Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      28

    • Liczba zawartości

      7 223


  2. JC

    JC

    Administrator


    • Punkty

      8

    • Liczba zawartości

      16 752


  3. marionen

    marionen

    Użytkownik forum


    • Punkty

      8

    • Liczba zawartości

      4 615


  4. aklim

    aklim

    Użytkownik forum


    • Punkty

      8

    • Liczba zawartości

      2 906


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 28.10.2018 w Odpowiedzi

  1. Trochę mnie tu nie było , no ale jak zacząłem to muszę skończyć :D . Dzień drugi , czyli sobota rano za oknami przywitał nas deszczem , śniegiem i temperaturą w okolicach 2-3 stopni na plusie . Aura może nie wymarzona , ale przecież nie będziemy siedzieć na kwaterze ! Krótka narada i ruszamy we trójkę ( Aga coś zdrowotnie zaniemogła , więc Krzysiek musiał zostać ) gdzieś w góry . Jedziemy górską drogą , która wije się na wysokości ok. 900-1100 m n.p.m. . Wokół jest buro/zielono , ale okoliczne wzgórza przyprószone są śniegiem . Wyżej mało co widać , bo niski pułap chmur skutecznie utrudnia obserwację . Zjazd z głównej drogi skutkuje wbiciem się w dosyć dziką okolicę , gdzie z dna doliny , kamienisto-szutrową drogą , dojeżdżamy serpentynami do prawie opustoszałej osady Tanusze , leżącej na wys. ok. 1200 m n.p.m. . Niestety brak wystarczającej pokrywy śniegowej skutkuje powrotem na dół i ponownym wbiciem się w dolinę kolejną jej odnogą . Tutaj , na wysokości ok. 1250/1300m , dojeżdżamy w końcu do śniegu i możemy myśleć o założeniu nart . Wspinamy się powoli do góry w kierunku południowo-zachodnim , w stronę granicy z Albanią . Najpierw drogą leśną , gdzie z każdym metrem śniegu jest coraz więcej , chociaż , jak to się mówi , szału nie ma . Celem naszym jest Ploca 2223 m m.p.m. . Po ok. godzinie schodzimy z drogi i zaczynami trawersować stok porośnięty dosyć gęstym lasem .Tutaj już śniegu dużo więcej i na dodatek zaczyna sypać . Po minięciu lasu i osiągnięciu połonin ( ok. 1700-1750 m. n.p.m. ) okazuje się , że widoczność coraz słabsza , zagrożenie lawinowe coraz większe , więc , niestety , znowu wycof przed osiągnięciem zamierzonego celu . Tam jest po prostu taka „dzicz” w pozytywnym tego słowa znaczeniu , że w razie „W” bylibyśmy skazania praktycznie sami na siebie . Powrót po śladzie do samochodu , a potem już kwatera , kolacja i długie Polaków rozmowy , oraz snucie planów na niedzielę , bo za oknem zaczyna naparzać śniegiem aż miło . Cdn… Kilka zdjęć z soboty .
    7 punktów
  2. W życiu bym nie uwierzył, że sezon narciarski rozpocznę w Warszawie, prędzej uwierzę w bajkowe zimy pogodowego znawcy (żart, aż tak naiwny to nie jestem). To byl mój igielitowy debiut i nawet mi sie spodobalo, choć było troche dziwnie. Szkoda, że nie skorzystalem z rady @Miteka, zapomniałem i sprzęt został w domu. Igielit to jednak nie śnieg i trzeba się do tego przyzwyczaić. Jazdy na Szczęśliwickiej Górce nikt rozsądny nie nazwie testowaniem nart, to tylko PR. Fajnie jednak, że można było sobie pojeździć za darmo na nowym igielicie. Udostępnione były narty od 4 producentów, ja pojeździłem na 2, Elanach i Nordicach. Gleby nie zaliczyłem, ale 2 razy było blisko. Jeden zjazd wraz z wjazdem zajmował mi co najmniej (jak nie było kolejki przy talerzyku) 3 minuty. Wyszło tego kilkadziesiąt zjazdów. Mogę stwierdzić, że pierwszy raz brałem udział w City event. Jesień w stolicy też wygląda pięknie... Była pewna prawidłowość, co kilkanaście minut naśnieżanie było wyłączane na jeden, maksymalnie dwa zjazdy. Naśnieżanie to w tym wypadku nawadnianie oczywiście.😎Nocne jazdy w tle aglomeracji miały swój urok (przeciwieństwo Zieleńca). Wszystko co miłe, szybko się jednak kończy... Fajnie, że jednak kilku forumowiczów i jedna forumowiczka pojawili się na Snow Expo. Czas upłynął bardzo szybko w debeściarskim towarzystwie, mam nadzieję, że następnym razem spotkamy się w prawdziwie zimowych, narciarskich warunkach i jednak liczniejszym gronie. Wstyd leniuszki!
    7 punktów
  3. Fajnie było spotkać się "na żywo". Może to dobra prognoza spotkań "na białym" w tym roku, mam nadzieję. Co się zaś tyczy samej imprezy, wystawię ocenę 3+ ( z mojej szkolnej skali od 2 do 5). Trochę mało wystawców, trochę biegania w górę i na dół. Widać jednak zaangażowanie, chęć zaprezentowania się z jak najlepszej strony, chęć pozyskania klientów. Tak sobie porównuję te targi do tych, które odbyły się chyba 3 lata temu w Targach Kielce. Te kieleckie wydają mi się lepsze. Brak jakichkolwiek problemów z parkowaniem aut, łatwość poruszania się, no i chyba więcej było wówczas wystawców. Trzeba tu jednak zaznaczyć, Kielce to nie Warszawa, 210 tys ludzi jako potencjalnych klientów nijak się ma do prawie 2 mln. No i jeszcze jedna rzecz, w Kielcach nie ma stoku z igielitem, choć gdyby taki był, np. na Telegrafie, nocne widoki ze szczytu na "aglomerację" byłyby piękniejsze niż te uwiecznione przez @marionen. Przywołuję tu @kmarcin , niech poszpera w swoich zasobach nocnych fotek z Telegrafu, tak dla pokazania.
    3 punkty
  4. Zawody mężczyzn odwołali, szkoda. Na stronie w dziale Sport zamieściłem zdjęcia z wczorajszych zawodów kobiet Puchar Świata w Soelden październik 2018, team kobiet Head Puchar Świata w Soelden październik 2018 - team Atomica
    3 punkty
  5. W Alpy zawitała zima 🤗 Puchar narazie przesunięty o dwie godziny. Solden stoi. Jedziemy na Piztala
    3 punkty
  6. Przepraszam za jakość zdjęć - telefon My już w domu... Po targach wpadliśmy jeszcze w jedno narciarskie miejsce i kupiliśmy dla Pauli bardzo ciekawą rzecz - ale o tym może odrębny wątek w testach sprzętu. Spotkanie i wyprawa świetna - towarzystwo @Bumer @marionen @leitner @JC bezcenne Szkoda Krzysztof, że tak szybko gdzieś zniknąłeś nam Po raz pierwszy na Snow Expo i w sumie, bardzo fajnie. Kilka zdjęć z aparatu: Elany: @JC w pracy... Mario też w pracy Paula walczy z maszyną... Czy takie coś można zaliczyć jako debiut po kontuzji na nartach? Monika Witkowska z koleżanką na szczycie Manaslu z przed kilku tygodni: Świetna rozmowa i zapoznanie face to face z tą niezwykle skromną Pisarką, Himalaistką, Żeglarką i Podróżniczką. Zaliczony Everest, Manaslu, Korona Ziemi, Horn dwa razy oraz Przejście Północne. Monika - dzięki! I wracaj od czasu do czasu do nas na stoki z deskami! Foto z Andrzejem Bargielem My się cieszymy a On gdzieś już patrzy ku szczytom... Za rok chyba będzie atakował Everest z nartami! WOW! Po K2, "Dach Świata" - pięknie! Krótko podsumowując bardzo dobrze się bawiliśmy... Małe rozczarowanie, to brak sprzętu Nie było marek, które mnie osobiście interesują - Salomona, Stockli, Dynastara, Rossi... Szkoda. Nie było również Fishera i sprzętu skiturowego jak na lekarstwo Mam nadzieję, że na Górce Szczęśliwickiej Mariusz potestował trochę sprzętu i miał z tego dużo fanu - czekam na relację. No i oczywiście Twoje doznania z imprezy. Dziękujemy za imprezę Jackowi, za towarzystwo Mariuszowi, Marcinowi, Krzyśkowi i Andrzejowi. pozdrawiamy marboru i Paula PS. @Annaa mam nadzieję, że Cię nie obudziłem? Dzwoniłem rano, bo nie miałem numeru do Mariusza - na szczęście się znaleźliśmy szybko Sorrki.
    3 punkty
  7. @Piotr_67 te narty wracają do Polski...
    3 punkty
  8. Toast @Bumer @marionen marboru Trzech narciarzy, trzy różne "drinki"
    3 punkty
  9. 3 punkty
  10. Czekamy na otwarcie Foto @Bumer Jesteśmy na razie w trójkę.
    3 punkty
  11. Powtórka??? Na razie jest 43 000 - tłoku nie będzie. Pozdro Wiesiek
    2 punkty
  12. Za to ujęcie piękne w skręcie, daruję Ci to poranne budzenie Dzięki za relację i super fotki....numer Twojego tel. zapisałam na wszelki wypadek. Ciekawa jestem wrażeń Pauli z symulatora Narciarskiego. Pozdrawiam Was
    2 punkty
  13. Obfite to mają być w szwajcarskim Saas-Fee - 4 metry w tydzień , z 156 cm w 1 dzień to ja jeszcze nie widziałem. ... https://www.bergfex.pl/saas-fee/wetter/prognose/#day0
    2 punkty
  14. Puchar zaliczony. Nawet się dało pojeździć Jedziemy się integrować 🤗☺️
    2 punkty
  15. Wystawców niewielu w sumie marek mnie interesujących brak...
    2 punkty
  16. 2 punkty
  17. Zaczynamy nowy sezon. Bilet do raju kupiony. I jak zwykle nudy . Słońce, szerokie puste równe trasy Prawie jak w Białce i Szczyrku. Ilość km tras porównywalna Pozdrawiam
    1 punkt
  18. 1 maja świętowałem z kolegą Przemkiem na Rysach. Udało się trafić w warunek idealnie. Nawet Rysa odpuściła w słońcu po 14, co w sumie było kluczowe. Zjeżdżaliśmy w dół około 16 i całość góry była już miękka, warunki rewelacyjne. Krótka relacja zdjęciowa. Tatry widziane rano z Gliczarowa, generalnie wiosna. 1 maja, przed 8 rano 80% parkingu już zajęte. Na asfalcie do Moka było tłoczno. Tak idziemy kiedy nie ma śniegu Widok ze schroniska. Po lewej kocioł, nasz cel. Śnieg do zjazdu zaczynał się od Czarnego Stawu. Śnieg pod wodą w Czarnym Stawie. Przepinka z trekingów na buty skiturowe Stok nad Czarnym Stawem z bliska Towarzyszyła nam 30-osobowa wycieczka z Serbii/Czarnogóry, musieliśmy ich wyprzedzić :-) Żleb Rysa Podejście na Niżne Rysy, szczyt główny z lewej. Bula pod Rysami Najtrudniejszy zjazd Zachód Grońskiego, bardzo dobrze widoczny z kotła. W żlebie Rysa Przełączka na końcu żlebu, tutaj już bardzo wąsko, szerokość 2-3m. Początek podejścia na szczyt z łańcuchami Widok ze szczytu Zdobywca na szczycie Zjazd w kotle i widok na dolny żleb Resztki lodu z Czarnym Stawie Weszliśmy na sam szczyt bez nart, ale zjazd jest dopiero ze żlebu Rysa. Musieliśmy odpuścić górną wąską część ze względu na dużą ilość pieszych. Tam i tak nic poza zsuwem nie da się zrobić. Zjazd zaczęliśmy trochę niżej po rozszerzeniu się żlebu. Było emocjonująco chwilami i było pięknie. Warto raz się pomęczyć 5h z nartami i butami skiturowymi na plecach. Całość tury zajęła nam 12h z długimi postojami i kontemplowaniem gór. Pojechałem w Tatry tylko na jedną dobę na jeden zjazd, trochę dłuższy niż BSA Piękny kocioł i piękny górny żleb. Dla porównania warunków można spojrzeć na letnią relację Marboru
    1 punkt
  19. Kilka osób z forum kojarzyło , że w lutym miałem w planach skiturowy podbój Macedonii , więc mam nadzieję , że przynajmniej one są zainteresowane relacją z tej eskapady . Wyjazd został zaplanowany od 08 do 13 lutego . Ekipa w komplecie zebrała się w czwartek późnym popołudniem w Bielsku Białej i stąd już w pełnym pięcioosobowym składzie – Tomek , znawca regionu ,świetny przewodnik i organizator tego wyjazdu oraz reszta czyli Aga , Krzysiek , Filip i ja ruszamy na południe Europy . Jedziemy przez Słowację , Węgry i Serbię . W piątek ok. 8 rano przekraczamy granicę serbsko-macedońską . Wokół zielono , ale na szczęście , gdzieś na horyzoncie widać już ośnieżone szczyty macedońskich dwutysięczników . Kierujemy się do Mavrova gdzie mamy zarezerwowane noclegi . Po drodze miałem małego zonka , bo okazało się , że zapomniałem moich skiturowych spodni . Szybka narada i postanawiamy , że w Skopje ( stolica Macedonii ) zrobimy trochę dłuższy postój i oprócz krótkiego zwiedzania centrum poszukamy jakiegoś sklepu z branży outdoorowo-skiturowej . Zwiedzanie stolicy dostarcza nam wielu wrażeń , a w ilości pomników w okolicach ścisłego Centrum , to można śmiało zacytować klasyka : mają rozmach sk…….. . Znalezienie sklepu sportowego również kończy się sukcesem w postaci zakupu spodni . Około południa decydujemy się , że dzisiaj , tak na rozgrzewkę zrobimy coś w paśmie Sar Planiny , czyli kierunek Popova Sapka . Po dotarciu ok. 13-tej do najwyżej położonego parkingu obok hotelu Scardus ( ok. 1300 m n.p.m ) za cel obieramy Sin Vrv 2510 m n.p.m. . Szybki gramoling na parkingu w pięknym słońcu i dawaj do góry W dolinie była wiosna , tutaj pełnia zimy i śniegu nie brakuje . Te kontrasty są niesamowite . Niestety , cała noc w podróży i dosyć późna pora rozpoczęcia skitury powoduje , że wchodzimy mniej więcej na 1900 m n.p.m . . Zachodzące słońce i zmęczenie skłania nas do podjęcia decyzji o powrocie do parkingu . Na horyzoncie widać już niestety nadchodzący front , który skutecznie , jak się później okazało , pokrzyżował nam plany . Zjazd na początku OK , niżej zamienia się w walkę z lodoszrenią łamliwą , gdzie priorytetem jest nie zaliczyć dzwona . Trochę szkoda , bo przy dobrym śniegu teren ten jest wręcz wymarzony do zakładania własnych linii . Po tej pierwszej macedońskiej skiturze lecimy do Mavrova do naszego Ski Hut . Po zakwaterowaniu , jedziemy jeszcze do Gostivaru , gdzie na kolację jemy pyszne burki ,wypiekane na jak za dawnych czasów na specjalnych paleniskach , potem podziwianie klimatów , których w UE już raczej nie zobaczymy jeszcze tylko zakup wina na wieczór i tak kończy się pierwszy dzień naszej wyprawy .
    1 punkt
  20. Dopiero wróciłem. Dotarł do mnie dzisiaj jeszcze @Mitek z kolegą i trochę się pokręciliśmy razem. Wcześniej nie mógł z bardzo ważnych powodów przyjechać. Andrzej muszę się z Tobą zgodzić co do wystawców, jeszcze tak mało nie było. Na szczęście nadrobili przez spotkania z ludźmi gór, sportowcami i specjalistami od sprzętu, było sporo konkursów z fajnymi nagrodami. Udało się poznać kilka niezwykle ciekawych osób. Dzięki Mariuszowi @marboru świetną dziewczynę multisportowca, pisarkę Monikę Witkowską. Jak zawsze był @leitner. Jest jeszcze dobra wiadomość, Mitek wraca w tym sezonie do czynnego narciarstwa. Jego operacja się udała i myślę, że wybierzemy się razem gdzieś na narty potrzebować w szerszym gronie. Jakieś WZF powinno z tego wypalić... Pozdrawiam. PS coś więcej od siebie jutro, bo muszę jeszcze ogladnąć pierwszy gigant sezonu, a poprzednią noc miałem do d...
    1 punkt
  21. nie jednak, bo wszystkie informacje (łącznie z tymi SON i Leitner Ropeways) poza jednym źródłem od dawna wspominały o przepustowości kanap na Kopę 2000 os./h a nie 2400 https://www.skionline.pl/stacje/nowosci-sezonu-2018-19-w-szczyrk-mountain-resort,newsy,7693.html - tutaj też jest nieścisłość: na Małe Skrzyczne nie jest stawiany nowy orczyk Tatralift, tylko używany, przeniesiony z Chopoka talerzyk produkcji Doppelmayr. https://www.skionline.pl/stacje/szczyrk-mountain-resort-inwestuje-w-nowoczesne-nasniezanie,newsy,7689.html - nie ma w SON (i w ogóle) armat Technoalpin TR10 i TR8, są TF10 i TR8 tak tylko dla doprecyzowania, bo reszta informacji w w/w artykułach o nowościach w SON bardzo dobrze opisana i wyjaśniona !
    1 punkt
  22. @marionen - jak na pierwszą walkę z urokami zielonego lodowca radziłeś sobie doskonale ... Zielone preferuje twardsze narty i nawet przyjemne w obejściu na białym AllAround ustępują na plastiku sztywniejszym konstrukcjom. Pozdrawiam i następnym razem zapraszam do rozszerzenia testów o stojący obok slalom M.
    1 punkt
  23. Obsługują juz Beskidcard gdzie jest kilka stacji z małopolski ale skolinity pewnie będą obsługiwać wiślański skipass. W Krakowie i okolicy jest bardzo popularny karnet 365 dni są dwie stacje ý odpowiednio Kasina 50km czy Czarny gron 70km od Krakowa i po pracy mozna wyskoczyc na dwie lub trzy godzinki i jeszcze do Kasiny darmowy skibus. Właściciel liczy na mieszkańców Ślaska i sprzedaż takich karnetów.
    1 punkt
  24. @Annaa hahaha Paula choć miała przytwierdzone nogi do urządzenia myślała, że się przewróci. Mówiła, że to dziwne wszystko Jechała w olbrzymim skupieniu po wirtualnej trasie...i z otwartą buzią hahaha, dopiero jak jej zwróciłem uwagę, to zamknęła i mogłem zrobić normalne foto Generalnie stwierdziła, że to dziwne ale nawet fajne Marionen, czekam na wrażenia z drugiego dnia no i na Twoją opowieść po spotkaniu z Krzyśkiem Wielickim pozdro!
    1 punkt
  25. Znając z poprzedniego sezonu tamże podejście gestorów osrodka do obsługi narciarzy , to będą się co najmniej 2 tygodnie odkopywać
    1 punkt
  26. Błąd w 2 przejeździe V. Rebensburg...byłoby podium. Szkoda,że Maryna nie skończyła 1-go przejazdu.
    1 punkt
  27. No to się zobaczy Zawsze chętnie na takie wskoczę. Pozdrawiam
    1 punkt
  28. Końcowe wyniki: Wydawało się, że Shiffrin wygra po swoim przejeździe, ale to dopiero Worley dołożyła! Norweska debiutantka w pucharowych zawodach - 9 miejsce z drugim czasem drugiego przejazdu!
    1 punkt
  29. PIerwsze „jazdy” po kontuzji zawsze niepewne😉
    1 punkt
  30. Czarny Pingwin dotarł na Skolnity!
    1 punkt
  31. Ja będę dopiero ok. 12, bo zaspałem na pociąg No ale mam nadzieję, że się zobaczymy!
    1 punkt
  32. To jeszcze jedno zdjęcie - warun na stoku o godzinie 14 😎
    1 punkt
  33. Podrobiony czy niepodrobiony 🤔 nieważne - ważne że wypuścił na wyciąg 🤗🤗🤗🤗
    1 punkt
  34. Finsteraarhorn – najwyższy szczyt Alp Berneńskich (4274 m n.p.m.) oraz trzeci pod względem wybitności szczyt w Alpach. Leży w Szwajcarii, na granicy kantonów Berno i Valais. Jest najwyższym szczytem kantonu Berno i zarazem najwyższym szczytem Alp leżącym poza głównym łańcuchem. W 2001 r. cały masyw Finsteraarhornu wraz z okolicznymi lodowcami został wpisany na listę światowego dziedzictwa. Wierzchołek można zdobyć ze schroniska Finsteraarhornhütte (3048 m). Szczyt otaczają lodowce Fieschergletscher na zachodzie, Unteraargletscher i Oberaargletscher na wschodzie oraz Unterer Grindelwaldgletscher na północy. Północno-wschodni filar góry ma wysokość 1000 metrów. Plan jest następujący - punkt startu to Jungfraujoch (wjeżdża się kolejką za jedyne 107 CHF). Dalej Konkordiahutte (1) tam dwa dni, póżniej Finsteraahornhutte (2) tam też dwa dni w tym jeden wejście na Finsteraarhorn. Dalej Holandiahutte (4) nocleg i zjazd do Blaten. Są też jakieś podwarianty. Do odjazdu zostało 13 godzin! pozdro Wiesiek
    1 punkt
  35. Dzień 4 - wejście na Finsteraarhorn - 4274 m n.p.m. Niby to nie było najważniejsze ale jednak bardzo chciałem zameldować się tam na górze. To jednak ładnie brzmi - najwyższy szczyt Alp Berneńskich. A poza tym to jest bardzo ładna górka. Dzień (a właściwie noc) znów zaczął się nieprzyzwoicie wcześnie. W zasadzie wszyscy ze schroniska wybywają o tej samej porze. Ponieważ jest stromo i twardo to zapowiada się dzień pod znakiem harszli (czyli raków do nart). Dobrze to widać na poniższym zdjęciu. Pniemy się spokojnie, słońce także wędruje w górę. Dochodzimy do żebra co go oglądaliście w poprzednim odcinku. Okazuje się z tej strony dość stromym pagórkiem pokrytym drobnym piargiem skalnym. Narty lądują na garbie. Na grzbiecie widzimy nasz minimalny cel (czyli przełęcz Hugisattel). Po przejściu żebra mam małą przygodę - potrącam kijek a ten leci parę metrów w dól lądując na skalistej wysepce. Pikanterii dodaje fakt, że poniżej (czego nie ma na focie) jest wielka pionowa szczelina. Ekipa wygodnie się rozsiadła, udziela rad i patrzy - wpadnę? nie wpadnę? No po prawdzie to nie jest uczciwe postawienie sprawy, bo nawet asekurację mi zaproponowali. Bez przesady, złażę i odzyskuję co moje - nie będzie mi tu szczelina pluła w twarz! Dalej jest strome i twarde pole, trzeba mocno uważać bo łatwo można wylądować w dziurze. Są też potężne lawiniska Wreszcie przełęcz - wyglądamy z respektem na drugą stronę. Od dobrych paru chwil zmienia się pogoda, wiatr gna obłoki, momentami mamy regularną mgłę. Na szczyt idziemy w czteroosobowym składzie (jeden z kolegów nie odczuwa potrzeby). Początek jest całkiem sympatyczny. Z czasem jest dalej sympatycznie, tylko stromieje i w dodatku trzeba dymać grzebieniem. A co gorsza czasem złazić. jeszcze widok na wschód. Na górze jesteśmy z ostatnią widocznością Parę fot I pora wracać Na przełęczy jesteśmy znów w komplecie. Jestem szczęśliwy, że odzyskałem swoje narty, jednak jeżdżenie po górach jest znacznie ciekawsze od łażenia! Na zakończenie wizualizacja i mapa. Ślad narciarski to ten krótszy. Przewyższenie (nabite tymi podchodzeniami i schodzeniami) dobiło prawie do 1500 m. Odległość to tylko 8,7 km. Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  36. Dzień 3 - Przenosiny pod Finsterarrhorn. Rozkręcamy się - pobudka o 4:30! Ogłaszamy, że dzień będzie lajtowy (bo Finsterarrhorn czeka) czyli przejście przez przełęcz Grunhornlucke i pewnie lajtowy Wyssnollen. Aby ułatwić relację na początek wizualizacja. Zaczynamy zejściem ulubionymi schodami i dociążeniem się. Droga prowadzi na wschód zacienioną o tej porze doliną. mniej więcej w połowie spotykamy pierwszych zjeżdżających narciarzy. Przyglądamy się im uważnie bo sami będziemy najprawdopodobniej pokonywali ten zjazd za dwa dni o tej samej porze. Nie wygląda to zbyt zachęcająco... no ale nie będę się martwił zjazdem za dwa dni. Sprawnie osiągamy przełęcz i... jeszcze raz i... I szczęka nam opada. Wiedzieliśmy (też ze zdjęć), że Finsteraaarhorn to piękny szczyt ale żeby aż tak? W realu robi to piorunujące wrażenie. Trzy imponujące, do nas skierowane strome żebra, a do tego solidny wierzchołek. No z pewnością nie jest to typowa bałucha narciarska (a na takich dotąd czterotysięcznikach narciarsko bywałem) Ale druga refleksja jest - qurde nie wygląda to łatwo - a wiemy, że to jest ta zdecydowanie łatwiejsza i "przyjaźniejsza" strona góry. Od strony wschodniej jest 1000 m pionowej ściany. No dobra trzeba się przyjrzeć na spokojnie. Pierwsze gdzie jest schronisko. Po poszukiwaniach mamy je - strzałka na dole. Z tej odległości nie możemy rozstrzygnąć czy wyjście na podejście jest od jego lewej czy prawej strony. Mamy wrażenie, że widzimy ścieżkę i tu i tu. Teraz przejście przez żebro - chyba są dwa potencjalne miejsca. Też nie jest to oczywiste. Trzecia strzałka to miejsce gdzie dochodzi się na nartach tu wszystko jest jasne. Grań też nie wygląda oczywiście bo to co widzimy to tylko rzut na płaszczyznę sensora i nie mamy informacji o spadzie prostopadłym do obrazu. Patrząc jednak na odsłonięte żebra w osi szczytu wydaje się, że jest tam stromo a na samej górze bardzo stromo. Oczywiście jak dla narciarza bo dla wspinaczy to tylko ledwie dwójka (nieco trudno). No dobra z tej odległości już nic nie wymyślimy pora zająć się dzisiejszym dniem. Na początek mała sesyjka. Przeganiam Roberta w te i wewte. Robert ma wielką ochotę wspiąć się bezpośrednio na Wyssnolen z przełęczy na której jesteśmy. Na wizualizacji z początku tekstu zaznaczyłem to czerwoną linią. Są tam "schody" zrobione przez poprzedników. Nie mamy jednak pełnego przeglądu wejścia a do tego nie wiem czy to przypadkiem jakieś mocne kozaki nie były. W dodatku w żadnych materiałach co je mamy nie ma opisanego tego skrótu. Do tego musielibyśmy włazić z naszymi ciężkimi plecakami. Zwycięża koncepcja pięknego zjazdu na dno lodowca. Zrobienia tam depozytu ze zbędnych gratów i wejścia na Wyssnolen. W ten sposób mam dwa zjazdy zamiast jednego. A w końcu po co łazimy??? Zostawię to bez odpowiedzi. Na mapce nasza trasa wyglądała tak (Marionen poproś Anię aby Ci palcem ją pokazała). Zjeżdżamy, przepak, foki i w drogę. Ponieważ to już jakieś przedpołudniowe godziny to słońce jest wysoko, wiatru nie ma no i normalnie stajemy się skwarkami na patelni. Na szczęście 200 m wyżej ożywa troszkę ruch powietrza i idzie wytrzymać. Widoki po drodze - do tego wrócę, na razie dymamy na górę, ciągle myślimy, że to koniec a tu szczyt się odsuwa o kolejne podejście. Na końcu lądujemy na "balkoniku" podciętym z trzech stron. I o O'Connor nie kłamał pisząc, że jest to fantastyczny punkt widokowy. Tutaj w tle mamy Schonbuhlhorn Tutaj widok na zachód (kierunek z którego przyszliśmy) i koniec "balkoniku". Z lewej jest taka ścianka. Na północy wrażeń dopełniają klify Grunhorna, z Robertem wypatrujemy śladów Kozaków co poszli skrótem i nijak ich nie widzimy. trochę nas to męczy stawiamy parę hipotez ale nic z tego nie wynika. I jeszcze szersza fota z kierunku co przyszliśmy. No i jeszcze co powiecie o zjazdach w takich okolicznościach? Po zjeździe wrzucamy graty do plecorów, jeszcze podejście i wita nas Finsteraarhornhutte. Locus pokazuje 14 km trasy i 1670 m przewyższenia. Wojtek to komentuje - no taki lajcik to ja lubię! Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  37. Konkordiahutte Najbliższe i najłatwiej dostępne schronisko z Jungfraujocha. Położone jest 120 m nad lodowcem na skalnym "zębie". Warto powiedzieć, że gdy je budowano do lodowca było tylko 50 m. To obniżenie się poziomu dna doliny jest sporym kłopotem bo trzeba wejść po kilkuset stopniach stalowymi stopniami takimi jak w systemach rusztowań budowlanych. O ile jeszcze podejście w górę jest tylko męczące to w zejściu trzeba zderzyć się ze sporą powietrznością. Podczas opadu, szczególnie marznącego deszczu może być emocjonująco. Za to z tarasu jest fantastyczny widok. Kliknijcie też sobie tutaj. Kamerę nastawiłem na czas naszego pobytu - przestawiając godziny możecie pooglądać co Was minęło. Samo schronisko jest czyściutkie, mieszkaliśmy w wieloosobowym (chyba 12) - dwie piętrowe nary z równoległymi wąskimi miejscami do spania (na pewno nie dla grubasów). Teraz dwie najważniejsze sprawy. Jedzenie - obiado-kolacje (18:30) nie ma się czego przyczepić, naprawdę obficie i smacznie, ale śniadania... No popatrzcie. To jest 5-osobowa porcja. Trochę owsianki, stary (dojrzewający) ser, skromna porcja masła i chleb co byście nie chcieli go jeść. Najlepszy był dżem. Ale świeczka była. Niejadalna. Druga istotna sprawa to zaplecze sanitarne. Wiedzieliśmy, że w schronisku nie ma często wody - podczas naszego pobytu na szczęście była. Oznaczało to dostępność słabiutko ciurkającego strumienia wody w umywalkach (trzeba było cały czas mocno naciskać sprężynę). Za pomocą mikrofibrowej ściereczki można było się doskonale wymyć. Najbardziej zaszokowały mnie ubikacje - zero wody i praktycznie zero uciążliwego smrodu (czuć było chemię, chlor) ale jak na taki ruch - mistrzostwo świata. Sama konstrukcja kibli zdumiewająca ale nie jest to znów taki temat na forum. Ogólnie podsumowując muszę Konkordii wystawić wysoką ocenę jakkolwiek dymanie po tych schodach góra-dół plus śniadania to dwa wyraźne minusy. Dzień 2 Zaplanowaliśmy efektowną pętlę z łagodnym zacienionym podejściem i zdecydowanie ostrzejszym zjazdem. Naszym celem był Trugberg. Pobudka i "śniadanie" 5:00 - kto to wymyślił??? A tak na poważnie - podczas wiosennych tur, gdy słońce w dzień rozmraża powierzchnię a mróz w nocy ścina chodzi się tak aby ze zjazdem trafić na "puszczające" ale bezpieczne stoki. Oznacza to, że zasadniczo 12-13:00 jest taką dobrą porą do zjazdów (choć oczywiście bardzo zależy to od temperatury, nasłonecznienia i wystawy zbocza). poza tym chodzenie w pełnej lampie jest bardzo męczące. Na mapie naniesiona jest nasza trasa - jak widać szlaki w terenie (wytyczone przez narciarzy) całkiem wyraźnie różnią się od tych mapowych. Teraz parę fotek. Pierwsze jest po zejściu po schodach i krótkim zjeździe. Zapomniałem powiedzieć, ze narty, szpej a nawet dodatkową żywność zdeponowaliśmy przy schodach tak aby nie włazić z tym na górę i wychodząc trzeba to wpakować (bez dodatkowego żarcia). Tutaj jesteśmy już na zboczu Trugberga widać nasze podejście. Po kolejnej godzinie jesteśmy już na przełęczy pod szczytem. Wyraźnie wypiętrzają się chmury ale na razie większych powodów do obaw nie widać. Na przełęczy część ekipy rozsiada się wygodnie, reszta wchodzi na Trugberg. Też mam taki zamiar ale znów mam kłopoty z rakami i na podejściu zatrzymuję się na dłużej i próbuję zrobić z nimi porządek. Tu dygresja - robię to już któryś raz z rzędu. W domu wydaje się dobrze ale podczas chodzenia ultra lekkie (z elastycznym łącznikiem z dyneemy) Leopardy LF wyraźnie nie chcą współpracować dobrze z moimi TLT7. A ponieważ czeka mnie wejście na Finsteraarhorn to nie chciałbym z tak bzdurnego powodu zawracać. Kombinuję pochłonięty rozpracowywaniem o co chodzi, gdy wraca wyraźnie zaniepokojony Robert. Zresztą sam już słyszę - grzmi! Okazuje się, że zasłonięty naszą górą rozbudował się całkiem okazały front burzowy. No dostajemy przyspieszenia. Wizja wspinu w burzy po tych metalowych drabinach nie jest zachęcająca. Tymczasem nawet zjazd robi się wątpliwy bo przychodzi gęsta mgła. Adrenalina nam skacze - myślę nerwowo nad różnymi możliwymi wariantami ale jedno jest pewne - trzeba spieprzać z grani. Na szczęście przychodzi rozjaśnienie i jedziemy! Zjazd jest bardzo fajny bo dość stromy. Część zajmują lawiniska ale ponieważ jest miękko to nawet tam jazda jest łatwa. Na dole oceniamy, że kierunek burzy nie pokrywa się z naszym i minie nas bokiem. Ale niepokój pozostał więc już niezwłocznie kierujemy się do schroniska. Na dole robimy znów skidepot. Jeszcze "ścieżka zdrowia" i lądujemy z piwem (o prozdrowotnych właściwościach) na tarasie. Czekamy na obiadokolację, a w godzinę+ później z bebechami napompowanymi jak balony powoli lądujemy na pryczach z nadzieją na lepszy sen. Cała trasa to 14 km, 1330 m przewyższenia a ci co szczytowali pewnie stówkę więcej. Całkiem przyzwoicie jak na pierwszy dzień. Teraz jeszcze wizualizacja. Ten zaznaczony odcinek ma ponad kilometr przewyższenia, długość mojego (pokręconego) śladu to około 3 km - widać, że to bardzo sympatyczny fragment do jazdy. Jakoś nie mam tego na swoich zdjęciach - znalazłem więc w internecie - tu jest lewy (troszkę dłuższy) wariant zjazdu Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  38. Już pewnie mało kto tutaj zagląda - narty poszły w odstawkę. no cóż trzeba skończyć co się zaczęło. Plan już znacie - zasadniczo go zrealizowaliśmy. Wyjazd miał być tydzień wcześniej ale fatalne warunki spowodowały przesunięcie (to wtedy zamarzło tych 7 narciarzy). Później jeszcze jeden dzień się obsunęło bo nie było miejsc w pierwszym schronisku. Dzień 0 (4.05) Wrocław - Interlaken Wyjechaliśmy z Wro około 6.30. Po 13 godzinach jazdy wylądowaliśmy na campingu w Interlaken. Okolica wprost nieprzyzwoita - jeziora, spora rzeka, potężne góry, wyciągi turystyczne i stada atrakcji. Wycacane wszystko na maksa. Następnego ranka pobudka o 6:00, pakowanko i do pociągu (stacja Interlaken ost). Kupujemy bilet na Top Europa (ok 105 CHF). Wygląda to tak. Po drodze są dwie przesiadki (zaznaczyłem kółkami) - wszystko jest bardzo ładnie zsynchronizowane ale i tak podróż trwa dwie godziny. Trzeba powiedzieć, że już drugi odcinek jest odlotowy - kolejka wije się w ciągłych zakrętach na bardzo stromych odcinka płynnie włącza się napęd na trzecią zębatą szynę. Obok pionowe ściany, pastwiska, domki - bajka. Trzeci fragment podróży przebiega u stóp słynnej ściany Eigera, później już tunelem. Po drodze jest przerwa aby obejrzeć z bliska ścianę lodowca (przez okna w ścianie) Przełęcz Jungfraujoch to jest uznana atrakcja turystyczna - Szwajcarzy wypromowali to jako Top of Europe. Już nasz kurs był pełny (stada Azjatów) a w późniejszych godzinach na większość wjazdów nie było wolnych miejsc. Infrastruktura na górze jest bardzo rozbudowana - kolejne "wypełniacze czasu". Co tam było niezbyt nas interesowało - zasuwaliśmy (chyba kilkaset metrów) do miejsca wyjścia na lodowiec. Razem z nami jest pewnie z dwudziestu narciarzy. Naszym celem będzie teraz Konkordiahutte. W najprostszym wariancie wystarczy zapiąć deski i zjechać pod schronisko. Ale nie jesteśmy od najprostszych wariantów. Nasza droga biegnie przez pobliską górkę Louvitor. Zaliczamy w ten sposób trochę pracy na wysokościach. Plecaki w ten pierwszy dzień piekielnie ciążą. Nie mniej "nasz" wariant daje bardzo satysfakcjonujący zjazd. Jest 650 m podejścia i 11 km drogi. Na pierwszy dzień wystarczy. Lądujemy w Konkordii o której później jeszcze opowiem Koncepcja Autorem jest Robert (ekipę przedstawię później). Pierwsze dwa noclegi zaplanowane są w Konkordiahutte. To najniżej położone schronisko w okolicach Jungfraujocha - 2850 m npm. Następne dwa - Finsteraarhornhutte. Ostatnia noc w górach miała być w Holandiahutte. To był bardzo fajny plan. Wyznaczają go cztery warunki brzegowe: - wjazd na Jungfraujoch - zaoszczędza żmudnego podchodzenia długimi dolinami. Można działać od razu w najatrakcyjniejszych partiach. Biorąc pod uwagę, że koszty noclegu to 70 CHF to jazda kolejką nie jest bardzo droga, szczególnie, że zaoszczędza co najmniej dzień. - aklimatyzacja w Konkordiahutte - dwa dni na stosunkowo akceptowalnej wysokości powinny nas przygotować dobrze do dalszego chodzenia. - wejście na Finsteraarhorn (a przynajmniej przełęcz Hugisattel) jako zasadniczy cel wycieczki - zjazd do Blaten. To nie jest jedyne możliwe rozwiązanie ale ma najmniej wad. Zjazdy w inne doliny są już trudne logistycznie a powrót z Jungfraujoch pozbawia nas blisko dwukilometrowego (vertical) zjazdu. Jakiego narciarza nie zaboli serce? Plan Roberta miał wystarczającą elastyczność (dwa razy po dwa zdublowane noclegi). Dodatkowo dwa razy szliśmy w miarę na lekko. Zawsze była możliwość awaryjnego powrotu kolejką. Najsłabszym elementem był przerzut z drugiego do trzeciego schroniska bo to jest długa płaska dość droga (ale z dwoma przełęczami). Nuda i patelnia. Za to zaletą było odwiedzenie trzech najatrakcyjniejszych fragmentów Alp Berneńskich i złapanie ogólnej wiedzy o tym terenie. Już po wycieczce i po ocenie atrakcyjności poszczególnych miejsc zmieniłbym chyba nieco ten plan. Przerzuciłbym po prostu nocleg z Konkordii do następnego schroniska. W bardziej hardcorowej wersji w ogóle zrezygnował z pierwszego miejsca (choć to jednak 200 m niżej).
    1 punkt
  39. Zanim machnę relację (postaram się jakoś sensownie streszczać bo wrażeń wiadro) to dwie małe fotki. Dotąd (czyli prawie 4100 m npm doszliśmy (i zjechaliśmy) na nartach. Dalej była wspinaczka granią z prawej. Było nawet zdecydowanie bardziej lufiasto jak na focie. Po niecałych kolejnych dwóch godzinach. Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  40. Do żlebu Rysy jest spokojnie, do 35 st, szeroki stok. Nawet dolny żleb (ten bliżej Czarnego Stawu) jest dość szeroki, na pewno nie poraża, jeśli tylko ma się objeżdżone podobne stoki. Stromo robi się dopiero w żlebie Rysa. Myślę że tak do połowy żlebu jest 40st, mierzyłem to raz gdzieś w dolnej części. Około w połowie żlebu nachylenie wzrasta i wg Życzkowskiego/Wala max jest 44st i rzeczywiście to czuć (trudność 3+). I tam robi się poważnie. Nie licząc bardzo wąskich ostatnich 200m, to poza tym szerokość jest wystarczająca do skręcania. Blokadę natomiast mogą powodować piesi, którzy idą brzegiem żlebu (aby przy jakimś błędzie nie wylądować na człowieku). Najtrudniejsze dla mnie było kilka pierwszych skrętów, wyczucie śniegu czy trzyma. Trochę się zsunąłem przy 2-3 skrętach, później już poszło. Czyli naprawdę trudna jest górna połowa żlebu Rysa. Całość od góry do Czarnego Stawu jest w zagrożeniu lawinowym, dlatego ja wybrałem wiosnę z jedynką lawinową na zjazd. Górsko jest tam cudownie, wszystko robi o wiele większe wrażenie, niż widok np. z Moka. Dodam jeszcze dwa zdjęcia z sieci. Tutaj prawie cała trasa zaznaczona bez dolnego piargu nad Czarnym Stawem Żleb Rysa i szczyt
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...