Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 01.02.2015 w Odpowiedzi
-
Skolnity na bis Dziś mało czasu,więc w grę wchodziły jedynie poranne narty.Początkowo myślałem o Szczyrku,później Ochodzitej,ale ostatecznie postanowiłem ponownie odwiedzić Skolnity. Ferie śląskie,niedziela i do tego piękna pogoda - jazda na narty w taki dzień to spore ryzyko.Uznałem jednak,że tam nie powinno być tłoku.Jakoś się ludzie przekonać nie mogą,albo jeszcze tej stacji nie znają. Mimo wszystko,na wszelki wypadek postanowiłem być na rozpoczęcie. Dodatkową motywacją jest fajna opcja karnetu: 8.00 - 10.00 za 20 zł. Jest też taka na Cieńkowie,ale tamto miejsce jest już znane i uczęszczane. Drogi czarne,szybko docieram do "Wiślanki",tu również dobrze,ale cały sznureczek samochodów.Miałem nawet wątpliwości,czy dobrze zrobiłem,wybierając się... Pod stokiem melduję się 7.50.szybka rozgrzewka na schodach prowadzących do stacji i kupuję wcześniej wspomniany karnet poranny.Mam jeszcze chwilkę,więc parę fotek.Co ciekawe,na parkingu u dołu już parę samochodów było,ale nie widać tego przy bramkach.Może się długo gramolą? Panowie grzeją już wyciąg,a ja przyglądam się na czerwoną trasę,którą już ratrakowano,ale nadal jest śnieżona. Jeszcze nią nie pojadę,choć miałem taką cichą nadzieję. Wybija 8.00 ,czas ruszać.Razem ze mną wciąga się może nieco ponad 10 osób.Obserwuję trasę z krzesełka,która dobrze się zapowiada,choć tak całkiem idealnie nie jest zrobiona.Przynajmniej kolor śniegu jest właściwy. No to czas ruszać. Widzę piękny sztruks,jedynie ten śnieg jakby taki nieco "tępy",ale na to raczej nić poradzić się nie da.Z resztą tak odczucie mam tylko na początku,później można nawet nieźle się rozpędzić. Po kilku przejazdach, tak w środku trasy, pojawia się kilka czarnych punkcików i to jedyne co mi się nie podoba.Ale to nie to samo,co na Poniwcu... Przez pierwszą godzinę jeździ łącznie może 30 osób.Najczęściej na krzesełku jadę sam. Nie pomyliłem się,nadal frekwencja tu umiarkowana.Dopiero kiedy zbliża się koniec,jakby trochu ludzi przybyło,ale nadal krzesła na pół puste jeżdżą.Za to na trasie już gęściej.Gdyby wyciąg wywoził full ludzi,mogłoby być nieciekawie. Czerwona trasa w przygotowaniu,oby warunki atmosferyczne pomogły! Przy pięknej pogodzie mamy fajny widok na Czantorię. Dwie godzinki minęły szybko,a ja w pełni zadowolony.Gdyby nie te parę kamyczków na trasie,to wrażenia w pełni pozytywne.Kolejek absolutny brak! Ciekawe ile ludzi w tym czasie było na Nowej Osadzie? I ile stoją,żeby raz zjechać? Ale może niektórzy lubią dłużej odpocząć po zjeździe...13 punktów
-
Udaje się na konsumpcję, potem kolejna już w tym długim dniu kawa i po przerwie postanawiam, że spróbuje i dam sobie odpowiedź na pytanie, co dalej. Aha – stok! – no przez godzinę trzymał się dzielnie a później w górnej części zaczął odsłaniać coraz to większe połacie lodu a z lewej strony (siedząc na kanapie), tam gdzie większość ludzi kierowała swe szusy zaczęły się robić odsypy i im później tym bardziej był zmęczony – po prawej dla lubiących spokój i lepsze warunku – stanowczo lepiej. Po godz. 17 znowu zaczyna prószyć delikatny śnieg ale i wiatr, który w ciągu dnia w porywach dmuchał powyżej zaczyna hulać powoli również i na Solisku. Ja wjechałem na górę, zjechałem i już wiedziałem – nie ma sensu – to już byłoby po prostu niebezpieczne – jest godz. 18.20, podjeżdżam pod kasę i tam udaje mi się jeszcze odsprzedać karnet za 40 zł. Tak więc w pełni zadowolony udaje się do auta, potem jeszcze obowiązkowo podwójna kwaśnica na pożegnanie w Karczmie pod Borami i szykuje się w trasę do domu. A tu o dziwo – te poranne, fatalne drogi do Żywca czarniutkie – zero lodu, zero śniegu, żadnych problemów – czyli jednak się da! Uwazajcie tylko na zwyklym juz odcinku drogi Zywiec-Bielsko B. - panowie korzystaja z wymiany ferii - na tym stosunkowo krotkim odcinku 2 zwykle radiowozy + jedna nieoznakowana bordowa Vectra. Ogólnie rzecz biorąc jest bardzo zadowolony, Pilsko to jest Pilsko – brakowało tylko lampy i pełnego słońca , ale za to w końcu naturalny śnieg na którym o niebo się lepiej jeździ, 5-ka, która dała moim nogom ładnie popalić, fajni ludzie poznani w trakcie rozmów (pozdrawiam pana górnika-mierniczego wentylacji z Ziemowita, pana z autokaru z Krapkowic, i masę jeszcze wielu innych osób). Aha – dużo dzisiaj było „leśników” – tak ich sobie w trakcie jazdy nazwałem – czyli ludzi, którzy jak tylko wjechali to zaraz rozpierzchli się do lasu na freeride – widać to też było po śladach – i z tego co słyszałem, to przynosiło im niezłą frajdę. Tak więc każdy chyba sobie coś uczknął z tego Pilskowego tortu – jutro z tego co w piątek patrzyłem ma być jeszcze ładniejsza pogoda i słońce – czego Wam wszystkim wybierającym się życzę. I tak kończąc moje wypociny – fotki później – ale nie wiem, czy dzisiaj – nie obiecuję.12 punktów
-
Na Pilsko i Korbielów w nowym roku chciałem wybrać się już w ubiegły weekend. No cóż – nie wyszło - teraz tym bardziej po weekendowej złości jak i opadach w środku tygodnia oraz prognozie na piątek i sobotę, powiedziałem sobie – w ten weekend już obowiązkowo. Nauczony lekcją z ubiegłego wypadu do Szczyrku jakoś tak z przeczuciem jeszcze wieczorem w piątek lecę na garaż zobaczyć, jak tam akumulator w aucie, które zawsze pożyczam od rodziny na dalsze wypady (mój mały, miejski, wysłużony klekot swój ostatni raz w górach był z jakieś 3 lata temu:tongue:). Przeczucie okazało się właściwe - w aucie nawet alarm nie reaguje i zero elektryki. Myślę sobie – uff – jest piątek -udało mi się – aku do ładowania i teraz tylko lecieć szybko się szykować na jutro i spać. Dziś odruchowo budzę się przed 5, myślę sobie – fajnie – chociaż raz będę wcześniej na stoku, spakowany lecę do garażu, podłączam aku - kły,kły,kły – i wysiadł! Shit!!!! – 6 rano , co teraz – przecież miał być Korbielów!!! Lecę z powrotem pod blok, wyciągam aku z mojego klekota, lecę z nim do garażu, próbuje podłączyć – shit! – nie pasuje – nie ten typ, nie te klemy,etc. Myślę sobie – no to po Korbielowie:frown:: Próbuje jeszcze coś wykombinować – nic nie da się zrobic – aku w ręce z powrotem, montuje w moim wozidle – one kozie death - jak to powiadają – ja dzisiaj Korbielowa nie odpuszczę:tongue: Cała ta gonitka, bieganina i nerwy spowodowały, że wyjeżdżam z domu dopiero o 7:20 – jak na możliwości, jakie dała mi pobudka, wściekły jestem jak nie powiem co. No ale dobrze, że wóz chociaż na przyszły tydzień do pełna wcześniej natankowany, tak więc dodatkowe niepotrzebne postoje odpadają. Szybko na autostradę, potem łącznikiem na Pszczynę i dalej jazda drogą na Żywiec. Drogi fajne, czarne, jedynie odcinek Żory-Pszczyna z błotem pośniegowym, ale beż żadnego dramatu. Wbijam się przed Bielskiem na super drogę i w końcu mam okazję przejechać się aż do Łodygowic. Extra – pięknie się jedzie i niech no tylko w końcu zrobią tę trasę aż do samego Żywca! Patrzę na zegar – godzina ok. 9:20 – a przed Żywcem – spokój – Pietrzykowice – luz, nowy market przed Żywcem – luz, rondo – luz – szok! Ale od Żywca za to drogi aż do samego Korbielowa – niezbyt to było ciekawe - lekko odgarnięta wierzchnia warstwa śniegu a reszta białej warstwy zamarznięta i twarda tak, że jadąc po tym jest dość ślisko a moje wozidełko przypomina, skąd biorą się nowe trzaski. W samym Korbielowie jedzie traktor z pługiem – ale pług podniesiony – pokazuje mu – Panie, zniż pan ten pług – pomachał mi i przejechał dalej – yyyyy – chyba się nie zrozumieliśmy:tongue: Podjazd pod Szyczyrbok w całej bieli, ale jakos w trybie ciągłym udało się dojechać w okolice Ferro – nagle ktoś próbuje zaparkować, stop – staje ja, staje autokar z Krapkowc za mną i koniec – koła ślizgają się, moje wozidło delikatnie na dwójce nawet nie chce popuścić – no coż –- nie będę walczył – ujeżdżam trochę do tyłu i skręcając parkuję na odpowiednim do tego miejscu z boku (a w duchu zaklinam sobie, że następna fura obowiązkowo 4x.4:tongue:) – myślę sobie, na Strugi nie jest daleko, przejdę się, to chociaż się rozgrzeje. Autokar za mną również buksuje w miejscu, ma szczęście, że nikt za nim, ujeżdża, buksuje, ujeżdża duży kawałek i znowu. Nie byliśmy jedynymi, którzy po zatrzymaniu furgali dętkami w miejscu. Ale jak się później okazało, decyzja wcale nie była taka zła – już powyżej mostka na Solisko auta chciały jechać dalej, ale pan z obsługi (ten sam, który kiedyś siedział w budce przy orczyku na Hali Miziowej i opierniczał, żeby nie rzucać orczykami :tongue: – ale tak naprawdę całkiem miły gość – fajnie z nim sobie nawet przy tej budce kiedyś porozmawiałem:smile:) schodzi na dół i pokazuje, żeby nie jechać, bo miejsca już brak. Rzeczywiście- aut dosyć sporo. Po drodze co prawda wyjeżdżało już na trasy dużo Warszawy, parę aut z Łodzi, a i trochę reprezentacji Białegostoku również kończyło swoje feryjne wojaże, ale na parkingach dość duży przekrój nie tylko Śląska i Zagłębia. Ale stała też jedna Skoda Octavia liftback na żywieckich blatach z naklejką skionline na bagażniku, co nie umknęło mojej uwadzę:wink: Po wdreptaniu na Strugi pierwszy zonk – tylko jedno okienko – ok. 10 osób- 16 minut stania:tongue: – no cóż – może to zasługa pewnych maruderów, którym wszystko się nie podobało – jak to można, że tylko do godz. 15 – mówię, że dzisiaj do 16.00 a ostatni zjazd 16.30 – skad to wiem – na to ładnie odpowiadam, że na stronie tak dzisiaj wypisali – no to ze mogą tak wypisac, a ludzi maja w dupie i pewnie kłamią. ze po co tu przyjeżdżać, najlepiej to zamknąć, czemu nie ma map (ktoś z tyłu a’contrario woła – tu jest z boku mapa) – a jak to jest z tą promocją, że to jest bez sensu, że ludzi w konia robią, „w Austrii na 1000 km tras to jest tak i tak” ……. – grrrrrrrr – pan z kasy musiał się nieźle nasłuchać z rana w stylu – "a czy macie plany do 2050 r. ? kiedy będzie w końcu coś nowego" itp.,itd. (co on bidny za to może – to chyba nie pod jego kątem takie pretensje powinny być kierowane…????). no coż – ja bynajmniej stronę zarządcy Jontek-Korbielów porządnie już dużo wcześniej przed wyjazdem przestudiowałem i wiem, że chcę całodzienny w promocji minus 10% za 90 zł i po wieczornym ratrakowaniu mogę na nim śmigać po Solisku aż do wieczoru – w dobie Internetu wygrzebanie takich podstawowych informacji jak cennik i mapa tras myślę, że nie nastręcza aż takiego dużego problemu. Wjeżdżam krzesłem na Szczawiny i udaje się w kierunku orczyka – chodzą obie strony orczyka a kolejek żadnych nie ma – chwil parę i jesteśmy na bieżąco. Czarna oficjalna zamknięta, ale widać, że dużo ludzi musi spróbować tej adrenaliny i testuje ostrą „ściankę”:tongue:. Pod orczykiem parę nierówności, ale tragedii żadnej nie ma. Wjeżdżamy na Miziową – wow – szok – końcówka warszawskich i początek śląskich ferii, dodatkowo weekend i opady śniegu w tygodniu+w nocy– liczyłem na ogrom ludzi i ścisk - a tu do orczyka na Pilsko żadnych praktycznie kolejek – piknie. Na Miziowej chmury nisko furgają, powyżej mgła raz słabiej, raz mocniej daje się we znaki a z początku jeszcze prószy mały śnieżek – ale z widocznością nie ma problemu, jedynie cały czas od Miziowej wzwyż mocne podmuchy silnego wiatru wzmagającego uczucie chłodu i wzniecającego zamiecie i zadymki śnieżne – dziś bez maski, kominiarki, gogli od Miziowej wzwyż mogłoby być ciężko. Ostatni orczyk w kierunku Pilska– początek z plackami lodu od wywianego śniegu, potem parę nierówności ale wjazd bez problemów i w końcu na górze 5-ki - noooo – i to jest proszę Państwa naturalny śnieg – od razu czuć różnicę w porównaniu do ostatniego wyjazdu. Trasa nr 5 bardzo fajna – trochę małych odsypów, ale one w ogóle nie hamowały jazdy i do końca dnia będą panowały tu najlepsze warunki. Na stromiźnie przez samym schroniskiem parę placków lodu a tuż za schroniskiem warunki ciut gorszę – najpierw lód a potem na tych dwóch charakterystycznych „ściankach” 5-ki do Szczawin - dużo mocniejsze odsypy, na których trzeba było jednak uważać, bo potrafiły wyhamować. Lodu na tych ściankach odcinku z początku mało –parę może miejsc. Jako, że otwarli wyciąg na Kopiec, udaje również tam swe kroki. Na początku pod orczykiem 3-4 głębsze dziury-wertepy pod rząd – takie hopki jakby – jedna po drugiej - mnie tam one nie szkodziły a bardziej tylko śmieszyły, jak po nich przejeżdżałem, ale młodsi wiekiem mogliby mieć na nich problemy. Trasa przy orczyku na Kopiec w dolnej części odgrodzona, tak więc kieruje się od razu w prawo – na tę zaraz za talerzykiem –a tam suuuuperrrr – jeszcze mniej ludzi, dużo świeżego śniegu tylko lekko rozjeżdżonego i zaraz za drzewami na rozszerzeniu człowiek mógł być nawet chwilami panem tego odcinka – jedynie na ostatniej stromiźnie tuż przed zakrętem w prawo już do schroniska – tam nawet dosyć lodu i z każdą godziną jego coraz więcej. Śnieg ustał, pogoda z początku – niskie chmury nad głowami na Miziowej, lekka mgła powyżej zmieniająca częstotliwość i gęstość swojego występowania (ale bez zagrożenia widoczności) a w dolinach widać słońce pięknie krajobraz oświetla. Potem około godz. 14 przyszło i na Miziową i powyżej lekkie rozchmurzenie, ale po czasie znowu bardziej pogoda wróciła do swojego poprzedniego stanu. Ja czekałem na tę 5-kę bardzo długo i w końcu się doczekałem, tak więc głównie po niej jeździłem – a 5-ka jak to 5-ka – szczyt do Miziowej trzymał się bardzo fajnie - jedynie „ścianka” przed schroniskiem – z każdą godziną coraz więcej lodu - a po godz. 14, a zwłaszcza godz. 15 warunki w kierunku Szczawin również ulegały pogorszeniu – stromizna zaraz za schroniskiem coraz bardziej mocno obdarta i zalodzona a na 2 dalszych „ściankach” zaczęło wychodzić jednak również coraz więcej lodu i robiły się coraz większe odsypy-muldy - tak więc trzeba było miejscami ostrożnie- jak zwykle najlepsze warunki w tych godzinach panowały po bokach. Cały dzień GOPR-owcy ćwiczyli wjazdy orczykiem i zjazdy w grupie wraz z toboganem. I panowie Policmajstery też w okolicach Miziowej się pokręcili. Po późnej godz. 15 pojechałem sobie jeszcze raz na Kopiec – praktycznie pełna samotność na wspominanej wcześniej trasie, potem szybka kawa jeszcze w schronisku i ostatni wjazd na szczyt (pan z obsługi zakładał już osłony na prawym orczyku). Tu juz pod orczykiem tez takie z 4-5 dziur-wertepów - jeden za drugim jak na Kopcu. Stamtąd zjazd na Miziową, na Szawiny i po godz. 16 koleją na Strugi. Początkowo nie chciało mi się schodzić w kierunku auta, więc zacząłem zjeżdżać, ale jak usłyszałem pierwsze chrrruupp, drugie, to po trzecim (niby tych pierunów nie widać, ale pod cienką warstwą śniegu jednak gdzieś się tam czają) ściągnąłem narty i na końcu schodów zacząłem już grzecznie iść ze sprzętem w rękach. Ludzi niby drogą zjeżdżali ale dieńgów njet mnogo, sprzętu mi szkoda, więc wolałem nie ryzykować i drogą ładnie w butach jak na narciarza przystało schodziłem. Miałem iść do auta na chwilę odpocząć ale patrzę- przecież-> mostek – Solisko już wyratrakowane, ludzie ustawiają się w kolejce – no to dawaj – przez mostek i do kanapy. Trochę nogi odpoczęły na zjeździe do Strug, ale Pilsko to jednak Pilsko – 5-ka dała mi się we znaki i już powoli czuję, że na bank do późnych godzin nie wytrzymam. Kanapa – rok temu już postawili a ja z różnych względów nie miałem jeszcze okazji jej wytestować – wstyd! - no to fruuu. Piknie wszystko ładnie – są bramki, jest taśma – no to w drogę. Jadę i jadę i pierwsze spostrzeżenie – pierunie – cuś mogła by lekko jednak trochę szybciej lecieć. Jesteśmy na górze i jedziemy. I tu znowu czuć różnicę- śnieg chyba głównie sztuczny, sypki – ale jest wyratrakowane – równo, twardo, szybko- po prostu bajka i pięknie. Narty idą idealnie i można by tak jechać i jechać, tylko szkoda, że stok taki krótki i tak szybko się już kończy (tym bardziej nie potrafię się już doczekać tej Buczynki, bo jak to zrobią, to chociaż w dolnej części będzie fajna opcja na jazdę- oczywiście po odpowiednim zaśnieżeniu i oświetleniu). Wjeżdżam tak i zjeżdżam i wjeżdżam i zjeżdżam aż jakoś po 17 nogi mówią mi pass – no nie słuchają – widzę, że już nie hamuję i nie skręcam tak jak chcę – no cóż – a czasu jeszcze dużo – postanawiam zrobić przerwę i coś poszamać - korzystam z restauracji w budynku obok kanapy i jest bardzo dobrze – mięska, ziemniaki, surówki – w końcu coś konkretnego i domowego – zadowolony ładuję porządny talerz i gawędzę z panią z obsługi (tu pozdrowienia dla bardzo miłej pani – uśmiechnięta, wesoła a ja mam cały czas wrażenie – skądś znam tę twarz, gdzieś już widziałem chyba w Korbielowie oto tę dziewczynę).11 punktów
-
Po wczorajszym bardzo udanym i puszystym dniu na Pilsku, miałem wpaść z rana na 2 godziny pojeźdźić, ale stwierdziłem, że skoro nic nie dosypało to pośpię sobie dłużej:D Jak wstałem, był delikatny mróz, zero chmur i lampa. Troche żałowałem, no ale od 10 miałem umówione jazdy... w międzyczasie dostałem sms od MajorSki, że jeżdżą na górze i zapraszają na wspólne zwiedzanie lasów - z przykrością musiałem odmówic. Ale po 2 godzinach okazało się, że jestem wolny, słońce dalej pięknie operuje, grzech było by kisić się na dole. Szybka decyzja - lecę do góry, a właściwie to pełzam - tym wolnym krzesłem. Na Szczawinach około 13 spotykam kumpla i lecimy na Miziową spotkać się z Majorem. Rzucam pomysł, żeby podejść kilkaset metrów, w miejsce gdzie możliwe jeszcze nikt nie jeździł po kilkunastu minutach i przerwie na zdjęcia docieramy - śladów faktycznie brak dopiero po kilkuset metrach natrafiamy na 3 ślady moich kumpli z wczoraj. Zjazd na sam dół, aż pod krzesła bez żadnych problemów, trzeba jedynie uważać niżej żeby nie złapać jakiegoś wystającego krzaka nartą. Z dołu wjeżdzamy ponownie na sam szczyt, tym razem krótsze podejście i pojechaliśmy na grań nad Szczawinami - tam generalnie wczoraj jeździł każdy, my jednak wybraliśmy nie uczęszczany kierunek i wpadliśmy w fajny las, dość rzadki nie ruszony przez nikogo. Duża warstwa fajnego śniegu i bardzo przyjemny zjazd na koniec dnia. Dzisiaj generalnie był spory ruch na parkingu, dużo weekendowych narciarzy się zjechało, dojazd do Strugi po 12 to był spory problem. Auta parkowały po obu stronach ulicy, także wyminięcie się dwóch samochodów było problemem. Na szczęscie jutro poniedziałek i wszystko wraca do normy, a ja po pracy chyba znowu skocze na 1-2 zjazdy i na koniec fotki: https://www.facebook.com/media/set/?set=a.924559190896945.1073741840.714272955258904&type=18 punktów
-
8 punktów
-
8 punktów
-
Mosorny Groń - Zawoja 31.01 Odwiedziłem dzisiaj Mosorny Groń w Zawoi. Szybki poranny wypad z KRK, jazda od 9-tej do 12:30. Rano bardzo fajnie choć trochę miękko, nocny opad został na moje oko rano przejechany ratrakiem i nie zdążyło się związać. Po 1,5h było już znacznie rozjeżdżone i na gigantowych nartach nie było już zabawy, po prostu za miękko. Przesiadłem się szybko na slalomki i pośmigałem jeszcze 2h. Ok południa miejscami na stromszych odcinkach zaczęły pojawiać się małe muldy, dodatkowo miejscami odsłaniał się też twardy zmrożony podkład co w połączeniu z kopnym i miękkim śniegiem po bokach powodowało nie lada trudności dla mniej wprawionych narciarzy. Kolejek do wyciągu nie było,wszystko szło na bieżąco, na stoku każdy znalazł swoje miejsce, choć w południe trzeba już było uważać na ściankach by kogoś przypadkiem nie ustrzelić : Generalnie całkiem fajnie. W drodze powrotnej nie mogłem się nadziwić korkom na zakopiance, w stronę Podhala korek zaczynał się już na 2-pasmówce w Lubniu a kończył w.... Zakopanym :eek: jakaś masakra :biggrin:8 punktów
-
cz.4 - Czantoria Dotarłem w końcu do górnej stacji kolei linowej na Czantorii. Początkowy plan zakładał,że jak będzie jeszcze trochę czasu i sił,to wykonam zjazd,wespnę się niebieską trasą i drugi zjazd. Niestety czasu raczej mało,a do tego moja słabsza noga już od dłuższego czasu ma dość. Właściwie to ją już włóczyłem za sobą. Widać,że sporo mi jeszcze brakuję,a zwłaszcza tejże nóżce. Dobra,dość gadania, robię fotki i czas ruszać. Już na początku trasy widzę,że tu również stok zmęczony i znów będą morskie fale. Na zwężce kopce są na tyle duże,że można by się za nimi schować. Ja celowo wjeżdżam na nie,bo szerokie narty bardzo fajnie się w tej sytuacji zachowują. Polecam spróbować. Muldy i lód pomiędzy nimi jest,ale minerałów nie zauważyłem. No,może przy samym dole,gdzie się skręca pod wyciąg. Sam zjazd sprawia mi przyjemność i tak szkoda,że Czantoria nie ma jakiego sensownego karnetu na jedną godzinę. Ale cóż,choć raz... Dojechałem na dół i z żalem żegnam czantorię. Narciarze jeszcze jeżdżą,choć o tej porze już pustki. Ogólnie wyprawa się udała,mimo przeciwności.Początek mało klimatyczny,ale następnym razem poszukam innej drogi,albo ją zmodyfikuję. Pomysł już jest. Następna wyprawa chyba będzie do Szczyrku,ale raczej nie jutro... Padam! :redface:8 punktów
-
7 punktów
-
SKI Arena Łysa GóraWczoraj, całkiem przypadkowo wybrałem się w to miejsce w dodatku nigdy wcześniej tam nie byłem. Wypadło na nocną jazdę, oświetlone trasy to nr1 i nr2 przy czym jedna ( nr2) to czerwona a "jedynka" niebieska. Obie biegną obok siebie i według mnie różnicy nie ma w trudności...no chyba że jedną wjeżdża się orczykiem a drugą talerzykiem Byłem bardzo pozytywnie zaskoczony, trasy szerokie, bez niepokojących uskoków czy górek, BEZ MULD, ludzi jak na lekarstwo :biggrin: Dodatkowy plus - praktycznie przy trasie cały czas palące się ognisko na którym można sobie upiec kiełbaski Nie trzeba kupować i zabierać z domu bo wszystko jest na miejscu:)Obie trasy polecam każdemu kto szuka trudniejszej niebieskiej lub dość łatwej czerwonej i bez obawy że to orczyk!!! ...obsługa idealnie podstawia pod pupcię że nie czuje się żadnego szarpnięcia. Bramki działają zbliżeniowo. Fotograf się nie spisał ale wrzucę co mam PSNie pamiętam czy można zamieszczać takie linki : http://lysagora.pl/Jeśli nie można to proszę usunąć.7 punktów
-
Opiszę jeszcze naszą dzisiejszą turę na KW .Start naszej 3-osobowej ekipy z Andrychowa o 4-tej rano . W Kuźnicach na parkingu jesteśmy o 6-tej . Szybki gramoling i ok 6,15 zaczynamy foczenie . Ok 8-ej docieramy "wylizaną" przez ratraki nartostradą do krzesła na Goryczkowej. Tam krótki 15 minutowy popas .Przy okazji dowiadujemy się , że Goryczkowa jest wyratrakowana i dzisiaj sprawdzają krzesło od strony technicznej , a jutro Kocioł powinien formalnie ruszyć , chociaż i tak , jak się później okazało ,dzisiaj było wielu chętnych do "zaliczenia" Goryczkowej . Spotykamy przy okazji zjeżdżającego TOPR-owca , z którym zamieniamy kilka słów . Prawdopodobnie , po krótkiej wspólnej konsultacji:wink: , dochodzimy do wniosku , że był to Adam Marasek . Dalej w drogę , na tym odcinku już zdecydowanie stromszą:sorrow: . Po drodze mijamy sympatycznego 77-letniego(!!!) skiturowca .Po dwóch godzinach meldujemy się na szczycie . Tam sesja zdjęciowa :smile: , pogoda zajefajna :applause: , potem pół godziny w schronisku i zjazd Goryczkową na dół . U góry próbujemy poza trasą , ale śnieg mocno przewiany o konsystencji gipsu więc przyjemność mocno średnia . Mijamy zakosy i odbijamy na Kondratową . Tam już śnieg dużo przyjemniejszy i trochę zabawy w puchu . Przejazd przez las do Polany Kondratowej , potem zjazd do nartostrady dalej Kuźnice , jazda na nartach do parkingu ( da się wzdłuż drogi duuużo śniegu ) , gramoling odwrócony i szczęśliwie do domciu na mecz Polska - Hiszpania ( braaaawo nasi :applause::applause::applause: ).Kilka zdjęć z dzisiaj6 punktów
-
Potwierdzam, było bajkowo.Ja też byłem tam w "pracy", a że moja praca na szczycie Małego Skrzycznego polegała na nartowaniu to zdjęć z M.S. nie mam, ale z Julianów owszem.Warunki dzisiaj wszędzie na otwrtych trasach bardzo dobre (do Czyrnej nie zjeżdzałem to nie wiem jak było na czerwonej). Ludzi więcej jak wczoraj, ale kolejki umiarkowane. Dzięki lekkiemu mrozikowi trasy od rana do południa prawie nie zmieniły swojego dobrego stanu.Tuż przed 11 godz. wstrzeliliśmy się w jakieś okno i 3 razy zjechaliśmy na Solisku wjeżdżając prosto do bramek wyciągu. Zero kolejki.Wyjeździliśmy się na maksa. Żal było odjeżdżać.Wracając ok. południa widzieliśmy sznur aut ciągnący się przez cały Szczyrk. Widać początek śląskich ferii.6 punktów
-
SiglanyDzisiaj padło na Siglany. Ze względu na ciągnące się kłopoty z kolanem do wyboru mam tylko łatwe górki. Skolnity zaliczyłem w piątek, Nowa Osada w feryjną niedzielę to harakiri, a Siglany są ok :wink:Wyjazd z Gliwic o 7, widać, że pogoda będzie "alpejska" O ósmej melduję się na miejscu, samochodów na parkingu kilka sztuk. Ufff wjeżdżając do Wisły obawiałem się, że będzie gorzej. Od Czantorii jechało się w sznurku pojazdów. W centrum Wisły pod Stacją Skolnity parking pełny. Dodatkowo dzwoni kumpel z Czantorii i mówi, że ludzi sporo. Nie ma się co dziwić, niedziela, ferie i piękna pogoda.Kupuję karnet do jedenastej za 30zł. Jazda na bieżąco. Stok przygotowany perfekcyjnie. Na początku w miarę twardo, po 10 trasa wyraźnie zaczyna "puszczać". O 10 zaczynają pojwiać się,znajomi z rodzinami. Więc jazdy coraz mniej, a coraz więcej gadania i zabawy z dzieciakami :smile: Tak czy siak zamierzam jeszcze przez chwilę zabawić na stoku więc idę dokupić dodatkowe dwie godziny jazdy. Pytam jednak pani w kasie czy mogę wymienić karnet poranny na ten do godziny 14? Pani mówi, że nie ma problemu dopłacam tylko 20zł i mogę jeździć kolejne 3 godziny. Szcunek :applause:Po 12 robi się coraz bardziej miękko, pojawiają się niewielkie muldy i odsypy. Początkujący zaczynają mieć problemy na trasie, ale nie moje RTM, one lubią taki warun :tongue: Ja jednak nie lubię jeździć w tłoku, więc przed 14 postanwiam się ewakuować. Wyjazd w korku, aż do początku czteropasmówki. Wyjazd na duży plus :happy:6 punktów
-
No o nadszedł czas podsumowania wyjazdu. Pięć dni na nartach,z czego dwa -poniedziałek I środa-przy pięknej pogodzie,pozostałe w pełnym zachmurzeniu I z opadami śniegu.Najgorsza sytuacja pogodowa była we wtorek,kiedy do tego doszedł jeszcze mocny wiatr który unieruchomił kilka wyciągów.Ale każdego dnia minimum 6,5 godz. jazdy.Udało mi się to między innymi dzięki nowemu nabytkowi[ATTACH=CONFIG]19343[/ATTACH] w postaci gogli które nawet w takich warunkach[ATTACH=CONFIG]19344[/ATTACH] dawały radę.Ich niewątpliwą zaletą byłą możliwość reakcji na warunki pogodowe poprzez wymianę szybki. W tej przeżroczystej widzialność nawet w zadymce umożliwiałą jazdę. Ośrodek ski circus jest moim zdaniem zupełnie wystarczający dla 5-cio dniowego pobytu.Jeśli chodzi o ocenę tras moją zdecydowaną faworytką do drugiego miejsca w osobistym ranking zostałą czerwona 16 położona na obrzeżach Hinterglemm I to mimo,że jest dostępna tylko z orczyka .Tutaj ujęcia ze szczytu I z wyciągu [ATTACH=CONFIG]19345[/ATTACH][ATTACH=CONFIG]19346[/ATTACH]Kolejnymi trasami wartymi polecenia są z pewnością czerwona 61 -jeżdziłem nią górnym odcinkiem do Schonleiten 6er- oraz zjazd z Asitz na dolnym odcinku 89 I 89a.Niestety w czasie gdy byłem na stokach Hinterglemm zamknięte były weltcapowe 13 I 15 ale ta ostatnia z gondola robiła naprawdę duże wrażenie.Równiez 7 I 7a ze Schattberga West którą polecam na koniec dnia albowiem z uwagi na prawie całodzienne zacienienie I małą ilość osób decydujących się nią jechać zachowuje równe podłoże.Teraz czas na absolutnego championa zjazd z Schattberga Ost do Saalbach.Przejeżdżałem tą trasę zarówno po dziewiczym sztruksie jak I pod koniec dnia .Mimo konieczności dojścia do wyciągu mostkiem nad szosą o tej trasie można mówić tylkoi wyłącznie w superlatywach.Skicircus ma również bardzo sympatyczną I efektowną widokowo bazę sikuski.Tak poptwierdzenia dwa przykłady A z jakich rejonów pochodzi ta fotka to już pozostawiam dla siebie. Pozdrawiam I udanych wyjazdów6 punktów
-
6 punktów
-
6 punktów
-
Jaworzyna Krynicka Kumpel z synem właśnie jest na Jaworzynie... ...jak z fotek widać, to: Kolejek z rana raczej brak: Na powyższej fotce Wiktor - młody racer :applause: Pogoda wyśmienita - Słońce i lekki mróz. Przygotowanie do nartowania :happy: I widoczek - przejrzystość wyśmienita. Dzisiaj, kto się wybierze, wybrał w Góry - pogodę ma alpejską : Ci co byli wczoraj na imprezie jakiejś...siedzą w domu :frown::6 punktów
-
Wróciłem dzisiaj z Arta Terme (noclegi w apartamentach należących do hotelu Gortani http://hotelgortani.pl/untitled.html), w Alpach Karnickich, w regionie Friaul. Jeździłem w ośrodku Zoncolan i Tarvisio (1 dzień), ale na karnecie są jeszcze trzy ośrodki - http://www.promotur.org/ Pierwszy raz byłem w tak małym ośrodku (28 km), co okazało się bardziej zaletą niż wadą - mało ludzi (poza niedzielą), w pozostałe dni - pustki. W dużych ośrodkach (w Dolomitach, Val di Sole, czy Saalbach) zawsze mnie ciągnęło na trasy, które były widoczne z przełęczy, na które wyjeżdżały wyciągi. I zamiast pojeździć na fajnych trasach, które były po drodze, ja gnałem dalej. A tu było inaczej - w niedzielę objazd wszystkich tras (pięć krzeseł i jedna gondola stuosobowa), a od poniedziałku katowanie ulubionych tras. Niesamowitą atrakcją był widok z Monte Tamai na Zatokę Wenecką (Adriatyk) i Monte Lussari w Tarvisio. Wadą jest odległość z hotelu do ośrodka Zoncolan - ok. 15 km (dojazd skibusem hotelowym), zaletą oprócz małej ilości narciarzy - cena (230 €) za 7 nocy, skipas, korzystanie z basenu i sauny. Dołączam kilka zdjęć5 punktów
-
5 punktów
-
Z Małego Skrzycznego przejechałem na Golgotę i dalej na Juliany. Na Julianach warunki bardzo dobre, Golgota "twarda"5 punktów
-
cz.3 - w stronę Czantorii Wraz ze wzrostem wysokości,powiększa się grubość pokrywy śnieżnej.Tutaj proszę nie używać zwrotów:"na stoku zalega pokrywa śnieżna".Ona nie zalega,tylko leży i cieszy! Na górze Małej Czantorii jest go ok pół metra,a może nawet więcej.Kijek dość mocno się chowa. Fajne są te polany na górze Poniwca.Niektóre nadawały by się do zjazdu. Jednak ja nie spróbuję,bo auto mam pod Czantorią i brakłoby czasu.Może następnym razem? Chwilę później dogania mnie inny turowiec. Zamieniamy parę słów. On zaparkował pod Poniwcem,więc będzie testował ową polankę.Aż żal w sercu... Podobnie jak ja,zmierza w stronę Czantorii,ale później wraca przez las. Im dalej idę,tym śnieg głębszy. Dowaliło na górze! Po niedługiej chwili,kompan zniknął. Puszka się cieszy do momentu,kiedy trafiam na zwalone drzewo.Niby nic wielkiego,ale nie za bardzo da się je ominąć,a mi się nie chce ściągać nart.Próbuję na różne sposoby obejść,ale wszędzie jakieś przeszkody. W końcu ściągam narty,przeskakuję przez pień i mogę kontynuować. W tym momencie od drugiej strony dotarł inny turowiec,taki starszy Pan. Znów pogawędka,jego też zainteresował Alpine Trekker. Kiedy ja zbieram się do dalszej wędrówki,słyszę tylko: "tak mi się nie chce"... Miał na myśli ściąganie nart i przechodzenie przez drzewo. Śmiech i ruszam dalej. Po drodzę podziwiam ośnieżone kujoki - piękne są. Niedaleko szczytu Czantorii trafiam na schronisko.Początkowo myślałem,że to polskie,ale jednak nie!Ciekawe czy tam Knedle serwują? Szkoda,że pomyślałem o ty później. Od szczytu to ok. 500,tak na oko. Za to śniegu tu miejscami metr! Są miejsca,gdzie ten sięga mi do klatki piersiowej! Cel osiągnięty,czas ściągnąć foki i przygotować się do zjazdu. Podczas wspinaczki miałem na sobie jedynie koszulkę termoaktywną i cieniutki windstopper,a i tak chwilami było mi zbyt ciepło.Do zjazdu uznałem,że lepiej będzie się nieco ubrać.Założyłem więc softshela i grube rękawiczki. Wszelakie ustrojstwo spakowane i jazda na dół. Niestety przy słabym nachyleniu,ten dość ciężki puch stawia spory opór i często muszę się odpychać,albo nabierać rozpędu na wydeptanym kawałku. Taka mała niedogodność.5 punktów
-
5 punktów
-
cz.2 - Poniwiec Dotarłem na miejsce,czas znaleźć serwis.Ten namierzam błyskawicznie.Śrubokręt pożyczają bez trudu,ale śrub żadnych nie posiadają.Nie pozostało nic innego jak w miarę równo obdzielić oba trekkery. Naprawiam też zatrzask piętki.Przy okazji panowie mocno się zainteresowali tym ustrojstwem. W związku z tym i zainteresowaniem również tu na forum,opiszę to jak znajdę dłuższą chwilkę. Przy okazji jeden Pan złożył mi ofertę kupna moich Armad... Sprzęt naprawiony,czas ruszać do kasy.Miałem w planie pojeździć tu godzinę,a następnie wspinać się dalej.Skoro jednak wędrówka się wydłużyła,kupuję jeden przejazd,tak za poznawczo,bo nigdy tu nie jeździłem. Spakowany,to na krzesełko. Jest godzina nieco po 12,ludzi umiarkowanie.Wejście na wyciąg na bieżąco. Samo krzesło jest wolne,nawet bardzo wolne. Takie mam odczucia. No to patrzę na trasę,a ta wygląda na mocno "zmęczoną".Widać sporo lodu i kopce,oraz narciarzy jadących dość koślawo,że tak powiem.Wygląda to raczej na walkę o przeżycie. Ruszam więc sprawdzić. Muldy spore,a pomiędzy tym lodowisko. Mi to nie przeszkadza, po prostu trochę wolniej i uważniej. Gorzej z minerałami,bo tych miejscami dużo! Muszę wręcz uciekać na drugą stronę stoku,żeby nart nie zniszczyć. Oj,słabo to wygląda. Dobrze,że tylko jeden przejazd... Coś zmarzłem na krześle i niestety nie zdążyłem się rozgrzać podczas zjazdu.Skoro tak,to czas na pit stop i do baru przy dolnej stacji. Kupiłem grzańca i 2 oscypki. Całkiem dobre to było. Odtajałem,to czas ruszać na tury.W międzyczasie słyszę narzekania ludzi,chyba mieli zacząć za chwilę ratrakować.Ja jednak na to nie czekam i ruszam do góry taką drogą obok stoku.Znajduję się ona po prawej stronie,patrząc od dołu. Niezbyt stroma i bardzo przyjemna. Śniegu tam sporo,spokojnie można by zjechać tędy. Jedno mniej fajne miejsce,ale łatwe do ominięcia. Później będzie już tylko lepiej i nawet trochę słońca było.5 punktów
-
Tak więc 2 dni jazdy za nami,pogoda dopisuje :smile:.Mortki już mamy nieżle zjaraneWprawdzie większość drogi do Foppolo prowadzi przez autostrady ale ostatnie 40km z Bergamo to udrękaWąsko,kręto,cały czas pniemy się do góry i z każdym kilometrem dłuży się to niemiłosiernie :Na szczęście gdy jesteśmy już na miejscu zapomina człowiek o wszystkim .Sam ośrodek jak ktoś szuka setek kilometrów tras to zły adresTo samo tyczy się infastruktury,oprócz jednego wszystkie krzesła nie wyprzęganeOśrodki ukierunkowane na pobyty rodzinne,pomoc z każdej stronyLudzi jak na weekend tak sobie,stania w kolejkach nie uświadczyliśmyTrasy przygotowane perfekcyjniePrzypuszczam że od jutra będą pustki :Ogólnie w naszym hotelu sami makaroniarze,para angoli i myJutro nartujemy w San SimonPs.Soory,ale muszę wyklikać...Włochy to także przepyszna wyżera,to co serfują w hotelu to poezjaA i ceny na stokach bardzooo przyzwoite,może dlatego że stacja znajduje się w takim odległym miejscu :Dla zwykłego polskiego wyjadacze to chyba by było zad....:tongue:4 punkty
-
cz.1 - Szlak Rycerski Dziś miałem być w pracy,ale niespodziewanie dostałem wolne.Skoro tak,to trzeba było jakoś ten dzień zagospodarować.Na szybkości przypomniałem sobie trasę,którą już dawno temu wymyśliłem,częściowo przebiegającą "Szlakiem Rycerskim" w Ustroniu. Dziś nie miałem możliwości być o brzasku,więc wyjechałem dopiero po godz. 9.Nie obyło się bez problemów już na starcie.Otóż przymarzły mi drzwi od strony pasażera.Żona musiała wsiąść od strony kierowcy.Kolejny problem,to wsadzić do małego auta narty o długości 185 cm... Do tego kobieta - mówisz jej,żeby pochyliła się razem z oparciem,to ta rozkłada fotel,jakby do leżenia... :stupid: Na szczęście jakoś się to ogarnęło i czas ruszać.Żona wysiadła w B-B,a ja na fullwypasówkę i do Ustronia.Ta odśnieżona perfekcyjnie,"Wiślanka" gorzej,bo trochę oblodzona.Dość szybko docieram na miejsce i parkuję po drugiej stronie,na bezpłatnym parkingu.Jedynie mam obawy o wyjazd stamtąd,bo tu nikt nie odśnieżał.Tym jednak będę się przejmował po powrocie.Zbieram sprzęt i kieruję się w stronę "Szlaku Rycerskiego".Ponieważ słabo z oznakowaniem od tej strony (przewidziano tu jedynie odwrotny kierunek),informuję,że szlak zaczyna się na ulicy "Świerkowej".Niestety ze sporym opóźnieniem włączam Endomondo.Wspomniana droga lekko zalodzona i zaśnieżona,więc od razu uzbrajam sprzęt. Niestety kiedy wpinam buta,nagle coś poszło nie tak i pasek od trekkera został mi w ręce.Dokładnie to taki element,który zatrzaskuję buta od tyłu.Z tego co widzę,to nic się wielkiego nie stało,ale bez śrubokręta nic z tym nie zrobię.Jestem jeszcze blisko dolnej stacji Czantorii,ale nie chce mi się wracać."Masz łeb i ...uj,to kombinuj".Zastosowałem taką "polską metodę",czyli tu się zwiąże,tam naciągnie i będzie.Metoda się sprawdziła,więc ruszam.Jak coś,to na Poniwcu będzie jakiś serwis i tam się to zrobi jak należy. Około 500 m idę jeszcze przez zabudowania,po czy zaczyna się las i przyjemna,lekka trasa.Jedynie szlaban trochę przeszkodził. Tak fajnie jest ok. kilometra.Później znów trafiamy między zabudowania i co gorsza,na posypaną drogę w dół.Jedyny sposób to ściągnąć narty,przypiąć do plecaka (Jacek,to właśnie sugerowałem) i dalej z buta,aż coś się poprawi.Niestety,przy okazji dostrzegam kolejny problem - co za dzień?! : Otóż część pod butem złożona jest z dwóch elementów,które skręcone są 4 śrubami.Mi aż 3 zniknęły,a element ledwie się trzymał. Nie dość,że nie wziąłem śrubokręta,to nie mam nawet kawałka sznurka,czy innej szarej taśmy.Uznałem zatem,że trzeba iść z buta do Poniwca.Z resztą i tak innej możliwości nie było,bo szlak wiedzie wzdłuż drogi dojazdowej.Już nawinąłem 3 km,a przecież Endomondo zapuściłem ze sporym opóźnieniem,a tu takie pocieszenie: na szczęście kilka dni temu kupiłem fajny plecak,który świetnie się nadaje do noszenia nart.Tylko w butach narciarskich kijowo się spaceruję.Po drodze widzę coś takiego,co wygląda jakby na zapomniany mały stok narciarski.No chyba,że to budka z piwem,a reszta tylko tak wygląda... Ten fragment wyprawy bez klimatu i mi się nie podoba.Wkurzają zwłaszcza nawijające tam i z powrotem samochody.Do tego robi się jeszcze wąsko.Najbardziej jednak straszy chwilowa zadyma z drzew,bo ogranicza widoczność do max 5 metrów.jakby tak auto pojechało? :eek: Dobrze,że choć przez las idę,a nie jak przez miasto. W końcu docieram do Poniwca.Szlak miał mieć 3,5 km,a tylko GPS zmierzył mi 5 km,gdzie to nie jest cała trasa.Ale kłamią.Oczywiście to nie jest jakaś masakryczna odległość,ale wpływa na czas i późniejsze decyzje.4 punkty
-
Piotrek , spokojnie z Twoją pamięcią wszystko OK :smile: Ja akurat przed chwilą wróciłem ze skiturowania na Kasprusia , więc mogę potwierdzić , że Goryczkowa " zrobiona" . Warunki całkiem niezłe , chociaż sporo śniegu z ostatniego opadu wywiało , głównie niżej do lasu . Dzisiaj był rozruch techniczny krzesła i od jutra powinno już chodzić normalnie to ustrojstwo . Niektórzy ( skiturowcy i nie tylko ) już nią zjeżdżali , lecąc nartostradą do Kuźnic a potem do góry albo foki/buty lub kolejką .4 punkty
-
Skoro wczorajsze moje narty postanowiono przepiąć do oddzielnego wątku, to wstawię jeszcze kilka fotek, celem uzupełnienia relacji. Mały próg wodny na Modrzewiance na leśnym odcinku rzeki: Wczorajsze warunki drogowe: Niewielki fragment sztruksu: Chluba tutejszego ośrodka narciarskiego - kolej krzesełkowa: Kto rano wstaje, ten nie ma kolejek... Jak to jest zrobione, czyli budowa tutejszej górki w dolnym fragmencie: Pierwsze linie: Popołudniowe Słoneczko i tłumy: :happy:4 punkty
-
A więc jednak Ski Circus.Miało być Ischgl,Kitzbihel lub Val Gardena a wylądowałem wczoraj w Leogangu I po pierwszym dniu mogę powiedzieć I bardzo dobrze.Jazda dzisiej sza w super warunkach śniegowych przy generalnie słonecznej pogodzie z zachmurzeniami ale z dobra widocznością.Dzisiaj był rekonesans I właściwie przejechaliśmy wszystkie do Kohlmaiskopf włącznie oraz zaliczyliśmy jeden wjazd ernkogelbahn po wcześniejszym spacerze do tej gondoli przez uliczki Saalbach.Trasy któren nam dzisiaj najbardziej się spodobały to 61 i 59 a zwłaszcza na porannym sztruksie połączenie 88,89 i 89a.Dwa takie zjazdy przed nadejściem większej ilości narciarzy nastrajają naprawdę optymistycznie na cały dzień.I na koniec troche polityki.Jak pamiętacie Austria była jedynym krajem przed 1989r. z którego krasnaja armia wycofała się w wyniku politycznych negocjacji.Przypomniało mi się to jak u jednego z młodych chłopaków z obsługi zauważyłem buty które wygrały II Wojnę Światowa ,a w zasadzie ich salzburską odmianę. Czy to może w tym niespokojnym czasie coś oznacząć zwłaszcza ,że rosyjskiej mowy dzisiaj ani raz nie słyszałem. I na koniec pytanie do Pań ,czy jak przywiozę żonie tego typu suwenir z wyjazdu na narty to.... ?3 punkty
-
A to ciekawe, gdzie myśmy w takim razie 30.03.2014 mieli WZF? Czyżbym aż tak przesadził z piwkiem, że nie pamiętam?:wink::wink::wink: Dzięki za info i pozdrawiam3 punkty
-
Dzisiaj bylem w Szczyrkowskim Ośrodku Narciarskim. Na Małem Skrzycznem było bajkowo3 punkty
-
3 punkty
-
Polska warunki narciarskie 14/15 Warunki w SON Małe Skrzyczne super, z Hali do Soliska dobre, Juliany bardzo dobre, Golgota twardo, ale równo.3 punkty
-
3 punkty
-
Po 12.30 pojechałem na SON. Tym razem pojechaliśmy trójką ze Skrzycznego, więc było świetnie . Po wczorajszych opadach śniegu w ośrodku są otwarte:2 (ale z dużą ilością mimerałów) 3, 4, 7, 9, 10, 11, 12, 13Poza tymi trasami jeździłem jeszcze 6. Jazda po puchu i po śladach po butach :cheerful:. Pomimo nowej dostawy śniegu, w niektórych miejscach były kamienie i lód. Przynajmniej muld było mniej i śnieg był lżejszy. MINUSY:Pod wyciągami znowutragedia. Zero przygotowania. Tą zamkniętą "szóstką" raz czy dwa mógłby przejechać ratrak i byłby miód!PLUSY:Zero kolejek (do 16.30). I jedzenie :biggrin:3 punkty
-
SON 31 stycznia do południaPo wczorajszej śnieżycy jechałem z małymi obawami czy stoki będą przygotowane.Na miejscu miłe zaskoczenie. Poradzili sobie dobrze z przygotowaniem.Do godz. 10 bardzo mało narciarzy. Kolejki znikome lub wcale.Kilka pierwszych zjazdów niebieską z Hali Skrzyczeńskiej jechałem na trasie dosłownie sam.Jazda dzisiaj rano po świeżym, ubitym śniegu to czysta przyjemność. Zero przetarć i minerałów.Golgota z rana bardzo fajna, ok. 11 jak kończyłem też nie było źle. Lodu brak.Poza trasami tez już można pośmigać, śniegu jest do 30-50 cm. Trzeba korzystać bo nie wiadomo jak długo taki stan puchu się utrzyma.Turowcy też będą jak najbardziej zadowoleni.Podobno na chwilę ruszyły orczyki z Czyrnej, ale był problem techniczny i zatrzymali. Podobno.3 punkty
-
Biały Czarny GrońKilka fotek z porannej jazdy od 8 do 10. Z samego rana warunki super, mało ludzi i jazda czały czas. Od 9 więcej osób i pojawiają się pierwsze kolejki. Na szczęście zakończyłem jazdę gdy wszystkie śpiochy zaczęły zjeżdżać na stok. Tak więc kto rano wstaje..... Śniegu dosypało sporo więc super jazda, co prawda było kilka minerałów ale to pojedyncze sztuki i głównie na końcu trasy lub przy lesie. Snow park już przeniesiony ale jeszcze nie ustawiony na nowym miejscu. Na zdjęciach widać w jakim jest stanie.3 punkty
-
może forma jeszcze nie powala , ale staram się :wink: ja się na tym jeszcze za bardzo nie znam , ale koledzy mówili , że pokrywa jeszcze dosyć niestabilna i trochę strach zapuszczać się na te eksponowane stoki .Przykładem poniższa fotka , a lawinka zeszła całkiem spora , czoło doszło prawie do nartostrady2 punkty
-
Kolejny raz, narciarsko a w zasadzie towarzysko wybrałem się na deski i spotkanie ze znajomymi do Szwajcarii Bałtowskiej. Jeszcze wieczorem padał w centralnej Polsce deszcz i miałem wiele obaw, czy aby deski nie zostaną w samochodzie a spotkanie odbędzie się w miłym towarzystwie, przy kawie i ciastkach w karczmie na baranich skórach, a tu niespodzianka - po przebudzeniu, zerkam za okno, a tu biało. Nie dosyć, że wszystko dookoła pokrył puch, to puch nadal dosyć intensywnie leci z nieba. Cóż było robić, szybkie śniadanie pakowanie nart i... ...i jak popatrzyłem na ogródek, to przed wyjazdem musiałem reanimować jedną z roślin: Ciężki i mokry śnieg totalnie przygiął do ziemi moją jedyną z zielonymi liśćmi ozdobę zimowej pory roku...bambusa. Oczywiście trochę trzeba było się wysilić, by oczyścić i reanimować japoński element mojego krajobrazu. Temperatura po drodze waha się w okolicach +1. Choć padało pewnie całą noc i przybyło ok 5-10 śniegu, krajobraz się zabielił...to jak dla mnie - troszkę za mało, by rozpocząć sezon kajakowy...choć mijana przeze mnie Modrzewianka kusi: Początek kajakowania zaplanowałem wówczas jak spadnie tyle białego, by przy brzegach rzeki pojawiły się duże, piękne i co najmniej metrowe zaspy. Tym czasem po minięciu kilku okolicznych wiosek dojeżdżam do Rezerwatu Modrzewi, by po pokonaniu malowniczego wąwozu dotrzeć na miejsce - Bałtowa. Przestało padać, na parkingu jeszcze niewiele aut - jest parę minut po dziewiątej. Przebieram się i kupuję karnet 3 godzinny za 60zł. Jak się później okaże, ze względu na opady znajomi docierają ze sporym opóźnieniem - w sumie, to się nie dziwię, na drogach rano ślizgawica jak na lodowisku. Pierwszy rzut oka na stok - puch na trasie. Jest miękko, a świeży opad klei się do nart. Jazda jest wolna. Hamowanie i... ...odkrywam brunatną rzeczywistość ostatnich dni powyżej zera w środkowej Polsce. Na najdłuższej, przejazdowej trasie nikt jeszcze nie jeździł - puch. Pod krzesłem jest już kilka śladów... ...ale można sobie pouprawiać trochę pseudo narciarstwa pozatrasowego. Ponieważ trasa tutaj na początku jest płaska, śnieg jest wolny - jazda na niej jest średnio przyjemna, choć na fotce wygląda to nieźle. Przyjeżdżają znajomi. Okazuje się, że to początkujący narciarze i idą na oślą łączkę - z resztą kilka razy zjeżdżamy, czas mija na miłych rozmowach. Przybywa narciarzy i na trasie pod krzesłem zaczynają się robić małe odsypy, przetarcia, to przeszkadza współtowarzyszą i przenosimy się ponownie pod ostrzejszą trasę przy orczyku. Przejaśnia się. A gdy kończymy nartowanie, spotkanie Słońce miejscowo przedziera się przez chmury. Powietrze robi się przejrzyste - gdzieś w oddali widać pasmo Gór Świętokrzyskich. Kończymy dzień na stoku, 31 w sezonie. Endo wskazuje dzisiaj: DYSTANS 26.64 km MAKS. PRĘDKOŚĆ 47.8 km/h KALORIE 1829 kcal Ok godziny 13 - tłumy. Trasa przy orczyku, którą dzisiaj zjechałem najwięcej razy - oblężona i w środkowej części przetarta do ziemi i kamyczków. Niestety uszkodziłem lekko ślizg jednej z nart. pozdrawiam z centralnej Polski marboru2 punkty
-
Nie posłuchałem Marboru i pojechałem do Szwajcarii Bałtowskiej. Wyjezdziłem jeden z 2 wygranych karnetów 3 godzinnych. Dziś było twardo, lód i duzo, duzo ludzi! Dziś jeżdziłem na starych atomic race sl. To był dobry wybór na ten lód. Poza tym pogoda dopisała, słoneczko! Gdyby stok był 2x dłuzszy, gdyby dosypali z 15 cm śniegu, gdyby ludzi było 4x mniej, no i gdyby w knajpie tak nie tupały te tabuny brykających dzieci...:smile:2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Najpierw napiszę co wczoraj 30.01 Od 14.30, czyli od chwili, kiedy wyruszyłem ze Skrzycznego, zachmurzenie całkowite i umiarkowane/intensywne opady śniegu :biggrin: Temperatura od ok. -4*C na górze do +1, 5*C na dole. Wiatr umiarkowany. Warunki na otwartych trasach bardzo dobre i dobre. Pod orczykami trahedia!!! Nawet nie chodzi o smar na śniegu, o szarpanie (co jest urokiem orczyków :wink: czy o patyki na torach. Tylko o tory. Ogromne nierówności zwłaszcza pod orczykami na Halę Skrzeczeńską. Żadnym ratrakiem lub chociaż skuterem nie zostało przejechane!. Na trasach lodu sporo, kamienie czasami wystawały. A teraz opis mojej trasy. Ze Skrzycznego ruszyliśmy na Małe Skrzyczne dwójką. Bez kijków było strasznie ciężko. Przez intensywne opady śniegu nawet na zjazdach nie dało się jechać. Tylko cały czas krok w krok na nartach do przodu. Szliśmy i szliśmy. Ciężkie warunki w części zostały zrekompensowane przez widok ośnieżonych drzew. W końcu postanowiłem, że jeśli za następnym zakrętem nie będzie zjazdu, to się walnę na śnieg i poczekam...nie wiem na co :stupid:. Gdy dochodziłem do tego zakrętu, dała się słyszeć rozmowa dwóch panów. Coś tam krzyczeli i klnęli. A tu patrzę za zakrętem górna stacja orczyka! a na niej dwóch panów. Radości nie było końca Po krótkim odpoczynku zaczął się zjazd. Jak się później okazało, najlepszy zjazd w moim życiu!. Aż do Hali Skrzyczeńskiej jazda po puchu... nietkniętym żadną nartą! O męce na Małe Skrzyczne szybko zapomniałem i cieszyłem się spełnionym marzeniem - wspaniałym freeridem po trasie. Następne zjazdy - czwórką, siódemką, golgotą i zamkniętą (ale nie dla mnie! :wink:) 12. też były fajne, ale ten z Małego Skrzycznego to był miód malina! Zdjęć nie mam, bo bateria padła :frustrating: Podsumowując: Co prawda tytuł nie sugeruje nic dobrego, ale piękna tras TMR nie zniszczył. Za to tory pod wyciągami spokojnie można by czymś przejechać.2 punkty
-
Na koniec ubiegłego sezonu kupiłem sobie Titany .Wczesniej przez lata jeżdziłęm na slalomkach 160-165cm.Po tej zmianie na rozmiar 170cm przy moich 180 wzrostu zastanawiam się jedynie dlaczego przez tyle lat byłem monogamistą nastawionym na slalomki.Czy stok twardy,mięki,zmuldzony narta doskonale się przystosowuje.Właśnie wróciłem ze Ski Circus gdzie pogoda -a tym samym trasy-była różna I naprawdę w każdych warunkach jazda sprawiała radość.Wczoraj jeżdziłem przez prawie 7 godzin po miękich muldach I 10-15 cm świeżym śniegu I naprawdę dawało to wiele radochy której przy poprzednim sprzęcie raczej bym nie doświadczył.Również na twardych północnych trasach Hinterglemm narty trzymały doskonale,nie gorzej niż poprzednie.Jedyny błąd jaki zrobiłem kupując tą nartę dotyczy jej długości.Mając obecne doświadczenia brałbym długość 177.2 punkty
-
Dziwi mnie to i to bardzo! POC to podobno firma z aspiracjami. Jesli tak, to robi gogle z dobrymi szybkami. Szybki nie powinny być dotykane, szczególnie dobre szybki, a już szczególnie paluchami!!! Jak więc te dwa fakty połączyć? Ni "konara" nie wiem!1 punkt
-
1 punkt
-
Ja też miałem dziś ochotę pojechać do Bałtowa, ale żona zasugerowała Tumlin (prognoza była lepsza niż dla Bałtowa), więc wybrałem Tumlin. Jeździłem od 10 do 13. Na początku ludzi było niewiele, potem trochę więcej, ale w zasadzie cały czas jazda była góra-dół (jutro pewnie będzie gorzej). W nocy i nad ranem spadł śnieg, więc trasa była dobrze przygotowana, choć miejscami czuć było lód, zwłaszcza na dole. Ale w sumie udany wypad, wreszcie jazda w zimowych okolicznościach przyrody! Gdybym miał się w Tumlinie do czegoś doczepić to do dwóch rzeczy. Pierwsza to lód pod orczykiem. Kiedy zwróciłem na to uwagę, pan z obsługi odpowiedział, że w tych warunkach śniegowych nic nie da się zrobić. Nie jestem tego pewien, ale cóż było robić, może rzeczywiście się nie da... Drugi minus - to brak sensownych toalet. Jedna, w karczmie, nie licząc toi toiki przy orczyku, to trochę mało. Przydałaby się takie toalety jak w Bałtowie przy kolejce - w oddzielnym budynku, z kilkoma stanowiskami dla pań i panów. Pozdrowienia dla narciarzy z Radomia i okolic Andrzej1 punkt
-
SkolnityDzisiaj miałem nigdzie nie jechać. Jednak żona namówiła mnie na wieczorne nartowanie. Wybór padł na Skolnity, ja byłem tam już kilka razy, a małżonka wcale. Kupujemy skipasy na wieczorną jazdę od 18 do 21 za 35zł. Ludzi tradycyjnie niewiele. Co do warunków, sypnęło trochę świeżego śniegu, nie widać, przetarć ani kamieni. Środek tarsy rozjeżdżony i gładki po bokach świeży śnieg i odsypy, na dole miękko. Dzisiaj zabrałem pierwszy raz RTMa 80 i to były warunki w sam raz dla tej narty :biggrin:1 punkt
-
Jak już pisałem byłem na cienkowie wczoraj. Warunki jak na wieczorną przyzwoite. Dwa miejsca gdzie lód mocno wychodził i ciężko było ustac, były miejsca gdzie było sporo muld ale po trzech zjazdach mieliśmy opanowana trasę. 17 km w 3 godziny. Prędkość maksymalna 65kmh. zdjęcia: Wysłane z LG L901 punkt
-
No właśnie. To samo napisałem w poście nr 2. :happy: Ale jakaś konkurencja u poddostawców chyba jest. Doppel i LST używają słupów stożkowych, Leitner, Poma, BMF i Tatralift walcowych. Podejrzewam że są różnych producentów. Jeśli chodzi o mechanizm mocowania krzesełka do liny to Tatralift ma używać tego co BMF (cytat za www.lanovky.sk): "Podobne ako BMF, aj Tatralift využíva úchyty licencované na základe patentu Felixa Wopfnera." Czyli jest szansa, że kanapy Tatralift będą trochę, ale na pewno nie dużo, tańsze. Tadek1 punkt







