Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Wujot

Użytkownik forum
  • Liczba zawartości

    2 888
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    127

Zawartość dodana przez Wujot

  1. Wujot

    Dreszcz...

    No nieźle - 28 stopni różnicy. + 23 - to już kwalifikuje się na T-shirt. Nie zapomnijcie o kremie. Pozdro Wiesiek
  2. Wujot

    Dreszcz...

    Napiszę (bo warto) - jak mi Arek podeśle foty. Pozdro Wiesiek
  3. Wujot

    Dreszcz...

    Wygląda, że może być tydzień totalnej patelni przy dość wysokiej temperaturze (pewnie już sprawdziliście) więc wiosenny SS może się przydać! Przy tak pozytywnym nastawieniu jak Twoje na pewno będziesz bardzo zadowolony. Dobrej zabawy Pozdro Wiesiek
  4. cha, cha - jak widzę kilometry to - tras. :biggrin::biggrin::biggrin: No to Saalbach obowiązkowo! Pozdro Wiesiek
  5. Poprawię bo to jest ważne - Skicircus to 200 km tras - region absolutnie świetny to jedna z najlepszych stacji (choć też niska) a na pewno najlepsza na tym karnecie! Warto pamiętać (freeridowo) o Fieberbrunn oczywiście jakby spadło to 50 cm. Pozdro Wiesiek
  6. Zamykasz temat??? :laughing::laughing::laughing: Życzę Wam aby pogoda nas wszystkich zaskoczyła i spadło w SkiWelcie na Wasz Przyjazd z pół metra śniegu, drzewa pokryły się śnieżną kołderką, było w dzień -2 stopnie i piękne słoneczko a trasy były kompletnie puste. I tego się trzymajmy Pozdro Wiesiek
  7. Nigdzie nie zaprzeczam Napisałem, że Kitzbuhel jest lepsze od SkiWeltu a nie, że jest wyżej położone. To po pierwsze po drugie to jest nawet położone wyżej bo lewa strona dobija się do 2000 m.n.p.m. A Skiwelt zasadniczo prawie nie przekracza 1700 m.n.p.m. Te 300 m - jako doświadczony narciasz wiesz, to znacząca różnica. Ale żeby była jasność nie jestem miłośnikiem Kitzbuhel - bywam tam często bo jest na obu sezonówkach i tyle. Byłem też parę dni temu w drodze do Ostirolu i jest przepaść w ilości śniegu tu i tam (w Sillian czy St Jakob in Deferregental pojeździliśmy w puchu po kolana a czasem głębiej - na stokach ubitych też był przyjazny dobrze trzymający ale niezabetonowany śnieg więc reszcie też się podobało). Ale oczywiście możesz uważać, że SkiWelt to najlepszy ośrodek na świecie i takie zdanie szanuję. Dla mnie to nie jest najlepszy ośrodek na świecie. Pozdro Wiesiek
  8. Słabe strony ośrodka (według moich upodobań) - bardzo ograniczone możliwości off piste - dzike tłumu (w tym zdecydowana nadreprezentacja słabo jeżdżących) - krótki sezon (do marca) a i tak pod koniec trasy pozamykane bo brakuje śniegu - często lodowo z rana (nie tylko poprzez sztuczny śnieg ale silne wahania temperatury jakie tu występują) Mocne punkty - obecność pobliskiego Kitzbuhel - o niebo lepszego więc zawsze można dać nogę - grupa czarnych tras (na Choralpe i Hohe Salve) jak się trafi na poranne oblodzenie - co często ma miejsce - to uczą pokory jak ch... Dla mnie to ośrodek zdecydowanie gorszy od wszystkich większych ośrodków w AT. Nie zmienia to faktu, że pozytywnie nastawiona ekipa może i tutaj doskonale się bawić i dużo wyciągnąć z każdego zjazdu. Piszemy jednak tutaj o ośrodku narciarskim jako takim więc powtórzę - to najsłabszy znany mi duży (powyżej 100 km tras) ośrodek w AT. Pozdro Wiesiek pees co do przejazdu do Kitzbuhel na nartach - jeśli wystartuje się z lewej części SkiWeltu (scheffau, Soll) to praktycznie z trudem można dojechać do ostatniej gondoli w Kitzbuhel (tej do Mittersill) z niewielką rezerwą czasową. Jest to o tyle istotne, że właśnie w okolicy Jochberg-Zweitausender- Pass Thurn) jest najlepsza część tego ośrodka. zdecydowanie lepiej jest mieszkać bliżej Kirschbergu tak aby nie tracić tyle czasu na przejazdy lub pojechać jednak autem.
  9. To naprawdę najlepsza rada - wszystkie te ośrodki znam i w każdym byłem łącznie po parę dni Stubai to około 6 porządnych urządzeń wyciągowych, Axamer Lizum podobnie, zjazd Wild'n Grubn w niczym nie jest lepszy od tego do Axams (o ile te zjazdy są możliwe). Z Axamer Lizum jest zjazd do wspomnianego Muttereralm i to kolejne 2 gondolki z wysokimi (1000 m) przewyższeniami. A jeślibyś mógł pojeździć w Kuhtai (i Hochoetz) to nie ma się co zastanawiać. Pozdro Wiesiek
  10. Byłem tam ze trzy tygodnie temu - warunki były identyczne:smile: Widzę, że nie masz w planach St Johann (a jest też na schneewinkel) - polecam. Pewnie troszkę trudniejszy ale dla dzieci sporo się znajdzie. Fieberbrunn to świetny freeridowo ośrodek (pod warunkiem, że jest dostatecznie dużo śniegu). Dobrej pogody! Pozdro Wiesiek
  11. Wujot

    Ischgl i coś jeszcze

    Wszystko zależy jak się jeździ - w ciągu dnia narciarz może przejechać powyżej 30 (tak nawet do 35) urządzeń wyciągowych. W SFL jest ich 25 (nie liczę orczyków bo nie ma potrzeby ich odwiedzać, dwa inne krzesełka też można sobie darować bo są zdublowane). Można więc spoko parę najlepszych powtórzyć i a przy reszcie zaliczyć reprezentatywną trasę. Na pewno da to dobre pojęcie o ośrodku. Sam przejazd z jednego końca na drugi to 1.5 godz. A ponieważ mało (dosłownie jedna) jest płaskich tras "łącznikowych" to podróżując jeździ się normalnie na nartach. Optymalnie jest wystartować z Ladis bo najbliżej i żółta gondolka jest pierwsza uruchomiana. Pozdro Wiesiek
  12. Wujot

    Ischgl i coś jeszcze

    @gajowy01 Małe jest piękne ale wpierw duże trzeba zaliczyć! Nie myśl, że ktoś pojedzie pierwszy raz z Polski >1000 km do paro-wyciągowego systemu. Jeden dzień nawet po tak dużych systemach da niezłą orientację. Na czym polega wyższość eksploatowania dogłębnego systemu jeśli w tym czasie mogę zobaczyć drugi, nawet pobieżnie? To w kwestii "narciarstwa turystycznego" a wyraźnie taki tu jest kierunek. Bo jeśli chodzi o doskonalenie techniki jazdy to oczywiście najlepszy będzie ten pusty czyli mały. Przy eksploatacjach off piste też bym co innego polecał. A takie Mega Safarii - w czym problem? Godzinie dojazdu? pozdro Wiesiek
  13. Wujot

    Ischgl i coś jeszcze

    Jeśli mieszkasz np w Landeck to - St Anton - 2 dni - Lech - 1 dzień - SFL - 1 dzień - Ischgl - 2 dni Resztę daruj sobie - chyba, że byłyby dzikie tłumu wtedy może Kappl lub Venet. Pozdro Wiesiek
  14. Podobnie jak Mitek uważam, że można sporo zrobić aby zadbać o swoje bezpieczeństwo. Ja wychodzę z założenia, że jeśli jestem najszybszy na stoku to nikt we mnie nie wjedzie, jak mam kogoś wyprzedzić to za nartami. Często jadę na krawędzi trasy w odsypach lub zgoła poza trasę bo tam nikt nie jeździ więc wyprzedzać można swobodnie choć zawsze biorę pod uwagę, że ktoś może wypaść z trasy bądź mieć ochotę się zatrzymać. Jednak nie zawsze łatwo jest wymyślić sposób na bezpieczną jazdę - najgorzej jest gdy gęstwa ludzi zmusza nas do poruszania się z prędkością gęstwy a narciarzy wokół siebie masz na wyciągnięcie kijka do tego konfiguracja terenowa uniemożliwia jazdę off piste. Jest tak np. na wąskich zalodzonych trawersach. Widzisz przed sobą snowboardzistę ledwo panującego nad deską, obok narciarza co rozpaczliwie kontroluje prędkość za tobą podobne obrazki. Zatrzymać się nie można bo wąsko i przepaść a druga ściana jest zbyt stroma aby wskoczyć. Zawsze można powiedzieć, że po co tam się pchałeś ale po pierwsze wjeżdżając tam nie znałeś sytuacji (korka przed tobą) a po drugie to jedyny dojazd do terenu gdzie masz zamiar jeździć. Czasem są niespodzianki innego rodzaju. Np armatka zamiast śniegu polała stok wodą tworząc żywy lód a na to spadł "maskujący" opad 2 cm śniegu. Widziałem takie pułapki, których NIKT nie był w stanie przejechać (leżało 50 osób pod rząd a dłużej już nie sprawdzałem). Kolejna sprawa to zła wola - przypadki celowych kolizji - przeciętny narciarz nie będzie miał szansy ich uniknięcia. To oczywiście margines marginesu ale konkluzja jest taka, że zawsze jest margines ryzyka i nieprzewidywalności nawet jeśli jesteśmy wprost niezawodni (a przecież tak nie jest). Na takie okoliczności pozostaje wiara w siłę moich mięśni, ograniczanie wagi i szybkość reakcji i przykładam do tego wielką wagę. Nie mniej z trudem to napiszę (bo zakładam, że wszystko ode mnie zależy) jest niestety pewna doza przypadku, która może czasem niestety zadziałać przeciwko nam. Staram się ją ograniczyć do minimum i na boisku jest to dość łatwe ale poza trasą już bardzo trudne. Pozdro Wiesiek
  15. Wujot

    Zbroja narciarska

    Mam 100% odmienne zdanie - zawsze ciuch to był tylko ciuch. Szlachcic nosił kontusz i mógł być burakiem i mógł być dobrym człowiekiem. Złote guziki w mundurach urzędników dodawały powagi ale czy zmieniały człowieka? Nieskazitelne garnitury kasty politycznej (patrz śp Lepper) dokonały przemiany wewnętrznej? Wiem, że oceniamy na podstawie wyglądu zewnętrznego ale nawet widząc kogoś kto fatalnie zestawił drogie markowe rzeczy co możesz powiedzieć - co najwyżej, że nie ma smaku (albo to olewa). Wewnątrz może to być ktoś wartościowy. Oczywiście czasem (a w zasadzie zawsze) ubranie jest jakimś komunikatem, mówi o przynależności do grupy, albo indywidualizmie. Ale zafałszowane jest to okazjami, prezentami - nosi się czasem to co akurat "było po drodze". Więc jak widzę tego narciarza co go opisałeś to myślę sobie - nauczy się! Pozdro Wiesiek @Torres - każdy wątek ma fazę konstruktywną (konkretną i na temat) a później towarzyską, co ciekawe ta druga czasem jest ciekawsza jak pierwsza (choć nie tym razem).
  16. Wujot

    Zbroja narciarska

    Ja osobiście mam inną filozofię, np. zauważyłem, że gogle za 700 zł rysują się prawie tak samo jak te za 50 zł. Zamiast więc nosić coraz bardziej porysowane wymieniam po maks 50 dniach na nartach. Z kurtkami jest podobnie, nawet te najlepsze wytrzymają może 200-300 dni ekspozycji na alpejskim słońcu - wszystkie są spłowiałe. Wątpię czy Bogner jest aż tyle trwalszy... Ale nawet - koszt kapitału 5% (niewiele) z 8000 zł daje rocznie 400 zł. Czyli nie naruszając kapitału mam co roku nową kurtkę. Jaki jest (kapitałowo) sens wydania tej sumy? No chyba, że się z tym dobrze czujesz - ja akurat nie, wolę kasę na koncie. Ale dekapitalizacja sprzętu narciarskiego jak się dużo jeździ w surowych warunkach (ostre słońce, wiatr) to dla mnie spory problem. Teoretyczna żywotności nart i butów (podawane na 200 dni) - wystarczy na 3 lata. W praktyce może być (jest) gorzej jak trafisz na kamień co wyrwie krawędź lub klamrę od buta. Albo w puchu zgubisz nartę. Dlatego moja skłonność do wydawania kasy na narty kończy się na 1000 zł - wyżej to musiałbym jeździć tylko po boisku. Prawdziwe koszty zaczynają się jednak przy zabawie w poważniejszy freeride czy skitury/skialpinizm. Tutaj część niezbędnego ekwipunku kosztuje 1 zł/g i to w wersji ekonomic czyli 10 kilogramowy set może kosztować 10 000 zł. Na szczęście każdy może wydać ile może. Zestaw z "wystawki" też pozwala jeździć, nie trzeba płacić za wyciągi bo można podejść, narty biegowe są też fantastyczne. W plecaku chleb się zmieści... i wystarczy. Byleby kasy na dojazd w góry wystarczyło bo tego się nie przeskoczy. Parafrazując przytoczony cytat: Warto to być na nartach. pozdro Wiesiek
  17. Wujot

    Zbroja narciarska

    Jeden z naszych forumowych kolegów na nartach mimo zbroi (motocyklowej) uszkodził sobie bark - jest przekonany, że gdyby nie ochraniacz to miałby go pogruchotany. Jeśli tak, to była to najlepsza inwestycja w życiu. Na boisku zanim się nauczyłem jeździć (pewnie nie tylko ja) zaliczyłem setki upadków, taka ilość gleb poza trasą musi się zakończyć trafieniem na coś. A w końcu parę upadków podczas całodziennej jazdy off piste jest możliwe. Warto więc się zastanowić jak jeździć i w czym. Na off piste wredne jest to, że w zasadzie powinno jeździć się szybko i to nie tylko ze względu na lepszą manewrowość ale zapas prędkości na przeskoczenie np strumienia. Póki jedziesz jest fun ale jak upadasz to zastanawiasz czy zaraz nie zostawisz zębów na przysypanym pieńku czy skale. Więc kask z gardą (mało takich) byłby bardzo wskazany, plecak z usztywnieniem też ta ochrona na barki może też bo to są bardzo wredne urazy - praktycznie nie do naprawienia. A oprócz zagrożenia kontuzją zawsze może nas zasypać lawina (szczególnie jak jeździmy na halach - wtedy wpadnięcie na pieńki, czy głazy raczej nie grozi). Nie to, żebym "zabawę" poza trasową odradzał ale warto wiedzieć za co się zabraliśmy. Pozdro Wiesiek
  18. Wygląda, że wygaśnięcie patentu Dynafita zaowocowało skokowym rozwojem wiązań turowych (freeridowych???) Te vipec miałem w ręku i wyglądają znakomicie co do Dynafita to nie wiem czy waga jaką znalazłem 950 g nie jest na 1 szt czyli para 1900 g (???) bo aż się wierzyć nie chce, że mogłoby to być na parę - przy 16 DIN. Cena na razie porażająca a znając Dynafita to okazji nie będzie. W każdym razie patrząc na rozwój butów i wiązań turowych powiem, że tradycyjna branża zjazdowa wygląda jak skansen (mimo pewnego postępu w butach). Mniej więcej w połowie wagi można mieć już sprzęt o znakomitych właściwościach zjazdowych (nie ustępujący dobrym konstrukcjom zjazdowym) a do tego przecież przeznaczony do foczenia. W fokach też postęp - kolega kupił foki adhezyjne 4frnt i podobno rewelacja (czyli Gecko mają konkurenta). Pozdro Wiesiek
  19. może być ciężko - my rezerwujemy 2-3 m-ce wcześniej a schroniska czasem są zapchane... Pozdro Wiesiek
  20. Mnie lekko zelektryzowało nowe wiązanie Fritschi (Diamir) oglądałem wersje demonstracyjną i to jest naprawdę fantastyczny sprzęt m.in z bezpiecznikiem z przodu. Niestety prognozowana cena 2000 zł. Ale to jest lekka rewolucja w sprzęcie TLT. Pozdro Wiesiek
  21. Wszystko zależy od celu - jeśli idziesz 7-8 godzin w ciągu dnie i jest w tym torowanie to jest olbrzymia różnica w foczeniu na narcie szerokiej a wąskiej. Duże znaczenie ma już nawet typ wiązania (szynowe czy TLT). Ja nawet fokę często używam prostą bo daje mniejszy opór choć na trawersach wymaga dużej uwagi. Dalej jak trzeba się wspiąć to dodatkowe 6 kg na plecach też robi a nie zawsze zrobisz skidepo. Po prostu freeride, skitury i skialpinizm płynnie się przenikają im więcej chodzenia, wspinaczki tym lżejszy sprzęt. Ale najsensowniej mieć dwa trzy komplety (na razie mam dwa a o trzecim myślę - czekam aż mi się zdekapitalizuje sprzęt zjazdowy). Pozdro Wiesiek
  22. Ze mną było podobnie i to skitury dały mi impuls do dalszej chęci jazdy. Także w ośrodkach, gdzie mam motywację aby jak najwięcej czasu spędzić na offie nawet wtedy gdy warunki są trudne. Bo na turach już nie ma czasu na naukę (z plecakiem kilkunastkilogramowym). W skituringu też jest eksplozja popularności, w schroniskach alpejskich potrafi być 100 skiturowców i na określony cel idzie nieraz kilkudziesięciosobwa grupa. Co zresztą zbytnio nie przeszkadza a nawet pomaga (torowanie drogi, ewentualna pomoc). Ale oczywiście bycie "samemu" w górach jest chyba najfajniejsze - dlatego w tym roku oprócz Alp chcę przejść Czarnohorę (a w przyszłości Karpaty Romuńskie). Póki nie ma tam jeszcze infrastruktury. Co do spraw technicznych to nikt z nas nie miał najmniejszych problemów z butami, wszyscy nauczyliśmy się minimalizmu i narty 70-80 mm muszą wystarczyć i nie za długie, wiązania - verticale. Cały zestaw (z butami) do 6 kg. Reszta - bardzo przemyślana, w naszym przypadku ponieważ głównie chodzimy po lodowcach to dochodzi jeszcze sprzęt wspinaczkowy (w tym jedna lub dwie liny). Jak się zacznie łazić po górach to oprócz techniki narciarskiej (to drobiazg) pojawia się tyle spraw, że naprawdę jest co ogarniać. Jazda po dniu podchodzenia to bajka więc na pewno radość bycia w górach Ci wróci. pozdro Wiesiek
  23. Duże i małe - odsłona 2 Podobnie jak i na naszym poprzednim wyjeździe plan był orientacyjny. Na pierwszy ogień w sobotę wybraliśmy Hochoetz i Kuhtai, w niedzielę miało być Soelden, w poniedziałek Gurgle a wtorek Berwang i ewentualnie Ehrwald. Sobota Kuhtai to nasz ulubiony ośrodek - ze względu na logistykę doskonale łączy się z Hochoetz. Najwygodniej jest dojechać do Oetz (800 m npm) wsiąść w gondolkę, trochę pojeździć lub nie w tym ośrodku i zjechać do Ochsengarten. Tam wsiadamy w skibus (chodzący co 30 imn) i po kwadransie jesteśmy w Kuhtai (2020 m npm). Tym ostatnim zachwycałem się już jakiś czas temu "Kuhtai leży bardzo blisko Innsbrucka (35 km). Jest tutaj tylko 1 gondola, 4 krzesełka (3 x 4, 1 x 2) i trochę orczyków. Czyli bieda dokumentna! Do tego zero sztucznego śniegu - armatek też nie mają!!! No i tras niebieskich - właściwie też brak - ręce opadają...Teraz napiszę więc o lepszych stronach tego ośrodka. Dół jest na 2020 m npm. Sezon trwa tu bardzo długo bo aż do 20.04. I to pomimo braku naśnieżania - po prostu go nie potrzeba. Stacja ma stoki z ekspozycją północną i południową co jest bardzo praktyczne. Jazdę można zacząć z rzędnych około 2500 m npm. Nie jest to może rewelacja ale 500 m przewyższenia to nie jest źle. Największą zaletą Kuhtai są jednak trasy. W wielu ośrodkach trafia się parę fajnych tras (spośród wielu) ale tutaj są wyłącznie takie! Wygląda to trochę jakby ktoś znalazł "patent" na trasę i powielił ją, w powiedzmy, 10 odsłonach. Otóż trasy konkretnie strome i wystarczająco pokręcone na długich, dolnych odcinkach biegną w naturalnych, wysokich rynnach. Można tutaj robić cuda - podkręcić tor jazdy i spaść w dół jak jastrząb na zdobycz. Można jechać górą patrząc w dół na nieboraków rozpaczliwie kontrolujących szybki stok. Można się bujać na jednym boku albo drugim. Aby nam się nie nudziło to znajdziemy rynny wielkie jak dla tira, są też zdecydowanie mniejsze. Te ostatnie - niestety przy orczyku, ale czarne trasy 9, 9a, 9b (szczególnie ta ostatnia - wąski wąwóz na samochód) to perełki dla koneserów. Ośrodek leży nad linią lasu i ma doskonałe warunki do jazdy przytrasowej. Wydaje się, że po rozrzeźbionej powierzchni można śmigać wszędzie. Niestety tego nie sprawdziliśmy bo podczas naszych pobytów było strasznie twardo."Od czasu tego opisu na Kuhtai pojeździliśmy kiedyś na puchu na północnej stronie i jest tam bardzo przyjemnie. Ale zaszła w tym ośrodku symptomatyczna zmiana - pojawiły się armtki śnieżne. I pewnie dlatego teraz udało nam się tutaj pojeździć. Było twardo, śnieg leżał tylko na dnie naturalnych half pipe. Ciężkie chmury wisiały nad naszymi głowami i cały czar Kuhtai prysnął (oczywiście w tym dniu). Ewakuowaliśmy się więc do Hochoetz gdzie było trochę lepiej.Ten system to w zasadzie jedna gondolka (bo ta z Oetz nie ma trasy) i parę kanap i krzesełek. Można tam znaleźć trochę opcji przytrasowych choć ogólnie bez rewelacji. Przyzwoity ośrodek na maks cały dzień. Niedzielę w Soelden zaczynaliśmy ze sporymi obawami, raz, że niedziela i miejscowi, Polacy wykorzystujący trzy wolne dni no i przede wszystkim Rosjanie (święta). I ci ostatni dominowali - najlepsze wzory Bognera i Sportalmu (czyli od 1000 E) widać było wszędzie, podobnie było z mową (tę oczywiście było słychać). Miejscowi się do tego przystosowali i napisy cyrylicą pozakładali - bardzo cenią tu gości zza naszej wschodniej granicy. Ponieważ w nocy trochę popadało a nad ranem był stale rosnący opad i razem z Jurkiem (JurekByd) z pewnym optymizmem patrzyliśmy na ten dzień. I rzeczywiście było coraz lepiej, zadekowaliśmy się na łącznikowej kanapie na Geislachkogl (tej z której prowadzi "5") i mimo sporej mgły i sterczących głazów spędziliśmy pod nią większość dnia - obszar jest tam olbrzymi i praktycznie cały czas jeździliśmy po świeżym puchu. Co możecie zobaczyć na poniższym zdjęciu - komórka Jurka niezbyt dawała radę w kiepskich warunkach ale puch widać! Trochę żałowałem, że muszę jeździć na dość wąskich 80 mm nartach (bo takie wrzuciłem) i co i rusz haczyłem o głazy - Juras na swoich 105 mm praktycznie cały czas był na wierzchu, szczególnie, że mając rockera był w pozycji neutralnej. Zyskałem więc pewnie z 20 cm długości solidnych wyrw w ślizgu ale oczywiście nie był to problem. Na trasach było zdecydowanie gorzej - tłumy narciarzy w nienajlepszej widoczności - zdecydowanie odstręczały od obecności na boisku. W poniedziałek zgodnie z prognozą była lampa więc zamiast Gurgli zdecydowaliśmy się na powtórkę - Soelden! Zaczęliśmy off piste w trójkę z Vilkiem zjazdem z Gigijocha w stronę Geislachkogla. Dopiero przy słońcu otworzył się w pełnej krasie cały olbrzymi potencjał off piste tej stacji. Dzień był niezwykle pracowity zjeździliśmy solidnie zdecydowanie najciekawszy obszar Geislachkogla, Na zdjęciu jest zjazd z góry (widać w tle podpory wagonika) żlebami na południe - jest tam całkiem stromo a czego na zdjęciu nie widać. Później już sam spenetrowałem obrzeża Gigijocha. W sumie w tym dniu na samym off piste wyszło mi 13 km w pionie co jest chyba moim rekordem. Ale muszę się przyznać, że zdecydowanie to w nogach poczułem. Wtorek to dzień wątpliwych uroków demokracji. Ku mojej rozpaczy większość przegłosowała Berwang. Nie to, żebym miał coś przeciwko Berwangowi ale w Soelden było jeszcze multum całkiem dobrego śniegu do zepsucia. A zamiast tego nisko położony Berwang obiecywał tylko boisko i to w niekoniecznie najlepszym stanie. Na nic zdały się moje lamenty. Towarzystwo zmęczone dwoma dniami jazdy w tłumie Ruskich ZDEZERTEROWAŁO. Postanowiłem nie dać zalać się potokowi żółci i jednak dostrzec jakieś plusy sytuacji (no przede wszystkim to, że jestem na nartach a nie w robocie albo domu). Największa zaleta Berwangu (i innych ośrodków w okolicy Lermoos) to położenie. Jest po prostu o około 1,5 godz bliżej Polski jak duże ośrodki tyrolskie - do tego czynny do 17.00. Jeśli macie trzygodzinną obsuwę podczas dojazdu, która zabierze Wam pól narciarskiego dnia to zatrzymajcie się w Berwangu a zaliczycie normalny solidny narciarski dzień. Także w dniu powrotu można rano szybko dojechać na stok i nartować o te 1.5 godz dłużej. Sam ośrodek jak na takie maleństwo jest zdumiewająco rozległy, obejmuje aż 3 okoliczne szczyty, http://www.bergfex.p...rwang/panorama/ Do jakiś "zapomnianych" odległych krzesełek i orczyków prowadzą długie i nudne dojazdówki a godzina na objechanie wszystkiego nie wystarczy. Ale prawdę powiedziawszy nie ma takiej potrzeby ponieważ największą zaletą Berwangu są dwa wyciągi prowadzące na Hochalm. Pierwszy to kanapo-gondolka (w proporcji 3:1) z Bichlbachu (gdzie jest optymalnie zacząć jazdę) drugie to kanapa z Berwangu. Szczególnie to pierwsze jest udane bo szybko zdobywa wysokość a trasa z góry ma około 3 km długości. Policzmy: 550 m przewyzszenia, cykl dla dobrego narciarza do 12 min. W godzinę robimy 2.8 km przewyższenia i 15 km trasy. pomnożone przez wspomnianą 8 godz. dniówkę wychodzi 22,5 km przewyższenia i 120 km jazdy. Najeździć się więc tutaj można do syta. Obie trasy z góry do Bichlbachu są przepiękne, urozmaicone i bardzo szybkie. Niestety nie było nam dane mieć super jazdy bo było twardo i lodowo. Zjazd do Berwangu już nie jest taki udany bo ma mielizny ale ponieważ to stok południowy to słońce szybko go roztopiło i miałem ulubioną ciapkę (co prawda z lodowym miejscami podkładem). Gdyby mokre pagórki były trochę większe i było choć trochę stromiej to zabawa byłaby przednia. Z pewnym zdumieniem zanotowałem cenę karnetu, 39 E wydało mi się jednak ciut drogo. Z drugiej strony tłumów tu nigdy nie ma a jak powiedziałem ostro i dużo pojeździć można więc czemu nie. Oczywiście niewyciśnięte do końca Soelden tkwiło we mnie jak upierdliwa drzazga. Jak widać czasem jednak wielkie ośrodki mogą wykazać swoją wyższość nad maluchami i trzeba wykazywać się czujnością komisarza politycznego z byłej epoki. Czego sobie (a także moim kolegom!) życzę. PozdroWiesiek Zdjęcia mam od JurkaByd
  24. Wujot

    nie łapię się w tym forum

    To może na razie nie pisz... :biggrin: Pozdro Wiesiek
  25. Wujot

    nie łapię się w tym forum

    sam? :biggrin: Pozdro Wiesiek
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...