Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. johnny_narciarz

    • Punkty

      9

    • Liczba zawartości

      8 428


  2. rung

    rung

    Użytkownik forum


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      111


  3. mirekn

    mirekn

    Użytkownik forum


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      1 001


  4. lski@interia.pl

    [email protected]

    Użytkownik forum


    • Punkty

      4

    • Liczba zawartości

      3 290


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 28.05.2018 uwzględniając wszystkie działy

  1. Pobiegałem cały poprzedni tydzień po Bieszczadach. Rejon Chryszczatej, Łopienki i tradycyjnie obie Połoniny. Warunki dobre. Przy zbiegach z połonin dużo błota i ślisko. Od wczesnego rana do 10:00 bez deszczu. Parę fotek: Na koniec test połonin W tym roku słabiuśko: Pozdrawiam biegających (szczególnie tych 56+) Pozdrawiam mirekn
    5 punktów
  2. Należę do tej grupy + 50 dni,brak obowiązków zawodowych i rodzinnych plus dobre miejsce zamieszkania i koneksje sportowe,rzeczywiście jest nas mało,dlatego musimy się wkomponować w kilka różnych grup towarzyszących.Korzystajcie z szansy,że jesteśmy i czytajcie nasze ogłoszenia...
    3 punkty
  3. Czekając na kolejny wyjazd narciarski (Boże Ciało) postanowiłem pojeździć ratrakiem. 😉 Ponieważ na prawdziwy mnie nie stać, zakupiłem ratrak LEGO. Okazało się, że ów ratrak wyposażony jest w nikczemnych rozmiarów pług, a ponadto z tyłu nie posiada tzw. frezu, czyli elementu pozostawiającego za ratrakiem uwielbiany przez narciarzy (ale nie przeze mnie) "sztruksik". Być może dlatego, że jest to "drugi" model z tego zestawu, wiecie, taki opcjonalny. A zatem, po złożeniu modelu, dokonałem doskonałych, autorskich ulepszeń, które zamieniły owego wypłosza w prawdziwego potwora. 😁 Frez oczywiście jest podnoszony 👆 Najtrudniej było wytłumaczyć dzieciom, że to tatusia i mają nie dotykać 😆 A poniżej zdjęcia i film z mojego kanału.
    3 punkty
  4. Dzięki @marionen za miłe słowo. My sie dobrze rozumiemy. Zapwene pozostanem takim amatorski sportowcem, jednak cos mnie ciągnie żby powalczyć, a nie tylko przejechać. No i sama satysfakcja z osiągnięcia... Dzis kolejny trening i przy okazji mogłem pokibicować kolarzom startującym w ultramaratonie "Tour de Silezia". Gdybym wcześniej wiedział o tej imprezie, na pewno bym wystartował. Po drodze zdobywali... Pradziada! Ja jednak przejechałem dwukrotnie Przełęcz Przegibek, zalioczyłem Górę Żar i jeszcze co pomniejsze podjazdy. Trochę chmury pogoniły...
    3 punkty
  5. Też ich spotkałem w niedzielę nad ranem, widać było z daleka że umordowani. Jeździmy podobnymi ścieżkami Niedziela, pierwszy postój - trasa 160km Sariensis nie cytuj całej relacji foto bezpośrednio pod relacją !!! @Sariensis @Sariensis
    2 punkty
  6. Ten wątek jest o zanieczyszczeniu, a nie o nartach. Żeby zauważyć trzeba być mniej skupionym na sobie.
    2 punkty
  7. Zastanawiam się, czy nie wziąć udziału w ultramaratonie "Wisła 1200", czyli jazda od źródła Wisły do jej ujścia. Do zrobienia 1130 km po wałacha, w połowie szutry. Limit czasu ogromny, bo aż 200 godzin, ale za to można delektować się widokami. Byłby to dobry trening przed BBT. Ale znowu nie małe koszta i trza by trochu urlopu... Tymczasem wczoraj po pracy: Skoczów, Ustroń, Wisła, Salmopol (Biały Krzyż), Szczyrk. Ponad 100 km wyszło. Dziś kolejna setka, ale w kierunku Tychów... No i dziś: Taki dom... Jutro pewnie kolejna stówka...
    2 punkty
  8. 2 punkty
  9. @rung w temacie lego, jak już jesteśmy.... to wymiata
    2 punkty
  10. Taki tam filmik z pierwszego ultramaratonu:
    2 punkty
  11. Kolana bardziej dostają przy bieganiu po asfalcie. A i tak głównie zależy wszystko od tego jak biegamy i ile ważymy. Nawet po asfalcie można biegać i biegać latami - kręcąc przyzwoite przebiegi bez dolegliwości.
    1 punkt
  12. Bo od scrollowania zacytowanych zdjęć bolą palce.
    1 punkt
  13. To już historia,tak było,gdy się rejestrowałem na skionline,dawno,a po latach ,zintensyfikowałem jeżdżenie i poprawiłem technikę.Trzeba byłoby zaktualizować, ale kompletnie nie wiem,jak ocenić aktualne umiejętności w tej skali a dni jest multum-nie zliczę,ile... Przyszły sezon postanowiłem już liczyć,bo mam zamiar potrenować i postartować najwięcej w życiu...
    1 punkt
  14. Końcówka krzywej Gaussa to dla mnie 70+ - takich narciarzy w Austrii jest cała masa.
    1 punkt
  15. Myślę, że takich jest niezwykle mało - to sama końcówka krzywej Gaussa. Potrzebni są aby pokazać, że jest to możliwe albo abyśmy uważali, że jesteśmy normalni. Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  16. ludzi którzy jeżdżą powyżej 50 dni w sezonie całkowicie dla własnego hobby, to pewnie tak dużo wcale nie ma, myślę że można ich policzyć na palcach dwóch rąk większość co tak dużo jeździ to: single, 50+ z wychowaną żoną i dorosłymi dziećmi, instruktorzy i przewodnicy, organizatorzy wyjazdów itp.
    1 punkt
  17. Weźże wyratrakuj trasę tym, obok tej kolejki: Pacz, na końcu. Działa nawet przy 12 m/s!
    1 punkt
  18. Ostatnie pożary składowisk i sortowni, lista jest niepełna: 25 maja Zgierz 23 maja Warszawa Mokotów 21 maja Giebnia 15 maja Garczegorza (gm. Nowa Wieś Lęborska) 12 maja Gorlice 5 maja Police 13 maja Radom - Wincentów 29 kwietnia Bierutów 28 kwietnia Opole 24 kwietnia Pyszna k. Śremu 22 kwietnia Łaszew (Wielkopolskie) 19 kwietnia Piotrków Trybunalski 18 kwietnia Siemianowice Śląskie 12 kwietnia Kietrz 8 kwietnia Dąbrówka Wlkp. 7 kwietnia Piotrów Pierwszy 6 kwietnia Jastrzębie Zdrój 24 marca Gorzów Wlkp.
    1 punkt
  19. Ha ha ha, ciekawe co zobaczę podczas BBT? 🐻🐍 Startuję o 20:00, więc od razu pierwsza nocka! Mam już oficjalnie kwalifikację do BBT, zaznaczoną na liście startowej i zmieniłem kategorię z OPEN (jazda w grupie) na SOLO. Tak przejechałem "Piękny Wschód", tak też chcę przejechać BBT. Pozostało opłacić start - drobne 610 zł... A w ostatni weekend też nie próżnowałem i zrobiłem sobie dwie traski (sobota i niedziela) do Ustronia i do Karwiny w Czechach. Odpowiednio 132 i 134 km. Nie mogę spocząć na laurach, bo forma sama się nie zrobi (utrzyma). Trzeba zap... Kilka fotek z weekendu. Strumień Skoczów Ustroń Karwina Czeski Cieszyn Cieszyn
    1 punkt
  20. @johnny_narciarz jak Cię ten kolarz widmo gonił, to nie rozglądałeś się za cmentarzem? Ja kiedyś miałem wieczorną jazdę taką na 80 km z Radomia do Iłży... było po pracy i to chyba wrzesień był - czyli ciemno. Jestem już na powrocie, Iłżę minąłem... ciemno dookoła, moje lampki słabe... las, mijam cmentarz wjeżdżam znowu do lasu - mgła... i nagle na środku drogi, coś się z tej mgły wyłania - jakaś postać na środku drogi. Duch myślę sobie nie ma żartów... no ale jadę dalej... Skręcam w lewo... postać rozkłada ręce, tak jakby chciała mnie złapać, ja w prawo - postać w prawo... Serce na ramieniu myślę - dusza potępiona jakaś chcę Borutę, grzesznika złapać W ostatnim momencie manewr kierownicą i mijam faceta w szarym robotniczym uniformie Pijany w trzy d. Uffff Jadę dalej, dojeżdżam do wsi, a tam budowę skończyli jakiegoś budynku i mocno zakrapiana impreza alkoholowa z grillem. Ottt taka przygoda z duchami
    1 punkt
  21. Fantazje GPS Tuż przed owym ultramaratonem zakupiłem GPS Garmin, bo nie wyobrażałem sobie nawigowania z mapy na tak długiej i miejscami pokręconej trasie. Zajęło by to zbyt wiele czasu, a w nocy pewnie by mi nerwy zszarpało... Owy GPS to taki najbardziej podstawowy Garmin Edge Touring, z kolorowym wyświetlaczem, służący w zasadzie jedynie do nawigacji. Można tam podpiąć czujnik kadencji i chyba tętna, ale mi to obojętne. To nieistotne. Czasu na poznanie urządzenia wiele nie miałem, ale udało mi się wgrać trasę ultramaratonu, czyli to co najważniejsze. Po dotarciu na miejsce, dzień przed startem, spróbowałem nawet czy mnie właściwie poprowadzi. Tylko początek trasy. Tak, prowadził! Rogalik na twarzy pełen. Następnego dnia odpowiednio wcześniej go włączyłem, żeby zdążył złapać sygnał z satelitów i od startu właściwie prowadził. Tak też było - od samego początku jak po sznurku! Nie różni się to niczym od urządzeń tego typu w samochodach. Przynajmniej sposób pokazywania itp. , bo tu mamy konkretny akumulator i pełną wodoodporność. Cały dzień nie miałem z nim najmniejszych problemów, mogłem się całkowicie skupić na jeździe. Jedynie musiałem go doładować, bo jednak bateria starczała max na 15 godzin, a ja wiedziałem, że będę jechał co najmniej 24! Wszystko szło znakomicie aż do punktu PK-4 na 334 km, gdzie ze względu na brak opieki nad naszymi rumakami, musieliśmy je wnosić do wewnątrz budynku. W tym momencie wyłączył się mój GPS. Myślałem, że tylko chwilowo "usnął", ale niestety. Załączam go ponownie i muszę całą procedurę rozpoczynać od nowa. Znaczy się otworzyć plik i dać mu przeliczyć dane. Kilka minut oczekiwania i chyba jest ok. Tere fere... Wyskoczył błąd przeliczania i się wyłączył. Procedurę powtórzyłem ze 3 razy, ale za każdym razem bez rezultatu. Masakra - pomyślałem. Jeszcze w nocy taki problem... W końcu nieco zmieniłem procedurę i choć nie ruszył jak trzeba, to pokazywał mnie na mapie i czy jestem na właściwej trasie. Jest trudniej, ale tak da się jechać bez większego problemu. Wspomagam się też innymi zawodnikami, których niemal non stop widziałem bliżej lub dalej ode mnie. Nice! Bez trudu docieram do PK-5, choć znalezienie budynku było nieco trudniejsze. Pomogła mi owa para kolarzy, o których już wcześniej wspominałem. Ja miałem lampę, oni sprawny GPS. Powinienem już nic nie robić ze swoją nawigacją, ale mnie coś kopnęło, żeby jednak spróbować. Tym razem ruszył! Radość nieopisana! Do mety już tylko nieco ponad 100 km, robi się widno, a jedyny mankament w postaci szwankującej nawigacji wydaje się nie istnieć. Choć do myślenie dał mi inny kolarz, którego GPS też nie chciał odpalić. Również "Garniak", choć bardziej wypasiony (tak mi się wydawało). Pamiętałem z wcześniejszej analizy, że będę jechać wzdłuż rzeki i stawów. Tak też było, choć pewien szczegół się nie zgadzał... Ale tego nie dostrzegłem. Do myślenia powinno mi też dać miejsce, gdzie musiałem przejechać kawałkiem po szutrach koło jakiś garaży - szutry na trasie wyścigu szosowego? Kawałek dalej dojechałem do skrzyżowania, które już raz pokonywałem i tu włączyła się czerwona lampka. Ale telefonu od żony brak... Czyli może część wspólna (takie były) i jest ok. Pokonuję karkołomny podjazd i nabieram kolejnych wątpliwości. Jest tez telefon od żony: - Jesteś po drugiej stronie mapy! Powtarzasz trasę! W tym momencie niezły dół, ale sądziłem, że strata niewielka. Niestety, kiedy sprawdziłem na telefonie, gdzie miałem wgraną całą mapę i mogłem zobaczyć gdzie jestem, szok! Jeszcze większy dołek! Odnajduje też jednego zawodnika, którego GPS tak samo wyprowadził w pole. Powrót do trasy, gdzie się zgubiliśmy, nie ma sensu. Dzwonię więc do organizatora i ustalamy, że mamy wracać trasą, którą zaczynaliśmy. To dodatkowe 50 km, ale przynajmniej mam jeszcze szanse ukończyć zawody w limicie czasu do BBT. Ponownie jadę po śladzie, tylko pod prąd. GPS protestuje i chcę się wyłączyć. Ale jakoś docieram do PK-6 i to w dobrym czasie. No! Może teraz już choć po śladzie do mety. Niestety GPS na siłę próbuję mnie posłać na "drugi krąg", tj. powtórzyć trasę! Kolejne próby nie przynoszą rezultatu i muszę nawigować manualnie z rozpisek, które wcześniej przygotowałem. Znowu błądzę i jedyną nadzieją jest Smartfon z wgraną mapą. Po kilku błędach, w końcu orientuję się jak mam cisnąć do mety i ostatecznie moje problemy się kończą. Czy tylko ja i mój kompan mieliśmy problemy? Oczywiście nie! Mnóstwo ludzi przestrzeliwało skręt na 40 kilometrze i później wracało nawet 20 km z powrotem! Wielu ominęło punkt kontrolny i np. gość wracał 10 km. Ale chyba wszystkich przebił osobnik, który startował razem ze mną. Myślałem, że dawno mi odjechał, po czym gdzieś go widziałem na trasie, studiującego na poboczu drogi mapę... Jak się później dowiedziałem, kolega jeździł wszędzie, tylko nie po trasie zawodów! Trudno powiedzieć co miał na myśli jego GPS... Po dłuższym czasie błądzenia, poddał się i ruszył najkrótszą drogą do Parczewa. Było mi go żal - wywalił kasę, plany miał jak ja, ale wszystko wzięło w łeb z powodu nawigacji... Wnioski nasuwają się same - lepiej nie ufać w 100% nawigacji! podobnie jak tej samochodowej...
    1 punkt
  22. Polecam wywiad ze szwajcarską Mistrzynią Świata w MTB, która jeździ w polskim zespole Kross Racing Team. Powinno dać się czytać bez płacenia. http://wyborcza.pl/AkcjeSpecjalne/7,163311,23326329,jolanda-neff-mistrzyni-swiata-w-kolarstwie-gorskim-w-polsce.html Jesteś świetną zawodniczką, może po prostu wszyscy uczą się od ciebie? – Nie. Mamy znakomitą, luźną atmosferę, a przy tym każdy – od mechanika, przez fizjoterapeutę, po menedżera – ciężko pracuje. Nasz mechanik dłubie przy rowerach od wczesnych godzin porannych, czasem nawet do północy. Zdarza się, że menedżer mówi: „Zostaw, nie pali się, zrobisz jutro”, on upiera się, że nie, musi być zrobione dziś. Bo chce, żeby sprzęt był przygotowany perfekcyjnie i nie było żadnych niespodzianek w ostatniej chwili. Potem mechanik mówi menedżerowi, że powinien się już kłaść, a on jeszcze kończy maile do sponsorów. Wszyscy pracują niezwykle ciężko, ale są w dobrych humorach. To jest świetne.
    1 punkt
  23. Mam nadzieję że kompromisu nie będzie. Po co komu ten kawałek stromego ?
    0 punktów
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...