Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Wujot

Użytkownik forum
  • Liczba zawartości

    2 888
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    127

Zawartość dodana przez Wujot

  1. Mariusz!Wielkie dzięki - bawiłem się podwójnie: raz gdy razem nartowaliśmy a drugi raz czytając forum. Takimi relacjami i zdjęciami zasługujesz na miano Pierwszego Propagandzisty - jestem pewien, że miejsce w busie dla Ciebie zawsze się znajdzie! Jeszcze parę słów o Kicusiu z punktu widzenia off piste. Można wyróżnić tutaj dwie części - górną: dość połogą i mało urozmaiconą oraz, po wyraźnym przełamaniu, zdecydowanie stromszą i urozmaiconą dolną. Deniwelacja ośrodka to 1050 m. Poniżej jest obszerny fragment dolnej części - to czego brakuje jest najciekawsze i najbardziej strome. Na całym obszarze jest kupę możliwości freeridowania, najlepsze są te w dolnej części (choć ze względu na warunki najwięcej pojeździliśmy na X1, zaliczyliśmy jeszcze X2, X3) Wadą systemu są kolejki do gondolki, która jest dość kluczowa dla funkcjonowania całości. Dość niespodziewanie, jak na koniec sezonu, 3 z 4 dni udało się spędzić na offpiste a wtorek na Kicusiu był naprawdę przyjemny. Po raz pierwszy zanotowałem w naszej ekipie sytuację gdy kolega jeżdżący po trasach nie miał towarzystwa do jazdy bo reszta freeridowała :laughing:. A jeszcze parę lat temu w ekipie trudno było znaleźć kogoś do offpiste...PozdroWiesiek
  2. Jest prawie nieprawdopodobne aby rozstawy otworów "pasowały" do różnych wiązań, szczególnie skiturowych. Ale to nie jest problem. Stare otwory po prostu kołkujesz a nowe wykonujesz tak aby były w pewnej odległości. Pozdro Wiesiek
  3. Wujot

    Snooker

    No i koniec! Miałem po pierwszej sesji nadzieję, że jednak Ding się podniesie i faktycznie było już tylko jeden straty. Ale Selby jest jednak cholernie mocny. Niech żyje król. Pozdro Wiesiek
  4. Wujot

    Snooker

    31-szy frejm Selby górą - Ding chyba sie już nie podniesie... Pozdro Wiesiek
  5. Z niecierpliwością czekam na relację (a szczególnie foty) z ostatniego dnia. To było prawdziwe creme de la creme naszego wyjazdu i bardzo udane zamknięcie tego wyciągowego sezonu narciarskiego. W "zjazdówkowym bloku" wyszło mi 18 dni na off piste co dało 46% z ogólnego czasu jazdy - biorąc pod uwagę ograniczone opady naprawdę nieźle... Pozdro Wiesiek
  6. Wujot

    Snooker

    Oglądam, mecz Fu z Selbym rewelka a ostatni frame wprost nieprawdopodobny. Wczoraj zresztą ten z Dingiem też ciekawy po 6:0 Ding sie jednak podniósł i 10:7 daje mu realne szanse. Ciekawe do której potrwa - stawiam 2.00 w nocy. Pozdro Wiesiek
  7. Teraz Sportgastein - to dość niezwykły ośrodek - w zasadzie jedna długa gondola o przewyższeniu prawie 1100 m! Góra jest prawie na 2700 m npm czyli jak na Salzburgerland wysoko. W dodatku ośrodek jest czynny tylko w soboty i niedziele. Nic dziwnego, że w weekendy przeważnie przyjeżdżają tu miejscowe sępy freeridowe licząc, że załapią się na jakieś ( siłą nie rozjeżdżone przez tydzień) zasoby puchowe. Na pierwszym zdjęciu widać skiroute (czarna, przerywana linia, najbardziej na prawo). Ze względu na ukształtowanie terenu jest to w zasadzie jedyna wygodna trasa off piste dostępna w ośrodku. I tam się bawiliśmy. Podobno znacznie fajniejsza jest opcja zjazdu do skibusa (na tym schemacie z lewej), nie jechałem ale może Jurek coś skrabnie. W dniu naszego pobytu narciarzy było jak na lekarstwo, spadło sporo świeżego ale też nieźle wiało. Do tego stopnia, że obok puchowych pól trafiały się partie wywiane do czystego lodu (dzień wcześniej było upalnie). Na górze była mgła, poniżej coś było widać, choć z kontrastem słabiutko. Jeździliśmy do pośredniej bo na dole śniegu było zbyt mało.PozdroWiesiek
  8. Mam podejrzenia, że po tej relacji Mariusza trafiłem na listę zainteresowań CIA, NSA, CBA itd. :angry:Dopowiem jeszcze parę szczegółów do pierwszych dwóch dni. Molek (czyli Molltaler Gletscher) to popularny karyncki lodowiec który możemy znaleźć na paru karnetach sezonowych. Na początku sezonu można tutaj na spotkać tłumy sportowców z różnych narodowych reprezentacji (w tym i naszej). Ale oprócz tej "sportowej" strony jest też ta druga - off pistowa. To całkiem przyzwoite miejsce gdzie można zaczynać swoją przygodę z jazdą przy i poza trasową. A ponieważ czasem nie ma wyboru (z racji pogody czy sezonu) i tylko lodowce pozostają w grze to tym bardziej warto je zinwentaryzować. Najciekawszy (moim zdaniem) zjazd nie został tutaj zaznaczony. Zaczynamy go na Scharecku - początkowo jedziemy równolegle do czarnej "4" a później stromszym kotłem dojeżdżamy do trasowej "5" niewiele powyżej stacji krzesełka. Na schemacie niezbyt to widać ale jest tam 700 m przewyższenia - po odliczeniu startu i końca zostaje z 600 m do zjechania. Czyli przyzwoicie. Początek zjazdu w osi stoku jest dość płaski, im bardziej odjedziemy na prawo (patrząc w dół) tym robi się stromiej - pod samymi ścianami jest na pewno 45 stopni i nie warto zbyt blisko podjeżdżać. My wyznaczyliśmy sobie linię do 30 stopni i tam się poruszaliśmy. Dalsza część jest zdecydowanie najciekawsza - szeroki dość stromy kocioł. Można tu znaleźć kupę wariantów o różnym nastromieniu. Jak jeździłem tam w listopadzie to była dosłownie jedna dość wąska dróżka wśród skał a teraz można było jeździć wszędzie. Co dobrze widać na szkicu Mariusza. Kolejnym wartym uwagi miejscem jest krzesełko Alteck - zjazd prowadzi niezbyt czytelnym żlebem (na zdjęciu Mariusza z lewej). Ponieważ ten stok jest nasłoneczniony to będzie tam się szybciej przetwarzało czy rozpuszczało. Można także spokojnie jeździć pod "powrotnym" krzesłem PanoramaBahn - jedynie trzeba uważać na przecięciach tras (można spaść z bandy). Te dwa opisane miejsca wymagają sporo śniegu i na początku sezonu raczej tam się nie pojeździ. Jeszcze więcej śniegu musi być na bardzo ciekawym zjeździe pod gondolką zakończonym stromym efektownym żlebem - tego ostatniego nie było szans zjechać mimo ogólnie niezłych warunków śniegowych.Podsumowując - szału nie ma ale nie jest źle i na pewno można sobie tutaj fajnie pojeździć pamiętając, że to bardziej warunki jak miejsce decydują o radości z jazdy.PozdroWiesiekDodam jeszcze jedno ciekawe zdjęcie z Molka Jak widać nawet na terenie stacji narciarskiej na terenie wydawałoby się dość bezpiecznym potrafi zejść "niezła" lawina - tutaj nawet na trasę ("4"). Jakaś świadomość, że jazda nawet w pobliżu stoku nie musi być bezpieczna plus odpowiednie wyposażenie powinna wszystkim "bawiącym" się w freeride powinna przyświecać...W
  9. Wynajmujemy jacht jako bazę do wypadów turowych - przemieszczając się od portów do portów. Punkt startowy to Tromso do którego dolecimy. Finansowo wychodzi to bardzo rozsądnie - praktycznie w cenie noclegów plus oczywiście transport. Coś więcej napiszę jak domkniemy czarter łódki. Pozdro Wiesiek
  10. Wszystko wskazuje, że za niecały rok odwiedzimy te piękne okolice - założymy ślad dla następców. Ekipa już jest, załatwiamy właśnie statek - jak podpiszemy umowę to będzie już w zasadzie pewne. Start z Tromso... Pozdro Wiesiek
  11. A w kwestii fok - sprzedawane są z zaczepami do określonej szerokości dziobu (rozwiązań jest parę, niektóre bardziej uniwersalne) długość się dopasowuje. Na rynku wtórnym wbrew pozorom też można dość łatwo coś dopasować (przynajmniej we Wro)
  12. 1.Czy chcesz przemontować wiązanie? Oczywiście bez problemu. 2. Czy szukasz rozwiązania typu alpine treker? Oczywiście też można. Najogólniej każdą deskę można przystosować do chodzenia. Pozdro Wiesiek
  13. Prędkość rzeczywiście jest bardzo ważna - można spotkać się z opiniami, że bez niej nie ma jazdy a szczególnie możliwości nauki. Z drugiej strony skala obrażeń po upadku jest też dokładnie proporcjonalna do prędkości (a dokładniej pewnie do jej kwadratu) - dlatego od dłuższego czasu skupiam się aby potrafić jeździć najwolniej jak się da (oczywiście jak chcę) a także wykorzystywać mniejsze nachylenia. Na off piste relatywnie dużo jest upadków "na twarz" - (rzadko kiedy suniesz się równolegle do śniegu - a jak tak jest to jeszcze gorzej) - jak takowy mi się zdarzy to lecąc zawsze się zastanawiam czy będę miał całe zęby, albo oczy... Każdy upadek traktuję jako "rzecz niedopuszczalną". Dlatego jazda bez upadku to podstawowa sprawa i jest tu parę zagadnień. Pierwsze to - wybór toru jazdy i reakcja na niespodzianki. Jeśli teren jest z grubsza znany, nie ma skał to nie ma problemów. Gorzej, choć zdecydowanie ciekawiej, jest gdy jeździ się po wykrotach - takich, że w zasadzie nie masz szans szczegółowo poznać terenu. A dalsza trasę widzisz dopiero na górce - z jednej strony prędkość jest przyjacielem bo jak tam się odsłoni strumień to może go przeskoczysz ...ale jak go nie przeskoczysz? Dla mnie główny problem jest taki, że niezbyt to zdążam ogarnąć. Po prostu procesor za wolny. I dlatego jadę na tyle wolno, że jeszcze to ogarniam a jak mi się w głowie zagotuje to mogę stanąć. Teraz przykryte skały i pieńki - tutaj sprawa jest rozwiązana - płytko idąca narta jest panaceum. Dostajesz kopa od dołu ale ponieważ o tym wiesz (bo już parę dostałeś) to jedziesz dalej jakby nic. Gorzej jak za nim jest od razu następny - doświadczalnie ustaliłem, ze po czterech z reguły już mam kłopoty z utrzymaniem się na nartach bo każde uderzenie psuje na chwilę pozycję. Największą awersję czujemy do rozpiętych drutów z pastwisk - jak widzisz paliki to nigdy nie wiesz gdzie jest i czy jest. O leśnych niespodziankach dużo można opowiadać - jak ktoś będzie z Was w Lermoos i będzie jechał z pośredniej na kanapie nad stromym lasem pełnym powalonych drzew - to tam z Jurasem zjechaliśmy... Ale po co ten tekst? Ano z tego teoretyzowania ma wynikać że: - jakkolwiek na każdej narcie wszystko zjedziesz to ta płytko idąca z podgiętym dziobem daje Ci zdecydowanie lepszą szansę. Im jesteś płycej tym lepiej. - im lżejsza narta i buty tym łatwiej zareagujesz (po prostu mniejsza masa rotująca) - jeśli nie masz turbo procesora, potężnych nóg i doskonałej techniki to nie próbuj powtarzać stylu jazdy z filmów. Jazda off piste jest zbyt piękna aby pozbawić się tej przyjemności jakimś głupim upadkiem. Warunek jeden i dwa są częściowo sprzeczne - każdy powinien się nad tym zastanowić. pozdro Wiesiek
  14. :laughing::laughing::laughing: Teoretyzuję spędzając 2/3 czasu narciarskiego czasu na off piste (jakieś 40 dni w sezonie) wśród takich jak ja, Ty nie jeździsz ale wypowiadasz się - nie teoretyzując. Nie uważasz, że coś tu jest paradoksalne??? Co do prędkości to polecam przyjrzeć się jak ludzie jeżdżą w praktyce, nie na filmach.:laughing: Pozdro Wiesiek
  15. Wujot

    Polska warunki narciarskie 16/17

    Mariusz!Myślę, że "świstaki" miały coś zupełnie innego na myśli: PozdroWiesiek
  16. W kwestii elastyczności (co jest oczywiście bardzo subiektywne) mogę mieć o tyle inne zdanie, że ważę 70 kg. Jak wsiadałem na długie i sztywne deski ( np Mega Dozer - 195 cm, 125 mm) to dosłownie musiałem grzać ile bozia dała (i to na stromym stoku) abym mógł coś pokręcić. Od czasu pewnego upadku już mi trochę przeszła taka jazda. Wolę więc miększe narty (a szczególnie dzioby), nawet jeśli szybciej reagują na jakieś niespodziewane impulsy. Jadę wolniej ale narta jest cały czas manewrowa. Podobnie doceniam też miękkie (ale doskonale dopasowane) buty choć jeżdżę też w bardzo twardych. Wracając do wątku - puch który nasiąknął wodą to trudny śnieg i to z dwóch powodów, raz że opór boczny gwałtownie rośnie a dwa z reguły bardzo hamuje. Jeśli już koniecznie chcemy jeździć przez rotację to trzeba nartę wydobyć praktycznie w powietrze i tam ją obrócić. Przydaje się więc większa prędkość o co w takim śniegu trudno. Koło się zamyka. Wygodniej jest bujać się z boku na bok prowadząc wąsko deski i tylko pilnie uważając na niespodziewane różnice w oporze nart. Normalnie szukałbym najstromszej linii w okolicy i jeździł najwyżej w danym systemie. Kwestia długości jest natomiast, dla mnie, otwarta. Od czasu do czasu trafiam na relację ludzi jeżdżących na szerokich (np 120 mm) ale relatywnie krótkich deskach (w skrajnym przypadku 120 cm) i z reguły mówią o bardzo przyjemnej jeździe. Nasz forumowy kolega Arek (fikol) ma Core 115 mm i 160 cm, przy raczej bardzo solidnej sylwetce i też nie narzeka (wcześniej miał troszkę węższe i dużo dłuższe Gotamy). Podobnie twierdzi Zbychu H który zamienił jakieś wielkie K2 na krótsze Cham-y. Ciekawie pisze o tym Le Master zalecając w puchu narty krótsze i zwracając uwagę nie tylko na większy opór boczny ale też śnieg bardziej obciążający deski z góry. Powstaje pytanie czy wypór na końcach długich desek wart jest walki z tym ciężarem (i oporem). Mam przekonanie, że 5 mm pod stopą da więcej jak 15 cm na końcach. Czyli powstaje pytanie jakie narty przy danym wyporze mają najkorzystniejsze proporcje, albo inaczej które (przy założonej powierzchni nart), dadzą największy wypór??? Oczywiście przy jeździe z balansu ma to trochę mniejsze znaczenie ale umówmy się, że możliwość szybkiego obrócenia (rotowania) nart w terenie jest bezcenna. Podobnie jak płytkie prowadzenie nart. W każdym razie temat jest nieoczywisty i "badamy" go w praktyce. Wszystkie te rozważania, które Mitek pewnie uzna za dzielenie włosa na czworo, oczywiście przeprowadzam przy założeniu, że każda, dosłownie każda, narta nadaje się do jazdy w terenie (choć niektóre są zdecydowanie mniej do tego przyjazne). Ale off piste niesie za sobą tyle niespodzianek i niebezpieczeństw, że moim zdaniem, warto zrobić wszystko aby wyeliminować szanse upadku. Płytko idąca, lekka i manewrowa narta na pewno nam w tym pomoże. pozdro Wiesiek
  17. Zastanów się co robisz. Odpracujesz niebogo tę relację, odpracujesz. Następnym razem gaci Ci nawet nie zostawimy! Sadystyczny W.
  18. Gurgle są słabo oznaczone ale zdecydowana większość austriackich ośrodków jest oznaczona bardzo dobrze. Niektóre jak np sfl wprost perfekcyjnie. Pozdro Wiesiek
  19. Co do tych trzech tras to rzeczywiście trochę je potraktowałem "po macoszemu" - mają południową ekspozycję i podczas mojego pobytu były tam najgorsze warunki. Ale w kwestii tego "po prostu warto" - w Twoim rankingu ośrodków w których byłeś na którym miejscu postawiłbyś Alpe'd Huez? Pozdro Wiesiek
  20. Zrobiłem sobie "antysnow" ze czarnej zbrojonej taśmy (jak nie zapomnę to zrobię fotę). Minuta roboty, taśma zużyta za dwa złote i działa już któryś rok. Ważne, że waży dużo mniej od tych gum. Pozdro Wiesiek
  21. Ośrodek składa się z paru bardzo różnych obszarów. Serce i środek systemu to "stadion" wokół Alpe d'Huez - stado promieniście rozłożonych wyciągów z łagodnymi (czytaj absolutnie nudnymi) trasami o niedużych przewyższeniach i długościach. Teren dla niezbyt zaawansowanych narciarzy a właściwie początkujących. Lewa część nad Vaujany jest chyba troszkę na siłę stworzona tak aby podłączyć tę sypialnię, jak patrzysz z dołu to trudno uwierzyć, że są tam stoki. I rzeczywiście w paru miejscach użyto materiałów wybuchowych aby poprowadzić trasy. kluczowa jest "la fare" poprowadzona nieprzyjemnymi trawersami a ponieważ schodzi nisko (gdzieś 1100 m npm) to poddana jest przetwarzaniu i często zalodzona. Reszta tej strony - taka sobie. Prawa strona nad Auris En Oisans - słabo skomunikowana ze środkiem (bo trzeba pokonać wielki parów - w obie strony krzesełkiem) to obszar łatwych i bardzo łatwych tras. Nad tym wszystkim zawieszony jest Pic Blanc. To już zupełnie inna para kaloszy - część tras naprawdę trudna i raczej takie, że ok jakoś zjedziesz ale czy chcesz tam pojeździć? Ja tam nie mogłem znaleźć miejsca dla siebie, szczególnie, że te trasy na górze były pozamykane. Można też na cały system popatrzeć funkcjonalnie. Z głównego obszaru (alpe d'Huez z Pic Blanc nad nim) rozciągają się macki gondol do 5 ościennych miejscowości. Zrobiono wiele aby można było tam zjechać ale trudno to traktować ze względu na rzędną jako w pełni wartościowy teren. A gdy to odliczymy z kilometrażu a centralną część uznamy za powielenie to z wielkiego systemu dziwnie mało zostaje. Trzeba też wspomnieć o ryzyku pogodowym - ośrodek chwali się 300 dniami słońca w roku. Ale oznacza to mniejsze opady śniegu i na początku roku różnie ze śniegiem tam może (nie)być. Alpe d'Huez jest też wyjątkowym miejscem jeśli chodzi o trasy o wielkiej różnicy poziomów. Są 4 punkty startowe na dużych wysokościach (3330, 3060, 2 x 2800) dół jest na 1300-1500 więc różnych wariantów o przewyższeniach koło 1500 m jest stado. Najciekawsze jest oczywiście start na Pic Blancu a dół w L'Envers N D' Oz. Trasa to byłoby tunnel (czarna), les rousses (czerwona), chalets (niebieska) i la fare (czarna). Przewyższenie gdzieś 2200 m i poza chalets właściwie ani chwili wytchnienia. zjazd z góry na dół w jednym "kawałku" z pewnością jest wyzwaniem. To nie jest tak, że odradzam wyjazd do Alpe D'Huez choć uważam jednak, że ten system nie zbliża się nawet do wielkiej trójki. Po prostu radzę jeszcze sprawdzić inne opinie. pozdro Wiesiek
  22. Podejrzewam, ze problem był w sztywności narty - w takich warunkach lepiej jeździć z balansu jak z rotacji. Czyli narta elastyczniejsza, rocker wskazany, szerokość też pod 100 mm. pozdro Wiesiek
  23. Ten wzrost popularności bym upatrywał raczej w zmianie mentalności - po prostu ludzie dowiedzieli się, że jest to możliwe - internet zrobił tutaj dużo dobrego. Oczywiście też idzie za tym przemysł i marketing i tworzy się sprzężenie. Ale jednak podstawowe chyba jest - skoro Kowalski to może to robić to i ja spróbuję. Pojawił się tutaj wątek kasy i to jest też troszkę wtórne choć oczywiście niecałkowicie. Podam przykład - parę lat temu groziło mi totalne tąpnięcie w moich dochodach i pomijając próbę rozwiązania samego tego problemu postanowiłem, że w nartach zmieni się o tyle, że przejdę na tury w Karkonoszach z bochenkiem chleba w plecaku (jak to kiedyś chodziłem) i kombinowanymi noclegami. Jeszcze tańsze są biegówki i to też brałem pod uwagę. Czyli jeśli jest wola aktywności górskiej to zawsze jest jakaś lowcostowa alternatywa. Ale jeśli nie ma nawet jednej zbędnej złotówki to nawet się nie dojedzie w góry. Podobnie jest z czasem - jeśli 100% poświęcamy na przeżycie i dom to może nie być miejsca na narty. Jednak większość mieści się w środku stawki - ma jakieś zasoby i czas i może to wymienić na przykład na te narty o jakich tu rozmawiamy. Kwestia priorytetów. U mnie to zresztą śmiesznie zadziałało - ponieważ uznałem, że narty (i rower) to podstawa mojego zdrowia psychicznego i priorytet, którym podporządkowałem pracę to okazało się, że jestem zmuszony zdecydowanie efektywniej zarabiać. Skutek jest taki, że dochody mi rosną a nie maleją bo cały czas zastanawiam się jak tu wygospodarować i czas i kasę.A teraz chciałbym na chwilę wrócić do "poradnikowego" charakteru wątku gdzie zakładam mamy się wymieniać różnymi pomysłami przydatnymi na turach. Od dosłownie dwóch lat szukałem lekkich łapawic. Mam nadzieję, że KTOŚ zmierzy się z tematem jak ubierać się na tury i wtedy okaże się, że to rzecz niezbędna w każdym skiturowym plecaku. Tyle tylko, że oczywiście powinny to być rękawice bez ociepliny i nieprzemakalne - zakładane jako kolejna ostatnia warstwa na wszystkie poprzednie. Oczywiście w sprzedaży takowe też (choć ze sporym trudem) były. Cena jednak w granicach 250-300 zł wydawała mi się cokolwiek wygórowana, szczególnie, że to znów "plecakowy" gadżet. Po długich poszukiwaniach jakimś cudem trafiłem na taki produkt w cenie 18 zł. Sprzedawca twierdzi, że to goretex, możliwości weryfikacji nie mam, ale szczerze mówiąc bez znaczenia, bo działa. Ponieważ szanse namierzenie tego przez wyszukiwarkę są minimalne to podam adres sklepuhttp://art-fox.pl/odziez-wojskowa-rekawice-c-3_167.htmlSporo rzeczy do skiturów kupiłem w tym militarnym segmencie - ceny są dużo niższe jak przy wyspecjalizowanych sklepach outdoorowych a jakość produktów porównywalna.pozdroWiesiek
  24. Twoje zdjęcia potwierdzają, ze w Gurglach nic się nie zmienia. Kiedyś ten ośrodek limitował liczbę narciarzy aby nie było tłoku na trasach i tak to pozostało. Na początku i końcu sezonu jest bezkonkurencyjny. Ale zdjęcia pokazują też, że to zdecydowanie najgorzej oznaczony ośrodek jaki widziałem. Krawędzie tras są nieotyczkowane a trasa częstokroć oznaczona jest na środku za pomocą potężnych drągów. Przy dobrej widoczności nie ma to znaczenia ale we mgle jazda tam jest trudna, szczególnie, że jest sporo skarp - nawet w obrębie tras. Pozdro Wiesiek
  25. Sarenne to zdecydowanie zjawisko marketingowe - ktoś wymyślił taki szyld i pojawił się temat do rozmów. Tylko pierwsze kilkaset metrów zasługuję na czarną kwalifikację, dalej jest przyzwoita czerwona trasa. Niestety po osiągnięciu dna doliny trafiamy na bardzo długi odcinek trasy "biegówkowej". Można zasnąć z nudy i to skutecznie zabija przyjemność z jazdy pierwszym odcinkiem. Dla mnie nieporozumienie - szczególnie wobec nadbudowy jaką stworzono. Samo Alpe D'Huez to bardzo specyficzny ośrodek - bez dwóch zdań najdziwniejszy w jakim byłem. Byłbym bardzo ostrożny w jego polecaniu. Pozdro Wiesiek
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...