Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. tanova

    tanova

    VIP


    • Punkty

      18

    • Liczba zawartości

      2 774


  2. Annaa

    Annaa

    Użytkownik forum


    • Punkty

      9

    • Liczba zawartości

      730


  3. Mitek

    Mitek

    Użytkownik forum


    • Punkty

      9

    • Liczba zawartości

      7 273


  4. Mops

    Mops

    Użytkownik forum


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      464


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 27.08.2019 uwzględniając wszystkie działy

  1. Niedziela Po śniadaniu pakujemy manatki i ruszamy w drogę. Mamy dzisiaj mniej kilometrów do przejechania, niż w sobotę, więc specjalnie się nie śpieszymy. Najpierw robimy małą rundkę po Malchow, bo w sobotę brakło czasu, aby obejrzeć miasteczko. Jest tam kilka ciekawych miejsc – niestety muzea czynne dopiero od dziesiątej, więc dla nas – trochę za późno, oglądamy z zewnątrz. Muzeum NRD: Most obrotowy (otwierany o pełnych godzinach - też nie trafiliśmy akurat): Panorama z grobli między jeziorami na dawny klasztor sióstr magdalenek, w którym obecnie mieści się muzeum organów: Robimy sobie fotkę przy polu golfowym za miasteczkiem, a nieopodal mijamy bardzo elegancki hotel w pałacu w Göhren-Lebbin - ewidentnie nastawiony na klientelę golfową: Okazuje się, że cały teren między trzema jeziorami to tereny do gry w golfa, a w okolicy jest jeszcze więcej ekskluzywnych hoteli w bajkowych zamkach. Do następnego z nich dojeżdżamy wkrótce – w Klink. Na mapie odcinek między Göhren-Lebbin a Klink zaznaczony był jako stromy podjazd, dwoma „ptaszkami” >> – no to się nastawiłam na zasuwanie pod górę w upale. Minęliśmy lekkie, łagodne wzniesienie, z delikatną redukcją przełożeń, a tu już … Klink. No cóż... Pałac w Klink to takie Neuschwanstein północnych Niemiec, ale dość efektownie prezentuje się na zdjęciach: I znów jesteśmy nad Müritz, lecz tym razem objeżdżamy je z zachodniej strony. Szlak dookoła jeziora jest dość uczęszczany przez rowerzystów, szczególnie e-rowerzystów. Zdziwiliśmy się, że około 2/3 to ludzie na e-bikach i to wcale nie sami emeryci 🤔. Ja rozumiem – w porządnych górach, ale na takich łagodnych trasach na pojezierzu rowery ze wspomaganiem? I powiem szczerze, że wcale nas specjalnie nie wyprzedzali ci e-rowerzyści, mimo, że tempo mieliśmy zaledwie wycieczkowe 😀. Na obrzeżach Röbel znajdujemy dziką plażę – fajne miejsce na piknik i poleniuchowanie z moczeniem nóg w jeziorze. Röbel: Następna droga wśród pól, następny widok na jezioro Müritz: Docieramy do wioski Ludorf ze średniowiecznym kościołem z XIV wieku. Ośmioboczna świątynia ufundowana została przez rycerza powracającego z wyprawy krzyżowej, któremu tak się spodobało w Ziemi Świętej, że polecił zbudować bryłę na planie Bazyliki Grobu Świętego z Jerozolimy: W Ludorf jest też Tante-Emma-Laden. Tak określa się potocznie w Niemczech małe sklepiki z podstawowymi artykułami spożywczymi i nie tylko, prowadzone jednoosobowo przez właściciela – przysłowiową ciotkę Emmę z sąsiedztwa. Popularne w latach 50-tych, 60-tych, zostały wyparte przez sieciówki, ale na fali nostalgii przeżywają ostatnio pewien renesans, szczególnie w mniejszych miejscowościach, oddalonych od dużych sklepów: Kiepskimi i bardzo kiepskimi drogami docieramy do Buchholz, dokąd sięga najbardziej na południe wysunięta „macka” jeziora Müritz. Jest tu marina i sympatyczna knajpka, w której zatrzymaliśmy się na currywursta, a także bardzo ładny zabytkowy kościółek – otwarty, a w nim wystawa dawnych fotografii i zwyczajów ślubnych oraz tablica upamiętniająca mieszkańców wioski, poległych w I wojnie światowej: Obok kościoła rada parafialna spędza miło czas przy kawie i domowych wypiekach, a my żałujemy, że nie dotarliśmy wcześniej do Buchholz, bo o 15.00 odbył się tutaj koncert zespołu rogów alpejskich. Rogi alpejskie w Meklemburgii - no proszę! Przed nami jeszcze kilkanaście kilometrów do Mirow, podłymi drogami: W lesie łapię coś na przednie koło i dosłownie rozszarpuje mi przedni błotnik. Rower staje jak wryty, a ja ledwie się ratuję przed upadkiem. Dobrze, że akurat nie było z górki, bo bym pewnie przeleciała przez kierownicę . Nie pozostaje nic innego, jak odkręcić resztki błotnika wraz z mocowaniem i jechać dalej. To już ostatnie kilometry dzisiejszego szlaku i ładne widoki na Nebelsee (Jezioro Mgieł): Docieramy do Mirow, gdy akurat parę łódek śluzuje się na kanale. Chwilkę przyglądamy się z mostu i około 19.30 wracamy na parking i dalej autem do domu. I jeszcze mapka oraz dane wycieczki:
    8 punktów
  2. Cześć Jak na razie idzie Maćkowi świetnie i powinien swój cel zrealizować bo czasu ma aż nadto. Nie wiem czy wiecie ale w tym maratonie jedzie też inny kolega - w tej chwili jest kilkanaście km przed Maćkiem - znany pewnie sporej części piszących Jarek Krydziński. Narciarz i forumowicz wieloletni. Ciekawe czy się chłopaki gdzieś zgadali na starcie bo później to już chyba nie mieli szans biorąc pod uwagę reguły. No i jeszcze wypada podkreślić wielki szacun dla jedynej kobiety w stawce - Małgorzaty Majewskiej. Obecnie jest gdzieś za Piwniczną. Życzmy dziewczynie ukończenia i jak najlepszego wyniku! POzdroienia
    6 punktów
  3. Wyciągnęliśmy z Darkiem tym razem nasze poczciwe trekkingi, które trochę się zdążyły już zakurzyć przez cztery tygodnie, od powrotu z Alzacji i korzystając z pięknej, jeszcze letniej pogody zrobiliśmy weekendową objazdówkę po Pojezierzu Meklemburskim. Sobota: Rano pobudka 5.45 – śniadanie, szybki gramoling, pakowanie rowerów na bagażnik samochodowy i o 6.45 ruszamy w trójkę – z sąsiadką Moniką i moim Darkiem. Przed nami ok. 150 km dojazdu do Mirow, gdzie planujemy zostawić auto i przesiąść się na rowery. Dojazd – taki sobie – tylko kawałek autostradą, a tak to niemieckie drogi, głównie rangi krajowej i powiatowej, więc trwa to dobre dwie godziny, zanim jesteśmy na miejscu. Po dziewiątej zwarci i gotowi włączamy endomondo i ruszamy w trasę. Najpierw trochę kręcimy się po Mirow – jest tutaj ładny, klasycystyczny pałac z XVIII na wyspie na jeziorze Mirower See. Urodziła się tutaj późniejsza brytyjska królowa Sophie Charlotte von Mecklenburg-Strelitz, żona Jerzego III i babka królowej Wiktorii. Robimy kilka zdjęć: Trochę kluczymy po Mirow, zanim znajdujemy oznaczenia szlaku rowerowego i DDR-kę do Rechlin, poprowadzoną trasą dawnej kolejki wąskotorowej. DDR-ka jest na początku asfaltowa i szybka, potem kończy się asfalt, brakuje ok. 1 kilometra nawierzchni i jedzie się po prostu przez piach. Przekraczamy dawny most kolejowy na kanale, dalej droga trochę lepsza – szutr i twarda gruntowa. Dojeżdżamy do Rechlin, na południu jeziora Müritz. Samo jezioro objechaliśmy już dwa lata temu (szlak rowerowy ma 88 lub 101 km - w zależności od tego, jaki wariant obierzemy), więc odwiedzamy częściowo te same miejsca, ale tylko częściowo. Müritz to największe wewnętrzne jezioro Niemiec – wschodni brzeg jest prawie niezamieszkały: dużo tutaj mokradeł, przez które prowadzi nasz szlak, a linia brzegowa jest porośnięta trzciną i – poza kilkoma miejscami – trudno dostępna. Sporo tu płycizn – w przeciwieństwie do brzegu zachodniego, rozczłonkowanego w kilka wąskich i głębokich (do 30m) zatok, nad którymi rozsiadło się kilka malowniczych miasteczek. Cały obszar wchodzi w skład Parku Narodowego Müritz. Teraz objeżdżamy Müritz od wschodniej strony: Plaża z widokiem na Waren – największe miasteczko nad Müritz: Samo miasteczko – bardzo zadbane i tętniące życiem: Ulica surowego sędziego 😉: Trochę już zgłodnieliśmy, więc w Damerow, parę kilometrów na zachód od Waren, zjeżdżamy do knajpki rybnej nad jeziorem Jabelscher See. Bardzo tu ładnie i można zjeść "fiszbuły" - czyli bułki ze świeżą rybką na ciepło i na zimno, albo całe dania obiadowe. Po drodze zaglądamy jeszcze nad Kölpinsee i Fleesensee. Co prawda szlak nie prowadzi tutaj bezpośrednio nad jeziorem, ale jest kilka dojść na brzeg. Wszystkie jeziora na naszej trasie są ze sobą połączone, więc jest to też ciekawy region dla miłośników sportów wodnych. Stąd już niedaleko mamy do Malchow, gdzie zarezerwowaliśmy nocleg. Meldujemy się na recepcji, zostawiamy sakwy w pokoju i „na lekko“ jedziemy jeszcze zrobić pętlę wokół najbardziej na zachód wysuniętego z wielkich jezior – Plauer See. Jest 17.30, a przed nami jeszcze ok. 50 km szlaku, ale bardzo mi zależy na tym odcinku, bo czytałam, że jest wyjątkowo malowniczy. Plauer See w Lenz: Woda w jeziorze jest bardzo czysta i przejrzysta, ale dziś nie bardzo mamy czas na kąpiel. Południowo wschodni brzeg objeżdżamy gruntową drogą przez las i szosą. Ponoć jest ścieżka piesza nad wodą, ale bardzo zarośnięta i trudno dostępna - na pewno nie zdążylibyśmy objechać jeziora przed zmrokiem. Ciekawie robi się w Bad Stuer na samym południowym cypelku Plauer See, do którego dostajemy się z szosy długim i efektownym zjazdem. Bardzo ładna zabudowa willowa: Teraz szlak prowadzi ścieżką przez las liściasty, nad brzegiem jeziora, przez dość ciekawie ukształtowany teren: Dojeżdżamy do Plau am See – eleganckiego kurortu na zachodnim brzegu. Również tutaj nad wodą podziwiamy okazałą zabudowę willową, a przy plaży zatrzymujemy się na krótki postój – czas nagli. Jeszcze rzut oka z mostu nad kanałem Müritz-Elde-Wasserstraße: Starówka – pewnie również warta odwiedzenia, ale nie dzisiaj. Jesteśmy w połowie drogi, a słońce już nisko. Szlak rowerowy prowadzi w dół i wzdłuż kanału kieruje nas z powrotem nad jezioro. Na zdjęciu - hangary dla sprzętu pływającego: Przy trasie mijamy jeszcze uroczą zagrodę z osiołkiem, kucykami i owcami kameruńskimi, które ponoć nie wymagają strzyżenia – jak się dowiadujemy na miejscu: Jedziemy DDR-ką na północ, wzdłuż drogi do Karow. Takie widoki … Na obrzeżach Karow skręcamy na wschód, już w kierunku na Malchow. Po drodze przejeżdżamy środkiem przez bardzo długi kemping – tak prowadzi szlak. Mnóstwo kamperów – jeden przy drugim, ludzie grilują, piją piwko, siedzą ze znajomymi i z psami. Wszyscy na kupie – no nie wiem, czy ja bym tak odpoczęła. Chyba jednak wolę ten rower i drogę przed sobą … Za kempingiem szlak prowadzi dalej wzdłuż brzegu, my jednak wracamy do DDR-ki wzdłuż szosy, bo czas najwyższy wracać najkrótszą drogą. Do Malchow docieramy po 21-ej, tuż przed całkowitym zapadnięciem zmroku. Ja bardzo nie lubię jeździć po ciemku, więc to już ostatni moment na powrót. Jeszcze po drodze zatrzymujemy się w Netto, kupić coś do jedzenia i picia i docieramy na nocleg. Mapka i dane wycieczki: Przewyższenie jest raczej zawyżone - w zapisie u Moniki było ok. 480 m w górę i w dół. [cdn.]
    4 punkty
  4. W sobotę rusza MRDP. Ze Świeradowa do Przemyśla pojedzie Nasz serdeczny Kolega @johnny_narciarz, wspieramy go i trzymamy kciuki
    3 punkty
  5. Maciek powiedzmy jest na ostatniej "prostej" gdzieś około 70km do upragnionej mety. Dziś było bardzo ciężko, upał dokuczał...
    2 punkty
  6. Cześć Myślę, że burza nie jest dla nich problemem. Bardziej bym się obawiał skwaru i gorąca. To wyczerpuje organizm strasznie. Pozdrowienia
    2 punkty
  7. Dzisiaj postanowiliśmy zdobyć Trzy Korony i Sokolicę. Postanowiliśmy pojechać autobusem na Przełęcz Osice. Tam jest jeden z najłatwiejszych szlaków na Trzy Korony i piękne widoki na Tatry. Szlak na Trzy Korony z Przeł. Osice jest bardzo łagodny. Szliśmy ok 2 h (na Trzy Korony). Po drodze kilka postojów. Również piękne widoki na Tatry. Ostatnie 20 minut było dość męczące ale na szczęście krótkie. Dotarliśmy na Trzy Korony . A właściwie do budki z biletami na Trzy Korony. Była kolejka ale nie ogromna. Trochę ludzi było ale w porównaniu z Tatrami to jak nic. Po 15 minutach weszliśmy na Okrąglicę (najwyższy szczyt Pienin Właściwych, ale nie całych Pienin. Najwyższa jest Wysoka w Pieninach Małych). Widoki były niesamowite. No to czas iść dalej. Poszliśmy przez Górę Zamkową. Jest tam Zamek Pieniny, aktualnie zamknięty dla zwiedzających. Dalej poszliśmy w kierunku Sokolicy.do momentu rozwidlenia szlaku było płasko i gładko. Po tym jak już poszliśmy właściwym szlakiem zaczęło się robić trudno. Szło się po skałach. Ale było stromo i bez barierek było by ciężko. Po godzinie od rozwidlenia doszliśmy na szczyt Sokolicy. Niestety symbol Pienin jest zniszczony. Sosenka na Sokolicy już nie jest taka piękna😪. Na szlaku⬇️. Dalej znów Sokolica Tatry⛰️ No to czas schodzić. Do przerwy przez Dunajec było 30 minut. Minęło szybko. To czas na przeprawę tratwą. Płynie się 1 minute. Koszt 3 PLN od osoby ale dobrze ze jest. Tratwa zabiera 12 osób.
    2 punkty
  8. W styczniu może być różnie, na przykład w tym roku Austrię zasypało śniegiem i ośrodki w Górnej Austrii czy Salzburgerlandzie walczyły z 3-4 metrowymi opadami, a w Karyntii tylko poprószyło. Ale: - w styczniu dzień jest krótki, dlatego moim zdaniem warto rozważyć długość dojazdu - zwłaszcza z północnej Polski. To jest różnica dla kierowcy - dodatkowa godzina albo dwie przez Alpy do Włoch. Mniej się to odczuwa wiosną, ale w styczniu, w trudnych warunkach to ma znaczenie. - większe koszty za paliwo do Włoch, ewentualnie za włoską autostradę. - o skipassach dla dzieci już pisano. Ośrodki z darmowymi skipassami dla dzieci do 10 lat jednak niekoniecznie zawsze mają dużo tras niebieskich - na przykład Hochzeiger. A może Almenwelt Lofer ? Jest blisko, dobry dojazd, skipassy rodzinne i sporo niebieskich tras? - zwróć też uwagę, czy w ośrodku są kanapy z osłonami lub/i gondole. W styczniu to bywa przydatne. - z pogodą to niekoniecznie mi się tak sprawdzało, że we Włoszech lampa, a w Austrii śnieżyce. Bywa i odwrotnie w tym samym okresie czasu.
    2 punkty
  9. znam takiego co śpi w aucie na parkingu pod wyciągiem a skipasa nie kupuje tylko podchodzi na skiturach
    2 punkty
  10. czas sie trochę odmrozić na forum, też jestem w trakcie planowania ferii, grupa rozrasta mi się do 30 osób w tym 10 dzieci, szkółka itd - nie bedzie łatwo juz zacieram rączki co do meritum, dużo tutaj dobrego zostało napisane, 1 w Alpy da sie pojechac za 5k, kwestia miejsca i terminu i oczywiście pewnych wyrzeczeń 2 jeśli w ogóle rozważasz wyjazd w Alpy - jedź w Alpy!! zapewniam ze wrócisz jako inny człowiek i narciarz 3. szukaj ośrodków z darmowym skipasem dla dzieci - były podawane wyżej, dorzucę Stubai, najwiekszym i stałym kosztem jest skipas, i zazwyczaj te mniejsze ośrodki sa tańsze jesli chodzi o skipasy 4. termin - gdzieś tam piszesz o początku stycznia - doskonały wybór, będzie trochę taniej i mniej tłoczno a warun powinien być dobry 5 miejsce - z tego co wyczytałem Kaszuby - północ, czyli dwa podejścia: mam tak daleko, że i tak wszystko jedno więc dojadę wszędzie - tu wspomniany Neuders jest super, można myśleć tez o Livigno, wspomniane V d Sole, Stubai, lub też mam daleko wiec szukam gdzies w najblizszej czesci Alp - Alpy Salzburskie i Karyntia (wspomniane Bad Klainkirchen) - te osrodki w listy @lokiec3 generalnie tez sie rozglądam wiec pozwole sobie sie dopisywać
    2 punkty
  11. 24 godziny,czyli do jutra do południa. Zostało mu około 200km. Wydaje mi się, że wieczorem będzie w Przemyślu
    2 punkty
  12. Tu masz moje typy na pierwszy wyjazd z dziećmi: https://www.bergfex.at/waidring-steinplatte/ https://www.bergfex.at/hochzeiger/ https://www.bergfex.at/annaberg-lammertal/ https://www.bergfex.at/grosseck-speiereck/ https://www.bergfex.at/wildkogel/ https://www.bergfex.at/tauplitz/ https://www.bergfex.at/gerlitzen-alpe/ https://www.bergfex.at/katschberg/ I włochy to jedynie to kojarzę: https://www.bergfex.it/ponte-di-legno/ https://www.bergfex.it/paganella/ Tu jest tanio, tylko dojazd.... https://www.bergfex.it/sulden-ortler/ Pozdrawiam.
    2 punkty
  13. Zwiedzanie Krety to minimum dwa wyjazdy z bazą zachód (Chania) i wschód na prawo od Heraklionu , wyprawa do wąwozu nawet z Chanii to cały dzień. Rowery tylko dla zawodowców, bo podjazdy trudniejsze niż w Alpach plus temperatura, my mamy inny sposób na zwiedzanie wysp Greckich polecam ale tylko dla jeżdżących motocyklem (skuterem) na co dzień w Polsce.
    1 punkt
  14. chyba miałem wyjątkowe szczęście bo w ostatnich 40 latach ani razu nie musiałem zakładać łańcuchów na Niemieckich i Austriackich autostradach,
    1 punkt
  15. Szkoda,że był o takiej porze ,bo podjechałbym do Małastowskiej mu potowarzyszyć.Wyciąg podlegał w ostatnim czasie burzliwym wydarzeniom,o których możecie poczytać na FB/magura skipark,chodził,nie chodził ,polecam lekturę...A pewnie już nie będzie chodził,bo niedawno mój znajomy,właściciel restauracji w pobliżu,któremu ten stan bruździ w interesach,był u Zasady,chcąc go kupić.Ale ten wyśmiał realistyczną ofertę i powiedział,że pewnie go zdemontuje i przeniesie do Świeradowa,bo poprzedni dzierżawca jest mu winien 900 tys....
    1 punkt
  16. fajna wycieczka ale niestety bardzo popularna, trzeba bardzo wcześnie wystartować by nie maszerować w tłumie klapkowiczów
    1 punkt
  17. Maciek planuje jechać całą noc, ponad 700 km przejechane. Incydenty burzowe miał w Witowie i po wyjeździe z Zakopanego...na szczęście niegroźne.
    1 punkt
  18. 1 punkt
  19. Proszę bardzo! Tak, można wziąć obiadokolacje. Są też dwie fajne knajpy blisko hotelu. Co do ceny - proponuję jednak napisać maila do właścicielki, czy ma miejsca i jakie ceny w okresie okołonoworocznym.
    1 punkt
  20. Cześć, Dzisiaj rowery. Wypożyczyliśmy na miejscu, w Orlicy. Pojechaliśmy Przełomem Dunajca w kierunku Czerwonego Kalsztoru. Było dość chłodno ale bardzo fajnie. Po dojedździe do Czerwonego postanowiliśmy jechać dalej, do Niedzicy. Jechaliśmy po Słowacji. Jedzie się tam świetnie. Kierowcy nie wyprzedzają cię z prędkością z 20 km/h większą niż dozwolona. Jazda szła szybko. Widoki na Trzy Korony niesamowite. Później podjazd pod górkę i mocno w dół. I już Spiska Stara Ves. Później Lysa nad Dunajcem. Do sklepu po Kofolę (oczywiście zimną i wypitą na miejscu) i znów w Polsce. Szybko dojeżdżamy do Niedzicy. Za rondem najgorszy podjazd. Szło ciężko. Później na tamę i kilka zdjęć. Następnie w kierunku Zamku w Niedzicy. Po kawie i wracamy. W Czerwonym Klasztorze zjedliśmy Bryndzowe Haluszki. Tam okazało się że padało. No to wszyscy ochlapani wodą i błotem. I znów jedziemy Przełomem Dunajca. Na granicy postój na zakup Kofoli (tańsza w Klasztorze ale trzeba to przewieźć). I do Orlicy
    1 punkt
  21. Maciek jedzie w tempie na około 96 godzin. Za nim pierwsze 400 km i zasłużony odpoczynek w Pietrowice Wielkie. Tradycyjny schabowy w Pasji i za chwilę dalej w drogę. @johnny_narciarz czuje się dobrze (jak na przejechane 400 km), pogoda dopisuje. Tak wyglądał sprzęt Maćka (ten z prawej) 40 km wcześniej w Prudniku Wczoraj w Lubawce pierwsi kibice już kibicowali... a Maciek nie gwiazdorzy i pozwolił się fotografować. Teraz gaz w stronę mety.🚴‍♀️
    1 punkt
  22. Dzisiaj poszliśmy z rodziną do Czerwonego Kalsztoru. Droga jest dość długa ale malownicza. Widoki na Sokolicę i Trzy Korony są bajeczne. Na początku była duża mgła ale po 30 minutach już świeciło słońce i było pięknie. W Czerwonym Klasztorze zjedliśmy Bryndzowe Haluszki (wiem, zła pisownia). Myśleliśmy że wrócimy busem za Sromowiec ale przewoźnik odwołał kursy Sromowce - Szczawnica (w szczycie sezonu...). No trudno, wracamy na nogach. Po drodze zakup w sklepiku na Słowacji (Złoty Bażant za 0,85 €, w schronisku Orlica 10 PLN...). I wracamy Przełomem Dunajca do Schroniska.
    1 punkt
  23. Już wczoraj przyjechałem do Szczawnicy tak ok 13. Poszliśmy w kier. Centrum ale dość szybko zaczęło padać i zwróciliśmy. Niestety nie ma już lodów z mleka owczego i koziego 😪.
    1 punkt
  24. Dzisiaj trochę bardziej egzotyczna relacja rowerowa, bo aż z Gór Skalistych. Od paru dni jestem w Wyoming w okolicach Jackson Hole. Jest to jedno z moich ulubionych miejsc i mam to szczęście, że ze względów rodzinnych co jakiś czas (raz na kilka lat) udaje mi się tu przyjechać. Od zawsze obiecywałem sobie, że za którymś razem podjadę rowerem pod ośrodek narciarski Grand Targhee i dzisiaj udało mi się zrealizować ten plan. Z wielu względów łatwo nie było - po pierwsze nikt z sąsiadów nie miał specjalnie nadającego się do jazdy roweru szosowego (niestety mój Canyon czeka w Krakowie); po drugie było cholernie dzisiaj gorąco, choć w miarę nabierania wysokości robiło się przyjemniej chłodniej; po trzecie jestem tu dopiero od dwóch dni i nie bardzo zaaklimatyzowałem się do wysokości - mieszkamy na mniej więcej 2tys. mnpm, a podjazd jest na około 2.500 mnpm. Na Garminie wygląda to mniej więcej tak - zasadnicza część podjazdu ma około 10 km i niecałe 500 metrów przewyższenia. Technicznie nawet to nie jest takie trudne, ale ze względu na wysokość i przełożenia w rowerze, ze dwa razy nawet nie to, że brakło pary w nogach, tyle że kompletnie mnie zatkało i trzeba było przystopować na złapanie oddechu: Teraz co do sprzętu. Najlepsze co udało się znaleźć, to nawet ciekawy rower, bo produkowany przez firmę Lightspeed rower z ręcznie wykonaną tytanową ramą. Rowery był produkowany w Tenessee w drugiej połowie lat 90tych. Miał niestety średnio górskie przełożenia - kaseta z tyłu miała 8-przełożeń, coś w stylu 11-23, no ale jakoś daliśmy radę: No cóż trzeba było zacząć zasadniczą część podjazdu - znak pokazuje, że do ON Grand Targhee mamy od tego miejsca 6,1 mili, czyli ok. 10 km: Droga wspina się do Góry. Asfalt jest bardzo równy i gdyby nie dwa momenty, gdzie całkowicie brakło tchu, a nie dało się już zjechać przełożeniami niżej, to byłoby super. Widoki są świetne, już od samego dołu widać królewski szczyt tej okolicy Grand Teton (4199 mnpm) - tzw. Tetons (od nich wzięła nazwę cała dolina, czyi Teton Valley), to tak naprawdę trzy szczyty, z czego będący po środku Grand, no cóż jest najbardziej... grand: Tu parę widoczków ze wspinaczki: Widoki cudowne: Po dłuższym czasie docieramy do szczytu, czyli ośrodka narciarskiego Grand Targhee. Jak głosi tablica - ośrodek obchodzi swoje 50-te urodziny. Dysponuje on 4-ma krzesłami; jest pozwolenie na wybudowanie dwóch kolejnych 6-cio osobowych długich kanap. Ośrodek słynie ze świetnych warunków śniegowych, więc praktycznie nie ma tu sztucznego naśnieżania (widziałem słownie jedną armatkę). Latem jest on mekką dla rowerów XC i Enduro - jest olbrzymia ilość tras i szlaków. Z górnej stacji krzesła na Fred's Mountain (coś pod 3 tys mnpm) rozciąga się piękny widok na Grand Tetons: Po podjeździe nie mogło oczywiście zabraknąć nagrody w postaci lodów i kawki: Zjazd na dół minął bardzo szybko - można się tutaj naprawdę rozpędzić, ale okazało się, że mój Litespeed ma problem ze scentrowanym kołem z tyłu - podjeżdżając tego nie czułem, ale przy ponad 50 km/h wibracje były dość przerażające, a hamowania mocno niepewne. Rower w końcu miał ok. 25 lat na karku, więc postanowiłem dać sobie na wstrzymanie. Za to widoki w dół też piękne: No coż - na tym w zasadzie mogę skończyć relację czysto rowerową. Na koniec mogę tylko polecić te okolice - niestety dostanie się tutaj z Polski jest skomplikowane, czasochłonne i drogie. Ja mam to szczęście, że mieszka tutaj moja rodzina i tzw. wikt i opierunek mamy zapewnione. Magnesem są dwa parki narodowe Grand Teton National Park i oczywiście znany wszystkim Yellowstone National Park, gdzie planujemy wybrać się z dzieciakami jutro. Zakończę relację dwoma widoczkami od strony doliny Jackson Hole - widać Tetony od drugiej strony niż na mojej relacji rowerowej oraz widoczek z jeziorkiem:
    1 punkt
  25. Nowe Warpno A ja dzisiaj wyciągnęłam rowerek po urlopie i śmignęłam sobie wieczorkiem ze ślubnym do Nowego Warpna. To popularna trasa na szosę - ze Szczecina ok. 90-100 km w obie strony (zależy z którego miejsca), ode mnie trochę bliżej, bo praktycznie równo 60 km. Dobry asfalt, mały ruch (szczególnie od kiedy moja miejscowość jest kompletnie rozkopana, wiele samochodów omija ten odcinek), a na końcu malownicze miasteczko. W samym Nowym Warpnie pokręciliśmy się trochę po uliczkach i nad wodą, popstrykaliśmy parę zdjęć - bo pogoda bardzo ładna i usiedliśmy na pyszne lody i piwko na spółkę w "Barze u Magdy" , z widokiem na Jezioro Nowowarpnieńskie. W miasteczku pustki, tylko w knajpce kilka stolików zajętych - głównie przez towarzystwo z Niemiec. Na starówce: Na co rybakowi rower? A może by tak na rybkę? Eee, nie - jednak lepiej na lody! W powrotnej drodze zatrzymaliśmy się na chwilę przy kościółku w Karsznie, a potem już tą samą trasą prosto do domu, do którego dotarliśmy, gdy zaczynało się zmierzchać.
    1 punkt
  26. To jest jedna z najbardziej zagadkowych inwestycji narciarskich. Nie dotarłem do żadnego zdjęcia, kiedy kolej byłaby czynna. Jedynymi sposobami są - pojechanie tam lub napisanie do TDT z zapytaniem czy kolei ma odbiór techniczny. Oba te sposoby są dla mnie mało realne. Może ktoś będąc w okolicy pokusi się o zajrzenie na tamten stok?
    1 punkt
  27. Cześć Ja bym jeździł "na pogodę", czyli: Jak jest dobra pogoda to Kasprowy. Jak pogoda słabsza, na górze np. wiele lub mgła/chmury to: Białka i przyległości z tym, że zacząłbym od Litwinki i Kozińca w godzinach dopołudniowych i wczesnym popołudniem. Można to połączyć z Jurgowem od rana. Po południu lub na jazdy wieczorne Białka - jako całość żeby zobaczyć i poznać. Harenda w połączeniu z Suchym daje drugie dzień nawet bez ruszania samochodu. Witów + Szymoszkowa + Gubałówka czy co tam w ogóle chodzi - dzień trzeci. No i rejon Gorców - Kluszkowce, Polana Sosny może Kasina ale to już dalej - dzień czwarty. Praktycznie żadna z górek może poza Białką nie daje na więcej niż dwie godziny konkretnej zabawy. Pozdrowienia
    1 punkt
  28. Czas na małe podsumowanie. BSA ma zdecydowanie lepsze warunki, i pewnie jeszcze jakiś czas się utrzymają, najlepsza trasa czarna, ale ostania ścianka mocno zmęczona, i należy w tym miejscu uważać. Najlepiej jeździć od samego rana, ja będąc tam na przysłowiowe „pierwsze krzesło” zastałem prawie pusty górny parking, i pustki na trasach, o 11, kiedy się ewakuowałem, ciężko było znaleźć miejsce do parkowania na którymkolwiek parkingu. Nieśmiertelny SMR, myślałem, że już dawno się poddadzą, a oni ciągle działają. Parking na Pośrednim prawie pusty, ludzi też umiarkowana ilość, trasy… no cóż, trzeba naprawdę ślepo kochać nartowanie, żeby tam jeździć . Z samego rana pewnie było trochę lepiej, później kiedy na dole zrobiło się miękko, degradacja 4 w dolnym odcinku była sporym wyzwaniem. Dzisiaj można było ponarzekać na warunki, można było porysować ślizgi nart, ale można też było nieźle się pobawić - ja skorzystałem z tej ostatniej opcji . Specjalne podziękowania dla @surfing za wsparcie w "forumowej logistyce" .
    1 punkt
  29. 11.15 SMR, u góry mgła i nadal twardo, dół zaczął puszczać, dużo przetarć i niektóre ciężkie do ominięcia - zdecydowanie żużlówki... Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk
    1 punkt
  30. System identyfikacji na bramkach 🤨 Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk
    1 punkt
  31. 8.30 BSA, u góry mgła i beton, liczne przetarcia, ale wszystkie do ominięcia Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk
    1 punkt
  32. Dziś (czwartek) Kluszkowce. Niestety już "puściło" i warun z przed dwóch dni był tylko pięknym wspomnieniem. Śniegu autentycznie dużo, żadnych przetarć, ale sporo ludzi (kolejki do wyciągu praktycznie zerowe, ale na trasie już tłok). Dużo muld i jazda w cukrze - mniej więcej tak, jak pod koniec marca (tylko słońca brak). Wysłane z mojego E5823 przy użyciu Tapatalka
    1 punkt
  33. Wczoraj Niedzica - Polana Sosny. W zasadzie to... polecam. Działa tylko "średni" orczyk, aczkolwiek na stoku nie było nikogo poza mną i moja lepszą połową. Wyciąg uruchomili specjalnie dla nas. Trasa nie była przygotowana idealnie, ale -hello- mieliśmy prywatny wyciąg!!! Miejscami wychodziło brązowe,ale dało się ominąć. Ogromnym plusem były widoki na jezioro i zamek. Czułem się trochę jak podczas PŚ w Levi :-P Wysłane z mojego E5823 przy użyciu Tapatalka
    1 punkt
  34. Szukanie jelenia w czasie ferii (jazda wieczorna 87zł) nie wróży niczego dobrego, pewnie był to ostatni sezon Magury Małastowskiej
    0 punktów
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...