieszyn
    2 punkty
  14. Fantazje GPS Tuż przed owym ultramaratonem zakupiłem GPS Garmin, bo nie wyobrażałem sobie nawigowania z mapy na tak długiej i miejscami pokręconej trasie. Zajęło by to zbyt wiele czasu, a w nocy pewnie by mi nerwy zszarpało... Owy GPS to taki najbardziej podstawowy Garmin Edge Touring, z kolorowym wyświetlaczem, służący w zasadzie jedynie do nawigacji. Można tam podpiąć czujnik kadencji i chyba tętna, ale mi to obojętne. To nieistotne. Czasu na poznanie urządzenia wiele nie miałem, ale udało mi się wgrać trasę ultramaratonu, czyli to co najważniejsze. Po dotarciu na miejsce, dzień przed startem, spróbowałem nawet czy mnie właściwie poprowadzi. Tylko początek trasy. Tak, prowadził! Rogalik na twarzy pełen. Następnego dnia odpowiednio wcześniej go włączyłem, żeby zdążył złapać sygnał z satelitów i od startu właściwie prowadził. Tak też było - od samego początku jak po sznurku! Nie różni się to niczym od urządzeń tego typu w samochodach. Przynajmniej sposób pokazywania itp. , bo tu mamy konkretny akumulator i pełną wodoodporność. Cały dzień nie miałem z nim najmniejszych problemów, mogłem się całkowicie skupić na jeździe. Jedynie musiałem go doładować, bo jednak bateria starczała max na 15 godzin, a ja wiedziałem, że będę jechał co najmniej 24! Wszystko szło znakomicie aż do punktu PK-4 na 334 km, gdzie ze względu na brak opieki nad naszymi rumakami, musieliśmy je wnosić do wewnątrz budynku. W tym momencie wyłączył się mój GPS. Myślałem, że tylko chwilowo "usnął", ale niestety. Załączam go ponownie i muszę całą procedurę rozpoczynać od nowa. Znaczy się otworzyć plik i dać mu przeliczyć dane. Kilka minut oczekiwania i chyba jest ok. Tere fere... Wyskoczył błąd przeliczania i się wyłączył. Procedurę powtórzyłem ze 3 razy, ale za każdym razem bez rezultatu. Masakra - pomyślałem. Jeszcze w nocy taki problem... W końcu nieco zmieniłem procedurę i choć nie ruszył jak trzeba, to pokazywał mnie na mapie i czy jestem na właściwej trasie. Jest trudniej, ale tak da się jechać bez większego problemu. Wspomagam się też innymi zawodnikami, których niemal non stop widziałem bliżej lub dalej ode mnie. Nice! Bez trudu docieram do PK-5, choć znalezienie budynku było nieco trudniejsze. Pomogła mi owa para kolarzy, o których już wcześniej wspominałem. Ja miałem lampę, oni sprawny GPS. Powinienem już nic nie robić ze swoją nawigacją, ale mnie coś kopnęło, żeby jednak spróbować. Tym razem ruszył! Radość nieopisana! Do mety już tylko nieco ponad 100 km, robi się widno, a jedyny mankament w postaci szwankującej nawigacji wydaje się nie istnieć. Choć do myślenie dał mi inny kolarz, którego GPS też nie chciał odpalić. Również "Garniak", choć bardziej wypasiony (tak mi się wydawało). Pamiętałem z wcześniejszej analizy, że będę jechać wzdłuż rzeki i stawów. Tak też było, choć pewien szczegół się nie zgadzał... Ale tego nie dostrzegłem. Do myślenia powinno mi też dać miejsce, gdzie musiałem przejechać kawałkiem po szutrach koło jakiś garaży - szutry na trasie wyścigu szosowego? Kawałek dalej dojechałem do skrzyżowania, które już raz pokonywałem i tu włączyła się czerwona lampka. Ale telefonu od żony brak... Czyli może część wspólna (takie były) i jest ok. Pokonuję karkołomny podjazd i nabieram kolejnych wątpliwości. Jest tez telefon od żony: - Jesteś po drugiej stronie mapy! Powtarzasz trasę! W tym momencie niezły dół, ale sądziłem, że strata niewielka. Niestety, kiedy sprawdziłem na telefonie, gdzie miałem wgraną całą mapę i mogłem zobaczyć gdzie jestem, szok! Jeszcze większy dołek! Odnajduje też jednego zawodnika, którego GPS tak samo wyprowadził w pole. Powrót do trasy, gdzie się zgubiliśmy, nie ma sensu. Dzwonię więc do organizatora i ustalamy, że mamy wracać trasą, którą zaczynaliśmy. To dodatkowe 50 km, ale przynajmniej mam jeszcze szanse ukończyć zawody w limicie czasu do BBT. Ponownie jadę po śladzie, tylko pod prąd. GPS protestuje i chcę się wyłączyć. Ale jakoś docieram do PK-6 i to w dobrym czasie. No! Może teraz już choć po śladzie do mety. Niestety GPS na siłę próbuję mnie posłać na "drugi krąg", tj. powtórzyć trasę! Kolejne próby nie przynoszą rezultatu i muszę nawigować manualnie z rozpisek, które wcześniej przygotowałem. Znowu błądzę i jedyną nadzieją jest Smartfon z wgraną mapą. Po kilku błędach, w końcu orientuję się jak mam cisnąć do mety i ostatecznie moje problemy się kończą. Czy tylko ja i mój kompan mieliśmy problemy? Oczywiście nie! Mnóstwo ludzi przestrzeliwało skręt na 40 kilometrze i później wracało nawet 20 km z powrotem! Wielu ominęło punkt kontrolny i np. gość wracał 10 km. Ale chyba wszystkich przebił osobnik, który startował razem ze mną. Myślałem, że dawno mi odjechał, po czym gdzieś go widziałem na trasie, studiującego na poboczu drogi mapę... Jak się później dowiedziałem, kolega jeździł wszędzie, tylko nie po trasie zawodów! Trudno powiedzieć co miał na myśli jego GPS... Po dłuższym czasie błądzenia, poddał się i ruszył najkrótszą drogą do Parczewa. Było mi go żal - wywalił kasę, plany miał jak ja, ale wszystko wzięło w łeb z powodu nawigacji... Wnioski nasuwają się same - lepiej nie ufać w 100% nawigacji! podobnie jak tej samochodowej...
    2 punkty
  15. dzisiaj napisze tylko ze jeździłem tu : jutro relacja, jak sie pozbieram po emirackich korkach i 40 stopniach w cieniu
    1 punkt
  16. Można wogóle zlikwidować drogi i szlaki w Tatrach Słowackich, będzie jeszcze puściej.
    1 punkt
  17. Radar pokazuje jak "gęsta" jest chmura, tylko tyle i aż tyle. O pokazywaniu opadów nic mi nie wiadomo. Wbrew pozorom odbiciowość może wiele powiedzieć. Kilka lat temu obserwowałem przez kilka godzin superkomórkę która wędrowała przez mazury. Wieczorem oglądałem w TV horror z "białym szkwałem" na Śniardwach - słynna sprawa.
    1 punkt
  18. Zapomniałeś o Giewoncie !! Sebix i Maryola z Brajanem muszo tam być!
    1 punkt
  19. Cześć Nie siedzę w ogóle w temacie. Nigdy nie byłem na Słotwinach ale jak chcesz to zadzwonię i o wszystko się dowiem. Oceniałeś sensowność samej inwestycji jako i do tego się odniosłem. Sugerowanie Panu Rusinkowi, że nie myśli i robi coś bez sensu jest delikatnie mówiąc ryzykowne. Pozdrowienia
    1 punkt
  20. Czyżby was nawiedził W końcu macie dużo czasu Pozdrawiam
    1 punkt
  21. Ha ha ha, no ten Cię nie pogoni i nici z konkretnego treningu... Trenuj trenuj, to może wkrótce na rowerek wskoczysz. Masz SPD, więc jak coś, to jedną nogą też oblecisz...
    1 punkt
  22. U mnie zarządziłem sobie rehabilitację przez rower - małymi kroczkami dokładam sobie coraz większe cele - na majówce w Maso Corto nart nie odważyłem się założyć , ale 133 km rowerem zrobione po przepięknej dolinie Venosta , wjechałem też na Reschenpass i Jaufenpass - od dziś wróciłem do pracy - noga boli coraz mniej i chodzę też coraz lepiej .
    1 punkt
  23. Wiedziałem, że na forum są osoby (powiedzmy osoba) która świetnie i dokładnie przewiduje pogodę, ale nie wiedziałem, że tak samo jak na pogodzie zna się na narciarstwie. Nie wiem czy mogę się wypowiadać o nartach, bo ponad 50 lat jestem tylko dnem narciarskim, ale co tam zaryzykuję. Niestety na Dolnym Śląsku nie ma ani Pilska, ani COS-u, ani TMR-u, ani Kasprowego. Babicki, Karasińska czy Krzyżyńska to chyba też dno, bo tu się uczyli narciarstwa zanim zostali wybitnymi alpejczykami.Jakim dnem muszą być Janica i Ivica Kostelic, oni w całej Chorwacji nie mają nawet jednej góry na miarę "naszego super narciarza, pełną gębą". Albo Alberto Tomba pochodzący z okolic Boloni, też totalne dno. Cieszę się, że bliżej mi (mentalnie) do takiego dna niż do narciarskiego geniusza z miejscowości na K ( nie podaje miejscowości by nie urazić innych mieszkańców).
    1 punkt
  24. @MarioJ WOW! Super sprawa z tą Waszą wyprawą na Rysy! Gratuluję przygody i dzięki za relację. PS. Zachód Grońskiego robi wrażenie PS2. Najlepszy zjazd z Rysów, w wykonaniu Marysi... w bikini
    1 punkt
  25. Zdjęcie z objazdu trasy Bike Atelier Maraton Brenna trasą pro. 50 km 2 km przewyższenia. Widoki cudne.
    1 punkt
  26. Kolarz widmo... Rzecz działa się między godziną 2 a 3 nad ranem. Totalnie puste drogi, lekko oświetlone przez księżyc. Kiedy na drodze było trochę łatek bądź innych nierówności, dość często oglądałem się za siebie, żeby przy moich manewrach wymijających, kogoś nie wypchnąć z drogi. Nie słyszałem jak mnie doganiał, bo rower szosowy należy do wyjątkowo cichych, a do tego wiatr skutecznie zagłuszał nawet samochody. Czułem się dobrze, spanie mnie nie brało. Pewnie zmierzałem do PK-5, czyli piątego Punktu Kontrolnego. Gdzieś w połowie trasy między PK-4 a PK-5, dogoniła mnie para kolarzy, a właściwie kolarz i "kolarka". Chwila dyskusji i zaczęli mi powoli odjeżdżać. Po następnych 20 minutach zniknęli za horyzontem. Ale niedługo po tym dogoniłem ich w jakiejś miejscowości, bo ów kolarz miał jakiś problem techniczny, czy coś w tym rodzaju. Zapytałem asekuracyjnie czy wszystko ok i po twierdzącej odpowiedzi ruszyłem dalej. Byłem pewien, że szybko mnie dogonią i znowu uciekną... Minęło jakieś pół godziny, jak dostrzegłem za sobą lampkę rowerową. Na dość długim zjeździe. Takowe najczęściej pokonywałem całkiem na luzie i nie forsowałem tępa. Aby było powyżej 30 km/h. Po pierwsze - dobrze wykorzystać każdą fałdkę terenu do odpoczynku, po drugie - nawet przy mocnej lampie widoczność jest ograniczona,a uszkodzić cienką oponę kolarki nietrudno. Byłem pewien, że zaraz zostanę wyprzedzony, ale nic takiego się nie dzieję. Kiedy spodziewany czas wyprzedzania znacząco został przekroczony, ponownie oglądam się za siebie i... pusto! Ciemno i nikogo nie widać. Może mi się coś przywidziało? A może jednak byłem szybszy z górki? Po kilku minutach ponownie oglądam się za siebie i tym razem jestem pewien, że będę lada chwila "machnięty". Czekam, jadę blisko krawędzi jezdni, ale nic... Znowu patrze za siebie, a tam ciemno i nikogo dostrzec nie mogę. Może to samochód w oddali. albo jakaś przydrożna lampa spowodowała takie wrażenie? Mija kolejne kilka minut i znowu widzę kogoś za sobą, tym razem dokładnie się przyjrzałem. Tak, teraz będę wyprzedzany! Znowu mija dłuższa chwila i... znowu nikogo za mną nie widzę! Tym razem miałem 100 % pewności. Czyżby jakieś halucynacje, choć nie czuję jeszcze zmęczenia??? Trochę się zaniepokoiłem i przestałem się oglądać za siebie. Wtedy, tuż przed PK-5, słyszę głosy i dogoniła mnie owa para. Razem odnajdujemy ów punkt kontrolny. Podbijamy karty, idziemy jeść, pić i nieco odpocząć... Ciągle jednak mnie intrygowało, czy ktoś za mną jechał, czy miałem jakieś zwidy. Chwilę później słyszę, jak ów Pan z dziewczyną, co dojechali ze mną na punkt rozmawiają o lampce... Nie wytrzymałem i się spytałem: - To Wy mnie co chwila doganialiście i znikaliście? - Ciągle lampa mi się wyłącza... nie wiem co z nią... - usłyszałem. Wszystko jasne, więc już byłem spokojny o mój stan umysłowy...
    1 punkt
  27. zaczne tak, wolałbym spedzic majówkę prawidłowo na lodowcu,czasami jednak trzeba pójść na kompromis z rodziną, to już nie te czasy kiedy robie co chce (ale licze ze powrócą ) w sumie ten sezon nie był zły, od czasu narodzin potomka matematycznie najlepszy bo ponad 20 narciarskich dni, co najciekawsze z tylko jednymi Alpami, duzo pojeździłem w różnych miejscach a Dubai okazał sie okazja do zakończenia sezonu SKI DUBAI Relacje z tego miejsca już byly, naprawde da sie tu pojeździć. Ja skupię sie na tym jak to działa. to wejscie, idziemy kilometrami przez centrum handlowe przypominajace Arkadie czy Jurajska tylko z 10 razy wieksze tak to wyglada zza szyby i dla narciarza nie jest zbyt zachecajace: ale w srodku bedzie juz duzo lepiej przede wszystkim wchodze w szortach i koszulce z temperatury na zewnatrz 39, w centrum handlowym ok 20, do -2 stopmi na terenie stoku tak wyglada wypożyczalnia: dostaniemy tu narty i buty (bardzo miekkie, buty sa zapinane tak jak łyżwy) do tego strój narciarski (kurtka, spodnie, skarpety. jedorazowe. Czapkę i rekawice powinniśmy mieć swoje, Rekomenduje zabranie własnych rekawic, nkrycia głowy, skarpet oraz czegos pod kurtkę, poniewaz jest chłodno. szatnia: Ogólnie samo pozyskanie sprzetu odbywa sie w sposób dobrze zorganizowany, pamietac tylko należy, że kijki dobieramy tuż przy wejsciu na stok: na stok wchodzimy przez drzwi atomatyczne: jutro CDN jutro opisze wrażenia ze stoku, wybaczcie
    1 punkt
  28. "Tegoroczny kwiecień był najcieplejszy w historii polskiej meteorologii. Pobity został dotychczasowy rekord odnotowany w granicach dzisiejszej Polski od... 1800 roku. W tym roku padł kwietniowy absolutny rekord liczby dni z maksymalną temperaturą 20 stopni. W Tarnowie odnotowano 23 takie dni, we Wrocławiu było ich 20."
    1 punkt
  29. Dzisiaj miałem mega, mega niespodziankę! Kontuzjowanego i w trakcie rehabilitacji odwiedził mnie, na powrocie z ultramaratonu sam Mistrz @johnny_narciarz z Małżonką Opowiedział wszystko dokładnie jak było w trakcie wyścigu, pokazał navi Garmina, które sobie ostatnio sprawił. Dał dotknąć medalu i w ogóle muszę Wam powiedzieć... ...nic te 562 kilometry nie ruszyły naszego Herosa! Forma doskonała, zmęczenia zero - Maciek myślę, że Północ - Południe pęknie jak banieczka mydlana Bardzo dziękuję za tą niespodziankę i za odwiedziny! Było mi niezmiernie miło - super, super, super! Dziękuję Przyjacielu. Trzymajcie się ciepło, trzymamy z Paulą kciuki... wiecie za co. Będzie wszystko dobrze
    1 punkt
  30. Na wstępie bardzo Wam wszystkim dziękuję za kibicowanie i mocne wsparcie. Chyba je czułem podczas jazdy, bo jakoś tak lekko mi się jechało. Na razie parę słów tylko, bo dopiero trochę odespałem co nieco i jakoś koślawo chodzę... Jak w każdych zawodach, zaczynałem powoli szanując siły. Tuż przed moim startem zerwał sie silny wiatr, aż im barierki poprzewracałao. Od razu pomyślałem: "acha, pierwszą atrakcję już poznałem"... Ruszaliśmy w grupach po 5 osób i do Dębowej Kłody musieliśmy się rozjechać, No niestety moja grupa odjechała mi dużo szybciej, ale czując wiatr prosto w pysk, trzymam stabilnie prędkość w granicach 20 - 25 km/h. Więcej mi nie trzeba, No niestety miałem wrażenie, że wyprzedzają mnie wszyscy, ale jakoś sie zbytnio nie przejmowałem - mam swoja taktyke i z góry określone cele. Niestety, im dłużej jedziemy, tym bardzie wzmaga się wiatr. Czasem nawet na prostej trudno utrzymać zakładaną prędkość. Oczywiście wieje z boku lub prosto w pysk! Ale bez większego zmęczenia docieram do pierwszego punktu kontrolnego i... wyżery. Choć to drugie to zbyt mocne słowo. Dostałem Żurek z kiełbasą, tylko gdzie ta kiełbasa? Chyba tu zawitali skryci parówkożercy... Na szczęście są Banany, batony energetyczne i słodkie bułki z nadzieniem. Spędzam tu tylko chwilę i cisnę dalej. To tez miejsce, gdzie założyłem letni ubiór (rano było zimno). Następne kilometry to spore górki i nadal jazda pod wiatr i niestety próbując utrzymać odpowiednią prędkość, łapie mnie mały kryzys. Po 220 km musiałem stanąć i skonsumować batona. Przy okazji zagadnął mnie jekiś miejscowy gość, zainteresowany imprezą. Krótka przerwa się przydała i juz po kilku następnych kilometrach łapie rytm. Gdzies 20 km od PK-3 zaczynam nabierać prędkości. Teraz chyba z górki, choć wygląda jakby po prostej...Prędkość przekracza 30 km/h i ciągle rośnie. Nooo, teraz to lecę! Choć nie zmienia to faktu, że wyjątkowo dłużyła mi sie droga do tego miejsca. a jak już dojeżdżałem, to omal nie przestrzeliłem. Prawie oślepiło mnie zachodzące słońce, kiedy na budziku prawe 40 km/h, ale w ostatniej chwili dostrzegłem sporo kolarek po lewej stronie. O ile na pierwszych dwóch punktach było całkiem spoko z żarciem (choć na PK-2 w Gulaszu znów chyba majstrowali skryci parówkożercy) to tu było bardzo skromnie - kanapki, w dodatku takie zmęczone gnioty (choć składników nie pożałowali), znowu te słodkie bułki, batony, Banany... Odpocząłem nieco dłużej, wypiłem 2 cherbaty, skonsumowałem ile zmieściłem i ruszyłem. Od tego momentu zaczynała się jazda nocna, choć ruszałem jeszcze o zachodzie słońca. Myślałem, że pewnie znowu zacznie się trudna walka, a tu nic z tych rzeczy! Teraz mnóstwo jazdy po płaskim i b.dobrej jakości asfaltach. Łapie niezłą prędkość i niemal non stop w okolicach 30 km/h. Sam jestem zaskoczony, jak dobrze sie czuję. Zdecydowanie jazda nocna mi się mocno spodobała! PK-4 osiągam nadspodziewanie szybko, ale to od tego momentu zaczęły się kłopoty... Wszyscy wnosili rowery do środka budynku, bo na zewnątrz nikt ich nie pilnował i... wyłączył mi sie GPS. Ale za to tu była wyżera! O tak, tu się najadłem! Pierś z kurczaka z grilla, ryż, brokuły, sałatki i na to wszystko przepyszny sos. Do tego podawane z dbałością o szczegóły. Żal było odjeżdżać, choć przy zmęczeniu nawet wyśmienite jedzonko trudno przecisnąć przez gardło... Mój GPS to taki podstawowy Garmin Edge Touring, służący jedynie do nawigacji. Do tego momentu sprawował sie wyśmienicie, ale na tym koniec. Po włączeniu przelicza mapy, ale juz sobie nie radzi. Po kilku nieudanych próbach decyduję się jechać patrząc na ślad - widzę trasę i czy na niej jestem. To wystarcza i bez problemów osiągam kolejny punkt. Choć przez kilkukrotne przeliczanie trasy sporo straciłem. Na PK-5 mnóstwo osób juz spało, drzemało, zdecydowanie nad ranem cierpieli. Tu również jedynie kanapki, choć całkiem dobre, owoce, ciepłe napoje i takie tam... No i największy mój błąd - ponownie dałem GPS-owi przeliczyc trasę. Tym razem ruszył i niby dobrze prowadził, ale wymyśli sobie, żeby wysłać mnie na ponowną pętlę... Najdziwniejesze, że od sobie wybranego punktu... Ale skąd mogłem wiedzieć, gdzie mnie prowadzi, skoro mniej więcej wszystko pasowało do tego, co wcześniej analizowałem na mapie. No ale kiedy dotarłem do miejsca, które raz już pokonałem, zaczynałem nabierać wątpliwości. Potwierdził to telefo od żony, tuz po pokonaniu karkołomnego podjazdu. Nie tylko mój GPS miał taki pomysł i było nas dwóch. Kiedy zorientowaliśmy się gdzie jesteśmy złapałem niemałego doła. Wedłóg zmierzonego dystansu, powinienem być ok 20 km od PK-6, a byłem conajmniej 70... Uznałem, że nie będziemy wracać do miejsca, gdzie coś nie poszło, tylko zadzwoniłem do szefostwa co mamy robić dalej. Proponowałem powrót do trasy drogą nr 17 (fajny skrót i mała strata), ale kazano nam wracać do wspólnej części trasą, którą jechaliśmy od początku. Tylko co na to nawigacja??? Na szczęście znowu widzę ślad, więc wiem gdzie jechać. Tylko znowu te górki... Narzuciłem ostre tempo i mój kompan gdzies został, choc początkowo trzymaliśmy sie blisko siebie. Myślałem, że jedzie za mną, ale oglądam sie za siebie i gościa nie ma... Wściekłość spowodowała, że mimo ponad 450 km na liczniku, utrzymywałem tempo często przekraczające grubo 30 km/h. Nie mogłem się nadziwić, że mam jeszcze tylw sił... Do PK-6 docieram całkiem szybko, biorąc pod uwagę dystans. Mój kmpan została za mną jakieś 10 minut... Kiedy ja ruszałem na ostatnie 42 km, on dopiero dojechał do PK-6. Ale on ma juz spore doświadczenie w ultramaratonach (i tak został za amatorem? ) i nie walczy o żadną kwalifikacje. Niestety GPS juz w ogóle oszalał, więc nawigowałem manualnie, co sobie wcześniej opisałem. Znowu troche błądzenia, ale w końcu wpadam na trasę i cisnę ostro do mety, Wyprzedziłem dwóch gości, a samemu na końcówce złapałem tempo na poziomie +/- 35 km/h. Znów kondycja zaskakuje, zwłaszca, że pokonałem już 540 km. Ostatecznie, gdzieś ok 11:40 docieram do mety. Czyli blisko 2 godziny przed limitem 30 godzin, choć nadrobiłem dodatkowo 50 km... Jest niedosyt, ale też radość - udało się! Plan wypełniony w 100%! Dzieki Ultramaratonowi odkryłem jak duże rezerwy ma ludzki organizm. Po pokonaniu ponad 300 km stwierdziłem, ze nie ma sie co oszczędzać i darłem ile tylko sił starczało. Chwilowy kryzys jest tylko chwilowym... i znowu moża jechac na full! Swój dotychczasowy rekord jazdy ciągłej pobiłem od razu o 240 km... Na jednym z punktów, jak sie goście dowiedzieli, że to moja pierwsza pieńćsetka, to byli mocno zdziwieni czemu jadę Solo? Odpowiedziałe, ze to większe wyzwani i bardziej hardkorowe... Jeden odpowiedział, że sam zacząłby od jazdy Open, czyli w grupie.Ja uznałem, że to za łatwe, a po za tym nieco sie naczytałem... ludzie muszą mieć podobne preferencje co do taktyki jazdy i kondycji - i jak tu sie pozbierać? Najciekawsze jest, że najmocniej jechałem ostatnie 100 km. Nigdy bym nie przypuszczał, że takie ma jeszcze pokłady energii. W miejscu, gdzie inni umierali... To tyle na początek. Później poopowiadam np o kolarzu widmo... Ostatecznie kończę zawody wynikiem 562 km, czyli 52 km nadprogramowe... Ale ja jeszcze nic - będzie później... Pozdrawiam.
    1 punkt
  31. Kilka zdjęć z otwarcia nowej kolei na Kopę (z FB ośrodka) Wysłane z mojego SM-J320FN przy użyciu Tapatalka
    1 punkt
  32. Słotwiny Arena 17.03.2017 Powtórka nartowania. Miał być Master ski w Tyliczu ale z uwagi na warunki padło znów na Słotwiny. W nocy był przymrozek bo niebo było czyste, wolne od chmur. Jazdę zaczęliśmy od godz. 9 i to był troche błąd. Stacja czynna jest od godz. 8 więc mozna najeżdzić się porządnie w lepszych warunkach dłużej. Z rana stok twardy i zmrożony, po prostu beton. Co prawda nie lubie takiego podłoza ale nie powinieniem narzekać bo był lux. Do godz 11 jazda super, póżniej słonko zrobiło swoje. Na stoku pojawił się cukier. Cztery godxiny mineły szybko, to chyba ostatnie moje nartowanie w tym roku. Na stoku puchy. Główny stok przy wyciagu w dobrym stanie, inne trasy pozamykane. Załączam pare zdjęć.
    1 punkt
  33. Paweł odwiedził wczoraj Słotwiny Arenę przy okazji robiąc kilka zdjęć. Całą galerię można zobaczyć tutaj
    1 punkt
  34. Panowie, miało być o nowych inwestycjach!!! PROSZĘ
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...