-
Liczba zawartości
2 774 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
131
Zawartość dodana przez tanova
-
Jeden dzień w Dolomitach Lienzkich
tanova dodał komentarz → tanova wpis na blogu → Na białym i na zielonym
Dzięki. Na moich prognozach do poniedziałku opady przelotne i niezbyt intensywne, więc nie powinny nas unieruchomić . Akurat nart tym razem w planach nie mamy .- 9 komentarzy
-
- 1
-
-
- austria
- tyrol wschodni
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Jeden dzień w Dolomitach Lienzkich
tanova dodał komentarz → tanova wpis na blogu → Na białym i na zielonym
Dzisiaj jechaliśmy rowerami z Innichen, wzdłuż Drawy.- 9 komentarzy
-
- 2
-
-
- austria
- tyrol wschodni
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Właśnie rozpoczęłam drugą część urlopu. Krótko przed wyjazdem zapadła decyzja - jedziemy do Austrii! Ryzyko pandemiczne chyba mniejsze niż wysłanie córki do szkoły za dziesięć dni, a o takim tripie marzyłam od dłuższego czasu. Będzie urlop w drodze. Dzisiaj pierwszy dzień i górska wędrówka pętlą szlaków w okolicach Linzu. Już na początku w zaplanowaną wycieczkę wkradł się element zaskoczenia. Mieliśmy rozpoczynać w najniższym punkcie, na parkingu Klammbrückl, niedaleko aktualnej kwatery, ale jeśli wpiszecie w nawigację "Parkplatz Klammbrückl", to pokieruje Was ... na Dolomitenstrasse, na inny parking, pod schronisko. Trochę dalej, sporo wyżej i płatna drogą - ponad 7 km gładkiego asfaltu, prawie 1000 m przewyższenia i cała masa agrafek. Pewnie niektórym szosowcom mocniej zabiją serca. My zostawiamy auto na parkingu i dalej już pieszo idziemy do absolutnie fantastycznie położonego schroniska. Na tarasie z widokiem na Spitzkofel 2718 m: Dalej wędrujemy doliną Laserz Poniżej po lewej widać Große Sandspitze - najwyższy szczyt Alp Gailtalskich 2770 m: Słońce wynurza się zza gór, będzie nam dogrzewać cały dzień W oddali widać pasaż Kerschbaumtörl, na który wkrótce będziemy się wspinać, a na pierwszym planie tablica upamiętniająca jednego z przewodników-pionierów turystyki górskiej: Wędrujemy w stronę schroniska Karlsbader Hütte: Za nim schowały się dwa urokliwe jeziorka - Laserzseen. Pięknie jak nad Morskim Okiem, ale na szczęście niewiele osób. Dalej czeka nas wspinaczka na przełęcz: Po drodze fantastyczne widoki na grupę Großvenedigera - to te ośnieżone trzytysięczniki na horyzoncie Droga na przełęcz szybko się kończy. Jesteśmy! Obok nas głową Szymona - Simonskopf 2687 m Dalej schodzimy w dolinę Kerschbaumtal i schronisko Kerschbaumeralm: W schronisku - lokalne po powitanie i obiadek z widokiem na kapliczkę Schodzimy w dół doliną Kerschbaum wzdłuż potoku ... w stronę Klammbrückl - mostu nad głębokim na 33 m kanionem, wydrążonym przez potok w skale. A potem - najpierw malowniczą, a potem już tylko stromą ścieżką przez las do Dolomitenhütte, gdzie stoi nasze auto. Zbocze w słońcu, wiatru ani krztyny. Strasznie gorąco i pot zalewa twarz. Dzień kończymy na tarasie przy szklaneczce radlera. Za nami ponad 22 km szlaku i blisko 1500 m przewyższenia. Warto było!
- 9 komentarzy
-
- 14
-
-
-
- austria
- tyrol wschodni
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Bierzwnik - przez Puszczę Drawską do Opactwa Cystersów
tanova dodał komentarz → tanova wpis na blogu → Na białym i na zielonym
Pewnie gdybym miała teraz kupować rowery na tamte tereny to rzeczywiście pomyślałabym raczej o górskich, ale w sumie w tym roku zawiozłam na działkę "stary" rower syna na kołach 26 cali i szerokiej oponie z agresywniejszym bieżnikiem (to ten na głównym zdjęciu wpisu), który generalnie dobrze się sprawdza na taki okazjonalny użytek, mimo że to jednak trekking. Ten sypki, głęboki piach to był wyjątkowy hardkor, ale cóż - taka przygoda.- 6 komentarzy
-
- rower
- zachodniopomorskie
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Bierzwnik - przez Puszczę Drawską do Opactwa Cystersów
tanova dodał komentarz → tanova wpis na blogu → Na białym i na zielonym
Niestety radler był zupełnie świecki i ogólnopolski , chyba tradycje piwowarskie w Bierzwniku nie są kultywowane.- 6 komentarzy
-
- rower
- zachodniopomorskie
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Turystycznie i rekreacyjnie - ale też dzisiaj pojeżdżone!
-
Bierzwnik - przez Puszczę Drawską do Opactwa Cystersów
tanova dodał wpis na blogu → w Na białym i na zielonym
Ostatni tydzień przyszło mi spędzić na działce - sporo pracy przy przywiezionych papierach służbowych, ale i trochę rekreacji od czasu do czasu. Dzisiejsza wycieczka rowerowa wiodła po leśnych ostępach, wśród dróg, bezdroży i jezior Puszczy Drawskiej, a celem był średniowieczny Bierzwnik i akcenty sakralne - jak to przy niedzieli. Wyruszyliśmy z Darkiem rano, krótko po dziewiątej, gdy upał jeszcze nie był tak dokuczliwy. Odcinek do Barnimia znamy chyba na pamięć - nic nowego. Tradycyjnie zatrzymaliśmy się na moście na Drawie. Pusto tu jeszcze o tej porze, żadnych kajakarzy, a może po prostu druga połowa sierpnia to już mniejsze oblężenie? Trzeba zapamiętać, bo - jak widać po ostatnim tygodniu - jest szansa na pogodę-sztos bez tłumów na rzece. Dalej pojechaliśmy gruntową drogą do Brzezin, która niestety po ostatnich suszach zamieniła się w istną pustynię! 9 kilometrów mordęgi w piachu - albo pchanie roweru, albo ostrożne wybieranie drogi i ciągłe uślizgi koła na sypkim podłożu. Tragedia - miałam chwile zwątpienia i padło parę niecenzuralnych słów. Żałowałam, że nie wybraliśmy objazdu przez Drawno i Kiełpino. Nadłożylibyśmy drogi, ale czasowo z pewnością bylibyśmy do przodu. Na pocieszenie mieliśmy trochę kwitnących wrzosów na poboczu: Z ulgą powitaliśmy Brzeziny i czynny sklep, w którym zregenerowaliśmy siły przy radlerze i trochę podsuszonych rogalikach z marmoladą. W wiosce jest ciekawy kościół z muru pruskiego i pałac, w którym mieści się DPS: Kolejny odcinek to asfaltowa, boczna droga do Zieleniewa - ładna i przyjemna do jazdy, oraz fragment DW 160 z Zieleniewa do Bierzwnika, będący częścią drogi wojewódzkiej z Choszczna do Drezdenka. Tutaj mija nas kilku kolarzy na szosówkach, ale ogólnie ruch nie jest duży i jedzie się dobrze. Wkrótce dojeżdżamy do celu naszej wycieczki - Bierzwnika, ze średniowiecznym zespołem klasztornym cystersów z XIV w. Gotyckie budowle sakralne robią wrażenie: I jeszcze wnętrze kościoła: Obok znajdują się również ruiny browaru klasztornego, w których niestety zamiast kadzi - rośnie sobie zagajnik. Tak więc zamiast zimnego piwka - tylko chwila zadumy. Klasztor leży nad jeziorem Kuchta, do którego schodzimy - znajdując urocze źródełko z płaskorzeźbą trzech ryb, symbolizujących Trójcę Świętą. Podobno woda z tego źródełka kiedyś była wykorzystywana przez pracowitych cystersów do produkcji w browarze. Jest i drewniana promenada z widokiem na miasteczko: Z Bierzwnika skręcamy w boczną, asfaltową drogę do Wygonu. Po drodze zaglądamy w Łasku nad jezioro Wielkie Wyrwy, znajdując urokliwą małą plażyczkę i miejsce do kąpieli. Oprócz nas - trzy towarzystwa kocykowe z dziećmi i psami, spokojnie i sielsko. Jezioro Wielkie Wyrwy (zwane też Przytoczno) ma kształt sporej podkowy i jest tam rezerwat przyrody. Nie możemy oprzeć się pokusie i wskakujemy do cudownie ciepłej i przejrzystej wody. Co za przyjemność! Następnie mijamy wioskę Łasko i Wygon, gdzie przy tartaku kończy się asfalt. Dalej pojedziemy kocimi łbami aż do Zatomia - na szczęście na całej długości jest szersze lub węższe pobocze i udaje się przejechać skrajem, nie gubiąc po drodze wszystkich plomb z zębów: Wśród leśnych ostępów ukrytych jest kilka kolejnych jezior - Piaski, Kołki, Rokiet - i miejsca biwakowe. Zaglądamy nad jezioro Kołki z krystalicznie czystą wodą: Za Zatomiem po raz drugi przekraczamy Drawę - stąd już tylko 9 km na naszą działkę.- 6 komentarzy
-
- 13
-
-
- rower
- zachodniopomorskie
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
No, no - ale się katujecie z Paulą w te upały!
-
Rowerem do Afryki? Można? Można!
-
Sobota - chyba najgorętszy dzień tego roku. W prognozach +35 stopni, co tu robić w taki dzień? Nad morze? Nieee - na pewno będą tłumy ludzi i ogromne korki na S3. Nad jezioro? Ale dokąd? Te w pobliżu Szczecina czy Stargardu na pewno będą również bardzo oblegane, albo ostatnio zakwitły. Meklemburgia? Niestety nie da rady - wciąż obowiązuje zakaz jednodniowych wjazdów turystycznych. Gdzieś dalej? Ale dokąd? Mamy więc do wyboru godzinę drogi gdzieś za Gryfino albo w stronę Ińska, albo ... Brandenburgia ! Ale tak leżeć plackiem cały dzień w jednym miejscu? Nuuuda! To może rower? Dobra - to wymyślamy trasę taką, żeby było sporo wody i lasu i też nie za długą, bo ma być rekreacyjnie. Padło na pobliskie Prenzlau i pętlę wokół Jezior Wkrzańskich (Unteruckersee i Oberuckersee), a że to tylko 50 km to jeszcze dokręciliśmy dodatkową pętlę w kierunku południowym. Skład ekipy - Darek, nasza sąsiadka Monika i ja. Auto zostawiamy w Prenzlau i ruszamy rundką wzdłuż Unteruckersee. Gotycka panorama Prenzlau: Nasza trasa na sporym odcinku pokrywała się z długodystansowym szlakiem Berlin-Uznam, o czym informowały różne pomysłowe instalacje: Szlak prowadzi tutaj asfaltową DDR-ką, pnąc się w górę i w dół. Nagrodą są widoki na taflę jeziora i sielskie krajobrazy. Około południa dojeżdżamy do południowego skraju drugiego z jezior - Oberuckersee. Czas na odpoczynek i orzeźwiającą kąpiel w cudownie przejrzystej i chłodnej wodzie! Dalej - od Stegelitz - jedziemy niestety szosą. Docieramy do węzła tras: Ruch jest niestety bardzo duży i straszna patelnia. Zjeżdżamy na chwilkę w boczną drogę, bo ... no sorry, taki mamy klimat : Po siedmiu uciążliwych kilometrach szosą docieramy do Temmen i zjeżdżamy w boczną drogę. tutaj też jest ładne jezioro: Droga jest miejscami brukowana, miejscami szutrowa a miejscami gruntowa. W mijanych wioskach czas jakby się zatrzymał: A przy leśnym dukcie obelisk ku pamięci 30 nieznanych, młodych żołnierzy, którzy zginęli tu kilka dni przed zakończeniem wojny: Jedziemy przez lasy i pola: W takim upale naprawdę nie jest to bułka z masłem. Pijemy litrami, na skórze zaschnięta sól - należy nam się odpoczynek i wzmocnienie. Z ulgą zaglądamy do ogrodowego bistro pani Doritis w Stegelitz, która ugościła nas - a jakże - smakowitym bratwurstem z sałatką kartoflaną i kuflem zimnego Berlinera! No, teraz możemy jechać dalej! Jedziemy wschodnią stroną jezior, znów - góra-dół. Krajobraz po żniwach. Kilka kilometrów przed Prenzlau znów wskakujemy do jeziora, aby rozkoszować się cudowną, wieczorną kąpielą po długim i gorącym dniu. Gdy dojeżdżamy do miasteczka, słońce powoli chyli się ku zachodowi. Za nami ponad 76 km w poziomie i 512 m w pionie w tropikalnych temperaturach.
- 1 komentarz
-
- 11
-
-
Turystyka a obostrzenia w drugiej połowie 2020 i w sezonie 2020/2021
tanova odpowiedział Ziemowit → na temat → Wypoczynek w górach
Prawda to, prawda . Brakuje tras do meklemburskich jeziorek z czystą wodą i bez tłumów, do których można było rowerkiem w godzinkę śmignąć. Chyba już cały sezon rowerowy stracony dla tego kierunku.- 128 odpowiedzi
-
- góry
- obostrzenia
-
(i 4 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Wiosenne i Letnie wyprawy rowerowe i piesze po górach
tanova odpowiedział Mops → na temat → Wypoczynek w górach
Obawa o zdrowie i życie wciąż jest, ale wiedza i świadomość większa, więc myśl o wakacjach jest jak najbardziej racjonalna. A że niektóre sankcje albo poluzowania służą różnym interesom, politycznym też, to inna sprawa. -
Wiosenne i Letnie wyprawy rowerowe i piesze po górach
tanova odpowiedział Mops → na temat → Wypoczynek w górach
Nikt Ci dzisiaj nie powie, jaka sytuacja będzie za miesiąc czy półtora, a decyzję o wprowadzeniu kwarantanny nie zawsze podejmowane są na podstawie racjonalnych przesłanek. W Niemczech dalej są obostrzenia w jednodniowych pobytach w Meklemburgii, co najmniej do końca sierpnia, a że każdy kraj związkowy prowadzi swoją politykę, to może być różnie. Ja się poważnie zastanawiam nad zaplanowanym wyjazdem do Austrii/Słowenii. Daję sobie jeszcze tydzień na podjęcie decyzji o ewentualnej zmianie planów. -
Wiosenne i Letnie wyprawy rowerowe i piesze po górach
tanova odpowiedział Mops → na temat → Wypoczynek w górach
Mój tydzień w Beskidzie Sądeckim - pieszo, rowerem i ... pontonem. Zapraszam serdecznie do lektury relacji z bardzo udanego urlopowego tygodnia w górach, w pandemicznej rzeczywistości. Można? Można! -
Nie tydzień włoski, nie tydzień grecki - lecz Beskid Sądecki!
tanova dodał komentarz → tanova wpis na blogu → Na białym i na zielonym
Sobota - pętla z Piwnicznej-Zdrój przez Cyrlę pod Halę Pisaną Ostatni dzień naszego urlopu w Beskidzie Sądeckim spędziliśmy znów na górskiej wyrypie. Pogoda - idealna do wędrówki: słońce i rześki, północny wiatr. Cudownie! Zaczynamy przy parkingu w uzdrowiskowej części Piwnicznej. Pierwsze trzy kilometry to marsz boczną, asfaltową drogą do wioski Głębokie. Oj, fajnie byłoby mieć tutaj rower! W Głębokiem wchodzimy na niebieski szlak, który ma prowadzić ścieżkami do źródełka Św. Kingi. Źródełka jednak nie znajdujemy, tylko jakąś kaskadę między domami. Hm... Za zabudowaniami szlak skręca ostro pod górę - idziemy najpierw łąką, a potem lasem. W nagrodę mały relaksik na polanie Kretówki i takie widoczki ... W oddali widać już schronisko Cyrla, do którego zmierzamy na obiad. Bardzo polecam - fantastyczna kuchnia! Mój gulasz jagnięcy w sosie porowym. Pychota! I znów wędrujemy Głównym Szlakiem Beskidzkim - jest pięknie! Jest to zarazem szlak papieski i partyzancki, o czym informują tabliczki: Na szlaku szopka bożonarodzeniowa i krzyż. Takie sąsiedztwo Nieco przed Halą Pisaną od GSB odchodzi żółty szlak do Piwnicznej-Zdrój, którym schodzimy. Jest niemniej malowniczo: Gdzieś pod Jarzębakami: W Jarzębakach miejscowy doradza nam podejście na Bucznik i rzeczywiście warto, bo jest bardzo widokowo: Kapliczka i krzyż milenijny na kopule Bucznika: Widok ze szczytu na Kicarz i Piwniczną-Zdrój. Czy tutaj na Kicarzu jest/był kiedyś ośrodek narciarski? Tak to trochę wygląda. I ten sam Kicarz z dołu, z Piwnicznej ... ... Zdrój Kolejne ponad 20 km w nogach i żal, że tydzień tak szybko minął. A w niedzielę - daleka droga do domu. Prawie dwanaście godzin - przez korki na bramkach na A4, godzinka zeszła nam także na odwiedzinach na cmentarzu po drodze. Bardzo fajne miejsce na wakacyjny reset, mnóstwo pozytywnej energii, piękne wspomnienia . Warto było!- 5 komentarzy
-
- 9
-
-
- beskid sądecki
- góry
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Nie tydzień włoski, nie tydzień grecki - lecz Beskid Sądecki!
tanova dodał komentarz → tanova wpis na blogu → Na białym i na zielonym
Piątek - rafting na Popradzie i słowacki Bardejov Powiem tak - spływ całkiem sympatyczny, choć w porównaniu z ubiegłorocznym raftingiem Dunajcem, jednak mniej spektakularnie i mniej adrenaliny. Niestety standardowo spływy kończą się przed Żegiestowem i przed Łopatami (polską i słowacką), które miałam nadzieję zobaczyć z wody. Może kiedyś, jak będziemy sami, to uda się ogarnąć dłuższą trasę. Tymczasem kilka fotek z rzeki: Wczesnym popołudniem było po wszystkim, więc przejechaliśmy się jeszcze na Słowację pozwiedzać Bardejov, zwłaszcza, że pogoda się poprawiła. Na rynku: I tenże rynek z góry, z kościelnej wieży: Uliczka Johna Lennona I na koniec spacer murami miejskimi:- 5 komentarzy
-
- 7
-
-
- beskid sądecki
- góry
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Nie tydzień włoski, nie tydzień grecki - lecz Beskid Sądecki!
tanova dodał komentarz → tanova wpis na blogu → Na białym i na zielonym
Czwartek - rowerowa wycieczka doliną Popradu do Muszyny Przy takim licznym składzie jak nasz siłą rzeczy część wycieczek była w podgrupach, bo wiadomo - jedni wolą bardziej, inni mniej intensywnie, jedni chcą więcej zwiedzać, inni preferują sportowo, albo chcą odpocząć. Tak też było z naszą wycieczką rowerową, na którą - oprócz Darka - namówiłam naszą córkę oraz sąsiadkę Monikę z partnerem i synem. Rowery wypożyczyliśmy grzecznościowo w hotelu po sąsiedzku - dostaliśmy Gianty na szerszej oponie i jeszcze dwa jakieś inne rowery. Dałyby pewnie radę na górskich szlakach w okolicy, ale jednak zdecydowaliśmy się na spokojniejszą transgraniczną trasę wzdłuż Popradu z Wierchomli Małej, w której mieszkaliśmy, do Muszyny i powrót słowacką stroną. Trasa jest częścią polsko-słowackiego projektu Aquavelo, który ma docelowo połączyć uzdrowiska doliny Popradu (m.in. Szczawnicę. Piwniczną, Muszynę, Krynicę Bardejov i Starą Lubovną) ścieżkami rowerowymi lub drogami publicznymi o małym natężeniu ruchu, a także odcinkiem długodystansowego szlaku EuroVelo 11 z Grecji do Norwegii. Pierwszy przystanek w Wierchomli Wielkiej to urocza, drewniana cerkiewka łemkowska, w której kilka konserwatorek właśnie pracowicie odnawiało malowidła. Po spokojniejszym odcinku boczną doliną wyjeżdżamy na główniejszą szosę z Piwnicznej do Muszyny, poprowadzoną również przy linii kolejowej. Ruch samochodowy nie jest bardzo duży, ale jeździ trochę ciężarówek do pobliskich zakładów Muszynianki i jakaś budowlanka, a droga wojewódzka nr 971 jest dość wąska i bez pobocza. Trzeba uważać, nie ma czasu na robienie zdjęć. Na szczęście po kilkunastu kilometrach, w Andrzejówce zaczyna się DDR-ka, która początkowo prowadzi wzdłuż szosy, ale wkrótce skręca w stronę rzeki, wijąc się malowniczo wśród podbeskidzkich łąk. Chwila odpoczynku nad Popradem, gdzie właśnie spływają kajakarze i pontony. W piątek to my będziemy na wodzie. DDR-ka poprowadzona jest do Milika, gdzie można przeprawić się nowiutką - chyba jeszcze nie odebraną technicznie - kładką na słowacką stronę. Chcąc dojechać do Muszyny trzeba wrócić na szosę. Na szczęście to tylko kilka kilometrów. Dojeżdżamy do miasteczka i przeprawiając się przez most drogowy zaglądamy do parku zdrojowego na Zapopradziu: Po obiedzie w Muszynie wracamy do kładki w Miliku, aby przeprawić się na słowacką stronę: I jeszcze widok na Poprad - w tym miejscu, gdzie przy brzegu pieni się woda, następnego dnia mieliśmy małą kolizję pontonową, wskutek czego nurt o mało nie wbił nas pontonem na ostre żerdzie z krzaków: Po słowackiej stronie piękny, nowiutki asfalcik i praktycznie zerowy ruch samochodowy: Monika w Legnavie: Takie widoczki po drodze ... Na rozstaju: Kolejna kładka - Mały Lipnik-Andrzejówka W Małym Lipniku zatrzymujemy się na małe co nieco: Mimo, że trasa prowadzi wzdłuż rzeki, to od tego miejsca zaczyna się kilka podjazdów. Ale między nimi takie fragmenty - można odpocząć i nasycić wzrok pięknymi widokami: Ostatnia górka przed Mniszkiem nad Popradom i granicą na moście: I znów kilka kilometrów ruchliwą szosą do Muszyny, a na koniec - 5,5 km podjazdu do Wierchomli Małej. Podjazd nie bardzo stromy, ale dłuuugi, więc w upale można się było trochę zmęczyć. Jednak było warto. Bardzo fajna trasa i świetna wycieczka. I takim to sposobem zrobiłam w lipcu trzeci tysiąc km na rowerze w tym roku. Jestem też dumna z naszej młodzieży - córka rowerem jeździ w zasadzie tak do paczkomatu albo 15 km nad jezioro, a tu proszę - dała radę ponad 70 km w podgórskim terenie i nawet zadowolona 👍! Gdybyśmy przyjechali na dłużej niż tydzień, to pewnie wzięlibyśmy swoje rowery, bo to fajna odmiana dla wycieczek pieszych (i szansa na regenerację dla moich stóp, które w każdych butach trekkingowych niestety kończą z pęcherzami ).- 5 komentarzy
-
- 4
-
-
- beskid sądecki
- góry
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Nie tydzień włoski, nie tydzień grecki - lecz Beskid Sądecki!
tanova dodał komentarz → tanova wpis na blogu → Na białym i na zielonym
Środa - turystycznie do Sącza i Sącza Prognozy na środę były takie sobie - trochę burz, trochę przejaśnień, więc zrobiliśmy sobie luźniejszy, odpoczynkowy dzień objeżdżając okolicę krajoznawczo. Ruiny zamku w Rytrze i widok z nich na dolinę Popradu: Stary Sącz - urokliwa starówka i pyszne lody czekoladowo-różane w rynku: I Nowy Sącz: W końcu burze przeszły bokiem i wcale nas nie zmoczyły.- 5 komentarzy
-
- 7
-
-
- beskid sądecki
- góry
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Nie tydzień włoski, nie tydzień grecki - lecz Beskid Sądecki!
tanova dodał komentarz → tanova wpis na blogu → Na białym i na zielonym
Wtorek - Królowa Radziejowa 1262 m npm. W zdecydowanie najbardziej upalny dzień z całego tygodnia postanowiliśmy zdobyć najwyższy szczyt Beskidu Sądeckiego. Jakoś nam tego dnia wybitnie nie zagrała logistyka - długo trwał gramoling, potem rozstawienie samochodów w Kosarzyskach i Obidzy, a na dodatek zgubiły się dzieci, które poszły przodem szukać szlaku. No dobra, dzieci pełnoletnie, mają komórki, więc w końcu się ogarnęły i znalazły. Startujemy niebieskim szlakiem z Kosarzysk, bardzo stromo pod górę - dobrze, że w cieniu. A potem ja zgubiłam szlak, idąc sobie piękną drogą na manowce, zamiast kolejną ostrą ścieżyną pod górę. Moje cudne manowce: Zawracam jak niepyszna i wreszcie dochodzimy do żółtego szlaku z Piwnicznej na Niemcową. W drodze z Darkiem Upał doskwiera - napiłby się człowiek jakiegoś zimnego piwa, zjadłby coś. Okazuje się jednak, że Chatka pod Niemcową nie działa, o czym dowiadujemy się dopiero na szczycie - podobno podupadła na amen, a właściciel też w kiepskiej formie. Jak na złość, nie zabraliśmy tym razem chleba i konserwy, ale na szczęście awaryjnie mam w plecaku wczorajsze drożdżówki i wodę. Dobre i to. Na beskidzkim szlaku: Od Wielkiego Rogacza zaczyna się najbardziej spektakularny kawałek szlaku. Tatry, Pieniny i Beskidy mamy jak na dłoni. Gdzieś tam jeździ na rowerze w kółko @marboru z Paulą. Mają zdrowie - w taki gorąc! Pod szczytem spotykamy przyjaciół, którzy wchodzili krótszym szlakiem - z Obidzy i dalej wędrujemy razem. Wreszcie jest i Radziejowa! Turystko - witaj na szczycie ! Wierzchołek Radziejowej jest zalesiony, dlatego stoi tam drewniana wieża widokowa. Oficjalnie - zakaz wstępu, bo brakuje odbioru technicznego po remoncie. Wracamy z Wielkiego Rogacza do Obidzy. Po drodze - idylla, słoneczko dogrzewa. Jak tu nie kochać Beskidu?! Niby tylko nieco ponad 16 km, ale za to prawie 1000 m w pionie.- 5 komentarzy
-
- 6
-
-
- beskid sądecki
- góry
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Nie tydzień włoski, nie tydzień grecki - lecz Beskid Sądecki!
tanova dodał wpis na blogu → w Na białym i na zielonym
Szybko nam minął tydzień urlopu w górach i działo się, oj działo! Było bardzo aktywnie - sporo wędrowania, trochę zwiedzania, rower i rafting. A że ekipa rodzinno-przyjacielska liczna, wesoła i muzykalna - siedemnaście osób w porywach do dwudziestu - to wieczorami były ogniska, gitary i śpiew . Tak więc na pisanie bloga na bieżąco czasu nie było, skończyło się na jednym wpisie z pierwszej wycieczki. Nadrabiam zatem po powrocie, póki jeszcze wspomnienia żywe i świeże. Poniedziałek - trekking z Wierchomli Małej na Halę Łabowską, Runek i Bacówkę nad Wierchomlą O ile w niedzielę spotkaliśmy trochę więcej ludzi na szlaku, zwłaszcza w okolicach Jaworzyny Krynickiej, o tyle w poniedziałek mieliśmy góry niemal na wyłączność. Słońce, góry, piękne widoki i pusto dookoła. Czego można chcieć więcej? Ruszamy leśnym traktem, doliną Potaszni, monotonnie pnącym się przez las w górę. Mozolną wędrówkę drogą szutrowo-płytową osładzają nam leśne poziomki i maliny. Darek z bratem wybierają wariant żółtym szlakiem - zarośniętym i mokrym na początku, ale ponoć ładnie poprowadzonym w dalszej części. Wreszcie jest - Hala Łabowska, schronisko i ogródek przy nim. Tylko tutaj spotkaliśmy nieco więcej ludzi. W bufecie dość skromny wybór barowych dań i pandemiczne obostrzenia. Przy Hali Łabowskiej wchodzimy na Główny Szlak Beskidzki - po drodze krzywy las, miejsca pamięci walk powstańczych i szerokie panoramy: Docieram przez Runek do Bacówki nad Wierchomlą - urocze miejsce z fantastycznym widokiem Aby nie schodzić tą samą drogą, co dzień wcześniej wybieramy szlak rowerowy - 4,5 kilometra szutrowej drogi, ale zdecydowanie ciekawszej niż ta na Halę Łabowską. Wycieczkę kończymy zasłużoną pyszną kolacją w "Chacie pod Pustą" w Wierchomli. W nogach mamy ponad 25 km po górach!- 5 komentarzy
-
- 7
-
-
- beskid sądecki
- góry
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Bardzo aktywny i urozmaicony urlop, nic dziwnego, że czujecie w nogach . Jak widać można uciec od tłumów nawet w Tatrach, być w pięknych miejscach i świetnie spędzić czas. Gratulacje!
- 7 komentarzy
-
- 1
-
-
- koprowy wierch
- tatry
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Gratulacje dla Was Obojga! Piękna wyprawa Dużo ludzi na szlaku?
- 4 komentarze
-
- 1
-
-
Z Wierchomli Małej na Jaworzynę Krynicką
tanova dodał komentarz → tanova wpis na blogu → Na białym i na zielonym
Dziękuję. Nie wiem, czy wystarczy nam czasu, ale będę miała na uwadze. Pozdrawiam serdecznie!- 3 komentarze
-
- 1
-
-
- wedrowki gorskie
- beskid sądecki
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Kolejny dzień, gdy budzi mnie słońce i brzęk dzwonków pasących się na łące obok domu krów i owiec. Jesteśmy od soboty w Beskidzie Sądeckim, w ślicznej wiosce Wierchomla Mała, znanej zapewne niektórym z Was ze stacji narciarskiej, szumnie nazwanej Dwie Doliny Muszyna-Wierchomla Mała. Widok na kolej krzesełkową i stok mam z okna. Będziemy tutaj tydzień, w większym gronie rodzinno-towarzyskim, z nastawieniem na chodzenie po górach. Pierwsze dwa trekkingi już za nami. Rozpoczęliśmy od dwóch wycieczek z punktem startowym w Wierchomli. W niedzielę ruszyliśmy czarnym - krótkim ale stromym - szlakiem do Bacówki nad Wierchomlą. A ze schroniska - takie widoki. Na horyzoncie majaczył nawet niewyraźny kontur Tatr - gdzieś tam zapewne wędrują @marboru z Paulą. Idziemy dalej szlakiem niebieskim na Runek 1080 m npm., który w zimie jest też szlakiem narciarskim. Dalej czerwonym szlakiem na Jaworzynę Krynicką. Im dalej, tym więcej burzowych chmur zbiera się wokół nas i nawet grzmi gdzieś w oddali. Postanawiamy przeczekać gdzieś w knajpce na szczycie, przy obiedzie, ale chmury idą bokiem i nie spada ani kropla deszczu. W drodze powrotnej zaglądamy jeszcze do schroniska pod Jaworzyną, przy którym kapliczka papieska wątpliwej urody. Dużo bardziej urokliwa jest szopka w drzewie ponad Bacówką nad Wierchomlą. Ostatni odcinek to wędrówka bardzo widokową polaną Wyżne Młaki i zejście do Wierchomli ścieżką wzdłuż wyciągu.
- 3 komentarze
-
- 8
-
-
- wedrowki gorskie
- beskid sądecki
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:







