Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. tanova

    tanova

    VIP


    • Punkty

      21

    • Liczba zawartości

      2 774


  2. gruchauho

    gruchauho

    Użytkownik forum


    • Punkty

      18

    • Liczba zawartości

      207


  3. Jeeb

    Jeeb

    Użytkownik forum


    • Punkty

      12

    • Liczba zawartości

      4 983


  4. marcinn

    marcinn

    VIP


    • Punkty

      4

    • Liczba zawartości

      5 316


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 29.04.2019 uwzględniając wszystkie działy

  1. Od wczoraj już w domu, dopiero teraz jest czas by coś napisać Pierwszy dzień jako tako opisałem, podsumowując było to takie rozpoznanie terenu, więc teraz tylko dorzucę trochę fotek: Górna stacja gondoli Giggijoch: Pozostałości po festiwalu Hannibal, który odbył się 12.04.19 Takie tam na słoniu Tu już na lodowcu Tiffenbach Potem przenieśliśmy się w rejon Gaislachkogl, tamtejsze trasy nie podobały mi się tak bardzo jak na lodowcach czy Hochsolden, co nie znaczy, że były słabe. Słynne Ice Q, gdzie w ostatnim filmie o Bondzie stołował się agent 007: Land Rover z planu I kawałek niżej drugi Widoczek na dolinę i Solden W środę byliśmy w ośrodku na końcu doliny - Obergurgl-Hochgurgl, skibus o 7:40 i koło 8:20 meldujemy się pod dolną stacją w Hochgurgl. Prognozy nie były optymistyczne, wyjeżdżamy na górę, właściwie nie na samą górę, bo ostatni wyciąg z piękną platformą widokową nie działa. Wieje, pada śnieg. Po chwili dowiadujemy się, że gondola jeżdżąca wszerz, łącząca oba rejony, nie działa. Kilka innych wyciągów również. Niedobrze. Ale warunki śniegowe świetne, trasy pięknie przygotowane, a na nich kilka cm świeżego śniegu. Ludzi 0, dosłownie, jak zresztą przez cały wypad. btw nie licząc zjazdów do miasteczka po skończonej jeździe, to w ciągu całego wypadu JEDEN raz zdarzyło się, byśmy nie jechali sami w trójkę na wyciągu. Prywatne gondole i krzesła No więc fruwamy Niżej trochę lepsza widoczność i nieśmiało wyłania się słońce Ja, podziwiający efektowny skok Łukasza A tutaj zadowolony po zaliczonej glebie Muzeum motocykli, którego nie zwiedziliśmy... bardzo żałuję... (dlaczego - poniżej) Zamknięto jakieś 3/4 wyciągów, co utrudniło nam dotarcie do muzeum, chcieliśmy jeszcze pojeździć w Obergurgl, gdzie musieliśmy się dostać skibusem. Kiedy chcieliśmy wrócić do muzeum, nie działało już praktycznie całe Hochgurgl... dziwne bo w sąsiednim Solden działały chociażby lodowce, które są wyżej. Czyżby syndrom szczyrkowski? W Obergurgl pogoda trochę inna, więcej słońca, mniej wiatru, ale warunki śniegowe bardzo się pogorszyły - mega ciapa i niżej deszcz. Za to troszkę drzewek, których dotychczas mi wszędzie brakowało. Jazdę na "gurglach" kończymy o 13:30 i jedziemy jeszcze na jakieś półtorej godziny do Solden pobawić się na snowparku, slalomie równoległym i speedtracku. To był taki dziki dzień, ale i tak zaliczony do tych udanych. CDN z dni 3 i 4 jutro, dobranoc
    12 punktów
  2. IX Rajd rowerowy dookoła Zalewu Szczecińskiego (1) Dotychczas nigdy nie uczestniczyłam w zorganizowanych wyprawach rowerowych, zwykle jeżdżę w co najwyżej kilkuosobowej grupce rodzinno-koleżeńskiej. Jednak w tym roku zapisałam się na rajd dookoła Zalewu, organizowany przez Szczeciński Klub Rowerowy Gryfus. To już dziewiąta edycja rajdu i chyba największa masowa impreza rowerowa na Pomorzu Zachodnim, bo zgromadziła ponad 400 osób. Pobudka w sobotę 4.30 – ciemno, zimno i … leje. Aż trudno uwierzyć, że dzień wcześniej – w piątek – było 27 stopni i piękne słońce! No, ale cóż – prognozy są umiarkowanie optymistyczne, przed południem deszcz ma ustać. Mąż podwozi mnie i rower na miejsce zbiórki, na Łasztowni, koło szczecińskich Dźwigozaurów, vis a vis Wałów Chrobrego. Jest 6.00 rano, znajduję swoją grupę, odbieram pakiet startowy i koszulkę, zdaję bagaż do samochodu, który przetransportuje go do Świnoujścia. Czekamy na sygnał do wyjazdu. Około 7.20 wyruszamy, wciąż pada. Przez miasto eskortuje nas policja, sprawnie to idzie. Niestety początek rajdu jest dla mnie trochę pechowy – na przejeździe tramwajowym chwila dekoncentracji i łapię szynę kołem, ślisko, lecę na kolana. Na szczęście tylko lekkie stłuczenie. Szybko się zbieram i jedziemy dalej, przez Dobrą, Buk i Stolec. Dobra wiadomość jest taka, że deszcz już tylko lekko mży, a wkrótce prawie przestaje padać. Na przejściu granicznym w Dobieszczynie, na 34 kilometrze,robimy pierwszy planowany postój. Organizatorzy ustawiają wszystkich do zdjęcia grupowego, a w międzyczasie fotki pstrykają sobie poszczególne kluby, na przykład Górny Śląsk: Generalnie Ślązaków bardzo dużo przyjechało – poza nami, lokalsami, chyba najliczniejsza grupa uczestników, coś koło setki albo i więcej. Jest też „Stargard na Rowery” – prawie trzydzieści osób, lubuskie i pojedyncze osoby z innych regionów. Przez Niemcy jedziemy w grupach w odstępach około kilkuset metrów, do każdej grupy przydzielonych jest dwoje przewodników, funkcjonuje to dobrze. Jedziemy przez Hintersee i Rieth - podobną trasą jak moja poniedziałkowa wycieczka, na chwilkę zatrzymujemy się za Rieth przy punkcie widokowym nad jeziorem Nowowarpnieńskim. Już nie pada. Generalnie zdjęcia robiłam tylko na postojach, bo jednak jazda w takiej ponad trzydziestoosobowej grupie wymusza pewną dyscyplinę. Tempo na tyle turystyczne, że można podziwiać widoki, ale na tyle żwawe, że lepiej nie zostawać w tyle bez wyraźnej konieczności. Ueckermünde: I moja grupa na słynnej ławeczce tamże: W rezerwacie Anklamer Stadtbruch mamy zaplanowany obiad. To piękne rozlewiska i chyba jedno z piękniejszych miejsc na trasie, ale nie wiem, czy miejscowego ptactwa wodnego nie wystraszył taki najazd rowerzystów. A obiadek był taki – rosół i filet z kurczaka. W wersji dla wegetarian była … ryba . Anklam Rozlewiska rzeki Piany (Peene) w pobliżu mostu w Zecherin na wyspę Uznam Następny postój mieliśmy w miasteczku Usedom, na południu wyspy. Tutaj miła niespodzianka – spotkanie z moim ślubnym. Początkowo mieliśmy na cały rajd jechać razem, ale jednak po dwóch tygodniach po zabiegu laparoskopowym nie doszedł do siebie na tyle, aby zrobić całą trasę. Wybrał się więc do Świnoujścia samochodem, swój rower wrzucił do bagażnika i wyjechał mi naprzeciw. Tak więc ostatni odcinek – do Świnoujścia – pokonaliśmy razem, a to ok. 30 km w jedną stronę, po dość mocno pofałdowanym terenie. Wieczorem jeszcze pokręciliśmy się trochę po plaży i promenadzie, ale na wieczorną imprezę integracyjną już nie bardzo mieliśmy siły - 160 km na liczniku i wczesna pobudka zrobiły swoje 😏. ślad: https://www.traseo.pl/trasa/zalew-szczecinski-z-gryfusem-2-aa9-aa-2 [CDN]
    11 punktów
  3. IX Rajd rowerowy dookoła Zalewu Szczecińskiego (2) Drugi dzień to objazd wschodniego brzegu Zalewu – od Świnoujścia do Szczecina. Ale rano w niedzielę, jeszcze przed wyruszeniem, był czas na zdjęcia na plaży – i grupowe i prywatne. Przy pięknym słońcu i bezwietrznej pogodzie. Zaplanowany na niedzielę dystans był nieco krótszy, bo około 130 km. I też trochę inna jazda, bo wszyscy poruszali się razem w kolumnie rowerowej pod obstawą policji, drogami samochodowymi – zarówno tymi bocznymi, jak i tymi głównymi. Jazda w takim „kołchozie” ma jednak pewne mankamenty – wymaga większej koncentracji, żeby na siebie nie najechać w szyku, no i też ludzie różnie się zachowują. Niektórzy koniecznie muszą wyprzedzać – nawet ryzykownie, niektórym się nudzi i głośno puszczają muzykę z głośników. Czasem ma się stereo z dwóch różnych. Okropność i wiocha – jak dla mnie. Ale poza takimi wyjątkami to towarzystwo w porządku i sympatyczna atmosfera. Na zakrętach czy estakadach widać niekończący się barwny sznur rowerzystów – super to wygląda. Pierwszy odcinek – nad Jezioro Turkusowe w Wapnicy jedziemy we dwójkę z mężem, potem Darek zawraca do Świnoujścia, a ja jadę dalej z Gryfusami do Szczecina. Etap z Wapnicy do Wolina chyba najbardziej uciążliwy. Nie dość że po S3 (pasem awaryjnym) w smrodku spalin, to jeszcze sporo górek – odezwało się moje kolano i nie była to miła rozmowa. Postój w Wolinie, nad Dziwną – po drugiej stronie skansen Słowian i Wikingów: Potem, na szczęście było bardziej płasko, a kolano się uspokoiło. Jedziemy trasą alternatywną znad morza przez Stepnicę. Ruch samochodowy jest minimalny, wszędzie wiosna i zielono. W Stepnicy dłuższy postój w marinie i obiad. Chmurzy się i spada nawet parę kropli deszczu. Przedostatni przystanek w Lubczynie, nad jeziorem Dąbie – również w marinie. Tutaj trochę więcej łódek. Potem czekamy jeszcze na granicy Szczecina na pozwolenie na wjazd do miasta. Tego dnia w Szczecinie odbywało się kilka imprez, między innymi Marsz dla Życia, więc policja miała pełne ręce roboty i musiała te wszystkie wydarzenia jakoś bezpiecznie skoordynować. Przejeżdżamy przez Szczecin-Dąbie i Trasę Zamkową do centrum. Potem jeszcze rundka honorowa Aleją Fontann i nawrotka na Placu Grunwaldzkim, aby zakończyć rajd tam, gdzie zaczynaliśmy – czyli na Łasztowni. ślad: https://www.traseo.pl/trasa/zalew-szczecinski-z-gryfusem-2-aa9-2-2 Na koniec dostałam nawet medal Pierwszy dzień zdecydowanie ciekawszy krajobrazowo, ale myślę, że gdy skończą zachodniopomorską część Blue Velo, to będzie się jeździć dużo przyjemniej również po polskiej stronie Zalewu. Fajna impreza i naprawdę super zorganizowana. Duży ukłon dla organizatorów, którzy ogarnęli doskonale logistykę dla kilkuset osób i przez cały czas troszczyli się o sympatyczną atmosferę. Impreza miała charakter niekomercyjny, tym bardziej należą się podziękowania Gryfusowi za takie zaangażowanie i świetny rajd.
    9 punktów
  4. Cześć wszystkim Jesteśmy od wczorajszego popołudnia na miejscu. Droga przebiegła bezproblemowo, 900 km w 10 godzin. Ruszyliśmy jednak we trójkę, dołączył do nas jeden forumowicz z Katowic Spakowanie się do sedana uważam za duży sukces. Na rozgrzewkę coś z trasy Dolina Ötztal piękna, Längenfeld gdzie śpimy też bardzo urokliwe, na dole wiosna w pełni, w górach zima. Zaraz na przeciw apartmentu mamy termy Aqua Dome, do których chcemy wybrać się jutro. Dzisiaj jeździliśmy w Solden, niestety nie mam jeszcze zbyt wielu zdjęć bo robiła je osoba z lepszym aparatem. Także na razie kilka a jutro lepsze i więcej Pogoda była dziś... jak kobieta. Mega zmiennie. Lampy niestety brak Zachmurzenie. Była też mgła, opady śniegu, trochę słońca, wiatr, bezwietrznie i to wszystko w każdej możliwej kombinacji i to jest właściwie jedyny dotychczas minus wyjazdu, bo poza tym, to kopara opada. Za tydzień kończą sezon a wszystko jest przygotowane na tip top. Zaczęliśmy od wyjazdu Gondolą Giggijoch z zamiarem dostania się na lodowiec. Generalnie na początku lekki szok, wszędzie wiosna od dawna, na nartach nie byłem już od 3 tygodni a tutaj zima na pełnej. Około godziny 9 byliśmy na samej górze gdzie cała trójka gorzej się poczuła, a Łukasz bardzo źle. Pierwszy raz byłem na takiej wysokości - 3400 m npm. Czyżby objawy choroby wysokościowej? Ciekawa sprawa. W każdym razie zaliczamy lodówce Tiefenbach i Rettenbach, gdzie przez 1,5h jeździmy SAMI. Banan od ucha do ucha,aż mnie szczęka bolała. Kilometry sztruksu praktycznie tylko dla nas. ❤️ Powyżej 2500m twardo, wręcz lodowo, niżej miękko się robiło dopiero po południu. Fotka ze szczytu, niezbyt widokowo. Dolna stacja wyciągu na lodowcu Tieffenbach Bardzo surowo, jak w środku zimy. Pogoda dawała się we znaki, więc ruszyliśmy kontynuować zwiedzanie. Restauracja w której jadał sam agent 007, Land rovery z filmu na stoku, fajny bajer, ale nic więcej, przerost formy nad treścią bo reklamują to w całej dolinie jak Kaczyński 500+ a efektu powalającego nie było. Ot ładny oszklony budynek. Nie wiem jak w środku bo trzeba mieć rezerwacje a obiad kosztuje 100 euro, także dla mnie odpada Aha, w gondoli na Gaislachkogl leci muzyka z filmów o Bondzie Mgła od czasu do czasu dawała o sobie znać, na szczęście nie tak gęsto i szybko przechodziła. Po południu zakotwiczyliśmy w Hochsolden, gdzie było lepiej z pogodą, pobawiliśmy się na slalomie równoległym na czas, stestowaliśmy kamapy (jest ich tam chyba z 5 obok siebie w tym rejonie) i odpoczęliśmy w knajpie. Większość ośrodka zwiedzone, marzy mi się więcej słońca, ale i tak jest rewelacja. Jutro Gurgle, będzie więcej zdjęć. kładę się spać, Dobranoc
    5 punktów
  5. Choć wiedzieliśmy że pogoda nas dziś nie będzie rozpieszczać to decyzja zapadła już 2 dni temu że jedziemy. Turę zaczęliśmy od dolnej stacji,przywyciągowo a właściwie turowalismy do górnej stacji trasą zjazdową w pięknym deszczyku,który na 1300 metrach przerodził się w śnieg.Do tego powyżej silny wiatr i z malutkiego minusa zrobiła się odczuwalna ok -6,7 stopni ,brrrrr. Do szczytu coraz bliżej a śniegu przybywa coraz szybciej ok 30 cm świeżego i kładzie równo W centralnym źlebie robi się coraz bardziej niebezpiecznie Po drodze spotykamy grupę Słowaków wycofujących się i ostrzegających nas o fatalnych warunkach w wyższych partiach góry. Przekonaliśmy się o tym na wysokość 1900 metrów, śniegu coraz więcej ,wiatr chciał głowę urwać a najgorsze że widzialność spadła do zera. Góra nie ucieknie i jedyna słuszna decyzja starszyzny o szybkiej przepince i spadamy po omacku w dół Masakra pierwsze 300 metrów to naprawdę żadna przyjemność jak błędnik szaleje No cóż dziś góry pokazały nam jak zmienne mogą być warunki ale najważniejsze że cało wszyscy zjechaliśmy i nic się nie wydarzyło złego
    3 punkty
  6. tutaj https://petycja.pracownia.org.pl/akcja/stop-dewastacji-gor/
    2 punkty
  7. A gdzie można podpisać listę poparcia dla tych zmian?
    2 punkty
  8. to w takim Szczyrku nudzisz się po 2 godzinach ? 😃
    2 punkty
  9. Rewelacyjna pogoda i na zdjęciach widać że pusto.
    1 punkt
  10. Byłem tam kilka razy ... latem. Fajne miejsca.
    1 punkt
  11. Hej Mariusz Góra nie zając, sezon jeszcze trwa W maju będzie moja,nasza 😎
    1 punkt
  12. Cześć Wczoraj z Rafałem - bratem mojej żony pojechaliśmy na planowana od jakiegoś czasu wycieczkę inspirowana Maćkową Wisłą 1200. Trasa wiodła z Warszawy prawym brzegiem Wisły do Nowego Dworu Mazowieckiego gdzie (omijając miasto) dojechaliśmy do Narwi. Tu lewym brzegiem Narwi do Zegrza, ominięcie zalewu przez Nieporęt do ujścia Bugu. Teraz lewym brzegiem Bugu wzdłuż rzeki przez Wyszków do Broku gdzie na działce Rafała zakończyliśmy przy browarach i grillu. Staraliśmy się jechać jak najbliżej rzek drogami i ścieżkami po wałach. W paru miejscach łączniki asfaltowe. Musieliśmy pokonać w bród jedną rzeczkę, dwa odcinki piachu były dość upierdliwe. Przygody zaczęły się już przy starcie gdzie zostawiłem przy drodze plecak i musiałem wracać około 7 km ale dzięki temu przekonałem się, że na moim rowerze MTB mogę przekroczyć na płaskim 40km/h. Później w wyniku błędu w nawigacji musieliśmy pokonać dobre kilkaset metrów dnem nieczynnego kanału w środku lasu a pod koniec drogi zamknięto nam przed nosem knajpę z pierogami i piwek w Kamieńczyku i podobnie w Broku. Rafał jechał na facie ale na asfaltach walił równo 30 na godzinę. Wyszło w sumie trochę ponad 160km. W sumie super wyprawa w świetnym towarzystwie.
    1 punkt
  13. @marboru fajnie Ci się ten sezon ułożył, zwłaszcza biorąc pod uwagę kolano, dużo świetnych miejsc i do tego pogoda. @Piotr_67 początek może i słaby, ale alpejska końcówka super. Ja tej zimy nie zaliczam do rewelacyjnych, raczej przeciętna. Warunki jako takie, śniegu trochę lepiej jak wcześniej, ale bez zachwytów. Od lutego do kwietnia zdecydowanie za ciepło.Sezon narciarski nie uważam jeszcze za zakończony, chociaż nie wiem czy jeszcze będę jeździł (nadzieja umiera ostatnia). Freeridów nie było, treningów nie było, skiturów prawie nie było, trochę zawodów zaliczyłem. Na plus parę fajnych wyjazdów z kumplami (Szczyrk, Karkonosze i zawody). I jeden plus bonus, wszystkie zawody w których brałem udział zakończyłem na pudle... Może w kolejnym sezonie na nartach więcej pojeżdżę... PS no i bez relacji @johnny_narciarz sezon nie może być zakończony⛷️🚴‍♂️🤤
    1 punkt
  14. To nie ulica,polna droga,w zimie tylko narciarze.
    1 punkt
  15. O przepraszam, ja tam żadnych hektarów nie mam, jestem chłopak z miasta. Tyle tylko że lubię jeździć na nartach. I strasznie wkurza mnie, że zawsze gdy gdzies w pl pojawia się pomysł inwestycji narciarskich to zawsze wiadoma pracownia musi blokować, nie ważne czy to duże góry jak Pilsko i Kasprowy czy małe jak w Czarnym Groniu. Jakoś za granicą potrafią połączyć ochronę przyrody z długimi, różnorodnymi trasami i nowoczesną infrastrukturą. Od Sierra Nevade, przez Pireneje, Alpy, Piryn, Niskie Tatry, Szwardzald, Karpaty Wschodnie aż po Góry Skandynawskie się da, a w Polsce na świętej górze wyciąg z epoki Gomułki.
    1 punkt
  16. Dokładnie, warto dodać dla niezorientowanych, że oprócz Rysy, można jeszcze jeździć na nartach w Dolinie Żarskiej do 15 maja.
    1 punkt
  17. Pierwsza setka w tym roku i pierwsza solo. Zaniosło mnie dzisiaj nad wodę, na niemiecką stronę - nad Jezioro Nowowarpnieńskie do Altwarp i nad Zalew do Ueckermünde. Po dojechaniu do granicy w Dobieszczynie skierowałam się do Hintersee, a stamtąd szlakiem rowerowym do Rieth, trasą dawnej kolejki wąskotorowej. Pierwszy przystanek na przystani w Rieth i drobna przekąska - babeczki brownie, upieczone przez moją córkę na święta . Kościółek w Rieth Bardzo malowniczą trasą brzegiem Jeziora Nowowarpnieńskiego pojechałam do Warsin. Zazwyczaj jeżdżę stamtąd do Altwarp asfaltową ścieżką rowerową wzdłuż szosy, a wracam starą (ale w miarę równą) drogą brukowaną przez Dolinę Jałowców (Wacholdertal), południową stroną półwyspu, ale zachciało mi się dzisiaj odwrotnie. Niestety pomyliłam drogę, zwiedziona niezbyt precyzyjnym drogowskazem i zamiast na twardym trakcie znalazłam się na leśnej drodze, coraz bardziej piaszczystej. Gdy dojechałam do skrzyżowania, gdzie odchodziło sześć (!) dróg, poczułam się trochę niepewnie i nie chcąc ryzykować pobłądzenia w lesie wybrałam w miarę przejezdną trawiastą drogę, po której spodziewałam się, że wrócę do szosy i tak się rzeczywiście stało. Pokręciłam się trochę po Altwarp, w którym dzisiaj sporo gości - głównie Niemców, zwabionych piękną pogodą i urokami rybackiej, sielskiej wioski. W starym porcie chwilę odpoczęłam i zjadłam kanapkę na ławeczce z widokiem na Nowe Warpno: Wiosna w Altwarp ... W nowym porcie przy kei stał akurat kuter Lütt Matten (czyli "Mały Marcinek" w plattdeutsch), który regularnie kursuje między Nowym Warpnem i Altwarp i zabiera pieszych oraz rowerzystów: Z Altwarp już bez przygód wróciłam do Warsin i dalej na zachód pojechałam do Ueckermünde. Zajrzałam na plażę - zrobiło się trochę wietrznie: Nad Wkrą (Uecker) niektórzy poczuli powiew lata Za to czaple chyba oswojone - w ogóle nie bały się ludzi, skubane 😏 Pokręciłam się trochę po starówce: Skorzystałam z okazji i wybrałam trochę gotówki z bankomatu - przydała się, gdy naszła mnie ochota na lody w Eggesin Powrót szosą do Hintersee i Dobieszczyna - niestety bardziej ruchliwą, niż się spodziewałam w ten świąteczny dzień. Jazdę bardzo utrudniał też coraz silniejszy wiatr południowo-wschodni, czasem gwałtowne podmuchy wręcz spychały na środek jezdni i bardzo hamowały - niekiedy ledwie do 14-15 km/h. Niestety cały dzień "świrowało" mi endomondo - przy każdym nieco dłuższym postoju i robieniu zdjęć zatrzymywało trening, więc na koniec miałam chyba 8 zapisów i to jeszcze urwało około kilometra niedaleko od domu. Dopiero po powrocie udało się scalić te kawałki w miarę kompletny zapis. W sumie przejechałam 107,5 km, setka w 6 godzin na rowerze trekingowym, głównie po asfalcie, ale było też trochę szutru i terenu - to chyba całkiem przyzwoite turystyczne tempo.
    1 punkt
  18. Każdy z tych ośrodków miał trochę inne problemy, i to temat na dłuższą opowieść. Nie zgodzę się w pełni, z Twoją odpowiedzią @WojtekM To nie jest tak, że nagle wszystko w Gorcach upadło z jednego konkretnego powodu. Choć jest w zasadzie jeden aspekt który spowodował ten stan rzeczy, a mianowicie - polaryzacja biznesu narciarskiego. Temat ten, poruszył jeden z naszych forumowiczów na swoim blogu: http://ekonomiaplussport.blogspot.com/2019/01/postepuje-polaryzacja-biznesu.html https://ekonomiaplussport.blogspot.com/2018/12/czy-mae-stacje-narciarskie-przetrwaja.html W zasadzie, jeśli chodzi o Gorce, to nie upatrywałbym tutaj geograficznej zależności, od upadków poszczególnych stacji. Ogólnie mówiąc, miały one po prostu pecha - a to problemy z gruntami, kiepscy właściciele itd. Faktem jest, że wyszło tak, że w Gorcach zrobił się prawdziwy pogrom ośrodków narciarskich, nad czym ubolewam. Takie małe stacje, były łatwo dostępne dla miejscowych. Mówiąc o Gorcach, warto do tej listy dodać jeszcze inne malutkie ośrodki które upadły, których zapomniałeś wymienić: - wyciągi przy schroniskach Stare Wierchy, Turbacz. - kompleks wyciągów w Rdzawce (500 i 400 m). - wyciąg "Matuszek" w Obidowej (800 m). - wyciąg talerzykowy w Obidowej 400m który nie działa od tego sezonu. - wyciąg orczykowy Mostostal WN "Polanki" w Szczawie (650 m). - wyciąg talerzykowy w Ochotnicy Górnej ok 300 m oświetlony (ktoś tam próbował zrobić naprawdę fajny ośrodek). Jest jeszcze kilka pozytywnych aspektów narciarstwa w Gorcach, o których wspomnę: - Silny rozwój skituringu w Gorcach - silny rozwój narciarstwa biegowego - Obidowa/Turbacz - dobry poziom funkcjonowania małych stacji - Nowy Targ "Długa Polana" oraz "Zadział" - rozwój stacji narciarskiej "Kluszkowce"
    1 punkt
  19. Taka sytuacja😎. Więcej zdjęć nie będzie bo muszę się smarować kremem😉 Krótko mówiąc jest czad!
    1 punkt
  20. cyt. "74 organizacje społeczne podpisały się pod apelem do premiera Mateusza Morawieckiego o zatrzymanie tych zmian." i to jest właśnie pozytywna wieść łapy precz od Parków Narodowych
    0 punktów
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...