Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
14.11.2016 - 14.11.2016
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 14.11.2016 uwzględniając wszystkie działy
-
Miliony w śnieg Leżący w Południowym Tyrolu (Włochy) ośrodek narciarski Kronplatz od kilku dni intensywnie naśnieża trasy narciarskie. W liczbach przedstawia się to następująco: 5 litrów wody na sekundę = 18 m3 wody na godzinę = 36 m3 śniegu na godzinę x 500 (pracujących armatek) = 18 000 m3 śniegu na godzinę x 2,5 euro (koszt produkcji 1 m3 śniegu) = 45.000 Euro x 4,4 (dzisiejszy kurs NBP) = 198 000 PLN x 24 godziny = 4 752 000 PLN za dobę naśnieżania!!!5 punktów
-
Witojcie, ostatnio skitury są wśród forumowiczów coraz popularniejsze, co widać po rosnącej liczbie relacji. Może warto w trakcie sezonu podawać tutaj info kto gdzie i kiedy się wybiera i przez to uda się zorganizować wspólne foczenie? Albo taki temat przekona niezdecydowanych by w końcu spróbować. Jest dużo osób z okolic Beskidów, więc myślę, że jest szansa powodzenia Ale temat oczywiście dla całej Polski Ja sezon planuję rozpocząć późno, bo dopiero w okolicy Nowego Roku, w planie na pewno Pilsko na rozgrzewke (różne warianty) Rysianka, Babia... Ale na pewno znajdą się zapaleńcy, którzy wystartują dużo wcześniej3 punkty
-
Rozpocząłem (i poniekąd zakończyłem) dzisiaj sezon 2016/2017. Pomysł był dość spontaniczny - w górach śmigają, to i na nizinach trzeba zrobić pierwsze skręty (oczywiście skręty na nartach a nie takie zawijane ). Wybór... Nie. Nie było wyboru. Jedyną możliwością stała się Górka Szczęśliwicka i jej zielony stok. Remont zakończył się w połowie października (rozpoczął się w czerwcu - wtedy pocałowałem klamkę), więc zapowiadała się świetna jazda. Niestety równocześnie musiał nadejść też jeden smutny akcent - pożegnanie z nartami. Tak to jest, że coś się kończy, coś się zaczyna. Nie było łatwo podjąć tę decyzję, ponieważ narty stały mi się bardzo bliskie. Jeździłem na nich na Chopoku, w Łomnicy, Szczyrku, Korbielowie, Wiśle, Kasprowym, Kazimierzu i w wielu innych ośrodkach. Łezka zakręciła się w oku, ponieważ przez te wszystkie sezony narty stały się częścią mnie. Jakby kolejną kończyną (a właściwie kończynami). Nadszedł jednak ich kres. Stan melancholii trwał u mnie kilka dni - od momentu, w którym zadecydowałem, że przyszedł najwyższy czas, żeby porzucić narty. Data nie jest przypadkowa. Oprócz rozpoczęcia sezonu w górach, w ostatni czwartek minęło dokładnie 7 miesięcy od mojego pierwszego zjazdu z Świętej Góry Narciarzy. Miałem wielką "gulę" w gardle. Starałem się tego po sobie nie okazywać, jednak to wydarzenie spowodowało u mnie lekkie zdenerwowanie i spore emocje. Nigdy nie było mi łatwo podejmować trudne decyzje, dlatego i w tym przypadku nie przyszło mi to łatwo. Wracając do relacji... O 15:30 wyjechałem w ostatnią podróż na Górkę Szczęśliwicką w takim stanie jak zawsze. Przy każdym zakręcie z tyłu głowy wisiała myśl, że nigdy już nie będzie tak samo. Wysiadłem z samochodu. Narty na plecy. Torba z butami w rękę i stuk, puk, stuk, puk. Ostatni taki spacer przez Park Szczęśliwicki. W kasie kupiłem karnet na jedną godzinę (18zł). Nie chciałem przedłużać tej dramatycznej chwili. Korzystając z okazji wypożyczyłem jedną parę nart - o 5cm dłuższą od moich. Chciałem poczuć, jaka będzie różnica. Nadszedł czas na ostatni KLIK na narcie. Jeszcze drugi i ruszam do talerzyka. Na stoku jeździło kilkadziesiąt dzieci (z jakiejś szkółki) i kilku zwykłych narciarzy. Dzięki takiej frekwencji stok był niemal cały czas nawadniany. (Sorry za jakość zdjęć, nie wziąłem aparatu) Jeździło mi się całkiem przyjemnie, chociaż dosyć wolno. Dlatego po dwóch zjazdach założyłem wypożyczane narty. Na nich było o wiele lepiej - zostały lepiej nasmarowane. Jeździłem głównie śmigiem, krótkim i długim skrętem. Z biegiem czasu ludzi ubywało. Ubywało też wody, bo przy mniejszej frekwencji gorzej nawadniają stok. Radości z jazdy nie było końca, mimo tego że dzisiejszy wypad miał być pożegnaniem z nartami. Na stoku pojawiło się także niepełnosprawne dziecko - na konstrukcji przymocowanej do nart. Niestety nie udało mi się zrobić zdjęcia. Mimo remontu, nie naprawili zepsutych wodnych dysz - tryskały na wszystkie strony. Kiedy wjeżdżałem ostatni raz na górę, zepsuł się jeden talerzyk. Podobno pękła jakaś sprężyna. Pękło też coś w sercu. To koniec. Żegnajcie narty. W tym tygodniu idę kupić nowe3 punkty
-
Szukajac staroci natknalem sie na jakies wydanie o narciarstwie z lat 70/80 Na forum sa userzy ktorzy poczuja sie znowu mlodzi Ogladajac te kolorowe zdjecia mialem mrowienie w brzuchu Luxus i szcyt techniki jaki w polsce byl dostepny tylko dla elit Format typu Pdf. Polecam ! https://books.google.se/books?id=9kIKJeJFRf0C&lpg=PT13&ots=yL4R5OfVIa&dq=dynastar sr 550&hl=sv&pg=PP2#v=onepage&q&f=true3 punkty
-
2 punkty
-
1 punkt
-
To było tych kilka lat temu i się wahałem, ale była okazja i szubrawiec Łokieć mnie skusił i namówił przy pewnej okazji. W jeździe dowolnej wprost genialnie. Nawet sobie delikatnie ćwiczyłem na nich "śmigać" Ale jednak "trzeba jeździć". Tak w uproszczeniu - narty bez półśrodków. Inaczej szkoda męczyć. Objeżdżone w Alpach i w Czechach (Spindlerowy, Janskie, Herlikovice). Były też zapięte na Czarnej Górze B-fis. Pozdrawiam,1 punkt
-
No chyba poniosło mnie przed snem. Ale tak sobie koledzy dywagują o GS co jest be, a co cacy, że się uzewnętrzniłem. Do tego stopnia, że zawyżyłem swoja wagę netto o 10 kg i nie widzę jak to skorygować w poście po zmianach Pozdrawiam,1 punkt
-
Cześć Żeś się namęczył a zaraz mistrzowie Head,ów z czachą powiedzą Ci, że gówno wiesz i chcesz szpanować. Po co w ogóle piszesz takie posty Piotrze tutaj? Niestety SB już się nie odzywa i nie strofuje. Pozdrowienia1 punkt
-
Bez komentarzy i odnośników do przedmówców. Z GS FIS czy też tak zwanych FIS w stajni jest: Fischer 193 cm, r 27 około; Stockli 185 cm, r 27 Elan 182 cm, r 23 Rossi (na wyciągnięcie ręki) 182 cm, r 23 Blizzard 180 cm, r 20 (masters) Kneissl 180 cm, r 21+ do tego ujeżdżone: head 186 cm, r 29,8 head 184 cm, r 26+ coś tam nie pamiętam Dlaczego tyle i takie ? Bo: jest nas dwóch, syn i ja; są narty do jazdy dowolnej; są narty treningowe, też używane do jazdy dowolnej; są narty startowe, tez "profanowane" do jazdy dowolnej były różne etapy GS jeżdżenia; nudno tak z jedną nartą; były takie fajne okazje do kupienia, że jak nie kupić Na stok jeżdżę (jazda dowolna) z dwiema parami zawsze (czasami trzema), jeżeli stok i warunki pozwalają. Na początku jest GS. Jak się zwali ludzi, zmuldzi, zryje etc. to nie katuję się przerostem formy (różnorodna technika i wszechstronne umiejętności) nad treścią (GS FIS) tylko zjeżdżam, przepinam się na SL i "bawię" jazdą inaczej. Co nie zmienia faktu, że i sam z siebie i w tracie treningów bez tyczek z GS bywa i "śmiganie" i skakanie i NW i inne "cudaki" (cudzysłowy użyte specjalnie). Mam 173 i waham się 88 kg +/- 1. Można z tego wysnuć, że mam nie po kolei pod kopułą, w tym inny przerost formy nad treścią. Można z tego wysnuć wnioski dla siebie. Pozdrawiam,1 punkt
-
Tak jak prosił JC, wstawiłem zdjęcia do galerii. Najprawdopodobniej kupię narty ok.165cm - być może Head Rally (z polecenia Marboru).1 punkt
-
1 punkt
-
hej koledzy giganciarze Head WC Rebels i.GS RD 186 cm promień 25 ale.....!! ale przez 2 dni w Alpach testowałem także Head'y i.speed pro których szczęśliwym posiadaczem jest @FerraEnzo Szczęśliwym ponieważ wg mnie narta jest super! Stabilna fajnie się prowadzi w długich skrętach na dużej prędkości, przejście z krawędzi na krawędź szybkie, przy wyjściu ze łuku ma kopa i co ważne na stoku - w ułamku sekundy daje się zmusić także do ciasnych skrętów. Oczywiście wymaga to w miarę przyzwoitej techniki. Jeździłem na nich cały dzień od porannego sztruksu aż do wieczornych muld. Nie jest to chyba narta dla początkującego ale Wy nimi nie jesteście. Tak czy inaczej każdemu kto chce kupić taka lub inną nartę polecam testy. Już w Polsce testowałem Head WC Rebels i.GS RD no i kupiłem. Do tych nart naprawdę trzeba być silnym i przygotowanym, podczas testów miałem jednak cały czas banana na twarzy na przemian z grymasem bólu gdy uda paliły. To kawal wymagającej narty wiedziałem o tym - przetestowałem - kupiłem. A teraz staram się trzymać formę aby zima mieć z nich radość.1 punkt
-
Jup, https://www.youtube.com/watch?v=9N-Z-Fno0JY Ten już nawet wrzucałem na forum. https://www.youtube.com/watch?v=e63qzb94yvY Ta sama narta tylko bez płyty RDX - zwróć uwagę na warunki. https://www.youtube.com/watch?v=_0CzuFzo4jA POV I testy na gigancie - https://www.youtube.com/watch?v=lKRWPWI2JNs I recenzja - http://www.yellowgentian.com/ski-reviews/piste/head-worldcup-rebels-i-speed Edit. Chyba że chodziło Ci o filmy prezentujące mnie na tej narcie. Takich nie mam, ale na pewno w sezonie coś nagram.1 punkt
-
Mtku, a ty widziales gdzies na zawodach GS aby zawodnicy jezdzili kiedykolwiek smigiem ?1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Marcin ,zdjęcia nocne to wyzwanie dla każdego fotografatrzeba trochę cierpliwości.Zakup nowych nart to bardzo dobry pomysł....trzeba się rozwijać. Powodzenia A stare narty zostaw sobie na pamiątkę.1 punkt
-
Osz kurna! To jak w stanach nima to u nas będzie A sam konkurs w Levi genialny! Dave daje ostro i jest dowodem na to, jak mawiała moja eks..."nie wszyscy mamy równy start, ale wszyscy mamy równe możliwości"1 punkt
-
Jezdziłes na narcie promieniem 35m ? Jaki ma sens kupowanie nart komórkowych jak nie jesteś zawodnikiem ? przyjemoność z jazdy wieksza ? czy szpan przed kolegami ? a może lans na stoku ? Dla mnie z nart z amatorskiej serii gs : 1 ) Stockli Laser Gs 2) Atomic 3.0 Gs i długo nic ......1 punkt
-
Odpowiem tak jak zapewne nie chcesz. Jeździłem na GS-ach, teraz na SL-ach. Dlaczego? Mam 198 cm, ważę 88 i przybywa mi lat. Mam coraz mniej siły, a poza tym gdzie w Polsce pojadę gigantowym skrętem? Pozdrawiam.1 punkt
-
Wszystkie zawody w Ameryce Północnej pod znakiem zapytania. Dzieje się tam to co zwykle tam się nie zdarza - brak śniegu i dodatnie temperatury. W Lake Louise ma być kontrola śniegu z FISu 15 listopada a na trasie trawa... to samo w Beaver Creek. W Killington walczą z czasem i ustawiają dziesiątki śnieżnych wspomagaczy na trasie, ale to na nic gdy prognozy pogodowe złe. W tym sezonie chyba będzie królować europejska zima Beaver Creek na wysokości ok 3400m n.p.m. Killington1 punkt
-
Miesiąc temu miałem ten sam dylemat, wybrałem model ubiegłoroczny, a zaoszczędzony tysiak będzie na piwo po nartach1 punkt
-
1 punkt
-
Dzisiaj na naszej Ice Arenie doskonałe warunki. Zimowo i ciągle sypie śnieg. Dookoła szumią armatki - Juliany, Golgota, BSA. Powoli zatem trzeba szykować się do dłuższych nart, zabrałem więc F19 i super bo trzy godzinki zabawy na tym naszym stoczku były doskonałe: Jestem już w transie, czy 3 grudnia na Chopoku jest nadal aktualny? Zaczekam oczywiście z wykupieniem promocji do ostatniego tygodnia, ale zgłaszam swoją gotowość na pierwszy w tym sezonie Słowacki WZF.1 punkt
-
1 punkt
-
100% ZIMY ! Dziś na BK: sypało z nieba, sypało z armat, minus 2, trochę mgły i trochę wiatru, biało nie tylko na naśnieżanej trasie ale i wszędzie wokół - także na drogach. Hurra! Zima ! Ludzi więcej niż wczoraj - czasem kilka minut do wyciągu. BK wprowadza nowe standardy: od wypożyczalni i od parkingu elegancki zielony sztuczny trawniczek- coby narciarz butów nie ubłocił a i na lodzie idąc w butach po poślizgu d.py nie stłukł- brawo!. Na koniec relacji mały apel: tu jest zima! Więc na letnich gumach niekoniecznie. Trochę takich zawracających w połowie drogi na Salmopol albo i też blokujących wjazd było... Hitem był gościu który pytał obsługę wyciągu czy uda mu się na letnich zjechać na dół, w górę ledwie mu się udało... Pozdr A.1 punkt
-
Wczoraj miałem możliwość zwiedzić dokładnie całą stację. Przy okazji nagrałem krótki film pokazujący pracę SnowBoxa.1 punkt
-
Wyjątkowo szybko wystartował sezon narciarski,więc wyjątkowo musiał być rozpoczęty. To z resztą "wisiało w powietrzu" i dziś kolejny nietypowy pomysł został zrealizowany.Nawet nie zdążyłem się przygotować... Długi czas myślałem, jak przytroczyć narty do roweru, żeby oszczędzić plecy. Kilka pomysłów miałem, ale z lenistwa żadnego nie wypróbowałem. W końcu uznałem, że nie będę kombinować jak koń pod górkę i najzwyczajniej odpowiednio spakuję plecak. Miałem tylko obawy o sztywność całej konstrukcji i przede wszystkim jak całość zachowa się podczas jazdy. Zwłaszcza podczas silnego wiatru. No i czy nie będę miał problemu z utrzymaniem prostego toru jazdy. Czy moje ramiona mnie nie zniszczą? Sporo pytań, na które można uzyskać szybką odpowiedź jedynie w praktyce. Nie ma więc co tu wiele myśleć, tylko do dzieła! Plecak spakowałem wieczorem, żeby rano nie tracić cennego czasu. Już go używałem do skialpinizmu ("skibeskidnizmu"), więc wiedziałem, że się nieźle sprawdza na wyprawach. Pozostało przemyśleć ubiór, bo to dość trudny temat, kiedy temperatury oscylują w okolicach zera stopni. Przede wszystkim nie wiedziałem na ile się zgrzeje podczas podjazdu. Ostatecznie ubrałem dwie dość cienkie warstwy, dodatkowo pakując spodnie wodoodporne i taką prostą jupkę, która w razie czego dobrze chroni od wiatru, ale też opadu. Po ostatnich przemyśleniach i pakowaniu wystawiłem rower na zewnątrz, przy okazji badając temperaturę na czuja. Jest dobrze! Przymrozku nie było, więc ubiór trafiony. Przynajmniej bez plecaka... Chwytam ręką plecak i mały szok - on waży 3 tony! Wrzucam na ramie, odpowiednio zapinam, dopasowuję, podskakuję, wiercę się i stwierdzam, że chyba dobrze leży. Pozostało włączyć pewną aplikację na smarkfonie i ruszam. Trochę niepokoją mnie jedynie siwe chmury, które wszystko mogą zniweczyć. Obawy co do pogody szybko się potwierdziły - nie ujechałem jeszcze 2 km jak zaczęło padać. Tyle przygotowań i mam od razu zawracać? Dopóki siąpi, jadę dalej. Na wysokości Bielska-Białej opad ustaję, za to drogi mokre jak po mocniejszym deszczu. To nie problem. Bardziej obawiałem się zachowania plecaka i jego wpływu na jazdę. Na szczęście ten spisuję się doskonale! Nie goni na boki, nie wpływa na tor jazdy, a nawet niewiele zmniejsza prędkość przelotową. Czyli po płaskim nie ma problemu. Trzeba więc uwiecznić nietypową podróż, a raczej podróżnika. Chwila zabawy i ruszam dalej,bo czas ucieka, a ja chciałem być choć blisko czasu otwarcia. Ponownie przez centrum Bielska-Białej, koło Ratusza, odkąd to już szlakiem rowerowym w kierunku Szczyrku. Tuż na wylocie z B-B natrafiam na dosłownie może 100 metrów błota, którego nie da się w żaden sensowny sposób objechać. Ale dla mojego grubasa to żaden problem. Może jeden - na tym etapie nie chciałem być uwalony z błota. Cóż, nie ma wyjścia, trzeba to przejechać. Pokonałem błotko, wypłukałem opony w słusznej kałuży i ruszyłem dalej. Teraz to już tylko jazda asfaltami i brukami, w sumie aż do centrum Szczyrku. Jedynie każda górka daje się we znaki, bo bagaż waży... Tempo spadło. Prawdziwa próba miała dopiero nadejść. Im bliżej celu, tym bardziej zwiększa się nachylenie. Do Golgoty jeszcze całkiem spokojnie, choć już tu miałem obawy. Jedynie zaczynam się za bardzo grzać, jest więc powód żeby zrobić pauzę pod Golgotą, przy okazji sprawdzając co tam słychać? Zrzuciłem z siebie jedną warstwę, bo warunki do "przemeblowania" tutaj są doskonałe - jest stół z ławeczkami. Ale od razu robi mi się zimniej, więc szybko wracam na trasę. Zaczyna się kluczowa wspinaczka, której najtrudniejszy moment to ten obok knajpy, gdzie można złowić Pstrąga. Mimo to ani przez chwilę nie muszę zrzucać biegu na najwolniejszy. Jeśli gdzieś staję, to tylko po to, żeby zrobić zdjęcia. No, czasem to mi robią foty... Za tym odcinkiem jest wiele wypłaszczeń i raczej mało męczące nachylenie. Przynajmniej dla roweru górskiego. Dojazd do Ice Areny staje się już formalnością. Myślałem,że jednak będzie dużo gorzej. Po drodze nachodziły mnie jeszcze wspomnienia, jak tu 2 lata temu się wspinałem praktycznie o jednej nodze, po kontuzji narciarskiej. Wtedy trochę mnie to kosztowało. Ale nie ma co rozciągać relację, bo Biały Krzyż tuż tuż! Jeszcze chwilę i jestem! Najtrudniejsza część wyprawy za mną! Przynajmniej tak mi się wydaję. Na miejscu od razu dostrzega mnie Darek (Góral spod Skrzycznego). Wcześniej wspomniałem,że czasem mnie fotografują... Oczywiście na posterunku czuwał już Jacek, który wcześniej zrobił mi fotkę podczas podjazdu. Jeszcze się nie przebrałem,a już "zahaczył" mnie Rafał (SPEED). Ice Arena przyciąga! Zwłaszcza o takiej porze roku. Gramolenie zajęło, bo brak tu miejsca na komfortowe przebranie się, kiedy nie ma kawałka suchej ławeczki czy stolika, ale też pierwszy raz nie jestem samochodem. Miałem też obawy czy mi buty za bardzo nie stwardnieją od zimna, ale na szczęście dało się wcisnąć stopę. Nawet mi nie zmarzła. Pozostało przypiąć dla bezpieczeństwa tłuściocha i jadymy! Ale znów to uczucie jakby człowiek nic o jeździe na nartach nie wiedział... Do tego ostre jak brzytwa krawędzie. Wziąłem slalomkę, bo najkrótsza i najłatwiejsza do spakowania. Acha! Nie wspomniałem,że nie kupiłem karnetu. Zdecydowałem się na takie naciągane toury, jak przed rokiem. Wspomnę o pogodzie, bo ta okazała się być na prawdę dobra! Temperatura z rana tak bliska zera stopni,a nawet na takim małym plusie. Mrozu nie czuć. Warunki na stoku dobre, a jak na tą pogodę to nawet bardzo dobre. Równo, dość twardo, bez żadnych gródek lodu i przede wszystkim bez kamieni. Później, przy końcu trasy, nieco zaczęła wystawać trawa, ale bez strachu o uszkodzenie sprzętu. Ludzi garstka, żadnych kolejek do wyciągu. Dziś można było się nacieszyć jazdą, choć stok krótki... No to parę fotek: Zjechałem i wyszedłem kilkanaście razy. Chyba 12, może 13, 14... Muszę sprawdzić na smarkfonie. Trochę udało mi się pojeździć, ale nie powiem żebym się nasycił. Raczej ziarenko zasiane i chciało by się więcej! Ale jak tu narzekać, kiedy mamy 11 listopada? Było miło, czas wracać, bo dobre 2 godziny jazdy przede mną. W tym momencie zostałem jeszcze rozpoznany przez pewnego czytelnika naszego forum - Marka i mieliśmy sympatyczną pogawędkę. Może zdecyduję się tu założyć konto? Marek, śmiało! Pozdrawiam. Wyszedłem ostatni raz i znów to przebieranie i pakowanie... To chyba najgorszy punkt dzisiejszego programu. Ale ponieważ robi mi się zimo, a w drodze na dół się nie zagrzeje, zakładam ową jupkę. Oczywiście początek zjechałem stokiem narciarskim. Przyczepność opon wzorowa, ale w głębszym, nie ubitym śniegu nawet szeroka opona potrafi zatonąć. Jednak na tyle mi się to spodobało, że chyba następnym razem pojadę bez nart... Ostatnie fotki i czas wracać. Droga powrotna to już totalny light! Początek non stop w dół i grawitacja pracuję. Rozwijam nawet blisko 60 km/h,chociaż raczej unikam takich rekordów z bagażem. Właściwie tak aż do granic mojej wioski się jedzie, więcej lub mnie z góry. Teraz już nie ma presji czasowej. Robię sobie jeszcze parę fotek,przy okazji odkrywając nowość na szlaku i tak piękny dzień dobiega końca. Miałem wiele wątpliwości, jak się zabrać do tematu, ale ostatecznie spontan wszystkie rozwiał. Chyba czasem nie ma co kalkulować, tylko iść na żywioł. Na koniec kilka fotek z trasy: Pozdrawiam, Johnny1 punkt
-
Ustawiłem 10 minut. Moim zdaniem wystarczy, żeby przeczytać i się zastanowić, co się napisało.1 punkt







