Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 22.04.2017 w Odpowiedzi
-
8 punktów
-
No i doszliśmy do momentu w którym możemy umieścić tytuł i napisy "filmu" co go oglądacie. Czyli skitury w Norwegii właśnie się rozpoczynają. Na początek zestawienie naszych wycieczek Dzień turowy 1,2 jest za nami. Dzisiaj będzie 3. Stoimy w Lyngseidet w luksusowym porcie (bo jest kibelek, gorący prysznic i prąd) nawet nie kosztuje to zbyt dużo (około 100 zł/dzień za łódkę), miejscowość jak na "polarne" warunki - kurort. Aby założyć deski trzeba przejść dobre 200 m. Naszym celem jest .... (wstawią koledzy bo coś mi się norweskie nazwy nie trzymają) górujący pięknie nad okolicą. Dzień jest bardzo zmienny, chmury galopują ale od czasu do czasu są takie urokliwe prześwity I góra prezentuje się wtedy nad wyraz urokliwie. I tak sobie idziemy, raz słońce, raz śnieg Jak widzicie piętro lasu dawno za nami, hale też już minęliśmy i kopuła szczytowa już blisko. Pięknie widać stąd Lyngseidet. Jest nawet... no właśnie co dostrzegą Wasze wprawne oczy? Zasuwamy całkiem konkretnie (fota od Mariusza) Pogoda coraz bardziej dochodzi do wniosku, że nie lubi narciarzy Ale nikt nie ma się zamiaru poddawać I wreszcie wychodzimy na grań (fota od Mariusza) W drugą stronę jest tak i szerszy plan Jesteśmy na niższym wierzchołku - zamierzamy zjechać stąd efektownym żlebem (powyżej chyba ten z prawej). Przepinka w śnieżycy ale jest widoczność. Chowam aparat do plecaka bo zaraz zacznie się to co tygryski lubią najbardziej - jazda. Wskakujemy po kolei do żlebu. Fota znów od Mariusza. Początek jest lekko stresujący bo stromo, widoczność też nie najlepsza. Ale dalej jest cudownie bo mieciutko! Nasz kapitan (co został wyraźnie w tyle) ma troszkę mniej szczęścia, dociera na górę we mgle, która za chwilę natarła. Idzie więc na właściwy wierzchołek licząc, że się przejaśni. Ale nic z tego - zjeżdża w mleku. Czyli bez przyjemności. My ten czas załamania pogody wykorzystujemy na powtórną wycieczkę na górę (widzicie to na trakach) a na drugi zjazd znów mamy oczy! Jest naprawdę nieźle. Zjazd jest komfortowy do końca bo przez las prowadzi "przecinka", która wygląda dosłownie jak trasa narciarska. Zjeżdżamy po bandach śnieżnych przy drodze do IT i ostatnie w świetnych humorach dajemy z buta. I to jest bez wątpienia najlepszy (kolejny) dzień w Norwegii. Pozdro Wiesiek5 punktów
-
Sprytny Kamil dorzucę jedną fotkę z dnia rejsowego, w tle skaliste zbocza po drugiej stronie fjordu, niż nasz port Lyngseidet, dodam w kontekście obecnego powder day, że w tym jednym dniu Norwegowie ogłosili 4 lawinową ... z powodu deszczu, padało tak do wysokości 200-300m, nasiąknięte strome zbocza były zagrożone, tak że dobrze nam się złożyło, że mogliśmy ten dzień wykorzystać na długie przemieszczenie się, na drugi dzień spadło do 3-ki a później 2-ka ta wioska to był prawdziwy wypas, informacja turystyczna, pensjonaty, poczta, market czynny do 23:00, kościół, wypożczyalnia skuterów, oświetlone trasy biegowe, i to wszystko za kołem podbiegunowym4 punkty
-
No to co? Wychodzimy na Gąsienicową! To jest jakiś kosmos! Majówka będzie wypasiona! Artur, ja jestem w skowronkach! Mój budżet domowy nie koniecznie, ale szarpnąłem się na Sprytną Sezonówkę (na Chopok itp), bo teraz warto!3 punkty
-
Ja też jestem w Livigno,zwabiony prognozą i chęcią poznania koleżanki z forum.Ta niestety zasłoniła się brakami urody po bliskim kontakcie buzią z lodowym sztruksem.Nie wiem,czy wierzyć,bo żadna ze znanych mi osób po takim kontakcie nie wzdrygała się przed odsłonieniem oblicza. Livigno przywitało nas ,mocnym porannym mrozem wczoraj,dziś już tylko zimna noc i nienaganne warunki w dzień,dużo lepsze,niż 3 tygodnie temu,gdy tu zaglądnąłem w czasie fali upałów.Rano chodziły armaty,na trasach i w centrum-tu pewnie pod kątem jakiegoś eventu usypywano góry śniegu. Miasto zdominowane przez Polaków,w czym zasługa taniego alkoholu i freeski-sąsiedzi kupili 7 dni w apartamencie z karnetem za 120 euro. W obliczu wyboru jednej z 3 możliwości spędzenia paru dni na nartach w tym czasie-Kasprowy z zawodami o puchar PKL,Ischgl z kolegą z forum od sobotyi Livigno z zaprzyjaźnionym małżeństwem od piątku-wybrałem chyba optymalnie,głównie ze względu na prognozę.Jedynym minusem brak chęci integracji ze strony koleżanki forumowej...2 punkty
-
2 punkty
-
Dzisiaj południe znowu zwycięskie Super warunki na czarnej jak i obok niej, poza skoszeniem głazu nartami... Świeży przewiany śnieg, dość równo długi czas, górna część we mgle ale później pięknie. Na północy ludu jak na promocji w lidlu Jeden zjazd był na Krupową, ale tam już była ziemia 3 dni temu, więc pod kilkunastoma cm śniegu czyhają miny!2 punkty
-
aaaa bym zapomniał, poza kozicami spotkaliśmy Petrę Vlhovą Była w towarzystwie 2 reprezentantów Słowacji i sporo ludzi trzaskało sobie z nią fotki. My stwierdziliśmy, że damy jej w spokoju pojeździć i cieszyć się wolnym czasem. Karma wraca i spotkaliśmy kozice, które niewzruszone dały się sfotografować - im też nie chcieliśmy przeszkadzać, więc szybkie foto i w dół2 punkty
-
z tym puchem to ostrożnie nie było ostatecznie na Chopoku opadu jak w polskich Tatrach. Realnie myślę, spadło tam 60-100 cm - coś jak na Pilsku. Ale dużo zrobił wiatr - większość wywiana, przewiana i już sprasowana. Byliśmy 8:30 i ciężko bylo trafić coś nieprzejechanego - wszystko zaorane. Wyglądało tak jakby od wczoraj już nic nie dopadało. Jeździliśmy najwięcej w zonach na Południu - po prawej od gondoli z Kosodreviny - dojazd od kamiennej chaty to slalom miedzy skałami, ale dalej zjazd juz ok i nie rozjezdzone, ale puchu brak Oraz z niebieskiej 34c chyba, ta co idzie granią, w stronę Kosodreviny. Do żlebów się nie wbijaliśmy bo widoczność praktycznie zerowa, podobnie jak nasza znajomość terenu, a od dołu było widać spore nawisy na wejściach. Puch trafiliśmy w lesie po stronie Północnej, ale tam było takie zagęszczenie ludzi, że orali wszystko błyskawicznie. Był to mój pierwszy raz na Chopoku zimą - fajna górka i mocno zabawowa dużo przeszkód terenowych, ciekawe i zróżnicowane ukształtowanie, chętnie tam wróce jak będzie lepiej wyśnieżone. Na trasach bez zastrzeżeń - po tych opadach powinni jeszcze sporo pokręcić Na koniec foto - spotkane 20m od niebieskiej trasy... i niech któryś ekolog mi powie że narciarze i wyciągi płoszą zwierzęta... nawet nie przejęły się moim widokiem:2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Dzień 1 W związku z powrotem zimy postanowiłem przetestować nowy ośrodek; otwarty w lutym, nówka sztuka. Recenzje też ma dobre więc trzeba spróbować. Infrastruktura dorównuje tej alpejskie. Zakwaterowanie skromnie ale przytulnie. Widziałem tylko krzesło jednoosobowe - wyprzedane. Więcej jutro. Pzdr M Wysłane z mojego SM-A500FU przy użyciu Tapatalka1 punkt
-
Cześć! Za namową jeżdżącej przyjaciółki, swoją przygodę z nartami zaczęłam w sezonie 2003/2004, jako 11-letni podlotek. Na stoku towarzyszył mi mój tato, który takim całkiem debiutantem nie był, bo za łebka zjeżdżał z górki w parku na drewnianych dechach. Mama nie jeździła - była wiernym kibicem, czekającym na nas z termosem pod stokiem W pewnym momencie zaopatrzyliśmy się z tatą w swój własny sprzęt, na giełdzie, kupując w sumie co popadnie. Wydaje mi się, że m.in. źle dobrany i nieserwisowany (!) sprzęt był przyczyną moich lęków i braku postępów, a w przypadku taty - upadku, który za sobą poniósł kontuzję barku i ostatecznie rezygnację z narciarstwa po 2-3 sezonach. Wraz z tatą, przestałam jeździć i ja. Jednak gdzieś tam w głębi duszy tęskniłam i gdy tylko usamodzielniłam się finansowo, postanowiłam wrócić... po 9 latach I tak się bujam trzeci sezon (no, jeśli mam być szczera, to drugi, bo w zeszłym byłam tylko raz). Nie jeżdżę zbyt często z tego względu, że ograniczają mnie studia - uczę się zaocznie na "magisterce". Na szczęście to już ostatni semestr, więc od przyszłego sezonu będę miała przynajmniej weekendy do dyspozycji A tak w ogóle, to jestem Magda, mam 24 lata i mieszkam we Wrocławiu1 punkt
-
Coś mi się dziś od rana kicha, Jak to mówią na kielicha. Myślę, dumam o co chodzi, Ktoś tu pewnie flaszkę chłodzi. Albo whisky, albo dżiny... Ktoś ma dzisiaj urodziny !!! Na rowerze se pośmigam, Trochę zimno, wracam z dworu, A gdy wchodzę dziś na fejsa, Patrzę... a to ma Marboru !!! Najlepszego Ci Mariuszu, w związku z świętem Twoim życzę :cheerful: Niech marzenia się spełniają, Narty dobrze niech śmigają. Na kajaku i rowerze pływaj, jeździj ile wlezie !!! No i na koniec, tak za Twe zdrowie, Dziś mi zaszumi porządnie w głowie :crazy:1 punkt
-
Oby to była Twoja ostatnia kontuzja, szybkiego powrotu do pełnej sprawności i w przyszłym sezonie tylko z górki...1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Mam nadzieję że uda wam się dojechać. Dzisiaj warunki śniegowe ok tylko widoczność na górze taka sobie. Ale Piotrek zalaczyl echolokator i jakoś było ☺. Dzisiaj był @johnny i @christof także pojezdzilismy w dobrym towarzystwie. Pit - stop na kawę i bazanta ☺. Pozdr. Torres1 punkt
-
Jadę jutro, mogę Ci napisać jakie warunki. Sam nie wiem jakie narty wziąć, ale patrząc na kamerki, to raczej na pewno szersze. Pozdrawiam1 punkt
-
Duży ośrodek Kasprowy Wierch, Słotwiny. Śmiechu warte jak to są duże ośrodki. Oba praktycznie mają po jednej trasie. Ranking średnich i BSA na pierwszym - a kogo to jest ranking bo raczej nie narciarzy. To raczej sponsoring a taką informację się podaje w nagłówu. Szkoda bo kiedyś uważałem ten portal za specjalistyczny a obecnie raczej propagandowy :-) Ale forum jest ok :-)1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Ten zjazd na fokach był mocno zaskakujący. Nie wypatrzyłem go wcześniej na mapie. Z tego co pamiętam Major też zdjął foki. Ja tego dnia wziąłem splita. To mój pierwszy sezon więc nie jestem jeszcze biegły. Widząc że inni nie zdejmują fok wpadłem na szalony pomysł żeby zrobić tak samo. Zjazd na desce z fokami jednak nie zaskoczył i foki wylądowały pod kurtką. Wiesia i reszty wariant powrotny dużo lepszy. Ten zjazd do drogi to nie był żaden zjazd tylko dymanie po stoku lekko nachylonym w dół. Musiałem deskę jeszcze raz przestawiać na chodzenie :(. Zjazd ze szczytu też mnie jakoś nie zachwycił. Dla mnie kolejne dni były dużo lepsze1 punkt
-
1 punkt
-
Uzupełnię Kamila relacje grafiką. Start o piątej rano na lotnisku w Gdańsku, gdzie dojechaliśmy w nocy autami, niektórzy pociągiem. Bacznie monitoruje czy nasze torby są ładowane do samolotu podczas przesiadek w Kopenhadze i Oslo. Na lotnisku w Oslo mieliśmy 2h odpoczynku, gdzie raczyliśmy się ciekawą architekturą oraz norweskim chórem. Na odcinku Tromso-Oslo pojawiły się już dreszcze. Najpierw chmury, ale przez pół h mieliśmy już okienko pogodowe z widokiem na pierwsze fjordy. Widoki zapierały dech. Ciarki przechodziły już po plecach. Lądujemy w Tromso, które wita nas śniegiem już na poziomie 0m. Jest zima ! :-) Ładujemy się całą ósemką z bagażami do taxi-busa i jedziemy do portu. Tutaj witamy się z naszą łodzią, która będzie przez następnych wiele dni naszym domem i transportem. Jeszcze wieczorem pobiegliśmy uzupełnić zapasy żywieniowe do marketu, po drodze obejrzeliśmy norweskie klimaty. Większość jedzenia przywieźliśmy z Polski w wielkich torbach narciarskich, a to co nie zmieściło się w 23kg limitu na osobę, musieliśmy dokupić w Tromso. Wydaliśmy w spożywczaku 1000 koron lekką ręką :-) Ale to na wszystkich ! :-) Niektórzy poszli czy też pojechali busem nawet do centrum miasta i coś tam miłego zobaczyli.1 punkt
-
Masz rację - nie da się ukryć, że szczególnie drugi dzień to było wyraźnie dalej (pewnie z 10 km) na północ - to tam gdzie z Robertem staraliśmy się "zawisnąć" na wietrze (kto ma foty?) Podciągnę trochę relację z tych dwóch najbardziej północnych eksploracji - mam nadzieję, że Ci co się zadeklarowali nie opuszczą mnie w potrzebie (szczególnie, że z drugiego dnia nie mam zdjęć). Po zaokrętowaniu (co zajęło nam całkiem sporo czasu) prysznic w kontenerze na nabrzeżu, po drodze taka fotka i szybko na kojo bo... pierwsza wachta wstaje o 3.00 (dzięki Klisiu!). Ja się zgłosiłem (z MajorSki) na 5.00 - nie było to przypadkowe bo liczyłem na takie klimaty Stopniowe zbliżanie się do celu i widok gór ("naszych" gór!) - bezcenne. To był nasz najbardziej północny cel: A to było na dzisiaj (za Kamilem): Bracia S. pod wodzą Michała zaparkowali przy nabrzeżu. Przygoda miała się zacząć! Pozdro Wiesiek1 punkt
-
Jako tajny agent muszę sprostować to: "wylądowaliśmy też na Uloyi i to było najbardziej wysunięte miejsce na północy z którego zjechaliśmy na nartach". Dwie pierwsze skitury na półwyspie Lyngen były bardziej na północ Z resztą wszystkich wypowiedzi się w pełni zgadzam. Dodam jeszcze że jak już wiedziałem jak jest na wachcie to zakładałem: cienkiego polarka, bezrękawnik puchowy, kurtkę puchową, kurtkę zewnętrzną i komfort był utrzymany tak przez ok 30 min :). Buty snowboardowe beż były na wachcie przydatne. Pozdrawiam, Kamil1 punkt
-
No to teraz będzie o chłopakach. Ekipa - to naprawdę dobre, mocne słowo. Oznacza pomocną dłoń, gorącą herbatę albo paszę. Czasem zaś ostrą szyderę, którą trzeba przełknąć honorowo jak skaut. Jak ktoś ma miękkie dupsko i wybujałe ego to raczej tu nie zapasuje. Ale jeśli macie wyczucie sytuacji i kiedy trzeba potraficie dać solidną zmianę albo zakasać rękawy pro publico bono to poznacie dobrodziejstwo mnożenia przez 8 (a nawet 9). Wspólna ocena sytuacji, wspólna weryfikacja pojawiających się pomysłów to szansa na dobrą zabawę a jednocześnie minimalizację błędów. A to w górach jest najważniejsze. Praca nad ekipą warta jest każdego czasu i wysiłku i to dla mnie jest jedna z najważniejszych kwestii w zabawie skiturowej. Część naszego norweskiego składu doskonale znacie z tego forum Tomek -Majorski, Mariusz - MarioJ, Kamil - kskuski. Dopełniali go Robert - Betti (z którym systematycznie też skiturujemy) i brat Kamila - Paweł. Szóste miejsce jest moje. Siódme zajął drugi Tomek - Klisiu. Było to istotne wzmocnienie zespołu bo to wykładowca i instruktor PZA i persona dobrze znana w światku wspinaczkowym, ósmy był zaś kolega Tomka - Piotr z warszawskiego KW, równie mocny zawodnik. Dziewiąty był nasz pierwszy na pokładzie czyli Michał. Ten ostatni okazał się ludzkim panem a polubiliśmy go gdy założył deski i zaczął łazić z nami na wycieczki dając sobie nieźle radę. Czyli po kolei - Majorski Piotr i MarioJ Kamil Paweł Robert Klisiu El Capitano Ponieważ może Was zmylić to, że na niektórych fotach występuje snowboardzista (albo jak wolicie spliciarz) to informuje, że Kamil występował w podwójnej roli będąc ukrytym agentem ciemnych mocy. A tutaj zdjęcie dokumentujące wrażą działalność podwójnego agenta. Jest poważna szansa na grupowe zdjęcie bo takie sobie ze dwa razy zrobiliśmy jakkolwiek nie wiem kto jest posiadaczem tego ważnego pliku. Pozdro Wiesiek1 punkt
-
Najbardziej upalnie to było na wachtach. Nasza pierwsza (tzn Tomka i moja) - od 5.00 1.04 jeszcze nie była w pełni świadoma. Z kolejnymi już było lepiej - odkryliśmy, ze gogle narciarskie są standardowym wyposażeniem żeglarza. Kurtek i warstw przybyło. Ja stwierdziłem, że moje świetnie dopasowane adidaski na lekką skarpetę "bez problemu" zmieszczą dwie grube narciarskie. Padły nawet pomysły aby może wachtować w butach skiturowych - stopy marzły najbardziej. Na górze pod HS ubierałem puchówkę, polar i bieliznę. Rękawice narciarskie też były jak znalazł a na nie łapawice z HS. Czyli na wodzie było pierońsko zimno. Do morza to nawet ręki nie włożyłem. Pozdro Wiesiek1 punkt
-
Trochę geografii Punktem startu było Tromsø do którego łatwo można dolecieć (z jedną lub dwoma przesiadkami). To już daleko na północy - sporo za kołem podbiegunowym. Co ciekawe - większość naszych wycieczek odbywała się już na obszarze Arktyki (wyznacza ją izoterma +10 stopni C). Na wschód od naszego punktu przylotu rozciągają się Alp Lyngeńskie. Będące pierwszym naszym celem. Cały obszar naszego działania wyglądał tak A najodleglejszym punktem do którego dopłynęliśmy było Lyngenseidet. Wracając wylądowaliśmy też na Uloyi i to było najbardziej wysunięte miejsce na północy z którego zjechaliśmy na nartach. Alpy Lyngeńskie absolutnie zasługują na tę nazwę - na poniższej focie widać je z drugiej strony fiordu Góry są niewysokie, powiedzmy do 1500 m npm ale... startujemy z 0! Każda wycieczka kończąca się na szczycie jest więc całkiem solidną turą - większą często niż wejście na jakiś alpejski szczyt z w sumie pobliskiego schroniska. Na pewno nie brakuje bardzo wymagających zjazdów (zaliczyliśmy trochę 35-40 stopni). Najbardziej niesamowite jest przechodzenie przez kolejne piętra. Na dole jest (o ile jest) pokręcony skarłowaciały las brzozowy. Jeśli jest w miarę rzadki to jazda jest fantastyczna (choć trzeba nieraz się zasłonić) Ale były miejsca gdzie nawet podejście było bardzo trudne bo gęstwa masakryczna - a szlaków nikt tu nie wycina. Las kończy się na wysokości około 400 m npm. I możemy to uznać za początek gór. O ile na dole nie raz było upalnie to kawałek wyżej takie klimaty to była normalka. cdn Pozdro Wiesiek1 punkt
-
1 punkt







