Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 15.04.2010 uwzględniając wszystkie działy
-
panie Ślusarczyk odpie......... się pan od Gminy Andrychów , której, w przeciwieństwie do pana , jestem mieszkańcem:cool: .Poradzimy sobie bez twojej pomocy. Zajmij się pan lepiej nielegalnymi wysypiskami śmieci , nieszczelnymi szambami , sprzątaniem lasów i koryt rzek ,paleniem w domowych piecach CO różnych świństw, edukacją ekologiczną młodzieży itd , itp - no , ale z tego zdaje się nie można żadnej większej kasy wyciągnąć7 punktów
-
Zachód Grońskiego to jedna z pięciu linii w polskiej części Tatr Wysokich, które wycenione zostały na 6. Zachód Grońskiego przez długi czas uważany był za najtrudniejszą linię narciarską w polskich Tatrach Wysokich. Z pewnością pokonanie go w 1994 roku przez Piotra Konopkę było dużym wyczynem, którego długo nikt nie zdecydował się powtórzyć. Najokazalej prezentuje się z Rysów - imponująca, pionowa niemal linia przecinająca ścianę Wołowego Grzbietu działa na wyobraźnię. W praktyce okazuje się, że nie taki diabeł straszny. Narciarze spodziewający się dużych trudności technicznych będą wprawdzie rozczarowani, ale miłośnicy mocnych wrażeń mogą liczyć na sporą dawkę adrenaliny. Zjazd rozpoczynamy na Małej Wołowej Szczerbinie (2355 m n.p.m.), z której zsuwamy się kilka metrów, a następnie wąskim, mocno nachylonym śnieżnym zachodem trawersujemy północne, skaliste stoki Wołowego Grzbietu. Zachód ciągnie się przez ponad 500 metrów, dwa razy wznosząc się (konieczne podejście kilka metrów na nartach) i dwa razy stromo opadając (jedyne miejsca, gdzie można wykonać kilka skrętów). Jest mocno eksponowany - pola śnieżne podcięte są skalistym progiem opadającym do Wyżniego Czarnostawiańskiego Kotła - dlatego dobrze się asekurować dziabą. Zachodem docieramy do wylotu żlebu schodzącego z Żabiej Przełęczy. Żleb ograniczony z lewej strony skalną grzędą jest początkowo dość stromy, ale równocześnie dość szeroki. To tak naprawdę najciekawszy odcinek zjazdu, który sprowadza nas do Kotła pod Rysami. Stąd już bez problemów docieramy do Czarnego Stawu. Zjazd Zachodem Grońskiego to zjazd typowo taternicki - propozycja dla tych, którzy nad radość z jazdy przedkładają sporą dawkę adrenaliny. Z pewnością trawers mocno eksponowanych stoków Wołowego Grzbietu jest dla psychiki dobrym treningiem, który zaprocentuje podczas kolejnych zjazdów. Dane techniczne zjazdu Zachodem Grońskiego z Małej Wołowej Szczerbiny (2355 m n.p.m.) do Kotła pod Rysami i dalej do Czarnego Stawu pod Rysami (za przewodnikiem "Narciarstwo wysokogórskie w Polskich Tatrach Wysokich" K. Życzkowskiego i J. Wali): Trudność zjazdu: 6 Średnie nachylenie stoku: 31 stopni Deniwelacja zjazdu: 770 m Długość zjazdu: 1500 m Pierwszy zjazd: Piotr Konopka, 4 czerwca 1994 Tekst i zdjęcia: Michał Kowalski góry.pl3 punkty
-
Wielokrotnie byłem w Rosji- spędziłem tam wiele czasu i kawał byłego Sojuza zjeździłem, znam bardzo wielu Rosjan czy też innych ludzi z byłego Związku i moje wieloletnie doświadczenia są takie (w skrócie). Polakowi bardzo łatwo zaprzyjaźnić się z Rosjaninem, łatwo przełamać lody, łatwo sie zrozumieć, jako zwykli ludzie mentalnie mamy blisko, o innej nacji nie mogę tego napisać. Osobiście lubię Rosjan - to przeważnie bardzo fajni ludzie Rosja to kraj, który bardzo się zmienił w ostanich dwudziestu latach i to kilkakrotnie. Bardzo jest duża różnica pomiędzy Rosją lat 90tych a Rosją putinowską. Nie demonizowałbym Putina, cokolwiek by nie mówić to jego przyjazny gest pocieszający Tuska uważam za szczery - nie pozę do kamery. Człowiek stojąc w obliczu tragedii przeżywa to. Życie jednak toczy sie dalej i trudno na tej podstawie budować teorię o początku wielkiej przyjaźni polsko-rosyjskiej w świecie polityki, oni mają swoje interesy a my swoją politykę i jeśli będziemy grać przeciwko sobie to 'czas miłości' się skończy. W kwesti zwykłych ludzi jest ok - dzielą nas co najwyżej głupawe stereotypy i robota propagandy. Wiele z opini o dzisiejszej Rosji buduje u nas bardzo nieciekawy obraz tego kraju. Tylko jest ogromna różnica postrzegania pomiędzy ludźmi zachodu, Polakami a samymi Rosjanami. Wiele rzeczy, które u nas wydają się być straszne. w tamtym kraju są traktowane normalnie. Zamordyzm z w Rosji był zawsze, już carska Rosja była zbudowana przez tzw riabski trud czyli okrótny wyzysk i krwawica całego ludu i minimum wolności, drastyczne kary, wielkie krwawo tłumione powstania chłopskie itp itd. Utkwiła mi w głowie relacja Radziwiła "Panie Kochanku" - który opowiadał iż potężni carscy bojarzy nie mogli zrozumieć wolności panującej w rzeczpospolitej, nawet tamtejsi mozni nie mieli zbyt wiele wolnosci i byli całkowicie zależni od cara. Tam sfera wolności była zawsze minimalna. Za komuny niewiele się zmieniło, jedynie w latach 90 tych to puściło i wiązało sie z wielkim upadkiem kraju, bałaganem i wieloma niekorzystnymi dla ludzi zjawiskami. Teraz znów ktoś ich złapał za twarz i zrobił porządek -tak to oni widzą i postrzegają, w dużej mierze akceptują tą cenę. Trudno o tym zresztą pisać takimi skrótami i ogólnikami. To jest bardzo inny kraj niż nasz mimo, że ludzie podobni - taki paradoks.3 punkty
-
http://www.allegro.pl/item991665624_dynastar_legend_4800_bcm.html można kupić w śmiesznych cenach2 punkty
-
2 punkty
-
Naród to nie rząd. Polityka to nie obyczajowość. Nie należy tego mieszać. Mówiąc jednak o polityce trzeba znać historię i to nie tylko XX wiek. Aby zrozumieć politykę Rosji należy poznać jej. A ludzie wszędzie są podobni tyle, że nie wszyscy są traktowanie tak jak nasi wschodni sąsiedzi. Skądinąd, w takim kulturalnym narodzie jak Niemcy, wydającym na świat tylu filozofów, artystów, pisarzy i poetów, byli przecież mili i sympatyczni ludzie. Ale polityka zmienia obraz Państwa i Narodu. Dyskusja, jak rozumiem, nie zaczęła się od tego jacy są Rosjanie ale jaka jest polityka Rosji. To zdecydowana różnica. A tego, że Rosja, a nie Rosjanie mają się czego obawiać w tej chwili chyba nie można zanegować. BOT ŻiZŃ.2 punkty
-
Przeczytałem artykuł. Wynia z niego, że burmistrz chciał dobrze i pozwolił na wycinkę, ale "O ZGROZO!" nie wziął pieniędzy od inwestora. Może pomyślał, że te pieniądze mogą przyjśc do gmina z podatków jesli wyciąg będzie działał i zarabiał na siebie oraz przy okazji promował zimą gminę?? Jełopy ... klapki na oczy i byle do przodu.2 punkty
-
Witajcie Brać narciarska:D Nasz kolega Raceman ma się coraz lepiej, czeka na wyniki rezonansu i wszystkim Bardzo Dziękuje za życzenia powrotu do zdrowia2 punkty
-
Jutro i w sobotę jadę do Knurowa z Sosnowca - jakby co daj na PM o odebranie w Kacach Pewnie znowu za tydzień pojadę a w Kacach jestem codziennie w....pracy ... W Rybniku bywam na wyprzedażach Polecam z resztą wszystkim - taniej niż w dużych miastach i większy wybór!!1 punkt
-
852. - takie zająłem miejsce w wyścigu. Ale przykro mi nie jest, bo okoliczności były zbyt przyjemne... Zresztą Marc Girardelli, legendarny alpejczyk, był dopiero piąty. A w sporcie i tak liczą się tylko zwycięzcy, prawda? Łukasz Grzymisławski wyborcza pl. *** Była pierwsza połowa stycznia, kiedy w narciarskich kurortach jest trochę luzu: po świętach, a przed szkolnymi feriami. W Austrii też, a dokładnie w najmniejszym jej landzie (zmieściłyby się w nim raptem cztery Warszawy) wtulonym między Szwajcarię i Jezioro Bodeńskie. Aż dwie trzecie jego powierzchni leży powyżej tysiąca m n.p.m. Jeszcze 90 lat temu był to jeden z najbiedniejszych zakątków Europy - gdy w referendum mieszkańcy opowiedzieli się za zamianą Vorarlbergu w szwajcarski kanton, Helweci ich nie chcieli. W latach 30. XX w. już mogli tego żałować, bo narty - a w gęstym od trzytysięczników Vorarlbergu znają się na nich jak nigdzie indziej (tu produkuje się sprzęt marki Head, wyciągi Doppelmayr, a gdy zakładano Ski Club Arlberg, Wyspiański właśnie publikował "Wesele") - zaczęły robić furorę jako ulubiona zimowa rozrywka zamożnych mieszczuchów. Romantyczna era narciarstwa, czyli kilkudniowych wycieczek na fokach zaczęła tu zmierzać ku końcowi już w 1937 r., kiedy w Lech postawiono pierwszy w Austrii wyciąg. *** Do najsłynniejszych stacji należy Lech-Zürs. Vaclav Havel, Vladimir Putin, Niki Lauda, holenderska królowa - wszyscy są na liście gości. Swego czasu bywał tu i Hemingway (wytrwali odnajdą w pobliskim Montafon stolik, przy którym grywał w pokera). Ja jednak nie pojechałem na karty, ale by wziąć udział w Der Weisse Ring. Ten rozgrywany w styczniu masowy wyścig narciarski (w tym roku odbył się po raz piąty, ja uczestniczyłem w czwartym) to spadkobierca zawodów rozgrywanych w okolicy jeszcze przed wojną; dopóki nie wymyślono cyklu Pucharu Świata, jeździli w nim najlepsi. Ma demokratyczną formułę open, zapisy przyjmowane są przez internet (www.derweissering.at , wpisowe kilkadziesiąt euro), miejsc jest około tysiąca. A i tak trzeba się spieszyć, bo chętnych do pokonania 22-kilometrowej trasy jest wielu. Podszedłem do wyścigu rekreacyjnie - chciałem dojechać do mety w tempie turystycznym, podziwiając po drodze pejzaże. Błąd! Przecież zawody to rywalizacja, której trudno nie ulec. W każdym razie ja uległem. „Espirito deportivo” - mawiają Hiszpanie. No dobrze, ale jak sprawiedliwie zmierzyć czas tysiąca narciarzy zjazdowych? Otóż każdy dostaje numer startowy z chipem, którego sygnał wychwytują bramki kolejnych etapów. Sędzia puszcza grupami po dwudziestu. Start na szczycie Ruefikopf (2362 m, wynosi nań kolej linowa z centrum Lech) odbywa się jednak w stylu klasycznym, a nie alpejskim, bo przed właściwym zjazdem trzeba podbiec kilkadziesiąt metrów pod górę. Jest walka kijek w kijek (już wiem, jak musi się czuć startująca w sprincie na zupełnie innych nartach Justyna Kowalczyk). Mój peleton szybko został rozerwany, jeszcze na oczach startowej publiczności. Wprawdzie nie przeze mnie, ale łudziłem się, że odrobię straty, np. w twardszym śniegu na zacienionym stoku. Teoretycznie można sobie pozwolić na takie taktyczne spekulacje, bo prowadząca zboczami wokół doliny trasa jest jak huśtawka - w dół do wyciągu, w górę, znowu w dół itd. W sumie trzeba pokonać 5,5 tys. m różnicy wzniesień! To ponoć najdłuższa karuzela narciarska na świecie (choć Sella Ronda w Dolomitach chyba jej nie ustępuje). Ostatecznie, po samotnej walce z lodem na trasie, wjechałem na metę w Lech przy wspaniałomyślnym aplauzie rozbawionej wczesnopopołudniowymi aperitifami publiczności. Komisyjnie zdałem numer, potem grzecznie czekałem z resztą wielojęzycznej ekipy w nadziei, że byłem nie całkiem ostatni (okazało się, że za mną znalazło się ponad stu różnych maruderów, emerytów i dzieci). Wszyscy bardzo sportowo się bratali między zieloną tablicą wyników a dystrybutorem z grzanym winem A potem, w ramach pocieszenia, sprawdziłem, co oferuje Skipass Arlberg (208 euro za 6 dni). Obejmuje on pięć miejscowości: Lech, Zürs, Stuben, St. Anton i St. Christoph. Doliny wokół przełęczy Arlberg są podzielone między kilka tutejszych klanów. Ich nazwiska czasem brzmią znajomo - jak Ortlieb (Patrick, mistrz olimpijski w zjeździe z Albertville, prowadzi tu dziś hotel; w wyścigu był siódmy) albo Strolz (duża sieć wypożyczalni sprzętu). Mimo 280 km ratrakowanych tras (w Lech-Zürs tylko jedna czarna, ale za to poprowadzona tak dogodnie, że bito na niej kiedyś rekord szybkości) okolica kusi amatorów freeride'u. Bo nigdzie indziej w Austrii jeżdżenie off-piste nie jest tak łatwe - 85 wyciągów kursuje między 1300 a 2800 m n.p.m. Po każdym obfitym opadzie wszystkie stoki, nie tylko oznaczone trasy, pokrywają się szybko gęstą siatką śladów nart (którym zwykle robi się zdjęcia do turystycznych folderów). Popularne jest wypożyczanie plecaków z otwieranymi jak spadochron i automatycznie pompowanymi skrzydłami utrzymującymi na powierzchni lawiny pechowca, który by ją podciął. To również jedyne miejsce w Vorarlbergu, w którym można uprawiać heliskiing, czyli narciarstwo z udziałem śmigłowców. Latają one w stronę pozbawionych wyciągów szczytów, ale zjazd z nich jest możliwy tylko z przewodnikiem (ok. 950 euro za siedem osób). Te niestandardowe atrakcje przyciągają wielu młodych ludzi, choć kurort ma charakter raczej wykwintny. W rozsianych po stokach barach zamiast nużącej muzyki pseudoludowej słychać brzmienia klubowe. Architektura to dużo drewna i rygory tradycyjnej estetyki - buduje się rozłożyście i nie za wysoko, aby nie zakłócić harmonii pejzażu, i nie za gęsto, by można było wszędzie dojechać na nartach. Oberlech (hotelowe miasteczko ponad Lech) jest w ogóle zamknięte dla samochodów, gości podwozi całodobowa gondola, a ich bagaże rozprowadza system tuneli. Sklepy, a właściwie wyposażone wielkomiejsko butiki, w Lech oferują kolekcje zaprojektowane specjalnie dla tego miejsca (wieczorami na ulicach łatwiej zobaczyć kratkę burberry niż goretexy). *** Dlaczego warto tu przyjechać także w kwietniu? Bo jest prawie 10 stopni i ponad dwa metry śniegu. Do tego właśnie teraz w Lech i Zürs "łączy się firn z winem" - restauratorzy kuszą wiosennych narciarzy specjalnym menu i kartami win. I jest taniej - do 16 kwietnia sześciodniowy skipass kosztuje 182, a jeszcze później - do 25 kwietnia - 146 euro. www.lech-zuers.at1 punkt
-
Hej Ok, w porządku. Rozumiem Cię, sama staram się mieć jak najbardziej obiektywne spojrzenie na różne sprawy i otwarty umysł, ale niestety, przyznaję się bez bicia, jestem uprzedzona do rosyjskiego rządu, do niedawna jeszcze do Rosjan jako ogółu, teraz już tylko rządu. Na pewno udział w tym miały opowiadania moich dziadków, w końcu zamordowali im 17 członków rodziny więc się nie dziwię, że uraza i uprzedzenia pozostają do dziś, widać coś z tego się mi udzieliło bo, tak jak Ty właśnie o tym napisałeś, ja im nie ufam. W Putinie na przykład widzę zimnego wyrachowanego byłego agenta KGB, nie człowieka a poza tym obserwuję też, co oni robią i nie podoba mi się to bardzo. Nie będę popierać rządu, który mimo umownego czasu pokoju podczas igrzysk napada bezczelnie na Gruzję, łamie prawa człowieka, cenzuruje media, zabija lub wsadza do więzienia niewygodnych ludzi, odcina dostawy gazu w ramach szantażu... po prostu mam wrażenie, że tam ciągle mają te same sowieckie metody i nic się nie zmieniło. To oczywiście tylko moje wrażenie, może już jest inaczej; cieszyłabym się, gdyby rzeczywiście coś miało zmienić się na lepsze w stosunkach między naszymi krajami ale tylko jeśli to by była szczera chęć pojednania a nie wykalkulowana postawa polityczna. I tak teraz jak czytam Twój post, to też się zastanawiałam, skąd ta nieufność ale myślę, że u mnie wynika ona po prostu z tego, co tamten rząd robi. Nie oszukujmy się, daleko im do pełnej demokracji i dopóki to się nie zmieni, ja tego rządu nie poprę. Pozdrawiam również.1 punkt
-
Rozumiem Twoje idealistyczne podejście do świata, ale to nie żaden car, czy Stalin, tylko współczesne rządy rosyjskie wprowadzają od grudnia 1994 r. młodym pokoleniom Czeczenów wiarę w ludzi. Niestety on pała miłością do Ciebie ( do nas wszystkich), i nie ma przed nią ucieczki.1 punkt
-
Cześć Nie powinnaś bo nie było moim zamiarem wywoływanie urazy. Jeżeli poczułaś się źle to przepraszam. Chciałem po prostu zwrócić uwagę na fakt, że rozważanie władzy jakiegoś kraju w oderwaniu czy też w opozycji do jego obywateli jest trochę nieuprawnione. Rozumiem niechęć do polityków, polityki i sfer rządowych - sam nie pałam miłością do przedstwicieli tego światka. Dlaczego jadnak akurat rząd Rosyjski ma być obarczany winą za błędy przodków, dlaczego podejście do niego ma się cechować wyjatkową nieunością i niechęcią nie rozumiem. Na tej zasadzie powinniśmy odczuwać nadal wielką nienawiść do króla Szwecji bo to w czasach potopu nasz kraj poniósl największe straty. Dziwi mnie to zwłaszcza u ludzi młodych, których - tak mi się wydaje - powinien cechować optymizm i pozytywne nastawienie do świata. Martwi mnie, ze zamiast przekazywać młodym pokoleniom wiarę w ludzi, wiarę w możliwość zmian na lepsze, uczyć dążenia do zmian świata na lepsze i poszukiwania sygnałów, które na te zmiany mogą pozwolić utrwalamy w mlodych nieufnośc i ksenofobie. To takie luźne przemyślenia. Oczywiście wszyscy jesteśmy ludźmi wolnymi i możemy mieć poglądy jakie chcemy a poświęcić się możemy rozliczaniu przeszłości zamiast budowaniu przyszłości. Pozdrawiam serdecznie1 punkt
-
no wiesz Mysiek - "częsty seks" to pojęcie względne , może więc rozwiniesz ten temat ,żeby czasem Raceman , po powrocie ze szpitala , nie przecholował1 punkt
-
Potwierdzam, do tego odpowiednia ilość trunków oraz okład z gorących piersi i oczywiście częsty seks1 punkt
-
Jestem prawie na 100% pewny, że na nazwę będzie przetarg. Stadion musi zarabiać, a bez drużyny, która gra cyklicznie na obiekcie będzie trudno. Do zarobienia 30-50 mln zł za pięć lat, więc to będzie wystarczający argument.1 punkt
-
Bardzo pozytywna wiadomość. Co do pływania to potwierdzam, ja pływałem bardzo dużo i miało to zbawienne działanie na kręgosłup, wszelkie bóle ustąpiły.1 punkt
-
1 punkt
-
basen to dobra rzecz na kręgosłup, sam kiedyś postawił mnie na nogi po wypadnięci dysku co uchroniło mnie przed operacją powrotu do zdrowia życzę pozdrawiam1 punkt
-
Tylko szkoda że ich nie tworzy , bo mielibyśmy Himalaje:(1 punkt
-
Narciarstwo niestety mocno obciąża kręgosłup, pożyteczne jest pływanie , więc pływać i się leczyć aby mieć co tracić (jeżdżąc na nartach, sam tak robię) + kręgarz1 punkt
-
Już nie pamiętam które z nich, czy Wanda Rutkiewicz czy może Jerzy Kukuczka po jednej z wypraw wysokogórskich w towarzystwie naszych sąsiadów powiedziało o Rosjanach: "Jeśli mieć przyjaciela to tylko Rosjanina, gdyż są najlepsi na świecie, ale jeśli mieć kogoś za wroga to broń Boże Rosjanina, gdyż w tej roli nie ma gorszych."1 punkt
-
No proszę,Prezes ma urodziny tego samego dnia co moja Dżonka! Jacku,wszystkiego najlepszego,jak najwięcej satysfakcji z pracy i jak najwięcej dni na nartach! Dżonce życzenia złożyłem osobiście,a teraz biorę się za przygotowanie odpowiedniej kolacyjki...1 punkt
-
1 punkt
-
Według mojej oceny jako założenie należy przyjąć, że rosyjska polityka zagraniczna jest absolutnie amoralna i aetyczna, a może nawet antyetyczna. Inaczej mówiąc – jest to polityka, w której nie ma absolutnie żadnego miejsca na jakiekolwiek wartości poza wzrostem siły imperium. Jest ona w stu procentach pragmatyczna, zaś jej nadrzędnym celem – poza oczywiście celem wewnętrznym, jakim jest pomoc w utrzymaniu władzy przez krąg ludzi, związanych z dawnym KGB i GRU – jest odbudowa stosunkowo rozległej strefy wpływów, sięgającej na zachodzie z całą pewnością Polski i państwa bałtyckich. Wynika z tego, że jeżeli rosyjscy politycy wykonują jakieś symboliczne gesty, to nigdy nie robią tego bez konkretnej, pragmatycznej przyczyny. W rosyjskiej polityce nie ma czegoś takiego jak dobre stosunki gwoli samych dobrych stosunków czy pojednanie po prostu w imię prawdy.1 punkt
-
Gdzie nie zajrzysz,to złe informacje:mad:Marcin jesteś twardy i nie daj się chorobie,wracaj do zdrowia:rolleyes:1 punkt
-
Marcin wracaj do zdrowia jak najszybciej, wszyscy trzymamy za Ciebie kciuki nA PEWNO WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE1 punkt
-
o kurczę, mam jednak ogromną nadzieję, że wszystko wróci do normy, czytaj: zdrowia! jeśli masz taką możliwość, przekaż racemanowi życzenia szybkiego powrotu do zdrowia i pozdrowienia ode mnie też...1 punkt
-
1 punkt
-
Mitek ma rację. Trzeba myśleć i koncentrować się na pozytywach. Szukać dobrych i radosnych rzeczy a nie grzebać w śmieciach. To daje energię i chęci. Reszta nas tylko osłabia. Pozdrawiam. PS: Ja wyłączyłem radio w pracy, a w telewizji to od dawna tylko programy popularno-naukowe i narty oglądam.1 punkt
-
Dla oka coś [YOUTUBE] [/YOUTUBE] [YOUTUBE]http://www.youtube.com/watch?v=nUWWOl_pUXU&feature=related[/YOUTUBE]1 punkt







