Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 14 Październik 2026
-
Rok
14 Październik 2025 - 14 Październik 2026
-
Miesiąc
14 Wrzesień 2026 - 14 Październik 2026
-
Tydzień
7 Październik 2026 - 14 Październik 2026
-
Dzisiaj
14 Październik 2026
-
Wprowadź datę
27.05.2018 - 27.05.2018
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 27.05.2018 uwzględniając wszystkie działy
-
Budowa rozpoczęta O czym informuje SOLISKO ARENA #Szczyrk, #ZbójnickaKopa dzisiaj - #inwestycje_Szczyrk_2018 wystartowały: trwają już pierwsze prace przy najważniejszej nowości na najbliższą zimę: połączeniem górą z ośrodka #SON_SMR do #COS - właśnie tutaj dotrzemy kanapą z #HalaSkrzyczeńska i zjedziemy tam trasą - lub już powstającym nowym łącznikiem na trasę #Ondraszek na górze #Skrzyczne !3 punkty
-
Cześć I jeszcze (bo nie mogę edytować). Oglądałem mecz Polska-Rosja w siatkę ( świetny mecz). Gwizdy w momencie serwisu Rosjan - właśnie wtedy jest mi wstyd za tych gwiżdżących śmieci i wtedy mam ochotę wyjechać na zawsze. Pozdro2 punkty
-
Zastanawiam się, czy nie wziąć udziału w ultramaratonie "Wisła 1200", czyli jazda od źródła Wisły do jej ujścia. Do zrobienia 1130 km po wałacha, w połowie szutry. Limit czasu ogromny, bo aż 200 godzin, ale za to można delektować się widokami. Byłby to dobry trening przed BBT. Ale znowu nie małe koszta i trza by trochu urlopu... Tymczasem wczoraj po pracy: Skoczów, Ustroń, Wisła, Salmopol (Biały Krzyż), Szczyrk. Ponad 100 km wyszło. Dziś kolejna setka, ale w kierunku Tychów... No i dziś: Taki dom... Jutro pewnie kolejna stówka...2 punkty
-
2 punkty
-
Weźże wyratrakuj trasę tym, obok tej kolejki: Pacz, na końcu. Działa nawet przy 12 m/s!1 punkt
-
Dzięki @marionen za miłe słowo. My sie dobrze rozumiemy. Zapwene pozostanem takim amatorski sportowcem, jednak cos mnie ciągnie żby powalczyć, a nie tylko przejechać. No i sama satysfakcja z osiągnięcia... Dzis kolejny trening i przy okazji mogłem pokibicować kolarzom startującym w ultramaratonie "Tour de Silezia". Gdybym wcześniej wiedział o tej imprezie, na pewno bym wystartował. Po drodze zdobywali... Pradziada! Ja jednak przejechałem dwukrotnie Przełęcz Przegibek, zalioczyłem Górę Żar i jeszcze co pomniejsze podjazdy. Trochę chmury pogoniły...1 punkt
-
I to jest dusza sportowca, turysta to jednak coś zupełnie innego... Nie każdy potrafi to jednak zrozumieć. Oczywiście jest jeszcze różnica między sportowcem amatorem, a zawodowcem. To jednak temat rzeka i nie o to chodzi, krótko mówiąc zawodowym sportowcem może zostać (w zależności od dyscypliny) garstka, natomiast sportowcem amatorem prawie każdy.1 punkt
-
Ostatnie pożary składowisk i sortowni, lista jest niepełna: 25 maja Zgierz 23 maja Warszawa Mokotów 21 maja Giebnia 15 maja Garczegorza (gm. Nowa Wieś Lęborska) 12 maja Gorlice 5 maja Police 13 maja Radom - Wincentów 29 kwietnia Bierutów 28 kwietnia Opole 24 kwietnia Pyszna k. Śremu 22 kwietnia Łaszew (Wielkopolskie) 19 kwietnia Piotrków Trybunalski 18 kwietnia Siemianowice Śląskie 12 kwietnia Kietrz 8 kwietnia Dąbrówka Wlkp. 7 kwietnia Piotrów Pierwszy 6 kwietnia Jastrzębie Zdrój 24 marca Gorzów Wlkp.1 punkt
-
Oczywiście, że mogę, jednak lepszym treningiem jest start w zawodach, bo działają wszystkie czynniki tak jak w moim docelowym wyzwaniu. Czyli żadnej pomocy z zewnątrz, nawigacja i brak możliwości zjechania z trasy, "gospodarowanie energią", nieprzewidywalna pogoda, mimo wszystko limit czasu, no i sama presja, żeby jednak powalczyć o jak najlepszy wynik. Przy standardowej wycieczce wiele z tych rzeczy nie ma miejsca, bo jest na wszystko czas i dowolnie wybierana trasa... Po pierwszym ultramaratonie zebrałem mnóstwo bezcennych informacji i pewnie tak też by było po kolejnym. No ale znowu potrzeba czasu i pieniędzy, a nie za bardzo mam jedno i drugie... Niewątpliwie to byłaby piękna przygoda, takie obcowanie z przyrodą... No i chciałem jechać to na tłusto...1 punkt
-
Oczywiście, że nie jedynie... Ale na dzień dzisiejszy chętnie bym wyjechał, ale już "zapuściłem korzenie" i to nie takie proste... Moi rodzice mieli w latach 70-ych propozycje od rodziny aby wyjechać do Francji. Tylko im się w głowie nie mieściło, że ze zwykłej pracy można spłacać kredyt na dom, samochód, o którym w PL mogli tylko pomarzyć i jeszcze normalnie żyć... W samo sedno! To są te chwilę, kiedy najchętniej zapadł bym się pod ziemie. Ta jakaś nienawiść do Rosjan, Niemców itp. jest dla mnie kompletnie niezrozumiała w dzisiejszych czasach. Ale nie chcę rozciągać wątku... Z góry dzięki! Jeszcze bardziej mnie zachęciłeś... W końcu po to m.in. mamy tą Unię, żeby móc sobie wybrać miejsce, gdzie chcemy żyć.1 punkt
-
Cześć Nie jedynie - bo już byś dawno wyjechał, ale wiem o co Ci chodzi...ale... Swego czasu (przełom 80/90) miałem bardzo poważną propozycję zostania w kraju szczęśliwości. Nie zostałem i nigdy nie żałowałem... do czasu...1 punkt
-
Już od jakiegoś czasu namawiam Szefa, który nie jest tylko moim Szefem, ale też przyjacielem, żeby przenieść firmę na Teneryfę. Całe 100% zamówień mamy z USA, więc obojętne jest, skąd my to będziemy wysyłać. Tym bardziej, że w Hiszpanii prawo i system podatkowy jest zdecydowanie przyjaźniejszy niż w PL. Teneryfa to jedno z najbardziej przyjaznych miejsc na świecie i jest w Unii Europejskiej, choć to Afryka... Więc po co się męczyć? Mnie tu trzyma jedynie grawitacja...1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Kwestia determinacji. Jeden z kolegów ma 26 dni urlopu a spędza 65 dni nartach. I to wszystko w Alpach - prosty rachunek mówi, że to niemożliwe. A jednak. Jak widać ma wielką determinację. Ja np nie mam takiej. Jak zobaczyłem, że dojazdy do Saas Fee to 16 godzin to zredukowałem liczbę z 10 do 5 (czyli z 50 do 25 dni). Wybrałem tylko te gdzie była "moja" skiturowa ekipa. W ten sposób zamiast myśleć jak przetrwam podróż miałem lekki niedosyt nart. Kiedyś wychodziłem z założenia, że ilość przekształca się w jakość i to jest częściowo prawda ale teraz bliżej jest mi do postawy [email protected] . Jeśli nie mogę wybrać warunu to chociaż mocną ekipę albo bardzo dobre miejsce. Staram się też lepiej przygotować do wyjazdu aby więcej wycisnąć. Mniej nie oznacza gorzej. Ale ponieważ przyszły sezon to karnet salzburski (czyli trochę bliżej) to pewnie będzie jednak więcej. Co do majówek to różnie bywa ale przeważnie nie jest źle a nawet jest bardzo dobrze. Pamiętam genialne majówki we Francji. Na przełomie kwiecień/maj można też dobrze pojeździć w Austrii, chyba gajowy w tym roku był bardzo zadowolony z majówek i post majówek. Co do możliwości poturowania czy freetour to jest jeszcze pełnia sezonu i jest bardzo dobrze. Śnieg był do 1700 m npm - napisałem zresztą w pobliskim wątku. Problem majówek jest inny - czy chce mi się jeździć na nartach skoro mogę wsiąść na rower? To poza kwietniem najlepsza pora do jazdy, niezbyt gorąco, piękne widoki, mało owadów. pozdro Wiesiek1 punkt
-
Cześć Szczyrk został miastem mniej więcej wtedy kiedy budowano tam GON. Pozdro1 punkt
-
1.01.1973 r. Szczyrk uzyskał prawa miejskie1 punkt
-
Konkordiahutte Najbliższe i najłatwiej dostępne schronisko z Jungfraujocha. Położone jest 120 m nad lodowcem na skalnym "zębie". Warto powiedzieć, że gdy je budowano do lodowca było tylko 50 m. To obniżenie się poziomu dna doliny jest sporym kłopotem bo trzeba wejść po kilkuset stopniach stalowymi stopniami takimi jak w systemach rusztowań budowlanych. O ile jeszcze podejście w górę jest tylko męczące to w zejściu trzeba zderzyć się ze sporą powietrznością. Podczas opadu, szczególnie marznącego deszczu może być emocjonująco. Za to z tarasu jest fantastyczny widok. Kliknijcie też sobie tutaj. Kamerę nastawiłem na czas naszego pobytu - przestawiając godziny możecie pooglądać co Was minęło. Samo schronisko jest czyściutkie, mieszkaliśmy w wieloosobowym (chyba 12) - dwie piętrowe nary z równoległymi wąskimi miejscami do spania (na pewno nie dla grubasów). Teraz dwie najważniejsze sprawy. Jedzenie - obiado-kolacje (18:30) nie ma się czego przyczepić, naprawdę obficie i smacznie, ale śniadania... No popatrzcie. To jest 5-osobowa porcja. Trochę owsianki, stary (dojrzewający) ser, skromna porcja masła i chleb co byście nie chcieli go jeść. Najlepszy był dżem. Ale świeczka była. Niejadalna. Druga istotna sprawa to zaplecze sanitarne. Wiedzieliśmy, że w schronisku nie ma często wody - podczas naszego pobytu na szczęście była. Oznaczało to dostępność słabiutko ciurkającego strumienia wody w umywalkach (trzeba było cały czas mocno naciskać sprężynę). Za pomocą mikrofibrowej ściereczki można było się doskonale wymyć. Najbardziej zaszokowały mnie ubikacje - zero wody i praktycznie zero uciążliwego smrodu (czuć było chemię, chlor) ale jak na taki ruch - mistrzostwo świata. Sama konstrukcja kibli zdumiewająca ale nie jest to znów taki temat na forum. Ogólnie podsumowując muszę Konkordii wystawić wysoką ocenę jakkolwiek dymanie po tych schodach góra-dół plus śniadania to dwa wyraźne minusy. Dzień 2 Zaplanowaliśmy efektowną pętlę z łagodnym zacienionym podejściem i zdecydowanie ostrzejszym zjazdem. Naszym celem był Trugberg. Pobudka i "śniadanie" 5:00 - kto to wymyślił??? A tak na poważnie - podczas wiosennych tur, gdy słońce w dzień rozmraża powierzchnię a mróz w nocy ścina chodzi się tak aby ze zjazdem trafić na "puszczające" ale bezpieczne stoki. Oznacza to, że zasadniczo 12-13:00 jest taką dobrą porą do zjazdów (choć oczywiście bardzo zależy to od temperatury, nasłonecznienia i wystawy zbocza). poza tym chodzenie w pełnej lampie jest bardzo męczące. Na mapie naniesiona jest nasza trasa - jak widać szlaki w terenie (wytyczone przez narciarzy) całkiem wyraźnie różnią się od tych mapowych. Teraz parę fotek. Pierwsze jest po zejściu po schodach i krótkim zjeździe. Zapomniałem powiedzieć, ze narty, szpej a nawet dodatkową żywność zdeponowaliśmy przy schodach tak aby nie włazić z tym na górę i wychodząc trzeba to wpakować (bez dodatkowego żarcia). Tutaj jesteśmy już na zboczu Trugberga widać nasze podejście. Po kolejnej godzinie jesteśmy już na przełęczy pod szczytem. Wyraźnie wypiętrzają się chmury ale na razie większych powodów do obaw nie widać. Na przełęczy część ekipy rozsiada się wygodnie, reszta wchodzi na Trugberg. Też mam taki zamiar ale znów mam kłopoty z rakami i na podejściu zatrzymuję się na dłużej i próbuję zrobić z nimi porządek. Tu dygresja - robię to już któryś raz z rzędu. W domu wydaje się dobrze ale podczas chodzenia ultra lekkie (z elastycznym łącznikiem z dyneemy) Leopardy LF wyraźnie nie chcą współpracować dobrze z moimi TLT7. A ponieważ czeka mnie wejście na Finsteraarhorn to nie chciałbym z tak bzdurnego powodu zawracać. Kombinuję pochłonięty rozpracowywaniem o co chodzi, gdy wraca wyraźnie zaniepokojony Robert. Zresztą sam już słyszę - grzmi! Okazuje się, że zasłonięty naszą górą rozbudował się całkiem okazały front burzowy. No dostajemy przyspieszenia. Wizja wspinu w burzy po tych metalowych drabinach nie jest zachęcająca. Tymczasem nawet zjazd robi się wątpliwy bo przychodzi gęsta mgła. Adrenalina nam skacze - myślę nerwowo nad różnymi możliwymi wariantami ale jedno jest pewne - trzeba spieprzać z grani. Na szczęście przychodzi rozjaśnienie i jedziemy! Zjazd jest bardzo fajny bo dość stromy. Część zajmują lawiniska ale ponieważ jest miękko to nawet tam jazda jest łatwa. Na dole oceniamy, że kierunek burzy nie pokrywa się z naszym i minie nas bokiem. Ale niepokój pozostał więc już niezwłocznie kierujemy się do schroniska. Na dole robimy znów skidepot. Jeszcze "ścieżka zdrowia" i lądujemy z piwem (o prozdrowotnych właściwościach) na tarasie. Czekamy na obiadokolację, a w godzinę+ później z bebechami napompowanymi jak balony powoli lądujemy na pryczach z nadzieją na lepszy sen. Cała trasa to 14 km, 1330 m przewyższenia a ci co szczytowali pewnie stówkę więcej. Całkiem przyzwoicie jak na pierwszy dzień. Teraz jeszcze wizualizacja. Ten zaznaczony odcinek ma ponad kilometr przewyższenia, długość mojego (pokręconego) śladu to około 3 km - widać, że to bardzo sympatyczny fragment do jazdy. Jakoś nie mam tego na swoich zdjęciach - znalazłem więc w internecie - tu jest lewy (troszkę dłuższy) wariant zjazdu Pozdro Wiesiek1 punkt
-
Już pewnie mało kto tutaj zagląda - narty poszły w odstawkę. no cóż trzeba skończyć co się zaczęło. Plan już znacie - zasadniczo go zrealizowaliśmy. Wyjazd miał być tydzień wcześniej ale fatalne warunki spowodowały przesunięcie (to wtedy zamarzło tych 7 narciarzy). Później jeszcze jeden dzień się obsunęło bo nie było miejsc w pierwszym schronisku. Dzień 0 (4.05) Wrocław - Interlaken Wyjechaliśmy z Wro około 6.30. Po 13 godzinach jazdy wylądowaliśmy na campingu w Interlaken. Okolica wprost nieprzyzwoita - jeziora, spora rzeka, potężne góry, wyciągi turystyczne i stada atrakcji. Wycacane wszystko na maksa. Następnego ranka pobudka o 6:00, pakowanko i do pociągu (stacja Interlaken ost). Kupujemy bilet na Top Europa (ok 105 CHF). Wygląda to tak. Po drodze są dwie przesiadki (zaznaczyłem kółkami) - wszystko jest bardzo ładnie zsynchronizowane ale i tak podróż trwa dwie godziny. Trzeba powiedzieć, że już drugi odcinek jest odlotowy - kolejka wije się w ciągłych zakrętach na bardzo stromych odcinka płynnie włącza się napęd na trzecią zębatą szynę. Obok pionowe ściany, pastwiska, domki - bajka. Trzeci fragment podróży przebiega u stóp słynnej ściany Eigera, później już tunelem. Po drodze jest przerwa aby obejrzeć z bliska ścianę lodowca (przez okna w ścianie) Przełęcz Jungfraujoch to jest uznana atrakcja turystyczna - Szwajcarzy wypromowali to jako Top of Europe. Już nasz kurs był pełny (stada Azjatów) a w późniejszych godzinach na większość wjazdów nie było wolnych miejsc. Infrastruktura na górze jest bardzo rozbudowana - kolejne "wypełniacze czasu". Co tam było niezbyt nas interesowało - zasuwaliśmy (chyba kilkaset metrów) do miejsca wyjścia na lodowiec. Razem z nami jest pewnie z dwudziestu narciarzy. Naszym celem będzie teraz Konkordiahutte. W najprostszym wariancie wystarczy zapiąć deski i zjechać pod schronisko. Ale nie jesteśmy od najprostszych wariantów. Nasza droga biegnie przez pobliską górkę Louvitor. Zaliczamy w ten sposób trochę pracy na wysokościach. Plecaki w ten pierwszy dzień piekielnie ciążą. Nie mniej "nasz" wariant daje bardzo satysfakcjonujący zjazd. Jest 650 m podejścia i 11 km drogi. Na pierwszy dzień wystarczy. Lądujemy w Konkordii o której później jeszcze opowiem Koncepcja Autorem jest Robert (ekipę przedstawię później). Pierwsze dwa noclegi zaplanowane są w Konkordiahutte. To najniżej położone schronisko w okolicach Jungfraujocha - 2850 m npm. Następne dwa - Finsteraarhornhutte. Ostatnia noc w górach miała być w Holandiahutte. To był bardzo fajny plan. Wyznaczają go cztery warunki brzegowe: - wjazd na Jungfraujoch - zaoszczędza żmudnego podchodzenia długimi dolinami. Można działać od razu w najatrakcyjniejszych partiach. Biorąc pod uwagę, że koszty noclegu to 70 CHF to jazda kolejką nie jest bardzo droga, szczególnie, że zaoszczędza co najmniej dzień. - aklimatyzacja w Konkordiahutte - dwa dni na stosunkowo akceptowalnej wysokości powinny nas przygotować dobrze do dalszego chodzenia. - wejście na Finsteraarhorn (a przynajmniej przełęcz Hugisattel) jako zasadniczy cel wycieczki - zjazd do Blaten. To nie jest jedyne możliwe rozwiązanie ale ma najmniej wad. Zjazdy w inne doliny są już trudne logistycznie a powrót z Jungfraujoch pozbawia nas blisko dwukilometrowego (vertical) zjazdu. Jakiego narciarza nie zaboli serce? Plan Roberta miał wystarczającą elastyczność (dwa razy po dwa zdublowane noclegi). Dodatkowo dwa razy szliśmy w miarę na lekko. Zawsze była możliwość awaryjnego powrotu kolejką. Najsłabszym elementem był przerzut z drugiego do trzeciego schroniska bo to jest długa płaska dość droga (ale z dwoma przełęczami). Nuda i patelnia. Za to zaletą było odwiedzenie trzech najatrakcyjniejszych fragmentów Alp Berneńskich i złapanie ogólnej wiedzy o tym terenie. Już po wycieczce i po ocenie atrakcyjności poszczególnych miejsc zmieniłbym chyba nieco ten plan. Przerzuciłbym po prostu nocleg z Konkordii do następnego schroniska. W bardziej hardcorowej wersji w ogóle zrezygnował z pierwszego miejsca (choć to jednak 200 m niżej).1 punkt
-
Ha ha ha, ciekawe co zobaczę podczas BBT? 🐻🐍 Startuję o 20:00, więc od razu pierwsza nocka! Mam już oficjalnie kwalifikację do BBT, zaznaczoną na liście startowej i zmieniłem kategorię z OPEN (jazda w grupie) na SOLO. Tak przejechałem "Piękny Wschód", tak też chcę przejechać BBT. Pozostało opłacić start - drobne 610 zł... A w ostatni weekend też nie próżnowałem i zrobiłem sobie dwie traski (sobota i niedziela) do Ustronia i do Karwiny w Czechach. Odpowiednio 132 i 134 km. Nie mogę spocząć na laurach, bo forma sama się nie zrobi (utrzyma). Trzeba zap... Kilka fotek z weekendu. Strumień Skoczów Ustroń Karwina Czeski Cieszyn Cieszyn1 punkt
-
Ponownie proszę o sentencje prawomocnego wyroku w tej sprawie. Na razie pomawiasz.0 punktów
-
0 punktów
-
To prawda. Ale od pewnego czasu masz dodatkowo wybór tego co obserwujesz. Widać to na zrzucie ekranu w moim poprzednim poście.0 punktów
-
0 punktów
-
Zastanawiam się jaki jest cel powielania takich bzdur. http://naukaoklimacie.pl/fakty-i-mity/mit-to-metan-jest-glowna-przyczyna-ocieplenia-800 punktów
-
http://naukaoklimacie.pl/fakty-i-mity/mit-wulkany-emituja-wiecej-dwutlenku-wegla-niz-czlowiek-580 punktów
-
Wydaje mi się, że dwójka na Szczawiny też przez moment jedzie w dół.0 punktów
-
0 punktów
-
Może tak być. Na tabliczce przepustowość to 3000/h (jeśli dobrze pamiętam), a SMR podaje 2400.0 punktów
-
0 punktów
-
Patrząc na jego dotychczasowe dokonania można sądzić, że nie wiedział i nadal nie wie.0 punktów
-
0 punktów
-
Dla "zaangażowanych" narciarzy na pewno. Pytanie, czy dla właściciela też.0 punktów
-
Spróbujmy przeprowadzić najprostszą analizę - SWOT. Co jest "S", a co jest "O"? Bo z "W" i "T" nie mamy kłopotu. Zacznę - S - 1. wysokość, a tym samym długość sezonu, 2. przyjazne otoczenie biznesowe (wieś, gmina, powiat) - O - 1. możliwość uruchomienia Buczynki, 2. łatwość poprawy istniejącego naśnieżania (wydajna pompa)0 punktów
-
W inwestowaniu jesteś tak samo dobry jak w prognozowaniu pogody - nie masz o tym pojęcia. Minusowanie wszystkich moich postów chwilkę ci zajmie, ale rozumiem - znalazłeś coś w czym jesteś dobry.0 punktów
-
0 punktów
-
0 punktów
-
Nie natychmiast. Są zielone szkoły, kolonie itp. Jednakże utrata gościa zimowego, na którym się zarabia najwięcej jest nie do odrobienia. Niestety mentalność mieszkańców to jeden z czynników podnoszących ryzyko inwestowania w Pilsko. CTE była dobra jak obiecywała złote góry, rozdawała na prawo i lewo darmowe karnety, stawiała wyciągi i płaciła czynsz dzierżawny w wysokości kompletnie nieuzasadnionej rynkiem. W zamian za te darmowe karnety miejscowe szkółki, pod wodzą miejscowych nauczycieli pchały sie do wyciągów bez kolejki i głośno wyrażały dezaprobatę, że ktoś śmie zwracać im uwagę. Im się przecież należy.... . Dopóki Korbielowianie nie zrozumieją, że inwestycja w Pilsko jest w zasadzie nieopłacalna i sami nie przekonają potencjalnych inwestorów, że warto zaryzykować, a oni zaryzykują wraz z nim (swoje pieniądze), dopóty ON Pilsko będzie dogorywać.0 punktów
-
Obawiam się, że odrodzenia nie będzie. Pilsko jest inwestycją bardzo wysokiego ryzyka, a może nawet inwestycją nie dającą jakiejkolwiek nadziei na zwrot.0 punktów
-
Nie podzielam Twojego optymizmu. Porównywanie ze Szczyrkiem jest chybione. Szczyrk to całoroczny kurort, a Korbielów to wieś. http://www.polskawliczbach.pl/wies_Korbielow http://www.polskawliczbach.pl/Szczyrk#podstawowe-informacje0 punktów
-
Znów nie mogę sie z Tobą zgodzić. Jeśli ośrodek nie będzie działał przez dwa lata, to nie ruszy już nigdy. Ludzie zawsze sobie radzą, np. wyjeżdżają, co w Korbielowie widać wszędzie. CTE to Spółka z o.o. - odpowiada do wysokości kapitału, a pozostałości sprzeda Syndyk. Zarządowi spółki włos z głowy nie spadnie (chyba, że ktoś udowodni im działanie na szkodę spółki), a ON Pilsko przestanie istnieć. Niestety uważam, że jest to najbardziej prawdopodobne zakończenie.0 punktów
-
Tylko trzeba tę zależność zrozumieć. I mamy błędne koło, które przerwać może tylko fascynat z dużymi pieniędzmi. Kilkanaście lat temu był francuski inwestor, ale był zły, bo francuski.0 punktów
-
Nie chciałem tak mocno , ale jak Ty dobrze zrozumiałeś to myślę, że reszta też.0 punktów
-
Chyba nie do końca złapałeś o co mi chodzi. ON Pilsko upadnie i zarośnie trawą, chyba że znajdzie się inwestor, który potrząśnie miejscową społecznością tak mocno, że ta coś zrozumie. Na razie nie rozumie nic. Dlatego napisałem o kupieniu jako prywatna osoba, żeby uniknąć zarzutów działania na niekorzyść spółki. Po zakupie poinformował bym miejscowych, że albo tańczymy do mojej muzyki, albo ośrodka nie otworzę w ogóle.0 punktów
-
Dzięki za relację. Gdybym dysponował 42 milionami złotych (np. wygrana w EuroJackPot) kupiłbym ON Pilsko wraz z Buczynką jako osoba prywatna, a nie spółka prawa handlowego. Dlaczego tak bym zrobił? Myślę, że odpowiedź doskonale zna Grześ, a na pewno znają ją zarządzający Ośrodkiem. Pani Księgowa ON mówiła najczystszą prawdę, tylko źle dobrała słowa. To najsmutniejsze w Korbielowie.0 punktów
-
Kilka lat temu od 8 do po 10 jeździłem na Buczynce w towarzystwie tylko żony i córki. Nie wiem, czy było to indywidualne obcowanie z górami, ale jazda była niesamowita.0 punktów
-
Myślę, że nadal znajdzie się miejsca odludne. W długi weekend sierpniowy idąc z Salmopola na Klimczok spotkaliśmy 9 (słownie dziewięć) osób.0 punktów
-
Odrobinka off - topu, choć nie do końca. Kilka lat temu, gdy podróżowaliśmy latem po Szwajcarii, na jednej z wąskich, alpejskich dróg (dojazd do jednego z "paass-ów"), w małej miejscowości zatrzymał się piętrowy autokar i wypuszczał do pobliskiego hotelu 60-osobowa grupę w wieku 75+. Nie dało sie ominąć autokaru, z obu stron sznur samochodów. Wszystko trwało ponad 20 minut. Nikt nie trąbił, nikt nie poszedł uczyć kierowcy jazdy, nikt nie wezwał policji. Wszyscy zgasili silniki i czekali na zewnątrz lub w samochodach. Wyobraźcie sobie tę sytuację np. na małej pętli bieszczadzkiej.0 punktów







