Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
09.10.2016 - 09.10.2016
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 09.10.2016 uwzględniając wszystkie działy
-
5 punktów
-
Zazwyczaj omijam trasy na Julianach z uwagi na ich małą długość, nieco słabsze nachylenie i tłumy w kolejkach. Dziś jednak zupełne pustki: Korzystając z dwóch dni pracy w weekend mojej pięknej małżonki, spakowałem foki w obawie, że leżąc na ciepłej podłodze może wyschnąć na nich klej i postanowiłem je nieco zwilżyć: Na szczyt Pośredniego docieram po kilkunastu minutach, cieszę się bo te niedoceniane przeze mnie stoki są zupełnie pozbawione kamieni. Zjazd zatem powinien być pierwszorzędny. Szybkie przepakowanie, bo dzieci już dzwonią widząc co nie co na fb i jęczą, że ich nie obudziłem. Na zdjęciu powyżej Ice Arena, chłopaki przepraszam was, że do was nie dotarłem ale wasza kamerka rano nie działała. Przed nami jeszcze półtora m-ca na spotkań na Białym Krzyżu. Ruszam i widzę, że 15cm warstwa mokrego śniegu na czystej trawie umożliwia dość płynną jazdę. Tylko poniżej gdzie bardziej miękko trzeba mocniej użyć kijów przy skręcie. No cóż do następnego weekendu, mam nadzieję.5 punktów
-
KGP razem z Paulą mamy już zaliczoną... ...a ponieważ była przerwa na forum, to sporo zaległości mam w relacjach z kolejnych szczytów. Pora powoli je uzupełniać i zgodnie z chronologią zaczynam właśnie to robić - na początek: Góry Opawskie - Biskupia Kopa 891 m npm. Szesnasty szczyt z Korony Gór Polski - 13 sierpnia 2016 Zaczynamy z Pokrzywnej i idziemy głównym szlakiem zielonym. Początek jest łagodny i nie stwarza absolutnie żadnych problemów. Mijamy piękne miejsce wypoczynku z polową kapliczką i idziemy w stronę granicy państwowej i naszego celu. Chwilę później mijamy zielony, zarośnięty stok przy szlaku. Jest to - jak głosi tablica pozostałość po starodawnej skoczni narciarskiej. Niestety miejsce w chwili obecnej nieciekawe pod względem obrazowym ale pod względem historycznym? Bardzo. Co mówi wikipedia? Skocznia narciarska w Pokrzywnej („Seiffentalschanze”) – nieczynna, położona w polskiej części Gór Opawskich, na stokach Szyndzielowej Kopy (533 m n.p.m.). Skocznia powstała w 1931 roku z inicjatywy radcy naukowego Konrada Hannaka oraz Klubu Narciarskiego i Tenisowego z Prudnika. Budowę przeprowadziła prudnicka sekcja Śląskiego Sudeckiego Towarzystwa Górskiego (SGGV). Obiekt pozwalał oddawać ponad 40-metrowe skoki. Obiekt służył celom sportowym do końca lat 50. XX wieku, natomiast ostatnie zawody rozegrano tu w 1947 roku. Później obiekt nie był wykorzystywany m.in. z powodu nieregularnych opadów śniegu na tym terenie. W 2007 roku rozważano projekt remontu skoczni wraz z pokryciem jej igielitem oraz budowy drugiego, mniejszego obiektu. Ostatecznie zamiary te nie doczekały się realizacji. Idziemy dalej - teraz nasz szlak co kilkaset metrów przecina potok nad którym pobudowane są malownicze, drewniane mostki. Zaczyna robić się stromo i najbliższe metry, to ostre podejście. W jego wyniku przedostajemy się do obszaru nadgranicznego - szlak czerwony. Stąd w stronę polską taki oto widoczek. Grań, krzaki, stromo po drobnych kamyczkach w górę - dochodzimy do krzyża stojącego po stronie czeskiej a potem jeszcze kilkaset metrów i jesteśmy na szczycie. Tutaj wybudowana piękna, przypominająca latarnię morską wieża widokowa. Wstęp 5 zł u sympatycznego Czecha i idziemy podziwiać cudowne widoki. Nam najbardziej podobała się strona z widokiem na Góry Złote i Masyw Śnieżnika - tam, bo zaczynamy właśnie długi weekend się wybieramy. Schodzimy ze szczytu szlakiem żółtym robiąc sobie przerwę w tamtejszym Domu Turysty - Schronisku pod Biskupią Kopą. Cel zaliczony, więc zasłużyliśmy na jakieś jedzonko i przerwę. Charakterystyczny w tym miejscu "barometr" pogodowy. Zaczyna robić się późno więc mkniemy na dół, do auta. Przed nami jeszcze sporo kilometrów - noclegi mamy pod samym Śnieżnikiem więc należy się streszczać. Droga powrotna to eksploracja "Piekiełka" - miejsca, w którym sporo skał i szyb starej kopalni kamieni szlachetnych. Trochę emocji przy schodzeniu po pionowej kilkudziesięcio metrowej drabince. Góry Opawskie i Biskupią Kopę zaliczamy i jesteśmy oczarowani tym miejscem. Przepięknie, malowniczo i ciekawie - pozytywne zaskoczenie. Docieramy do auta i udajemy się ku dalszym górskim przygodom. CDN4 punkty
-
Turystyka przedwojenna Samochodem? Rowerem? Autobusem? Konno? Jak poruszali się turyści w 20-leciu międzywojennym? Najpopularniejszym środkiem transportu był pociąg. Sieć torów została na tyle dobrze rozwinięta, że do większości kurortów turystycznych w Polsce można było dostać się koleją. Drogi nie należały do dobrze zadbanych. W rezultacie średnia prędkość samochodu wynosiła ok. 35 km/h. W tym tempie podróż z Krakowa do Zakopanego trwałaby ok. 4 godzin. Najszybszym ówczesnym pociągiem - Luxtorpedą - czas jazdy skracał się do 2h 45min. W dodatku warunki panujące w pociągu były dużo bardziej komfortowe niż w samochodzie. W związku z poprawą komunikacji publicznej w kraju turystyka zaczęła się szybko rozwijać. Wychodząc naprzeciw tendencjom, Polskie Koleje Państwowe wprowadziły 66-procentową zniżkę dla turystów. Eksperyment narciarski W 1930 r. prof. Władysław Milata (członek PZN) założył Towarzystwo Krzewienia Narciarstwa. Towarzystwo prężnie się rozwijało. Organizowało szkolenia narciarskie a chętnym, którzy chcieli spróbować białego szaleństwa, rozdawało narty. Specjalnością Towarzystwa była organizacja wyjazdów turystycznych. A w wyniku współpracy z PKP utworzono jedyną w swoim rodzaju atrakcję: pociągu dla narciarzy, zwanym też "Narty-Dancing-Brydż". Pociąg narciarski wyruszył po raz pierwszy z Krakowa w lutym 1932 r. Trasa wiodła przez Wisłę, Zwardoń, Zakopane, Rabkę, Krynicę, Worochtę, Jaremczę, Sławsk i Sianki (obecnie część z tych miejscowości znajduje się na Ukrainie). Podróż trwała 10 dni i 10 nocy. Koszty były raczej wysokie, bo 200 zł (w przeliczeniu na czasy obecne to ok. 2000zł). Dla porównania: średnia pensja nie przekraczała wtedy 150zł. Jak wyglądał "przeciętny dzień" wycieczki? Jak wyglądał program wycieczki? W ciągu dnia narciarze mieli kilkanaście godzin na korzystanie z uroków okolicznych stoków. Po jeździe na nartach miłośnicy białego szaleństwa wracali do pociągu. Wieczorem grali w karty i bilard, tańczyli lub oglądali filmy w sali kinowej. W wagonie restauracyjnym mogli usiąść na obitych skórą krzesłach przy stolikach przykrytych błyszczącym obrusem. Wystrój wagonów przypominał hotel - zostały one zaprojektowane przez wybitnych projektantów. Z powodu "nocnego życia pociągu" prawie w ogóle nie jeździły nim dzieci. Po skorzystaniu z rozrywek, narciarze wracali do swoich wygodnych 2-osobowych pokoi. Mieli też do dyspozycji łazienkę z prysznicem. Pociąg jechał tak, aby rano być już w kolejnym kurorcie narciarskim. Gdy wszyscy wysiedli, kierowali się do autobusu, który zawoził ich prosto na stok. W sumie pociąg przejeżdżał 1200km. Co ważne, na taką wycieczkę mogli jechać także początkujący narciarze - w cenie przejazdu mieli zapewnioną szkółkę narciarską, która przez cały czas im towarzyszyła. Idea pociągu dla narciarzy była połączeniem wyjazdu narciarskiego z coraz bardziej popularnym współcześnie tzw. après-ski. Po ciężkim narciarskim dniu (pamiętajmy, że w tamtych czasach nie było na terenie Polski żadnego wyciągu narciarskiego!) zimowi zapaleńcy mogli odpocząć w luksusowych wagonach. Co ważne, mimo codziennej zmiany miejsca szusowania, nocleg pozostawał ten sam. Dzięki temu panowała lepsza atmosfera. Niestety, za tę odrobinę luksusu trzeba było sporo zapłacić. Lecz czy nie warto było odkładać przez cały rok, żeby potem wyszaleć się pośród gór w świetnym towarzystwie? Pociąg narciarski doczekał się swojej książki - "Narty. Dancing. Brydż w kurortach II Rzeczpospolitej" autorstwa Mai i Jana Łozińskich. Dołączam jeszcze zdjęcia :) warto, patrząc na nie, odpłynąć myślami do najpiękniejszych chwil spędzonych na nartach w górach - razem z rodziną i przyjaciółmi. Bo, jak pokazuje idea pociągu Narty-Dancing-Brydż, w szusowaniu nie liczą się tylko narty, ale także towarzystwo, w jakim spędzamy jedne z lepszych chwil w życiu.3 punkty
-
Jak postanowiłem latem, że w tym roku wykorzystam nawet najwcześniejszy duży opad śniegu tak też zrobiłem. Wyjeżdżając z domu jeszcze się wachałem czy Pilsko czy Biały Krzyż, ale ostatecznie zdjęcia na fb przekonały mnie o kierunku. Docieram pod Strugi o 10, ale już wiem, że kolejka przed tygodniem zakończyła pracę, więc czeka mnie ten pierwszy odcinek z buta: W miarę podchodzenia widać już, że od Szczawin jest śniegu pod dostatkiem a wyżej to już zimowa bajka: Chwilę odpoczynku na szczycie i przygotowania do zjazdu. Sam zjazd ze szczytu średnio przyjemny. 50 cm świeżego puchu bez podkładu nie pozwala na płynną jazdę. Można zjeżdżać do Miziowej tylko zakosami. Natomiast z Miziowej do Szczawin na krechę. Straty w sprzęcie minimalne. Zresztą od czego są narty do turowania jak nie do szorowania po iglakach i kamieniach. Wcześniej oczywiście obowiązkowa kiełbaska w starym schronisku.3 punkty
-
3 punkty
-
Mam mocno negatywne doświadczenia z poszukiwaniem w tym miejscu, a chyba 3 lata temu też miałam pomysł na spędzenie tam okresu koło Nowego Roku. Za 18(!!!) metrowy "apartament" dla 4 osób miałabym zapłacić sporo więcej niż za 70m w Karyntii. Policzyliśmy i stwierdziliśmy, że opłaca się zapłacić więcej za paliwo, dołożyć te parę godzin w trasie i mieć nieporównywalnie lepsze warunki zamieszkania i na stoku.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Te Heady przy długości 168 ważą 5,8 (źródło: https://www.levelninesports.com/head-absolut-joy-women-s-ski-w-joy-9-slr-bindings) moje 163 pewnie odpowiednio mniej więc to całe "incredibly light ski" to bełkot marketingowy i tyle. Dla mnie są wystarczająco ciężkie, żeby zapewnić poczucie stabilnej jazdy, a na tyle lekkie, że mam na nich przyjemność jeżdżąc 8 godzin dziennie.1 punkt
-
W nartach Joy zostal uzyty nowy matrial zwany Graphene i to dawalo im nizsza wage. Rally do 2016 byly bez tego materialu ale w tym rsezonie rowniez zostal dodany.1 punkt
-
Ok I'll animal to you i moje dechy ważą kolejno: Head worldcup rebels i.speed pro - 180 Cm - 8,5 kg Head Supershape Rally - 170 CM - 6,0 kg Do kompletu informacji brakuje Ci jeszcze wagi Head Joy, może idealist Ci podpowie1 punkt
-
Nawet się nie zastanawiaj. Jak pojedziesz np. Do Val Gardeny, to będziesz miał do przejeżdżenia tras jak w Zillertal, ale ... inne góry, inna pogoda, inny klimat, inne jedzenie, inna atmosfera, inne, inne.... Polecam lekturę naszych tekstów o "Sekretach Sellarondy", z których dowiesz się wielu ciekawych informacji, gdzie pojechać i co zobaczyć.1 punkt
-
Miejmy nadzieję, że ograniczenia te wynikają raczej z domyślnych ustawień platformy i wkrótce zostaną zniesione... gorzej jeśli jest to zamierzone ustawienie, wtedy ta zmiana zaczęła by zbyt mocno przypominać "dobrą zmianę",a to już ciężko byłoby znieść1 punkt
-
Aaaa, właśnie boję się po twoim wylewnym poście na temat nie cierpienia zimy, że ciebie to wkrótce czeka. Wydaje mi się, że twoje brzdące po roku zobaczymy przytroczone do plecaków twojego i Pauli gdzieś na Szwajcarii Bałtowskiej.1 punkt
-
Darku z tego co widzę, to poważnie atakujesz w tym sezonie Nim większość z nas zacznie swoje pierwsze szusy, Ty będziesz miał zaliczone już kilka bądź kilkanaście dni na nartach Brawo!1 punkt
-
Super Darek! ...Paula po Twoich relacjach mówi, że trzeba w Góry się przeprowadzić Filmik z Pilska zrobiony na nartach w piątek - znaleziony na FB.1 punkt
-
I zaczęło się... Spadł pierwszy śnieg, w sieci pierwsze fotki, pierwsze filmiki z białym. Przyjaciele dzwonią, że nowe narty w domu stoją, że zima idzie. I co? I znowu trzeba będzie targać te dwie długie i ciężkie dechy by naostrzyli krawędzie, by nasmarowali. I znowu serducho będzie człowiekowi walić jakoś mocniej i szybciej, jakby miało się przekręcić z tej całej ekscytacji - zdrowe to? Potem zacznie się szperanie po szafach... Gdzie rękawiczki, czy rękawiczki będą się nadawać na ten sezon? Czy spodnie uprane po ostatnim wyjeździe, czy zacinający się suwak w kurtce działa? Buty czy w środku niezaśmierdnięte? Pytania, pytania, pytania. Gdzie jechać? Kiedy zaplanować urlop? Jak nakręcić film? Czym robić zdjęcia, bo przecież aparat się rozpadł? Pisać relacje, czy nie pisać? Czy na wszystko starczy czasu? Czy się kontuzja nie odnowi? A może nowe narty? A może kask? Boże!... a jak Ona zajdzie w ciążę!!!??? To co? To przecież wówczas wszystko się zawali?!!!? A może nie? A może na tyczki? A może z kolegami na męski wypad wtedy? Nie. No, bo jak to?... Przecież to byłoby nie fair, bo ona nie tylko Kocha mnie, ale te swoje dwie, czerwone Hero i szpiczaste góry w górach... i jak twardo to też Kocha Dżisas - jak to będzie? Zima - czy ty nie masz sumienia tak człowiekiem targać na wszystkie strony? Jak ja nie lubię tej zimy... ...zimą ponownie rodzi się pasja. A ja? Cóż? Żyję nią.1 punkt
-
Też kiedyś myślałem że to trupia czacha, ale jednak chyba nie... Jest to bardziej nawiązanie do kryształowej kuli, wręczanej na koniec sezonu Ale trupia czacha chyba też słusznie wyczytywana z tego bo seria nart zabójczo dobra i szybka1 punkt
-
1 punkt
-
Olbrzymia niespodzianka Jacku. Dziękuję! Monika Witkowska ze swoimi książkami opisującymi żeglarskie przygody: Kurs na Horn: Dziennik z rejsu Kurs Arktyka. Rejs przez Przejście Północno-Zachodnie Kurs Czukotka Przygody górskie: Everest. Góra Gór Góry z duszą: Kilimandżaro, Mont Blanc, Ararat, Rysy, Aconcagua, Großglockner, Kala Pattar, Lobuche East Od dawna gości w moim domu...i poprzez, to co pisze, stała się dla mnie bliską osobą. Skromna, pełna humoru, zdystansowana do swojej osoby, poukładana, doskonała pisarsko...a przede wszystkim posiadająca dobre serce (choć troszkę "medycznie" chore), charyzmę, zdolność poszukiwania przygód "na końcu Świata"... ...bije od Niej mega radość życia, otwartość na ludzi i luz. Wsparcie od Moniki? Bezcenne. I to nic, że jest znaną Dziennikarką, Pisarką, Zdobywczynią Kolosa, 10 Polką na Evereście... ...jest Kumpelą dla wszystkich - a to cecha bezcenna. Mam nadzieję, że poznam ją kiedyś osobiście. Dziękuję raz jeszcze - Tobie i Monice. PS. Dla tych, którzy ominęli moje ostatnie, nieporadne relacje linki do nich: Babiej Góry - najwyższej w Beskidzie Żywieckim Skrzycznego - top Beskidu Śląskiego Czupiela - Beskid Mały1 punkt
-
Planowany od dawna wyjazd wreszcie się ziścił.Atak w okolice Johnnego i zdobycie kilku szczytów należących do Korony Gór Polskich.Miało być spokojnie, miało być kameralnie...a wyszło super wspaniale z gronem świetnych Przyjaciół i Forumowiczy.Niepozorne wiadomości priv, teksty pod relacjami, publiczne rozmowy na forum i po wysłaniu, zresztą tak jak obiecałem informacji o naszych razem z Paulą, Maćkiem i jego Żoną planach... zebrała się nas w Górach pod Babią spora ilość. Nieformalne WZF doszło do skutku...a frekfencja? 100%.Tylko Wy - pozytywnie zakręceni na punkcie nart mogliście sprawić nam tak olbrzymią niespodziankę.Chodzenie po Górach w takim towarzystwie to była prawdziwa przyjemność......ale może zacznę od początku tę relację.Wyruszyliśmy wieczorem, w piątek.Początek tego fantastycznego weekendu zaczął się od tego oto widoku: Potem mijaliśmy Ogrodzieniec i kolejny wspaniały widok zainspirował nas do naszego nowego podróżniczego tematu...ale, to nie miejsce... Tuż za zamkiem, gdzieś między tamtejszymi łąkami i spowijającymi je mgłami - prosto na nas i nasze auto wyskoczył jakiś zabłąkany łoś. Na szczęście w porę się zorientował, skręcił i pobiegł równolegle do toru naszej jazdy. Zdarzenie trwało chwilę ale ciarki po plecach przeszły - zderzenie z dwumetrowym kolosem nie byłoby fajne.Dojechaliśmy do Johnnego cali i szczęśliwi.Pobudka dnia następnego okazała się zbyt późna - już po drodze, gdy dołączył do nas Góral spod Skrzycznego z Małżonką wiedzieliśmy, że będziemy mieli obsówę półgodzinną......sorry for all.Na pocieszenie dodam, że Major ze swoją ekipą również się spóźnił :wink:Po drodze, przed nami pierwszy widok na Diablaka. Po szybkim przywitaniu, kupiliśmy bilety do Parku i zaczęliśmy naszą wspólną przygodę z najwyższym szczytem Beskidu Żywieckiego.Start z Przełęczy "Krowiarki". Nasze grono?Imponujące... 13 osób i niezły peleton. Na dosyć szerokim szlaku utworzyliśmy niezły wężyk. Skład Ekipy:JC, MajorSki z Żoną i dwójką najmłodszych uczestników wyprawy, Johnny Narciarz z Żonką, Marionen i Anniaa, Góral spod Skrzycznego z Żoną, Piotr_67 z Żoną no i oczywiście ja z Paulą.Beskid Żywiecki i jego klimat... Niby już nie jeden Beskid odwiedziliśmy... ale każdy inny, każdy ma co innego do zaoferowania. Żywiec zdrój?Myślę, że to co w butelce nie umywa się do tego, co na Babiej może człowiek spróbować. Po dosyć łatwych kilku kilometrach mijamy jedno ze skrzyżowań szlaków i na kolejnym skręcamy na drogę zwaną "Percią Akademików" - żółty szlak. Robi się wąsko, robi się stromiej.Początek tej ścieżki: Powoli wydostajemy się powyżej linii lasu i wyłaniają się dla nas takie oto widoki:1 punkt
-
Babia Góra zwana Diablakiem. Cz.2Nim jednak drzewa całkowicie zniknęły z naszych oczu - między nimi ukazał się cel naszej podróży.Babia Góra, czyli Diablak 1725 m npm. Zieleń i błękit - moje ulubione kolory na fotkach... Las się skończył - zaczęło się maszerowanie gęsiego. Nim się obejrzeliśmy pojawiły się tutejsze pierwsze łańcuchy. Zatory robiły się głównie przez fotoreporterów :wink: Maciek w akcji "na krawędzi"... Marboru na klamrach... Góral z Żoną w kolejce :smile: Paula... ...i piękne widoczki. W tę sobotę był naprawdę spory tłok na szlakach :wink: JC prze w górę! ...a potem pomaga innym. W tle?Bajka. Po delikatnych trudnościach technicznych, ostatnie miejsca zielone przed szczytem były spowite kwitnącymi kwiatami.1 punkt
-
Zima pod SkałąŚnieg poprószył, miało świecić słońcę więc trzeba było to jakoś wykorzystać. Ruszam z Soliska w kierunku Małego Skrzycznego, jednak zamierzam go zdobyć „trochę” : okrężną drogą. Na wyskości gdzie trasa łączy się z tą z COS-u z lewej strony, skręcam tak jak uważam za służniejsze czyli w prawo:biggrin:. Przecinam wyciąg i przyjemną drogą trawersującą stok docieram aż za Kopę Skrzyczeńską. Ostro w górę kieruje się na grzbiet i wychodzę na szlaku jakieś 500 m przed Malinowską Skałą. Tam chwilę odpoczywam w całkowitej ciszy i z pięknym widokiem... :angel: Zdobywam szczyt po czym zawracam i po około godzinie jestem na Małym, skąd już kieruje się stokiem na parking. W tym miękkim śniegu jedzie się bardzo przyjemnie, dopóki nie docieram do ścianki na Suchym, która przez te kilka godzin uległa całkowitej przemianie i z trasy z dobrymi warunkami stała się ledwie przejezdna :. Dzień mega udany, można było poczuć trochę prawdziwej zimy i zmęczenia nóg, w końcu zrobiłem równe 10 km na fokach plus do tego zjazd :smile::smile:1 punkt
-
Małe Skrzyczne po raz drugiPogoda niestety jaka jest każdy widzi, dlatego trzeba korzystać póki wszystko nie spłynie. A płynie dosłownie, co najlepiej widać na szczyrkowskich ulicach :sorrow: Boję się o stan pokrywy w Czyrnej, więc parkuje pod Golgotą i w efekcie ten dzień narciarski kosztuje mnie całe 10 zł. Podchodzę "czwórką", na której zresztą jest już sporo przetrać, ubrany w bieliznę termoaktywną i softshell co jest ubiorem zbyt ciepłym, ale nie za bardzo jest co ściągnąć :stupid: Powyżej Hali wieje już jednak wiatr i jest mglisto, później mgła się rozwiewa i zaczyna kropić. Skręcam w "trójkę i dochodząc do grzbietu odbijam od razu w prawo w kierunku Małego. Na szczycie odklejam foki, przepinam wiązania i na dół, tym razem zjazd bardzo przyjemny i smakuje o wiele lepiej gdy pracuje się na niego dwie godziny :biggrin: Wyprawa bardzo udana :happy:, tylko warunki takie jakie powinny być za dwa miesiące. Obawiam się, że zapowiadany halny i brak ochłodzenia na horyzoncie dość szybko uniemożliwi foczenie poza naśnieżonym trasami, nawet powyżej 1000 m n.p.m. :frustrating:I jeszcze taki apel do narciarzy (ostatnio popularny na forum :tongue:), nie patrzcie się jak na kosmitę, tylko spróbujcie tego sportu, na prawdę warto :biggrin:Pozdrawiam :wink:1 punkt







