Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 07.05.2018 w Odpowiedzi
-
@Góral spod Skrzycznego wiesz jak to z cierpliwością jest... W marcu Darku, to ja w te Dolomity z Wami na narty, na rowerze pojadę W każdym bądź razie, po tygodniu z nowym cyklem treningowym jest zdecydowanie lepiej Samopoczucie rośnie z każdym dniem. Wczoraj razem z Paulą nawet pokusiliśmy się o rehabilitację w pięknych, wiejskich okolicznościach przyrody. Korzystając z tego, że imieniny były Stanisława - odwiedziliśmy Dziadków i Dziadka z prezentem. Przy okazji wybraliśmy się na dłuższy spacer - to dłuższy oczywiście w cudzysłowie Pokonałem jednorazowo kilometr dwieście metrów - zmuszając nieco nogę to wysiłku A okoliczności przyrody? Takie: Na początku trochę terenu w starym sadzie: ...a potem po równym i naszej asfaltowej, szosowej trasie rowerowej Czyż nie wyglądają pięknie nasze, mazowieckie niziny? Było fajnie. Trzy godziny w odwiedzinach na wsi było dla mnie, po ponad miesiącu siedzenia w domu, olbrzymią przyjemnością. No i zdjęcie koteła... To specjalnie dla Ciebie @johnny_narciarz, Ty lubisz tego typu Lwy pozdrawiam marboru10 punktów
-
U mnie zarządziłem sobie rehabilitację przez rower - małymi kroczkami dokładam sobie coraz większe cele - na majówce w Maso Corto nart nie odważyłem się założyć , ale 133 km rowerem zrobione po przepięknej dolinie Venosta , wjechałem też na Reschenpass i Jaufenpass - od dziś wróciłem do pracy - noga boli coraz mniej i chodzę też coraz lepiej .9 punktów
-
Ha ha ha, ciekawe co zobaczę podczas BBT? 🐻🐍 Startuję o 20:00, więc od razu pierwsza nocka! Mam już oficjalnie kwalifikację do BBT, zaznaczoną na liście startowej i zmieniłem kategorię z OPEN (jazda w grupie) na SOLO. Tak przejechałem "Piękny Wschód", tak też chcę przejechać BBT. Pozostało opłacić start - drobne 610 zł... A w ostatni weekend też nie próżnowałem i zrobiłem sobie dwie traski (sobota i niedziela) do Ustronia i do Karwiny w Czechach. Odpowiednio 132 i 134 km. Nie mogę spocząć na laurach, bo forma sama się nie zrobi (utrzyma). Trzeba zap... Kilka fotek z weekendu. Strumień Skoczów Ustroń Karwina Czeski Cieszyn Cieszyn6 punktów
-
Wiedziałem, że na forum są osoby (powiedzmy osoba) która świetnie i dokładnie przewiduje pogodę, ale nie wiedziałem, że tak samo jak na pogodzie zna się na narciarstwie. Nie wiem czy mogę się wypowiadać o nartach, bo ponad 50 lat jestem tylko dnem narciarskim, ale co tam zaryzykuję. Niestety na Dolnym Śląsku nie ma ani Pilska, ani COS-u, ani TMR-u, ani Kasprowego. Babicki, Karasińska czy Krzyżyńska to chyba też dno, bo tu się uczyli narciarstwa zanim zostali wybitnymi alpejczykami.Jakim dnem muszą być Janica i Ivica Kostelic, oni w całej Chorwacji nie mają nawet jednej góry na miarę "naszego super narciarza, pełną gębą". Albo Alberto Tomba pochodzący z okolic Boloni, też totalne dno. Cieszę się, że bliżej mi (mentalnie) do takiego dna niż do narciarskiego geniusza z miejscowości na K ( nie podaje miejscowości by nie urazić innych mieszkańców).5 punktów
-
Cześć Martwisz mnie, że tak wolno idzie... Jestem po czwartej operacji "dołu" i powiem Ci jedno, rehabilitacja musi trochę boleć. Bardzo mądre zdanie napisał Góral - szybko idzie jak żyje się normalnie. Wtedy normalne działania wykonywane świadomie ruchowo ( w sensie ograniczeń tego co Ci wolno a czego nie) są procesem rehabilitacji. Od mojej operacji mija 17 dzień. Jestem w pracy ( wpadłem bo o 16.00 ma zdjęcie szwów a to blisko). Jeżdżę samochodem - musiałem zmodyfikować pozycję za kierownicą według wskazań lekarza (obecna to horror za daleko zbyt leżąca itd.). Rower stacjonarny aż się grzeje. Chodzę z jedną kulą jako asekuracją. Totalnie pilnuję symetrii chodu bo noga bolała mnie przez ostatni rok praktycznie bez przerwy i nabrałem asymetrii, która rzucała się na kręgosłup. Noga oczywiście ciężkawa i ciągnie ale to oczywiste bo cały czas się goi. Jak wrócę od lekarza będę wszystko wiedział co mi wolno a co nie. Na razie interpretuję - jak nie zabronili ani nie kłóci się z ogólną zasadą ruchu po tego typu operacjach to idę na maxa. Staram się by okresy aktywności przedzielać odpoczynkiem na leżąco ale to jest najgorszy element bo już mnie tyłek i boki bolą. Trzymaj się serdecznie i ukłony dla seniorów.5 punktów
-
@MarioJ WOW! Super sprawa z tą Waszą wyprawą na Rysy! Gratuluję przygody i dzięki za relację. PS. Zachód Grońskiego robi wrażenie PS2. Najlepszy zjazd z Rysów, w wykonaniu Marysi... w bikini4 punkty
-
https://www.lanovky.sk/?page=lan&lan=137 https://www.lanovky.sk/?page=rep&id=1098 Parametry nowej kolejki - 1690 m długość, 205 m różnica wzniesień Brązowe bubliny Sedačková lanovka bude od výrobcu Leitner ropeways. Jej dĺžka je projektovaná na 1690 metrov, prevýšenie 205 metrov, prepravná kapacita 2000 osôb za hodinu. Hlavný pohon lanovky má byť typu DirectDrive, bez prevodovky. Vozne budú vybavené čierno-červeným polstrovaním s bronzovou bublinou a individuálnou sklopnou opierkou.4 punkty
-
Fantazje GPS Tuż przed owym ultramaratonem zakupiłem GPS Garmin, bo nie wyobrażałem sobie nawigowania z mapy na tak długiej i miejscami pokręconej trasie. Zajęło by to zbyt wiele czasu, a w nocy pewnie by mi nerwy zszarpało... Owy GPS to taki najbardziej podstawowy Garmin Edge Touring, z kolorowym wyświetlaczem, służący w zasadzie jedynie do nawigacji. Można tam podpiąć czujnik kadencji i chyba tętna, ale mi to obojętne. To nieistotne. Czasu na poznanie urządzenia wiele nie miałem, ale udało mi się wgrać trasę ultramaratonu, czyli to co najważniejsze. Po dotarciu na miejsce, dzień przed startem, spróbowałem nawet czy mnie właściwie poprowadzi. Tylko początek trasy. Tak, prowadził! Rogalik na twarzy pełen. Następnego dnia odpowiednio wcześniej go włączyłem, żeby zdążył złapać sygnał z satelitów i od startu właściwie prowadził. Tak też było - od samego początku jak po sznurku! Nie różni się to niczym od urządzeń tego typu w samochodach. Przynajmniej sposób pokazywania itp. , bo tu mamy konkretny akumulator i pełną wodoodporność. Cały dzień nie miałem z nim najmniejszych problemów, mogłem się całkowicie skupić na jeździe. Jedynie musiałem go doładować, bo jednak bateria starczała max na 15 godzin, a ja wiedziałem, że będę jechał co najmniej 24! Wszystko szło znakomicie aż do punktu PK-4 na 334 km, gdzie ze względu na brak opieki nad naszymi rumakami, musieliśmy je wnosić do wewnątrz budynku. W tym momencie wyłączył się mój GPS. Myślałem, że tylko chwilowo "usnął", ale niestety. Załączam go ponownie i muszę całą procedurę rozpoczynać od nowa. Znaczy się otworzyć plik i dać mu przeliczyć dane. Kilka minut oczekiwania i chyba jest ok. Tere fere... Wyskoczył błąd przeliczania i się wyłączył. Procedurę powtórzyłem ze 3 razy, ale za każdym razem bez rezultatu. Masakra - pomyślałem. Jeszcze w nocy taki problem... W końcu nieco zmieniłem procedurę i choć nie ruszył jak trzeba, to pokazywał mnie na mapie i czy jestem na właściwej trasie. Jest trudniej, ale tak da się jechać bez większego problemu. Wspomagam się też innymi zawodnikami, których niemal non stop widziałem bliżej lub dalej ode mnie. Nice! Bez trudu docieram do PK-5, choć znalezienie budynku było nieco trudniejsze. Pomogła mi owa para kolarzy, o których już wcześniej wspominałem. Ja miałem lampę, oni sprawny GPS. Powinienem już nic nie robić ze swoją nawigacją, ale mnie coś kopnęło, żeby jednak spróbować. Tym razem ruszył! Radość nieopisana! Do mety już tylko nieco ponad 100 km, robi się widno, a jedyny mankament w postaci szwankującej nawigacji wydaje się nie istnieć. Choć do myślenie dał mi inny kolarz, którego GPS też nie chciał odpalić. Również "Garniak", choć bardziej wypasiony (tak mi się wydawało). Pamiętałem z wcześniejszej analizy, że będę jechać wzdłuż rzeki i stawów. Tak też było, choć pewien szczegół się nie zgadzał... Ale tego nie dostrzegłem. Do myślenia powinno mi też dać miejsce, gdzie musiałem przejechać kawałkiem po szutrach koło jakiś garaży - szutry na trasie wyścigu szosowego? Kawałek dalej dojechałem do skrzyżowania, które już raz pokonywałem i tu włączyła się czerwona lampka. Ale telefonu od żony brak... Czyli może część wspólna (takie były) i jest ok. Pokonuję karkołomny podjazd i nabieram kolejnych wątpliwości. Jest tez telefon od żony: - Jesteś po drugiej stronie mapy! Powtarzasz trasę! W tym momencie niezły dół, ale sądziłem, że strata niewielka. Niestety, kiedy sprawdziłem na telefonie, gdzie miałem wgraną całą mapę i mogłem zobaczyć gdzie jestem, szok! Jeszcze większy dołek! Odnajduje też jednego zawodnika, którego GPS tak samo wyprowadził w pole. Powrót do trasy, gdzie się zgubiliśmy, nie ma sensu. Dzwonię więc do organizatora i ustalamy, że mamy wracać trasą, którą zaczynaliśmy. To dodatkowe 50 km, ale przynajmniej mam jeszcze szanse ukończyć zawody w limicie czasu do BBT. Ponownie jadę po śladzie, tylko pod prąd. GPS protestuje i chcę się wyłączyć. Ale jakoś docieram do PK-6 i to w dobrym czasie. No! Może teraz już choć po śladzie do mety. Niestety GPS na siłę próbuję mnie posłać na "drugi krąg", tj. powtórzyć trasę! Kolejne próby nie przynoszą rezultatu i muszę nawigować manualnie z rozpisek, które wcześniej przygotowałem. Znowu błądzę i jedyną nadzieją jest Smartfon z wgraną mapą. Po kilku błędach, w końcu orientuję się jak mam cisnąć do mety i ostatecznie moje problemy się kończą. Czy tylko ja i mój kompan mieliśmy problemy? Oczywiście nie! Mnóstwo ludzi przestrzeliwało skręt na 40 kilometrze i później wracało nawet 20 km z powrotem! Wielu ominęło punkt kontrolny i np. gość wracał 10 km. Ale chyba wszystkich przebił osobnik, który startował razem ze mną. Myślałem, że dawno mi odjechał, po czym gdzieś go widziałem na trasie, studiującego na poboczu drogi mapę... Jak się później dowiedziałem, kolega jeździł wszędzie, tylko nie po trasie zawodów! Trudno powiedzieć co miał na myśli jego GPS... Po dłuższym czasie błądzenia, poddał się i ruszył najkrótszą drogą do Parczewa. Było mi go żal - wywalił kasę, plany miał jak ja, ale wszystko wzięło w łeb z powodu nawigacji... Wnioski nasuwają się same - lepiej nie ufać w 100% nawigacji! podobnie jak tej samochodowej...4 punkty
-
3 punkty
-
Jak myślisz. .. a mozna miec udany sezon mając w d.. Goryczkową ( za blisko Zakopanego) a na Pilsko zaglądając co 2 lata?.... :-)[emoji3]3 punkty
-
3 punkty
-
Poczytaj lepiej ile zawodów nie odbyło się w PL z powodu braku śniegu - a nie wypisuj bajek. No sorry, że tak ostro, ale inaczej się nie da. A mój lokalny lodowiec w Bytomiu (DSD) ruszył dopiero w drugim tygodniu lutego. Wcześniej nie było ani śniegu, ani możliwości dośnieżenia. Taka to bajkowa zima.3 punkty
-
To tylko pokazuje jak słaba była to zima - żeby na samej górze Soszowa nie było dostatecznej jego ilości. A potem niektórzy piszą, że zima bajkowa3 punkty
-
3 punkty
-
Kolarz widmo... Rzecz działa się między godziną 2 a 3 nad ranem. Totalnie puste drogi, lekko oświetlone przez księżyc. Kiedy na drodze było trochę łatek bądź innych nierówności, dość często oglądałem się za siebie, żeby przy moich manewrach wymijających, kogoś nie wypchnąć z drogi. Nie słyszałem jak mnie doganiał, bo rower szosowy należy do wyjątkowo cichych, a do tego wiatr skutecznie zagłuszał nawet samochody. Czułem się dobrze, spanie mnie nie brało. Pewnie zmierzałem do PK-5, czyli piątego Punktu Kontrolnego. Gdzieś w połowie trasy między PK-4 a PK-5, dogoniła mnie para kolarzy, a właściwie kolarz i "kolarka". Chwila dyskusji i zaczęli mi powoli odjeżdżać. Po następnych 20 minutach zniknęli za horyzontem. Ale niedługo po tym dogoniłem ich w jakiejś miejscowości, bo ów kolarz miał jakiś problem techniczny, czy coś w tym rodzaju. Zapytałem asekuracyjnie czy wszystko ok i po twierdzącej odpowiedzi ruszyłem dalej. Byłem pewien, że szybko mnie dogonią i znowu uciekną... Minęło jakieś pół godziny, jak dostrzegłem za sobą lampkę rowerową. Na dość długim zjeździe. Takowe najczęściej pokonywałem całkiem na luzie i nie forsowałem tępa. Aby było powyżej 30 km/h. Po pierwsze - dobrze wykorzystać każdą fałdkę terenu do odpoczynku, po drugie - nawet przy mocnej lampie widoczność jest ograniczona,a uszkodzić cienką oponę kolarki nietrudno. Byłem pewien, że zaraz zostanę wyprzedzony, ale nic takiego się nie dzieję. Kiedy spodziewany czas wyprzedzania znacząco został przekroczony, ponownie oglądam się za siebie i... pusto! Ciemno i nikogo nie widać. Może mi się coś przywidziało? A może jednak byłem szybszy z górki? Po kilku minutach ponownie oglądam się za siebie i tym razem jestem pewien, że będę lada chwila "machnięty". Czekam, jadę blisko krawędzi jezdni, ale nic... Znowu patrze za siebie, a tam ciemno i nikogo dostrzec nie mogę. Może to samochód w oddali. albo jakaś przydrożna lampa spowodowała takie wrażenie? Mija kolejne kilka minut i znowu widzę kogoś za sobą, tym razem dokładnie się przyjrzałem. Tak, teraz będę wyprzedzany! Znowu mija dłuższa chwila i... znowu nikogo za mną nie widzę! Tym razem miałem 100 % pewności. Czyżby jakieś halucynacje, choć nie czuję jeszcze zmęczenia??? Trochę się zaniepokoiłem i przestałem się oglądać za siebie. Wtedy, tuż przed PK-5, słyszę głosy i dogoniła mnie owa para. Razem odnajdujemy ów punkt kontrolny. Podbijamy karty, idziemy jeść, pić i nieco odpocząć... Ciągle jednak mnie intrygowało, czy ktoś za mną jechał, czy miałem jakieś zwidy. Chwilę później słyszę, jak ów Pan z dziewczyną, co dojechali ze mną na punkt rozmawiają o lampce... Nie wytrzymałem i się spytałem: - To Wy mnie co chwila doganialiście i znikaliście? - Ciągle lampa mi się wyłącza... nie wiem co z nią... - usłyszałem. Wszystko jasne, więc już byłem spokojny o mój stan umysłowy...3 punkty
-
Kolejna wizyta u rehabilitanta i zmiana jego nastawienia Okazało się, że w obwodzie - najszersze miejsce na udzie - utrata masy mięśniowej 4 cm obwodu... przy kolanie 1 centymetr i wygląda to źle. Kazał jeździć na rowerze stacjonarnym, chodzić na basen - ćwiczyć więcej, używać jednej kuli. Na chwilę obecną stosuję jedynie więcej ćwiczeń, dlaczego? Lekarz prowadzący powiedział, że do końca 6 tygodnia zero roweru, zero mocniejszych obciążeń nogi a jeśli chodzi o chodzenie o kulach, to albo wcale, albo o dwóch - absolutnie nie o jednej. Do 10 maja (kolejna wizyta u lekarza) mam zamiar stosować się to zaleceń tej osoby z tych dwóch. Do rehabilitanta tracę zaufanie i chyba po 10 maja nastąpi zmiana. Ponieważ piękna pogoda, z ćwiczeniami przeniosłem się na trawnik Po przeczytaniu mnóstwa materiałów, filmów na YT postanowiłem wprowadzić sobie mocniejszą wersję rehabilitacji mięśni chorej nogi. Treningów mam teraz kilka: 4 razy po 45 minut w ciągu dnia ćwiczenia z piłką, naprzemiennie (co drugi dzień) spacery o kulach minimum 1 kilometr i ćwiczenia w wodzie minimum 25 minut. Po kilku dniach zmiany cyklu ćwiczeń czuję, że są spore, pozytywne zmiany. Zakwasy bolą Relaksuję się cały czas głównie w W3: Sprzęt do dalszej części rehabilitacji jest. Czekam na pozwolenie... ...choć gdy się przymierzałem, to na chwilę obecną zgięcie w kolanie (ok 100 stopni) nie pozwala mi na kręcenie bez odczuwania bólu Wczoraj pierwsza krótka wizyta u znajomych Jeden wyjazd i wyrwanie się w inne otoczenie i tyle radości! Ciągnie wilka do lasu i do piłki... ...najczęściej uprawiana dyscyplina "sportowa" teraz, to skrable Kalorii do organizmu dostarczam cały czas i... ...niestety chudnę - inaczej tracę masę. Myślę, zmiana wagi o 5 kilogramów, to głównie straty w nodze Pozdrawiam serdecznie marboru3 punkty
-
Gdzie tam - jeden to narciarz pełną gębą - technika nienaganna (puchar świata bez kozery), a w portfelu pełno gotówki na opłacenie wojaży w najlepsze narciarskie miejscówki!2 punkty
-
2 punkty
-
Ja bym zimę bajkową nazwał dopiero wtedy jak na Pilsku będzie leżało dobre 2 metry śniegu tak jak to było kiedyś, a nie tak jak w tym roku gdzie bardzo często trafiało się na minerały pomiędzy Miziową a Szczawinami.2 punkty
-
@johnny_narciarz jak Cię ten kolarz widmo gonił, to nie rozglądałeś się za cmentarzem? Ja kiedyś miałem wieczorną jazdę taką na 80 km z Radomia do Iłży... było po pracy i to chyba wrzesień był - czyli ciemno. Jestem już na powrocie, Iłżę minąłem... ciemno dookoła, moje lampki słabe... las, mijam cmentarz wjeżdżam znowu do lasu - mgła... i nagle na środku drogi, coś się z tej mgły wyłania - jakaś postać na środku drogi. Duch myślę sobie nie ma żartów... no ale jadę dalej... Skręcam w lewo... postać rozkłada ręce, tak jakby chciała mnie złapać, ja w prawo - postać w prawo... Serce na ramieniu myślę - dusza potępiona jakaś chcę Borutę, grzesznika złapać W ostatnim momencie manewr kierownicą i mijam faceta w szarym robotniczym uniformie Pijany w trzy d. Uffff Jadę dalej, dojeżdżam do wsi, a tam budowę skończyli jakiegoś budynku i mocno zakrapiana impreza alkoholowa z grillem. Ottt taka przygoda z duchami2 punkty
-
Podany profil terenu jest tak naprawdę profilem linii kolei linowej a nie samego podłoża. Podwyższanie na siłę słupów nie ma sensu przez silne wiatry, które notorycznie by zatrzymywały kanapę. Dla mnie są dwie ciekawostki techniczne w tej kolei - lina będzie dość cienka jak na kolej - standard to 46 mm a tu będzie 40 mm. Ponadto na podporze 10 będzie więcej krążków linowych w powrotną stronę niż "do góry". Coś czego nie spotkałem jeszcze nigdzie2 punkty
-
2 punkty
-
Na Suchem rozbierane są wszystkie bary.@bolec gdzie my się teraz będziemy spotykać. Spoko, z boku wylewają nowe fundamenty. Wysłane z mojego HAMMER_AXE_M_LTE przy użyciu Tapatalka2 punkty
-
Kolejne pożegnanie zimy - tym razem niezbyt oryginalnie, bo na Stubaiu, czyli tam gdzie pół forum Ale parę obrazków wrzucę i napiszę, że nie było tak strasznie z dojazdem i pakowaniem (jeśli się przyjechało odpowiednio wcześnie), z pogodą było tak jak na większości moich lodowcowych "3-dniówek" (1 dzień słońca, 1 dzień chmur i 1 dzień opadów) i jeszcze, że mieszkałem w Telfes, a właścicielka apartamentu codziennie po nartach witała nas kieliszkiem schnappsa i pokazała nam, gdzie mieszka Adreas Kofler i Gregor Schlierenzauer W ogóle mieszkanie było git. Całe piętro, 2 sypialnie + salon, 3 łazienki, kuchnia, duży balkon ze świetnym widokiem (pierwsze zdjęcie poniżej), garaż, narciarnia z suszarką do butów. Przy 4 osobach wyszło 30 euro/noc (ze sprzątaniem i podatkami). Piszę, bo pani mówiła, że jakby kto był zainteresowany, to żebym przekazał e-mailowe namiary na nią, więc jakby ktoś coś, to mogę wysłać na priv. Lokum nazywa się Haus Früh.W zimie jest to 5 minut od ośrodka Schlick 2000 Sklepy i restauracje też w zasięgu pieszym. Polecam, bo to jedno z sympatyczniejszych miejsc, w jakich ostatnio byłem.2 punkty
-
2 punkty
-
1 maja świętowałem z kolegą Przemkiem na Rysach. Udało się trafić w warunek idealnie. Nawet Rysa odpuściła w słońcu po 14, co w sumie było kluczowe. Zjeżdżaliśmy w dół około 16 i całość góry była już miękka, warunki rewelacyjne. Krótka relacja zdjęciowa. Tatry widziane rano z Gliczarowa, generalnie wiosna. 1 maja, przed 8 rano 80% parkingu już zajęte. Na asfalcie do Moka było tłoczno. Tak idziemy kiedy nie ma śniegu Widok ze schroniska. Po lewej kocioł, nasz cel. Śnieg do zjazdu zaczynał się od Czarnego Stawu. Śnieg pod wodą w Czarnym Stawie. Przepinka z trekingów na buty skiturowe Stok nad Czarnym Stawem z bliska Towarzyszyła nam 30-osobowa wycieczka z Serbii/Czarnogóry, musieliśmy ich wyprzedzić :-) Żleb Rysa Podejście na Niżne Rysy, szczyt główny z lewej. Bula pod Rysami Najtrudniejszy zjazd Zachód Grońskiego, bardzo dobrze widoczny z kotła. W żlebie Rysa Przełączka na końcu żlebu, tutaj już bardzo wąsko, szerokość 2-3m. Początek podejścia na szczyt z łańcuchami Widok ze szczytu Zdobywca na szczycie Zjazd w kotle i widok na dolny żleb Resztki lodu z Czarnym Stawie Weszliśmy na sam szczyt bez nart, ale zjazd jest dopiero ze żlebu Rysa. Musieliśmy odpuścić górną wąską część ze względu na dużą ilość pieszych. Tam i tak nic poza zsuwem nie da się zrobić. Zjazd zaczęliśmy trochę niżej po rozszerzeniu się żlebu. Było emocjonująco chwilami i było pięknie. Warto raz się pomęczyć 5h z nartami i butami skiturowymi na plecach. Całość tury zajęła nam 12h z długimi postojami i kontemplowaniem gór. Pojechałem w Tatry tylko na jedną dobę na jeden zjazd, trochę dłuższy niż BSA Piękny kocioł i piękny górny żleb. Dla porównania warunków można spojrzeć na letnią relację Marboru1 punkt
-
Cześć Poproszę o konkrety - artykuły cytaty - tylko niech to będą opracowania naukowe a nie jakaś amatorszczyzna. Podobnie można powiedzieć o teorii ewolucji tylko kto normalny głosi takie prawdy? Pozdrowienia1 punkt
-
Pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się, że kogoś zminusowałem na forum. Padło na narciarza mamada - wielkiego narciarza o bajecznych umiejętnościach i zasobnym portfelu1 punkt
-
@surfing Tatry Zachodnie rowerowo - to również krąg moich zainteresowań - dzięki za relację Fotka z rzepakiem - bomba. Gratuluję i czekam na dalsze, Wasze, rowerowe ślady. pozdro marboru1 punkt
-
Wyznacznikiem dobrej zimy jest start Kasprowego w grudniu? Weź mnie nie rozśmieszaj, zima w Polsce była bardzo słaba, jedynie luty w miarę ok, dużo stacji późno ruszyło, a śniegu wyprodukowanego było nie za dużo, mam podawać przykłady?1 punkt
-
to będzie dopiero atrakcja - jak w Alpe d Huez1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Parę fajnych video znalezionych w sieci Zjazd z samej przełączki, więcej śniegu w żlebie niż w naszym przypadku. Zjazd Bargiela z samego szczytu 10.05.2017 (zamarznięty Czarny Staw) Skialpiniści pomagają człowiekowi w adidasach zejść w Rysie, dostaje raki, czekan i szkolenie.1 punkt
-
Soszow już jest do sprzedaży od kilku sezonów więc nie wiem z czego taka sensacja. I proszę dajcie spokój że to Szczyrk zabija konkurencję bo to co najwyżej śmieszne.1 punkt
-
1 punkt
-
Do żlebu Rysy jest spokojnie, do 35 st, szeroki stok. Nawet dolny żleb (ten bliżej Czarnego Stawu) jest dość szeroki, na pewno nie poraża, jeśli tylko ma się objeżdżone podobne stoki. Stromo robi się dopiero w żlebie Rysa. Myślę że tak do połowy żlebu jest 40st, mierzyłem to raz gdzieś w dolnej części. Około w połowie żlebu nachylenie wzrasta i wg Życzkowskiego/Wala max jest 44st i rzeczywiście to czuć (trudność 3+). I tam robi się poważnie. Nie licząc bardzo wąskich ostatnich 200m, to poza tym szerokość jest wystarczająca do skręcania. Blokadę natomiast mogą powodować piesi, którzy idą brzegiem żlebu (aby przy jakimś błędzie nie wylądować na człowieku). Najtrudniejsze dla mnie było kilka pierwszych skrętów, wyczucie śniegu czy trzyma. Trochę się zsunąłem przy 2-3 skrętach, później już poszło. Czyli naprawdę trudna jest górna połowa żlebu Rysa. Całość od góry do Czarnego Stawu jest w zagrożeniu lawinowym, dlatego ja wybrałem wiosnę z jedynką lawinową na zjazd. Górsko jest tam cudownie, wszystko robi o wiele większe wrażenie, niż widok np. z Moka. Dodam jeszcze dwa zdjęcia z sieci. Tutaj prawie cała trasa zaznaczona bez dolnego piargu nad Czarnym Stawem Żleb Rysa i szczyt1 punkt
-
Ćwiczenia z piłką wyraźnie mi służą Nareszcie poczułem, że mam mięśnie w operowanej nodze - zakwasy! Robię sobie teraz 3 sesje treningowe, w ciągu dnia, po 25 minut. To zdecydowanie wystarcza. Bardzo powoli ale czuję, że zachodzą pozytywne zmiany. A dzisiaj? Dzisiaj pełen relaks Odpoczynek... Nie pamiętam już kiedy tyle miałem czasu by ten czas aż tak zwolnił... Oczywiście wolelibyśmy gdzieś aktywnie spędzać czas - no ale po naszych kontuzjach obydwoje potrzebujemy ładowania baterii No i systematycznie przeglądam i czytam klasykę komiksu, której ostatnio przybyło nieco w biblioteczce Ciepło, piękna pogoda...aż człowiekowi serce rośnie... Przed słońcem chowam się pod jabłonią... ...w której praca wre i naturalna muzyka wycisza. Jutro rehabilitacja. pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula1 punkt







