Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 21.08.2019 w Odpowiedzi
-
Myślę, że większości piszących chodzi o wątpliwy walor krajobrazowy tej wieży - nikt tu nie negował (przynajmniej tak mi się wydaje) kwestii czysto narciarskich - nowych wyciągów, rozbudowy systemu naśnieżania, czy poprawy sytuacji z parkowaniem. Nie wiem jednak, czy byłeś w Krynicy po postawieniu tej konstrukcji? IMHO - mam właśnie dlatego mieszane uczucia, że średnio jest to to ładne, a widać zewsząd wokół Krynicy. Dla widoków można było wyjść albo wyjechać na Jaworzynę, na której nikt nie postawił na sztorc kupy desek... zaznaczam, że to moja subiektywna ocena, tym bardziej że miałem okazję Pana Rusinka poznać i mu kibicuje, bo to cholernie pozytywny człowiek jest. W tą wieżę na pewno zostało zainwestowane sporo pieniędzy; jest to inwestycja ze sporym rozmachem; i zapewne będzie się cieszyć sporym powodzeniem wśród turystów, co nie oznacza, że wszystkim musi się podobać.3 punkty
-
Będę pamiętał Popatrzyłem sobie na mapę i wydaje mi się, że przed laty to my zakończyliśmy masz spływ tam gdzie @tanova startowała. Zaczęliśmy chyba ze Starego Drawska, a skończyliśmy w Drawnie (czyli od stacjami do stacji kolejowej). Najbardziej w pamięci wrył mi się teren poligonu. Mostek przekroczyliśmy z pierwszym brzaskiem (kiedy żołnierze jeszcze prycze wygrzewali). Rozlewisko rzeki wyłoniło się nam (parę godzin później) z podnoszącej się powoli porannej mgły. Takie urokliwie piękne, dzikie i nieco straszne - na brzegach pełno śladów po czołgowych gąsienicach. No ale armię to zobaczyliśmy sporo później, jak ćwiczyła przeprawę przez taki wybetonowany kanałek przed jakąś zaporą (jakoś nikt nas nie zaczepiał, ale też nikt tego dnia nie strzelał). Ostatnio przejeżdżając koło świdra pomyśleliśmy by znów wrócić do kajaka - może zaczniemy od tego co pod domem - spływu świdrem. Pewnie to nie wyzwanie, ale mogli byśmy obejrzeć go z dołu i z góry -z rowerów.2 punkty
-
Z ciekawostek Giro d'Italia 2020 rozpocznie się na Węgrzech. Pierwszy etap - niecałe 10 km - to będzie indywidualna jazda na czas po ulicach Budapesztu. Finisz w okolicach zamku - więc będzie nieco pod górę; Na Węgrzech odbędą się jeszcze dwa etapy po ok. 200 km każdy, których profil jest prawie tak płaski jak stół stojący u mnie w jadalni - więc o ile nie będzie jakiś zabaw z wiatrem, o laury powalczą sprinterzy. Będzie to 14 start Giro odbywający się poza Włochami: 1965 San Marino (Republic of San Marino) 1966 Monte Carlo (Principality of Monaco) 1973 Verviers (Belgium) 1974 Vatican City 1996 Athens (Greece) 1998 Nice (France) 2002 Groningen (The Netherlands 2006 Seraing (Belgium) 2010 Amsterdam (The Netherlands) 2012 Herning (Denmark) 2014 Belfast (Northern Ireland) 2016 Apeldoorn (The Netherlands) 2018 Jerusalem (Israel)2 punkty
-
Czyli rozumiem, że na Słotwinach nie powinno być jakiegokolwiek narciarstwa i turystyki? Kupiła firma teren z istniejącą od wielu lat infrastrukturą, zmodernizowała ją. Wygląda to teraz znacznie lepiej niż jeszcze kilka lat tamu. Dotacje unijne kuszą, korzysta z nich. Dwa nowe wyprzegane wyciągi to widoczny obraz tych dotacji. Postawili wieżę widokową wraz z trasą bo chcą zarabiać więcej. Była okazja, dotacje można było wziąć. Co złego w tym, że chcą urządzać swój teren wg swojego uznania, potrzeb i gustu. Dziś przynajmniej nie trzeba zapitalać pod górę z buta aby dojść do byłych Azotów. Mozna podjechać na parking pod sam wyciąg. Gdy zbierze się min 4 osoby mozna zamówić bezpłatny dojazd ( i odwóz) na stok. Na parkingu nie ma błota w czasie odwilży. Wyciągi krzesełkowe dość wygodne i szybkie. Bramki do wyciągów także wygodne. Do tego serwis, szatnie, przechowalnie, wypożyczalnia sprzętu. A wieża? Nikt nie jest zmuszany do włażenia na nią. Ba, nie trzeba nawet głowy zadzierać i na nia patrzeć. A co mnie ma fascynować? Nie jest to Kościół Mariacki ani nawet molo w Sopocie. Ot jakaś taka budowla z której może skorzystam,może nie?2 punkty
-
Cześć Dawaj sygnały. Nad Świder rowerem mam pół godzinki góra. To bardzo fajny pomysł tylko, że teraz jest chyba zbyt mało wody. Ale na wiosnę... a do Świdra wpada Mienia... Pozdrowienia1 punkt
-
1 punkt
-
Cześć Namawiam jak najgoręcej do zapuszczania się w dowolnej formie gdziekolwiek. Ze Szczecina do Bydgoszczy masz bliżej niż ja a całe Pojezierze Pomorskie jest skarbnicą fantastycznych kajakowych rzek. Jakby co służę informacjami i literaturą wszelaką. Pozdrowienia1 punkt
-
Ja tylko dodam do dyskusji kilka słów. Wieża jest tylko częścią całej konstrukcji. Do wieży dochodzimy kilometrową ścieżką, która jest usytuowana wśród drzew. Została ona tak pomyślana i zaprojektowana, aby miała walory edukacyjne. Są tam przygotowane punkty informacyjne, gdzie można się odwiedzić dużo na temat fauny i flory górskiej. Ścieżkę obsługują przewodnicy, którzy zapoznają zwiedzających z lokalną przyrodą. Wieża jest tylko końcowym fragmentem kilometrowej trasy.1 punkt
-
Magda, powoli trzeba się przyzwyczajać, że za skipass 6-dniowy w topowych regionach trzeba będzie zapłacić powyżej 300 Euro1 punkt
-
Cześć Kiedyś był wariant Widokowej sprowadzający trawersami aż do centrum Szczyrku w okolice parkingu mniej więcej na wysokości Żylicy (sklepu) ale po drugiej stronie Żylicy (rzeki) - może to było 24. A nartostradę Relax ktoś pamięta? Jak wrócę dio domu spróbuje znaleźć stare mapy. Pozdro Pozdro1 punkt
-
Moim zdaniem też ma to mały sens. To taka chwilowa moda. Czasami, nie wiem czemu, pewne obiekty (np. "Ścieżka wśród drzew" w Bachledovej Dolinie) są intensywnie reklamowane w mediach, mimo iż kilka lat wcześniej powstała podoba konstrukcja w Czechach, dużo lepiej usytuowana, bo na stromym wzgórzu, z którego roztaczają się dużo lepsze widoki, a sama platforma sięga znacznie wyżej niż czubki drzew - chodzi o "Sky Walk" w Dolni Morava. Ale wtedy nie było takiego "szału". Ta krynicka niestety bardziej przypomina tą słowacką, niż czeską. Nie prościej postawić zwykłą, drewnianą wieżę widokową jak na Czantorii? Nie szpeci krajobrazu, a też można podziwiać z niej widoki na wszystkie strony. Oczywiście nie mam nic do tej inwestycji, po prostu wyrażam subiektywne zdanie.1 punkt
-
Po jednym piwie, wypitym na spółkę przez dwie osoby, nikt się nie wstawi, nie popadajmy w przesadę.1 punkt
-
1 punkt
-
Nie ma jej od lat. To chyba był dolny odcinek niebieskiej, leciał (jadąc do góry) po ... prawej stronie kolei linowej. Tak myślę, wystarczy stare mapy odkopać, z czasów, jak jeszcze ten równoległy orczyk był (lata 80.)1 punkt
-
Co Wam ta wieża i chodnik przeszkadza? Wyciągi, parkingi, bary, knajpy, słupy, zbiorniki na wodę, Lance, hydranry, banery, ogrodzenia nie? Może tunel Wam dla odmiany wygrzebać?1 punkt
-
Nowe Warpno A ja dzisiaj wyciągnęłam rowerek po urlopie i śmignęłam sobie wieczorkiem ze ślubnym do Nowego Warpna. To popularna trasa na szosę - ze Szczecina ok. 90-100 km w obie strony (zależy z którego miejsca), ode mnie trochę bliżej, bo praktycznie równo 60 km. Dobry asfalt, mały ruch (szczególnie od kiedy moja miejscowość jest kompletnie rozkopana, wiele samochodów omija ten odcinek), a na końcu malownicze miasteczko. W samym Nowym Warpnie pokręciliśmy się trochę po uliczkach i nad wodą, popstrykaliśmy parę zdjęć - bo pogoda bardzo ładna i usiedliśmy na pyszne lody i piwko na spółkę w "Barze u Magdy" , z widokiem na Jezioro Nowowarpnieńskie. W miasteczku pustki, tylko w knajpce kilka stolików zajętych - głównie przez towarzystwo z Niemiec. Na starówce: Na co rybakowi rower? A może by tak na rybkę? Eee, nie - jednak lepiej na lody! W powrotnej drodze zatrzymaliśmy się na chwilę przy kościółku w Karsznie, a potem już tą samą trasą prosto do domu, do którego dotarliśmy, gdy zaczynało się zmierzchać.1 punkt
-
1 punkt
-
Przehyba 1150 m npm - trzeci najtrudniejszy podjazd szosowy w Polsce Cóż? Mój Przyjaciel Michał na tej Górze był dziesiątki razy - gdyby, w czasie odwiedzin u niego, nie było jej na liście naszych wyjazdów, to wyjazd byłby niepełny. Na szczęście udało się zrealizować plan. Nie bez przyczyny Przehyba jest zaliczana w trójce najwyższych i najtrudniejszych podjazdów szosowych w Polsce. Ponad 7 kilometrów i zero przepłaszczeń… Średnio na całej długości podjazdu ok 11-12%. Miejsca ze wskazaniem 8%...to chwile oddechu... Kilka ścianek powyżej 15% - wąska droga, która trzyma wznios na całej długości. Góra, którą z tego powodu razem z Michałem nazwaliśmy, trochę nieładnie, "Locha". Wjazd na "Lochę" miał być przeze mnie wykonany bez chwili odpoczynku, na raz - bez schodzenia z roweru na odcinku: Gaboń - Szczyt. Czy się udało? Tak - udało się! Mapa - zwróćcie uwagę na tętno i kadencję... była walka! Odcinek Gaboń do "szlabanu" jest dosyć łagodny - max 6%. Później droga się zwęża, pogarsza i jest nie mniej niż 7%. Podjazd jest typową wytrzymałościówką. Kto nie jest odporny na maksymalny wysiłek trwający ok 50 minut (tyle mi zajął wjazd), to raczej nie wyjedzie tej Góry "na raz". Jak się raz zatrzyma - będzie trudno wsiąść, wpiąć się w pedała i ruszyć. Góra jest harda! Coś co najbardziej mi przeszkadzało w jeździe? Temperatura +30 i odcinki nasłonecznione...a jeszcze bardziej stado z 200 much, które uparcie mi towarzyszyły do końca podjazdu. Naprawdę ciężko oganiać się od tego towarzystwa jak kręci się 16% podjazdu. Siadały wszędzie...na rękach, nogach, a potem jak strąciłem sobie okulary z nosa odganiając się od nich (Michał mi je podjął z drogi) na oczach - masakra! Pot lał się ze mnie strumieniami ale dałem radę! Satysfakcja z osiągnięcia celu - bezcenna! Wielu piechurów biło nam brawa w trakcie pokonywania przeszkody 😮 To było bardzo miłe! Wieża na Przehybie: Tutejszy kościółek, w którym co niedziela odprawiana jest msza: Schronisko: Widok w stronę Tatr niestety trafił nam się słaby... Na szczycie Cola i naleśniki z owocami Radość, radość, radość! Czemu Garmin zaniża wysokość? Michał mi tłumaczył, że są w nim dwie wysokości: baryczna i GPS... nie za bardzo kumam o co chodzi - ktoś wytłumaczy? TDP i jego podjazdy: Harnaś i Gliczarów moim zdaniem są o wiele łatwiejsze niż cel, który sobie wyznaczyłem na koniec tego wyjazdu - Przehybę. Na obydwóch tych podjazdach z wyścigu - trudnością są bardzo krótkie ścianki powyżej 25% (rożne źródła, różnie podają - punktowy wznios) - mój Garmin na obydwóch (mierzy to na odległości 500 m) ani razu nie wskazał wyniku większego niż 18%. Zjazd z Przehyby niezwykle niebezpieczny z uwagi na małą szerokość drogi i kiepski miejscami asfalt oraz turystów. Starałem się go zjechać (do szlabanu) nie przekraczając 40 km/h. Podsumowując - bardzo udana czterodniówka w polskich górach i na polskich górkach z rowerem szosowym. Miejsca jakie odwiedziłem - piękne, mało uczęszczane i potrafią zachwycić. Ile jest jeszcze, jeszcze ładniejszych? - z opowieści Michała wynika, że cała masa! Dlatego też, pewnie niedługo wrócę w te strony! Kiedy? Zobaczymy. Dane wyjazdu: Kilometraż łącznie: 321,88 km. Włączny wznios: 4790 m. Pozdrawiam serdecznie marboru1 punkt
-
Kierunek Słowacja Po dekoracji i po kawce czas było ruszać w trasę. Pogoda - piękna...tylko dlaczego +32...? W takiej temperaturze jeździ się w górach niezwykle trudno. Ten dzień nieco niestety pokrzyżował nam defekt w rowerze Michała. Generalnie miała być pętla z przełęczą, a guma i burza skutecznie nasz plan zmieniły. Udało się zrealizować część celu i nakręcić 70 kilometrów z niezłym przewyższeniem. Mapka: Ze Starego Sącza jedziemy Velo Poprad w kierunku na Muszynę. W miejscowości Mostki przekraczamy granicę państwową i wjeżdżamy od razu w podjazd po słowackiej stronie. Na początku jest przyjemnie, a sama jazda w cieniu drzew. Przy drodze, na rowie rosną dorodne prawdziwki - jadąc zauważyłem ich 8 sztuk 😮 Czym wyżej, tym odsłoniętych miejsc więcej. Słońce i rozgrzany asfalt powodują, że mamy wrażenie jakbyśmy jechali w piekarniku. Woda z bidonów znika szybko. Jeden zakręt, drugi zakręt i znak, że za chwilę wzniesienie będzie miało 12%. No i miało... Dwa kilometry i jesteśmy na przełęczy - pierwszy cel zrealizowany! Sedlo Vabec 766 m npm. Widok w stronę Tatr i Pienin: Po krótkiej przerwie kierujemy się do Muszyny (nigdy w niej nie byłem - jedynie przejazdem) - naszym celem jest Krynica i wykonanie pętli do Starego Sącza. Zjazd z przełęczy daje nam sporo adrenaliny - jest bezpiecznie, szeroko, dobry asfalt i ruch samochodów niewielki. Poprad na granicy: Uzupełniamy bidony, jemy po lodzie i bananie i ruszamy w górę. Droga jest cały czas nachylona 2 do 5%. Docieramy do Łopaty Polskiej: Co to łopata Polska? Proszę: Do Muszyny docieramy stosunkowo szybko. Poprad w Muszynie: Widok w stronę zamku: Kotlet schabowy smakuje wybornie. Gdy pijemy kawę zauważam, że w rowerze Michała nie ma powietrza Niestety złapał gumę... Ponieważ nie mamy zapasu - dzwonimy po wóz techniczny. Szczęście w nieszczęściu...po paru minutach czekania rozpętuje się burza. Leje ok pół godziny. Gdyby z rowerem było wszystko ok - zmoklibyśmy strasznie...a tak, w spokoju czekamy i popijamy piwko Foto na moście w Muszynie: Wracamy do Starego Sącza i po drodze ponownie pada deszcz...także zmoklibyśmy dwa razy. Mimo wszystko dzień kończymy z pewnym niedosytem. Miało być nakręcone ok 130 km, a skończyło się połową tego dystansu. Cóż? Szkoda. Kończymy sobotę snując plany na niedzielę CDN1 punkt
-
Dekoracja Jacek po wyścigu pojechał do domu... Chłopaki z rodzinami wzięli się za zwiedzanie Tatr, a ja z Michałem? Ponieważ nie podobało nam się, że medale za start w zawodach były wydawane w pakietach startowych zamiast, po ukończeniu zawodów po mecie - postanowiliśmy urządzić uroczystą dekorację. Paula została w Radomiu więc o ceremoniał poprosiliśmy Żonę mojego Przyjaciela Radość przed uroczystością Medale z pełnym szacunkiem podane były na tacy... Pierwszy z dekorowanych - Michał Idzie moje trofeum No i buziak! Pięknie i normalnie jak na wielkim Tourze Szczęśliwi uczestnicy Tour De Pologne dla Amatorów... W oficjalnych danych: Michał miejsce ok 1500 marboru ok 1900 Po dekoracji, szybkie przebranie i rower - kierunek Słowacja! CDN1 punkt







