Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
10.07.2020 - 10.07.2020
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 10.07.2020 uwzględniając wszystkie działy
-
Na przełomie czerwca i lipca miałem startować w czterodniowej etapówce Bike Adventure w Szklarskiej Porębie, niestety z powodu COVID-19, zawody przełożono na 2021, a skoro kwatera była wcześniej zarezerwowana, więc grzechem było nie pojechać i na luzie pojeżdzieć po tych rejonach. Poniżej kilka zdjęć z wycieczek po Karkonoskich i Izerskich szlakach. Zaliczone szlaki rowerowe w okolicach Szklarskiej Poręby, Pasmo Rowerowe Olbrzymy-część wschodnia, Singletrack Szklarska Poręba, Singltrek pod Smrkem. Podsumowując to prawdziwa rowerowa kraina i dla MTB i dla szosowców też(chociaż to nie ja).9 punktów
-
Cześć Oczywiście, że wiele/wszystko zależy od celu. Gdy jadę sam lub tylko z żoną to jazda, jak powyżej, czyli celem jest jazda i... koniec. Natomiast - podobnie jak piszesz - gdy organizujemy wyjazdy czy wycieczki rowerowe w grupie z przyjaciółmi cele są bardzo różne. Pisałem już o "Znanych wodowskazach Polski" czy "Trójstykach granic" - to tylko hasłowe cele do realizacji fajnych imprez gdzie szybkość i odległość nie mają znaczenia. Ostatnio wprowadziliśmy taka modę na imprezy celowane. Np. jedziemy na przedłużony weekend w Izery do kumpla, który remontuje dom i pracujemy/imprezujemy przez 5 dni. Mamy imprezy cykliczne np. układanie drewna na zimę u kolegi. Sam z żoną robił to trzy dni. Od trzech lat daje sygnał i spotykamy się w piątek po południu na 6-8 h i robota zrobiona a jednocześnie ekstra impreza zaliczona. Polecam takie rozwiązania wolnego czasu. Pozdrowienia serdeczne3 punkty
-
2 punkty
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Dzięki za te zdjęcia i pobudzenie wspomnień z dwu urlopów spędzonych na rowerze (i nie tylko) w okolicach Szklarskiej. Cudowne tereny!1 punkt
-
Fajnie, że o tym piszes - o celach jazdy na rowerze, motywacji. Zagadanienie tak samo ciekawe jak motywacja w pracy To też pokazuje, że, jak to wspomniałeś kiedys, "uprawiamy różne dyscypliny" tym samym narzędziem. Podzielę się trochę, dlaczego ja jeżdżę. 1) jazda w celu zajeżdżenia sie na śmierć - cisne ile moge zeby wypluć stres, siły a po kąpieli w domu być jak "nowonarodzony". To pozwala spędzać czas z rodziną bez zbędnych emocji i myślenia o czymś co nade mną wisi. 2) zwiedzanie + jazda z rodziną - spokojne poruszanie sie bez większego wysiłku żeby jak najwięcej pooglądać, odpocząć. To jest środek transportu z przyjemnością podróżowania i odkrywania. Ciekawe, nigdy nie miałem motywacji "dojechać gdzieś" czy "w danym czasie":. Kompletnie mnie to nie interesuje. @marboru A jak jest u Ciebie?1 punkt
-
Cześć Fajne zdjęcia, fajne wycieczki, zazdroszczę oczywiście bardzo! Zwrócić chciałem uwagę na fakt, że każde porządne zdjęcie dokumentacyjne powinno być wyskalowane. W wypadku zdjęć geologicznych skalą jest najczęściej młotek czy też szpadel. W wypadku zdjęć rowerowych typowa skala to rower. Twoje zdjęcia Rafał są znakomitym przykładem tej zasady. Pozdrowienia serdeczne1 punkt
-
Cześć Każdy ma inne cele. Mnie bawi jazda sama w sobie. Rower nie służy mi jako środek transportu do jakiegoś miejsca ale sama jazda jest celem. Oczywiste więc, że chcę żeby była efektywna i coraz lepsza i szybsza. Nie przez modernizację sprzętu czy też działania teoretyczne bo to z kolei mnie w ogóle nie bawi a wręcz śmieszy. Nie chodzi też o to żeby się zarżnąć. Ja przejadę i 100 km ze średnią 27-28 jak będzie dobra droga i będzie słabo wiało ale... po co? no chyba, że akurat mnie to bawi. Wiesz ja większość kilometrów pokonuje w tygodniu jeżdżąc do pracy i po mieście w różnych sprawach a czasami bo fajnie się jedzie. W weekendy rzadko bo wtedy robię inne jeszcze fajniejsze rzeczy z przyjaciółmi. Przesiadłem się na rower dzięki żonie bo to ona zaczęła pierwsza jeździć stale i bardzo lubię z nią jeździć bo jeździ! a nie się snuje. Nauka podstaw u mnie trwała jakieś dwa lata. Chodzi o kwestię techniki pedałowania, techniki zmiany biegów, taktyki zmiany biegów, techniki jazdy, techniki skrętu, równowagi, pokonywania nierówności, zaufania sprzętowi, oponom itd. Dużo rzeczy ale gdy dużo jeździsz przychodzi samo i to jest fajne. Zresztą sam zobaczysz i oby Ci to sprawiło i sprawiało jak najwięcej przyjemności. Pozdrowienia1 punkt
-
Na rowerze MTB jeździłem głównie w terenie, po asfalcie tylko fragmenty, więc nie mam porównania. Natomiast na rowerze Crossowym jak najbardziej i mam dokładnie takie same spostrzeżenia jak Ty w cytacie u góry @Mitek. Średnie rzędu 27-28 km/h robiłem na rowerze fitnessowym (pętle gdzie było i z wiatrem i pod wiatr)... Moim zdaniem na rowerze MTB można taki wynik wykręcić, ale nie jest to łatwe. Dużo łatwiej gdy na wymienionym dystansie 50 kilometrów są sprzyjające warunki...a mianowicie - mała ilość skrzyżowań, na których musimy wyhamować do zera (rower MTB rozpędzić nie jest tak łatwo jak szosy, czy fitnessa). Kolejna bardzo ważna sprawa, wiatr. Gdy jest sprzyjający, to każdy rower jedzie sporo szybciej niż normalnie. No i z tych trzech najistotniejszych rzeczy, ostatnia, to ukształtowanie terenu oraz jakość asfaltu - po płaskim, bądź lekko z góry jest ok...ale gdy mamy pod górkę na dłuższym fragmencie trasy... To bardzo szybko traci się avg... nie mówiąc gdy w asfalcie są mega dziury. Oczywiście powyższe piszę przez pryzmat własnej formy i doświadczeń...a uważam się za niezbyt mocnego rowerzystę Porównanie rower MTB 50 km = 150 km na szosie moim zdaniem nie jest trafione... Chyba, że porównujemy oba rodzaje rowerów na asfalcie i na tej samej trasie (przewyższenia)...ale nawet wówczas dałbym, to w innych proporcjach: Rower MTB 100 km, Szosa 140 km - max. Co do "treningu"... to kwestia podejścia. Jeśli ktoś jeździ dla przyjemności, nie analizuje parametrów jazdy, swojego ciała, ustawienia na rowerze - to po prostu sobie pedałuje ...ale jeśli ktoś bierze, to wszystko pod uwagę - trenuje, mniej lub bardziej profesjonalnie ale trenuje...jeśli do tego dołożymy jeszcze rowerowego trenera personalnego...to z całą pewnością można taką jazdę zadaniową nazwać treningiem. Słowo trening uważam, że nie jest zarezerwowane tylko dla zawodników W Radomiu polecam https://www.localgymsandfitness.com/PL/Radom/1384984091808719/TrenujRower Tętno, strefy, moc, interwały, jazda w tlenie, tempo, baza, jazda w trupa... rozjazd... Fajnie jest trochę pobawić się w trenowanie Jest przestrzeń do rozwoju, człowiek jest jeszcze młody, ma bowiem jedynie 46 lat Pozdrowienia serdeczne marboru1 punkt
-
Już od jakiegoś czasu chodził mi po głowie pomysł wybrania się na dłuższą trasę fitnessem po terenach przygranicznych. Ale najpierw były zamknięte granice, potem nie było czasu, albo pogoda nie taka. W końcu jednak przyszedł ten dzień i przekonałam Darka, abyśmy wybrali się na konkretną wycieczkę. Jednodniowy wypad do Meklemburgii odpada - ze względu na ograniczenia wjazdu, ale można przecież jeździć w Brandenburgii! Tak więc zaplanowaliśmy wyjazd transgraniczny - zachodniopomorsko-brandenburski, a dokładniej mówiąc fragment szlaku Odra-Nysa prowadzący Doliną Dolnej Odry. Nie była to nasza pierwsza wizyta w tych rejonach - bywamy tam co najmniej dwa razy w roku, nie licząc kilkudniowej wyprawy od Zgorzelca do Szczecina, zaliczonej trzy lata temu. Grunt to wcześnie wstać i mieć dość czasu w zapasie. O 5.40 radośnie obudziłam Darka stwierdzając, że kanapki na drogę gotowe i żeby się szykował . Szykował się i szykował - wyruszyliśmy o 6.40 . O tej porze w sobotę nie spodziewałam się dużego ruchu na ulicach Szczecina, ale jednak przejazd takimi rowerami przez miasto do komfortowych nie należał - światła, krawężniki, krzywa kostka, remonty dróg. Przy lekkich rowerach przeznaczonych na szosę dużo bardziej się to zauważa, niż przy turystycznych trekkingach. Skierowaliśmy się w stronę Rosówka - najbardziej na północ wysuniętego przejścia granicznego z Brandenburgią. Na granicy: Było jeszcze wciąż dość wcześnie - około 9.00 i ruch samochodowy na szosie B2 nie był zbyt duży. Zdecydowaliśmy się dojechać nią do Gartz (Oder), gdzie można wjechać na szlak. Po drodze trochę górek, ładne widoczki i czereśnie przy drodze. Ale tak przy ruchliwym asfalcie, to chyba niezbyt smacznie i zdrowo - choć szpakom zupełnie to nie przeszkadzało! W oddali - panorama Gartz. Na starówce odszukaliśmy bankomat, żeby wybrać trochę euro w gotówce. Do tej pory zwykle omijaliśmy ją bokiem, jadąc promenadą nadodrzańską, a to całkiem ładne miasteczko. Ruina kościoła św. Szczepana, z aktualnie remontowaną wieżą: A potem odszukaliśmy ławeczkę nad Odrą, gdzie zainstalowaliśmy się na drugie śniadanie. Klasyk z Gartz - czyli fotka z pomnikiem na pamiątkę trzech zburzonych mostów przez Odrę. Teraz najbliższy most jest w Gryfinie-Mescherin albo w Krajniku-Schwedt. Kawałek za Gartz znów jedziemy szosą, bo szlak biegnący koroną wałów przeciwpowodziowych jest od dwóch lat w remoncie, a objazd prowadzi niezbyt wygodną drogą z płyt. Od wioski Friedrichstal wracamy na Oder-Neiße-Radweg, najpierw kawałeczek przez las, a potem już nad kanałem w Dolinie Dolnej Odry. Niestety cały czas dokucza bardzo mocny wiatr - południowo-zachodni - więc mamy centralnie "w mordę wind". Na wałach przeciwpowodziowych fatalnie - jedziemy 15 km/h, mam wrażenie że zaraz mnie zdmuchnie, a przecież bynajmniej nie jestem kobietą filigranowej budowy ! Proszę Darka, aby podjął się roli "wiatrołapa" i jakoś chowam za nim, wtedy jest nieco lżej. Zbliżamy się do Schwedt, przed którym trasa prowadzi malowniczym mostkiem nad śluzą w kanale Odry: Samo Schwedt - spory ośrodek przemysłowy z niewielką, ale ładną starówką - mijamy bokiem i dalej zmagamy się z wichrem, mając jako rekompensatę takie widoki: Chwila odpoczynku w Criewen. Tutaj mieści się centrum informacyjne Parku Narodowego Doliny Dolnej Odry oraz ciekawy pałac z ogrodem - warto zajrzeć. My jednak tym razem tylko przysiadamy na ławeczce obok drogowskazów: Kolejne miejsce to wioska Stolpe z górująca nad wioską wieżą obronną z XIII w. Czyż to nie jest idealna trasa na rowery szosowe? Jedziemy, jedziemy i dojeżdżamy do Hohensaaten, gdzie kilka łódek właśnie się śluzuje na kanale. Ale przez cały dzień nie widzieliśmy ani jednej barki na Odrze. Czyżby żegluga towarowa wciąż nie rozkręciła się po lockdownie? Tutaj po raz pierwszy rzucił nam się w oczy wyjątkowo wysoki stan rzeki. Prawdopodobnie fala kulminacyjna na Odrze, po ostatnich intensywnych opadach na południu Polski. właśnie dotarła na południowy skraj naszego województwa i przeciwległe tereny po niemieckiej stronie. W wielu miejscach jest dużo wody na terenach zalewowych na zewnątrz wałów. Jeszcze kilka kilometrów i już jesteśmy w Hohenwutzen. Jest 13.30 - pora na obiad. Proponuję, abyśmy zjedli w knajpce na Polenmarkcie w Osinowie Dolnym, ale Darek stwierdza, że ogórkową czy pierogi to on ma w domu i że chce prawdziwego Bratwursta . No cóż, w takim razie idziemy do Gasthofu w Hohenwutzen - Darek dostaje swojego bratwursta i piwo, a ja stek drobiowy z grilla i niemieckiego radlera, w przyjemnym ogródku, prawie przy rzece: Na Polenmarkt jedziemy i tak - uzupełnić picie na powrotną drogę, bo pusto w bidonach. Darek na moście granicznym: Odra-Oder. Potężna rzeka, która wreszcie znów łączy, a nie dzieli ... W Osinowie, na targowisku Polenmarkt, po tygodniach zastoju koronawirusowego, znów tętni życie: A my w tył zwrot i wreszcie z wiatrem. Niemiecki brzeg i polski brzeg: W powrotnej drodze wybieramy wariant przy wieży widokowej, czyli bliżej rzeki. Niektóre drzewa stoją całkiem w wodzie. Ale wysoki stan Odry jeszcze bardziej widoczny jest z góry, z wieży: Na kolejnym zdjęciu widać po koronie drzewa, jak mocno wiało! Niestety wiatr przyniósł też chmury frontowe i gdy byliśmy na wieży - zaczęło kropić. Na szczęście póki co - przelotnie i wkrótce przestało. Owieczki pod Friedrichsthal: W samej wiosce pstrykam taką oto aktualną dekorację - ma ktoś fantazję! Dalej pedałujemy do Gartz i odbijamy w kierunku granicznej wioski Staffelde, a następnie na polski Szlak Bielika. Na granicy po raz drugi: Namówiłam jeszcze Darka, żeby skręcić przed Pargowem (ostatnia polska miejscowość na zachodnim brzegu Odry) w lewo, wzdłuż granicy, kawałeczek na górkę z widokiem na Odrę. Mimo, że droga gruntowa, to dało się podjechać szoszówkami. Ładnie, bardzo ładnie! W wiacie w Pargowie robimy ostatni popas na kanapki. Chmury jednak coraz bardziej gęstnieją - nie ma co się rozsiadać, trzeba jechać, szczególnie, że już prawie 19.00. Jedziemy kiepskim asfaltem do Kamieńca, a potem superancką DDR-ką do Kołbaskowa, wśród dojrzałego zboża - chyba wkrótce żniwa! Żeby nie wracać przez Szczecin, wybieramy trasę na zachód od miasta - przez Smolęcin i Karwowo. Kilka podjazdów na wzgórzach stobniańskich - w gratisie. Malownicze ruiny kościoła w Karwowie: Zaraz za wioską niestety znów zaczyna padać i deszcz towarzyszy nam - mocniejszy czy słabszy - prawie całą drogę do domu. Kolejna rowerowa inwestycja w gminie Kołbaskowo, czyli DDR-ka Karwowo-Warnik: Dalej już było tak paskudnie, że nie robiłam zdjęć. Największą ulewę przeczekaliśmy na przystanku w Dołujach - podjechał autobus do Szczecina, ale nie, nie złamaliśmy się! W siąpiącej mżawce dzielnie popedałowaliśmy w stronę Dobrej Szczecińskiej . W domu byliśmy o 21.15 - jeszcze po widoku, zgodnie z planem. To była długa trasa - przy niezbyt sprzyjającej pogodzie, ale przejechana w całkiem dobrej formie, choć niezbyt szybkim tempie. No to pierwszą "dwusetkę" mam za sobą.1 punkt
-
W niedzielę wybrałem się na krótką przejażdżkę w kierunku jeziora Goczałkowickiego. Miało być ok 45 km 🚴, wyszło prawie 80 😃. W trakcie pokonywania kolejnych kilometrów odwiedziłem zamek w Grodźcu wraz z ruinami kościoła. Następnie wspiąłem się na górki koło Iłownicy, aby podziwiać wspaniałe widoki na okoliczne stawy. Po przejechaniu przez krainę żab i bocianie ruszyłem przez lasy w kierunku zapory w Goczałkowicach. Na zaporze, jak zawsze, sporo spacerowiczów, więc postanowiłem podjechać, nad położone koło Pszczyny, jezioro Łąka. Tam, to dopiero były tłumy 🙈. Odwiedziłem Spot do którego jeździłem wiele lat temu i postanowiłem wracać. W planie był jeszcze posiłek, świeży sandacz, e okolicach Ochab. Był pyyyszny! Mijając Skoczów, najedzony, przy pięknym zachodzącym słońcu dotarłem do domu.1 punkt
-
Po sobotnich ekscesach niedzielna rundka miała być lajtowa, przyjemna i - dla odmiany - raczej jak najmniej asfaltu. Udało się to ostatnie, bo chyba najgorszy moment dnia sobie z Darkiem wybraliśmy . Cały dzień straszna wichura, ale ciepło, a w prognozach deszczu nie zapowiadano. Może się przejedziemy? Ale na trekkingach, żeby ... siodełko było inne. Dobra, siadamy po obiedzie na trekkingi - nie jest źle. To może do Stolca przez łąki nad Świdwiem? Pokręcimy coś koło 30 km, wypijemy browarka nad jeziorem Stolsko na spółkę i wrócimy szutrówkami przez las? Jedziemy najpierw "patatajką" - czyli drogą z płyt w budowie w kierunku rezerwatu Świdwie. Du, du, du, du. Potem przez łąki rezerwatu Świdwie. Gwałtowne porywy bardzo utrudniają jazdę, a pomimo wczorajszego deszczu polne drogi miejscami są znów bardzo piaszczyste. A do tego zaczyna padać. Rzucam bardzo niecenzuralne przekleństwa na tegoroczne lato. Dojeżdżamy do Stolca. Po raz kolejny siedzimy tutaj pod wiatą przystanku, przeczekując deszcz. Jaka nazwa, taka pogoda ... Gdy na chwilę przestaje, zaglądamy nad jezioro - sporo osób, pomimo kiepskiej pogody, choć do zdjęcia akurat znalazłam moment bez ludzi. Wracamy przez dwie szutrówki, a potem gruntowymi drogami przez las. Gdy jesteśmy kwadrans drogi od domu - deszcz przestaje padać, a wiatr słabnie. Wkrótce nawet pokazuje się słońce, akurat jak dojeżdżamy pod naszą bramę.1 punkt
-
Kolejna wycieczka Miała być stówka z Paulą, ale późno wyjechaliśmy i trzeba było skrócić dystans, bo po godzinie 21, to już się słabo jedzie i człowiek bez oświetlenia mało widoczny jest. Wyszło 86...i to też dobrze biorąc pod uwagę, że w ciągu dnia skwar sięgał w słońcu +31 stopni. Jazda w tlenie, z tętnem średnim 138 - to jak dla mnie 2 strefa. Mapa: Dzisiaj mało zdjęć...i głównym celem była moja Druga Połowa Przerwy były dwie - jak skończyła się droga, drugi raz...na siku Klimatyczne bajorko po drodze Mazowieckie klimaty... Dzisiaj na trasie były dwa podjazdy. Jeden przed Głowaczowem 5%...i za Brzózom 6% I na szczycie 😮 Krówki Łany... Lasy... ...czego chcieć więcej? Weekend rowerowo udany Łącznie z wczorajszym, wieczornym, mocnym treningiem oraz wcześniejszą wycieczką nad Wisłę przekręcone ponad 250 kilometrów. Pozdro!!!1 punkt
-
A co Cię tak zabolało? Jak kogoś stać, to jego sprawa, ile płaci za nocleg.1 punkt







