Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      12

    • Liczba zawartości

      7 223


  2. marcinn

    marcinn

    VIP


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      5 316


  3. Góral spod Skrzycznego

    Góral spod Skrzycznego

    Użytkownik forum


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      2 042


  4. johnny_narciarz

    • Punkty

      3

    • Liczba zawartości

      8 428


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 07.08.2017 uwzględniając wszystkie działy

  1. Cały szpej i reszta klamorów spakowana Czas pomału udać się w jedynie słusznym kierunku Mam nadzieje że pogoda dopisze i Białą górę zaliczymy
    3 punkty
  2. Troszkę porządków w relacjach rowerowych Rowerkiem przez dzikie zakątki Puszczy Boreckiej na Mazurach w wątku: Egzotyczna wycieczka na rowerach MTB, do pięknego miasteczka Pizzo w Calabrii we Włoszech: Zapraszam wszystkich, którzy nie przeglądali do zobaczenia relacji A wczoraj? Częstochowa - rekord życiowy, w kategorii dystans Powtórka z Częstochowy - kiedyś już w podobnym gronie zrobiliśmy sobie wycieczkę, pielgrzymkę do tego miasta, Na Jasną Górę - wczoraj był reaplay Wyjazd z samego rana, skład trzy osobowy: Sławek i ja na rowerach Fitnessowych, Robert - Kolarzówka. By zrobić rekord życiowy musiałem spod domu wybrać dłuższą o te, dokładnie 2,5 kilometra dłuższą trasę. Jazda bardzo przyjemna gdyby nie pod wiatr, i gdyby nie koszmarny upał Pierwszy raz w życiu wypiłem 10 litrów wody i ani razu nie sikałem... Organizm dostał nieźle "po kościach". Po drodze nie robiłem fotek, bo nie chciałem tachać aparatu w rowerze - trasa była taka sama, jak dwa lata temu w relacji w niniejszym wątku. Mapa przejazdu i przewyższenia: Wynik na rowerze szosowym może nie jest dużo lepszy niż na rowerze crossowym - warunki były też inne. Cóż? Na wynik pojedziemy innym razem... Wynik z 2015: średnia 22,63 km/h i czas przejazdu 8:50:44. Z wczoraj: Szczęśliwa trójka na mecie pozdrawiam marboru
    3 punkty
  3. Nic tu po mnie. Za bardzo leje. A w końcu poczułem się na siłach żeby dotachać rower na Skrzyczne. Miało być błocko, zlizgało by się prawie jak na nartkach:
    2 punkty
  4. @JC wydaje mi się, że na stronie głównej w informacji nt. czynnych wyciągów i tras w Szczyrku powinieneś zmienić na: wyciągi 1/31, trasy 0,065/40,5. Jednak co weekend się śmiga .
    2 punkty
  5. Ostatni - zaległy dzień: Rejs po Wyspach Liparyskich wraz z Wulkanem Stromboli No tak... już dawno w pracy, wir mnie wciągnął - więc nie było czasu posegregować i opublikować zdjęć z naszego pełnego dnia i przepięknych klimatów Wysp Liparyskich. Dzisiaj się udało. Zapraszam do kończącej relację z Calabrii wycieczki, rejsu po niezwykłych wulkanicznych wyspach - foto opowieści. Start mieliśmy z portu we wcześniej odwiedzonej przez nas miejscowości Tropea. Malowniczy świt... Kamieniczki na klifie - widok od strony morza: Tam, tam na horyzoncie cieśnina mesyńska - pomiędzy stałym lądem a Sycylią: Zbliżamy się do wysp Liparyjskich - po lewej Vulcano, po prawej Lipari: Lipari w pełnej krasie: Cumujemy do Vulcano: Tutaj, tuż przy porcie dymiące siarką skały oraz błotko dla chętnych i otwartych na zdrowotne kąpiele ...my woleliśmy przejść się chwilkę i odwiedzić niezwykłą plażę z czarnym piaskiem - to oczywiście lawa sproszkowana Na wyspie Vulcano funkcjonuje nadal czynny wulkan... podobno jakieś 100 lat temu narobił niezłego bigosu W tej chwili podejrzewany jest o to, że może wybuchnąć - jest pod stałym nadzorem geologów i czujników elektronicznych, które wychwytują objawy zbliżającego się armagedonu. Plaża? Zjawiskowa... No i jeszcze jeden wulkan na Vulcano - wulkan energii Dymiące siarką skały na Vulcano: Druga malownicza plaża i wypływamy z pierwszej zaplanowanej wyspy. Zbliżamy się do portu na wyspie Lipari - jest najbardziej zaludniona w całym archipelagu. Z drugiej strony wita nas arcydzieło... Odwiedzamy tutejszą katedrę: Widok na miasteczko, z góry? Pięknie! Tutaj troszeczkę się rozmarzyłem... ...na rejsie i na morzu byłem tylko raz Ochłonąłem w cieniu popijając pyszne piwko prosto z Sycylii Wracamy do portu... Tutejsze uliczki są magiczne! Ostatnia fotka... ...i wypływamy! Mijamy drugą stronę wyspy i tutaj możemy zaobserwować przepiękne miasteczko umiejscowione na wulkanie: Płyniemy w stronę niewielkiej wysepki, w zasadzie dwóch wysepek Basiluzzo. Tutaj znajduję się mekka dla nurków, są rafy oraz podwodne olbrzymie jaskinie. Olbrzymi jest również spotkany tutaj jacht Spójrzcie na jego dziób - ten mały czerwony punkcik, to człowiek na niewielkim trapie dziobowym Basiluzzo: Pół godzinki i podpływamy do głównego celu naszej podróży - Stromoli. Oto on - najbardziej aktywny z wulkanów Europy - erupcje i wybuchy występują tutaj co 10-14 minut Mijamy zbocze, po którym regularnie spływa lawa do morza... ...nam ukazało się tylko piękne "lawinisko" - pewnie śmignął by po nim na nartach Po Etnie ludzie tną na deskach - jest nawet tam wyciąg Na Stromboli tylko jazda Free... Docieramy do portu - i zaczyna się dymienie To tak pod fotografa amatora z Polski Marboru + wulkan!!! Niewielki porcik rybacki i na brzegu takie oto cacuszka wizualne Zwiedzamy wyspę i tutejsze małe muzeum, kościółek... ...klimat jest niesamowity! A z drugiej strony widoczek na niewielką skałę, wysepkę - Strombolinę Stromboli to mój pierwszy wulkan... ...i żałuję, że na niego nie weszliśmy i nie zajrzeliśmy mu w buchające lawą wnętrze - spokojnie na wyspie jest taka możliwość. Wystarczy trochę EUR i wynajęcie tutejszego przewodnika, geologa. Piękny! Tutejsze miasteczko przypomina nam te greckie... Żegnamy port... ...i kończymy powoli rejs, nasz pobyt w Calabrii. Cudowne miejsce i mam nadzieję, że niniejszą relacją zachęciłem Was do odwiedzenia tego regionu Włoch Pozdrawiamy marboru i Paula PS. Jak ogarnę materiał filmowy - będzie klip
    2 punkty
  6. 1 punkt
  7. Rzeczywiście działa. Expresowy serwis . Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk
    1 punkt
  8. Pracujemy nad tym. Chcielibyśmy jak najszybciej.
    1 punkt
  9. Wszystko jest Mariusz(ostania strona)
    1 punkt
  10. Marcin, tak patrzę na zdjęcie i... nart zapomniałeś!
    1 punkt
  11. ilu Szerepów jedzie z Tobą? powodzenia oczywiście
    1 punkt
  12. Kolejna kanapa na nizinach Tym razem w województwie lubelskim, w zeszłym roku miałem tam okazję być: Stok narciarski Chrzanów u Rzetelskiego Bardzo fajne miejsce gdzie czeka na mnie darmowy karnet za relację na Skionline Kanapa 4 osobowa No i trochę inwestycji w trasy - wąska nartostrada, będzie teraz autostradą Praca wre! Super!
    1 punkt
  13. Dzięki Andrzej,mam zamiar zakupić właśnie lekką co by jak to nurek zaakcentował nie dokładać kamieniorów do plecaka
    1 punkt
  14. Marcin , jak coś pod skitury , to przede wszystkim musi być lekka i dobrze się kompresować , czyli cos w rodzaju swetra puchowego . Wg mnie , jak nie masz zamiaru robić nocnych biwaków lub eksplorować dalekiej północy , to nie musi być jakaś baardzo ciepła , a co za tym idzie , gruba i ciężka . Czy to ma być puch czy też syntetyczna ocieplina, to już niech każdy sam zadecyduje . Ja powoli skłaniam się w stronę syntetyków (różnej maści primalofty , polartec Alfa itp ) , chociaż w zeszłym roku kupiłem puchówkę z Pajaka za 400 zł z wyprzedaży i też jest OK . Ciekawą opcją w puchówkach jest puch hydrofobowy ,czyli bardziej odporny na zawilgocenie , więc możesz pójść też tą drogą . Pozdrawiam Andrzej
    1 punkt
  15. Dzień czwarty - rowerowa wycieczka do Pizzo. Nadrabiam zaległości z wczoraj - dzisiaj dzień odpoczynku nad basenem, ale ileż można pływać, grać w piłkę wodną i się prażyć? Przerwa w chłodnym, klimatyzowanym pomieszczeniu z piwkiem. Wczoraj zrobiliśmy ponad 54 kilometrów rowerami MTB do oddalonego o ok 25 km od naszego hotelu - Pizzo. Do południa temperatura była znośna ale później wróciły do nas włoskie upały - daliśmy radę! Wracając do tematu wycieczki - Pizzo podobnie jak Tropea - oczarowuje. Pizza w Pizzo - mistrzostwo świata! Zapraszam do krótkiej fotorelacji z tej wyprawy: Ryneczek? Uwielbiam takie klimaty - poniższa fota, uważam, że jest jedną z lepszych jakie mi się udało zrobić Zjeździliśmy całe miasto, zjedliśmy lunch - dotarliśmy na sam koniec cypelka wychodzącego w Morze i... ...zażyliśmy kąpieli! Na początku z rowerkiem Upał dawał się we znaki więc można było zrobić nietypowe zdjęcie, znanej rowerzystce Pytałem o publikację tego zdjęcia... dostałem odpowiedź, a co kiedy masz mi takie fotki robić, jak będę stara Pełne zaskoczenie. Tak więc publikuję... @Góral spod Skrzycznego coś dla Ciebie Pizzo to szereg uliczek i niesamowitego klimatu. Nie wszystkie są ultra wąskie, ale wszystkie mają klimat. By dojechać do celu musieliśmy z poziomu Morza przedrzeć się przez niezłe, sięgające ok 150 m npm wzniesienia. Tutaj można było uchwycić aparatem nieco inny charakter Calabrii. Spójrzcie na poniższe zdjęcie - jedna strona spalona...a poniżej w dolinie rzeki stado owiec - ale tego chyba nie widać... Centralna szara plama za charakterystycznym drzewkiem W samym Pizzo, również było trochę wspinania na najniższych przełożeniach... ...a tu już na samym dole Uwielbiamy takie miejscowości, i takie klimaty. Klasyczna fotka Pauli z wakacji: Wąskie uliczki również są. Po pizzy przyszedł czas na kąpiel Marzenie o błękitnym skuterku... Widoczek z góry w stronę wody i zamku: Zamek z bliska i z dołu Podjazd... ...zjazd "Nasza" plaża w Pizzo - widok? Zobaczcie sami: Oddycham pełną piersią... Radość z osiągnięcia celu i z fantastycznej wycieczki rowerowej Jeden z uroczych kościółków - do tego najważniejszego nie dotarliśmy... cóż mądry człowiek po szkodzie Ci co byli w Pizzo wiedzą, o jakim kościele piszę. Po drodze skończyła się nam woda By nie wracać pod górę do miasta postanowiłem, że się zaopatrzymy po drodze na jednej z dwóch mijanych stacji... okazało się, że na stacjach benzynowych zero napoi, zero sklepów... masakra jakaś. Ponad 10 kilometrów przejechaliśmy mając jedynie pomarańczę. Na szczęście udało się dotrzeć, do czynnego w porze sjesty markeciku - smak Coli i wody - bezcenne! Poniżej fotka... zwróćcie uwagę, że Cippola kosztuje jedynie 1 EUR Reszta relacji prawdopodobnie po powrocie do Polski - mamy napięty plan. Pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula
    1 punkt
  16. Dzień trzeci - Tropea W brew pozorom, Kalabria, to nie jest kraina upałów Trafiliśmy na pogodę sztormową, i wczoraj do godziny 12 padał lekki deszczyk, a potem temperatura oscylowała wokół +27 - znośnie. Ten dzień postanowiliśmy wykorzystać na pieszą wycieczkę do Tropei. Z hotelu mieliśmy ok 7 kilometrów pieszo. Start na łagodnych kamyczkach... ...jak ja lubię gdy na niebie groźne chmury Po drodze takie oto budowle chroniące przed słońcem - miejscówka całkowicie odludna. Po drodze groźna rzeka do pokonania... Później zaczęły się niezłe skały - niczym w Tatrach. Ponieważ nogę mam kontuzjowaną, a Paula miała nieodpowiednie obuwie, po dwóch próbach znalezienia bezpiecznej drogi pomiędzy widocznymi za mną skałami - nie udało się. Szlak był mega niebezpieczny - jedna pomyłka i wylądowało by się we wzburzonym Morzu na skałach, ryzyko upadku, który mógłby się okazać nawet śmiertelny było zbyt duże. Wycofaliśmy się kilkaset metrów do traktu wiodącego schodami po klifie do punktu widokowego. Po jego osiągnięciu - taki oto widoczek na miasto, celu naszej wędrówki: Zbliżenie: Po ok 2 kilometrach docieramy do pięknej piaszczystej plaży Jeszcze chwilka i zwiedzamy tutejszy port: Portówka Wchodzimy po stromych schodach i jesteśmy na jednym z tarasów widokowych: Zwiedzamy miasteczko, jemy pyszną pizzę i dalej zwiedzamy. Jesteśmy oczarowani pięknymi widokami i samym miasteczkiem. Charakterystyczny cypel z kościółkiem: Uliczki: Widoczki znane z pocztówek: Druga strona miasteczka: Nie mogło się obyć bez sweetfoci Całość objęta kamerką Gopro: (jakość zdjęć niestety nie najlepsza, bo Internet znacznie zwolnił - musiałem zdecydowanie pozmniejszać pliki ) Widoczek z kościołkowego okienka... Malownicza jaskinia pod Kościółkiem: Nie mogło się obyć bez pysznych lodów Tortuffo Smak pistacjowy - mega wypas!!! W drodze powrotnej kąpiel w mega sztormowych falach... ...i powrót wieczorem do naszego pokoiku. Białe wino wieczorem smakowało wyśmienicie Pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula
    1 punkt
  17. @Góral spod Skrzycznego nie przejmuj się, u mnie też najpierw była masa - teraz rzeźbię @johnny_narciarz piękny wynik Izy! Gratulacje raz jeszcze - dzielna Dziewczyna! Dzisiaj, po kajakowej przygodzie w Puszczy Boreckiej delikatny rowerek... ...50 kilometrów w upale i tym samym u mnie pękło 2000 km w sezonie, a u Pauli 1450 km. Kręcimy dalej! Dzisiejsza jazda - na kawkę nad Zalew w Siczkach. Trochę zabaw kamerą... Jedziemy! ...przed siebie! W mazowieckich klimatach: Trochę przed... ...trochę za: ...i całkiem blisko Kawa smakowała wybornie! 2000 km pękło - do sezonowej życiówki brakuje drugie tyle. Czy się to uda zrobić? Powalczę Pozdrawiam marboru i Paula
    1 punkt
  18. W niedzielę wybraliśmy się z kolegą na objazd Beskidu Sądeckiego. Trasa liczyła ok. 110km, co samo w sobie nie jest może wielkim wyzwaniem - prawdziwą trudność zrobiły jednak podjazdy, w tym gwóźdź programu, czyli słynna Przehyba! Kolarzom nie trzeba tej góry raczej przedstawiać, dla niewtajemniczonych zaś: jeden z najtrudniejszych podjazdów szosowych w kraju i IMHO najlepszy. Na dystansie kilkunastu kilometrów trzeba się wspiąć z nieco ponad 300m, na wysokość prawie 1200m... dla porównania "słynny" i "napompowany" medialnie Gliczarów (znany z wyścigu Tour de Pologne) to ledwo 300m przewyższenia... Tam trzeba być w dobrej dyspozycji, bo inaczej góra zeżre cię, przeżuje i wypluje . Tak się zakończyło pierwsze moje podejście to tej wspinaczki, kilka lat temu. Potem był sukces w postaci wyjechania "na raz" całej trasy, następnie wjechanie w czasie poniżej 1h, nawet z lekką rezerwą i niedosytem... Teraz plan był jasny: od początku "ile fabryka dała" i walka o jak najlepszy wynik. Ale zanim do tego doszło, trzeba było jeszcze dojechać do podnóża. Wystartowaliśmy z miejscowości Tymbark, od samego początku droga prowadziła pod górę. Pierwsza "premia górska" na Przełęczy Słopnickiej. W międzyczasie bardzo działający na wyobraźnię znak drogowy: Stromy podjazd, 17%! Odrobinę drogowców poniosła fantazja, bo aż tak stromo nie było, jednak ból nóg był gwarantowany Po pokonaniu tej przeszkody, całkiem przyjemny i szybki zjazd, kawałek chopki i następnie zjazd aż do miejscowości Łącko (tak, tej od śliwowicy). Jeszcze kilkanaście kilometrów po płaskim i wreszcie wyczekiwany podjazd... Zdjęć z tego odcinka nie będzie żadnych, gdyż w ferworze walki nie ma na coś takiego czasu, ponadto niemal cały czas jedzie się w lesie, więc widoków za bardzo nie ma... Jak wspomniałem od początku ruszyłem z kopyta. Na początku droga wznosi się jeszcze łagodnie pod górę, by po kilku kilometrach przejść w wąską i coraz bardziej stromą leśną dróżkę. Tam już nie ma żartów - przez ostatnie 5 km nachylenie właściwie nie spada poniżej 10%! Z każdym kilometrem było coraz gorzej, nogi piekły coraz bardziej, a pikawa dudniła jak oszalała Finiszowe metry już w tzw. trupa... Efekt znakomity - 50 minut na cały podjazd, rekord życiowy poprawiony o przeszło 8 minut! Teraz czas na relaks w schronisku, za chwilę przyjeżdża też kumpel. Czas na przerwę bufetową i oczywiście naleśniki Po przerwie już ta łatwiejsza część trasy. Najpierw zjazd - bez szaleństw, bo droga wąska i duży ruch pieszych. Potem jeszcze kilkanaście kilometrów łagodnie wznoszącej się drogi, krótki stromszy odcinek na Przełęcz Ostrą i świetny, techniczny i kręty zjazd do Limanowej. I to już prawie koniec... jeszcze kilka km i jesteśmy z powrotem w Tymbarku... uff, koniec -------- A nagroda czeka w domu - leżak na balkonie i znakomite lokalne piwo
    1 punkt
  19. Szlakiem starych tras narciarskich: Ja niestety nie mogę pozwolić sobie na "setki", "pięćdziesiątki", ba nawet "dwudziestki". Muszę też wspomagać się gdzie tylko można gondolkami a nawet wsiadłbym na elektryka, ale być powyżej tych przynajmniej 700m npm to już coś. I tak dziś padło na zarośnięte trasy wokół gondoli na Szyndzielnię: Nie sądziłem jakie tłumy mogą czekać na kolejkę w Olszówce, ale w końcu po godzince jadę: Zaniedbano ten rejon narciarski, za to kwitnie sprzedaż gastronomiczna, gdzie tylko się da, czy to Szyndzielnia, Dębowiec: Sahary nie da się już niestety dostrzec jako trasy, tylko starzy bywalcy wiedzą, że to tu: Tyle, czas na grilla:
    1 punkt
  20. Kolejna stówka trasą przez Iłżę Tym razem na nowym rowerze... ...dokładny jego opis znajdziecie w wątku: A wygląda, to cudo, ze mną, po przejechaniu 100 km, w czasie 4:21 (z małą awarią), tak: Pozdrawiam rowerzystów marboru
    1 punkt
  21. Jak pisałem tak też robię. Wróciłem dopiero co z Helu uprawiać inne sporty (wodne) ale wziąłem ze sobą mój rowerek wiec troszkę pojeździłem. Bez napinki tylko dla relaksu Przejechałem tyle na ile miałem siły , z nikim nie musiałem się ścigać, wszystko czysta przyjemność pod spodem wspomniana beznadziejna relacja foto Btw - szukam kompana na deskę :)))))
    1 punkt
  22. Gratulacje!!! Piękna trasa i znakomity wynik!!! Zapisz się na tą Śnieżkę! Ktoś tu ma chyba problemy alkoholowe... Może być, pod warunkiem, że wypijesz to na miejscu bez przerwy... Mi wystarczy 4-paczek.
    1 punkt
  23. W niedzielę jak co tydzień udałem się na grupowe kręcenie. Chłopaki tym razem zaplanowali trasę na nieco więcej godzin, a mianowicie do Zakopanego i z powrotem z Bielska, koło 270 km! Ja nie miałem zamiaru odwiedzić Zakopanego, tzn. jechać aż tyle, i myślałem raczej, że dojadę do granicy w Korbielowie i wrócę z powrotem z paroma znajomymi. Tak przynajmniej sobie myślałem jak wyjeżdżaliśmy o 6:00 rano... Po drodze zaczęło mi jednak świtać, że jak się będę dobrze czuł to może pojadę nieco dalej... Spieszyć tego dnia się nie musiałem, bo żonka miała pójść z dziećmi na basen, załatwiłem dodatkowo pomoc, czyli babcię. Na granicy, na przełęczy Glinne postanowiłem jechać dalej i tak z grupką pokręciłem do Zubrohlawy, gdzie skręciłem już sam na Jabłonkę. Pogoda i widoczki na Tatry cud miód. Na Orawskich łąkach pełno bocianów, szok!Piknie mi się jechało, spokojnie, do tego zero ruchu samochodów. Dalej udałem się na podjazd na Krowiarki i do Zawoi, gdzie zrobiłem krótki postój na kawę i ciacho. Po przerwie energicznie,z nowymi siłami pokonałem podjazd na Przysłop i trochę dziurawy zjazd do Stryszawy i następnie obrałem kierunek na Żywiec. Tu, niestety zaczęło mi wiać prosto w mordkę i nie było łatwo. Jadąc tak zastanawiałem się jaki obrać wariant drogi na końcowe kilometry. Nie poszedłem na łatwiznę i postanowiłem, że przejadę jeszcze przez Przegibek. Niestety sił już trochę brakowało i na podjeździe trochę się męczył. Na szczycie cola mnie uratowała i jakoś się dokulałem do BB dokręcając jeszcze po mieście kilka kilometrów. Łącznie zrobiłem wczoraj 203 km, ponad 2000 w pionie ze średnią prędkością koło 27 km/h. Nie wiem, kiedy znów pokonam taki dystans, ale było warto. Pozdrawiam Maciek [emoji3] Wysłane z mojego ALE-L21 przy użyciu Tapatalka
    1 punkt
  24. @johnny_narciarz Maciek ja w Ciebie wierzę i jakbyś się zdecydował, to sponsoruję to piwo. A wygraną jakby co wypijemy razem
    1 punkt
  25. Dziś ostatni test przed Śnieżką i jazda na czas na Klimczok na tłusto. Start z Wapienicy z parkingu, Trakt Konny, Dębowiec, Szyndzielnia i Klimczok. Dystans 9,5 km. Czas 1:07:20 - chyba nie najgorzej, choć w zachwyt nie popadam. Najgorszy to ten podjazd pod samym orczykiem na Szyndzielni - tam bez mocnego bólu w nogach się nie obejdzie, zwłaszcza jak mocniejszego biegu brakuje... Start z Międzyrzecza Dolnego przez Międzyrzecze Górne Tatry widziane na tłusto... Skrzyczne z tłustej perspektywy... Klimczok W oddali ciekawe szczyty - czyżby było widać Pieniny? Tatry Niżne? Coś jak Równia pod Śnieżką Widok z Dębowca Takie tam na Dębowcu... Stojałowskiego w Bielsku-Białej... Kiedyś krążył taki dowcip, że w Marklowicach mają najdłuższe mosty, bo stawiają je wzdłuż rzeki... B-B ma takowy i właśnie jest burzony! Niestety tylko remoncik... Widok z Szyndzielni na koniec Dziś łącznie skromne 70 km i 1000 m przewyższenia.
    1 punkt
  26. Zapraszam na relację z największego lasu łęgowego Europy. To jest a'propos tematu "co w tym fajnego" http://polandtravel.info/natura2000-dla-koneserow/ Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  27. Iłża i inne klimaty z mazowieckiej ziemi - 105 kilometrów rowerkiem Dzisiaj była piękna pogoda, więc trzeba było dobrze wykorzystać ten czas. Postanowiliśmy razem z Paulą po raz pierwszy zaatakować trasę o wielkości co najmniej stu kilometrów, udało się zrobić 105. Trasa w skrócie: Radom - Wierzbica - Krzyżanowice - Iłża - Bąkowa - Kazanów - Tczów - Radom. Był zamek, była przyroda, były pierogi ze szpinakiem - było pięknie. Chmury, błękit nieba i świetne światło poskutkowało tym, że co chwila trzeba było się zatrzymać by wyjąć z sakwy aparat i pstrykać. Z wyprawy powstała mała fotogaleria, do której obejrzenia zapraszam. Początek - zbożowy klimacik... Asfalt i zero ruchu aut - to lubimy! Wśród maków... ...i jak tu nie pojechać w dal? Cudnie! Po drodze pierwsze kolorowe kwiatki Potem były stawy i dłuższa przerwa. Grążele żółte: Na grobli: Stodoła na paszę dla ryb - klimatyczna. Nimfa? Jaskółka: Jedziemy w stronę Iłży... Docieramy do kluczowego miejsca naszej dzisiejszej wycieczki. Na początku zwiedzamy stary piec garncarski: Jedziemy dalej... ...naszym oczom ukazuje się tutejszy zamek. Zwiedzamy miasteczko, jemy pyszne pierogi ze szpinakiem, robimy sesję zdjęciową. Twierdza z perspektywy miasta: Uratowana z wieży Rycerz na swym rumaku A kuku... Jedziemy w stronę Bąkowej. Po drodze paleta barw. Na początek maki: Morze Żółte? Chabry: ...i znowu stawy: Kolejne ptaki w obiektywie. Iłżanka w Kazanowie... ...i powrót, pod wiatr do domu. Piękny dzień, dobrze spędzony czas! Pozdrawiamy narciarzy, rowerzyści z nizin marboru i Paula
    1 punkt
  28. To może i ja wspomnę o swoich wojażach w miniony weekend. W piątek wcześniej skończyłem pracę, więc poszalałem po lasach Kobiórskich i już tradycyjnie dojechałem do J.Paprocany w Tychach. Wyszło 103 km i symboliczne niecałe 600 m przewyższenia. Ale to miała być rozgrzewka... W sobotę zafundowałem sobie bardziej konkretną wyrypę. Tym razem pojechałem w góry. Wyjechałem na Dębowiec, dalej na Szyndzielnię i Klimczok. Krótki odpoczynek i zjazd do Szczyrku. Niestety swojego starego szlaku nie rozpoznałem. Dojechałem do skrzyżowania 5 dróg i skierowałem się w kierunku Sanktuarium. O dziwo - po chwili wjechałem na drogę z płyt ażurowych, a następnie dobrej jakości asfalt! Niezłe nachylenie, dobre wyzwanie na szosę @Mati1981! Z resztą jest tam parę opcji dodatkowych. Dojechałem do owego Sanktuarium, nieco się rozejrzałem (parking oczywiście płatny - info dla zainteresowanych) i pofrunąłem na dół. Można się rozpędzić! Dojechałem na przeciwko zarośniętego już Beskidka. Dalej kierunek w stronę Soliska, tankowanie i zaczynam wspinaczkę na Skrzyczne. Tym trudniejszym szlakiem, zaczynającym się paręset metrów przed Soliskiem. Jest harpagan! Jadę powoli, ale szybko nabieram wysokości. Fajnie to wygląda, kiedy patrzy się w bok. Na szczęście strome ścianki są poprzedzielane krótkimi wypłaszczeniami, na których można ostudzić nogi... Tuż przed szczytem mały kryzys, ale w schronisku odpowiedni popas i oczywiście słynny napój energetyczny. Po drodze oczywiście przyjrzałem się pracą w SON. Odpocząłem, więc zjazd do Lipowej (mało czasu, więc to najszybsza opcja), dalej prze Buczkowice, szlakiem rowerowym przez Meszną (biegnie górą), Bystrą i B-B w stronę domciu. Wyszło równe 100 km w poziomie i 2000 m przewyższenia. I na tym skończył się mój weekend... Oby pogoda zawsze tak dopisywała! Pozdrawiam, Johnny.
    1 punkt
  29. A ja wczoraj wybrałem się na eskapadę rowerową, ale nie z rowerem tylko z aparatem obejrzeć na żywo, tych co ode mnie zdecydowanie lepiej i szybciej jeżdżą W Kielcach wczoraj przed wieczorem ruszał Wyścig Szlakiem Walk Mjr Hubala http://wyscighubala.pl/prolog/, drugi co do rangi wyścig etapowy w Polsce. Na dzień dobry kolarze mieli do przejechania kryterium po ulicach centrum Kielc 20 rund po 2km każda. Peleton taką rundę robił średnio w 2:30-2:40 min, tak więc można powiedzieć, że co chwilę kolarze ścigali się przed oczami. Trasa była fajna, techniczna, z podjazdem po kostce, co powodowało, że bardzo przyjemnie oglądało się walkę kolarzy na trasie. A te krótkie odstępy, w których przejeżdżali kolejne rundy pozwalały przemieszczać się w różne miejsca na trasie i obserwować wyścig. Niesamowity jest dźwięk zbliżającego się i przejeżdżającego peletonu po kostce brukowej. Ma się wrażenie, że zbliża się rój os czy szerszeni. Na trasie było sporo kibiców, starszych osób pamiętających doskonale Wyścig Pokoju, ale także rodziców z dziećmi, dla których wyścig był fajną atrakcją, zwłaszcza że pogoda dopisała. Może też dzieci widząc na żywo kolarzy odejdą od komputerów, telefonów, tabletów i wyjdą pojeździć z kolegami na rowerach? Nie wiem jak teraz, ale za dzieciaka tak się robiło. Każdy wtedy chciał być Piaseckim, Mierzejewskim, Sypytkowskim czy Piątkiem A tak to wszystko wyglądało:
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...