nie pamiętam, ale przypomniała mi się przeczytana niegdyś w jednym reportażu historia:
"czasy prl, może i nawet 78. wieczór sylwestrowy. wyrusza ostatni autobus do ustrzyk dolnych.
śniegu po drodze w pigułę. mróz jest tak siarczysty, że rysuje na szybach esy floresy,a przednia szyba zamarza.
czas nieubłagalnie upływa. niezamarzający płyn w spryskiwaczach już dawno się skończył, choć tak naprawdę nie posiadał przypisywanych mu nazwą właściwości.
i w tym krytycznym momencie objawia się nam prawdziwy bohater.
spośród pakunków upchanych pod sufitem wyciąga zawiniątko, a w nim butelkę najprawdziwszej czystej, która tego wieczoru miała rozgrzewać gardła i głowy sylwestrowiczów.
odbija butelkę, odkręca i bierze się za rozmrażanie przedniej szyby.
cały autobus głęboko wzdycha..."
-----------------------------
to jest dopiero Tragedia:D