Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

tanova

VIP
  • Liczba zawartości

    2 774
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    131

Zawartość dodana przez tanova

  1. tanova

    Wyborczy Coffe Ride

    Pogoda u Was bardziej łaskawa, zdecydowanie - to i fajna dłuższa traska wyszła i plener modowy . Stylówki oczywiście perfekcyjnie dobrane pod malowanie roweru - @Paula bardzo energetyczna, @marboru - chaberek wśród mazowieckich pól . U nas w prognozach miało być pogodnie, w planach też była szosa, ale kilka fal deszczu koło południa, chmury i zimny, mocny wiatr trochę nas zniechęciły i skończyło się na trekkingowej rundce po południu. W długich spodniach i kurtce . Tak więc moja tegoroczna kolarska stylówka w mandalę pod kolor roweru, której niestety nikt nie zauważył , musi znów poczekać na lepsze czasy.
  2. tanova

    Rowerowe eskapady - relacje

    Dzisiejsze kręcenie to znów wycieczka do zachodniego sąsiada, choć dystans i parametry tym razem raczej emeryckie 😄. W świetle ostatnich dyskusji na temat celów i motywacji chciałam się przyznać, że moim dzisiejszym celem i motywacją były bardzo dorodne wiśnie i czereśnie w dolinie Salvey, do których da się dojechać raczej tylko rowerem, bo obsadzona jest nimi pewna ogólnodostępna, acz peryferyjna droga gruntowa. Wiem, że to brzmi pewnie strasznie trywialnie w kontekście wszystkich podniosłych dysput na temat osiągów, szlifowania formy i planów treningowych, ale mam parę ładnych zdjęć z Salvey i pobliskich okolic - nieco bardziej na zachód od Odry niż rejony, w których byłam tydzień temu. Może ktoś ma ochotę obejrzeć, a jak nie, to trudno. Idylliczna dolina Salvey łączy miasteczka Tantow i Gartz, niedaleko polskiej granicy. Jest w niej kilka starych młynów i sielankowe krajobrazy: Tanova buszująca w zbożu: Od Gartz kontynuowalismy Marchijskim Szlakiem Terenowym (Märkischer Landweg), oznaczonym takim niebieskim iksem: Kummerow: Pierwsza połowa wycieczki prowadziła prawie w całości po takich drogach gruntowych polami i w lesie, aż do Jamikow. Raczej płasko. Potem była boczna droga asfaltowa, za to w terenie już dość pagórkowatym, więc było urozmaicenie. Stare i nowe wiatraki w Luckow: Celem wycieczki było również sprawdzenie, jak mój ostatni nabytek, tj. smartband z gps Garmin Vivosport sprawdzi się w takich dłuższych aktywnościach. Sprawdził się całkiem dobrze, bo po eksporcie danych do Stravy nawet nastąpiło rozpoznanie czasu faktycznego poruszania się, tak jakby była aktywowana autopauza, a zapis danych chyba dokładniejszy niż ze smartfona..
  3. Dla mieszkańców wyspy to pewnie katastrofa - tam wszyscy żyją z turystyki i to żyją raczej oszczędnie. Byliśmy dwa lata temu - bardzo miło wspominam, objechaliśmy Rodos wzdłuż i wszerz. Sądząc po wietrze - jesteście po wschodniej stronie wyspy? Miłego wypoczynku!
  4. tanova

    Rowerowe eskapady - relacje

    @JC gdyby nie te góry, to klimaty prawie jak u nas 😀
  5. W zasadzie to ma jedną więcej - w ubiegłym roku przejechał 201 km, ale musiałam go zholować autem, bo złapał dwa kapcie i już nie miał zapasowej dętki . Darek sprawił sobie szosówkę kilka miesięcy wcześniej niż ja fitnessa. Na ogół jeździmy na kilkudziesięciokilometrowe trasy treningowe w pobliżu domu, nie zawsze razem, bo mamy trochę różne tempo jazdy.
  6. @wojgoc - dzięki . Typowo szosowy rower ma Darek, a ja rok temu sprawiłam sobie fitness bike'a - czyli wariant nieco bardziej komfortowy, z prostą kierownicą. Bardzo sobie chwalimy - jako drugą parę rowerów do jazdy "na lekko", czy bardziej treningowo.
  7. Dziękuję, Mariusz. W sumie to chyba jednak na rower lepszy ostry wiatr niż gorąco, bo przynajmniej czasami jest z wiatrem . Na razie nie zanosi się u nas na letnią stabilizację pogody. Również serdecznie pozdrawiamy.
  8. tanova

    Rowerowe eskapady - relacje

    Po sobotnich ekscesach niedzielna rundka miała być lajtowa, przyjemna i - dla odmiany - raczej jak najmniej asfaltu. Udało się to ostatnie, bo chyba najgorszy moment dnia sobie z Darkiem wybraliśmy . Cały dzień straszna wichura, ale ciepło, a w prognozach deszczu nie zapowiadano. Może się przejedziemy? Ale na trekkingach, żeby ... siodełko było inne. Dobra, siadamy po obiedzie na trekkingi - nie jest źle. To może do Stolca przez łąki nad Świdwiem? Pokręcimy coś koło 30 km, wypijemy browarka nad jeziorem Stolsko na spółkę i wrócimy szutrówkami przez las? Jedziemy najpierw "patatajką" - czyli drogą z płyt w budowie w kierunku rezerwatu Świdwie. Du, du, du, du. Potem przez łąki rezerwatu Świdwie. Gwałtowne porywy bardzo utrudniają jazdę, a pomimo wczorajszego deszczu polne drogi miejscami są znów bardzo piaszczyste. A do tego zaczyna padać. Rzucam bardzo niecenzuralne przekleństwa na tegoroczne lato. Dojeżdżamy do Stolca. Po raz kolejny siedzimy tutaj pod wiatą przystanku, przeczekując deszcz. Jaka nazwa, taka pogoda ... Gdy na chwilę przestaje, zaglądamy nad jezioro - sporo osób, pomimo kiepskiej pogody, choć do zdjęcia akurat znalazłam moment bez ludzi. Wracamy przez dwie szutrówki, a potem gruntowymi drogami przez las. Gdy jesteśmy kwadrans drogi od domu - deszcz przestaje padać, a wiatr słabnie. Wkrótce nawet pokazuje się słońce, akurat jak dojeżdżamy pod naszą bramę.
  9. Już od jakiegoś czasu chodził mi po głowie pomysł wybrania się na dłuższą trasę fitnessem po terenach przygranicznych. Ale najpierw były zamknięte granice, potem nie było czasu, albo pogoda nie taka. W końcu jednak przyszedł ten dzień i przekonałam Darka, abyśmy wybrali się na konkretną wycieczkę. Jednodniowy wypad do Meklemburgii odpada - ze względu na ograniczenia wjazdu, ale można przecież jeździć w Brandenburgii! Tak więc zaplanowaliśmy wyjazd transgraniczny - zachodniopomorsko-brandenburski, a dokładniej mówiąc fragment szlaku Odra-Nysa prowadzący Doliną Dolnej Odry. Nie była to nasza pierwsza wizyta w tych rejonach - bywamy tam co najmniej dwa razy w roku, nie licząc kilkudniowej wyprawy od Zgorzelca do Szczecina, zaliczonej trzy lata temu. Grunt to wcześnie wstać i mieć dość czasu w zapasie. O 5.40 radośnie obudziłam Darka stwierdzając, że kanapki na drogę gotowe i żeby się szykował . Szykował się i szykował - wyruszyliśmy o 6.40 . O tej porze w sobotę nie spodziewałam się dużego ruchu na ulicach Szczecina, ale jednak przejazd takimi rowerami przez miasto do komfortowych nie należał - światła, krawężniki, krzywa kostka, remonty dróg. Przy lekkich rowerach przeznaczonych na szosę dużo bardziej się to zauważa, niż przy turystycznych trekkingach. Skierowaliśmy się w stronę Rosówka - najbardziej na północ wysuniętego przejścia granicznego z Brandenburgią. Na granicy: Było jeszcze wciąż dość wcześnie - około 9.00 i ruch samochodowy na szosie B2 nie był zbyt duży. Zdecydowaliśmy się dojechać nią do Gartz (Oder), gdzie można wjechać na szlak. Po drodze trochę górek, ładne widoczki i czereśnie przy drodze. Ale tak przy ruchliwym asfalcie, to chyba niezbyt smacznie i zdrowo - choć szpakom zupełnie to nie przeszkadzało! W oddali - panorama Gartz. Na starówce odszukaliśmy bankomat, żeby wybrać trochę euro w gotówce. Do tej pory zwykle omijaliśmy ją bokiem, jadąc promenadą nadodrzańską, a to całkiem ładne miasteczko. Ruina kościoła św. Szczepana, z aktualnie remontowaną wieżą: A potem odszukaliśmy ławeczkę nad Odrą, gdzie zainstalowaliśmy się na drugie śniadanie. Klasyk z Gartz - czyli fotka z pomnikiem na pamiątkę trzech zburzonych mostów przez Odrę. Teraz najbliższy most jest w Gryfinie-Mescherin albo w Krajniku-Schwedt. Kawałek za Gartz znów jedziemy szosą, bo szlak biegnący koroną wałów przeciwpowodziowych jest od dwóch lat w remoncie, a objazd prowadzi niezbyt wygodną drogą z płyt. Od wioski Friedrichstal wracamy na Oder-Neiße-Radweg, najpierw kawałeczek przez las, a potem już nad kanałem w Dolinie Dolnej Odry. Niestety cały czas dokucza bardzo mocny wiatr - południowo-zachodni - więc mamy centralnie "w mordę wind". Na wałach przeciwpowodziowych fatalnie - jedziemy 15 km/h, mam wrażenie że zaraz mnie zdmuchnie, a przecież bynajmniej nie jestem kobietą filigranowej budowy ! Proszę Darka, aby podjął się roli "wiatrołapa" i jakoś chowam za nim, wtedy jest nieco lżej. Zbliżamy się do Schwedt, przed którym trasa prowadzi malowniczym mostkiem nad śluzą w kanale Odry: Samo Schwedt - spory ośrodek przemysłowy z niewielką, ale ładną starówką - mijamy bokiem i dalej zmagamy się z wichrem, mając jako rekompensatę takie widoki: Chwila odpoczynku w Criewen. Tutaj mieści się centrum informacyjne Parku Narodowego Doliny Dolnej Odry oraz ciekawy pałac z ogrodem - warto zajrzeć. My jednak tym razem tylko przysiadamy na ławeczce obok drogowskazów: Kolejne miejsce to wioska Stolpe z górująca nad wioską wieżą obronną z XIII w. Czyż to nie jest idealna trasa na rowery szosowe? Jedziemy, jedziemy i dojeżdżamy do Hohensaaten, gdzie kilka łódek właśnie się śluzuje na kanale. Ale przez cały dzień nie widzieliśmy ani jednej barki na Odrze. Czyżby żegluga towarowa wciąż nie rozkręciła się po lockdownie? Tutaj po raz pierwszy rzucił nam się w oczy wyjątkowo wysoki stan rzeki. Prawdopodobnie fala kulminacyjna na Odrze, po ostatnich intensywnych opadach na południu Polski. właśnie dotarła na południowy skraj naszego województwa i przeciwległe tereny po niemieckiej stronie. W wielu miejscach jest dużo wody na terenach zalewowych na zewnątrz wałów. Jeszcze kilka kilometrów i już jesteśmy w Hohenwutzen. Jest 13.30 - pora na obiad. Proponuję, abyśmy zjedli w knajpce na Polenmarkcie w Osinowie Dolnym, ale Darek stwierdza, że ogórkową czy pierogi to on ma w domu i że chce prawdziwego Bratwursta . No cóż, w takim razie idziemy do Gasthofu w Hohenwutzen - Darek dostaje swojego bratwursta i piwo, a ja stek drobiowy z grilla i niemieckiego radlera, w przyjemnym ogródku, prawie przy rzece: Na Polenmarkt jedziemy i tak - uzupełnić picie na powrotną drogę, bo pusto w bidonach. Darek na moście granicznym: Odra-Oder. Potężna rzeka, która wreszcie znów łączy, a nie dzieli ... W Osinowie, na targowisku Polenmarkt, po tygodniach zastoju koronawirusowego, znów tętni życie: A my w tył zwrot i wreszcie z wiatrem. Niemiecki brzeg i polski brzeg: W powrotnej drodze wybieramy wariant przy wieży widokowej, czyli bliżej rzeki. Niektóre drzewa stoją całkiem w wodzie. Ale wysoki stan Odry jeszcze bardziej widoczny jest z góry, z wieży: Na kolejnym zdjęciu widać po koronie drzewa, jak mocno wiało! Niestety wiatr przyniósł też chmury frontowe i gdy byliśmy na wieży - zaczęło kropić. Na szczęście póki co - przelotnie i wkrótce przestało. Owieczki pod Friedrichsthal: W samej wiosce pstrykam taką oto aktualną dekorację - ma ktoś fantazję! Dalej pedałujemy do Gartz i odbijamy w kierunku granicznej wioski Staffelde, a następnie na polski Szlak Bielika. Na granicy po raz drugi: Namówiłam jeszcze Darka, żeby skręcić przed Pargowem (ostatnia polska miejscowość na zachodnim brzegu Odry) w lewo, wzdłuż granicy, kawałeczek na górkę z widokiem na Odrę. Mimo, że droga gruntowa, to dało się podjechać szoszówkami. Ładnie, bardzo ładnie! W wiacie w Pargowie robimy ostatni popas na kanapki. Chmury jednak coraz bardziej gęstnieją - nie ma co się rozsiadać, trzeba jechać, szczególnie, że już prawie 19.00. Jedziemy kiepskim asfaltem do Kamieńca, a potem superancką DDR-ką do Kołbaskowa, wśród dojrzałego zboża - chyba wkrótce żniwa! Żeby nie wracać przez Szczecin, wybieramy trasę na zachód od miasta - przez Smolęcin i Karwowo. Kilka podjazdów na wzgórzach stobniańskich - w gratisie. Malownicze ruiny kościoła w Karwowie: Zaraz za wioską niestety znów zaczyna padać i deszcz towarzyszy nam - mocniejszy czy słabszy - prawie całą drogę do domu. Kolejna rowerowa inwestycja w gminie Kołbaskowo, czyli DDR-ka Karwowo-Warnik: Dalej już było tak paskudnie, że nie robiłam zdjęć. Największą ulewę przeczekaliśmy na przystanku w Dołujach - podjechał autobus do Szczecina, ale nie, nie złamaliśmy się! W siąpiącej mżawce dzielnie popedałowaliśmy w stronę Dobrej Szczecińskiej . W domu byliśmy o 21.15 - jeszcze po widoku, zgodnie z planem. To była długa trasa - przy niezbyt sprzyjającej pogodzie, ale przejechana w całkiem dobrej formie, choć niezbyt szybkim tempie. No to pierwszą "dwusetkę" mam za sobą.
  10. tanova

    Szosą nad Wisłę

    Trasa kolarska przyrodniczo-industrialna w wakacyjnych klimatach. Dzięki za fotorelację, czytało się i oglądało bardzo fajnie. Brakuje mi takich letnich, gorących dni. W tym roku urlop w kraju, w kajaku na Wiśle, czy jednak planowane szosowe Dolomity?
  11. tanova

    Rowerowe eskapady - relacje

    Pogody Wam jednak zazdroszczę, mimo, że upał. U nas cała wiosna i początek lata, to zmienna i raczej chłodna aura. Bardzo silne i porywiste wiatry praktycznie cały czas, nawet jak wyjrzy słońce, to nie jest za ciepło, a jak pada to mżawka, która nie wyrówna tragicznie kiepskiego bilansu wodnego, a jest dokuczliwa. Dwa takie prawdziwie letnie dni mieliśmy! Fajny ten Wasz weekend, dobrze wykorzystany.
  12. tanova

    Rowerowe eskapady - relacje

    W takim razie kilka "zdzisiów" z dzisiejszej przejażdżki do Trzebieży. Taka sobie 50-tka w mieszanym terenie i w miłym towarzystwie współmałżonka i sąsiadki, raczej nie zurbanizowana.
  13. tanova

    Bułgaria

    W Bułgarii byłam raz - chyba był to początek lat 80-tych. Jechałam z mamą pociągiem relacji Szczecin-Burgas. Dwie doby jazdy w jedną stronę w kuszetce ze składanym środkowym łóżkiem. Taka podróż to przeżycie, zwłaszcza przejazd przez Rumunię, gdzie tłumy żebraków na peronach prawie rozdrapywały wagony od zewnątrz. Mieszkałyśmy u Bułgarki w mieszkaniu w wieżowcu z wielkiej płyty. Pierwszy wyjazd do ciepłych krajów i Morze Czarne - naprawdę czarne. Trochę zwiedzania - Neseber, Złote Piaski i sklepy, w których coś było, a nie tak jak u nas - puste półki. W górach niestety nie byłam, choć teraz bym się pewnie wybrała. Może kiedyś się uda, w sumie lubię bałkańskie klimaty. Udanego wyjazdu i trekkingu!
  14. tanova

    Rowerowe eskapady - relacje

    Super, że mimo tak ekstremalnych zjawisk pogodowych i powodzi udało się Wam zaliczyć trzy imponujące pętle w pięknych krajobrazach. Trzy dni wykorzystane na maksa. I znów będę się powtarzać - świetna relacja , przyjemnie poczytać, gdy dla mnie aktualnie nie bardzo jest szansa na jakiś wypad i fajnie, że zamieściłeś też mapki, bo zupełnie nie znam tych terenów. A po powrocie kolejna powódź, tym razem w Warszawie?
  15. Dzięki - jakoś trzeba było wrócić do domu . Generalnie to jak się ma cały dzień do dyspozycji, to takie dystanse można pokonywać w bardzo relaksowym tempie.
  16. tanova

    Rowerowe eskapady - relacje

    @Wujot - fajną masz tę robotę i widać, że masz do niej serce, bo relacje - pierwsza klasa!
  17. tanova

    Sytuacja na granicach

    Jak się mieszka w zachodniej Polsce, albo w województwie śląskim - to przez Niemcy. Może trochę dalej, ale bez nerwów i kombinowania.
  18. tanova

    Kajaki

    Płynęliście w piankach? Przy takiej pogodzie, to pewnie całkiem sensowna opcja. Fajna wyprawa i relacja inaugurująca sezon. 👍👍👍
  19. Dzięki, @surfing. Ławeczka jest kultowa i stanowi ulubiony motyw fotograficzny z wycieczek do Ueckermünde, ale wdrapanie się na nią wymaga pewnej zwinności. Obok jest druga, mała ławeczka z napisem "ICH BIN DIE KLEINE!"
  20. tanova

    Sytuacja na granicach

    Może też mamy ustrój federalny, tak jak Austria czy Niemcy? Postulaty Ruchu Autonomii Śląska spełniają się w przewrotny sposób. Z mojego podwórka - granice z Brandenburgią i Saksonią otwarte. Można sobie pojechać do Berlina, albo na zakupy do Schwedt. Ale są restrykcje na wjazd do Meklemburgii-Pomorza Przedniego. Jednodniowa wycieczka rowerowa czy wypad do marketu - oficjalnie zabronione. Choć w praktyce chyba niespecjalnie to egzekwują.
  21. @marboru - dziękuję za miłe słowa . Nad morze jednak zdecydowanie lepiej wybrać się rowerem poza sezonem, jeśli ktoś może . Przygoda - tak, to prawda. Już bym znów gdzieś pojechała ...
  22. Jeszcze małe uzupełnienie. Opis i interaktywną mapę szlaków, po których jechaliśmy, oraz odcinkowe mapy pdf można znaleźć na stronie Urzędu Marszałkowskiego: http://www.rowery.wzp.pl/
  23. tanova

    Rowerowe eskapady - relacje

    Na blogu umieściłam kolejną część relacji z naszej rowerowej wycieczki w długi weekend. Zapraszam do przeczytania.
  24. Powrót nie całkiem legalny Początkowo planowaliśmy, że nad Bałtykiem dojedziemy tylko do Międzywodzia, z którego odbijemy na Wolin i wrócimy szlakiem Blue Velo - wschodnim brzegiem Zalewu Szczecińskiego i Jeziora Dąbie. Jednak wiadomość o otwarciu granic od soboty sprawiła, że spontanicznie postanowiliśmy zmienić trasę na wariant zachodni - przez Niemcy. Dopiero wieczorem, leżąc w łóżku w ośrodku na zachodnim krańcu Świnoujścia doczytałam, że Meklemburgia-Pomorze Przednie do końca czerwca nie zezwala na jednodniowe pobyty turystyczne ☹️. Hm, co tu zrobić? Nie byłam gotowa psychicznie na kolejny, koszmarny przejazd rowerem przez S3 - aż do Wolina. Stwierdziliśmy rano, że jedziemy zobaczyć na promenadę transgraniczną, jak się sprawy mają. Najwyżej coś wymyślę. Na granicy żadnych służb mundurowych nie było, tylko peleton niemieckich emerytów, spragnionych świnoujskich klimatów. No to pstryk i dyskretnie odbijamy na niemiecką stronę. Na początku mamy dwie spore górki do pokonania przez las, potem krajobraz południowej części wyspy robi się sielski i trochę nostalgiczny. Wciąż wieje mocny, północno-wschodni wiatr. Jest ciepło, ale rześko. W Anklam - zwrot i od tego miejsca mamy centralnie pod wiatr, który rozdmuchuje się do 8 m/s. Most na Peene w Anklam: Czeka nas walka z wiatrem i odcinek szlaku dookoła Zalewu po starej drodze z płyt betonowych i gruntówkach. Myślałam, że mi zerwie kask razem z głową 😮. Rekompensatą były fantastyczne krajobrazy kwitnących Bagien Anklamskich. Na pierwszym zdjęciu widoczne w oddali pozostałości mostu kolejowego Kamp-Karnin. W Ueckermünde robimy postój. Charakterystyczna ławeczka: Rynek i plaża nad Zalewem: Z tego miejsca mamy już bardziej z wiatrem, który zresztą pod wieczór słabnie. Jesteśmy 40 km od domu, prawie jak w przedpokoju 😉. Na granicy w Dobieszczynie już tylko ślad po kupie piachu, blokującej do niedawna przejście. Jesteśmy w domu ok. 20.45.
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...