Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 18.04.2016 w Odpowiedzi
-
Dzisiaj w końcu udało mi się zaliczyć :smile:, prawie rzutem na taśmę , bo śniegu w Tatrach coraz mniej :frown:: , jeden z moich celów na ten sezon , czyli Salatin (2047 m n.p.m. ) w Tatrach Zachodnich .Pogoda dopisała , chociaż na górze trochę wiało . Ekipa składała się z pięciu chłopa : Rafał ( Nurek) , drugi Rafał , Filip , Bartek i moja skromna osoba . Kilka fotek z dziś :9 punktów
-
dzień 4 Dzisiaj w planie mamy wejście (i zjazd) na Palon de la Mare (3708 m). Schronisko, czego dotąd nie napisałem to 2487 m n.p.m. - tylko 12 m niżej jak Rysy... Przewyższenia jest więc do przejścia troszkę powyżej 1200 m. Nie bardzo łączy sie to z czymś innym czyli zapowiada się przyjemny, troszkę lajtowy dzień. Po krótkim zjeżdzie zaczyna się podejście - od razu widac, że to konkret. Ekipa przed nami praktycznie od razu zakłada harszle bo jest twardo i stromo. I rzeczywiście wysokość zdobywamy w ekspresowym tempie i zanim się spostrzegłem jest tak. Niestety solidny wiatr z wysokością tężeje i idziemy w niskiej zamieci i na zmianę jest tak i tak Imponujące pióropusze przyozdabiające granie i szczyty pokazują, że na górze milej nie będzie. Przypominamy sobie wczorajszy (czerwona strzałka) zjazd (i banany nam zakwitają) a ja bezwarunkowo zakochuję się w zjeździe z Tresero (niebieska strzałka)) i usilnie przekonuję moich kompanów, żeby go jutro zrobić. Wiatr, który wieje już parę dni, przy ujemnej temperaturze (-12 stopni na 3000 m) potworzył twarde struktury - po czymś takim przyjdzie nam jechać... Ostatni odcinek to stopniowo pokonywane łagodne kopuły z których każda wydaje się ostatnią. Ścieżka dojściowa mocno kręci wśród skał. Na górze jesteśmy w 8 osób. Zjazd obok kamieni wydaje się kłopotliwy ale Robert z Kamilem są niezawodni, zamiast kombinować wzdłuż drogi podejściowej, schodzimy kawałek po skałach i docieramy do pięknego podszczytowego pola gdzie czeka śnieg do zepsucia. Dalej jest już bajka więc "w tych pięknych okolicznosciach przyrody" zatrzymujemy się na popas. Znów zjeżdżamy a ponieważ mamy multum czasu postanawiamy wejść na niewielką grań gdzie podczas podejścia przyuważyliśmy coś co wyglądało na jakąś budowlę. I rzeczywiście znajdujemy tam dość rozbudowane stanowisko ogniowe a po drugiej stronie doliny spostrzegamy analogicznegy zespół. Jak pomyślę sobie, że na tej wysokości (powyżej 3000 m) ktoś kazał siedzieć tu i tam chłopakom w różnych mundurach i celować do siebie to robi mi się dziwnie. Zjazd, zjazd, zjazd - to kolejne pola śnieżne, żlebiki i "piękne okoliczności przyrody". Tym razem do schroniska nie musimy podchodzić, trawers brzegiem zbocza plus mostek wyprowadzają nas na taras Brancy. CDN5 punktów
-
Lubomir - Beskid Makowski 904 m npm Cz. 2...i tutaj popełniamy sesję zdjęciową.Widok w stronę Krakowa jest imponujący. GoPro w akcji... Mały statyw i takie udogodnienie - cała ekipa razem a fotki się same cpykają - kolor nieba dzisiaj był oszałamiający. Magia... Wracamy na szlak......a na szklaku taka oto niespodzianka: Po kilku chwilach zdobywamy Lubomir! Wysokość nie jest oszałamiająca ale za to kolejna przygoda w górach...może nie za wysokich - wspaniała! Z czego znany jest Lubomir? Z jednego z najlepszych Obserwatoriów Astronomicznych w Polsce. Już przed wojną (w starym zniszczonym przez Niemców budynku) dwóch Polaków odkryło na niebie dwie komety.Obserwatorium na Lubomirze jest jedynym obserwatorium w Polsce, które jest stale udostępnione zwiedzającym. Wieczorami (w okresie wiosennym i jesiennym) odbywają się pokazy nieba.W okresie letnim pierwsze wejście na zwiedzanie jest o godzinie 14stej (koszt 2 zł) - niestety my jesteśmy na górze godzinę wcześniej, więc nie czekamy i spadamy na dół.Wokół budynku znajdują się tablice przybliżające odwiedzającym tajniki i podstawy astronomii. Dzisiejsza wycieczka - dzięki słonecznej pogodzie i temperaturze +25 była niezwykle udana.Szlak polecam każdemu, a zwłaszcza piechurom z dziećmi.Schronisko na Kudłaczach, Obserwatorium Astronomiczne, to bardzo ciekawe i klimatyczne miejsca. pozdrawiam marboru5 punktów
-
Sprawa nie tyczy filmików myślę jednak, że mi wybaczycie bo fota piękna.Na stronce fotopolis.pl czytałem o wynikach World Press Photo 2016.I trafiłem na takie piękne zdjęcie które zajęło pierwszą lokatę w kategorii sport:http://www.fotopolis.pl/inspiracje/galerie/19425-world-press-photo-2016-nagrodzone-prace/19753/19809Fota wygląda tak: To się nazywa "uchwycić chwilę" lub "zatrzymane w kadrze"Pozdrawiam4 punkty
-
Wstawiam jeszcze filmik z naszej tury . Z pozycji kamery Filipa tak to wyglądało : [video=youtube;yJa1eFS_GLc]4 punkty
-
cz.2Pojadłem,wiatr zelżał,może więc na południe? Gondolka chodzi,sporadycznie ktoś tam rusza. Dobra! Ja też! Szkoda tylko,że foki zostawiłem w aucie... Ruszam,choć pełen obaw o dojazd do gondoli.Wczoraj nie wyglądało to dobrze,to co będzie dziś? Czarnulka ciągle fajna,choć się zawęża. Ale ogólnie śniegu tam sporo,muld praktycznie nie ma,choć nie powiedziałbym,że jest równo. Niestety na tym przyjemność się kończy. Dalej są już przerwy w pokrywie i najlepiej to przedreptać. Jednak nie wszyscy przejmują się sprzętem. Są tacy co z rozpędu biorą owe przerwy... Rozpęd i tylko słychać: "hhh hhh hhhh"... Minerały oszlifowane jak diamenty. :tongue: Ja wolę wolniej i nie zniszczyć sprzętu. Panorama zamknięta całkowicie. Ze względu na ekspresowe wytapianie śniegu i ogólnie trudny dojazd do gondoli,zrezygnowałem.Choć szkoda,bo tam czarnulka niemal na wyłączność była.Ale też czas mnie poganiał,bo chciałem o przyzwoitej porze dotrzeć do domu.No to nie ma wyjścia,trzeba zjechać do samego dołu.Trasa 1abc trzyma się nieźle,jak na panujące warunki,ale jej końcówka już na całej szerokości płynie i wszędzie mnóstwo minerałów! Trzeba dobrze obmyślić strategię przejazdu,zanim się ruszy. Jak się przyjrzeć,to nawet przy górze śniegu ubywa... Ale dalej miła niespodzianka! Majova jeszcze równa i do tego czuć twardy podkład! Po godzinie 15,przy takich temperaturach,to ewenement! No ale wbrew pozorom ona też się zawęża... Po drodze jeszcze krzesło na Biel Put i już przy samochodzie. Ale tu ciepło! Włożyłem krótkie gacie i zacząłem się zastanawiać,czy by jeden przejazd zrobić... Ale ten czas!Może jeszcze widoczki,zanim przejdę do powrotu: Powrót.Szybko się pozbierałem i w drogę! Wyjazd z Demanowskiej bez problemu,nie ma korków,bo kto teraz szusuję? Jak zawsze wokół Liptovskiego sporo samochodów,ale już kawałek dalej wszyscy gdzieś znikają... Czemu piszę o powrocie,jak zwyczajnie nie poświęcam temu czasu? Policja! Policja i polowanie... Jak już opuścimy Liptovski Mikulaś i po drodze jakąś wioskę,to jest takie miejsce,gdzie jest "ZONA 40",a kawałek dalej 30 km/h. Dobra dusza mrugnęła i to wyraźnie - Słowak też człowiek i ich zdrowie! Skoro tak trzeba,tak jechałem i... nic nie widać,jadę,dalej nic,aż w końcu na górce,za krzaczkiem, stali i z jakiegoś urządzenia celowali... :eek: Normalnie człowiek nie ma szans - trafiony,oskubany! Lepiej odpuścić,zwłaszcza w niedzielę! Kiedy dojechałem do tej słynnej długiej wiochy,szok! Cały sznurek samochodów,jakby wszyscy z Zakopanego wracali po świętach.Do tego ta kanaliza... Chyba nie doceniłem powrotów! Mimo wszystko poszło dość sprawnie i nawet Policji nie było. Oczywiście przede wszystkim po stronie słowackiej... :wink:Plany wykonany! Łącznie 516 km.,według Gopass. Dziś miało być na lajcie i tak było.Dobry,narciarski dzień!Plan wykonany,ale ciekawe ile jeszcze pociągną? Gdzie będzie majówka??? Mam nadzieję,że to nie koniec,choć już marnie wyglądała trasa od góry do dołu... Ponoć jutro ochłodzenie i tego się trzymajmy!!! :4 punkty
-
Przedostatki na ChopokuDzień drugi i ponowna wczesna pobudka.W nocy w okolicach B-B chyba popadało,bo drogi mokre,ale oczywiście to bez znaczenia.Zapomniałem wczoraj dodać,że ruszyły remonty w okolicach Oravskiej Polhory. Dokładnie to od granicy z PL zerwali asfalt do granicy miasta,czy raczej wsi.Dalej w jednym miejscu zwężka i ruch wahadłowy.Trochę to opóźnia jazdę.Tak po za tym ok. Na miejsce dotarłem dokładnie jak wczoraj,czyli znów sporo czasu. Pogoda podobna,nawet widać szczyt,ale wczoraj też tak to wyglądało... Za to już na dole ostro wieje. Mam dylemat co do ubioru,bo postanowiłem odziać się minimalnie,tj. podkoszulek i lekki Softshel,ale przy tym wietrze? Zaryzykowałem,bo nie lubię sauny na nartach.Miałem też problem z kaskiem,bo po wczorajszym dniu mi nie wysechł... Długa jazda na Chopok to niewątpliwa wada tego miejsca,ale ma też czasem swoje zalety.Ustawiłem gornek pod nawiew,puściłem ciepełko i po blisko 3 godzinach po problemie. Ruszam więc na pierwsze krzesło i dalej na Biedronę,bo miałem obawy o krzesło "wygwizdów".Wstrzeliłem się idealnie i dalej jako jeden z pierwszych jechałem już Funitelem na szczyt. Wiatr ostro szarpał gondolą,ale ta ponoć odporna,czego nie można powiedzieć o wspomnianym wcześniej krzesełku na Lukovą. Widziałem,że co chwila stawało,więc zrezygnowałem z czarnulki "Mistrzowskiej".Później całkiem go wyłączyli. Za to trasa 1 abc od szczytu do Lukovej z rana twarda! Dokładnie od Lukovej w dół od razu miękko i szybko puszczała.Alternatywy za bardzo nie miałem,więc katowałem tą opcję non stop.Oczywiście jest jeszcze czarnulka 33a,ale ze względu na bardzo silny wiatr chwilowo zrezygnowałem.Mimo wysokiej temperatury,trasy/trasa 1 dość dobrze się trzymała i to długi czas.Nie chciało mi się zatrzymywać.Jedyny problem to ostatnia ścianka i dojazd do Funitela - szybko puszczała i sporo minerałów na całej szerokości. Miałem wrażenie,że wiatr ciągle się wzmaga.Był na tyle silny,że przy dolnej stacji Funitela ciężko było się poruszać,nie mówiąc o poskładaniu szerokich nart. Ale na browar dotarłem! Ubiór okazał się być trafionym,bo nawet teraz bywało mi zdecydowanie za ciepło.Od razu przeszły myśli o krótkich gaciach. :wink: Chwila przerwy po dolną stacją Funitela,bo na obecną chwilę strach było jechać na południe i dotrzymać tradycji i od razu wyszła wada tego rozwiązania - dają tylko małe piwo... Przy okazji fotki. Browar chyba poskutkował,bo szczyt zaczął się odsłaniać i były widoczki.Co ciekawe,wiatr zelżał i nawet krzesło "wygwizdów" ponownie włączyli.Zacząłem się zastanawiać,czy by jednak coś sobie nie urozmaicić.Ale najpierw fotki i jedzonko w... Rotundzie.Raz się szarpnąłem i wziąłem Wyprażony Syr z frytkami + napój.Cena? Prawie 13 ojro! W Alpach jest taniej! Ale raz poszalałem. Swoją drogą porcja alpejska,a sam ser bardzo dobry. Co ciekawe,kiedyś zamówiłem same frytki,to jakoś poskąpili...4 punkty
-
Lubomir - Beskid Makowski 904 m npm Cz. 1Do dzisiaj, drugą, najbliższą Górą z Korony, której jeszcze nie zrobiliśmy był Lubomir - Beskid Makowski, wysokość 904 m npm.Ponieważ jest to tylko trzy i pół godziny samochodem od naszego domu - postanowiliśmy zrobić go w ciągu jednego dnia i popołudnia.Najprościej z centrum Polski jechać siódemką, potem zakopianką i w miejscowości Pcim kierować się na schronisko Kudłacze szlakiem czarnym.Od schroniska najlepiej przejść na wygodny i szeroki czerwony.Cała trasa na Lubomir jest prosta i bardzo łatwa. Trudności nie ma żadnych a zdobycie Lubomira, to "niedzielny" spacerek.Ponieważ trafiliśmy dzisiaj przepiękną pogodę chciałem się z Wami podzielić widokami ze szlaku.Przy dobrej widoczności, takiej jak dzisiaj panorama z podejścia jest imponująca... Na horyzoncie Tatry Po kilku chwilach docieramy do terenu schroniska Kudłacze Na daszku można znaleźć mapy z okolicznymi oznaczeniami szlaków: Asortyment Schroniska, to tradycyjnie: kwaśnica, bigos, kiełbaska, parówki, naleśniki, kawa, herbata......nocleg 30zł. Nocleg w namiocie - koszt 10zł - teren dosyć rozległy. Piękna drewniana zabudowa... Szlak na szczyt wiedzie przepięknym lasem. Wiosna... Skrzyżowanie Po kilku kilometrach docieramy do punktu widokowego...4 punkty
-
Ponieważ widzę, że tematy skiturowe cieszą się na forum zainteresowaniem to postanowiłem wstawić tutaj relację z mojego, chyba najfajniejszego, sprzed niecałych dwóch lat, wyjazdu. "Ukoronowaniem" naszego sezonu narciarskiego miał być trawers masywu Ortler - Cevedale - rozległej grupy położonej w południowym Tyrolu i znanej "normalnym" narciarzom z takich stacji jak Sulda, passo dello Stelvia, Santa Caterina Valfurva, blisko leży też Bormio. Po dokładniejszym przyjrzeniu się obszarowi trawers zamienił się w trochę "gwiaździstą" eksploatację terenu. Zaplanowaliśmy 7 noclegów w czterech schroniskach. Ponieważ w pierwszym schronisku były dwa noclegi a w drugim trzy można było zabrać więcej żarcia z myślą, że je zutylizujemy przed końcem tury i nie będziemy codzienne musieli targać. W kwestii plecaków już kiedyś pisałem więc krótko; mieliśmy sprzęt narciarski (narty, foki, buty, harszle, kije, gogle, rękawice), ratunkowy (ABC), wspinaczkowy (2 liny na pięciu, szpej, raki, czekan), ciuchy (razem po trzy warstwy) okulary IV kategorii no i kapcie, wkład do śpiwora, apteczka, zestaw naprawczy. Na zespól była też jedna zapasowa foka. Oprócz tego zabrałem czapkę z wielkim daszkiem i ochroną karku a także kominiarkę, która lepiej sprawdza się od buffa i lekkie rękawiczki. Wspomnianego na początku szturm żarcia zabrałem około kilograma - minimalnie za dużo. Nie wziąłem termosu tylko butelkę PET (i tabletki musujące z magnezem). Razem dało to normalny plecak bez nart i butów pewnie z 12-13 kg. Dojazd z Wro zajął 12 godzin - około 18.30 dotarliśmy do końca drogi w dolinie Martell. Przed 20.00 zameldowaliśmy się w schronisku Zufallhutte pytamy:- sprechen sie deutsch?- ja naturlich, i po włosku i po polsku też!Szczęka nam opada - ekipa w schronisku jest głównie polska, trzy dziewczyny (no wstydu to one nam nie przynoszą) z Anetą na czele, kucharz też Polak, Włoch właściciel i Rosjanka to chyba cała reszta ekipy. Wybiegają na chwilę aby nas obejrzeć - okazuje sie, że jesteśmy pierwszą polską grupą od 3 lat! Chyba brakuje miejsc noclegowych bo dostajemy 2,5 dwójki (a zamawialiśmy zbiorówki). Ja z Kamilem mamy nawet pojedyncze łóżka, umywalkę w pokoju i jest - szok - pościel. w kranach ciepła woda. Dzień 1 Śniadanie o 6.30 trochę po 7.15 wychodzimy, jak zawsze, raczej jako jedni z ostatnich - aby iść po śladach tubylców. Wysokość schroniska to 2265 m.n.p.m. Naszym celem jest Kollkuppe (3330). Rano jest mglisto, wietrznie i w takich warunkach lądujemy na przełęczy pod szczytem (3306). Razem z nami jest pewnie kilkunastu narciarzy. Do szczytu brakuje tylko 30 m ale uznajemy, że w tym wygwizdowie i mgle nie ma sensu tam włazić, podobnie myśli większość. Zakładamy narty i jazda. Widoczność jest mocno ograniczona ale stopniowo rozwiewa się i przy schronisku jest już tak. Pora jest mocno wczesna koło 13.00 jesteśmy obok schroniska (2265 m) więc co zrobić z tak pięknie rozpoczętym dniem? Proponuję aby spróbować wleźć na Madritsch spitz (3255). Dobra widoczność się stopniowo kiepści i gdzieś pod przełęczą na wysokości pod 3000 ściągamy foki i jazda w dół. Stopniowo coraz więcej widać, początkowe strome ścianki kończą się rozległymi dolinami i jedziemy sobie jak Pany. Budynek po lewej to hotel przed którym parkujemy a ten po prawej schronisko. Bilans dnia to 1700 m w pionie, w sumie 20 km podejścia i zjazdy. W schronisku przeparkowują nas do 6-ki (dodając nam Austriaka do kompletu). Warto wspomnieć, że kuchnia tutaj jest naprawdę dobra i w wielkiej obfitości.CDN3 punkty
-
Byłem dzisiaj w Korbielowie. Przykro to wygląda dwie nowe kanapy stoją i się marnują. Wiem na tej wolnej kanapie kamianna-solisko była w tym roku jazda. Ale pod koniec lat 90-tych nie było nowych kanap tylko orczyki ale to wszystko jeździło od samego dołu do samej góry i to w dobrych lub bardzo dobrych warunkach a teraz nie dość że trzeba polować na dobre warunki to jeszcze niektóre wyciągi nie działają bo albo nie ma pieniędzy albo pozwoleń. Nie mogę zapomnieć jak to kiedyś w Korbielowie było fajnie teraz słabo to wygląda choć są nowe wyciągi a wtedy orczyki. Naprawde przykro na to patrzeć3 punkty
-
3 punkty
-
Od pewnego czasu moją i Pauli ambicją jest zdobycie wszystkich szczytów zaliczanych do Korony Gór Polski. Jest ich 28 - abstrahując od kontrowersji związanych z poniższą listą - zamierzamy zgodnie z nią zaliczyć wszystko. Jak na razie do dzisiaj zaliczonych mieliśmy 9 sztuk... (Śnieżka i Skrzyczne zaliczone na wyciągach pomijam...trzeba je zdobyć z buta). ...dzisiaj odhaczyliśmy 10siąty, ale nim przejdę do relacji z dzisiaj, poniższa lista i linki relacji na Skionline.pl, które zamieściłem z tych zdobytych już przez nas gór. Kolejne fotki i krótkie sprawozdania z wypraw będę zamieszczaj już u siebie w kąciku, w niniejszym temacie. 1 Rysy (wierzchołek graniczny) Tatry 2499 m 2 Babia Góra (wierzchołek graniczny) Beskid Żywiecki 1725 m 3 Śnieżka (wierzchołek graniczny) Karkonosze 1602 m 4 Śnieżnik (wierzchołek graniczny) Masyw Śnieżnika 1425 m 5 Tarnica Bieszczady 1346 m 6 Turbacz Gorce 1310 m 7 Radziejowa Beskid Sądecki 1262 m 8 Skrzyczne Beskid Śląski 1257 m 9 Mogielica Beskid Wyspowy 1171 m 10 Wysoka Kopa Góry Izerskie 1126 m 11 Rudawiec (wierzchołek graniczny) Góry Bialskie 1112 m 12 Orlica (wierzchołek graniczny) Góry Orlickie 1084 m 13 Wysoka (Wysokie Skałki) (wierzchołek graniczny) Pieniny 1050 m 14 Wielka Sowa Góry Sowie 1015 m 15 Lackowa (wierzchołek graniczny) Beskid Niski 997 m 16 Kowadło (wierzchołek graniczny) Góry Złote 989 m 17 Jagodna Góry Bystrzyckie 977 m 18 Skalnik Rudawy Janowickie 945 m 19 Waligóra Góry Kamienne 936 m 20 Czupel Beskid Mały 933 m 21 Szczeliniec Wielki Góry Stołowe 919 m 22 Lubomir Beskid Makowski 904 m 23 Biskupia Kopa (wierzchołek graniczny) Góry Opawskie 889 m 24 Chełmiec Góry Wałbrzyskie 851 m 25 Kłodzka Góra Góry Bardzkie 765 m 26 Skopiec Góry Kaczawskie 724 m 27 Ślęża Masyw Ślęży 718 m 28 Łysica Góry Świętokrzyskie 612 m2 punkty
-
cz.1Ponieważ chciałem mieć dobre info co się dzieje na Chopoku,od wieczoru śledziłem temperatury w poszczególnych miejscach.Co ciekawe,jeszcze przed północą na górze temperatura spadła do -1 st,ale już po 4 rano było +2.Nie spodziewałem się betonu...Podobnie jak zawsze,pobudka po 4 rano i wyjazd ok. 5. Drogi suche,deszczu nie było.Przełęcz za Zubercem sucha,śniegu tym bardziej nie ma. Warun jest to i tempo jazdy lepsze - nieco ponad 2 godziny.Mam czas w sam raz,żeby się ogarnąć,przebrać i być pierwszym przy bramkach "startowych".Od razu czuć jak jest ciepło.Lekka kurtka i tylko koszulka pod tym,a mi ciągle gorąco.Dopiero na krześle "wygwizdów" jest w sam raz.Pierwsze kroki,a raczej szusy,wykonałem na trasie pod Funitelem,tj. 1a,1b,1c. Betonu nie było nawet przy szczycie,praktycznie wszędzie od razu nieco miękko.Ale przynajmniej pierwszy przejazd bardzo przyjemny. Następnie spróbowałem czarnulki nr 7,czyli Majstrovskiej,zgodnie z instrukcjami Torresa.Są spore przetopy,ale ratrak zrobił taki fajny pasek,na którym całkiem fajny warun. Przejezdna bez problemu,ale z czasem trzeba bardziej uważać,bo zaczynają wyłazić minerały,zwłaszcza na dojeździe do niej i w części nie ratrakowanej. Tak po za tym miodzio! Dziś nawet non stop chodziło krzesło,więc nie trzeba było czekać na Biedronkę. Tylko to tempo jazdy... Sprawdziłem też Majovą - tutaj nawet dość twardo.To znaczy na wierzchu trochę miękkiego,a pod tym lód! Tutaj równo i się to trzymało. No ale jeździć przy Biedronie? Żeby ten odcinek był dłuższy... Dziś mocno wiało,więc mocno się wahałem,czy uderzać na południe.Ale gondola chodziła... W końcu się zdecydowałem i z drugiej strony wyszedłem,żeby ominąć początek z minerałami.Niestety był komunikat o złych warunkach i jeździe na własną odpowiedzialność.Ale Torres mówił,że nie jest źle... Po wyjściu od razu mnóstwo śniegu.Dobrze się zapowiadało.Jedynie nieco mgła przeszkadzała,bo przez szczyt przechadzały się małe obłoki.Ale to tylko przez pierwsze 100 metrów. Później już dobra widoczność,słoneczko i całkiem niezłe warunki narciarskie.Śniegu sporo,ale w niektórych miejscach można było dostrzec przetopy.Za to ludzi praktycznie zero,trasa częściowo wyratrakowana i do tego się trzymała.2 punkty
-
Poskładałem w końcu film, jak ktoś ma ochotę to zapraszam do obejrzenia :smile: [video=youtube;rYcBFFkM4o8] ps. ktoś mi powie dlaczego tylko link się wyświetla2 punkty
-
No to w takim razie teraz najłatwiejsze (bo tutaj z grubsza "wiadomo" co trzeba kupić), czyli "blok asekuracyjno-ratunkowy". Najłatwiejsze choć jak lekkie tak drogie.Mój zestaw to:- minimalistyczna uprząż CAMP Race - 90 g (trochę w niej powisiałem - da się wytrzymać) - podstawowy element to Micro Traction (Petzl) - bloczek z blokadą o znakomitych parametrach i bezprecedensowej wadze - 85 g - Tibloc (przyrząd zaciskowy do okazjonalnego użytku) waga - 39 g - bloczek awaryjny Oscillante Petzl - 55 g - 2 pętle z dyneemy (też najlżejsze) 8x120 cm - 2 x 45 g - karabinki - 2 HMS (duże, pewnie w normalnej wadze 70 g) i dwa "druciaki" po 25 g - życie pokazuje, że jeszcze trzeba będzie dokupić po jednym- trochę repika. Razem docelowo coś koło 700 g.Można z tego zbudować pełne stanowisko do flaschenzuga. Do tego oczywiście dochodzi lina (2 x 30 m na zespół)PozdroWiesiek2 punkty
-
Co do warunków , to niestety powoli kończy się sezon narciarski w Tatrach :frown:: . Śniegu coraz mniej .Co do Salatinu to jest jeszcze możliwość wystartowania na nartach zaraz od samego parkingu , ale po drodze na trasie jest już kilka przetopów gdzie trzeba zdjąć narty , lub delikatnie po trawie .Powyżej nowej stacji krzesła wyszła już praktycznie cała kosówka , więc pierwsze 100-150m trzeba zrobić z buta , najlepiej dojść do takiego żlebiku po lewej stronie ( patrząc z dołu ) i wtedy można już ponownie założyć narty i już do samej góry foczyć żlebem centralnym . Ten tydzień ma być chłodniejszy , to może jeszcze w weekend będzie można coś zrobić fajnego. My mamy jakiś tam plan , ale zobaczymy co pogoda przyniesie .2 punkty
-
No to, Góralu, bez Ciebie nie idę :cheerful: Strach! PS. Nie udało się zimą, mam nadzieję, że uda się spotkać w sezonie letnim. Babią, Skrzyczne i Czupiel planowaliśmy z Maćkiem na jesieni ale jak zwykle pogoda pokrzyżowała nam plany. Chcielibyśmy na Babią wejść w słoneczku a nie lejącym deszczu. Dokładnie. A kontrowersje, z listą tych najwyższych szczytów, są właśnie wokół Lubomira oraz Chełmca w Górach Wałbrzyskich... ...tak jak Mitek pisze - na czymś trzeba się oprzeć :happy:2 punkty
-
2 punkty
-
Skrzyczne, Skrzycznem ale na Czupel beze mnie nie wyjdziesz. Szlak prowadzi z mojej miejscowości a po drodze jest stary upuszczony przez diabła kamień zwany Diabelską Skałą. Legenda głosi, że kto na niego wejdzie zniknie w niewyjaśnionych okolicznościach, zwłaszcza pikne dziouchy. Ja mam na debła patent, Filipa upilnowałem więc i was przypilnuję:2 punkty
-
Widzę że wątek o rowerach ostro ruszył do przodu. I fajnie! Ja dziś ponownie pokręciłem, po wczorajszej samotnej jeździe, tym razem w grupie 11 osobowej! Zbiórka 6:00 w Straconce, więc musiałam się szybko gramolić, czułem sie prawie jakbym wstawał na jakiś wyjazd narciarski... Docieram na miejsce jako ostatni, ale punktualnie! Ruszamy więc w kierunku pierwszego podjazdu czyli Przegibka. Gadu, gadu i jesteśmy na szczycie. Ruch na drodze zerowy co bardzo cieszy. I tak jedziemy dalej, trochę tego dziś wyszło, bo zaliczyliśmy jeszcze Kocierz, Żar i ponownie Przegibek. W sumie wyszło około 90 km i 2000 w pionie. Udało mi sie rozłożyć siły równomiernie na cały dystans, także nie zaliczyłem zgonu, a najcięższe podjazdy jechałem poprostu swoim tempem. Serdecznie pozdrawiam Maciek Wysłane z mojego ALE-L21 przy użyciu Tapatalka2 punkty
-
cz.2Czarnulka 33a miodzio i na tym koniec.Jeszcze trzeba dojechać do gondoli i tu zaczyna się droga przez mękę,labo inaczej - kombinowanie.Niestety trawers miejscami mocno wytopiony,a na zwężkach jeszcze skitourowcy przeszkadzali. Mimo to jakoś się dało i to bez strat.Ostatnie dwa przejazdy musiałem w jednym miejscu przeskakiwać małą przerwę... Mimo niedogodności,jeździło mi się tu najfajniej.W gondoli byłem zazwyczaj sam.Skoro tu dotarłem,to oczywiście był browar na Kosodrevinie. Niestety trasa 32 już zbyt mocno wytopiona,nawet ja tak mówię.W kilku miejscach przerwy w pokrywie i wystają kamienie.Nie było szansa.natomiast jak ktoś chce,mógł próbować Panoramę,bo tam jeszcze nie najgorzej,tylko nudno - widziałem paru "łebków" jak mocno kijami pracowali. Na południu spędziłem czas do... południa.Miałem wrażenie,że wiatr się wzmagał,do tego więcej czarnych chmur.W prognozach było coś o burzach! Uznałem,że czas wracać na północ i trasę nr 1 abc. Niestety ta już po trzecim przejeździe z rana była mocno zdegradowana,więc nic fajnego spotkać mnie tam nie mogło.Fale morskie jak podczas sztormu stulecia,wszędzie głęboko rozmiękły śnieg,a w niektórych miejscach zaczęły wyłazić pogromcy ślizgów.Do tego zmęczone nogi po katowaniu czarnulki w nie najlepszych warunkach.Nie poddałem się i walczyłem do samego końca! Mało komu się chciało,bo często jechałem sam Funitelem,co nie często się zdarza.Znów przetestowałem czarnulkę nr 7 i czerwoną Majovą. Czarnulka w miarę dobra,Majova ciągle nieźle trzymała! To jakiś ewenement! Jednak głównie walczyłem ze sztormem... Pod koniec,pomiędzy muldami już się woda pokazywała.Coraz więcej kamyczków itp.Trzeba było uważać.Ostatni przejazd uważny i do samego dołu. Majova ciągle w zadziwiająco dobrej kondycji,jak na +15 st.,ale dalej już kiepsko... Kiepsko,bo tylko małe czapki śniegu.Mimo wszystko trochę jazdy,trochę dreptania i dotarłem do dołu.Przecież krzesłem w dół nie pojadę... :stupid: Wyszło,że dziś według Endomondo zrobiłem 102 km,a bez wyciągów,według Gopassa 60 km. Całkiem nieźle,biorąc pod uwagę warunki. Te 60 km to chyba nawet mój rekord tutaj.Na samym końcu zostałem rozpoznany - ciekawe czemu? :wink: Rozpoznał mnie Tomasz GOPR-owiec,z którym już raz się spotkaliśmy.Chyba też tu na Chopoku,ale nie wiem czy mnie pamięć nie myli.Śledzi nasze forum i to dość uważnie. JC pewnie wie o kim mowa. Serdecznie pozdrawiam,również sympatyczną Małżonkę! :angel: Może jutro gdzieś się spotkamy na stoku? :wink: Do zaliczenia 500 km - King of Mountain - pozostało mi ledwie 30,więc jutro już na lajcie. Tylko jakiś deszcz zapowiadają... :redface:Pozdrawiam.2 punkty
-
Czarna Góra na bogato Właśnie ogłoszony został przetarg na budowę kolei. Ma być porównywalnie jak ostatnio w innych topowych ośrodkach: wyprzęgana, 3000 os/h, z garażem dla krzeseł posiadających bubliny i miękkie, cieplutkie siedziska. :biggrin: Ale jako, że Unia daje kasę to co sobie żałować i nie postawić od razu drugiej trochę wolniejszej 2400 os/h, ale też wyprzęganej i innymi parametrami podobnej do tej pierwszej, no to niech też będzie. :applause: Pierwsza na szczyt CG, druga w miejscu Procy, choć tego orczyka akurat szkoda, tak fajno wyrywał A i dla Johnnego też coś będzie co by pisząc relację z wyciągu swojego transferu danych zanadto nie nadwyrężał. Jakby ktoś chciał startować, albo sobie chociaż poczytać to więcej tutaj: http://www.czarnagora.pl/aktualnosci/251-zapytanie-ofertowe-na-dostawe-2-kolei-linowych2 punkty
-
Dzień 3 Położenie Brancy jest genialne, w okolicy roi się od szczytów 3500-3700. Za pierwszy cel obieramy Matteo (3678), dzień wita nas sporym zachmurzeniem, zjeżdżamy kawałek i ubieramy foki. Miła niespodzianka - szybko przejaśnia się - "nasz szczyt" tkwi gdzieś w chmurach na końcu doliny. Początkowo idziemy za niewielką grupką ale później decydujemy się na "własną" drogę podejścia - wykorzystując długi, wysoki i wygodny grzbiet moreny bocznej, która komfortowo przeprowadza nas przez pofałdowany teren lodowca. Za nami podążają inne grupy. Szybko zdobywamy wysokość i robi się coraz piękniej. Podziwiamy olbrzymie seraki. Na grani jest już bardzo twardo a miejscami dla odmiany drobniutki sypki i nietrzymający śnieg. Trzeba uważać. Na szczycie jest nas kilkunastu, wiatr przywiał chmury i zjazd nie jest już taki oczywisty. Na szczęście obok szykuje sie grupa z przewodnikem wiec postanawiamy zasępić się. Miejscowy dobrze zna teren prowadząc przez interesujace, często przyjazne narciarzom ścianki. I już wiem bedzie to jeden z najsympatyczniejszych zjazdów w życiu. Słońce też sympatycznie wylazło zza chmur. Delektujemy sie widokami, zjazdami - teren cudownie pokręcony. Znów jesteśmy na morenie bocznej i zaglądamy w oczy lodowca. Obok szczelin prowadzi zjazd z Tresero - widać, że 20 m odchyłki od szlaku może skończyć się w lodowym grobie. A to chyba maksymalna dokładność z jaką da się w praktyce nawigować w terenie przy pomocy GPS-ów... Podziwiamy jak w amfiteatrze szczyty dookoła dyskutując gdzie by tu jeszcze jutro wleźć a przede wszystkim zjechać. W schronisku, do którego trzeba trochę podejść, jesteśmy dużo przed czasem obiadu więc myjemy się i piwkujemy. Obiad jest nagrodą za nasz znój i trzeba powiedzieć, że kuchnia włoska w schroniskach bije na głowę austriacką (jakkolwiek i tam kalorii nie brakowało). CDN2 punkty
-
Dzień 2 Następnego dnia czeka nas zmiana miejscówki ale zanim to nastąpi to jest kawałek drogi. Plan jest następujący. Wpierw na Monte Cevedale (3769 m) później krótki zjazd w dolinę Vedretta di Cadec a nastepnie przez przełęcz pod Pasquale (3431 m) i na końcu zjazd do schroniska Branca. Dyskutujemy drogę podejścia i ustalamy dość długą linię łagodnie okrążająca ZufallSpitze (szczyt leżący tuż obok naszego celu) i wchodząca na Monte Cevedale od północy. Wydaje się, że to zdecydowanie dłuższa droga niż wejście od wschodu ale zagęszczenie poziomic pokazuje, ze byłoby tam dużo trawersowania a tak wygląda, że będzie można rozpędzić jak pociąg i może to być szybsza a co ważniejsze przyjemniejsza droga. Ta kalkulacja okazuje się trafna. Za to cały czas wzmaga się wiatr i po bardzo wrednym końcowym podejściu lądując na szczycie dosłownie telepiemy się z zimna. Za granią na szczęście nie wieje i udaje się powoli dojść do siebie. Zjazd wzdłuż seraków jest bardzo urokliwy a później po przezbrojeniu nart wchodzimy na przełęcz pod Pasqualle. Ściagamy foki, na początku jest stromo i w dodatku jedziemy po starym lawinisku ale z czasem się wypłaszcza i robi się pięknie. Wypatrujemy jakiegoś przytulniejszego miejsca aby zrobić sobie przerwę bo czasu do obiadokolacji jeszcze sporo. No wygląda, że wiatr wieje wszędzie i z różnych kierunków W Brance (2487) dostajemy sympatyczną 6-kę więc mamy dodatkowe łóżko na bety. Karmią tutaj też świetnie. Bilans dnia to 1700 m w pioniecdn2 punkty
-
Tak się zastanawiam czy nie mam jakiejś fobii wagowej - potrafię wymienić w gramach wagę każdego elementu plecaka i właściwie bez przerwy szukam lepszych (czytaj lżejszych) produktów. Na pocieszenie powiem, że nie jestem sam i ludzi z tym samym "problemem" jest całkiem sporo. Skąd się to bierze? Kiedyś przeczytałem, że począwszy od 10 kg każdy kilogram więcej w plecaku odbiera 10% sprawności narciarskiej. Doskonale się to zgadza z moimi odczuciami - plecaka do 7 kg praktycznie nie czuję, za to grzmot od 14 kg w każdym skręcie przypomina o sobie odbierając fun z jazdy. O ile przy chodzeniu ciężkiego plecaka się nie czuje, to jak napisałem, w jeździe jest inaczej. Proponuję przyjąć, że dla komfortowej jazdy 10% wagi ciała jest bardzo Ok a 20% granicą dobrej jazdy. Wyznacza to w moim przypadku przedział 7-14 kg. W przypadku jednodniowych tur w polskich górach problem nie występuje, nawet parodniowe tury też pozwalają łatwo zmieścić się w podanym limicie. Zdecydowanie gorzej jest przy wielodniowych turach w Alpach na lodowcach. Pomijając sprzęt wspinaczkowy trzeba też być przygotowanym na niższe temperatury i kibel. Wtedy zaczynam liczyć każdy gram. Moje paroletnie doświadczenia są takie - jeśli nie chcesz dwa razy wydawać kasy to od początku warto kupować i wybierać bardzo przemyślane rozwiązania. Chciałbym abyśmy w tym wątku zajęli się "wyposażeniem" plecaka skiturowego (oczywiście plecakiem też) pod kątem optymalizacji wagi. Wbrew pozorom część rzeczy jest trudno zdobywalna i trzeba się nieraz ostro naszukać. A jeśli się chce kupić je w dobrej cenie to praktycznie jest to zabawa, którą trzeba się zajmować (w tle) cały czas. Zapraszam wszystkich do podzielenia się swoimi patentami. Wstępna lista tematów: - narty i wiązania - w którą stronę iść - plecak, dlaczego nikt nie produkuje sensownych plecaków - ciuchologia - jak zestawić wszystkie warstwy - sprzęt wspinaczkowy - jak zejść do kilograma i mieć wszystko - różne "nic nie znaczące" drobiazgi wypełniające plecak Pozdro Wiesiek1 punkt
-
W ostatni weekend miałem przyjemność uczestniczyć w wyprawie na najwyższy szczyt w grupie Dachstein czyli tytułowy Hoher Dachstein wznoszący się na 2995 m n.p.m. . Trochę zwariowana wyprawa zaczęła się w piątek o godz. 22,00 wyjazdem z Andrychowa . Po przejechaniu 700 km o godzinie 6 rano w sobotę meldujemy się w miejscowości Obertraun pod dolną stacją kolejki na Krippenstein . O 7,30 startujemy pierwszym wagonikiem i po kilkunastu minutach jesteśmy już na górze czyli na 2100 m n.p.m. .Tutaj tak naprawdę zaczyna się nasza skitura. Zjeżdżamy niebieską trasą 1a do Gjaidalm , zakładamy foki i kierujemy się przez płaskowyż w stronę schroniska Wiesberghaus , gdzie mamy zarezerwowany nocleg . Ok 13-tej meldujemy się u celu naszej sobotniej tury , część ekipy jednak po drodze odbiła w stronę schroniska Simonehutte i do Wiesberghause dociera ok. 16-tej . Bardzo miły pobyt w schronisku , spanko i o 4,30 pobudka . Śniadanko , gramoling i ok. 6 rano startujemy w kierunku głównego celu naszej wyprawy , czyli Hoher Dachstein. Piękna pogoda , fantastyczne widoki , turowanie więc w takich okolicznościach jest czymś niesamowicie przyjemnym . Ok. 11 podchodzimy do ściany pod którą deponujemy nasz sprzęt narciarski .Zakładamy raki , uprzęże , czekany do ręki i do góry via ferratą . Ja nie jestem jakimś bardzo doświadczonym alpinistą , więc podczas podejścia ( ok. 200 metrów w pionie podobno nie najłatwiejszej ściany ) , buzują we mnie różne emocje :eek: . Wszystko idzie jednak sprawnie , chociaż ruch na via ferracie spory i po ok. godzinie meldujemy się na szczycie . Chwila na górze , zejście z powrotem do miejsca depozytu naszego sprzętu i teraz już tylko zjazd na nartach do samego parkingu . Na dole oczywiście przebiórka i wyjazd do domu ok 18-tej . W Andrychowie meldujemy się przed 2 w nocy w poniedziałek , kończąc naszą zajefajną wyprawę , a rano niestety do pracy :sorrow: .Być może dla niektórych nie jest to "prawdziwe narciarstwo " :wink: , bo nie naparza się dziesiątek kilometrów góra-dół , ale skituring bardzo wciąga ( przynajmniej mnie ) i polecam taką formę narciarstwa każdemu kto chce się trochę zmęczyć i być niezależnym od wyciągów i ratraków :smile: . Kilka zdjęć dla zachęty :1 punkt
-
Dokładnie po to to pokazuję - zimowa turystyka narciarska jest dla każdego. Najtrudniej jest zacząć i najlepiej to zrobić z kimś kto w tym trochę siedzi. Parę osób udało mi się wciągnąć i zarazić. Pozdro Wiesiek1 punkt
-
Wczoraj miałem przyjemność obejrzenia wspaniałego dokumentu na temat góry nad górami, mianowicie Mount Everest. Film opowiada o problemach, o których raczej mało kto wie i nie są zbyt znane ludziom którzy nie interesują się górami. Sam byłem bardzo zdziwiony poważną bójka między Sherpami i klientami wypraw komercyjnych. Nie będę odsłaniał więcej szczegółów, poprostu polecam ten film. Tu mały trailer.1 punkt
-
Mariusz a kto powiedział że musisz kończyć sezon na Hopku : Dobre warunki jeszcze dobry miesiąc będą :smile:1 punkt
-
Johnny , ten sezon powoli się kończy , ale w przyszłym zawsze możesz dołączyć do naszej wesołej kompanii :smile: . Tury wciągają jak jasna cholera , czego przykładem jestem ja , gdzie ten sezon u mnie to zdecydowanie mniej ski (po boisku) , a więcej tur .A w przyszłym to już pewnie tylko tury :biggrin:.1 punkt
-
Korzystając z posezonowych wyprzedaży, kupiłem swojego pierwszego mastera. Head wordlcup rebels i.speed pro. Pro oznacza płytę zawodniczą RDX, wiązanie (Freeflex pro 14) przykręcone jest na sztywno. Tylko pięta w niewielkim zakresie jest regulowana. Parametry: 112 - 66 - 94180 cm R18. Ciężar tych desek jest oszałamiający! Piękna maszyna! Myślę, że będę zadowolony! Ps. Dywanik już odkurzyłem :stupid:1 punkt
-
Maciek w tym sezonie to chyba że pogoda coś niespodziewanego nam przyniesie w postaci opadu śniegu, teraz już było ciężko jak aklim pisze trochę z buta trzeba było podejść a w kosówce można było "zające" łapać przy zjeździe . Szkoda że z Chopokiem wskoczyłeś bo miałem dzwonić do Ciebie tym bardziej że kolega który, z nami jechał był z Bielska. W przyszły weekend chłopaki coś planują ale to już będzie tura rowerowo, pieszo, narciarska z racji że trzeba targać rowery miejsca ograniczone chyba że na dwa auta pojadą ja osobiście raczej odpuszczam już w tym sezonie skitury. Jeszcze w tym sezonie chce zrobić z nartami Rysy Niżnie może uda się w weekend majowy tyle że tam trzeba wytargać narty na plecach do samej góry, dam znać jak dojdzie do skutku ten plan może zbierze się więcej chętnych. Pozdrawiam Rafał1 punkt
-
Maciek - dzięki za relację. Po niej doskonale widać, że pora już na inne aktywności niż na siłę cisnąć na narty... za tydzień odpalam kajaczek :happy:1 punkt
-
Cześć Ale to chyba chodzi o najwyższe szczyty w samodzielnych wyróżnionych geograficznie pasmach. Sam mam czasami co do tych podziałów i wyróżnień wątpliwości ale na czymś trzeba się oprzeć przy takim zamiarze. Pozdrowienia1 punkt
-
Cześć Na Lubomir przez Kudłacze jest też fajny,widokowy czerwony szlak z Myślenic.Super trasa rowerowa. Leniwi w okresie letnim mogą wyjechać sobie kolejką na Chełm...a potem już po płaskim:biggrin: Z Krakowa tylko pół godzinki.. pozdrawiam1 punkt
-
Istnieje! Leszek z Jeleniej Góry-reeekordzista!,zdobył KGP w 76 godzin,:smile: Zdrówka życzę Tobie.:happy:1 punkt
-
Raki przegląd lekkich konstrukcji, wszystko alu. Grivel Air Tech Light O-Matic - Automat, Antibott Waga wg producenta: 590g Grivel Air Tech Light New-Matic - Półautomat, Antibott Waga wg producenta: 590g Waga zmierzona: 660g Camp XLC 390 FAST - Automat, Antibott opcjonalny Waga wg producenta: 390g Camp Race 290 - Tył na TLT, Antibott opcjonalny Waga wg producenta: 290g I nowość Petzl Leopard LLF - Automat, Antibott będzie chyba opcjonalny Waga wg producenta: 330g Mario1 punkt
-
kwietniowa SzyndzielniaNiestety w najbliższej okolicy śniegu już nie ma. Tak więc rowery wciągają nas coraz bardziej.Wczoraj zaliczyliśmy 2 razy Kozią Górę, a dzisiaj Szyndzielnię.Na Szyndzielnię postanowiliśmy wyjechać innym szlakiem jak zawsze czyli żółtym z Wapienicy.Coś po drodze pochrzaniliśmy i wylądowaliśmy na drodze służącej do zwożenia drzew. Około 300 metrowa ścianka dała nam mocno w kość. Jazda nie była możliwa. Za to było pchanie, pchanie, pchanie. Marcin nieco marudził, ale dał radę. Ja też miałem ochotę ponarzekać, ale przed synami oficjalnie dawałem radę.Po jakims czasie dołączyliśmy do żóltego szlaku i tutaj nawierzchnia i stromość były juz bardziej cywilizowane.Za to po mozolnej wspinaczce i krótkim odpoczynku czekała nas nagroda czyli zjazd do Wapienicy. Część trasy czyli tzw "dziabary" to ostre i strome serpentyny między drzewami. Można na nich nieźle "wyglebić". Dla doświadczonych raiderów to pestka, ale mój instynkt przeżycia nakazał mi 2 razy zejść z roweru.Po "dziabarach" zjazd na Cyberniok i trasą prawie downhillową do Wapienicy.Ubranko Marcina po zjeździe wyglądało na nieco pochlapane.1 punkt
-
Teraz multitool. Urządzenia te to jedne z ulubionych gadżetów facetów. Do wyboru do koloru tyle tylko, że od 120-300 g. Czy jest urządzenie zminiaturyzowane ale jeszcze solidne i poręczne?Znalazłem coś takiego - 60 g, solidna firma. Wygląda na zabawkę ale do doraźnych napraw jak najbardziej się nadaje. Do pooglądania w zestawie jest pęseta (odkryłem ją dopiero po pewnym czasie)PozdroWiesiek1 punkt
-
Na początek... klapki. W części schronisk jest różne (często bardzo aromatyczne) obuwie schroniskowe. Ale nie zawsze. Jeśli nie chcemy więc chodzić w skarpetkach pod prysznic czy do jadalni to trzeba coś mieć. Zapomniałem dodać we wstępie, że oprócz wagi w plecaku równie cenne jest miejsce (bo można zabrać zawsze mniejszy, lżejszy i wygodniejszy). Na zdjęciach poniżej (pochodzących ze strony e-pamir.pl) zupełnie niezwykłe rozwiązanie A tutaj recenzjahttp://paker.pl/sandaly-lizard-roll-up-superlekkie-kompaktowe-finezyjne-test/PozdroWiesiek1 punkt
-
U nas też trochę wieje, odkurzyłem rower 21,61 km po gruntach zaoranych, niezaoranych i innych leśnych ścieżkach :wink:Pozdr.TorresP.S-takie piwko też się chłodzi w lodówce :smile: przywiezione z ostatniego wyjazdu na Chopok.P.S.2- Johnny daj znać jak będziesz się wybierał rowerem w stronę Pszczyny to też podjadę w tym kierunku ew.można mnie znaleźć tutaj:1 punkt
-
1 punkt
-
W zasadzie w rachubę wchodzą tylko sezonowe w Austrii. Wszystkie opcje mieszczą się tak w przedziale 330-720 €. Przy czym te dwie najdroższe TSC i SSSC zdecydowanie przebijają pozostałe. Karnet tyrolski umożliwia jazdę przez 7,5 m-ca w około 90 ośrodkach w tym jest 5 lodowców oraz Gurgle - czyli w październiku, listopadzie i maju jest gdzie pojeździć. Karnet salzburski jest o tyle tańszy o ile krócej działa - tylko pół roku. Z ośrodkami nie ma biedy - skiAmade, Saalbach, Arena, Lungau, kitzbuhel wystarczą na sezon. Z lodowcami jest słabo ale Kicuś i Molek od biedy wystarczą (jest jeszcze der Dachstein). Obydwie opcje dobre są dla narciarzy spędzających od 30 dni na stoku w sezonie. Warto dodać, że ponieważ są to dwa podstawowe karnety kupowane przez mocno jeżdżących Polaków to łatwo można podłączyć się do jakiejś ekipy. Ja znam pewnie kilkadziesiąt takich osób. Dla mniej jeżdżących są inne opcje. Za 330€ jest karnet na Lungau. Przy 16 dniach jazda wychodzi też koło 20€. Trzy ośrodki to nie jest jakiś szał ale powinno się wytrzymać. Pozdro Wiesiek1 punkt
-
W tym wywiadzie szef TMR wspomniał jeszcze, że rozpoczęcie inwestycji w Szczyrku w tym roku stoi pod dużym znakiem zapytania. W jakimś urzędzie w stolicy zaginęły dokumenty, które mieli po 45 dniach odebrać :eek: . Wg niego urzędnicy w PL boją się podjąć jakąkolwiek decyzję.1 punkt
-
Podobne dyskusje są na forach moto, szczególnie Hondy. Wiele tam pytań o sprzęt, dolot, wydech, zawieszenie, felgi, opony itp. Chcąc doradzić, gdy zadasz pytanie, w jakim celu mają być wprowadzone zmiany, np. zawieszenia w aucie którym jeździ się do roboty, na zakupy i po dziecko, odpowiedzi brak. Bo najprawdopodobniej chodzi jedynie o swoiście rozumiany wygląd i pozerstwo. Delikwent zgodny jest cierpieć wstrząsy na nierównych drogach, nie móc podjechać na najmniejszy krawężnik, byle auto wyglądało bajerancko. To samo dotyczy nart. Im z wyższej półki cenowej, im bardziej specjalistyczne i profesjonalne, tym narciarz bardziej zadowolony z siebie. No i mamy slalomistów męczących się cały dzień/tydzień na rozoranych, miękkich stokach. Gigancistów na zatłoczonym stoku w Białce czy Bałtowie. Każdy narciarz który liźnie nieco doświadczenia, sam dobierze sobie narty do swoich potrzeb. Nie musi to być jedna para a z reguły jest ich kilka. No ale to jest oczywista oczywistość, chyba?:smile:1 punkt







