Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. leitner

    leitner

    Użytkownik forum


    • Punkty

      17

    • Liczba zawartości

      4 153


  2. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      16

    • Liczba zawartości

      7 223


  3. johnny_narciarz

    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      8 428


  4. kmarcin

    kmarcin

    VIP


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      1 110


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 24.05.2016 uwzględniając wszystkie działy

  1. W dniu, w którym za oknem pojawiło się 30 stopni, a większość podziwia żywą zieleń przyrody, postanowiłem zakończyć miesięczną produkcję filmu z Kasprowego : : Pogoda była jaka była... Na dodatek pierwszego dnia (kiedy było widać więcej) szlag trafił kamerę i nagrałem tylko komórką (m.in. dlatego Góral wyszedł taki mały). Drugiego dnia kamera działała, za to pogoda się zepsuła. Ok.15 pojawiła się niespodzianka, która oczywiście jest w filmiku. Artix, niestety nigdzie Cię nie złapałem [video=youtube;evqud3XHSgU] Pozdrawiam PS1 Dzięki Johnny i Marboru za pomoc (o ile ją pamiętacie :wink:) PS2 Jakość... Nie umiem sobie z tym poradzić. Przez mgłę widać jeszcze mniej. Jeszcze raz DZIĘKI wszystkim!
    14 punktów
  2. Beskid Sądecki - Radziejowa 1262 m npm. Cz.4Dalsza część wędrówki, to Przełęczy Obidza oddalona od Wielkiego Rogacza o 3 kilometry.Po drodze dalszy ciąg widoków w stronę Pienin. Na szlaku spotykamy kolejne ciekawe miejsca. Na kamieniu Krzyż a na drzewie jakiś tutejszy "Diaboł"... Po kilku kilometrach wśród zieleni dotarliśmy do przełęczy. Wchodzimy do cywilizacji - pojawiają się zabudowania, utwardzona droga, auta i większa ilość turystów.Widoki nadal wspaniałe. Ludzie tutaj żyją skromnie, w zgodzie z naturą. Widok w stronę Suchej Doliny. Po przebyciu ponad 20 kilometrów pieszo dotarliśmy do Bacówki na Obidzy. Tutaj świetna mapka narciarska tego, co było kiedyś w tym miejscu.Tak... jeszcze nie tak dawno, Sucha Dolina w sezonie zimowym tętniła narciarskim życiem - a teraz?... można jedynie porozmawiać o historii tego miejsca. Podobno są plany na odbudowę tras i ski infrastruktury - plany, planami... na razie zostaje żal.W Bacówce zjedliśmy porządny obiad i w tym miejscu zakończyliśmy naszą wędrówkę. Beskid Sądecki nas oczarował.Jest tam pięknie i warto wrócić - z rowerem, na nartach turowych... może trochę inaczej?... Ostatnie spojrzenie na dawny ośrodek narciarski i jego trasy......został się jedynie jakiś zagubiony kijek. Smutno. pozdrawiammarboru
    5 punktów
  3. Dosyć aktywny w Tatrach snowbordzista Ali Olszański popełnił posta na facebooku.Temat ciekawy, więc cytuję.Za wspinanie w tatrach możesz zostać potraktowany jako kryminalista. Czyli co się działo dziś pod morskim okiem.Wybrałem się z kolegą na wspin hinczowa wprost, po dotarciu pod moko kolega źle się poczuł i poszedłem sam. Wpisałem się do książki wyjść wspinaczkowych i ruszyłem. Doszedłem prawie pod kluczowe przewezenie (1/3 drogi) z ktorego wychodzila duża rynna (miejscami do 2 m głębokości) którymi przy mnie w ciągu 20min. zeszły 3 spore zsypy. Uznałem za zbyt ryzykowne przejście tego miejsca w takich warunkach i postanowiłem zawrocić. A że miałem na plecach deske uznałem ta metodę powrotu za najbezpieczniejsza gdyz schodzenie przy sporej ilosci firnu nawet raki sie slizgaja. Ledwie dojechalem do stawu i pojawił się odziwo miły pan strażnik TPN i zapytał czy to ja jestem w ksiazce wpisany i żebym podał wszystkie swoje dane. W trakcie sprawdzania danych pan pochwalił mnie za ładne przejście oraz zgodził się pożyczyć lornetkę Emotikon smile po czym zaproponował mi mandat 300 zł za jazdę na desce tłumacząc ze jest mała pokrywa śniegu. Oczywiście nie przyjąłem mandatu tłumacząc ze była to wedlug mnie najbezpieczniejsza wersja powrotu. Gdy nie przyjalem mandatu zostałem poinformowany iż sprawa trafi do sądu. Po kilku minutach milej rozmowy rozeszlismy sie i udałem się stronę schroniska. Między czasie dowiedziałem się ze kolega który na mnie miał czekać wrócił na palenice do auta po tabletki i ze do godziny wróci. Po dojsciu do schroniska po niedługim czasie podeszła do mnie policja ubrana po cywilnemu, spisali mnie, postraszyli i wypytywali o kolegę czy był ze mną,gdzie jest, co robi. Poinformowalem ich ze czekam tu na niego, bo ma tu wrócić po czym odeszli. Po.chwili wrócił się jeden pan i zabrał mnie do radiowozu który stał 50 m przed schroniskiem. Sprawdzili mi telefon czy nie jest kradziony, pozadawali jeszcze kilka pytań i kazali podać dane kolegi po czym mnie puścili i pojechali. Jak sie pozniej okazalo pojechali w poszukiwaniu kolegi gdyz przegladneli monitoring !!! i wiedzieli jak wyglada. Musieli dojechac do palenicy i go nie zauwazyli bo wracajac trafili idelnie w moment jak kolega przyszedl do mnie. Zabrali go do radiowozu i a kolega poinformował ich ze dokumenty ma w samochodzie no wiec pojechali z nim na dół. Dojezdzajac bez informacji od kolegi parkingowy wskazał którym samochodem przyjechaliśmy (widocznie parkingowi tez przegladneli monitoring) po wylegitymowaniu i udowodnieniu zdjęciami ze kolega nie byl dalej niż morskie oko, puścili go. Powiem tylko tyle - to juz jest nie do wiary co sie dzieje w tym TPN'ieDla zainteresowanych zdjecia jak wyglada hinczowa Dodam jeszcze opinie z komentarzy jego kolegi aktywnego skiturowca Przemysław Piegza:primo droga wspinaczkowa według ****** ziobrowskiego nie jest traktowana jako linia narciarska i skiturowa wiec powrót czy to na nartach czy na desce czy na linie jest jedna z firm powrotu na dol o czym mówił sam dyrektor, dwa argument ze jest malo śniegu jest śmieszny , trzy najważniejsze chodzi nie o mandat tylko o cala akcje z tym związana czyli policja straszyla jak by był kriminalista, i po czwarte policja była po to zeby go zastraszyć zeby nie przyjął mandatu bo sprawa trafi da sadu gdzie TPN przegra na pierwszej rozprawie i znów będzie głośno ze ziobrowski jest **** i **** który robi sobie prywatna wojenke z ludźmi od wspinu i nart.No to jeszcze raz bo widzę ze nie wszyscy zrozumieli a ja siedze w tematyce sadowej prawnej i tpnu...nie ma czegoś takiego jak okres do jazdy i nie jazdy ...w Polsce są przepisy i ustawy które są tworzone na podstawie prawa...w TPN nie ma przepisów tylko są zarządzenia wydawane przez prywatnego człowieka np. jako jego widzimisie...czyli dla przykładu zakaz jazdy na nartach od polowy kwietnia, powód zbyt mała pokrywa śnieżna, stan faktyczny ma sie nijak do rzeczywistości...czyli ktoś zabrania poruszania sie po śniegu gdzie wtedy tego śniegu jest kilka razy więcej niż w środku zimy...i jeżeli sprawa trafia do sadu , to sad nie bierze pod uwagę tych zarządzeń tylko stan faktyczny pokrywy sniegowej wtedy występującej i to będzie interesowało sad a nie to ze jakiś pajac ziobrowski z dupy na kolanie wydal sobie takie zarządzenie....i dla sadu będzie ważną ilość śniegu czyli sam fakt istnienia śniegu do jazdy na desce lub nartach dlatego sprawa będzie przegrana przez TPN i ton doskonale o tym wie dlatego nasyła policje w celu zastraszenia i np zapłacenia mandatu lub wycofania sie z decyzji o sadzeniu. Przypomina ze TPN notorycznie przegrywa sprawy w sadzie niestety robi to za nasze pieniądze i ma to w dupie czy wygra czy przegra bo to panstwowka....Jeszcze jedna wypowiedź znanej osobyMarek Arcimowicz: Nie mamy innego wyjścia, jak w sposób zorganizowany dbać o własne prawa. występować jako instytucje, nie osoby prywatne. podpierać się autorytetami, wskazywać na historyczne wartości, na tradycję. sport to nie wymysł tego pokolenia - czy to wspinaczka, czy narciarstwo - a środowisko kulturowe wymaga takiej samej ochrony jak przyrodnicze. jeśli nie stawimy oporu i nie zaczniemy walczyć, za 20-30 lat będzie pozamiatane, pozostaną tylko zakazy.Link do posta i komentarzyhttps://www.facebook.com/groups/freeriderzy/permalink/1247164588669548/
    4 punkty
  4. Wczoraj ponownie wybrałem się na grupowy szosing, ponownie start o 6:00. Tym razem padł mały rekord bo 14 chłopa się zebrało! Planu konkretnego na trasę nie było, ale miało być coś koło 100 km....I tak na początek zaliczyliśmy Przegibek, następnie przez Wielką Puszczę dotarliśmy na Kocierz. Dalej w dół i nad jezioro Żywieckie. Część towarzystwa zatrzymała się w Międzybrodziu na kawę a reszta pojechała dalej. Myślałem więc, że jeszcze Przegibek i do domu więc się już nie oszczędzałem i tempo pod górę było dobre. Na zjeździe do Straconki ktoś jeszcze wpadł na pomysł żeby może Magurkę zaliczyć! I tak kolejna część w B-B odbiła do domu a mała grupka udała się właśnie na Magurkę, a ja z nią...Myślałem sobie po drodze, że może odbije gdzieś w bok do domu, nie chciałem się aż tak ujechać a dodatkowo w domu czekały już na mnie dzieciaki...No ale nic, tak jechałem, jechałem, jechałem, aż w końcu zaczął się podjazd i już nie było odwrotu:) Udało się na szosie pod Magurkę wysmykać, ale przełożenia niestety brakowało a nogi już wiadomo, trochę umęczone. Natomiast na szczycie byłem zadowolony, i cieszę się że coraz lepiej znoszę takie długie wycieczki. Liczby dnia to 100 km i około 2000 w pionie. Parę fotek: Pozdrawiam Maciek
    4 punkty
  5. UstrońJak wcześniej wspominałem,wczoraj wybrałem się rekreacyjnie do Ustronia.Piękna pogoda zachęcała,choć ja już byłem mocno wymęczony po dwóch dłuższych trasach w czwartek i piątek,oraz po testach Scotta.Tempo w większości spokojne i jak najwięcej jazdy bocznymi drogami i lasem. Na zaporze goczałkowickiej straszne tłumy,więc to miejsce z rana pominąłem.Za to kawałek dalej natrafiłem na jakiś wyścig kolarski - nieźle naparzali! Tu jakiś szczególny ścigant... Dalej objazd J.Goczałkowickiego i krótka wizyta w centrum miejscowości Strumień. Po drodze widziałem ludzi,którzy już się kąpali we Wiśle! Co się dziwić,kiedy licznik w cieniu pokazywał 30 st. Mimo niezbyt dużego tępa,dość szybko osiągam cel,czas więc na chwilę rekreacji. Ludzi tu jak mrówków, ale to w końcu znany kurort,czy tam uzdrowisko. Poobijałem się,więc czas wracać. W drodze powrotnej jak złapałem tępo,to już nieźle frunąłem. Właściwie dobre 20 km z prędkością ok. 30 km/h. Przy okazji,wracając już zaną mi drogą,znalazłem lepszy szlak,który sporo biegnie przez las i wyłącznie bocznymi drogami aż do Zapory Goczałkowickiej. Tam właśnie wypatrzył mnie JC,niestety ja byłem za bardzo skupiony na wymijaniu tłumów ludzi i się minęliśmy. No ale się nie spodziewałem spotkać kogokolwiek. Taka na szybko relacja,bo mi ciągle czasu brak. Wczoraj wyszło 120 km. Dziś natomiast wybrałem się ponownie nad Paprocany i łącznie machnąłem nieco ponad 100 km. Od czwartku do dziś,czyli w 5 dni zrobiłem łącznie ponad 500 km. Niby nieźle,ale jak to blado wypada na tle gościa,który właśnie pobił rekord świata w ilości kilometrów na rowerze w jednym roku... Jego wynik to nieco ponad 122 000 km !!! Jak to policzyli w jakimś magazynie,gość robił średnio dziennie 335 km !!! :applause: Ja nawet jednego takiego dnia nie zaliczyłem...
    4 punkty
  6. Beskid Sądecki - Radziejowa 1262 m npm. Cz.3Widok na kolejną stronę Świata... ...Tatry nie były dla nas łaskawe - pokazywały się tylko chwilami za zasłoną nieprzejrzystości. Bardziej traperska połowa naszego stadka :wink: Trochę zmarzliśmy i by się nieco ogrzać, przy przerwie na lunch, rozpaliliśmy ogień. Ostatnie spojrzenie na szczyt Radziejowej... ...i zejście w dół czerwonym szlakiem. Beskid Sądecki czaruje swoim urokiem... ...tutejsze szlaki są doskonale oznakowane. Zejście w stronę Suchej Doliny to kosmiczne widoki - powyrywane drzewa z korzeniami, chore kikuty... śmierć lasu. I kto by pomyślał, że Radziejowa i jej okolice to jedyne w Polsce stanowisko Pierwiosnka omączonego - pięknego kwiatka, który jest wpisany do czerwonej księgi gatunków chronionych.Może ten las kiedyś się odrodzi? A sama roślinka nie wyginie w nim?... Kilkaset metrów pustkowia... ...i dotarliśmy do Wielkiego Rogacza.
    3 punkty
  7. Beskid Sądecki - Radziejowa 1262 m npm. Cz.2Jeszcze chwila i bym, byśmy usnęli......dobrze, że czuwała nad nami płeć piękna, która miała ciśnienie na marsz w górę.Co było robić?Grzecznie poszliśmy. ...a Ona? Radziejowa?Z boku... Wchodzimy na Złomisty Wierch i podążamy do celu naszej wędrówki. Jesteśmy coraz bliżej... ...z grani otwiera się dla nas wspaniały widok.Idziemy tam, na prawo.Zachwycamy się przyrodą, górami. Dochodzimy do skrzyżowania szlaków. Dwa kilometry... ...a po nich - byliśmy już na miejscu. 11 mój i Pauli szczyt z Korony Gór Polskich zdobyty. W towarzystwie Przyjaciół, sądeckich Górali to była czysta przyjemność. Oczywiście wchodzimy na 20 metrową wieżę widokową i robimy tutaj mnóstwo fotek.Niestety pogoda się pogarsza - pokrapuje delikatny deszczyk a wokół nas zbierają się ciemne i czarne chmury. Widok w stronę Pienin i Trzech Koron: Zdobywcy - sweet focia.
    3 punkty
  8. Beskid Sądecki - Radziejowa 1262 m npm. Cz.1Jedenastym szczytem Korony Gór Polskich, który miałem przyjemność zdobyć w sobotę była Radziejowa w Beskidzie Sądeckim - 1262 m npm.Super weekend z Przyjaciółmi!Nie udało się jesienią ze względu na załamanie pogody, burzę i intensywne opady deszczu, brak czasu - wówczas wyjście w sądeckie rejony zakończyło się na Przehybie... nie udało się w zimie na nartach ze względu na brak śniegu... za to udało się w piękny wiosenny dzień - w ostatnią sobotę.Wejście zaczęliśmy w Rytrze.Początek szlaku jest łagodny, szeroki i bardzo przyjemny - podejście łagodne.Po drodze miejsce pamięci. W początkowej fazie marszu towarzyszy nam piękny potok... ...z lewej, z prawej strony jego wody zasilają pomniejsze cieki wodne, źródełka. Po kilku kilometrowym odcinku leśnym wychodzimy w miejsce gdzie nie ma drzew... ...tu pierwsza fotka z Radziejową - ona za nami. Jeszcze daleko...ale już piękna, najpiękniejsza w okolicy! Miejsce, w którym popełniliśmy powyższe fotki, to Hala Konieczna. W tym miejscu w czasie II Wojny Światowej Niemcy urządzili zasadzkę na polskich Partyzantów... niestety wielu naszych zginęło... Idziemy dalej. Zaczyna się krótki fragment dość stromego podejścia.Stąd widok staje się coraz bardziej rozległy. Krok za krokiem byle do przodu... ...a gdy człowiek się zasapał, to mógł "ustrzelić" coś, co obok szlaku przyciągnęło wzrok - Borówki. Przyznam szczerze, że coś u mnie z wydolnością i kondycją słabo - odstawałem od grupy w bardziej stromych miejscach. Wyszło słoneczko, więc można było chwilę odpocząć leżąc na trawce.Cudowna sprawa!
    3 punkty
  9. W niedzielę z żoną wybraliśmy się na Równicę, lekko nie było ale udało się. Na liczniku znowu 100-ówka
    3 punkty
  10. Ja wczoraj też wsiadłem na rower i troszkę pokręciłem. Zamysł był taki, aby rozruszać nogi po sobotnich rolkach. Ale jak zwykle u mnie, z rozruchu wyszło prawie 60km. Zapędziłem się do Goczałkowic, trochę "pogubiłem" w tamtejszym lesie , spotkałem Johnnego, który mnie nie spotkał i biegając po torach wróciłem do domu .
    2 punkty
  11. Czarna Góra - Sienna Dopiero maj, ale na Czarnej Górze prace już w toku, nie jest to nic wielkiego, niemniej widać, że coś się jednak dzieje! Po kolei co zauważyłem: - przy kanapie Efka i talerzyku Bartuś widać prace ziemne, prawdopodobnie wyrównanie poziomów sąsiadujących tras dla początkujących narciarzy i snowboarderów (lub przygotowanie jakichś innych atrakcji dla uczących się) Widać ciągle duży nacisk na poprawę bazy noclegowej, największa w tej chwili budowa to kontynuacja osiedla pod nazwą Apartamenty Czarna Góra Pomyślano też o naśnieżaniu, a jak naśnieżanie to potrzeba dużo wody; albo powiększą obecny zbiornik, lub dobudują kolejny, w sobotę sporo ciężarówek przewoziło ziemię Przy dwuosobowej wysłużonej już Babci, wstępne prace również są prowadzone, dokopano się do istniejących instalacji, czyli dołożą coś nowego, albo wymienią na nową A ten głębszy wykop być może już pod jakieś fundamenty? Tak czy siak, prace ruszyły, ale nie udało mi się dowiedzieć kiedy nastąpi zakończenie robót, robotnicy takiej wiedzy nie posiadają, a kierownictwo pewno w sobotę wypoczywa. Miło było za to popatrzeć, na drużynę armatek wypoczywających przed nowym sezonem zimowym W magazynie (pod chmurką) czekają na kolejny sezon nowe armatki T 40 i TF 10 TF 10 to wygląda jak działo, albo silnik od Boeninga Pozdrawiam serdecznie.
    2 punkty
  12. Wieczorny RadomJakoś w tym roku odpuściłem sportową jazdę......preferuję za to jazdę typowo turystyczną, a wręcz towarzyską.Dwa kółka, to zawsze jest dobry powód by wyrwać się z domu, spotkać z kolegami i znajomymi.Oczywiście numer jeden, to wyprawy leśne i te w głuszę poza miasto......ale te w gwarze miasta, w ciepły wiosenny wieczór? Równie są urocze.Dzisiaj miejsce zbiórki, to zbiornik rekreacyjny Borki. Potem pojechaliśmy do centrum. Najczęściej wykorzystywany w pocztówkach widoczek z Radomia: Wyremontowane, podświetlane wieczorem fontanny... Jedna z pięknych kamienic i knajpek na deptaku: Każdy powód by wyrwać przyjaciół z chaty i się spotkać jest świetny......a najlepszy ten rowerowy :happy:pozdrawiammarboru
    1 punkt
  13. 35 km po górach. czyli nie tak blisjko. w dodatku przez Wisłe czyli w weekend murowane korki....
    1 punkt
  14. Mariusz piękna wyprawa, aż zazdraszczam. Beskidów niestety kompletnie nie znam. Najwyższa wreszcie pora, żeby się z nimi zaznajomić z bliska. W najbliższym czasie i ja się w tamte rejony w końcu wybiorę, bo mi wstyd, że do tej pory czasu nie znalazłem. Fajnie, że ktoś wymyślił formułę KGP, jest to mocno mobilizujące. Pozdrawiam serdecznie.
    1 punkt
  15. No to następnym razem będzie nad kim popracować!:wink:
    1 punkt
  16. Jak patrzyłem na Twoją jazdę, to miałem wrażenie, że Ty płyniesz a nie jedziesz :wink: PS Na filmiki nie załapały się Wasze drugie połówki. Tzn widać rękę Dżonki, jak zasłania aparat :biggrin:
    1 punkt
  17. Leitner warto było czekać tyle czasu, ożyły piękne wspomnienia. U mnie za oknem teraz przechodzi burza, a ja oglądam taki uroczy i radujący duszę film. Dzięki za to podniesienie ciśnienia. Niby niedawno, a jednak tyle czasu już upłynęło.... Pozdrawiam serdecznie.
    1 punkt
  18. O jak fajnie widać Was z sądeckimi góralami :smile: Ekstra wycieczka, fajne widoki, nowe zdobycze. Ile Ci jeszcze szczytów do zdobycia zostało?
    1 punkt
  19. Utwór muzyczny dobrany adekwatnie do... mgły :wink:
    1 punkt
  20. Mario i piekna jazda :applause:
    1 punkt
  21. cz.4Tym razem ruszam w stronę Łazisk,jeśli dobrze pamiętam.Najpierw dość sporo jazdy asfaltami,ale też leśnymi,utwardzonymi ścieżkami. Big Ed spokojnie daję radę,choć muszę przyznać,że jedzie się nieco ciężej niż normalnym góralem.Przynajmniej jak chcemy trzymać tempo. Rozpędzanie też jest nieco cięższe - po prostu trzeba się przyzwyczaić do "wchodzenia na obroty" na niższych biegach. Tak po za tym jazda jest zupełnie normalna i przyjemna. Może jedynie opony wydają dość spory szum,co może nieco przeszkadzać,choć ten szum raczej fajny jest... Nie muszę chyba mówić jak ten rower zwraca na siebie uwagę. Jak ktoś chce być widoczny,to na pewno nie zostanie przegapiony! Najpierw szum opon,delikwent się odwraca i widzi to monstrum... Ale to chyba mniej nas interesuję. Najfajniejsze zaczyna się,kiedy wjeżdżamy w trudniejszy teren. Przy mniejszej prędkości w ogóle nie czuć oporu toczenia,za to możemy dostrzec zalety bardzo szerokiego koła. Przez błoto, dość spore gałęzie na trasie, piach - wszędzie przejeżdżamy jak czołgiem! Nic tej maszyny nie zatrzyma! Przelatujemy to z dziecinną łatwością. Dalej udaliśmy się na tzw. single - są takowe niedaleko Tych! Górka nie jest jakaś wielka,ale wystarczająca i do tego opcji jazdy sporo. Tutaj można poczuć jaką przyczepnością dysponujemy. Siodło w dół i start! Jakie by nie było nachylenie,Big Edem możemy w każdej chwili mocniej przyhamować,co normalnie na Sparku już byłoby trudne. Zjeżdżając czułem się bardzo bezpiecznie. Do takich zabaw świetny rower,choć może nie do skoków. Szkoda,że nie miałem okazji pojeździć po śniegu. Przy wspinaniu jakieś luźne kamienie też nie stanowią problemu,kiedy przy normalnym kole już bym walczył o utrzymanie równowagi. Sporo pozytywnych wrażeń. Podsumowując: do jazdy w trudnym terenie ekstra maszyna,ale jak dla mnie warto go kupić jako drugi rower a nie jedyny. Nie jest zbyt uniwersalny. Na asfaltach,czy ubitych drogach walczymy nieco z oporem toczenia. Wszystko zależy gdzie chcemy jeździć i jak długie trasy robić. A co z elektrykiem? No właśnie - dobrze,że żonka dostała takie cudo,bo już po pierwszej turze wracała do bazy na rezerwie,a ta druga była wyraźnie trudniejsza! Były dość długie podjazdy,gdzie ona właśnie była najszczęśliwsza! Kiedy mu sapaliśmy,Dżonka przelatywała koło nas jakby na motocyklu! Jednak fajnie było tylko na asfalcie,bo rower miał typowo szosowe opony. Miał co prawda amorka z przodu,ale opony nie radziły sobie z leśnymi duktami. Przynajmniej moja lepsza połówka bała się na nim tak rozpędzić. Sztywny tył też nie bardzo jej się podobał,kiedy przesiadła się bezpośrednio z fulla. Ogólnie uznała,że miejski rower to nie dla niej,ale sam napęd,a dokładniej wspomaganie,piękna sprawa! szkoda,że nie udało się dla niej załatwić elektryka,ale fulla.Był jeden,ale nie w tym rozmiarze. Może następnym razem się uda... Muszę przyznać,że po tej drugiej turze byłem już mocno wypompowany! A tak dokładniej,to już w połowie jazdy. Singlami zjechałem 3 razy i miałem dość! To znaczy dość wspinaczki. Do testów nic nie wypocząłem,wręcz odwrotnie,bo wydawało mi się,że będzie jak zawsze - krótka trasa,spokojne tempo i na tym koniec. Nic bardziej mylnego! Za drugim razem panowie zabrali nas na te single i na miejscu jeździjcie ile chcecie! Sam dojazd to też było trochę wspinaczki. Na szczęście powrót to już głównie jazda w dół. Jedynie ta szerokość opon dawała się we znaki,kiedy trzeba było utrzymać tempo. Ja już na rezerwie wracałem. Żona też jednoznacznie powiedziała,że gdyby nie elektryk,nie dała by rady. To najlepsze testy w jakich brałem udział. Wymęczyli mnie totalnie! Ale co się dziwić,kiedy GPS pokazał przewyższenie łącznie 1270 m! Kto by pomyślał,że wokół Tychów można to zrobić... Serdecznie dziękuję całej ekipie Scotta i przedstawiciela w Tychach Alpe Bike za super imprezę i niesamowity dzień! Ekipa mocno się starała,żeby wszyscy czuli się dobrze. Byli bardzo czujni,jak tylko widzieli,że ktoś ma jakiś problem,reagowali. Ciągle dopytywali,czy komuś czegoś nie brakuję,czy rower ok i tak dalej. Impreza na 102! Wymęczyli nas niemiłosiernie! Naładowani wielką dawką pozytywu,udaliśmy się jeszcze na lody przy plaży na Paprocanach i do domciu. Żonka praktycznie od razu do spania... Do tego jeszcze ta pogoda! Fantastyczny dzień! Ekipa Scotta też się pakowała i udała się do Katowic,gdzie dziś i jeszcze jutro będą testy. Do ostatniego zdjęcia załapało się nawet moje auto,tj. jego odbicie... :)To tyle,choć mógłbym jeszcze długo pisać. Fantastyczny dzień i to nie tylko ja tak mówię. Żona też cała szczęśliwa i... poobijana. Nie wiem skąd ma tyle siniaków,ale wiem,że teraz będę musiał kupić jej fulla. Zaraziła się,jak ja w zeszłym roku. Mam co chciałem... :biggrin:Pozdrawiam.Johnny
    1 punkt
  22. To teraz nadszedł czas na mały wątek szosowy. Tak to własnie rower szosowy zawładnął moje serce, umysł i nogi i kiedy tylko mogę staram się coś pokręcić po okolicy. Kondycji nie mam, nóg też nie bardzo, ale za to są chęci i zapał. No i taki nawet godzinny wypad za miasto jest dla mnie najlepszym lekarstwem na zmęczenie i stres, daje mnóstwo radości i energii.Przez brak czasu nie mogę spokojnie pokręcić kilka godzin, tak że moje wyjazdy trwają najczęściej od 1 do 3 godzin, w trakcie których robię przeważnie 30-70km, a średnia wychodzi mi przeważnie od 29 do 32km/h, czyli szału nie ma.W zależności od czasu i chęci wybieram różne okolice Kielc i Gór Świętokrzyskich. Płaskich terenów tu nie ma, są albo lekko pagórkowate na południe od Kielc i tam jeżdżę najczęściej, bo też mieszkam na wylocie w tamte rejony i mi tam najbliżej. Zresztą na lokalnych drogach ruch jest minimalny, asfalty nowe i równe, a okolica typowa sielanka. Jeśli chcę trochę ambitniej pokręcić i mam ciut więcej czasu to jadę w stronę Gór Świętokrzyskich, gdzie w zależności od wyboru dróg mam albo w miarę lekko, albo mogę się pokatować pod trochę stromsze podjazdy, choć tak naprawdę najbardziej lubię jeździć po płaskim i z wiatrem :laughing: W okolicach mogę zrobić 50km z przewyższeniem 300m, ale mogę też zrobić 50km z przewyższeniem ponad 1000m, tak że wybór mam spory. Ciężko mi w jednym wątku wszystko opisać, pokazać, tak że wrzucę tu tylko jakąś tam niedużą część zdjęć i miejsc gdzie jeżdżę.Tu moje przedostatni 60km wypad w okolice Oblęgorka (dworek Henryka Sienkiewicza, a obecnie muzeum) i na górę Sieniawkę, gdzie podjazd ma kilkaset metrów i na odcinku ok 300 metrów ma nachylenie ok 16%, a reszta od 6 do 13%. A tu tak przekrojowo zbiór zdjęć z szosy z moich okolic, widoki zza kierownicy, widoczki z trasy i trochę mnie na rowerze:
    1 punkt
  23. Dziś miałem ochotę na szosę, no ale Młodym musiałem się zająć trochę, bo żona z Małym wyszła na spacer. No ok. Ale na dzień dobry Bartek do mnie "tata chodź na rower, tylko po mieście dzisiaj" :eek: :happy: Kochany jest, więc na szosę pójdę jutro, a dziś przejechaliśmy się 25km po ścieżkach rowerowych po Kielcach. Miałem ochotę go styrać do 40-50km :crazy: no ale chmury na niebie jakieś takie mało przyjazne były no i potem co innego w planach jeszcze było. Nie obyło się bez przygód, bo na szerokiej, pięknej, z równiutkim asfaltem ścieżce rowerowej przez nieuwagę w słupa wjechał gamoń jeden no i i kilka szlifów jest. Dobrze, że tylko tyle, bo mogło być gorzej.A chwilę potem jadąc lekko z górki pobił swój rekord prędkości, 45 km/h :applause: :crazy: Tak, że 2 godziny bardzo przyjemnie nam upłynęły, a fotograficznie dzisiejszy dzień wyglądał tak:
    1 punkt
  24. A u mnie w końcu Młody odpalił sezon na rowerze, bo póki co to albo chory, albo pogody brak i jakoś nie układało się, żeby gdzieś się przejechać. Ja jeździłem regularnie przeważnie na szosie i kajam się, bo relacji nie dawałem, ale jutro uzupełnię archiwum i wstawię parę słów i trochę więcej zdjęć. No ale wczoraj po 1,5 tygodniowej przerwie, bo jajka sobie odparzyłem, z Młodym wsiedliśmy na rowery i pojechałem z nim na stare boisko piłkarskie na Tarczownię w Kielcach, żeby pokopać piłkę. 15 km na rowerze zrobione, w piłkę trochę pokopaliśmy, a najważniejsze, że było super :happy: A jak wróciliśmy, to żona wcisnęła mi Małego, żebym go wziął na spacer. No to wsadziłem go w siodełko i dokręciłem z nim i Młodym jeszcze kilka km po osiedlowych uliczkach. A tak to wyglądało:
    1 punkt
  25. A czemu nie. Poza spożywczymi i duperelami to niemal wszystko kupuję w sieci. Takie czasy. Można sporo zaoszczędzić. Mieszkam w UK, a nierzadko kupuję coś z Niemiec, Francji, Polski, z Czech... Darowałem sobie USA bo tutejsza poczta dolicza obligatoryjną opłatę 8 funtów. Plus cło. W kwestii bezpieczeństwa i ochrony kupującego: bardzo sobię cenię, gdy sprzedawca oferuje płatności PayPal. Jak nie, to płacę kartą kredytową. Albo szukam na ebay, amazon, allegro. W internetowych sklepach sieciówek. Spożywcze też mógłbym robić w sieci, ale bywały czasy, że w ogóle auta bym nie odpalał, gdyby nie cotygodniowa wyprawa na zakupy. Wszystko dla ludzi
    1 punkt
  26. Miałem jechać dzisiaj na testy rowerowe, ale zmienili datę na jutro. Być może dlatego, że mają pokazać rower ważący 4kg! :eek: Mam nadzieję, że nie tylko pokażą, ale dadzą przejechać się trochę... Jako, że rower wprowadzony, to szkoda było wracać do domu. Pokręciłem się trochę po terenach zalewowych - 4 i 6 lat temu wszędzie było 1,5 - 2m wody. Okoliczne działki były zalane. Kocham takie widoki!
    1 punkt
  27. Johnny w SPD i sztywnych butach praktycznie całe Waty, które kręcisz idą w korby, a w zwykłych butach i platformach mnóstwo twojej siły po prostu ucieka i nie jest przenoszona na napęd. O ile w rekreacyjnej jeździe po płaskim nie ma to większego znaczenia, ale już na podjazdach ma kolosalne. Bo każdą nogą zarówno naciskach pedał jak i ciągniesz go w górę. Po pierwsze jest szybciej, po drugie lżej i nie masz sytuacji, że but ześlizguje ci się z pedała i w najlepszym wypadku tracisz tylko rytm i prędkość. Różnica jest naprawdę ogromna, a jak nauczysz się jeszcze właściwie pedałować, wykonywać obroty, co wbrew pozorom nie jest łatwe, to wtedy i na płaskim zobaczysz różnicę. Jest szybciej, łatwiej i efektywniej. Drugą rzeczą, to jak masz możliwość, to pożycz jod kogoś jak najlżejsze koła, a swoją drogą odchudź rower ze wszystkiego co jest zbędne, tj. lampki, odblaski, dzwonki, podnóżki, itp. No i trenuj konkretne interwały siłowe na jakimś podjeździe, ale nie zapominaj też o bazie tlenowej no i regenracji. No i nawżeraj się ze dwa dni przed zawodami mnóstwo węglowodanów, przed zawodami to samo, tylko lekkostrawnie już, z dżemem, bananami, no i miej ze sobą jakieś kolarskie żele energetyczne, żeby Ci prądu nie brakło i żebyś mógł jechać.
    1 punkt
  28. Kolejny raz PaprocanyJa też dziś pokręciłem,a właściwie niemal codziennie kręcę... Nawet pogoda mi nie przeszkadza.Dziś ponownie wybrałem się moją ulubioną trasą nad J.Paprocany w Tychach. Znów sporo jazdy w Lasach Kobiórskich,trochę fajnymi ścieżkami no i z przymusu kawałek główniejszymi asfaltami.Uwielbiam to miejsce,bo jest pięknie zagospodarowane i można się fajnie zrelaksować po pracy. Są tu też fajne knajpki. Dziś kolejna stówka zaliczona,tj. przed pracą 21 km,po pracy 80 km. Może jutro machnę jakieś MTB.Też miałem małe ściganko na zaporze goczałkowickiej i wygrałem. Naciskał mnie jakiś młodzik,ale narzuciłem mordercze tempo i spuchł... :biggrin: Ciekawe jak ja będę puchną pod Śnieżką... Parking rowerowy - na plażę nie wolno wprowadzać Niektórzy cisną na zakaz... Sprzęt pływający już zwodowany Lasy Kobiórskie
    1 punkt
  29. Sportowo po lesieDzisiaj umówiłem się z kolegami do lasu na trening......oni trenują przed jakimś maratonem MTB, a ja na doczepkę swoim crossem.Po pierwsze...na rowery pojechaliśmy samochodem :biggrin: W lesie 45 minut ostrej jazdy.Tylko na początku dawałem radę nadążyć... ...potem koledzy mi zaczęli odjeżdżać, zwłaszcza na ostrych zakrętach gdzie było mokro i ślisko. Na prostych ich doganiałem, a potem delikatny podjazd, trochę korzeni, piachu i niestety zostawałem na jakieś 50 metrów.Każdą twardszą ścieżkę, bez błota, bez ostrych wiraży wykorzystywałem by ich dogonić. Tylko na krótkim 300 metrowym fragmencie byłem w stanie się z nimi zrównać.Jazda była ostra - na maxa.Mimo wszystko, w porównaniu z nimi, nie wypadłem źle - a rower przecież mam kompletnie nie przystosowany do takiej jazdy... na dodatek opony na moich kołach - sliki.Było fajnie, chodź na kilku zakrętach pojechałem na krawędzi ryzyka i mogło to się skończyć krzakami albo jakimś drzewem.Adrenalina, silne interwały w czasie jazdy... super!...45 minut i tylko nieco ponad 10 km takiej jazdy a na końcu dyszałem jak po 50siątce na szosie :redface: Ciekawe przeżycie - było bardzo fajnie!Na koniec porównanie oponek. PS. Później, już blisko domu pokręciliśmy się trochę... w sumie więcej gadaliśmy niż jechaliśmy. Na szosie są wolniejsi :wink:pozdrawiammarboru
    1 punkt
  30. Dzisiaj kolejne kilometry w pedałach. Przy okazji dowiedziałem się nieco o sobotnich testach rowerowych
    1 punkt
  31. 10 kwietnia Yannick Boissenot, Stéphane Roguet, Nicolas Brunel i Titi Gentet zjechali na nartach północną ścianą Les Courtes (3856 m, masyw Mont Blanc). [video=vimeo;162381031] Droga austriacka na północnej ścianie Les Courtes (3856 m) ma 800 metrów i trudności D, 50°/55°. Została wytyczona w 1961 roku przez Helmutha Drachslera i Walter Gstreina i jest jedną z klasycznych linii wspinaczkowych. Pierwszego zjazdu na nartach dokonał w lecie 1977 roku Daniel Chauchefoin. Wyczyn tego po 18 latach powtórzyli Pierre Tardivel, Emmanuel Ballot i Edouard Cottignies (1995). W 2006 Roch Malnuit zjechał drogą na snowboardzie, towarzyszył mu Yohan Courcelles na nartach. Więcej zjazdów tą drogą wspinaczkową nie było. Pozdro Wiesiek
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...