A widzisz, że "konsultant" może okazać się najlepszym przyjacielem? Tak się złożyło, że kiedyś w życiu kierowałem inwestycją budowy szpitala i go wybudowałem. W skład kompleksu wchodziła też kuchnia. Ileż to ja przeprowadzałem konsultacji z fachowcami od żywienia, diet, sprzętu kuchennego, aby ta kuchnia powstała. Wtedy dowiedziałem się, że odpowiednia dieta to element leczenia!!! Patrząc na dzisiejsze standardy, mając doświadczenia jako konsument szpitalnego jedzenia, konstatuję, a po jaki grzyb tyle pracy, środków, czasu i pieniędzy przeznaczyłem na ten obiekt? Dziś ponoć wystarczy kromka pokrojonego chleba, kosteczka margaryny i plasterek kiełbasy/ salcesonu/mielonki/ sera/pasty rybnej/pasztetowej ( no i mamy menu na cały tydzień).
A propos jedzenia na trasie Green Velo. Jakoś tak się to porobiło, że głodu to ja za bardzo nie odczuwałem. Powodowało to, że za knajpami nie bardzo się rozglądałem. Może ilość płynów pochłaniana w trasie w czasie upałów zrobiła jakąś robotę, nie wiem. Wystarczy powiedzieć, głodny nie byłem i po tygodniu nie spadłem na wadze. Po drodze łatwo napotkać na sklepy, niektóre dobrze zaopatrzone. Będąc tam szukałem specyficznych dla regionu dań, jeśli już szukałem. Przypadła mi do gustu pieczona kiszka ( to Białostocczyzna). W Supraślu obok MOP jest bar. Podają tam specyficzne dla regionu dania. Polecam ten obiekt i jego kuchnię. Polecam także barek przy sklepie Delikatesy Centrum w rynku w Szczebrzeszynie. Warunki do konsumpcji liche, jakiś stołek i półka przy ścianie, ale jedzenie i ceny jak najbardziej O.K. W Janowie polecam bar na Wygodzie. Co prawda trzeba zboczyć trochę z trasy. Tyle o jedzeniu. A, nie, dodam jeszcze o napojach. W Zwierzyńcu jest browar. Piwa trzeba tam spróbować.