Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. marionen

    marionen

    Użytkownik forum


    • Punkty

      27

    • Liczba zawartości

      4 615


  2. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      22

    • Liczba zawartości

      7 223


  3. johnny_narciarz

    • Punkty

      9

    • Liczba zawartości

      8 428


  4. Wujot

    Wujot

    Użytkownik forum


    • Punkty

      9

    • Liczba zawartości

      2 888


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 04.05.2016 uwzględniając wszystkie działy

  1. Moje zakończenie sezonu Chopok sobota 30.04.2016r,tym razem jednodniowe.Bielsko sobota rano Jeleśnia Korbielów granica SK 78 przełęcz Prislop Jeździłem na południu do Kosodrzewiny, wprawdzie stok nieratrakowany, ale brak przypadkowych narciarzy i lepszy śnieg niż na północy (prawie firn po 4 dniach od opadu) plus brak kolejek do wagoników-dał mi dużo radości na zakończenie sezonu. Tatralandia na tyle zatłoczona że z trudem udało się znaleźć leżak do sjesty przed drogą powrotną do domu.Ps.Rano na parkingu w Jasnej zaparkował obok mnie srebrny SBI z PL, samotny kierowca nie potrafił nawet pozdrowić sąsiada.Pewnie to taki rodzaj osobników co kontakty utrzymują wyłącznie online, a ja nie byłem zalogowany
    6 punktów
  2. Mariusz!Wielkie dzięki - bawiłem się podwójnie: raz gdy razem nartowaliśmy a drugi raz czytając forum. Takimi relacjami i zdjęciami zasługujesz na miano Pierwszego Propagandzisty - jestem pewien, że miejsce w busie dla Ciebie zawsze się znajdzie! Jeszcze parę słów o Kicusiu z punktu widzenia off piste. Można wyróżnić tutaj dwie części - górną: dość połogą i mało urozmaiconą oraz, po wyraźnym przełamaniu, zdecydowanie stromszą i urozmaiconą dolną. Deniwelacja ośrodka to 1050 m. Poniżej jest obszerny fragment dolnej części - to czego brakuje jest najciekawsze i najbardziej strome. Na całym obszarze jest kupę możliwości freeridowania, najlepsze są te w dolnej części (choć ze względu na warunki najwięcej pojeździliśmy na X1, zaliczyliśmy jeszcze X2, X3) Wadą systemu są kolejki do gondolki, która jest dość kluczowa dla funkcjonowania całości. Dość niespodziewanie, jak na koniec sezonu, 3 z 4 dni udało się spędzić na offpiste a wtorek na Kicusiu był naprawdę przyjemny. Po raz pierwszy zanotowałem w naszej ekipie sytuację gdy kolega jeżdżący po trasach nie miał towarzystwa do jazdy bo reszta freeridowała :laughing:. A jeszcze parę lat temu w ekipie trudno było znaleźć kogoś do offpiste...PozdroWiesiek
    4 punkty
  3. 9 Zagłębiowska Masa KrytycznaWczoraj brałem już kolejny raz udział w Zagłębiowskiej Masie Krytycznej. Dopisała pogoda i uczestnicy którym organizatorzy rozdali prawie 3000 kamizelek odblaskowych a każda kamizelka posiadała doczepiony indywidualny numer. Startowaliśmy z przed Dworca Głównego w Sosnowcu jadąc rowerami przez Będzin i Dąbrowę Górniczą. Trasa była zabezpieczona na rondach i skrzyżowaniach przez policję i inne służby więc jazda była czystą przyjemnością z metą jak co roku nad Pogorią III gdzie trochę się zakorkowało. Uczestnicy masy na miejscu tradycyjnie dostali gorącą zalewajkę z bułką oraz rozlosowano cztery rowery górskie oraz inne nagrody. Na zakończenie spadł krótki intensywny deszcz. Polecam wszystkim udział w tym wydarzeniu ponownie za rok.
    2 punkty
  4. Widziałem te fundamenty... One powstały chyba za GAT,albo jeszcze wcześniej.Richter je odkopał,a na zardzewiałych prętach powiesił świeże peszle,żeby wyglądało na nowe... :biggrin:
    2 punkty
  5. Przez takie towarzystwo dałbym się porwać na koniec świata, a jeśli nie na koniec to "chociaż" do Norwegii. To była najcudowniejsza 4- dniowa przygoda narciarska w moim życiu. Ciekawe czy uda się jeszcze kiedyś coś tak fantastycznego przeżyć? Zaczynać freeride z tak wytrawnymi specjalistami to prawdziwa przyjemność. Zapewne będę miał kłopot teraz wrócić na ratrakowane trasy. Czy będzie mnie to jeszcze interesować, co ze ściganiem na tyczkach? W tej chwili nie wiem. Przecież są jeszcze skitoury, też kapitalne nartowanie. Mam nad czym przez letni sezon myśleć. Jeszcze raz wam dziękuję za to kapitalne nartowanie - Wiesiek, Jurek, Arek, Boguś, Jacek i Tomek. Pozdrawiam serdecznie.
    2 punkty
  6. Początek sezonu 2016. Spływ Radomką, Brzóza - ujście Wisły. Cz.2...znowu dostajemy się w obręb burzy.Czy to ta sama, która pół godziny nas ominęła bokiem? Chyba nie.Mamy niewiarygodne szczęście - znowu wali, błyska się ale obok - nas łapie jedynie deszcz... ale, czy to ważne?Bawimy się doskonale. Mijamy przepiękną, piaszczystą skarpę pełną gniazd, a w zasadzie "norek" niezwykle sympatycznych ptaszków - Brzegówek. Jest ciepło. Tak szybko jak przyszedł drugi deszcz, tak szybko wyszło słońce.Na rzece pojawiła się nowa, bardzo urocza plaża. Tutaj postanawiamy zrobić krótką przerwę na kanapkę i banana.Oczywiście nie obyło się bez sesji zdjęciowej...tym razem X zamiast z nart, jest z wiosłami. Słoneczko przebija się przez chmurki......jak my je lubimy! Nagle tuż przed nami przelatuje spory ptak, czyżby dzięcioł?Strzelam do niego z aparatu. Zbliżamy się do pierwszego mostu... Tuż za nim zaczyna się odcinek leśny. Na jego początku kwitnące jaśminy......zapach?Wiosna! Chwila nieuwagi i stajemy na mieliźnie. Nie śpieszymy się z uwolnieniem, bo przed nami kolejna burza, a my płynąc szybko moglibyśmy ją dogonić. Mimo przerwy nurt rzeki, może machamy zbyt szybko - bo odcinek Puszczy Kozienickiej przebywamy ekspresem i na trzy kilometry przed końcem spływu doganiamy trzecią i najgroźniejszą burzę.Jeszcze przed mostem drogowym i drogą do Warszawy nie pada... ...200 metrów za, dopada nas rzęsista ulewa. Ponieważ wpłynęliśmy na ujściowy odcinek rzeki, gdzie nie ma żadnych miejsc, w których moglibyśmy się skryć, dlatego, że zbliżaliśmy się do kilku sieci wysokiego napięcia - postanowiliśmy nawrócić i przeczekać pod mostem.Parę minut pstrągowania i i jesteśmy bezpieczni. Przymusowy postój trwa 20 minut. Błyskawice walą spektakularnie, grzmoty wskazują, że odległość wyładowań nie jest daleka od naszej pozycji.Udało się, przeżyliśmy!Płyniemy dalej i naszym oczom ukazuje się cywilizacja - Elektrownia Kozienice. Kilkaset metrów i wpływamy do królowej polskich rzek - Wisły.Tu, w miejscowości Kłoda, kończymy nasz spływ. Szybko spuszczamy powietrze z kajaka, pakujemy do auta i spadamy po drugi samochód.Mokrzy ale szczęśliwi.20 kilometrów przepięknej, dzikiej rzeki - przyroda jest wielka!Co kolejnym razem?Mam nadzieję, że inny projekt, projekt kilkudniowy z biwakowaniem i "harcerskim" klimatem wraz z łowieniem rybek.pozdrawiammarboru
    2 punkty
  7. Początek sezonu 2016. Spływ Radomką, Brzóza - ujście Wisły. Cz.1Zeszły sezon kajakowy niestety nie był udany.Złożyło się na to kilka przyczyn: mało czasu, niskie stany wód, słaba pogoda w weekendy, może trochę brak chęci... nieważne. Obiecałem sobie, że w tym roku będzie dużo lepiej. Mniej roweru, więcej pływania.Od jakiegoś czasu planowaliśmy spływ w tegoroczną majówkę - niestety pogoda w kratkę a zimno odstraszało nas od realizacji planów.Aż do dzisiaj i determinacji Piotrka, Expata, że jedziemy!Z decyzją zwlekaliśmy do południa - pogoda nie była zbyt pewna.Paula zrezygnowała z pływania na rzecz roweru - męska część paczki ostatecznie nie odpuściła - olbrzymia w tym zasługa, bardzo pozytywnie nastawionego do wyjazdu, naszego Kompana i towarzysza wielu wypraw zarówno narciarskich, górskich i tych wodnych.I dobrze! Czasami motywacji brak i głos Przyjaciela, jego zapał jest wskazany.Ponieważ "Piękna" odpadła, a czasu mieliśmy mało - wyprawa tym razem na jedną łódkę.Cel również z braku czasu mógł być jeden - "moja" rzeka, Radomka.Ponieważ nie chcieliśmy się przeprawiać przez przeszkody wodne, zwodowaliśmy się za mostem drogowym w miejscowości Brzóza. Już w trakcie rozkładania sprzętu, jedno było pewne - zmokniemy.Praktycznie, z każdej strony front atmosferyczny i ciemne chmury. Odgłosy wyładowań atmosferycznych i w oddali widok ściany deszczu.Cóż? Szybko na wodę i przed siebie. Na pierwszy rzut oka widać, że rzeka się zmieniła i żyje - nowe zwałki, nowe przeszkody w wodzie, nowe drzewa mocniej nad nią pochylone. Cisza, spokój, czyste powietrze, zero ludzi, dzika natura...pięknie!Wydawać by się mogło, że jedyni intruzi, to my...choć kaczki wzbijają się do lotu w ostatniej chwili i niemalże w zasięgu wiosła. Pierwszy deszcz i obrzeża burzy dopadają nas przed upływem pierwszej godziny spływu. Niestety z pośpiechu zapominam z domu wziąć fartuchów......szybko zakładam sztormiak - Expat, moknie... Plaża, na której robiliśmy popas w zeszłym roku, praktycznie przestała istnieć - został niewielki pasek piasku. Mijamy znajome i niezwykle urocze miejscówki.Tutaj jakby czas stanął w miejscu... Jakaż ta rzeka jest śliczna! Ile tajemnic z przed lat skrywa, ile jeszcze zdoła przed nami odkryć? Co chwilę manewrujemy pomiędzy przeszkodami, non stop jest co wiosłami robić - jest ciekawie.Nie tylko w wodzie, ale na brzegu również......huśtawka i skok do wody - kto czegoś takiego nie robił w dzieciństwie? Wspomnienia wracają... Ależ cudnie dookoła......tak blisko miasta, a tak dziewiczo! Mijamy jakieś zabudowania, jakąś wioskę... jaką? Kto by się tam zastanawiał? Niebo ponownie ciemnieje...
    2 punkty
  8. Majówka z ŻonkąPrzez ostatnie 3 dni śmigaliśmy z Żonką na rowerach,mimo nieco kiepskiej pogody.Jednak udało się nieco oszukać zapowiadane deszcze. Pokonaliśmy w tym czasie ok. 85 km,głównie po naszych okolicach. Najdłuższą trasę zrobiliśmy dziś - 44 km. Okazuję się,że moja lepsza połówka spokojnie daje radę i chyba dość szybko będziemy razem robić o wiele dłuższe trasy. Brawo Dżonka! :applause: Przy okazji dziś dokręciłem 2000 km. Do wypełnienia planu pozostało jedynie 8000...
    2 punkty
  9. Nierozłączna trójka Niektórzy to nie tylko zjeżdżali, ale nawet latali na nartach... Ja też tam byłem, choć tylko w roli reportera.... The end. Pozdrawiam serdecznie.
    2 punkty
  10. Śniegu mieliśmy pod dostatkiem JurekByd z Wujotem omawiali już plany na przyszły rok Narto-terroryści dali sobie upust na zaśnieżonych polach...
    2 punkty
  11. Jeszcze kilka fot bo nie umiem wybrać tych najciekawszych.....
    2 punkty
  12. Kaprun - Kitzsteinhorn W ostatni dzień narto-terroryści dowożą nas kilkanaście minut po 8 do Kaprun. Osobiście dla mnie, to powrót w to miejsce po 18-tu latach. Pogoda wreszcie nas rozpieściła, dużo słońca, doskonała widoczność, niewielki wiatr i temperatura około - 7 stopni. Ludzi jak na ten lodowiec niezbyt dużo. Do tego po wczorajszych opadach śniegu warunki off piste prawie doskonałe. Narciarstwo free, to w takiej ilości dla mnie nowość. Muszę trochę popracować nad swoją techniką, bo jeżdżę zbyt siłowo, a trzeba więcej dobrej techniki. W porównaniu do jazdy trasowej, wysiłek jest mega większy, ale to do czasu - za rok będzie lepiej. Do tego jeśli uda się zrealizować pewne plany skiturowe, to myślę, że za rok będzie sporo łatwiej poruszać się w takich warunkach jak dzisiaj (czyli wtorek). A zresztą niech przemówią foty....
    2 punkty
  13. W poniedziałek jazdy skończyliśmy nieco wcześniej i po obiedzie było trochę czasu na pospacerowaniu po okolicy. Poszliśmy zwiedzać miasteczko z Tomkiem. Mieszkaliśmy w Obervellach. Można powiedzieć, że pod takim drzewem się wychowywałem Naszą bazę z resztą miasteczka łączyła taka ścieżka Zakamuflowana baza tak się zowie A z bliska tak wygląda Pożegnanie z Molltalerem i już narada nad miejscem wtorkowego jeżdżenia W celu wybrania właściwego miejsca na narty, korzystają z takiego między innymi sprzętu Zapowiadało się, że na wtorek będziemy mieli super warunki, musimy tylko zdążyć na pierwszy poranny pociąg i rano po 6 meldujemy się pod rampą załadunkową. Ostatni dzień spędzimy na lodowcu, ale nie będzie to Molltaler Gletscher.....
    2 punkty
  14. Pierwszy raz byłem w Alpach i ani razu nie byłem w restauracji, nic nie jadłem i nic nie piłem.Faktem jest też, że nie było nawet czasu pomyśleć o knajpie, a co dopiero pójść. Piłem i jadłem tylko to co dostałem w bazie, toż to prawdziwy szok. U terrorystów wszystko odbywa się błyskawicznie. Wyżywienie było super. Ledwo wstaliśmy, a już były gorące parówki, kiełbasy i jajecznica, do tego różne sery i serki, pomidory, ogórki, papryka, szczypiorek i wiele innych dodatków. Nikt nie chodził głodny. Po przyjeździe z nart w parę minut i jedzenie gotowe, zanim się wykąpaliśmy, już talerze na stołach i gorące posiłki, zupy - flaczki, gulaszowa, grochówka z wkładką (po prostu genialna), do tego krokiety. Jeszcze codziennie wieczorem Jurek przygotowywał wspaniały twarożek z papryką, pomidorami, cebulą i rzodkiewką. Po posiłkach talerze i sztućce błyskawicznie lądowały w zmywarce i ani śladu po posiłkach. Wieczorem sprawdzanie warunków na kolejny dzień i wybór ośrodka na który jedziemy rano. Wszystko dokładnie zaplanowane. Nie można się do niczego doczepić. Warunki mieszkaniowe doskonałe. Spaliśmy po 2 osoby w pokojach z łazienkami. Jedynie Aras (musi być ważną postacią w tym ugrupowaniu) spał sam i do tego z telewizorem, ale jak przyszedł groźny Wujot to i tak wszyscy musieli oglądać MŚ w Snookerze. Jeśli gdzieś Ich spotkacie uważajcie, są niezwykle przebiegli, mnie jak tylko byłem w busie zrobili pranie mózgu (z wami pewnie zrobią to samo - nikt się im nie oprze). Teraz z niecierpliwością czekam, kiedy będą nowe przyjęcia do organizacji narto-terrorystów i gotów jestem na wszystko by się dostać. PS Nie bierzcie wszystkiego dosłownie, trochę w niektórych sprawach mijam się z prawdą, np. sadystyczny Wujot - to tak naprawdę bardzo miły i sympatyczny gość, do tego świetny narciarz, mający doskonałą kondycję i dlatego ciężko jest utrzymać Jego tempo. To samo dotyczy reszty grupy.Ale jeśli spędza się co roku od 60 do 100 dni na nartach (prawie wszystko w Alpach) to nie ma się co dziwić! O kosztach nie będę pisał bo i tak nikt mi nie uwierzy. Ale Chopok nie jest jedyną alternatywą na niedrogie nartowanie.
    2 punkty
  15. Niedzielny wieczór nie napawał mnie optymizmem, ale najważniejsze jak będzie rano. Miałem opracowane trzy warianty rozwoju wydarzeń na poniedziałek. 1. Jemy śniadanie, wsiadam do busa i jeździmy do oporu. (ten najbardziej mi przypadł do gustu) 2. Jemy śniadanie, wsiadam do busa i zjeżdżam raz lub dwa i dalej robię za fotoreportera (nie najgorzej, ale i bez rewelacji) 3. Jemy śniadanie, nie wsiadam do busa i pije cały dzień ( to najgorsza z wersji) Rano budzę się z lekkim bólem kolana po bokach i od spodu. Na śniadanie zjadam jednak 2 razy po setce ketonalu i jedziemy na Molltaler. Idąc do kreta stwierdzam - nic mnie nie boli. Wjeżdżamy kretem na górę i widać już, że warunki nie będą rewelacyjne. Temperatura około -15 C. Mocno wieje i pada. Na górze działa tylko gondola, inne wyciągi stoją. Cały dzień spędzamy na trasie nr 9. Trasa dosyć szybka, niezbyt trudna i dość szeroka, ale w porównaniu do off piste - strasznie nudna. Ważne, że ja daję radę. A tutaj polska ciekawostka Parę razy na krótką chwilę troszkę widoczność się poprawiła A na dole wydawało się, że jest tak pięknie.... niestety to tylko pozory Pozdrawiam serdecznie.
    2 punkty
  16. Nasz rowerowy weekend kręcił się wokół zawodów Endutotrails w Bielsku-Białej.Ja nie startowałem, ale towarzyszyłem w sobotę młodszemu synowi Marcinowi w objeździe niektórych nieznanych nam jeszcze odcinków oraz częściowo w czasie zawodów.Marek nie starował bo nie chciał ryzykować przed maturą, ale też towarzyszył Marcinowi zjeżdżając po tych samych trasach bez pomiaru czasu oraz na dojazdówkach.W dzisiejszych 1 majowych zawodach brało udział 250 zawodników. Większość to amatorzy i pasjonaci rowerowego enduro. Było tez trochę byłych i obecnych zawodników.Zawody polegały na dotarciu (w założonym maksymalnym czasie) na szczyty 4 okolicznych górek i zjeździe na czas do punktu pomiarowego.Brzmi to banalnie, ale takie nie jest. Zjazdy są dość karkołomne, na dużych stromiznach usianych kamieniami, korzeniami, często z błotem. Przejazdy przez strumienie też były.W sumie dzisiaj kto ukończył rywalizację to zrobił 40 km po górach i 1700 m przewyższenia.Marcin zaliczył 3 gleby, ale na szczęście niegroźne. Gorzej było ze skurczami, które groziły nawet wycofaniem się z imprezy, ale dał radę.Zajęte miejsce jeszcze nie jest znane, ale i tak z czołówką szans nie miał. Enduro jeździ dopiero od niespełna roku i ma z tego wielką radość. Ja też mam :biggrin: . Gdyby nie wiosenny rower to śmigałbym teraz pewnie na Chopoku.objazd tras 1 maja, dzień zawodów
    2 punkty
  17. W poszukiwaniu Wielkiego ŁuguW rezerwacie Miodne, między Radomiem a Zwoleniem, byliśmy już trzy razy na rowerach. Niestety, każda z tych wypraw okazywała się porażką. Dlaczego? Ponieważ nigdy nie udało nam się odnaleźć Wielkiego Ługu. Czym on jest? Największym bagniskiem Puszczy Kozienickiej i zarazem największym zbiornikiem wodnym prawie 100 hektarowego Rezerwatu Ługi Helenowskie wchodzącego w skład Rezerwatu Miodne. Skąd wcześniejsze porażki? Ano stąd, że oznaczeń w samym lesie jak na lekarstwo...a właściwą drogę wśród setek dróg leśnych odnaleźć niezwykle trudno.Początek naszej podróży, to wiele chmur i niewiele słoneczka.Wjazd do Puszczy Kozienickiej i mazowieckie klimaty: W samym lesie mrok i wilgoć.Zagubiona gdzieś w środku boru myśliwska ambona: Jedziemy po mapie, jedziemy niby zgodnie z zapisanymi na kartce wskazówkami a docieramy nie do tego Ługu......nie żałujemy - odnaleziony Ług, nosi nazwę Okrągły i jest niezwykle piękny. Wracamy na asfalt i szukamy na czuja innej drogi leśnej.Druga próba i bingo!Tuż przy zarośniętym trakcie zauważamy Wielki Ług Helenowski. Droga nie jest prosta. Co chwilę napotykamy na przeszkody......powalone drzewo: Wędrujący pomiędzy bagniskami strumień przez który, należało przeprowadzić rowery. Czysta woda, śpiew ptaków i charakterystyczny zapach torfu... Docieramy na miejsce.Niestety droga do platformy widokowej na Wielkim Ługu jest zalana - mimo wielu prób obejścia podmokłego terenu - suchą nogą nie da się przejść.Musimy poczekać na porę suchą. Podejrzewam, że późnym latem będzie można powtórzyć wycieczkę - drogę przecież już odnaleźliśmy i znamy. A wygląda to mniej więcej tak... Przyroda tego miejsca czaruje swoją naturalnością. Bagno jest bajkowe, groźne ale również niezwykle urodziwe. Żegnamy Rezerwat Miodne - wiemy, że tu, w tym sezonie rowerowym wrócimy. Kilka ciekawych miejsc, niezwykle urokliwych wciąż na nas czeka... Wracamy do domu a dookoła mazowieckie, nizinne klimaty. Kończymy jazdę z wynikiem ok 60 km. Jak na 5 dzień na rowerze w tym roku - jest ok.pozdrawiammarboru
    2 punkty
  18. Mam podejrzenia, że po tej relacji Mariusza trafiłem na listę zainteresowań CIA, NSA, CBA itd. :angry:Dopowiem jeszcze parę szczegółów do pierwszych dwóch dni. Molek (czyli Molltaler Gletscher) to popularny karyncki lodowiec który możemy znaleźć na paru karnetach sezonowych. Na początku sezonu można tutaj na spotkać tłumy sportowców z różnych narodowych reprezentacji (w tym i naszej). Ale oprócz tej "sportowej" strony jest też ta druga - off pistowa. To całkiem przyzwoite miejsce gdzie można zaczynać swoją przygodę z jazdą przy i poza trasową. A ponieważ czasem nie ma wyboru (z racji pogody czy sezonu) i tylko lodowce pozostają w grze to tym bardziej warto je zinwentaryzować. Najciekawszy (moim zdaniem) zjazd nie został tutaj zaznaczony. Zaczynamy go na Scharecku - początkowo jedziemy równolegle do czarnej "4" a później stromszym kotłem dojeżdżamy do trasowej "5" niewiele powyżej stacji krzesełka. Na schemacie niezbyt to widać ale jest tam 700 m przewyższenia - po odliczeniu startu i końca zostaje z 600 m do zjechania. Czyli przyzwoicie. Początek zjazdu w osi stoku jest dość płaski, im bardziej odjedziemy na prawo (patrząc w dół) tym robi się stromiej - pod samymi ścianami jest na pewno 45 stopni i nie warto zbyt blisko podjeżdżać. My wyznaczyliśmy sobie linię do 30 stopni i tam się poruszaliśmy. Dalsza część jest zdecydowanie najciekawsza - szeroki dość stromy kocioł. Można tu znaleźć kupę wariantów o różnym nastromieniu. Jak jeździłem tam w listopadzie to była dosłownie jedna dość wąska dróżka wśród skał a teraz można było jeździć wszędzie. Co dobrze widać na szkicu Mariusza. Kolejnym wartym uwagi miejscem jest krzesełko Alteck - zjazd prowadzi niezbyt czytelnym żlebem (na zdjęciu Mariusza z lewej). Ponieważ ten stok jest nasłoneczniony to będzie tam się szybciej przetwarzało czy rozpuszczało. Można także spokojnie jeździć pod "powrotnym" krzesłem PanoramaBahn - jedynie trzeba uważać na przecięciach tras (można spaść z bandy). Te dwa opisane miejsca wymagają sporo śniegu i na początku sezonu raczej tam się nie pojeździ. Jeszcze więcej śniegu musi być na bardzo ciekawym zjeździe pod gondolką zakończonym stromym efektownym żlebem - tego ostatniego nie było szans zjechać mimo ogólnie niezłych warunków śniegowych.Podsumowując - szału nie ma ale nie jest źle i na pewno można sobie tutaj fajnie pojeździć pamiętając, że to bardziej warunki jak miejsce decydują o radości z jazdy.PozdroWiesiekDodam jeszcze jedno ciekawe zdjęcie z Molka Jak widać nawet na terenie stacji narciarskiej na terenie wydawałoby się dość bezpiecznym potrafi zejść "niezła" lawina - tutaj nawet na trasę ("4"). Jakaś świadomość, że jazda nawet w pobliżu stoku nie musi być bezpieczna plus odpowiednie wyposażenie powinna wszystkim "bawiącym" się w freeride powinna przyświecać...W
    2 punkty
  19. W akcji Boguś Niestety podczas kończącego narciarskie zabawy zjazdu przytrafił mi się niechlubny wypadek. Na niewielkiej prędkości wjechałem na śnieżną deskę. Obróciło mnie tyłem do stoku i poleciałem na plecy. Niestety pięty nart skrzyżowałem i upadając nie zdążyłem dociągnąć prawej narty do lewej (wyszedł mi styl V) i w tym momencie prawe kolano przeszył duży ból. Trwało to ułamek sekundy i kiedy czułem, że zaraz trzaśnie coś w kolanie... w ostatniej chwili zadziałało jednak wiązanie. Markery uwolniły jednak mój prawy but z narty. Markery to wiązania które towarzyszyły mi niemal w mojej całej narciarskiej karierze (poza nielicznymi wyjątkami - obecnie kupuję narty z wiązaniami firmowymi producenta nart). Myślałem, że to koniec jazdy dla mnie (pierwszy raz w 51 letniej zabawie w narciarstwo). Kolano jednak dalej bolało, do tego coś się zepsuło w narcie - wiązanie i skistoper. Podjechał Jacek naprawił mi nartę i po chwili próbowałem zjeżdżać na nartach w dół. Zamiast jazdy był to jednak w zasadzie ześlizg do stacji pośredniej. Wszyscy terroryści mnie ubezpieczali (dzięki) aż do samej stacji. Na stacji pośredniej (będąc chyba jeszcze w szoku) wsiadłem do gondoli, jednak zamiast jechać na dół, kolejny raz zasuwałem do góry. A mieliśmy być pod tunelem przed 16.20, bo kolejny pociąg o 17.20 dopiero. Reszta grupy zjechała na dół czarną S-5. A mnie nie ma. Niestety wszyscy byli w plecy o godzinę. Nikt jednak nie miał do mnie o to pretensji (kolejny raz dzięki). A że to terroryści doskonali, to kiedy wreszcie dotarłem na dół, czekał na mnie worek z lodem, pomogli mi ściągnąć but narciarski i obłożyli prawe kolano lodem. Niestety w przeciwieństwie do Janka na Kasprowym, na szczęście zrobili to co najważniejsze w takiej chwili, teraz już zawsze będę wiedział co w takim momencie należy zrobić. Niestety co dalej z nartowaniem - dla mnie niewiadoma, wracamy do bazy. Tam gdzieś pod mostem (tak naprawdę wiaduktem).... ukryta nasza baza!
    2 punkty
  20. Pogoda jaka była w Sportgastein nie pozostawiła nam wyboru (i bardzo dobrze). Oczywiście wszyscy rzucili się poza trasy na off piste. A jak off piste, to w rolę naszego przewodnika przeistoczył się....... tyrański,katowski, krwawy, nieczuły,bestialski,bezwzględny i nieugięty...... Wujot. Sama jazda była fantastyczna, szkoda, że tylko do 16. O trasach w Sportgasteinie nic nie potrafię powiedzieć, działała tylko jedna gondola, ale każdy zjazd był inny (i oto chyba chodzi). Co tam wszyscy wyprawiali trudno opisać, ale zapewne bawili się świetnie. W akcji Wujot W akcji Jacek W akcji Tomek
    2 punkty
  21. Na niedzielę narto-terroryści przygotowali małe zmiany. Ich szef JuerkByd odpalił dwukołową rakietę i pognał gdzieś do Włoch. Musi być niezły twardziel, bo pogoda zapowiadana na ten dzień miała być bardziej zimowa niż wiosenna. Zrobił ponad 400 km i zwiedzał nawet Cortinę d,Ampezzo. Za kierownicą naszego czerwonego bolidu usiadł chodzący własnymi drogami Aras znany też w światku terrorystów jako Fikol. Na stoku widywany jest w kurtce Ski Team Austria (co zapewne też coś znaczy). Aras ponownie zawiózł nas w miejsce sobotnich tortur. Mogliśmy popodziwiać widoki z parkingu w stronę lodowca i okolic. Wydawało się, że pogoda fajna i niezła widoczność. Austriacy widząc jednak busa terrorystów i bojąc się, że przeoramy znowu ich narciarskie piękne pola, zamknęli wszystkie wyciągi i mogliśmy się tylko oblizać na myśl o ponownym nartowaniu. Narto-terroryści są doskonale zorganizowani. Krótka narada, przeglądają laptopy, tablety, smartfony i już mają plan B. Nawracamy i przebijamy się w stronę jakiejś góry. Po zapłaceniu 34 ojro (w dwie strony) wjeżdżamy na coś takiego... Wszyscy udajemy się do wagonu piętrowego i po 20 min wyłaniamy się z tunelu po drugiej stronie góry Po wyjeździe z kolejnego (tym razem drogowego tunelu) widoki nam się diametralnie zmieniają Jacek,Tomek,Wiesiek,Boguś i zamykający auto Arek gotowi na walkę w kolejnym ośrodku Dwoma gondolami dostajemy się na szczyt Kreuzkogel - 2686 mnpm. Gondolami nieźle kiwa, ale najważniejsze, że działają. Na szczycie wita nas zimowa sceneria z małym dodatkiem wiatru...
    2 punkty
  22. Część Forum pojechała na Świętą Górę Narciarzy, część na Świętą Górę Słowaków, a ja z rodziną rowerami na Świętą Górę Grabarkę (oczywiście nie z Warszawy). Dzisiaj przejechaliśmy prawie 40km po okolicznych pagórkach wraz z pobliskimi miejscowościami i wioskami. Niby niewiele, ale na pożyczonych (:eek:) rowerach to naprawdę dużo. Zepsute przerzutki, krzywa kierownica i odpadające siodełko to dodatkowe rowerowe atrakcje. Nie wzięliśmy swoich, bo wczoraj przyjechaliśmy pociągiem, jak było już ciemno i chłodno. Dzisiaj rano padał drobny deszcz. Potem się rozpogodziło. Kilkanaście stopni powyżej zera i brak wiatru powodowało, że jechało się w miarę przyjemnie. Z Mielnika, gdzie mieszkamy, pojechaliśmy w stronę Radziwiłłówki. [ATTACH]31982[/ATTACH]Potem prosto w stronę Grabarki. Po drodze mijaliśmy mnóstwo przydrożnych krzyży - katolickich i prawosławnych. Po sześciu kilometrach asfaltu wijącego się przez las i pagórki, dojechalismy na miejsce. Tędy co roku w dniach 16-19 sierpnia wchodzą na kolanach pielgrzymi. [ATTACH]31981[/ATTACH]Przynoszą krzyże - swoje smutki i radości. Zostawiają je tutaj i umocnieni wracają do siebie.Góra Grabarka zasłynęła w 1710r., kiedy to 10000 mieszkańców okolicznych wsi zostało w cudowny sposób uzdrowionych z cholery. "W podzięce Bogu za cud zbudowano na tym miejscu drewnianą kapliczkę Przemienienia Pańskiego. Cerkiew przebudowywana, remontowana, upiększa*na dotrwała do 1990r, kiedy to podpalona spłonęła doszczętnie. Nowa cerkiew została wyświęcona w 1998r. Jest już murowana."(grabarka.pl). [ATTACH]31979[/ATTACH] [ATTACH]31980[/ATTACH] Pod Grabarką, przy cudownym źródełku, kupiliśmy sękacz - w Warszawie też można kupić, ale podlaski (i suwalski) jest najlepszy Ruszamy w stronę Siemiatycz. Dookoła lasy i pola. Czasami przecinamy podlaską wioskę. Kolorowe chaty z drewna z tulipanowym ogródkiem i otwartą bramą. Na Mazowszu takich wsi jest już coraz mniej. [ATTACH]31976[/ATTACH] [ATTACH]31977[/ATTACH] [ATTACH]31978[/ATTACH]Dosyć szybko docieramy do Siemiatycz. Są tu trzy świątynie: cerkiew, kościół i Biedronka. Stamtąd prosto z zakrętami do Mielnika. I nad Bug Stamtąd jeszcze na 5minut nad kopalnię kredy - już nieczynną. [ATTACH]31975[/ATTACH]Jutro już wracamy, może pójdziemy na gokarty. Chociaż pod górkę łatwo raczej nie będziePozdrawiamPS Rozpisałem się trochę jak na taką krótką wycieczkę rowerową, ale przyzwyczaiłem się po nartach :wink:
    2 punkty
  23. Najnowsze info od chłopaków z parkingów Czyrna, zarząd lasów państwowych (celowo z małej litery) blokuje inwestycje w Szczyrku, stąd wynikłe opóźnienia.
    1 punkt
  24. Eee tam... Przyszedł Byrcyn z TPN-em i zablokowali narciarzy. Tak na serio to sezon 3 miesięczny na wys. ok.1900m jest jakąś tragedią
    1 punkt
  25. W niedzielę miałem okazję ponownie pokręcić w większej grupie z czego chętnie skorzystałem. I tak 12 osobowy peleton wyruszył o 6:00 rano z bielskiej dzielnicy Wapienica. Dla mnie oznaczało to szybki gramoling od 5:00 i wyjazd 5:40! Dobrze że tak wcześnie jest już jasno a ruch samochodowy znikomy. Obieramy cel i punktualnie ruszamy przez Buczkowice, Lipową, Przybędzę do Węgierskiej Górki i Cięciny. Zaliczamy tu pierwszy konkretny, około 4 km podjazd "U Poloka". Pierwszy raz jechałem tą przełęcz a widoczki na Babią bardzo fajne. Dalej w dół do Sopotni,a tam z kolei ukazało się nam białe Pilsko, niestety fotki nie mam bo tempo w dół i nie było jak... Dalej Pewel Mała i kolejny podjazd pod Rychwałdek, niecałe 2 km ale ostro! Następnie zjazd i kierunek na Ślemień, Oczków. Tu zaliczamy jeszcze krótki ale treściwy podjazd pod ulicę Widokową, maksymalne nachylenie dochodzi do 23%. Docieramy w końcu podziwiając Żar do Międzybrodzia i ostatniego podjazdu czyli Przegibka. Tu juz każdy radzi sobie jak może i w Straconce zakończyliśmy pierwszo majowe szosowanie. Liczby tego dnia to 104,5 km, 1700 wzniosu i 26 km/h średnia prędkość. Pozdrawiam Maciek Wysłane z mojego ALE-L21 przy użyciu Tapatalka
    1 punkt
  26. Projekt Maewan to cztery lata, wieloetapowej, podróży dookoła świata. Narty, wspinaczka górska, skitury i freeride na nartach. Pomysłodawcą jest Erwan Le Lann, który jednocześnie pełni funkcję kapitana jachtu Maewan. Wraz ze swoim zespołem ma na celu opłynąć kulę ziemską w poszukiwaniu dziewiczych linii narciarskich ale nie tylko... Poniższy film opowiada o pierwszej części ich przygód, między Islandią i Grenlandią, z załogą złożoną między innymi z eksperta żeglarskiego, ekstremalnych narciarz freeride, alpinisty i kamerzysty. Poruszają się w nim wzdłuż wybrzeża Grenlandii, co robią? Spójrzcie! Ten film po prostu powala i miażdży! Opowieść... ...ujęcia z jachtu w czasie sztormu, ujęcia ze szczytu masztu...a potem Grenlandia, skitury, przepiękne Góry i zjazdy! Mistrzostwo Świata. Filmik jest świeżutki - został opublikowany jakiś miesiąc temu. Się chłopaki z Francji bawią... Tłumaczenie z francuskiego na angielski tylko wchodząc na filmik bezpośrednio do kanału You Tube. [video=youtube;oPv8PepssRo]
    1 punkt
  27. Film super -chłopaki potrafią jeździć i poruszać się w górach... Zauważyłem Verticale, ATK i Kingpiny - narty szerokie (koło 100). A w kwestii "porwań" - nigdy nie wiadomo kiedy coś może się skończyć - pomysłów jest dużo a czasu tak mało. Czyli chwytaj karpia:biggrin:. Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  28. Wymieniałem wiązania w moich Armadach dwa razy.Pierwszym razem po prostu wkręciłem w te same otwory i bez problemu przejeździłem rok. Następnym razem zakładałem wiązania skitourowe - narty były wiercone i kołkowane. Nie odczułem żadnej zmiany.
    1 punkt
  29. Mi też filmik bardzo się spodobał dlatego chciałem się podzielić spostrzeżeniami dotyczącymi sprzętu w temacie o minimalizmie skiturowym , bo warto podpatrywać na jakim sprzęcie realizują takie przygody . Kto wie, może w przyszłym roku będziemy mieli namiastkę takiej tury , ale nie chcę zapeszać . W pewnym towarzystwie strach się przyznawać czego się pragnie , bo ani się oglądniesz, a siedzisz w schronisku nad Popradzkim Stawem, albo jedziesz już w aucie do Matreier Tauernhaus i startujesz na lodowiec , ewentualnie jesteś już zapisany na listę sail & ski , a w najgorszym wypadku zostajesz uprowadzony i budzisz się nago w kolejce gondoli . Boję się wieczorem zamknąć oczy, ponieważ wspomniałem kiedyś "sadyście" o północnej ścianie Mont Blanc i Elbrusie . Czy aby czasami rano nie obudzę się w Refuge des Grands Mulets albo pod Prijut 11? Pozdrawiam Tomek
    1 punkt
  30. 1 punkt
  31. Ponieważ z górki mam nie tylko narciarstwo.... to lubię też historię. Na tych zdjęciach z 1998r. jest ten sam lodowiec, trasy prawie się nie zmieniły, ale infrastruktura techniczna jest w większości wymieniona, no i narciarz też już nie ten.... ale radość z narciarstwa czerpie jeszcze większą! Chyba łatwa zagadka:stupid: Niestety zdjęć z wtorku tyle, że ich nie ogarniam, połowa mi się podoba. Pozdrawiam serdecznie. PS Leitnera pewnie jeszcze nie było na świecie:laughing:
    1 punkt
  32. Pozdro z Ćhopoka!Warun jak w sezonie! PS.Zepsuł się Funitel... :frown::PS2.Knajpa pod Funitelem tak oblezona,że masakra!PS3.Szkoda,że nie wziąłem fok
    1 punkt
  33. Wisła przywitana rowerowo Dziś po pracy postanowiłem zrobić sobie traskę,którą bardzo lubię. Objechałem dookoła J.Goczałkowickie,a następnie trasą wiślaną udałem się ,przez Skoczów i Ustroń, do... Wisły.Plan napięty,bo czas ograniczony,ale poszło sprawnie. Najgorszy był powrót - ok. 50 km jazdy non stop pod wiatr! : Mimo wszystko wyszła całkiem przyzwoita średnia całej trasy: ponad 22 km/h. Mimo wiatru, mimo szutrów itp. Wyszło 127 km,a dziś łącznie 148 km. czas chyba planować odwiedziny Krakowa. :angel: J.Goczałkowickie Po nieco ponad 40 km docieram nad Wisłę Część trasy biegnie betonowym wałem... Większość trasy to lepsze, gorsze szutry W Ustroniu zrobiłem krótką przerwę,po czym udałem się na lody do Wisły - widać "Gołębia" Cel osiągnięty! Centrum Wisły,a w tle skocznie i... Skolnity. Później trzeba było się uwijać,ale jeszcze taki mostek uwieczniłem... No dobra,jutro narty! :biggrin:
    1 punkt
  34. Radom - PiotrówkaKolejna miejska wycieczka wieczorową porą po Radomiu.Trochę kolorów na starcie rowerowania: Przez cały czas jeździliśmy po obrzeżach frontu atmosferycznego... Niebo miało dzisiaj różne barwy... Główny cel dzisiejszej krótkiej wyprawy - średniowieczne pozostałości Piotrówki. Groźne niebo i wzniesienie na pozostałościach Grodu: Paula i Expat Jest moc! Mleczna River Przejażdżka nieco ponad 20 km... ...w nogach drzemie siła :wink:
    1 punkt
  35. cd... Wujot nie był sam. Był też Boguś (znany również jako Skifahrer). Wujot katował mnie tylko w dzień. Wieczorem i w nocy zostawiał mnie w spokoju. Boguś pilnowal mnie 24 godziny na dobę. Cały dzień na nartach, a potem do rana w jednej celi.Tutaj razem mnie ubezpieczają. Boguś między skałami sprawdza nowy odcinek trasy off piste. Przez chwilę poczułem się wolny i szczęśliwy, kawałek stoku zaznaczony przeze mnie. Myślałem naiwnie, że się od Nich uwolniłem... ....ale po tych śladach błyskawicznie mnie odnaleźli! Tutaj inni członkowie grupy. Z lewej gawędziarz Tomek, niby taki miły , ale na spacer bez niego mnie nie puszczali. W środku groźny Wujot i z prawej twardy Juras - szef terrorystów. Po lewej od krzesełka, między skałkami fajna trasa do przetestowania. Po 15 minutach już tam zjeżdżaliśmy... W tym momencie zdałem sobie sprawę, że jestem w matni.... bez szans i nadzieii na samooswobodzenie....
    1 punkt
  36. Karyncki lodowiec - dzień pierwszy Niestety o trasach zjazdowych na lodowcu Molltal nie potrafię nic powiedzieć, bo żadnej nie przejechałem. Moi prześladowcy zadbali, bym nie zbliżył się do pięknie wyratrakowanych odcinków. Cały czas poddawali mnie przemyślanym torturom. Być tak blisko tras i nie móc wycinać ciętych skrętów na twardym podłożu. Jak dla mnie temperatury były zbyt wysokie, można było się ugotować. Śniegu nigdzie nie brakowało, a świeżego poza trasami widać gołym okiem pod dostatkiem. Niestety zauważyło to też masę szarańczy, która rzuciła się niszczyć te piękne białe pola, których wydawał się być ogrom w całym ośrodku. Z każdą mijającą chwilą, białe połacie dziewiczego śniegu kurczyły się i znikały niczym woda na Saharze. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, później dopiero zorientowałem się, że ta dłoń należy do największego sadysty wśród terrorystów. Te palce wskazywały miejsca gdzie poddawano mnie najwymyślniejszym torturom. A oto i On, żylasty twardziel o drobnej posturze, udający miłego dżentelmena. Wtedy jeszcze nie wiedziałem jak się nazywa i kim tak naprawdę jest. Tutaj sprawdza nachylenie stoku, aby ocenić zagrożenie lawinowe w tym rejonie ośrodka. Dowiedziałem się o nim jeszcze, że kilkanaście lat był czynnym sportowcem w wielce wyczerpującej, wymagającej siły, wytrzymałości, szybkości i wielogodzinnych treningów dyscyplinie sportowej. W tym miejscu zaczęła się moja walka o przeżycie i zawsze już będę pamiętał ten kawałek góry. Tak należy zjeżdżać poza trasami - pokazał sadystyczny Wujot. A mogło być tak pięknie!
    1 punkt
  37. 1 punkt
  38. Dokładnie. Super drogie Alpy... A warunki prawie jak na Chopoku :biggrin: Zdjęcia od Chłopaków z dzisiaj: Piękna linia :applause: Coś czuję, że w przyszłym roku też dam się porwać "gangowi" Jurka :cheerful:
    1 punkt
  39. Szybki rower po pracy... ...coś w tym sezonie trudno do jazdy się zmobilizować. Tym razem miejska wycieczka. Deptak w Radomiu Jeden z bardziej znanych Kościołów i Klasztorów w mieście, "Bernardyni" z XV wieku. I złapana w fotce wymiana dachu z remontem - chłopaki mają trochę wspinaczki w centrum kraju. A zachód słońca? Był dzisiaj wspaniały!
    1 punkt
  40. Może tyczek nie było, ale zdjęcie pochodzi z 1 sierpnia 2015r Jęzor o szerokości 30-40m i długości ok 70-100m , pomiędzy Rohatką, a Polskim Grzebieniem - cała galeria Pozdrawiam Tomek
    1 punkt
  41. Terroryści coś kombinują ? Jutro zarządzili pobudkę na godz.5. Trochę się boję , bo tacy jacyś dziwni są. Niby Polacy , a alkoholu nie nadużywają. Piją w niewielkich ilościach. To bardzo podejrzane. Jeszcze parę słów o ośrodku, gdzie mnie przytrzymują. Jest bardzo dobrze zakamuflowany, wysoko położony nad doliną i w odludnym miejscu. Wygląda z zewnątrz jak zwykły ośrodek agroturystyczny, a zarządza nim kobieta. Mówią na nią pani Frau. Jest bardzo przebiegła, to ona chyba odpowiada za połączenie internet. Co chwilę zrywa połączenie, żeby nie można było wysłać ważnych wiadomości ułatwiających ich namierzenie. Zdjęć nie ma szans przesyłać. Niestety muszę stwierdzić, że zaczyna mnie ogarniać syndrom sztokholmski. Ale o tym napiszę następnym razem, jeśli się uda oczywiście.
    1 punkt
  42. Ja nie byłem w Biedronce, tylko zatrzymałem się na parkingu koło Biedronki i było to w piątek. Ale na zakupy do Biedronki chodzę. Ile będą mnie trzymać to nie wiem, ale jedzenia w lodówce mają na jakieś 2 dni. Dodatkowo Ania coś z nimi negocjuje (pewno jakiś okup) to może mnie zwolnią. Najgorsze to są te tortury. Już 3 dzień mnie męczą. To są wielogodzinne katorgi i nie wiem ile jeszcze zniosę tego katowania. Normalnie nie chce się żyć, ale walczę do końca.
    1 punkt
  43. Mitku dzięki za relację Wel wymagający, dziki, fajny! Może kiedyś? Pozdrawiam serdecznie
    1 punkt
  44. Dostałem sygnały, że fotki się nie otwierały ze względu na swój rozmiar. Po poprawkach powinno być wszystko ok, a fotki widoczne.
    1 punkt
  45. 30 km po Radomce do Wisły. Cz. 2 Drugi fragment spływu jest o wiele bardziej ciekawy krajobrazowo. Płyniemy głównie po lesie. Od czasu, do czasu napotykamy na osobliwe budowle: stare kładki, pozostałości pomostów. Są również dwie zwałki, które musimy przenieść ponieważ na dnach kajaków zamontowaliśmy dzisiaj, dla lepszej nautyki, skegi - i one zatrzymały by nas na zwalonych w poprzek rzeki drzewach. W takich miejscach trzeba trochę uważać - jeden zardzewiały gwóźdź i po kajaku. Klimat mazowieckiej rzeki: Jedna z nielicznych mijanych po drodze miejscowości, nawet tutaj drzewa nam się kłaniają koronami w głąb rzeki. Mijane skarpy z niesamowicie jasnym piaskiem: Mija 6 godzina naszego rejsu - dopływamy do mostu w Ryczywole, pod którym w zeszłym roku, ze względu na stan wody powodziowy, skończyliśmy spływ. Płyniemy dalej do ujścia w miejscowości Kłoda. W tle pojawia się elektrownia Kozienice. Ostatni kilometr jest bardzo płytki - woda po kostki. jak, ktoś się zagapi - ląduje na takiej oto łasze: Docieramy do celu naszej wędrówki - Wisły. Poniżej fotka zrobiona w ujściu Radomki. Gdzieś tam z przodu, przed nami... Bałtyk. Kończymy ten piękny dzień zaliczając 30 km niezłego machania. Zakwasy murowane. pozdrawiam marboru
    1 punkt
  46. 30 km po Radomce do Wisły. Cz. 1 W tym roku z planów zimowego pływania wyszły nici - za dużo nart :wink: Sezon kajakowy rozpocząłem, a w zasadzie rozpoczęliśmy dopiero dzisiaj - 3 maja. Expat z Kobietą oraz my... Spływ był powtórką zeszłorocznego pływania po Radomce do ujścia - w tym roku, ponieważ stan wody jest ok, udało się dopłynąć do samego ujścia i Królowej polskich rzek. Radomska flota nam rośnie i patrząc na poniższą fotkę, myślę nawet, że przez pączkowanie: Dwa Seawavy - w tym jeden, Piotrka tuż przed "dziewiczym" rejsem. Tak naprawdę, to flota zawiera jeszcze jeden tego typu kajaczek - Kolega Jacek nie mógł dzisiaj uczestniczyć w inauguracji sezonu. Woda jest wyraźniej niższa i od czasu do czasu, na wypłyceniach pojawiają się małe bystrza. Pogoda jest w kratkę: raz słoneczko, raz chmurki - temperatura w okolicach 15 stopni. Temperatura wody? Bryyy - bardzo zimna. Przed miejscowością Brzóza - pod mostem niebezpieczny próg wodny usiany ostrymi kołkami - przymusowa przenoska. Z drugiej strony - wygląda, to tak: Wiosna w pełni, dookoła mnóstwo kwitnących drzew, krzewów, kwiatów. Przerwa... I tradycyjna polska kuchnia...grille się nie umywają do kiełbaski z ognia. Cóż za smak... Po przerwie dalej do roboty!
    1 punkt
  47. Linków z Vimeo na urządzeniu mobilnym nie zobaczysz trzeba na kompie.
    1 punkt
  48. Andrzejku myślałem, by do Ciebie się odezwać ale byłem z kumplem, któremu się śpieszyło i musieliśmy być z powrotem w Radomiu przed 15stą. Wyjazd spontaniczny mający na celu zademonstrowanie sprzętu znajomemu. Łyknął bakcyla :-)
    1 punkt
  49. 68 letni zdobywca zwałki :cheerful:
    1 punkt
  50. Wciągnęło, wciągneło - jak na razie, dystans zrobiony w kajaku, w tym sezonie - 170km. ...odbija się, to na dystansie rowerowym, który nie wygląda imponująco, jak na razie - 160km. Wcale nad tym, nie ubolewam mocno - rower podciągnę niebawem :wink: Kajak jest piękny, bo daje wiele możliwości - a najważniejsza z nich: przebywanie w miejscach niedostępnych z lądu :smile: PS. Marcinie, w poniższej relacji - fotki plaży, zbliżenie wody i rośli - to własnie miejsce Twoich kąpieli z dzieciństwa :applause:
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...