W 3 secie przy stanie 15-20 wyłączył mi się telewizor, obraz powrócił gdy było po 23. Po ostatnim zbiciu Kąkolewskiej (jakoś nie mogę przywyknąć do nowego nazwiska) na szczęście skorzystałem z możliwości cofnięcia ponownie do 15-20 i obejrzenia na spokojnie jak z opersji nasze wyszły, doskonale broniąc w polu. Jednak najlepszą obroną w meczu popisały się Chorwatki w 4 secie. Jedna z nich podbiła piłkę przewracając się na bandzie, a kolejna przebiła na naszą stronę. Wstała jednak błyskawicznie i kiedy Polki kontrowały była już na środku boiska. Samą akcję wygrały jednak Polki. Przypomniało mi to akcję z finału olimpijskiego w Sydney, kiedy w meczu o złoto zmierzyła się wtedy mocno już okrojona po wojnie domowej Jugosławia z Rosją. Złoto zdobyła Jugosławia, a w 3 secie podobnie jak Chorwatka, brat naszego trenera męskiej drużyny Vladimir Grbić pognał ponad bandą podbijając piłkę, przwrócił się, w międzyczasie kolejny zawodnik przebił piłkę na stronę Rosyjską. Rosjanie wyprowadzili od razu kontrę, a do bloku zdążył wrócić Vladimir i postawić czapę atakującemu Rosjaninowi. W tym momencie Rosja już wiedziała, że nie wygra i nie ugrali nawet seta, a ich miny pamiętam do dzisiaj, Nikoli i Vladimira zresztą też, choć zupełnie inne od rosyjskich.
PS Brakuje trochę Smarzek, moc ataku naszej drużyny mogła być większa. W przyjęciu może trochę słaba, ale moc w ataku i na serwisie sporo potrafi zagrać asów, oczywiście jak jest zdrowa i w formie.