Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 14 Październik 2026
-
Rok
14 Październik 2025 - 14 Październik 2026
-
Miesiąc
14 Wrzesień 2026 - 14 Październik 2026
-
Tydzień
7 Październik 2026 - 14 Październik 2026
-
Dzisiaj
14 Październik 2026
-
Wprowadź datę
12.07.2019 - 12.07.2019
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 12.07.2019 uwzględniając wszystkie działy
-
Hehe, Jeeb, z każdej górki widoki są piękne Dwóch identycznych nie ma. A nie wiesz, jak nie mogę się doczekać, by wrócić na tatrzańskie szlaki @tanova My trochę z urlopami uwiązani jestesmy do przerw szkolnych córki. Ale byliśmy w Szkocji dwa lata temu w październiku i pogodę mieliśmy przepiękną. Wiadomo, pogoda zmienną jest. I tak, jak zwykle będę planował na ostatnią chwilę, więc adekwatnie do prognoz pogody Tak, jak i Ty, Szkocję wszystkim polecam, a dla niezdecydowanych kilka obrazków (nie moich, niestety, ale pewnie kiedyś... )2 punkty
-
Najbardziej kultowe (w sensie znane z największych wyścigów) to niestety Francja, Włochy i Hiszpania. Na kanale col collective masz w tym zakresie kilka propozycji https://www.youtube.com/user/TheColCollective1 punkt
-
Cześć A co do wyjazdu to chyba właśnie w Livigno zaczyna albo zaczął zgrupowanie Bora z Majką a w pobliżu wiele znakomitych dróg i legendarnych podjazdów ze wspomnianym Stelvio i nie jechanym w tym roku ze względu na śnieżna pogodę Passo Gavia. Pozdrowienia1 punkt
-
Doceniam Mitku naprawdę ilość endorfin jaka mnie wypełnia podczas podjazdów jest przeogromna i masz racje czas kończyć robotę, zamknąć biuro i na rower P.S. Zapomniałem podziękować - zwiększenie kadencji oraz skupienie się na odczuciach z kolan i układanie odpowiednie nóg dało super efekty. W ubiegły weekend ponad 200km bez bólu - dzięki!1 punkt
-
Cześć Weź przestań. Mnie pozostaje do ekscytowania się Góra Kalwaria, Spacerowa czy Agrykola. Wszystko po kilkaset metrów, no może 1,5 km i max 8% (przez chwileczkę). Jesteś Christof po prostu szczęśliwym człowiekiem - doceń to. Pozdrowienia serdeczne1 punkt
-
Cześć Nie przesadzaj. Jak jeździmy z żoną i nie ma zbyt dużego wiatru w twarz to ponad 30 jest częściej niż poniżej. Na dobrych drogach średnie koło 27-28 też są raczej częste a to rowery MTB a nie szosy. Mój rower waży z tym co na nim wożę pewnie z 15 kg a do tego jeżdżę z plecakiem ( na plecach i własnym w postaci 96-97 kg masy własnej). Sztuką jest średnia powyżej 30 km/h - tu już się zaczynają poważne schody. Elektryki chodzą zazwyczaj te swoje 25km/h a jak ktoś ma jakąś wydumkę to wtedy jest raczej nie do objechania na zwykłym rowerze bo leci koło 40km/h cały czas. No chyba, że droga kręta to wtedy spokojnie bo goście na zakrętach zwalniają jakby je przechodzili pieszo. Filmik świetny. Pozdrowienia1 punkt
-
Tym bardziej zwracam honor do kieszeni... 😉 a tak poważnie, to dla mnie średnie prędkości peletonu, to są może i osiągalne ale... na sporej górce w dół 😉 Moja stała 40 km pętla - trochę zależy to od świateł i ruchu na ze dwóch skrzyżowaniach, a także wiatru - to w moim wykonaniu średnia gdzieś między 26,5 a 28,5 km/h. Jak na liczniku trzyma się 30 km/h i cokolwiek powyżej, to uznaje, że jest OK. Ostatnio - z pewnym zażenowaniem przyznaje - wyprzedził mnie jakiś człowiek na rowerze wyglądającym na turystyka firmy Kelly's - a jechałem wtedy akurat 33-35 km/h - nie powiem, dało mi to do myślenia. Mam pewną nadzieję, że ten rower to był elektryk, a jak nie, to pełen respekt dla tego Pana, bo nie sądzę aby tamten rower ważył mniej niż 11-12kg. A z innej beczki, nie wiem, czy widzieliście filmik z kolarzami EF Education First, jak pojechali na wyścig gravelowy pod nazwą Dirty Kanza. "Prosów" (był jeszcze Peter Stetina z Trek Segalfred) pokonał gość nie startujący na codzień w zawodowym peletonie - natomiast film jak dla mnie super. Świetne są opowiastki Taylora jak łapał kapcia za kapciem, czy Lahlana, jak przeżywali załamanie z Alexem:1 punkt
-
Cześć Z Twojego rejonu polecam Ci kierunek SW trzymając się cały czas doliny Jeziorki przecinając E77 i 50 i do Osuchowa (najwyżej położony punkt w województwie mazowieckim) i dalej w rejon Białej Rawskiej i później na E przez Wilków, Błędów omijając Grójec od S i powrót. Są fajne równe asfalty w wielu miejscach nowe, w rejonie dolinek rzecznych kręte i pofalowane. Na szosę można poskładać naprawdę ciekawe i dość szybkie trasy. Ja bym Cosworth nie skreślał nawet Bardeta. Stracili ale w sumie nie tak wiele. Pamiętam któreś Giro gdzie Nibali też stracił chyba ze 3 minuty i byłem pewien, ze już pożegnał się z czołówką a później nadrobił to dość szybko. Ciekaw jestem jak poradzi sobie Ciccone broniąc dość niespodziewanej koszulki. To taki szarpiący kolarz ale myślę, ze na cały Tour jest jeszcze zbyt nerwowy. Dla mnie faworytem numer jeden jest niewidoczny zupełnie Bernal. Pozdrowienia1 punkt
-
Hahaha - sorki 😀 potraktuj to jakoś zupełnie luźna uwagę 😀1 punkt
-
Z czołówki wczoraj chyba definitywnie odpadł Bardet - zamiast nadrobić straty z czasówki to mocno stracił; Landa co prawda szarpnął w swoim stylu, ale jednak ostatecznie został doścignięty; stracił tez dla mnie dość niespodziewanie Kruijswijk; dobrze wyglądało Thomas i Pinot. Teraz chwila odsapki przez dalszymi decydującymi etapami. Moze w najbliższych dniach pokaże sie CCC - fajnie gdyby udało sie wygrać etap, ale łatwo nie będzie...1 punkt
-
Dzięki, jeszcze kopiesz leżącego 😄 No cóż, u mnie trasa jak to na Mazowszu, górzysta jak cholera;-)1 punkt
-
Nie wiem tez jaka miałeś trasę, ale oni do tego wszystkiego sie jednak troszkę wspinali - etap miał coś 4 tysie przewyższenia.1 punkt
-
W poniedziałek wróciłem z pracy, patrzę na TdF mają jeszcze 126 km do mety, no to idę na rower. Przejechałem 45 km (średnia około 28 km/h), po powrocie od razu włączam TV, patrzę a im zostało 33 km 😃1 punkt
-
akurat tunel w skale wiele nie psuje w przyrodzie, szczególnie taki tunel kolejowy z zakopca do strbskiego, również mały tunelik w kopule kasprowego byłby przydatny1 punkt
-
no i racje ma dyrektor TPN, zgoda na wymiane krzesel na dotychczasowej trasie ale zadnych tuneli, jeziorek i armat.1 punkt
-
Niestety na razie nic nie wiem, choć podejrzewam, że mogą postawić jakiś talerzyk. Może uda mi się czegoś dowiedzieć w najbliższym czasie jak tam wpadnę1 punkt
-
Ostatni dzień w Szkocji i dalsze zwiedzanie Skye Tym razem dwie wędrówki po południowej części wyspy. Najpierw szlak do wodospadów Fairy Pools u stóp największych wzgórz wyspy – Cuillins. Po drodze jeszcze rzut oka na malowniczą dolinę – chyba Glen Brittle (?) Szlak wzdłuż kaskad Fairy Pools to godzinka marszu po spokojnej ścieżce, z surowymi, granitowymi górami w tle. Kilka szczytów przekracza 900 m npm., byłoby więc gdzie się powspinać, gdybyśmy mieli więcej czasu do dyspozycji. Bardzo ładnie, choć w porównaniu do Quiraing nie aż tak spektakularnie. Po prostu inaczej. Powrót mieliśmy zaplanowany inną drogą – promem z Armadale do Mallaig, późnym popołudniem. Czasu zostało jeszcze na tyle, aby dojechać na południowe krańce Skye do Aird of Sleat, w pobliżu przystani promowej. Ostatnie kilometry jedzie się „single trackiem” - bardzo wąską i krętą drogą na jeden samochód, jakich sporo jest na wyspie. Raz na jakiś czas są mijanki – nieco szersze zatoczki, ale generalnie to trzeba być czujnym . Droga kończy się niewielkim parkingiem przy farmie, z którego można powędrować w stronę najbardziej wysuniętego przyczółka – Point of Sleat. Sielskie widoczki ze szlaku: Znów te włochate kameleony 😛! Po jakimś czasie szlak skręca zakosem po wzgórzu, a po chwili naszym oczom ukazał się taki widok: To nie Grecja, nie Chorwacja – tak wyglądają plaże Północy 🤩! A gdy jeszcze wyszło słoneczko i po raz pierwszy zrobiło się naprawdę ciepło, to żałowaliśmy, że nie mamy strojów kąpielowych. Musiało nam wystarczyć moczenie nóżek w krystalicznie czystym, choć chłodnym morzu. Taka jest właśnie Szkocja – we czwartek żałowałam, że nie zabrałam kalesonów i ciepłej czapki, a w niedzielę – bikini. Niestety nie było już czasu, aby pójść kawałek dalej, do latarni morskiej, bo musieliśmy wracać, aby zdążyć na prom. Wsiadaliśmy z wielkim uczuciem niedosytu, a nad Skye zaczęły zbierać się czarne chmury. Tyle jeszcze pięknych miejsc zostało do odkrycia! Po drodze z Mallaig do Edynburga zatrzymaliśmy się jeszcze w Glenfinnan, przy zabytkowym wiadukcie kolejowym, przez który jeździł pociąg do Hogwartu - fajna traska na rower byłaby pod tym wiaduktem … Zresztą na bocznicy w Mallaig stoi parowóz, który bodajże raz w tygodniu wozi nie tylko wielbicieli Harrego Pottera malowniczą trasą przez dolinę: Następnego dnia rano Edynburg żegnał nas strugami deszczu na lotnisku i temperaturą +13 stopni. I tak skończył się nasz szkocki trip.1 punkt
-
The Quiraing A pod wieczór jeszcze lekki trekking fantastycznym okrężnym szlakiem Quiraing. W sumie 7,5 km. To miejsce, to dla mnie absolutny cud świata, a widoki są takie, że klękajcie narody 😀. Od parkingu najpierw idzie się ścieżką trawersując zbocze: Owieczki się pasą … Potem szlak biegnie dnem doliny, u stóp malowniczych formacji skalnych: No jak tu nie zapozować w takiej scenerii? Młodzież też pstryka fotki 😉 Następnie ścieżka wspina się do góry na grań I naszym oczom ukazują się takie widoki. Dech zapiera! 🤩 Idziemy teraz równolegle do dna doliny, ale górą. O dziwo – trawiaste kopuły są podmokłe i nieraz musimy przechodzić przez mokre błoto albo stojącą wśród traw wodę. Ale kto by tam się przejmował, mając wokół takie pejzaże! Darek na szlaku: I znów wszędobylskie owieczki w pięknych okolicznościach przyrody: Wieczorem objeżdżamy jeszcze autem półwysep Trotternish z drugiej strony i pełni wrażeń jedziemy na nocleg. Następnego dnia ciąg dalszy zwiedzania Skye. [cdn.]1 punkt







