Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
02.05.2016 - 02.05.2016
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 02.05.2016 uwzględniając wszystkie działy
-
Pierwszy raz byłem w Alpach i ani razu nie byłem w restauracji, nic nie jadłem i nic nie piłem.Faktem jest też, że nie było nawet czasu pomyśleć o knajpie, a co dopiero pójść. Piłem i jadłem tylko to co dostałem w bazie, toż to prawdziwy szok. U terrorystów wszystko odbywa się błyskawicznie. Wyżywienie było super. Ledwo wstaliśmy, a już były gorące parówki, kiełbasy i jajecznica, do tego różne sery i serki, pomidory, ogórki, papryka, szczypiorek i wiele innych dodatków. Nikt nie chodził głodny. Po przyjeździe z nart w parę minut i jedzenie gotowe, zanim się wykąpaliśmy, już talerze na stołach i gorące posiłki, zupy - flaczki, gulaszowa, grochówka z wkładką (po prostu genialna), do tego krokiety. Jeszcze codziennie wieczorem Jurek przygotowywał wspaniały twarożek z papryką, pomidorami, cebulą i rzodkiewką. Po posiłkach talerze i sztućce błyskawicznie lądowały w zmywarce i ani śladu po posiłkach. Wieczorem sprawdzanie warunków na kolejny dzień i wybór ośrodka na który jedziemy rano. Wszystko dokładnie zaplanowane. Nie można się do niczego doczepić. Warunki mieszkaniowe doskonałe. Spaliśmy po 2 osoby w pokojach z łazienkami. Jedynie Aras (musi być ważną postacią w tym ugrupowaniu) spał sam i do tego z telewizorem, ale jak przyszedł groźny Wujot to i tak wszyscy musieli oglądać MŚ w Snookerze. Jeśli gdzieś Ich spotkacie uważajcie, są niezwykle przebiegli, mnie jak tylko byłem w busie zrobili pranie mózgu (z wami pewnie zrobią to samo - nikt się im nie oprze). Teraz z niecierpliwością czekam, kiedy będą nowe przyjęcia do organizacji narto-terrorystów i gotów jestem na wszystko by się dostać. PS Nie bierzcie wszystkiego dosłownie, trochę w niektórych sprawach mijam się z prawdą, np. sadystyczny Wujot - to tak naprawdę bardzo miły i sympatyczny gość, do tego świetny narciarz, mający doskonałą kondycję i dlatego ciężko jest utrzymać Jego tempo. To samo dotyczy reszty grupy.Ale jeśli spędza się co roku od 60 do 100 dni na nartach (prawie wszystko w Alpach) to nie ma się co dziwić! O kosztach nie będę pisał bo i tak nikt mi nie uwierzy. Ale Chopok nie jest jedyną alternatywą na niedrogie nartowanie.7 punktów
-
Ponieważ z górki mam nie tylko narciarstwo.... to lubię też historię. Na tych zdjęciach z 1998r. jest ten sam lodowiec, trasy prawie się nie zmieniły, ale infrastruktura techniczna jest w większości wymieniona, no i narciarz też już nie ten.... ale radość z narciarstwa czerpie jeszcze większą! Chyba łatwa zagadka:stupid: Niestety zdjęć z wtorku tyle, że ich nie ogarniam, połowa mi się podoba. Pozdrawiam serdecznie. PS Leitnera pewnie jeszcze nie było na świecie:laughing:6 punktów
-
5 punktów
-
4 punkty
-
http://glodnamrowa.blogspot.com/2011/05/totalne-zaskoczenie-8-o-audi-dwurnika.html ...i wiesz wszystko,a jak nie ,to pytaj...4 punkty
-
Mało powiedziane bajka a boisko już tak nie smakuje jak się tego jabłka ugryzie :biggrin:4 punkty
-
Projekt Maewan to cztery lata, wieloetapowej, podróży dookoła świata. Narty, wspinaczka górska, skitury i freeride na nartach. Pomysłodawcą jest Erwan Le Lann, który jednocześnie pełni funkcję kapitana jachtu Maewan. Wraz ze swoim zespołem ma na celu opłynąć kulę ziemską w poszukiwaniu dziewiczych linii narciarskich ale nie tylko... Poniższy film opowiada o pierwszej części ich przygód, między Islandią i Grenlandią, z załogą złożoną między innymi z eksperta żeglarskiego, ekstremalnych narciarz freeride, alpinisty i kamerzysty. Poruszają się w nim wzdłuż wybrzeża Grenlandii, co robią? Spójrzcie! Ten film po prostu powala i miażdży! Opowieść... ...ujęcia z jachtu w czasie sztormu, ujęcia ze szczytu masztu...a potem Grenlandia, skitury, przepiękne Góry i zjazdy! Mistrzostwo Świata. Filmik jest świeżutki - został opublikowany jakiś miesiąc temu. Się chłopaki z Francji bawią... Tłumaczenie z francuskiego na angielski tylko wchodząc na filmik bezpośrednio do kanału You Tube. [video=youtube;oPv8PepssRo]3 punkty
-
3 punkty
-
W poniedziałek jazdy skończyliśmy nieco wcześniej i po obiedzie było trochę czasu na pospacerowaniu po okolicy. Poszliśmy zwiedzać miasteczko z Tomkiem. Mieszkaliśmy w Obervellach. Można powiedzieć, że pod takim drzewem się wychowywałem Naszą bazę z resztą miasteczka łączyła taka ścieżka Zakamuflowana baza tak się zowie A z bliska tak wygląda Pożegnanie z Molltalerem i już narada nad miejscem wtorkowego jeżdżenia W celu wybrania właściwego miejsca na narty, korzystają z takiego między innymi sprzętu Zapowiadało się, że na wtorek będziemy mieli super warunki, musimy tylko zdążyć na pierwszy poranny pociąg i rano po 6 meldujemy się pod rampą załadunkową. Ostatni dzień spędzimy na lodowcu, ale nie będzie to Molltaler Gletscher.....3 punkty
-
Kaprun - Kitzsteinhorn W ostatni dzień narto-terroryści dowożą nas kilkanaście minut po 8 do Kaprun. Osobiście dla mnie, to powrót w to miejsce po 18-tu latach. Pogoda wreszcie nas rozpieściła, dużo słońca, doskonała widoczność, niewielki wiatr i temperatura około - 7 stopni. Ludzi jak na ten lodowiec niezbyt dużo. Do tego po wczorajszych opadach śniegu warunki off piste prawie doskonałe. Narciarstwo free, to w takiej ilości dla mnie nowość. Muszę trochę popracować nad swoją techniką, bo jeżdżę zbyt siłowo, a trzeba więcej dobrej techniki. W porównaniu do jazdy trasowej, wysiłek jest mega większy, ale to do czasu - za rok będzie lepiej. Do tego jeśli uda się zrealizować pewne plany skiturowe, to myślę, że za rok będzie sporo łatwiej poruszać się w takich warunkach jak dzisiaj (czyli wtorek). A zresztą niech przemówią foty....2 punkty
-
Mi też filmik bardzo się spodobał dlatego chciałem się podzielić spostrzeżeniami dotyczącymi sprzętu w temacie o minimalizmie skiturowym , bo warto podpatrywać na jakim sprzęcie realizują takie przygody . Kto wie, może w przyszłym roku będziemy mieli namiastkę takiej tury , ale nie chcę zapeszać . W pewnym towarzystwie strach się przyznawać czego się pragnie , bo ani się oglądniesz, a siedzisz w schronisku nad Popradzkim Stawem, albo jedziesz już w aucie do Matreier Tauernhaus i startujesz na lodowiec , ewentualnie jesteś już zapisany na listę sail & ski , a w najgorszym wypadku zostajesz uprowadzony i budzisz się nago w kolejce gondoli . Boję się wieczorem zamknąć oczy, ponieważ wspomniałem kiedyś "sadyście" o północnej ścianie Mont Blanc i Elbrusie . Czy aby czasami rano nie obudzę się w Refuge des Grands Mulets albo pod Prijut 11? Pozdrawiam Tomek2 punkty
-
Co prawda to jeszcze kwiecień,a właściwie ostatni dzień tegoż miesiąca,ale też początek weekendu majowego. Wariantów było kilka,ale ze względów technicznych zdecydowałem jechać na Chopok. Jasiek niestety nie mógł do mnie dojechać,Moloo dostał zbyt późno ode mnie "esa".Ale cóż,ja też byłem późno w domu. Tym razem postanowiłem się nie spieszyć nadmiernie,bo źle się wstaje o 4 rano,kiedy idzie się spać po północy. Na szczęście się zwlekłem i nawet o rozsądnej porze. Na miejsce dojechałem 8.20 - niby idealnie,ale ten wygodny parking wypełniony na full! Nawet małe autko nie szło wepchnąć.Trudno,udałem się piętro niżej. To mnie nie martwiło,bardzie była obawa o ilość szusujących. Jest strasznie ciepło,przynajmniej w słońcu,więc lekki ubiór. No to na pierwsze krzesełko i do góry. Na Biela Put biało i to na tyle,że teraz jeszcze by tu spokojnie zjechał. Krzesło "wygwizdów" chodziło,więc szybka decyzja i grzeję do niego. przy okazji niezłe zdziwko - śnieg zmrożony! Następne przy krzesełku - narty ściągamy. To można przeboleć,ale kiedy orientuję się jak ono wolno jedzie,to nieco mina zrzedła... Zeskoczyć się nie da,więc pozostaje podziwiać widoki.Pierwsze spojrzenie i wygląda to nieźle.Śniegu na trasie nie brakuję,nawet tam gdzie tydzień temu już go nie było.Co lepsze,jest bardzo twardo! Warunki dla GS a nie szerokich łopat. Próbowałem też nieco po za trasą,ale tam lodoszreń,przynajmniej na początku. Pozostaje sprawdzić krawędzie łopat. jestem pod wrażeniem,więc Funitelem do góry. W tym momencie nie ma jeszcze kolejek,a gondole jeżdżą na wpół puste. To dobry moment,że rozejrzeć się za JC,bo dostałem wcześniej wiadomość,że jedzie na toury. Niestety tutaj jest ich tylu,że trudno zgadnąć który to. Przy zjeździe zwalniałem,bądź nawet zatrzymywałem się przy każdym,który mógł być potencjalnie Jackiem. Niestety nie dopatrzyłem. Za to sporo fajnych,uśmiechniętych dziewczyn... Później się "zesemesowaliśmy". Ale może jeszcze o warunkach - na górze to już w ogóle beton! Oj,pojechałoby się na takiej gigantce. Co lepsze,praktycznie nie ma wiatru,co tu jest rzadkością. Pogoda wzorowa! Później umówiliśmy się w knajpie i ja w dół,a Jacek do góry. Niestety musiałem zrobić mały Pit-Stop,bo coś mnie lekko w brzuchu bolało. Poszedłem na małe pifko. W tym momencie słyszę,że kolejka będzie nieczynna i prosimy korzystać w tym czasie z innych urządzeń. Zaraz,zaraz,tylko co zostało??? Patrzę na krzesło "wygwizdów",a to stoi. Pozostaje więc Biedronka i ewentualnie hardkor na Biela Put. Czekam więc i przy okazji odnajdujemy się z Majorem. W tym momencie szlag mnie trafiał,że nie zabrałem fok. Co najmniej jakby ważyły 500 kg i zajmowały 3/4 samochodu. A tak często się walały w bagażniku... Na szczęście mamy plan awaryjny - można przytroczyć narty do plecaka i cisnąć z buta! :applause: Trochę mnie to przerażało,bo przy dole śnieg już grząski się robił,a do tego waga nart. Może kogoś poprosić o pomoc? Może tego? Kiedy już prawie byliśmy gotowi do drogi,otwarli drzwi i Funitel ruszył! na początku ospale,jak w tej bajce o lokomotywie,żeby nabrać rozpędu i już szło. Uff! Można ruszać dalej do boju,choć był plan,żeby teraz na południe zjechać. Dostrzegam jednak Jacka z gondoli i to przy górze,więc postanawiam trochę widoczków uwiecznić i zaczekać. Rozczaruję Was,to jeszcze nie koniec relacji...2 punkty
-
Wczorajsza końcówka drugiego frejma praktycznie już przegranego Selby wygrał snookerami rewelacja. A tak na marginesie pani redaktor sportowy z Trójki Monika Sułkowska jest sędzią technicznym w tym spotkaniu. Jeszcze dwa lata temu jakby ktoś powiedział mi, że snooker jest tak emocjonujący to bym się uśmiał, że hej. PS A buty to mają, że ho ho.2 punkty
-
2 punkty
-
Niedzielny wieczór nie napawał mnie optymizmem, ale najważniejsze jak będzie rano. Miałem opracowane trzy warianty rozwoju wydarzeń na poniedziałek. 1. Jemy śniadanie, wsiadam do busa i jeździmy do oporu. (ten najbardziej mi przypadł do gustu) 2. Jemy śniadanie, wsiadam do busa i zjeżdżam raz lub dwa i dalej robię za fotoreportera (nie najgorzej, ale i bez rewelacji) 3. Jemy śniadanie, nie wsiadam do busa i pije cały dzień ( to najgorsza z wersji) Rano budzę się z lekkim bólem kolana po bokach i od spodu. Na śniadanie zjadam jednak 2 razy po setce ketonalu i jedziemy na Molltaler. Idąc do kreta stwierdzam - nic mnie nie boli. Wjeżdżamy kretem na górę i widać już, że warunki nie będą rewelacyjne. Temperatura około -15 C. Mocno wieje i pada. Na górze działa tylko gondola, inne wyciągi stoją. Cały dzień spędzamy na trasie nr 9. Trasa dosyć szybka, niezbyt trudna i dość szeroka, ale w porównaniu do off piste - strasznie nudna. Ważne, że ja daję radę. A tutaj polska ciekawostka Parę razy na krótką chwilę troszkę widoczność się poprawiła A na dole wydawało się, że jest tak pięknie.... niestety to tylko pozory Pozdrawiam serdecznie.2 punkty
-
Może tym razem pójdzie, ale muza całkowita klapa [video=youtube;pQPNQgD7N1g] Pozdrawiam serdecznie.2 punkty
-
Ogląda ktoś i kibicuje? Mistrzostwa świata niezły maraton. Kilku wielkich szybko odpadło. Pozdrawiam.1 punkt
-
Miałem z Anią jechać na turystyczną wyprawę zdobyć Kłodzką Górę i Kowadło.Niestety w piątek wieczorem pod Biedronką we Wrocławiu,napadła mnie podejrzana grupa.Ogłuszyli mnie,skrępowali.Obudziłem się w sobotę w nieznanym miejscu. Próbowałem uciekać,ale oni szybko poruszają się na nartach i do tego zostawiałem wyraźne ślady po których łatwo mnie znajdywali.Może ktoś zna to miejsce,każda informacja się przyda. Straszyli, że zamrożą i zakopią mnie w śniegu!Zabrali mi ubranie,kiedy chcieli zabrać mi spodnie,udało mi się uciec na chwilę. Znowu mnie dopadli i cały dzień torturowali.Bolą mnie uda i kolana. Na koniec twarz palili mi żywym ogniem(czyżby Szwedzi?)a może geje albo inni terroryści? Udało mi się schować w jednym bucie malutki tablecik, a w drugim aparat fotograficzny.Dzięki temu napisałem tę relację. Przetrzymują mnie w jakimś więzieniu,albo tajnym ośrodku CIA....Z okna mam takie widoki. Tak wygląda szef porywaczy, a na miejscu porusza się taką maszyną. Może jutro uda się coś więcej dodać. Ania trzymaj się,tęsknię za Tobą. Pozdrawiam serdecznie.1 punkt
-
:biggrin: Hahaha Nie, ale "byłem już w planach" :wink: (fotki pewnie z lutego/marca 1998?) Jak dla mnie najlepsze są ostatnie zdjęcia z mnóstwem kolejek i wyciągów. Miód! Oj kusicie Alpami...1 punkt
-
No i koniec! Miałem po pierwszej sesji nadzieję, że jednak Ding się podniesie i faktycznie było już tylko jeden straty. Ale Selby jest jednak cholernie mocny. Niech żyje król. Pozdro Wiesiek1 punkt
-
Tomek z całego serca Wam życzę, tego typu wypraw - w nieznane. Jesteście bliżej niż Wam się wydaje, by realizować ambitne plany i cele :cheerful: Z miłą chęcią obejrzę relacje, filmiki od "Tubylców", Chłopaków z Foruma :happy: Samemu raczej jestem oglądaczem niż realizatorem... ...jeszcze za słabo jeżdżę i za mało doświadczenia - może kiedyś? Kto wie, co na stare lata człowiekowi przyjdzie do głowy :wink:1 punkt
-
Oglądałem za czasów Steven Henry w latach 90 tych. Mimo mojego młodego, wieku podobał mi się ten "sport" :smile:1 punkt
-
Zapowiadało się, że na wtorek będziemy mieli super warunki, musimy tylko zdążyć na pierwszy poranny pociąg i rano po 6 meldujemy się pod rampą załadunkową. Ostatni dzień spędzimy na lodowcu, ale nie będzie to Molltaler Gletscher..... Czyżby Kaprun:rolleyes::1 punkt
-
1 punkt
-
Mariusz,a ja bym Cię prosił o uchylenie rąbka tajemnicy. Nie wykupiłem całosezonówki na Chopok i teraz myślę nad strategią na przyszły sezon narciarski. Na pewno będzie więcej skitourów,może nawet większość moich wypraw,ale muszę nieco więcej przegonić Żonę po dobrych trasach,żeby się więcej nauczyła. Jeśli znasz sposób na tanie nartowanie w Alpach,to podziel się z kolegą. :wink:1 punkt
-
Z niecierpliwością czekam na relację (a szczególnie foty) z ostatniego dnia. To było prawdziwe creme de la creme naszego wyjazdu i bardzo udane zamknięcie tego wyciągowego sezonu narciarskiego. W "zjazdówkowym bloku" wyszło mi 18 dni na off piste co dało 46% z ogólnego czasu jazdy - biorąc pod uwagę ograniczone opady naprawdę nieźle... Pozdro Wiesiek1 punkt
-
Właśnie myślałem czy ją jutro nie zaliczyć... Czytasz mi w myślach,czy co? :wink:1 punkt
-
W akcji Boguś Niestety podczas kończącego narciarskie zabawy zjazdu przytrafił mi się niechlubny wypadek. Na niewielkiej prędkości wjechałem na śnieżną deskę. Obróciło mnie tyłem do stoku i poleciałem na plecy. Niestety pięty nart skrzyżowałem i upadając nie zdążyłem dociągnąć prawej narty do lewej (wyszedł mi styl V) i w tym momencie prawe kolano przeszył duży ból. Trwało to ułamek sekundy i kiedy czułem, że zaraz trzaśnie coś w kolanie... w ostatniej chwili zadziałało jednak wiązanie. Markery uwolniły jednak mój prawy but z narty. Markery to wiązania które towarzyszyły mi niemal w mojej całej narciarskiej karierze (poza nielicznymi wyjątkami - obecnie kupuję narty z wiązaniami firmowymi producenta nart). Myślałem, że to koniec jazdy dla mnie (pierwszy raz w 51 letniej zabawie w narciarstwo). Kolano jednak dalej bolało, do tego coś się zepsuło w narcie - wiązanie i skistoper. Podjechał Jacek naprawił mi nartę i po chwili próbowałem zjeżdżać na nartach w dół. Zamiast jazdy był to jednak w zasadzie ześlizg do stacji pośredniej. Wszyscy terroryści mnie ubezpieczali (dzięki) aż do samej stacji. Na stacji pośredniej (będąc chyba jeszcze w szoku) wsiadłem do gondoli, jednak zamiast jechać na dół, kolejny raz zasuwałem do góry. A mieliśmy być pod tunelem przed 16.20, bo kolejny pociąg o 17.20 dopiero. Reszta grupy zjechała na dół czarną S-5. A mnie nie ma. Niestety wszyscy byli w plecy o godzinę. Nikt jednak nie miał do mnie o to pretensji (kolejny raz dzięki). A że to terroryści doskonali, to kiedy wreszcie dotarłem na dół, czekał na mnie worek z lodem, pomogli mi ściągnąć but narciarski i obłożyli prawe kolano lodem. Niestety w przeciwieństwie do Janka na Kasprowym, na szczęście zrobili to co najważniejsze w takiej chwili, teraz już zawsze będę wiedział co w takim momencie należy zrobić. Niestety co dalej z nartowaniem - dla mnie niewiadoma, wracamy do bazy. Tam gdzieś pod mostem (tak naprawdę wiaduktem).... ukryta nasza baza!1 punkt
-
Pogoda jaka była w Sportgastein nie pozostawiła nam wyboru (i bardzo dobrze). Oczywiście wszyscy rzucili się poza trasy na off piste. A jak off piste, to w rolę naszego przewodnika przeistoczył się....... tyrański,katowski, krwawy, nieczuły,bestialski,bezwzględny i nieugięty...... Wujot. Sama jazda była fantastyczna, szkoda, że tylko do 16. O trasach w Sportgasteinie nic nie potrafię powiedzieć, działała tylko jedna gondola, ale każdy zjazd był inny (i oto chyba chodzi). Co tam wszyscy wyprawiali trudno opisać, ale zapewne bawili się świetnie. W akcji Wujot W akcji Jacek W akcji Tomek1 punkt
-
Na niedzielę narto-terroryści przygotowali małe zmiany. Ich szef JuerkByd odpalił dwukołową rakietę i pognał gdzieś do Włoch. Musi być niezły twardziel, bo pogoda zapowiadana na ten dzień miała być bardziej zimowa niż wiosenna. Zrobił ponad 400 km i zwiedzał nawet Cortinę d,Ampezzo. Za kierownicą naszego czerwonego bolidu usiadł chodzący własnymi drogami Aras znany też w światku terrorystów jako Fikol. Na stoku widywany jest w kurtce Ski Team Austria (co zapewne też coś znaczy). Aras ponownie zawiózł nas w miejsce sobotnich tortur. Mogliśmy popodziwiać widoki z parkingu w stronę lodowca i okolic. Wydawało się, że pogoda fajna i niezła widoczność. Austriacy widząc jednak busa terrorystów i bojąc się, że przeoramy znowu ich narciarskie piękne pola, zamknęli wszystkie wyciągi i mogliśmy się tylko oblizać na myśl o ponownym nartowaniu. Narto-terroryści są doskonale zorganizowani. Krótka narada, przeglądają laptopy, tablety, smartfony i już mają plan B. Nawracamy i przebijamy się w stronę jakiejś góry. Po zapłaceniu 34 ojro (w dwie strony) wjeżdżamy na coś takiego... Wszyscy udajemy się do wagonu piętrowego i po 20 min wyłaniamy się z tunelu po drugiej stronie góry Po wyjeździe z kolejnego (tym razem drogowego tunelu) widoki nam się diametralnie zmieniają Jacek,Tomek,Wiesiek,Boguś i zamykający auto Arek gotowi na walkę w kolejnym ośrodku Dwoma gondolami dostajemy się na szczyt Kreuzkogel - 2686 mnpm. Gondolami nieźle kiwa, ale najważniejsze, że działają. Na szczycie wita nas zimowa sceneria z małym dodatkiem wiatru...1 punkt
-
Dziękuję. Niestety Iza była w pracy i bez szans na narty.Jutro zapowiadają tam marną pogodę,to też sobie darujemy. Będzie w przyszłym sezonie,albo wcześniej na rowerze lub w górach.A może będziemy? :wink: Powiem szczerze,że z tego dośnieżania wiele nie zostało,co było widać w poprzedniej relacji.Teraz to natura się wykazał i to na prawdę dała pokaz! :applause: Jakby tak jeszcze kilka dni... : A spotkanie super! Na Chopoku trudno być samotnym. : Domyślam się,że jedynie słuszny kierunek? Mi na razie pozostają skitoury - ciekawe ile jeszcze uda się pociągnąć? :1 punkt
-
cz.2 - wszystkie drogi prowadzą do RotundyPorobiłem widoczki,czas się zaczaić na Jacka. Zoom mam dobry,to pewnie się nawet nie zorientuję. Już się wyłania zza śniegu i patrzcie na jakim luzie maszeruję! Tempo miał dobre: tutaj jakiegoś "leszcza"w czapeczce wyprzedza... Ale żeby "leszczowi" nie było głupio,dał mu fory,rozmawiając przez telefon. No cóż,po takim wysiłku, między kolejnymi wdechami wykrztusić jeszcze z siebie jakieś słowa? No no... No to z uśmiechem na twarzy na WZF... Udaliśmy się do Rotundy na jedzonko.Jacek owocki,ja ponownie spróbowałem Wyprażonego Syra. Porcja dobra,widoki piękne,więc tak fajnie się siedziało i na tatry patrzyło... W tym czasie Major z Małżonką ostro cisnęli na fokach. Ponieważ przy moim wyjeździe co chwilę zatrzymywali gondolę,uznali,że tak będzie bezpieczniej. Trochę im zajęło,ale w końcu wszyscy zebraliśmy się do kupy. Trochę to nasze spotkanie potrwało... :proud: Na tyle fajnie się siedziało,że nam się ruszyć nie chciało,ale w końcu trzeba wziąć się do roboty. Był pomysł,żeby zjechać na południe,ale ze względu na szybko wytapiany śnieg,zrezygnowaliśmy. Tak więc odprowadziliśmy JC,że tak powiem,a My jeszcze na Funitela i do dzieła! Teraz ludzi już mało,to i pojeździć więcej można. U góry ciągle jeszcze dość twardo,poniżej Lukovej już miękko i sztorm na stoku. Mimo to całkiem przyjemnie,tylko nieco pary brakowało.No ale na koniec dnia? Oczywiście w drodze na dół trzeba przejechać Majovą - tu ciągle dość równo,ale niesamowicie tępy śnieg.Można by na krechę jechać i prędkości by raczej nie było... Dziś dało się dojechać niemal na sam dół na Biela Put. Taką jazdę kombinacyjną to My lubimy. Dalej już z buta i pożegnanie - Major zaparkował jeszcze piętro niżej. Tutaj tak ciepło,że włożyłem krótkie gacie do samochodu i klima na full!Powrót...Ledwie wyjechałem a tu Jacek dzwoni - znowu Policja łapie tam gdzie to opisywałem.Niby nie ma o czym pisać,ale trochę zabawna sytuacja była. Otóż od pewnego czasu jechało za mną jakieś Audi na słowackich numerach. Kiedy ja wzorowo w terenie zabudowanym,on niemal chciał mnie w powietrzu przeskoczyć. Kiedy wyjeżdżałem po za miasto,jadąc 90 - 100 km/h,Audi znikało,jakbym jechał Ferrari. Kiedy dojechałem do kluczowej miejscowości,pomyślałem,że owo Audi mnie dojdzie i tak się stało. Wiedziałem,gdzie będą celować,więc bezwzględnie nie przekraczałem prędkości. Audica gaz,a 300 metrów dalej lizaczek... :tongue: Czemu o tym sobie napisałem? Trudno mi zrozumieć gościa,który tak się niby spieszy,ale jak może legalnie pojechać szybciej,nie korzysta z tego,ale jak jest 50 to ciśnie... Zrozum tu Słowaka,jak pisał Jasiek. :proud: Oczywiście info o patrolu puściłem dalej do Majora,bo podejrzewałem,że jedzie kawałek za mną.Mam nadzieję,że bez przygód.Na koniec dzięki Jacek,Major i Justynka za spotkanie,wspólnie spędzony dzień na nartach i nie tylko. Szkoda,że takie piękne dni tak szybko się kończą. Pozostaje czekać na następne. Może za tydzień?Pozdrawiam.Johnny1 punkt







