Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. JC

    JC

    Administrator


    • Punkty

      30

    • Liczba zawartości

      16 752


  2. tanova

    tanova

    VIP


    • Punkty

      8

    • Liczba zawartości

      2 774


  3. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      4

    • Liczba zawartości

      7 223


  4. Cosworth240

    Cosworth240

    Użytkownik forum


    • Punkty

      3

    • Liczba zawartości

      1 795


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 04.06.2019 w Odpowiedzi

  1. Dzień trzeci... ten, na który czekałem ! Tym razem śniadanie przesunięte w hotelu o pół godziny wcześniej, bo o 7:30 jechałem już w kierunku Kaprun i lodowca Kitzsteinhorn. Pogoda, zgodnie z prognozą, zapowiadała się bajecznie. Błękitne niebo, bezwietrznie i nie za ciepło. Z hotelu zabieram plecak ze sprzętem do filmowania, kask, gogle, rękawice itd... Pierwszy raz od wielu lat nie mam ze sobą własnych butów narciarskich i nart. Podjąłem teką decyzję ponieważ wiedziałem, że czasu na jazdę na nartach nie będzie zbyt dużo, a ja chcąc przygotowywać materiał do vloga tym bardziej będą miał go mało. Po drugie, miałem okazję sprawdzić jak przebiega proces wypożyczenia sprzętu na miejscu, ale o tym za chwilę. Pod dolną stacją gondoli melduję się przed godziną ósmą. Jako, że kolej jest czynna od 8:15, mam czas na nabycie skipassów. Cena za jeden dzień, wiosennej jazdy na lodowcu to 45 Euro. Dokładny cennik skipassów w okresie wiosenno - letnim znajdziecie tutaj. Na dole czeka już kilka dziewczyn z niemieckiej kadry juniorów oraz paru turystów. Na znajdującej się obok tablicy informacyjnej "zielone ptaszki" donoszą, że na szczyr lodowca dojechać można tylko dużą gondolą z AlpinCenter. Nie działają: telemix i gondola na lodowcu. Narciarze mogą korzystać z orczyków. W pierwszym etapie podróży w górę korzystam z gondoli Panoramabahn. W Langwied 1976 m przesiadam się na 4-os. kanapę i dojeżdżam do AlpinCenter 2450 m. Już w trakcie pokonywania kolejnych metrów w górę widzę, że wiosna w tym roku śniegu nie poskąpiła. W Langwied było 90 cm, a w AlpinCenter aż 3 metry! Takiej ilości śniegu, o tej porze roku nie pamiętają najstarsi górale :). W AlpinCenter udaję się do wypożyczalni Intersportu. Tu po rejestracji wypożyczam narty. Przy takiej pogodzie decyzja dot. typu nart mogła być tylko jedna -slalomki lub gigantki. Proponuję mi Racetigera, więc grzecznie się zgadzam i biegnę po buty. Do wyboru mam kilka modeli i po krótkiej rozmowie z panem z obsługi zakładam buty Atomic Hawx 120. Miałem pewne obawy, co do butów rodem z Altermarkt, ale niesłusznie. Buty dosyć dobrze siadły na nodze i w trakcie jazdy nie specjalnie dawały znać o sobie. Miło zaskoczyła mnie też sztywność buta i bardzo poprawne trzymanie stopy. Dobrze wyposażony, udaję się w dalszą podróż na szczyt, koleją Gipfelbahn, którą dojeżdżam do najwyżej położnej stacji gondoli w Salzburgelandzie 3029 m. Teraz tylko przesiadka w Gletscher Shuttle, mały wagonik dowożący narciarzy na stok i już jestem na nartach!!! Zanim założyłem narty, zwiedziłem jeszcze górą stacje gondoli Gletscherjet 4. Dla mnie to nowość, bo ostatnim razem byłem na Kitzsteinhornie przed "rewolucją', czy przed budową nowych kolei i zmianą organizacji tras. Temperatura za zewnątrz -3C, błękitne niebo i wszechobecny sztruks.... ma pisać więcej? PETARDA! Bajkowo! Lokalny instruktor, z którym rozmawiałem, stwierdził, że to jednej z najlepszych dni na narty w sezonie! Ja uzbrojony w kamerę oddałem się rozkoszy jazdy po dziewiczym sztruksie. Było twardo, równo, szybko. CDN...
    15 punktów
  2. W tym roku na Dzień Dziecka cała rodzina była na miejscu i w komplecie, więc - korzystając z pięknej pogody - wybraliśmy się wczoraj na wycieczkę do Stralsundu oraz na Rugię. Obydwa miejsca są w zasięgu jednodniowego wypadu ze Szczecina (2-3 godziny samochodem w jedną stronę), choć oczywiście gdy się ma do dyspozycji cały weekend lub kilka dni, to warto wybrać się na dłużej - bo pięknie tam. Niestety w sobotę musiałam iść do pracy, ale za to niedziela wolna - to jedziemy! Obiecaliśmy dzieciom w Stralsundzie zwiedzanie Ozeaneum - nowoczesnego oceanarium o ciekawej architekturze, w którym z wielkim rozmachem zaprojektowano wystawy tematyczne i akwaria pokazujące florę i faunę Bałtyku i Morza Północnego oraz eksplorację mórz i oceanów. Znajduje się ono nad brzegiem cieśniny Strelasund, wśród dawnych spichlerzy i zabudowań portowych. A na dachu mieści się pingwinarium i taras widokowy z panoramą na stare miasto i port w Stralsundzie Większość osób zwiedza tylko Ozeaneum, ale warto kupić bilet, dający wstęp również do Muzeum Morskiego, mieszczącego się na Starym Mieście, w gmachu XIII- wiecznego klasztoru Św. Katarzyny. Można tam zobaczyć akwaria śródziemnomorskie i tropikalne (ładne) oraz wystawę o historii rybołówstwa (dla koneserów tematu ) Potem spacer po starówce, wpisanej zresztą na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO. Rynek: Ulica Fährstrasse Niedaleko Ozeaneum cumuje również żaglowiec-muzeum Gorch Fock, zbudowany w Stralsundzie jako żaglowiec szkolny w latach 30-tych, po wojnie przejęty przez ZSSR i pływający pod imieniem "Towariszcz" aż do lat 90-tych XX wieku A z nabrzeża widać prawie trzykilometrowy most drogowy na Rugię, którym zresztą pojechaliśmy pod wieczór, w moje ulubione miejsce - do parku narodowego Jasmund. Klify kredowe na Rugii to dla mnie osobiście chyba najpiękniejsze miejsce na wyspie i za każdym razem, gdy tam jestem, to mnie zachwycają. Dotrzeć tam można na kilka sposobów - są szlaki piesze z Hagen, Lohme i Glowe (od strony zachodniej), jest szlak rowerowy (choć po ścieżce na samych klifach jeździć rowerem nie wolno), można też przyjechać autobusem z Sassnitz i na przykład wrócić pieszo szlakiem Höhenweg - górą klifów. Albo - gdy ma się więcej czasu - pójść w jedną stronę górą, a wrócić plażą. My zostawiliśmy auto na oddalonym o kilka kilometrów parkingu w Hagen i szlakiem pieszym przez las dotarliśmy na miejsce. Po drodze jeziorko Herthasee Centrum informacyjno-medialne przy punkcie widokowym Königsstuhl. Tam kasują za wstęp, ale tylko do 19.00, a my byliśmy później - gdy już nie ma tłumów, wycieczek i całej tej komercji. Co ciekawe - kawałek dalej jest nie mniej spektakularny punkt widokowy Victoria Sicht, bez żadnych kas i biletów. Ponad 100 metrów w dół kredowych urwisk. Do domu wróciliśmy lekko po północy, młodzież chyba zadowolona, rodzice też .
    3 punkty
  3. To tak trochę na marginesie - może nie wszystkich zainteresuje, ale może warto wiedzieć. Bardzo lubię tę okolicę. Świetne tereny narciarskie i na pewno jest co robić także wiosną i latem, przy czym tak pół żartem a pół serio, przy okazji rozglądam się, jakie to obrazki wiszą na ścianach w pensjonatach i domach, bo może się okazać, że na ścianie będzie wisiał Gierymski albo Matejko. Mało osób zdaje sobie z tego sprawę, dlaczego w Zell am See i okolicach mogą znajdować się polskie dzieła sztuki. Tutaj opisana jest cała ta historia: http://cennebezcenne.pl/wp-content/uploads/2017/11/CBU_2014_3-4-s-16-19-KUHNKE.pdf Tematem zainteresowałem się trochę, gdy czytałem kiedyś o rodzinie z Polski, która przyjechała do Zell am See na narty i jedząc śniadanie zobaczyli w jadalni pensjonatu obraz, który wyglądał na pochodzący z Polski. Zdaje się, że ktoś w tej rodzince spożywającej śniadanie był historykiem sztuki. Okazało się, że właściciel pensjonatu nie wiedział skąd w ogóle ten obrazek tam się znalazł - po prostu "był w rodzinie". Okazało się, że była to część dzieł sztuki, które zostały przez nazistów pod koniec wojny zwiezione do zamku Fischhorn. Jako, że kolekcja tych dzieł po klęsce Hitlera nie była szczególnie strzeżona w tymże zamku, część z niej została niestety rozgrabiona przez m.in. żołnierzy amerykańskich, ale także lokalsów, w efekcie jedynie część wróciła do Polski. Podobno zdarzało się, że po latach niektórzy nie widząc, jak cenne rzeczy mają w posiadaniu, wyrzucali niektóre z nich do śmieci : https://www.tvp.info/14024113/tajemnice-zamku-fischhorn "Między innymi jedno z takich dzieł odnaleziono w 2007 r. w altance śmietnikowej w austriackiej miejscowości Zell am See. Był to XII-wieczny wysadzany rubinami krzyż pasyjny, pochodzący z kolekcji Czartoryskich. Krzyż wyrzuciła na śmietnik rodzina zmarłego mężczyzny. Wartość obiektu oceniono na 400 tys. euro." W Zell am See w 2015 roku, zorganizowano na ten temat wystawę plenerową: http://www.dzielautracone.gov.pl/aktualnosci/112-polskie-skarby-na-zamku-fischhorn-historia-niedokonczona POLSKIE SKARBY NA ZAMKU FISCHHORN – HISTORIA NIEDOKOŃCZONA 26-10-2015 Od 5 października do 6 listopada 2015 r. na skwerze w miejscowości Zell am See eksponowana jest wystawa plenerowa POLSKIE SKARBY NA ZAMKU FISCHHORN – HISTORIA NIEDOKOŃCZONA. Ekspozycja powstała przy współpracy Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego i Ambasady RP w Wiedniu oraz władza Landu Ziemia Salzburska. Otwarciu wystawy towarzyszył pokaz tegorocznej edycji filmu MUZEUM UTRACONE poświęcony osobie polskiego obrońcy skarbów Bohdana Urbanowicza. Wystawa prezentuje losy polskich zabytków wywiezionych z Warszawy i złożone w okolicznym zamku. Ekspozycja prezentuje zarówno nadal zaginione obiekty, będące przedmiotem poszukiwań rządu polskiego jak i dzieła sztuki, które w ostatnich latach udało się odzyskać. Po upadku powstania warszawskiego, na początku października 1944 r. okupacyjne władze niemieckie wywiozły do Austrii i ukryły w zamku Fischhorn najcenniejsze zabytki z Muzeum Narodowego, Zamku Królewskiego, Biblioteki Krasińskich, Biblioteki Narodowej, Pałacu Błękitnego. Porucznik Bohdan Urbanowicz, historyk sztuki, więzień obozu w Murnau am Staffelseepo oswobodzeniu z niewoli przez wojska amerykańskie (Siódma Armia gen. Pattona) w kwietniu 1945 r. pozostał w Austrii gdzie pełnił stanowisko spokesman of Polish people – State of Salzburg – pełnomocnikiem wysiedlonych Polaków. W lipcu 1945 r. Bohdana Urbanowicz powziął informację, że w górach, na zamku w Fischhorn, są ukryte skarby królów polskich, polskie obrazy, meble, książki. Amerykański Military Gouverment, po otrzymaniu pełnomocnictwa udzielonego Urbanowiczowi przez polskie Ministerstwo Kultury i Sztuki, podjął decyzję o zabezpieczeniu polskich dzieł sztuki. Pozostawione bez opieki zbiory narażone były na grabież dokonywaną zarówno przez okoliczną ludność jak i żołnierzy amerykańskich. We wrześniu 1945 r. władze amerykańskie wezwały Urbanowicza do podjęcia pracy przy inwentaryzacji odnalezionych artefaktów.. Dzięki wysiłkom Bohdana Urbanowicza oraz pomocy dowódcy Rainbow Division z zamku Fischhorn w miejscowości Zell am See koło Salzburga ewakuowano: 408 obrazów w tym dzieła m.in. Baciarrellego, Matejki czy Gierymskiego , 68 gobelinów, 43 rzeźby, 154 zabytkowe meble z Zamku Królewskiego w Warszawie i Pałacu w Łazienkach, pasy kontuszowe, militaria oraz zbiory graficzne z Gabinetu Rycin Uniwersytetu Warszawskiego czy Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych. Ostatecznie transport z Salzburga dotarł do Warszawy 23 kwietnia 1946 r. i liczył 12 wagonów.
    3 punkty
  4. Drugi dzień w Zell am See miał upłynąć na trekkingu. Rano zaplanowany był "rozruch", czyli krótki trekking ścieżką wytyczoną po zboczu góry po przeciwnej stronie jeziora. Mimo, że jest był to bardziej spacer niż trekking, warto wybrać się tam z dwóch powodów. Jest to ścieżka o charakterze edukacyjnym. W trakcie wędrówki dowiemy się jacy słynni i ciekawi przedstawiciele świata nauki i sztuki odwiedzili Zell am See w przeszłości. Po drugie z najwyższego miejsca na trasie jest bardzo ładny widok na jezioro oraz gorę Schmittenhoehe. Do miejsca gdzie zaczyna się szlak, którym szliśmy dojechać można autobusem z przystanku (dworca), który znajduje się 5 min marszu od centrum miasteczka Zell am See. Jeżeli jest się posiadaczem karty Summer Card, to przejazd jest bezpłatny, jedynie trzeba okazać kartę przy wejściu do autobusu. kartę Summer Card otrzymamy bezpłatnie w hotelu. Przed rezerwacją warto sprawdzić, czy nasz hotel oferuje taką kartę, ponieważ w każdym z hoteli można taką kartę uzyskać. Dojazd na miejsce, dokładnie do miejscowości Thumersbach zajmuje kilkanaście minut. cdn...
    3 punkty
  5. Jak pisałem wyżej, pierwszy dzień nie był zbyt intensywny. Liczyłem też, że pogoda się poprawi, bo wg prognoz zapowiadane było okno pogodowe w tej części Alp. Rano okazało się, że prognozy się sprawdzają. Pogoda była lepsza, słońce przebijało się przez chmury, a góry powoli okazywały swe śnieżne oblicze. W związku z tym, zmieniły się trochę plany mojej podróży do Zell am See - Kaprun. Wrócę jeszcze na moment do pierwszego dnia. Po rejsie statkiem po jeziorze Zell, wpadłem na chwilę do hotelu, aby zabrać kąpielówki. Popołudnie spędziłem w kompleksie termalnym Tauern Spa, koło Kaprun. Byłem tam, kilka lat temu i wiedząc, co mnie czeka bardzo chętnie odwiedziłem to miejsce ponownie. Tauren Spa, to kompleks basenów termalnych, naliczyłem 7, oraz 10 różnych saun. Jest strefa dla dzieci, rodzinna oraz dla dorosłych. Częścią kompleksu jest 4-gwiazdkowy hotel Tauren Spa, a w nim... bardzo atrakcyjna część Spa. Oczywiście basen oraz sauny same w sobie są bardziej lub mniej interesujące, ale... Na uwagę zasługuje fakt, że znajdują się one na ostatnim piętrze hotelu. Odpoczywając w saunach można podziwiać okoliczne góry, w tym Kitzsteinhorn, ponieważ jedna ze ścian jest wielkim oknem! Basen, jego ściany są wykonane ze szkła, więc z dołu widać jak ludzie pływają. Siedząc w wodzie, ma się wrażenie, że woda wylewa się na zewnątrz. Kapitalne miejsce do relaksu z widokiem na Wysokie Taury.
    3 punkty
  6. To jest właśnie piękne w wiosennych wyjazdach w Alpy - na dole zielono, rowery, łódki, wędrówki, a w wysokich górach inny świat! 😀 Zazdroszczę fantastycznego dnia na nartach w takich super warunkach pogodowych, jaki był koszt dziennego wypożyczenia sprzętu?
    2 punkty
  7. To zależy, co chce się robić. Dwa lata temu wynajęliśmy sobie na Rugii nieduży domek na agroturystyce, kilka kilometrów od Bergen, które to można polecić jako bazę wypadową na rowery, bo leży dość centralnie na wyspie i jest dobrze skomunikowane (pociąg, dworzec autobusowy - sporo autobusów jest przystosowanych do transportu rowerów). Wypad był raczej spontaniczny i mimo, że był to ostatni weekend sierpnia, to miałam trochę problem ze znalezieniem noclegu - w sezonie Rugia jest dość oblegana. Jeśli ktoś się nastawia bardziej na sporty wodne, to raczej inne miejscówki - są fajne płytkie i wietrzne zatoki dla kajtowców i windsurferów po zachodniej stronie wyspy. Na typowy plażing z kolei to południowy wschód (choć nie tylko).
    2 punkty
  8. Po "wyczerpującym" trekkingu przyszedł czas na lunch. Była okazja sprawdzić jak wygląda zaplecze gastronomiczne nad jeziorem, co serwują lokalne restauracje oraz w jakich warunkach można zaspokoić głód. Beach Club w Thumersbach, okazał się dobrym miejscem na lunch. Pamiętajmy, że maj, to nie jest szczyt sezonu, nawet nie początek sezonu. W restauracji było zaledwie dwóch klientów, więc jak przyszliśmy w 6 osób, to robiliśmy za tłu. W karcie dominuje fast food, ale... przygotowywany na miejscu - nie mrożonki odgrzewane w mikrofali. Ja zapodałem sobie sałatkę z tuńczykiem. Porcja była słuszna :), świeże warzywa, ogólnie bardzo smacznie. Miejsce bardzo urokliwa, nad samym jeziorem z widokiem na góry w tym Kitzsteinhorn. Po lunchu zapadła decyzja, że na drugą stronę jeziora nie ma sensu jechać autobusem, ale skorzystam z wodnej taksówki, dzięki której dotarłem do Zell am See w podobnym czasie co autobusem, a nie musiałem daleko chodzić, bo "taxi" podpływa prawie pod same stoliki :). Koszt przeprawy na drugą stronę 6 euro, ale ja, jako posiadasz Summer Card, transport miałem za darmo! W Zell am See miąłem chwilę na to, żeby nagrać kilka dodatkowych ujęć. Po 13 jechałem już autobusem, też bezpłatnie dzięki... Summer Card, w kierunku dolnej stacji gondoli na Schmittenchoehe. Timing miałem świetny, bo gondola, dosłownie czekała na pasażerów autobusu. Razem z grupą turytów z Indii dotarliśmy na szczyt podziwiając panoramę Wysokich Taurów. Tu małe wyjaśnienie, dlaczego nie na piechotę? Pierwotne plany zdobycia szczytu Schmittenchoehe były inne. Miał być długi trekking. Natomiast pogoda, a dokładnie zalegający od połowy góry śnieg uniemożliwiał realizację wcześniejszych założeń. Na szczycie nie można, nie odwiedzić jednego miejsca, które trzeba nazwać "Must be!". Jak będziecie na szczycie koniecznie powinniście zwiedzić niewielką kapliczkę, która została wybudowana w 10 rocznicę śmierci cesarzowej Elisabeth, bardziej znanej jako Sisi. W sierpniu 1885 żona Franciszka przyjechała pociągiem do Zell am See i ku zaskoczeniu wszystkich "wybiegła" na szczyrk Schmittenhoehe. Dotarcie na szczy zajęło jej 2 godziny 16 minut, co biorąc pod uwagę, że normalnie zajmuje to ok 3 godzin, było sporym wyczynem. Po wizycie w kaplicy, zrobieniu dziesiątek zdjęć i ujęć, do mojego vloga, Zell am See oraz zaśnieżonych Taurów, przyszedł czas na zjazd w dół do hotelu. Wieczorem , po kolacji, była jeszcze jedna atrakcja. Nad jeziorem, po zachodzie słońca, odbywa się pokaz, którego elementami są fontanny, światło, lasery i dobra muzyka. Widzowie przez 20 minut mogą oglądać obrazy, filmy wyświetlane na rozproszonej wodzie, tańczące w rytm muzyki, okraszone światłem, fontanny. Dzień drugi dobiegł końca.
    2 punkty
  9. Rowery w pobliskich Saalbach-Hinterglemm i Leogang ? Jest tam dużo różnych tras w dół od downhillowych po niemal rodzinne oraz w dolinie wzdłuż rzeki. Bardzo polecam ten rejon. Jeżeli będziesz chciał wjechać na szczyty pedałując lub zrobić po górach jakiegoś dłuższego "tripa" to pewnie od e-bika nie uciekniesz bo przewyższenia są spore. Ale wyjeżdżając kolejkami można sprawdzić swoją kondycję na tradycyjnym bicyklu doceniając jego lekkość i zwinność. E-bike ma wielu przeciwników, ale chyba jeszcze więcej zwolenników. Znam takich co zarzekali się, że nigdy na elektryku jeździć nie będą, a teraz nie chcą wsiadać na zwykły rower. E-bike uzależnia zwłaszcza MTB . Ja jeszcze nie posiadam i pewnie tak zostanie jakiś czas.
    2 punkty
  10. Cześć, wczoraj, po podróży, był dzień wypoczynkowo-relaksacyjny. Po zakwaterowaniu w hotelu był lunch, krótki spacer po Zell am See, a następnie rejs statkiem po jeziorze. Co ciekawe, uświadomiłem sobie, że mimo, że byłem tu wiele razy w lecie, nigdy nie pływałem po jeziorze.
    2 punkty
  11. W Austrii mokro. Przestało jyz padać, ale chmury ciężko wiszą zasłaniając góry.
    2 punkty
  12. Jestem już w Austrii. Lot był świetny, widokowo. W Austrii pada, ale prognozy są obiecujące.
    2 punkty
  13. Dzisiaj pierwszy, mocny trening i precyzyjne dane z Garmina 830. Podłączony czujnik: prędkości, kadencji i tętna. Giant wczoraj sprzedany...w stajni został jeden, jedyny rower na S. Jak analizuje dane, to na rowerze fitness wyniki osiągane przez szosę są mało realne do osiągnięcia. Mimo wszystko żal było się rozstać z Fastroadem Dzisiejsze wyczyny: Jutro rozjazd w strefie tlenowej. Pozdrawiam marboru
    1 punkt
  14. Okrutnik. Tak się nad nami znęcać. To powinno być prawnie zakazane
    1 punkt
  15. Piękna sprawa. Byłam tam w sezonie i był dziki tłum, a teraz te pustki... ech!
    1 punkt
  16. Bystra 2248 m npm Dopiero co wróciliśmy z Tatr Długo czekaliśmy, by warunki były w miarę bezpieczne na piesze wędrówki bez raków. Doczekaliśmy się! Weekend i w sumie ponad 54 km włóczęgi po paśmie zachodnim. Celem był polski Błyszcz - 2159 m npm...a wyszła Bystra 2248 m npm. Jak to się stało? Niebieski szlak na najwyższą górę Tatr Zachodnich jest zamknięty do 15 czerwca. Poszliśmy szlakiem czerwonym na Błyszcza... szliśmy, szliśmy i gdy myśleliśmy, że dochodzimy do szczytu, jacyś ludzie, sto metrów przed celem, powiedzieli nam, że to Bystra 😮 Po powrocie sprawdziłem na mapie, że nie zauważając minęliśmy mało eksponowany Błyszcz i przeszliśmy granią (między Górami nie ma oficjalnego szlaku) do samej Bystrej. Za to gapiostwo pewnie powinniśmy zostać ukarani - cóż? Trochę winny jest TPN, który w żaden sposób nie oznaczył Błyszcza...na powrocie jest (jak nam się wydaje) na jego szczycie jedynie słupek graniczny. Na szczęście żaden słowacki strażnik parkowy nie był w tej okolicy. Dwa dni pieszej wędrówki, to następujące szlaki: Dzień pierwszy - Polana Biały Potok, Starorobociańska Dolina, Polana Iwanówka, Iwaniacka Przelęcz, Suchy Wierch Ornaczański 1832 m, Ornak 1854 m, Zadni Ornak 1867 m, Kotłowa Czubka 1840 m, Siwa Przełęcz, Siwy Zwornik, Bystry Karb, Błyszcz 2159 m, Bystra 2248 m. Powrót do Siwej Przełęczy i czarnym szlakiem do Doliny Chochołowskiej. Wyszło nam z drogą na kwaterę 38 km marszu. Dzień Drugi: Polana Biały Potok, Dolina Lejowa, Niżna Kominiarska Polana, Ścieżka nad Reglami, Polana Jamy, Dolina Chochołowska. 16 km marszu. Na wyprawie byliśmy z Jackiem i Dorotą, dla której wejście na ok 1950 metrów było rekordem życiowym wysokości (Ona i Kumpel doszli do Bystrego Karbu) i zawrócili - braki kondycyjne Koleżanki. Kilka zdjęć kompletnie nie po kolei posegregowanych Paula: Na szczycie najwyższej Góry Tatr Zachodnich - Bystrej Kotłowa Czubka: Ekipa Widok z Błyszcza na Starorobociański Wierch - najwyższy, po stronie polskiej szczyt Tatr Zachodnich, 2176 m npm. W Dolinie Lejowej: Owieczki Zbliżenie... Z Jackiem: Granią Widok z drugiej strony Widok z Bystrej na Słowację: Paula i Dorota - Ścieżka nad Reglami: Słowackie tabliczki... Wielkie Bystre Pleso? Na szlaku: Paula: Tuż przed szczytem Bystrej: Widoczki ze szczytu: W drodze na Siwą Przełęcz: Ciągnie Borutę do śniegu Kolejny widok z Bystrej na słowacką stronę: Ludzi w górach nie było wielu... Szkoda, że słoneczka było mniej niż chmur Generalnie i tak było świetnie!!! W Tatry Zachodnie z całą pewnością wrócimy. Kolejny tutejszy cel, to: Wołowiec i Jakubina. Pozdrawiam serdecznie marboru
    1 punkt
  17. Ale przecież szlaki w Tatrach słowackich, powyżej schronisk są zamknięte od listopada do 15 czerwca....gdzieś Ty w końcu chodził? Ogólnie fajna wycieczka,pozazdrościć zapału i oryginalności ,super fotki . A tu moje zdjęcie zrobione z jednego ze szczytów Tatr...ciekawe czy rozpoznasz gdzie jest Bystra?
    1 punkt
  18. Na Słowacji szlaki powyżej schronisk są zamknięte w celach turystycznych od 1 listopada do 14 czerwca, okolice Bystrej również https://portaltatrzanski.pl/slowacja/szlaki-na-slowacji-zamkniete-na-zime,309 (przekazuję tylko fakty) natomiast w kwestii pomylenia krajów, jak ja bym się zgubił to wziąłbym to na swoją klatę, a nie zwalał na TPN 🙂 P.S. Ładne foty, gratulacje 🙂
    1 punkt
  19. Dzięki - wypróbuję 👍 Tatry są piękne...a mi Zachodnie bardzo przypadły do gustu Czuję się tutaj jak w krainie "Władcy Pierścieni". Planów jest sporo na ten rok, więc jak będziecie się wybierali w te rejony - koniecznie napisz, to może uda się spotkać. Widzisz i tu jest różnica między naszymi wejściami. My zrobiliśmy, to kompletnie nieświadomie. Nie wstydzę się do tego przyznać - gdyby złapali nas strażnicy, to nie protestowałbym i zapłacił karę. A co do Błyszcza... jeśli jest to najdalej wysunięty punkt polski na grani - mógłby TPN go oznaczyć w jakiś sposób - wówczas nie byłoby takich przypadków jak nasz. Jedna rzecz mnie zastanawia - czemu Słowacy zamknęli ten niebieski szlak? To może jakiś niecały kilometr ścieżki od polskiej strony...? Szlak od ich strony jest otwarty i na szczyt można spokojnie wejść. Dziękuję
    1 punkt
  20. 1 punkt
  21. Bardzo polecam Rugię na rowery. Fantastyczne trasy - w tym dookoła wyspy - urozmaicone krajobrazy i świetna infrastruktura.
    1 punkt
  22. Po 6 tygodniach od wysłania dokumentów zwrócono co do grosza. Ubezpieczony ,,Olimp'' był w AXA. Czas oczekiwania wynosił od 3 do 6 tygodni. Ja dostałem jako jeden z ostatnich, ale specjalnie się nie denerwowałem bo wiedziałem ,że inni dostają 100 procent wpłaconej za Imprezę kwoty. Pozdrawiam .Zaczęło się lato ,a już czekam na jesień (grzybobranie ) ,i zimę od początku grudnia zimę ,które to na szczęście jeszcze występują. Pozdrawiam
    1 punkt
  23. Wczorajsza wizyta w Szczyrku - Czyrna przyniosła następujące wnioski: 1)Orczyk stoi jedynie zdemontowano górną część plus lina została zdjęta z rolek i leży pod orczykiem. 2) Teren wokół orczyka został wyrównany przez ciężki sprzęt i wycięto drzewa i krzewy Prawdopodobnie coś jest na rzeczy , że teren wokół orczyka jest humusowany.
    1 punkt
  24. Dla rozluźnienia atmosfery plik fot z czterech singli co je wczoraj zaliczyłem. Zaczynam od pętli Złoty Stok. Początek jest przy kopalni przy drodze na ściankę i tyrolki. Na szczęście to szybko się kończy, teraz dnem doliny wzdłuż potoku. zauważam takie smaczki - odwodnienie kopalni Jeszcze jakiś czas wzdłuż potoku Pora zabrać się za robotę, "zygzakujemy" w takim pięknym lesie. W zasadzie cały ten odcinek to podjazd kończy się na szczycie gdzie można wrócić zjazdem, pojechać Pętle dwie Przełęcze lub... dokładnie tak, zwiedzić wiatę od środka. Nazwa "Pętla Dwie Przełęcze" jest zmyłkowa to dwukierunkowy łącznik (czyli nie singiel). Całkiem przyjemny teraz lądujemy w ważnym punkcie - Przełęczy Jaworowej. Tutaj łączą się trzy Pętle , Wybieram Orłowca. To najdłuższy odcinek (około 21 km) Aby nie rozpisywać się nad poszczególnymi fragmentami napiszę, że jest fajnie. Jazda po zboczu z widokiem, sekcja z ciasnymi skrętami, później na wprost, sporo błota i wody Droga powrotna jest zupełnie inna, zasadniczo to powrót zboczem nad asfaltem na przełęcz. Początek lasem, trochę drogi, później piękną buczyną a dalej... zobaczycie I tak całkiem przyjemni jesteśmy znów na górze (czyli Przełęczy Jaworowej) CDN
    1 punkt
  25. Ja tez ma doswiadczenia "tylko " alpejskie w tej materi i to ze brak tlenu jest duzym problemem potwierdza tylko to co napisalem wczesniej: - wejscie komercyjne na Everest to olbrzymie i trudne wyzwanie - duza czesc osob wybierajaca sie tam jest kompletnie nieprzygotowana do samodzielnego dzialania w tamtych wrunkach - cala machina wyprawy komercyjnej daje tylko zludne poczucie bezpieczenstwa
    1 punkt
  26. Cześć I dlatego należy ja przetopić na pręty zbrojeniowe aby ślad nie pozostał po tym krwiożerczym komunistycznym badziewiu. Pozdrowienia
    1 punkt
  27. Na HS leży lina zdjęta z ostatnich orczyków. Przygotowanie do remontu czy demontażu?
    1 punkt
  28. Dotarłem już Zell am See. Przejazd z Monachium zajął 3 godziny. Pogoda powoli się poprawia. Przestało padać i powoli chmury odsłaniają góry.
    1 punkt
  29. Wyciąg orczykowy z Czyrnej przeszedł do historii. Został rozebrany i nie ma po nim już śladu. Widok z kamery na Hali Skrzyczeńskiej mówi sam za siebie 😱🙈😟😩
    0 punktów
  30. Tak, to zapewne demontaż. Oczywiście przeciwnicy orczyków będą teraz skakać z radości w ogromnych kolejkach do gondoli. No bo kanapa z Czyrnej nie powstanie przecież w tym roku, ani pewnie nawet w przyszłym. No ale najważniejsze, że orczyki nie będą psuły widoków W tym momencie skończyła się już zupełnie historia GON i SON. A zapewne niedługo skończy się era działających szczyrkowskich orczyków. Cóż, wszystko idzie do przodu.
    0 punktów
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...