Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. mifilim

    mifilim

    Użytkownik forum


    • Punkty

      12

    • Liczba zawartości

      1 824


  2. idealist

    idealist

    Użytkownik forum


    • Punkty

      11

    • Liczba zawartości

      1 230


  3. gregor_g4

    gregor_g4

    Użytkownik forum


    • Punkty

      9

    • Liczba zawartości

      1 472


  4. JC

    JC

    Administrator


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      16 751


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 08.02.2013 uwzględniając wszystkie działy

  1. Kolejny puszysty dzien za mna, wczoraj z Ravick'iem dzisiaj wpadl aklim, a jutro bedzie Bugajson i grupka chlopakow z Bielska tez sie zapowiada (Andy,Johny,Mati) wroci to pewnie cos sam skrobnie, ale chyba byl zadowolony, bo banan na twarzy byl dzisiaj jeszcze ciagle slaba widocznosc, ale mam przeczucie, ze jutro to bedzie "ten" dzien po duzych opadach sniegu i temperaturze ok 0stopni, teraz idzie ochlodzenie, juz dzisiaj byly momenty, ze pogoda sie klarowala, ale ciagle bylo mocno pochmurnie. Mam przeczucie, ze jutro widocznosc znacznie sie poprawi dodatkowo na kopule szczytowej ciagle jest sporo nietknietego sniegu, wiec mam nadzieje na dobre linie jutro, conajmniej takie jak te dzisiaj. ja standardowo 745 bylem pod szkola, stamtad mial mnie zebrac kumpel, ale poimprezowal. Wiec mialem spacer na rozgrzewke az do Baby... stamtad kawalek do Soliska i juz sie cieszylem ze to koniec spacerkow, az tu nieoczekiwanie, awaria lacznika... no i jeszcze na dobicie zielona trasa. na Szczawinie troche zmeczony jestem o 830. Do 9 jezdze sam, lasy z Miziowej, raz ze szczytu. Od Miziowej juz sporo jest rozjechane, wiec uderzylem na szczyt, tam o niebo lepiej. Pare min po 9 lecimy juz z aklimem zjazdy ze szczytu do Szczawin, z Miziowej do Szczawin - tu mamy farta i trafiamy na prawde niezla, nietknieta linie Pozniej jeszcze czarownica na Kopcu, no i atak na szczyt, ale tym razem ze zjazdem na sam dol. o 12 sie rozstajemy, ja polecialem na lekcje, a aklim dalej do gory warunki na Babie duzo lepsze niz wczoraj. Z rana piekny sztruks byl, trasy wyzej zreszta tez ladnie przygotowane. o 13 ciagle jeszcze dosc twardo i w miare rowno, takze jezdzilo sie calkiem przyjemnie. po 14 naszla mnie jeszcze ochota na 1 zjazd lasem z Buczyny probowalem wydzwonic aklima ale sie nie udalo, byl poza zasiegiem, a sam odpuscilem. Mam nadzieje, ze uda sie jutro
    6 punktów
  2. No to wrzucę parę fotek :biggrin: i dwa najlepsze Chuck Norris i rock&roll nie umarł :biggrin: tak wiem wiem fajne bo moje :biggrin::applause:
    5 punktów
  3. SON wieczorne zjazdy Wybrałem się dzisiaj na wieczór na Golgotę w Szczyrku. Niestety sam dojazd zabrał mi 60 minut, gdyż koło 18:00 stałem w korku w Buczkowicach. Wypadek, ruch wahadłowy, tak jak Andrzej napisał masakra. Ale nic, umówiłem się w Szczyrku z Wujkiem więc stałem w tym korku cierpliwie... Koło 18:45 jesteśmy na parkingu. Od razu po wyjściu z samochodu, jakiś gościu w kamizelce parkingowego i mocno podchmielony chciał od Nas 2 zeta. Dostał figę z makiem i odszedł :biggrin: Pojeździliśmy godzinkę z minutami, kilkakrotnie Golgota, później na lewo od Golgoty z Suchego do Soliska. Warunki dobre, dużo świeżego śniegu. Niepodobało mi sie natomiast oświetlenie stoku, zbyt ciemno zwłaszcza po stronie gdzie nie ma lamp. Powrót z Szczyrku na całe szczęście już bez niespodzianek. Pozdrawiam serdecznie Maciek
    5 punktów
  4. 11.02. poniedziałek 10:45 Mistrzostwa Świata, Schladming - Zjazd kobiet (45min) powt. 11:30 Ski Pass - Magazyn (15min) 11:45 Mistrzostwa Świata, Schladming - Superkombinacja mężczyzn, zjazd (75min) 18:15 Mistrzostwa Świata, Schladming - Superkombinacja mężczyzn, slalom (60min) 19:15 Ski Pass - Magazyn (15min) 12.02.wtorek 16:15 Mistrzostwa Świata, Schladming - Superkombinacja mężczyzn, slalom (30min) powt. 16:45 Mistrzostwa Świata, Schladming - Konkurencja drużynowa (75min) 18:00 Ski Pass - Magazyn (15min) 13.02. środa 18:45 Ski Pass - Magazyn (15min) 14.02. czwartek 09:30 Ski Pass - Magazyn (15min) 09:45 Mistrzostwa Świata, Schladming - Gigant kobiet, 1. przejazd (75min) 13:00 Mistrzostwa Świata, Schladming - Gigant kobiet, 1. przejazd (15min) powt. 13:15 Mistrzostwa Świata, Schladming - Gigant kobiet, 2. przejazd (75min) 18:45 Ski Pass - Magazyn (15min) 15.02. piątek 09:00 Schladming - Gigant kobiet, 2. przejazd (30min) powt. 09:30 Ski Pass - Magazyn (15min) 09:45 Mistrzostwa Świata, Schladming - Gigant mężczyzn, 1. przejazd (75min) 13:00 Mistrzostwa Świata, Schladming - Gigant mężczyzn, 1. przejazd (15min) powt. 13:15 Mistrzostwa Świata, Schladming - Gigant mężczyzn, 2. przejazd (75min) 18:45 Ski Pass - Magazyn (15min) 16.02. sobota 09:30 Ski Pass - Magazyn (15min) 09:45 Mistrzostwa Świata, Schladming - Slalom kobiet, 1. przejazd (75min) 13:15 Mistrzostwa Świata, Schladming - Slalom kobiet, 2. przejazd (60min) 18:45 Ski Pass - Magazyn (15min) 17.02. niedziela 09:30 Ski Pass - Magazyn (15min) 09:45 Mistrzostwa Świata, Schladming - Slalom mężczyzn, 1. przejazd (60min) 13:15 Mistrzostwa Świata, Schladming - Slalom mężczyzn, 2. przejazd (75min) 18:45 Ski Pass - Magazyn (15min)
    4 punkty
  5. Właśnie wróciłem ze Szczyrku. Byłem W SON trochę ściorać się poza trasami. Warunki bardzo dobre. Ostatnie opady poprawiły jakość tras, szczególnie w dolnych odcinkach.
    3 punkty
  6. 31.01.2013 – Zillertal Arena – 20km W czwartek ruszyliśmy do Areny. Po intensywnym przepinaniu się w Hochzillertal, w Arenie postanowiliśmy skupić się tylko na fragmencie tras. W pogodzie nastąpił kolejny twist, mocno się ochłodziło i rozmięknięte poprzedniego dnia stoki stały się w niższych partiach lodowym betonem. U góry jeździło się fantastycznie, jeździliśmy na wszystkich czerwonych trasach w obrębie Rosenalm. Panowie nie omieszkali pójść na Skimovie wzdłuż czerwonej „17”. Ja nie jestem mocna w jeździe na lodzie i koło 15 zakończyłam zjazdy i wraz z dziewczynami siedziałyśmy na ławeczce pod górną stacją kolejki Rosenalmbahn obserwując ludzi zjeżdżających w stronę gondoli. Wyglądało to jak pomieszanie cyrku i komedii z czasów filmu niemego. Właściwie co kilkanaście sekund ktoś się wywracał na lodowym zboczu, aż dziw, że nie skończyło się to żadnym wypadkiem. Z pewnością powrócę do tego ośrodka, bardzo podobały mi się czerwone trasy. Chciałabym też zobaczyć inne części Areny. Arena jest też najlepsza jeśli chodzi o dostęp do Internetu. Tylko tutaj w wielu miejscach są Hot Spoty z dostępem do netu. W kontekście Areny wspomnę jeszcze kierowcę skibusa, który z sympatią machał do narciarzy na przystankach i na głos zapowiadał kolejne miejscowości. 01.02.2013 – Penken, 35km Ostatni dzień na nartach, powrót na Penken i plan zrobienia „the best of”. Niestety, ostatniego dnia pogoda nieco pokrzyżowała nam plany. Znowu jest cieplej, a na górze mglisto i pochmurno. Zaczynamy od czerwonej „7”, potem jedziemy na Rastkogel, ale tam widoczność jest fatalna i po kilku zjazdach wracamy niżej. Zdecydowanie lepiej jeździ się na ulubionych przez nas czerwonych „6” i „11”, choć śnieg nie jest zbyt przyjemny, mokry i ciężki z muldami, a gdzieniegdzie są jeszcze pozostałości lodowych połaci. Tak niestety nasz wyjazd dobiega końca. Podsumowując, bardzo wysoko oceniam ten region. W 6 dni absolutnie nie do przejeżdżenia, mnogość tras jest przeogromna, każdy znajdzie coś dla siebie. Bardzo dużo fajnych, szerokich czerwonych tras, na których bezpiecznie będą podróżować narciarze ze średnimi umiejętnościami. Bardzo rozbudowana sieć skibusów, jechaliśmy samochodem tylko raz, do Kaltenberg, choć mogliśmy równie dobrze skorzystać z bezpłatnej kolejki Zillertalbahn. Bardzo dobra infrastruktura, tylko raz, na Hochfugen byłam rozczarowana wolnym krzesłem. Ceny na stokach i w restauracjach umiarkowane. Pogoda mogłaby być ciut lepsza, ale z tym jak na loterii. Na pewno tam jeszcze wrócimy!!! Zdjęć nie mam, ale mam nadzieję dostać od mojej siostry.
    3 punkty
  7. Poproszono mnie o podwózkę do Boguszowa-Gorców koło Wałbrzycha. Po przeszukaniu internetu okazało się, że jest tam górka i działa wyciąg krzesełkowy, jest śnieg a po odpaleniu kamerki zadziwił mnie prawie pusty stok pomimo, że właśnie mamy na Dolnym Śląsku ferie. Podczas trwania ferii zazwyczaj robię sobie przerwę od nart, ale tym razem ponieważ i tak musiałem pojechać i to co zobaczyłem w internecie zachęciło mnie do zabrania sprzętu.Po dotarciu na stok (dojazd z Boguszowa-Gorców znakomicie oznakowany) od razu pojawił się na mojej twarzy "banan". Wszystko to zobaczyłem na stronie dzikowiec.info okazało się prawdą. Była godzina 13 - karnet popołudniowy od 12 do 16 koszt 30 zł. Do krzesełek żadnej kolejki, co piętnaste, może co dwudzieste krzesło miało swego pasażera. Równolegle obok do 1/3 długości kolejki krzesełkowej działa wyciąg talerzykowy, ludzi może nieco więcej, ale też pusto, żadnej kolejki, większość talerzyków pusta. Wjeżdżam na górę (kolej ma ok. 800 m długości, wjazd ok. 6 min.) na górze czeka ratrak i od razu w dół Od samego początku jest średnio stromo ale po kilku skrętach, kiedy mamy już sporą prędkość, czeka nas gwóźdź programu. Krótki próg, za którym trasa pochyla się jeszcze bardziej i po przejechaniu tej "ścianki" zaczyna się bardziej płasko (prawie jak slalomowa 31 w Soelden).Warunki na stoku dość trudne szczególnie na najbardziej pochyłym odcinku trasy - bardzo twardo i stromo, teraz wiem dlaczego takie luzy na stoku.Po trzech godzinach jazdy bez przerwy zaczynam czuć stok Dzikowiec w nogach i mimo, że mógłbym jeszcze ostatni raz wjechać (dochodzi 16), odpuszczam - podobno najwięcej urazów zdarza się przy ostatnim zjeździe.
    2 punkty
  8. Gregor dzięki za towarzystwo i super zabawę na świeżym powietrzu:biggrin: Ten nasz ostatni zjazd do parkingu to już była taka wisienka na torcie:smile: . Szkoda mi było tylko Filipa , który walcząc na swojej desce w puchu , w pewnym momencie miał już chyba dosyć wszystkiego :biggrin: . No ale taki jest ten freeride ,trzeba "trochę" techniki , a przede wszystkim duuuuużo kondychy. Dzień jak zwykle mega udany .Co do warunków , to Gregor wszystko dobrze opisał , blisko wyciągów wszystko rozjechane , dobrego śniegu trzeba teraz szukać trochę dalej. Ps jutro meldujemy się (ja , Nurek i jeszcze jeden kolega Wojtek ) pod kasą przy krześle ok. 7,45:smile:
    2 punkty
  9. Film z konferencji [video=youtube_share;kHPBZW6AzZs]
    2 punkty
  10. Zillertal, 26.01.2013 – 02.02.2013 W sobotę ok. 5 rano wystartowaliśmy z południowych obrzeży Warszawy. Na Katowickiej, za Mszczonowem spotykamy się z przyjaciółmi i rozpoczynamy wyczekiwaną podróż w kierunku Zillertal. Opłacało się przeżywać koszmar podróżowania Gierkówką, bo odcinek do Piotrkowa Trybunalskiego jest teraz bajeczny. Za Piotrkowem już wolniej, ale nadal sprawnie, za Siewierzem wjeżdżamy na autostradę A1 prowadzącą do przejścia granicznego w Gorzyczkach. Tutaj zonk, na całym odcinku do granicy nie ma ani jednej stacji benzynowej. Tym, którzy startują z południa pewnie to nie robi, ale my decydujemy się zjechać do Wodzisławia Śląskiego i dolewamy do pełna. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie powstaną wyznaczone przekreślonymi jeszcze znakami stacje. Dalsze etapy podróży idą sprawnie, około 18 dojeżdżamy do zjazdu w dolinę Zillertal, gdzie spowalnia nas tradycyjny chyba sobotni korek. Około 19 meldujemy się w Laimach, wiosce pomiędzy Zillertal Areną i Penken. Kwatera to nowowybudowany, co najwyżej kilkuletni, dom. Zajmujemy całą górę, do dyspozycji mamy przestronny, dobrze wyposażony apartament i czyściutką, cieplutką narciarnię czyli właściwie austriacki standard. Przystanek skibusa do Penken i Areny oddalony o jakieś 200m, sklep spożywczy 100m od kwatery. Poza tym, cisza, spokój, czyli to, czego my szukamy na wyjeździe narciarskim. Teraz kilka słów o kolejnych dniach na nartach pisanych z perspektywy średnio jeżdżącej kobiety. Moja osiągi nie są imponujące, ale może komuś przydadzą się moje obserwacje. Niedziela, 27.01 – Penken, 42km wg.skiline Wyjazd rozpoczyna się przepiękną pogodą. Cały dzień jest lekko mroźny i słoneczny. Przed 9 docieramy na górną stację Horbergbahn. Ja mam dodatkową misję opieki nad siostrą, która po raz pierwszy jest w Alpach, ma za sobą tylko kilka godzin jazdy na nartach i o 10 rozpoczyna naukę w szkole narciarskiej. Żeby zagospodarować tę godzinę zabieram ją na niebieską „8”, jest to szeroka trasa, idealna do nauki. Potem jedziemy na niebieską „20”, zwaną „baby tour” i tu jest rozczarowanie, ta trasa jest w większości wąską półką w lesie, właściwie nie da się na niej ćwiczyć skrętów. Tak wyglądało jeszcze kilka innych niebieskich tras i jak stwierdzi słusznie po zaledwie dwóch dniach moja siostra, woli te szerokie czerwone Po odstawieniu siostry do szkoły jeździmy jeszcze dość wymagającą czerwoną „5”, a następnie korzystając z pięknej pogody, chcemy przepiąć się wyżej, na Rastkogel. Stoimy chwilę w kolejce do „żelaznego potwora” 150er Tux i za chwilę jesteśmy na wysokości prawie 2500m. Na Rastkogel jeździmy głównie czerwoną „2” korzystając na przemian z sześcio i ośmioosobowego krzesła. Około 15 decydujemy się na powrót do Horbergbahn, jedziemy czerwoną „16”, która momentami łączy się z czarną „16” i jak dla mnie jest to mocno wymagająca trasa, zwłaszcza pod koniec dnia. Na szczęście jakoś dałam radę. Wciągamy się jeszcze 6-osobowym krzesłem Knorren i z góry patrzymy sobie na pustą trasę Harakiri i kończymy nasz dzień zjeżdżając czerwoną „3” pod Horbergbahn. Dzień bardzo udany. Spotykamy się z moją siostrą, która jest po pierwszym dniu nauki w Skischule Frankhauser, zresztą godnej polecenia. Ku mojemu zaskoczeniu już pierwszego dnia została zabrana na łatwe, czerwone trasy. Szczerze mówiąc, zazdroszczę jej, bo rok temu wykupiłam sobie dzień nauki w Solden i wynudziłam się jak mops przez 4 godziny katując w grupie średniozaawansowanej jedną niebieską trasę na Gigijoch. Widać, co szkoła, to inne podejście. CDN.
    2 punkty
  11. jak obiecałem wrzucam treść artykułu. fajny temat do przemyśleń, porównań i być może do wyciągnięcia wniosków przez niektórych w tym kraju. przyjemnej lektury Rozmowa ekspertów Prawo Czystości Rozmowa ekspertów- “Woda, zimne powietrze i nic więcej nie potrzeba” Trzy głosy i jedna opinia na temat sztucznego śniegu: Irmgard Silberberger, Franz Huber i Andreas Rauch. Gdy około 20 lat temu rozpoczynano naśnieżanie stoków, opinie były bardzo podzielone. Dzisiaj z przyczyn ekonomicznych trudno sobie wyobrazić sezonzimowy bez urządzeń do naśnieżania. Na rozmowę ekspertów zaprosiliśmy biolog Irmgard Silberberger, „producenta sztucznego śniegu“ Andreasa Raucha i rolnika Franza Hubera. Dla regionu turystycznego Zillertal decydujące przede wszystkim są pewne warunki śniegowe. W związku z tym zastosowanie sztucznego śniegu jest konieczne. Jakie warunki muszą zostać spełnione, aby można było zastosować sztuczne naśnieżanie? Andreas Rauch: Zgodnie z regułami obowiązującymi w Tyrolu potrzebna jest woda w jakości wody pitnej, która za pomocą urządzenia do naśnieżania przetwarzana jest na sztuczny śnieg. Ponadto potrzebne jest zimne i możliwe jak najbardziej suche powietrze. Sztuczne naśnieżanie można rozpocząć już w temperaturze -2 stopni, a gdy powietrze jest bardzo suche, nawet w temperaturze -1. Optymalna temperatura dla naśnieżania wynosi jednak - 10 stopni, przy czym temperaturę śniegu wylicza się na podstawie temperatury otaczającego powietrza „Celem każdego obszaru narciarskiego, jest naśnieżenie całej powierzchni w ciągu 70 do 100 godzin.” oraz jego wilgotności, z których wynika tzw. temperatura wilgotnego termometru. Temperatura wilgotnego termometru stanowi wartość graniczną, jaką można osiągnąć podczas parowania wody do powietrza o pełnym nasyceniu wodnym, bez wymiany ciepła. W tej temperaturze rozpoczyna pracę urządzenie do naśnieżania. Z reguły naśnieżanie dozwolone jest pomiędzy 1 listopada i 10 marca. Jednak różne jest ono dla poszczególnych obszarów narciarskich i zależy od wysokości danego obszaru nad poziomem morza. Od roku 2001 na tyrolskich obszarach narciarskich o wysokości ponad 2000 m można rozpocząć naśnieżanie już od 15 października. Jaka jest podstawowa różnica pomiędzy śniegiem naturalnym a sztucznym? Rauch: Główna różnica to waga. Metr sześcienny świeżego naturalnego śniegu waży od 40 do 80 kg, śnieg sztuczny w jakości 5- a więc w przeciętnej jakości, jakiej potrzebujemy- około 380 kg, zatem od 5 do 10 razy więcej. To pokazuje, o ile bardziej kompaktowy jest śnieg sztuczny. Jeśli przygotuje się jeden metr świeżego naturalnego śniegu i przejedzie się po nim ratrakiem, to na koniec pozostanie pokrywa o grubości 15 centymetrów. Śnieg sztuczny za to tylko w minimalnym stopniu daje się skompresować, ponieważ sam w sobie jest już bardzo kompaktowy. Z jednego metra sześciennego wody można wyprodukować 2,3 metry sześcienne śniegu w jakości 5, którego kompaktowość jest dużo trwalsza niż śniegu naturalnego. Podsumowując: sztuczny śnieg raz naniesiony utrzymuje się przez cały sezon, z wyjątkiem zboczy ekstremalnych. Jaki wpływ ma sztuczne naśnieżanie na środowisko naturalne? Irmgard Silberberger: Sztuczny śnieg dzięki swojej kompaktowości i trwałości lepiej chroni darń. Przy zbyt małej ilości śniegu naturalnego istnieje niebezpieczeństwo jej uszkodzenia zarówno w czasie przygotowywania stoku jak i podczas jazdy na nartach. Najważniejszą rzeczą jest stworzenie spodniej warstwy ze śniegu sztucznego, która zwiąże się ze śniegiem naturalnym. W ten sposób powstaje nieprzerwana pokrywa, która lepiej wytrzymuje podwyższony nacisk ze strony narciarzy na stoku niż pokrywa naturalna. Czy dzięki sztucznemu naśnieżaniu trawa na wiosnę jest bardziej zielona? Silberberger: Sztuczne naśnieżanie ma szczególne zalety zwłaszcza podczas bardzo suchej wiosny. Sztuczny śnieg roztapia się nieco wolniej, co powoduje lepsze zaopatrzenie w wodę. Oznacza to, że w czasie suchej wiosny, która może spowodować szkody w roślinności, sztuczne naśnieżanie ma pozytywny efekt w przeciwdziałaniu tymże szkodom. Dzięki kompaktowej pokrywie śnieżnej zaopatrzenie w wodę jest dłuższe i bardziej regularne. Stawy retencyjne są stałym elementem każdego obszaru narciarskiego. Czy obecnie podczas lata obecne są także cenne biotopy, które nie występowały do tej pory? Silberberger: Tak. Obecnie stawy retencyjne buduje się tak, aby w czasie lata stanowiły również popularny cel wycieczek. Tworzy się je w taki sposób, że roślinność co prawda zostaje przeniesiona, ale jednocześnie zachowana. Zaletą tego rozwiązania jest również przeniesienie fauny. Podczas budowy stawu retencyjnego z pierwotnego obszaru przenoszone całe połacie traw, które zasadza się na nowo powstałych zboczach. W ten sposób powstają tzw. biotopy wtórne np. dla traszek górskich i kijanek, które można w dużych ilościach spotkać w zbiornikach retencyjnych. Pana zwierzęta pasą się na halach, które zimą zamieniają się w stoki narciarskie i są naśnieżane. Jaki wpływ ma naśnieżanie na porost traw? Franz Huber: Łąka górska jest w naszym posiadaniu od roku 1965, natomiast stoki narciarskie zostały zbudowane w latach 80-tych. Dawniej podczas ich budowy nie przywiązywano szczególnej wagi do roślinności ekstremalnej. Obecnie w Zillertal dokonano tak znacznego postępu, że na wys. 2400 metrów gleba wzbogacana jest humusem. Dobrze układa się współpraca z kolejkami górskimi. Jej wynikiem jest obecnie o 50% większa powierzchnia pastwiskowa i większa liczba wypasanego bydła. W obecnych czasach uszkodzenia darni podczas przygotowywania stoków zmniejszyły się o 90%, dlatego że stok naśnieżany jest odpowiednio wcześnie. Po niezbyt śnieżnej zimie stoki nie wyglądały zbyt dobrze, ponieważ ratraki niszczyły ich powierzchnię. Obecnie wiosną nie ma już takich problemów. Sztuczny śnieg ma również wpływ na nawodnienie terenu. Normalnie na południowych zboczach brakuje miejscami 50% wody. Obecnie sztuczny śnieg topi się względnie powoli, co ma bardzo dobry wpływ na roślinność, gdyż na wysokości 2600 metrów jest teraz zawsze wystarczająca ilość wody. Obserwuję, że stan roślinności jest obecnie dużo lepszy niż wcześniej. Czy dzięki sztucznemu naśnieżaniu pojawiły się rośliny, które wcześniej nie występowały na tym obszarze? Silberberger: Nie, naśnieżanie nie ma takiego wpływu. Huber: Kilka lat temu podczas budowy stawu retencyjnego odkryto rzadką roślinę o nazwie knieć. Ekolodzy niepotrzebnie obawiali się o środowisko życia tego kwiatu, ponieważ po wybudowaniu zbiornika roślina rosła jeszcze szybciej i piękniej. Czy dzięki naśnieżaniu można jeszcze intensywniej gospodarować łąkami górskimi? Huber: Nasza łąka położona na wysokości 2000 metrów oferuje dziś 120 miejsc dla młodych zwierząt i to przez okres dłuższy o 4 tygodnie niż to miało miejsce 30 lat temu. Wtedy wypasaliśmy tylko 30 zwierząt. Dzięki sztucznemu naśnieżaniu nie musimy zamykać wyżej położonych obszarów, na których występują pewne warunki śniegowe. Czy też Pan tak to widzi? Rauch: Nikt z nas nie wie, jak daleko zajdą zmiany klimatyczne. Dlatego jestem ostrożny w swojej wypowiedzi. Ale poniżej 1600 metrów jazda na nartach będzie w przyszłości trudniejsza, tzn. nie damy rady przez cały sezon uprawiać zjazdów do doliny. Dlatego otwarcie wyżej położonych obszarów stanie się koniecznością. Naszym celem jest naśnieżanie każdego obszaru narciarskiego przez 70 do 100 godzin. Do takich nakładów potrzebna będzie w krótkim czasie ogromna ilość wody. Jeśli będziemy dysponować odpowiednią liczbą stawów retencyjnych, będziemy mogli z powodzeniem wyprodukować wystarczającą ilość sztucznego śniegu. W czasie naśnieżania naturalny stan wód płynących nie zmieni się. Zarówno przed jak i po naśnieżaniu wody będą płynąć, ryby będą mieć gdzie pływać, a my do napełniania stawów retencyjnych użyjemy wody powstałej wskutek topienia się śniegu. Czy można powiedzieć, że chodzi tutaj o ekologicznie zdrową cyrkulację? Silberberger: Właśnie o to chodzi, w przeciwnym razie już w listopadzie, a więc w czasie niskiego stanu wód, trzeba byłoby pobierać wodę prosto z potoków górskich. A przecież takie działanie byłoby niedopuszczalne, ponieważ powodowałoby brak wody zapasowej. Jeśli wszystkie spółki wyciągów narciarskich korzystałyby z wody bezpośrednio z potoków, powodowałoby to brak wody zapasowej. I oczywiście sensowniejsze wydaje się pobieranie wiosną wody powstałej wskutek topienia się śniegu u góry i kierowanie jej do stawów retencyjnych, a nie sprowadzanie jej na dół, aby potem znów pompować ją na górę. Z punktu widzenia gospodarki energetycznej takie działanie byłoby zupełnie bezsensowne. Czy bez sztucznego naśnieżania tak perfekcyjne utrzymanie obszar ów narciarskich byłoby w ogóle możliwe? Rauch: W tym roku przez całą zimę mieliśmy 8,4 m opadów śniegu. Na Penkenie łączna wysokość pokrywy śnieżnej wynosiła 2,8 m. Jednak utrzymanie obszarów narciarskich na takim poziomie, jakiego oczekują goście nie byłoby do pomyślenia bez sztucznego naśnieżania. Dawniej na jednym stoku jeździło 4000 narciarzy dziennie. Dzisiaj ośmioosobowym wyciągiem krzesełkowym przewozimy od 16.000 do 17.000 ludzi w ciągu godziny, a przez cały sezon około 1,5 miliona. Jeśli taka liczba osób jeździłaby na naturalnym śniegu, najpóźniej w południe trzeba byłoby zamknąć stoki. Na koniec: Rauch: Bez sztucznego naśnieżania nie do pomyślenia byłoby utrzymanie obszarów narciarskich, w takiej liczbie, w jakiej korzysta się z nich w Zillertal. Do sztucznego naśnieżania używana jest czysta woda, która powstaje w skutek topienia się śniegu i jest przechowywana w górnych zbiornikach retencyjnych. Z punktu widzenia gospodarki energetycznej jest to działanie sensowne i bardzo logiczne. Silberberger: Na początku panował duży sceptycyzm, czy sztuczny śnieg będzie w odpowiednim stopniu chronił darń i zapobiegnie powstawaniu pleśni śniegowej. Wątpliwości te były nieuzasadnione, ponieważ odpowiednie badania udowodniły działanie wręcz przeciwne. Ponadto obecnie budowa rowów śnieżnych oraz stawów retencyjnych odbywa się w zupełnie innych warunkach, ponieważ dzisiejsze metody budowania są bardzo ekologiczne, tzn. szczególną wagę przywiązuje się do odtwarzania roślinności w rowach śnieżnych.Jeśli budowa jest dobrze przeprowadzona, to rów w ciągu dwóch dni od ukończenia staje się zupełnie niewidoczny. Dlatego ogólne skutki naśnieżania są pozytywne. Huber: Posiadamy jedną nienaśnieżaną łąkę. I muszę stwierdzić, że dzięki naśnieżaniu mamy lepsze doświadczenia. 20 lat temu byłoby nie do pomyślenia, aby ktoś tak powiedział, ale naprawdę taka jest rzeczywistość. Rolnik potrzebuje gospodarki, turystyka potrzebuje gospodarki, a a Tyrolu obie branże działają doskonale. Muszę pogratulować wszystkim, którzy stworzyli urządzenia do naśnieżania i co roku pracują nad ich modernizacją. źródło: Magazyn Zillertal, Edycja 10 – Zima 2012/13, Wydawca: Zillertal Tourismus GmbH, A-6262 Schlitters
    2 punkty
  12. 30.01.2013 – Hochzillertal, Hochfugen, 51km Tego dnia czekała nas kolejna zmiana pogody. Nastąpiło duże ocieplenie, co przy operującym słońcu dawało mocno plusowe temperatury. W dolinie czuć było powiew wiosny, na górnej stacji kolejki w Kaltenbach o 9 rano było koło 2 stopni. Sam pomysł umieszczenia dwóch równoległych gondolek w Kaltenbach jest świetny, rzeczywiście zgodnie z hasłem „Keine Wartezeit” ruch odbywa się właściwie na bieżąco. Rozpoczynamy od czerwonej „6”, a potem lekko rozgrzani chcemy wyruszyć w stronę Hochfugen. Ze zdziwieniem spostrzegamy, że krzesło Sonnenjet jest nieczynne, a kartka informuje, że to z powodu silnego wiatru. Na niższych stokach jest cicho, prawie zero wiatru, aż ciężko uwierzyć w taką informację. Czynne jest przepięcie przez Neuhuttenbahn. Udajemy się tam i kiedy już siedzimy na wyciągu wszystko robi się jasne. Im wyżej, tym mocniej dmucha, czegoś takiego jeszcze nie przeżyłam, chwilami po prostu się bałam. Na nartach też jest niewiele lepiej, chwilami wiatr wieje tak mocno, że trzeba się zatrzymać. Myślę sobie, że dobrze, że nie wybraliśmy się na Tuxa, bo taka opcja też była brana pod uwagę. Jeśli cokolwiek byłoby czynne, pewnie pourywało by nam głowy. I kiedy tak sobie podróżuję powoli w dół, nagle ktoś z tyłu dosłownie zdejmuje mnie ze stoku. W ułamku sekundy czuje potworne szarpnięcie, ból w kontuzjowanym w zeszłym roku kolanie, na szczęście wiązanie puszcza i noga jest wolna. Słyszę „sorry, sorry” i przekleństwo w naszym rodzimym języku. A jakże, rodak nie zapanował nad nartami, bo mu rzekomo ktoś zajechał i z całym impetem wjechał we mnie. Za chwilę podjeżdżają jego koledzy, cali uchachani, mi nie jest do śmiechu. Niestety, Alpy w cudowny sposób nikogo nie nauczą kultury narciarskiej. Z trudem jadę dalej, do końca wyjazdu kolano będzie dawało o sobie znać. Przeprawiamy się dalej w kierunku Hochfugen. Jazda krzesłem Wedelexpress to niesamowite przeżycie, jest rozpięte bardzo wysoko, najpierw nad przełęczą potem idzie ostro w górę, poniżej połacie stoków idealne do off piste. Zjeżdżając w dół czerwoną „3” już w Hochfugen czujemy jak stoki puszczają, w okolicach gondolki jest już zupa. Znowu na górę gondolą „8er jet”. Z mapy wynika, że na szczycie Hochfugen jest kilka niebieskich tras, co cieszy moją początkującą siostrę. Trasy rzeczywiście są przyjazne, ale obsługujące je krzesło „Hochfugen 2000” jest bardzo wolne, co przy bardzo silnym wietrze na górze jest ciężkie do zniesienia. Po kilku zjazdach niebieskimi trasami „13” i „11” decydujemy o powrocie w stronę Hochzillertal. Warunki pogodowe bez zmian, na górze urywa głowy, na dole ciepło i bardzo miękko. Już w Hochzillertal pomagamy wezwać pomoc dla Niemca, starszego pana, który doznał kontuzji na muldach. Zjeżdżamy w dół i tam w knajpie Marendalm zjadamy najlepszego Wienerschitzla na stoku. Apfelstrudel też mają tam całkiem oryginalny, z dodatkiem sera. Chwila błogiego opalania się i robi się 15. Kończymy dzień na orczyku obsługującym dół czerwonej „5”, jeździmy niemalże do zamknięcia. Ja z siostrą i szwagrem wracam na dół gondolą, mój mąż i para przyjaciół nie mogą odmówić sobie zjazdu w dół Stephan Eberharter Goldpiste. Czekamy na nich na dole. Wracają mocno umęczeni, ale też bardzo zadowoleni. Ogólnie dzień przyjemny, ale do tego ośrodka muszę jeszcze powrócić, bo warunki pogodowe nie pozwoliły w pełni skorzystać ze wszystkich tras.
    2 punkty
  13. Wtorek – 29.01, Penken, 37km Jako że poniedziałek mieliśmy właściwie w plecy ze względu na gęsto padający śnieg, postanawiamy spędzić kolejny dzień na Penken. Pogoda jest cudowna, świeci słońce, a pod nartami świeżo ubity puch. Zaczynamy od czerwonych „7” i „27”, jest moc!!! Tam mija nam poranek i wczesne przedpołudnie. Po południu jedziemy na czerwone „11”, „1” i „6” – wszystkie fajne, szerokie, przy moich umiejętnościach na takich trasach mam maximum przyjemności z jazdy. Narciarsko dzień udany na 100%!!! Przy okazji, tego dnia pada też kulinarny strzał w „10” na „szlaku Apfelstrudla”. Będąc w Austrii raczymy się tym deserem codziennie, można by rzecz to taka nasza tradycja. W każdej knajpie smakuje on nieco inaczej. Wspólnie orzekliśmy, że Pilzbar przy stacji gondoli Penkenbahn ma Apfelstrudel nr. 1 z absolutnie idealnym ciastem i dorównującym temu genialnym jabłkowym nadzieniem. Pycha!!! CDN.
    2 punkty
  14. Poniedziałek – 28.01.2013, Penken, 34km wg.skiline To był chyba najsłabszy dzień. Właściwie cały dzień padało – dużo i gęsto. Na rozgrzewkę kilkakrotnie zjechaliśmy niebieską „8”, po czym krzesłem „Schneekar” wjechaliśmy na szczyt Horberg. Na górze warunki ciężkie, bardzo silny wiatr i słaba widoczność. Zjeżdżamy czerwoną „7”, która w niższych partiach daje już więcej frajdy. Niestety, po kilku zjazdach nogi odmawiają posłuszeństwa w jeździe na coraz większych muldach i zjeżdżamy na przymusową przerwę w knajpie. Po przerwie już tylko „lajtowo” jeździmy po „8” i kończymy jazdę wyjątkowo wcześnie, tuż po 15 zjeżdżamy gondolą, a śnieg pada, pada, pada… Wieczorem wybieramy się na termy w Fugen. Jest fajnie, ale bez szału. W zeszłym roku mieszkaliśmy w Langenfeld i tamtejsze termy to było COŚ, chyba najlepsze na jakich byłam, tutaj jest po prostu przyjemnie. Saunowy świat też średni, bez klimatu, bardzo mało kobiet, dużo gołych facetów, mi się nie podobało. Następnym razem jak będziemy w Zillertal, a przyjedziemy tam jeszcze na pewno, może uda się wcelować w kwaterkę z sauną. CDN.
    2 punkty
  15. Na miejscu nie było netu, w ferie nie było czasu, potem rozwaliła mnie angina, więc relacja nieco spóźniona :stupid:Po krótkiej przerwie wreszcie mogłem wrócić do Zillertal! Wyjazd w 2 rodziny z dziećmi więc jest zabawnie i kierowcy się nie nudzą. Tradycyjnie postój na stacji koło Mondsee przed Salsburgiem, tym razem bez widoku na góry ale zapowiedzią zimy Podróż zajęła tylko 13 godzin ale mając na uwadze warunki (padał śnieg) to niezły wynik. Po drodze mała przygoda: kumplowi uchodzi powietrze koło wentyla, więc zatrzymujemy się na stacji w Czechach i prosimy o Superglue – Pani nie kuma więc tłumaczymy – aaaaaa, LEPIDLO! – i wręcza nam opakowanie z napisem Superglue :biggrin: Sposób się sprawdził i kropelka dowiozła kumpla do domu też. Cel to Aschau im Zillertal, czyli wioska w samym sercu doliny, czyli idealnie położona miejscówka: do gondoli w Kaltenbach całe 5 minut; można też oczywiście Skubisem oraz wzdłuż doliny z Jenbach do Mayrhofen kursuje turystyczna kolejka wąskotorowa. Dzień 1 Niedziela wita nas słoneczną pogodą i widokiem na trasę 17 Skiroute Aschau, którą można dojechać do…domu Z innych stron widoki też do zaakceptowania Niestety żona dolecza się więc 1-szego dnia nartować nie będzie:(
    1 punkt
  16. byłem 31.01 do 07.02 Witam, Byłem zobaczyłem i sam sie przekonałem wiec moja rada taka ogólna żeby coś się dowiedzieć to czytajcie posty osób która były w Erzurum , a jest w nich dużo wiadomości prawdziwych i nie bede się powtarzał. Posty tych malkontentów i frustratów którzy tam nie byli i które mnie nieco zaniepokoiły omijajcie. Ja jestem zadowolony -nieco ponad średnio zaawansowany narciarz a moja połówka i mój 9 letni "dzidziuś" nawet bardzo. Byłem w hotelu Polat.
    1 punkt
  17. Witam serdecznie. Chciałbym przypomnieć i jednocześnie polecić wyciąg narciarski w Katowicach-Kostuchnie który działa pełną parą. Z mojej strony mogę go polecić do nauki dla maluchów i nie tylko, bo dla bardziej zaawansowanych szału nie bedzie w związku z parametrami wyciagu. Podaję linka do strony http://www.sopelek.pl/ Proszę uważać na dojazd już jadąć wzdłuż lasu-głównie chodzi o predkość.
    1 punkt
  18. Piękne :applause: Jeszcze raz gratulacje :wink:
    1 punkt
  19. jesli chodzi o mozliwosc pojezdzenia to zdecydowanie Stubai. Pitztal jak na 4 dni to nuda :frown::. Fajny jedynie jak juz bardzo cieplo bo najwyzej polozony i to na nim najczesciej koncze sezon. Dobra opcja bylby wspomniany Hochgurgl, bo tez stosunkowo wysoko, fajne traski i co najwazniejsze pustki :biggrin: prznajmniej w porownaniu do lodowcow. Ktory z nich bardziej zatloczony we wspomnianym okresie to ciezko powiedziec. Zarowno tu i tam spedzalem dni gdzie byly puchy lub full (chociaz przy porownaniu do pazdziernika czy listopada to pojecie wzgledne). Pod tym wzgledem Hochgurgl zdecydowanie wygrywa
    1 punkt
  20. Stubai jako sam lodowiec na pewno lepszy,ale też bardziej zatłoczony,noclegi tańsze w dolinie Pitztal-tam masz też świetny ośrodek Hochzeiger-duuuużo lepszy od samego lodowca czy Rifflsee,w dolinie Stubai jest za to jeszcze Schlick 2000 jako odmiana - ja z tych dwóch wybrałbym Pitztal .Jest jeszcze opcja Soelden + Obergurgl - warta rozważenia
    1 punkt
  21. Idę do baru - na razie to jeden z kontenerów, w pozostałych toalety, przechowalnia nart ale już powstaje bardziej komfortowa infrastruktura W międzyczasie na trasę wyrusza ratrak.Po dwóch godzinach zaczyna się jazda nocna (18 - 21). Na stoku idealny sztruksik, oświetlenie idealne, lepsza widoczność powierzchni stoku niż za dnia (stok za dnia jest w cieniu i wszystkie nierówności zlewają się lekko w jedną białą plamę) Po godzinie jazdy niestety telefon od moich pasażerów, że konferencja się kończy i czekają na transport do domu. Szkoda, ale trzeba wracać.Podsumowanie: Dzikowiec to świetny stok, znakomicie przygotowany, sztucznie naśnieżany, dość trudny (w górnej części), znakomity na wieczorny wypad z Wrocławia (ok. 90 km - najbliższy oświetlony stok). Przydało by się wytyczenie trasy w bok od istniejącego stoku przez las i powrót z powrotem w dolnej części dla mniej wprawnych narciarzy.Zdjęcia zrobione telefonem.
    1 punkt
  22. WZF - dokładnie, masz rację Marcinie :happy: Co tam będziesz na Wierchomlę jechał :wink: Wpadaj do nas :biggrin:
    1 punkt
  23. Trasa Paradiso ma długość 3000m, start na wysokości 2587m ,koniec 1850m, przewyższenie 737m. Jak więc widać Paradiso ma średni spadek nieco ponad 25%. Z tym że w górnej części,zaraz za zakrętami,jej spadek jest sporo większy. Tak na oko to wydaje mi się, że może sięgać 50-70%.
    1 punkt
  24. http://v4.sadistic.pl/flv/20121206/1354824891_cfd_193.mp4 CTRL+S albo Plik>Zapisz Jako Za ten reportaż biję brawo TVNowi. Jeśli chcecie poznać różnicę między ekoidiotami a ekologami, odwiedźcie tą stronę: http://www.zm.org.pl/. Tutaj: http://www.zm.org.pl/?a=rpo_slask-132 przykładowo przedstawiona została bardzo sensowna propozycja zmiany RPO woj. śląskiego, które to po powołaniu Kolei Śląskich totalnie olało sektor kolejowy. Z całego serca popieram ekologię polegającą na może śmiesznych dla niektórych akcjach np. gaszeniu świateł w domach, oszczędzaniu wody, korzystanie z ekologicznych materiałów przy produkcji, popieranie inwestycji w zielone formy transportu. Jest to mądre i powinno być propagowane przez ekologów, natomiast pana Ślusarczyka należałoby postawić przed sądem za wypaczanie roli ekologa i wykorzystywanie jej do terroryzmu. Pan prezes PnRWI, powinien przeglądnąć różne nagrania i zobaczyć jak robi z siebie pośmiewisko powtarzając śpiewkę o korytarzach migracyjnych wilka, które pokrywają obecnie 99,9% powierzchni Polski w jego mniemaniu.
    1 punkt
  25. Jeśli to tylko Twoje zdanie to OK, ale jak czytam w Twoim profilu że jesteś pomocnikiem instruktora i że: to przypuszczam że na tej górce raczej nie relaksujesz się całymi dniami tylko tam pracujesz w wiadomym charakterze, a jeśli tak jest, to jest to przykre że można wpaść w ręce niewykwalifikowanego instruktora, który zamiast szkolić z powszechnie obowiązującymi trendami wpaja już bardzo dawno nie obowiązujące techniki które zanim się zorientuje taki adept narciarstwa, to będzie bardzo ciężko się wyzbyć nabranych nawyków. No ale jeszcze raz podkreślam to są moje przypuszczenia, które mam nadzieję nie mają miejsca, również mam nadzieję że papier pomocnika instruktora masz typowo kolekcjonersko zdobyty gdzieś tam przed laty, no i sobie po prostu jest.
    1 punkt
  26. No to pojeździłem... Ponieważ już dawno nie byłem na nartach... ...to dzisiaj szybka decyzja. Wieczorny trening w Bałtowie. Wyszedłem z pracy, a miasto stoi :. Nie zauważyłem w ciągu całego dnia ile i jakiego śniegu spadło :tongue:. Jest mega biało - drzewa uginają się pod zwałami białego puchu. Nadal pada. Temperatura 0 stopni. W drodze powrotnej do domu na wiadukcie korek... i to był pierwszy zły znak tego wieczoru... Szybkie pakowanie... (zwróćcie uwagę na dach auta - ok 20cm świeżego, ciężkiego śniegu): Jedziemy z kumplem, ze świadomością, że po takim opadzie śniegu to będzie nartowanie w puchu - z całą pewnością sportowej jazdy nie będzie. Rozmawiamy sobie bardzo przyjemnie, nie widząc tego co oczywiste... Dojeżdżamy, a w Bałtowie ciemno. Zero światła... Wcześniej nie zwróciliśmy uwagi, że w miejscowościach poprzedzających punkt docelowy, panowały ciemności. Wysiadamy i dowiadujemy się od obsługi, że pół godziny wcześniej wszystko zgasło i dzisiaj Ośrodek nie będzie już czynny. Awaria sieci energetycznej. Ciężki śnieg spowodował uszkodzenie linii, co spowodowało, że kilka miejscowości straciło zasilanie :frown:: Cóż - staliśmy się pośrednio również ofiarami, ataku zimy. Przejechaliśmy się w bardzo trudnych warunkach kilkadziesiąt kilometrów. ...ale nim dotarliśmy z powrotem do domu... Kolejna przygoda. W lesie, przez który przejeżdżaliśmy pół godziny wcześniej powaliło na drogę duża sosna :frown:: Auta stoją. Po zebraniu się grupy narciarzy wracających również z Bałtowa, udaje nam się w 12 przesunąć drzewo na bok drogi odblokowując przejazd :smile: Zamiast wieczornego treningu, fajny wieczór w aucie z kumplem, z którym się dawno nie widziałem :smile: Dużo radości - bo przecież drzewo mogło się zawalić na nas... :angel: Podsumowując: w świętokrzyskim, w centralnej Polsce - mega dużo śniegu...i nadal pada. pozdrawiam marboru
    1 punkt
  27. wczorajsza noc mialem niespokojna, budzilem sie i tylko zerkalem przez okno czy sypie... cala noc nic, az tu wreszcie nad ranem zaczelo. przed 8 rano, na samochodzie mialem ok 10cm, a snieg ciagle sypal dosc obficie. Ruszamy krzeslem, Ravick mial obsuwe bo drogi od Krakowa biale wpadamy standardowo, rozgrzewka na czarnej i tutaj uwaga szok! CZARNA JEST RATRAKOWANA na calej dlugosci. sciana byla przejechana jednak tylko z lewej strony( patrzac z dolu) prawa czesc, to ten zleb gdzie ratrak nie ma szans. komfort jazdy zdecydowanie na plus, no ale to juz nie ta sama czarna co kiedys ale fun dalej jest, moze tylko troche inny teraz mozna puscic sie bez wiekszego ryzyka cietym skretem juz od schroniska. w lasach od Miziowej do Szczawin, sporo rozjezdzone, a na to spadl swiezy snieg, takze nie jest do konca idealnie, ale mozna bylo jeszcze trafic nietkniete slady. Robimy z 4-5 zjazdow, w koncu pojawia sie Ravick lecimy razem ze Szczawin, az na Kopiec, stamtad przez czarownice, na niebieska 6 i odbijamy w las, a z lasu spowrotem na Szczawiny. Wjezdzamy na Miziowa, tam niestety od rana chmura, widocznosc baaaaaaaardzo slaba, duzo gorsza niz wczoraj. Mimo wszystko decydujemy sie na szczyt, Ravick zostaje i katuje trasy my troche na czuja i po omacku bo widocznosc raptem na 5m. ale udaje nam sie najechac prawie tam gdzie chcielismy i nie zboczylismy na Slowacje trafiamy swietna linie, fajna lesna przecinka, od grzbietu az na Mala Szczawine, dobre 500 m niezlego zjazdu miedzy drzewkami i choinkami. Puchu po pas i wyzej. Byla tez mala przerwa na poszukiwanie mojego kijka troche pokopalem i sie znalazl kolejny zjazd mial byc taki sam wlasciwie, jednak troche przedobrzylismy i odbilsimy w prawo no i wyladowalismy na samym dole, pod krzeslem. plan byl by jeszcze wjechac do gory, a na dol poleciec lasami od Buczynki. Jak na zlosc, wlaczono nam wolny bieg krzesla..... 25 min na tym sniegu i wietrze to masakra. wiec zjezdzamy juz na prosto na Babe, ja wykorzystalem ostatnie 20 min wolnego na ogrzanie sie i pozywienie. Pozniej jazda na Babie... sniegu mnostwo, sypie caly dzien. duzo miekkiego i luznego sniegu, ale przy takim opadzie i sporej dosc ilosci ludzi nie sposob to utrzymac... do auta wracam o 16, a na nim znowu z 15 cm jak nic takze dzien obfity w snieg i fajne zjazdy. jutro powtorka od 8 do 11
    1 punkt
  28. Dzień 6 &the endI jeszcze parę widoków. Topjet Igloo koło Kristallhute Przy górnej stacji gondoli Hochzillertal. Orczyki Panoramaflift Słonko zachodzi. Dolna stacja w Kaltenbach. Pora wracać. Wyjazd super udany. 3 słoneczne dni. 2 śnieżne i 1 średni. Wszyscy w jednym kawałku. Dzieci zrobiły po ok. 200 km zjazdów. Ja ok. 300. Nie jest źle :biggrin:Pozdrawiam wszystkich, którzy wrócili i tych , którzy jadą
    1 punkt
  29. Dzień 6 c.d.Widok śladów poza trasą budzi zazdrość. Może kiedyś się nauczę : Postanawiam zjechać z góry i wzdłuż gondoli Hochzillertal. Warunki miodzie, niżej ciągle sztruks. Raj. Wracam po rodzinę i szusujemy dalej. Fota z młodzieżą. Widok ze szczytu Ofelerjoch. Świadomość, że tam w oddali jest Tuxik budzi wspomnienia:sorrow: Słoneczko zaszło za górki i teraz przyświeca stoki po drugiej stronie doliny. To był najlepszy dzień. Ja zrobiłem prawie 90 km. (oczywiście wliczając wyciągi, których skiline nie liczy)Rodzina ponad 60.
    1 punkt
  30. Dzień 6Ostatni dzień. Łzy w oczach. Zapada decyzja – wstaję o 6:00 i chcę zastać wschód słońca i sztruks na stokach. Tak też zrobiłem. Decyzja słuszna:biggrin: bo pogoda idealna. Gondolki Hochzillertal I i II oraz trasa 1 Słoneczko wygląda zza szczytów po drugiej stronie doliny Niebieska 5-ka przy Sonnenjet a w tle 6-ki, czarna 7-ka i krzesła Krossbichlbahn i SchneeExpress Krzesło Ofelerbahn i trasy 8 i 9 Czerwona 8-ka
    1 punkt
  31. Dzień 5Po przygodach w Gerlos załoga chce jeździć tylko na ulubionych terenach. Wyruszamy do Hochzillertal. Pogoda OK, pojawia się słońce, trochę pada śnieg, jest dobrze. Jeździmy ulubionymi trasami. Parę zjazdów czerwoną 5-ką. Widok z 5-ki na czarną i czerwoną 6-kę Dzieci zaliczają przejazd pierwszy raz w życiu „czarną” trasą ( jest to króciutka trasa 12 łącząca się z niebieską 12) na krześle Topjet. Wszyscy są dumni a najbardziej ja! Trasa 5 – niebieski fragment dojazd do krzesła Sonnenjet Widoki na szczycie Ofelerjoch – stalowe rzeźby Na koniec postanawiam zwiedzić trasę czerwoną 4 (część to dojazdówka) i czarną/czerwoną 3 wzdłuż krzesła Neuhuttenbahn. Warunki się popsuły a trasa rozjechana więc czuję, że mam nogi . Fajny jest dalszy fragment – niebieska dojazdówka Z do gondoli Hochzillertal. Napadało dużo świeżego śniegu na ten wyratrakowany i super się jedzie. Długo się nie zastanawiam i powtarzam tą trasę.
    1 punkt
  32. dzień 4Tym razem postanowiłem pokazać rodzinie Gerlos. Niestety pogoda znów sie zmieniła - opady śniegu nie wróżyły dobrego. Już po drodze na serpentynach ( a w szczególności na wysokości ok. 1000m n.p.m.) pojawiały się pytania "po co my tam sie pchamy?" Może i były tochę uzasadnione, bo im dalej tym więcej śniegu i niższa temperatura. Napęd 4x4 nie jest w stanie zdziałać cudów bez łańcuchów.Widok na dolinę (jak jeszcze było coś widać) Udało nam się dojechać. Na parkingu w Gerlosspass przy dolnej stacji gondoli setki samochodów :)3x więcej śniegu i temperatura niższa o 5 st. niż w dolinie Zillertal. najpierw atakujemy górkę Plattenkogel czyli wjazd 2 krzesłami. nie jest dobrze - widoczność masakryczna i nic nie widać na śniegu - wszystko się zlewa w jedną biel. Po paru zjazdach niebieską 8-ką wzdłóż krzesełka decyzja,że chcą do baru na dole. OK. Ja jeszcze sobie 2 razy jadę czerwoną 10-ką.Udaje mi się namówić rodzinę, żeby jeszcze spróbować drugą górę-Königsleitenspitze. Udajemy się do gondoli Sonnwendkopf. Na górze jeszcze bardziej nieciekawie. Chcemy trochę odbić w prawo i w małym rodzinnym podekscytowaniu (plus 2 nowe gondole i nie do końca jasna mapa) troszkę błądzimy, troszkę jeździmy gondolą na dół, aż w końcu po rozmowie z lokalnym instruktorem dajemy na dół czerwoną 1-ką i potem niebieską 5-ką. Jak się okazło częściowo przez miasto i kowalczyk też. Ale za to zobaczyliśmy prawdziwą zimę alpejską:biggrin:
    1 punkt
  33. Dzień 3 c.d. Jedziemy więc parę razy niebieską trasą 12 wzdłuż Hochfugen 2000 Ale wiatr robi się za duży więc zjeżdżamy całą trasę 12 i 13 aż do gondoli (znów polecam dla rodzin). Podobało się, więc jeszcze raz. Dzieciaki trochę zmarzły zatem powoli wracamy. Czeka nas na koniec zjazd czerwoną 13-ką z Wedelexpress aby dostać się powrotem pod Topjet ale nie wszyscy (najsłabsze ogniwo) muszą o tym wiedzieć :biggrin: Ponieważ siły wróciły to na dół czerwoną 5-ką pod Schnee Express i jeszcze raz czy dwa niebieską 9-ką i powoli do domu. To był udany dzień.:angel:
    1 punkt
  34. Dzień 3 No i to lubimy. Słoneczko i mrozik. Wszyscy chcą powtórzyć Hochzillertal więc jedziemy do Kaltenbach i na szczyt krzesłem Sonnenjet. Warunki super więc na dół 5-ką. Potem ulubiona 12-ka i namawiam wycieczkę na zwiedzenie kolejnej górki - Hochfugen. Wjeżdżamy krzesłem Wedelexpress, potem ja zjeżdżam czerwoną 1-ką i 2-ką pod gondolę Zillertal Shuttle ale reszta woli gondolę. Dostajemy się na górę gondolą 8er Jet i możemy podziwiać kolejne magiczne miejsce. Widok na krzesło Hochfugen 2000 I otaczające szczyty
    1 punkt
  35. Wieczorny trening na Dębowcu Skończyłem wcześniej pracę,dość szybko dochodzę do siebie po chorobie,do tego rozpiera mnie energia,więc postanowiłem ponownie zaliczyć Dębowiec.Takie nartki po pracy.Na miejscu melduję się gdzieś po 15.30,parking niemal całkiem pusty,może 20 bryk by naliczył.Ponownie nikt mnie nie kasuję,więc nadal PARKING JEST BEZPŁATNY! :applause: Udaje się do kasy i biorę 2 godzinki za 38zł.Pierwsze spojrzenie na stok trochę niepokoi,bo sporo szarych plam: Te szare plamy na szczęście niegroźne,to tylko trochę brudny śnieg po ostatnich odwilżach.Warunki zaskakują,jest niemal beton,bardzo twardo i szybko!Najbardziej zaskakują jeszcze całkiem spore fragmenty trasy ze sztruksem! :applause: Jedynie na tej małej ściance coś chyba "Ernest" spartolił,bo trochę nierówności jest i to na pewno nie z winy narciarzy. Zapada zmrok i w tym czasie na stoku total pustki!Nie wiem czy nazbierałby w kulminacyjnym momencie 10 osób: Dzisiejszy wypad był też okazją do przetestowania mojego nowego nabytku: K2 Rictor Na początku przede wszystkim dostrzegam klepiący Rocker,ale już po paru zjazdach zaczynamy się rozumieć.Dzisiejsze warunki nie były dla nich wymarzone,ale dość szybko dają mi znaki,coś w rodzaju:"no dej że pojechać na krawędzi!". :biggrin: Tak więc dałem i tu spore zaskoczenie!Krawędzie pięknie trzymają i szybko nabieram do nich zaufania.Trza będzie jeszcze popróbować na miękkim. Kiedy robi się całkiem ciemno temperatura zaczyna spadać poniżej zera,a ja robię jeszcze parę fotek: W ciągu dwóch godzin udało mi się zjechać 14 razy bez specjalnego popędzania.Podobnie jak poprzednim razem,nie bardzo potrafię się tu odpowiednio rozgrzać.Niby dziś dość ciepło i bezwietrznie,ale chyba ten zjazd trwa zbyt krótko w stosunku do wyjazdu na górę.Na koniec fota z dołu i czas do domciu. Podsumowując,stok dobry na takie relaksacyjne narty po pracy,ale te 38zł za zaledwie 2 godzinki raczej zniechęca.Jeśli ma tam być większa frekwencja,to muszą pomyśleć nad cennikiem.Może całosezonowy karnet wieczorny na dni robocze? : Albo wziąć przykład z konkurencji... Pozdrawia niezależny,samozwańczy reporter z Beskidów. :tongue:
    1 punkt
  36. Dzień 2 Niestety pogoda się zmieniła – pada śnieg. Gnany wspomnieniami z Penken, postanawiam, że celem będzie następny ośrodek – Mayrhofner Bergbahnen (tu do wyboru Ahorn, Eggalm, Rastkogel, Penken i Horberg). Po 15 min. Jazdy jesteśmy pod gondolą w Muhlbach Na początek wjeżdżamy krzesłem na szczyt Horberg wzdłuż pieknej i długiej czarnej 17-ki; i na dół dłuuugą niebieską trasą 7a. Pogoda niestety nie sprzyja, więc dostosowuje się do rodziny. Widok na Horberg Potem oczywiście czas na 150er Tux czyli największą po Ahornbahn (do 160 os.) koleją wahadłową Austrii, która może pomieścić 150 osób (czas wjazdu 5 minut) Stoki Penken Dostajemy się na stoki Rastkogel. Tam pogoda pogarsza się – wiatr, śnieg i co najgorsze nie widać wiele. Ale i tak nam się udaje zrobić parę zjazdów niebieską trasą 6 (kolejna genialna rodzinna) oraz czerwoną 2 i 2a. Rodzina chce wracać do 150er Tux a ja zjeżdżam czerwoną 16 (ścianki jak zwykle zamuldzone i na dole czuję, że żyję). Jeszcze tylko wjazd orczykiem i jedziemy rekreacyjną niebieską 8-ką pod gondolę. Trudno : A miałem nadzieję, że pokaże im więcej no i oczywiście Harakiri zaliczę. Next time.
    1 punkt
  37. Dzień 1 c.d.Jedziemy na początek do Kaltenbach czyli region Hochzillertal na rozgrzewkę. Gondolą w górę wzdłuż słynnej trasy Stephan Eberharter Goldpiste, potem w dół i na szczyt krzesłem Sonnenjet Warunki i pogoda miodzio Dzieciaki chcą najpierw coś lajtowego - dajemy w bok i parę razy niebieską trasą 12 Potem na dół czerwoną trasą 5; krótka przerwa i zjeżdżamy pod Schnee Express, żeby dostać się na kolejny szczyt Ofelerjoch. Wiedziałem, że tam im musi się spodobać. Trasy wzdłuż orczyka Panoramalift (czerwone 10 i 11) oraz krzesła Ofelerbahn (niebieska 9 i czerwona 8) są idealne do ćwiczeń wszelakich, szybszej i wolniejszej jazdy a przede wszystkim do rodzinnego nartowania. I nie myliłem się. Zostajemy tam jakiś czas. Nie ma upału więc przerwa w słynnej knajpie Kristallhutte na szczycie. Potem towarzystwo powoli zmierza do gondoli a ja robię dorzynki i jadę na dół czarną trasą 1. Jak dobrze smakuje jedzonko i napitok wieczorem :wink:
    1 punkt
  38. no i na czarnej kolejna niespodzianka, w kilku miejscach sa slady ratraka zjazd calkiem przyjemny, jednak tylko raz na rozgrzewke, pozniej coraz wiecej ludzi i ciezko tam spotkac nietkniety snieg... co innego w lesie :)do ktorego kierujemy sie po drugim wjezdzie na Miziowa, poza nami nie bylo tam jeszcze nikogosniegu jest na prawde bardzo duzo, jeszcze nie tyle co w szczytowym momencie rok temu, ale solidny podklad + ogromny opad, spowodowal ze warunki sa niesamowite. puchu jest ok metr a miejscami sporo wiecej.las z Miziowej do Szczawin bardzo przyjemny, jak zawsze, ale pierwszy zjazd robilem na pamiec, no i niespodzianka, w tym roku jest wiecej powalonych drzew, nie ktore nie do konca przysypane. Po 2 zjazdach, rusza wyciag na szczyt, robimy lasy obok wyciagu i jeszcze raz do Szczawin, by 9:15 byc znowu na szczycie. tym razem decydujemy sie na marsz w gore. podpina sie pod nas kilka osob i w ok 10osob brodzimy w snigegu po pas. meczarnia straszna wiec nie doszlismy tam gdzie chcielismy, ale chociaz czesc szlaku przetarlismy zjazd jest bajeczny, sniegu mnostwo. Kopula szczytowa to jest to co lubie najbardziej, fajne nachylenie, rzadki las no i ten snieg wystarczy spojrzec na to drzewko, a mamy przekroj opadu z ostatnich dni ostatni zjazd zrobilismy na sam dol, na parking, miejscami bylo ciezko, bo przecieralismy szlak po tym opadzie, ale jutro juz powinno byc lepiej.udalo mi sie wygospodarowac czas od 8 do 12, tak wiec Ravick jutro sie bawimy, oby tylko noc przyniosla swiezy snieg
    1 punkt
  39. czas na relacje z dzisiejszego dniazaczne od poczatku :)wczoraj ok 10 dwoch znajomych z mojej szkoly wrocilo z Pilska i stwierdzilo ze w lesie jest na prawde fajnie, mozna juz bez problemowo jechac do Szczawin, wiec umowilismy sie na dzisiaj, przed 8 pod krzeslem. Gdy wczoraj na dole padal deszcz i deszcz ze sniegiem, na Pilsku walil snieg :)ok 18 opad sie uspokoil, poszedlem sobie niczego nieswiadomy spac.wstaje rano, bo obudzil mnie pod domem odglos lopaty odsniezajacej podjazd , patrze w okno, widze ze leca wielkie platy. Wygladam na samochod, ktory o 18 splywal deszczem, dzisiaj o 7 wygladal tak : wystarczy spojrzec na lusterko i widac, ze warstwa sniegu jest wyzsza, ok 25 cm!!!na mojej twarzy juz po obudzeniu zagoscil banan, a to i tak byl tylko przedsmak :)szybkie sniadanie, pakowanie nart i ubieranie, no i odsniezanie auta. pod drodze maly problem z wyjazdem, bo drogi boczne nie odsniezone, melduje sie jednak na czas pod krzeslem i w grupce znajomych ruszamy :)pojawia sie jakis problem z bramkami, wiec mamy promocje i darmowy wjazd krzeslem.na dzien dobry, taki widok: a tu zblizenie na krzeselko, te ktore jada z gory, przywoza na dol nadmiar sniegu ladujemy na Szczawinach i pierwsza niespodzianka, pozytywna dla tych ktorzy wola jazde po trasach - otoz mimo mocnego opadu, czerwona 5 w miare przygotowana, ratrak musial ok6-7 jechac i ubijac, na sztruksie warstwa ok 5-10cm sniegu ruszamy orczykiem na Miziowa, rzut oka na czarna trase: nie jest zle, pojedyncze slady na niej, wiec bierzemy ja na rozgrzewke :)c.d.n...
    1 punkt
  40. Nie masz racji bo większość tutaj piszących ma za sobą minimum kilka zjazdów po trasach bardzo stromych, nawet ja z kilkuletnim zaledwie stażem narciarskim. Nie wiem ile jeździło w Bormio ,ale ścianka na czerwonej trasie przy zjeździe z Bormio 2000 ,już stosunkowo blisko dolnej stacji wagonika robi wrażenie . Gdy dojeżdżałem do niej stało nad ,,przepaścią" kilku narciarzy zastanawiając się co dalej. Trzeba było się powoli zsunąć i to mi się udało bez ,,gleby '' . Jak jechałem?Po swojemu:skręty z ześlizgami na szeroko rozstawionych nartach. Nawet kontrowane dwie krótkie przerwy sobie zrobiłem .Nie wiem dlaczego ta trasa nie była oznaczona jako czarna
    1 punkt
  41. Ten temat to bicie piany, każdy stromy stok można zjechać za pomocą różnych technik i różnej strategii, zależy to w dużej mierze od warunków, widoczności, zatłoczenia, rodzaju śniegu i zmęczenia podłoża, inaczej pojedzie się na lodzie, inaczej na miękkim, inaczej w tłoku a inaczej na zamkniętej trasie "Pucharu czegośtam", inaczej w puchu czy po topniejącej brei, do tego jest kwestia celu jazdy czyli : - jeden chce tylko zjechać w jednym kawałku i przeżyć, inny mieć z tego przyjemność i dostosowuje technikę do jazdy jaką lubi bez dywagacji o czystości stylu czy skuteczności, inny chce być jak najszybciej na dole a jeszcze inny ćwiczyć poprawę jazdy. Techniki tu pokazane na filmach czy w opisach są fajne ale często nie do zastosowania z uwagi na warunki, najczęściej zarówno zdeklarowani ortodoksyjni carvingowcy jak i klasycy będą na bardzo stromym i twardym stoku zmuszeni podpieraniem się technikami oporowymi, o których nikt tu nie wspomina - każdy gdzieś ma swój limit zarówno w technice jak i w psychice.
    1 punkt
  42. Jeszcze pare fotek z mega udanego wyjazdu Ps.To był jeden z najlepszych moich wypadów w polskie górki w tym sezonieZ całą odpowiedzialmością polecam Soszów w takich warunkach :smile:
    1 punkt
  43. Soszów z ranaWyjazd o 7 i po godzinie melduje się przy kasieKupuje czasówkę do 13 za 55zł i jazda,dzieci do 8 lat freeA zapomniał bym przy okienku informacja że trasa 2 i automatycznie czarna 4 zamknięte :Zamknięte dzisiaj z powodu zawodów,szkoda że informacja podana tużprzed otwarciem kas Pierwsze 3 godzinki katuje się slalomką,warunki idealne,widać że dzień wcześnie padał śniegTrasy przygotowane wzorcowo,co nie jest tak oczywiste w Soszowie,brawo panowie,brawo :applause:Pogoda na lekkim plusie,ludzi troszku jest,w najgorszym razie 2-3 min stania po godz 11Po malutkiej przerwie zmieniam nartki na 80 pod butem i to jest to ,śnieg już troszkę zmiękczonyDo końca mojej jazdy na trasach żadnych przetarć, minerałów no może w niektórych miejscach troszeczke zlodowaceń
    1 punkt
  44. Czantoria Dziś szybki wypad na czantorie, Jazda 12-14. Generalnie warunki bardzo dobre, na czerwonej trasie super, dużo śniegu, może jakieś małe skrawki lodu. Trasa przygotowana dobrze, świetnie się jeździło, warunki -5/5. Trasa niebieska już nie tak różowo, dużo śniegu, ale ratraka trasa nie widziała. Dużo mokrego/ciężkiego luźnego śniegu. Co sprawiało że już się tak przyjemnie nie jeździło. Ale brak minerałów i przetarć jak by to wyratrakować było by super, oceniam na 4/5. Jazda w tygodniu to bajka:) bez kolejek, puste stoki. Chyba pogadam z szefem żeby na okres zimowy przesunął mi weekend na poniedziałek i wtorek Miałem nie odparte wrażenie że dziś kolej jeździła wolniej niż w weekend. pozdrawiam Luce
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...