Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 14 Październik 2026
-
Rok
14 Październik 2025 - 14 Październik 2026
-
Miesiąc
14 Wrzesień 2026 - 14 Październik 2026
-
Tydzień
7 Październik 2026 - 14 Październik 2026
-
Dzisiaj
14 Październik 2026
-
Wprowadź datę
25.11.2019 - 25.11.2019
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 25.11.2019 uwzględniając wszystkie działy
-
Cześć, od piątku do niedzieli byłem na Słowacji (rejon VT). Śnieg powyżej 1800. Temperatury w nocy na poziomie 1000 m około -3. W dzień do +8. W piątek i sobotę wiało tak do 8 m/s. W porównaniu do zeszłego roku kiepsko ale to nie z powodu naturalnych opadów tylko temperatur. W zeszłym roku także niżej położone ośrodki np. Strednica w Zdiarze były już 30 listopada naśnieżone a teraz po przeciwnej stronie drogi w stronę Spiskiej Magury pasą się owce . Mrozu potrzeba ! 2019 wcześnie rano 2018 poniżej Co do Łomnicy to w zeszłym roku w listopadzie też na dole było zielono ale na przełęcz dało się podejść, Teraz śniegu naprawdę symbolicznie. Coś by tam można po prawej stronie krzesła pokombinować ale ze zjazdem był by problem.Na dole, na Bukowej zielona trawka Kasprowy przy tej ilości śniegu to gigant ! Strbskie Pleso mizeria. U góry śniegu praktycznie tyle samo natomiast dół zielony. Armatki stoją na InterSki i na początku ES-a ale nie sypią. W dzień sporo na plus choć dól to ponad 1400. Ekipy pracują, konserwując sprzęta, ExpresaSolisko odpalili w niedzielę dla turystów, których było całkiem sporo. Dużo biegających ! w tym z dziećmi 2018 na InterSki była już jazda. Teraz zielono. Początek ES-a 2018/2019 Na Solisku jak w zeszłym roku (śnieg) tylko o kilka stopni cieplej. Z mniej narciarskich terenów tj. Studene Doliny No i relikt na Hrebenioku Realniej jak będą mrozy to powtórka z nartami za 2 tygodnie. A teraz to chyba Bartuś na BK Pozdrawiam mirekn11 punktów
-
No to jeszcze uzupełnienie (sory, że nie narciarskie) ze Strbskiego. Wieżę budują nawet w niedzielę http://portaltatrzanski.pl/aktualnosci/szczyrbskie-jezioro-tak-ma-wygladac-wieza-widokowa,2574 ViaFerraty nie sprawdziłem bo nie byłem w Młynickiej. https://portaltatrzanski.pl/aktualnosci/w-tatrach-powstanie-via-ferrata,1322 No i jak będzie działał SoliskoExpres w tym tygodniu. 25.11.2019 TECHNICKÁ ÚDRŽBA | Z dôvodu technickej údržby sú lanovky 25.-29.novembra mimo prevádzky. *** The cableways are out of operation November 25 - 29 due to technical maintenance. *Horské Stredisko Vysoké Tatry Pozdrawiam mirekn5 punktów
-
W tym wieku już bym nie ryzykował, narciarstwo ro niebezpieczny sport. Lepiej sobie odpuść, i zostań przy netflixie. Jak sama piszesz, jesteś zbyt leniwa na narciarstwo i pewnie nie dasz rady ;)4 punkty
-
Na Chopoku trochę przygrzało, dziś pokazują temperaturę na szczycie 888 więc raczej chwilowo nie pojeździmy.2 punkty
-
Wprawdzie rzeczony kask w swym posiadaniu mam już od blisko roku, to fakt, że mogłem go przetestować na wyjeździe, będzie bardziej pełnym testem/opisem Nie bez znaczenia jest również to, że w piątek 29 listopada, od 1:00 naszego czasu zaczyna się na stronie Ruroca Black Friday - gdy kupowałem z tej okazji swój, zniżki dochodziły do 30% Brytyjska firma Ruroc sprzedaż swoich kasków i osprzętu do nich prowadzi wyłącznie poprzez swoją witrynę internetową. Nie ma żadnego oficjalnego resellera/dystrybutora ich produktów na świecie - wprawdzie w Rosji jest sklep (albo był - nie śledzę tego) który prowadzi ich sprzedaż, to kupują oni hurtowo od Ruroca kaski, po czym sprzedają je z naliczeniem swojej marży. Kask Ruroca posiada certyfikaty poświadczające, iż może być używany zarówno w sportach zimowych - narty/snowboard, jak i na rowerze, desce, rolkach. Choć na pierwszy rzut oka wygląda na kask typu fullface: to w dwie sekundy można z niego zrobić tradycyjny kask - odpinając maskę: Miałem przed jego pierwszym użyciem na stoku obawy, czy aby maska nie będzie utrudniać oddychania, bądź co gorsza wpływać na ew zaparowanie gogli. Na szczęście okazały się bezpodstawne Nawet gdy jeździmy w opcji fullface - przy ustach jest przewiewnie, nigdy nie miałem odczuć/wrażenia, że brakuje mi powietrza. Te dostaje się zarówno od dołu kasku, jak i przez przednie otwory wentylacyjne: Zapięcie mocowania maski w warunkach domowo-cieplnych, czyli przy powyżej 20C sprawia czasami nie lada wyzwanie - miałem obawy, że jeśli będę miał się czasami tak mocować z nią na stoku to chyba sobie daruje. I tu mnie Ruroc zaskoczył. Kask i jego maska w temperaturze bliskiej zera zamyka się perfekcyjnie - nieporównywalnie łatwo w porównaniu do warunków domowych Kask posiada dość innowacyjne rozwiązanie absorbowania energii w momencie uderzenia. Skorzystali z rozwiązania firmy Rheon Labs - pomiędzy skorupą kasku a wyściółką znajduję się wkład z elastycznego materiału przypominającego kształem/strukturą plaster miodu. Mimo niewielkiej grubości dość skutecznie pochłania energie, czym rheon chwali się na swoim insta: ich kawałek wkładki na ekranie smartfonu chroni go skutecznie przed rozbiciem od uderzeniami młotka Kolejną rzadko spotykaną rzeczą w kaskach jest reflektor Recco - wszystkie ich ich kaski z serii RG1-DX są w niego wyposażone Choć moje zdanie na temat technologii Recco zawieram w zdaniu "Ratownikom będzie łatwiej znaleźć Twoje zwłoki" - bo niestety detektory recco posiadają wyłącznie służby ratownicze, to finalnie chyba lepiej go mieć, niż nie mieć - naklejka dużo nie waży Kolejnym elementem kasku są gogle Magloc z szybkami firmy Nastek. Ruroc chwali się, że szybki Nasteka korzystają z technologii NASA w 100% eliminacji niebieskiego światła To też jedyne gogle które pasują do kompletu z maską. Gogole posiadają wymienialne szybki - ich wyjęcie polega na odpięciu dwóch zatrzasków po bokach i wypchnięciu szybki na zewnątrz. Odnoszę wrażenie, że zatrzaski pełnią rolę dekoracyjną, bo same szybki są trzymane przez gogole poprzez wbudowane magnesy, które bardzo solidnie je zabezpieczają przed jakimkolwiek ruchem nawet przy odpiętych zatrzaskach: "Niestety" kupując kask dostajemy tylko jedną szybkę - ceny ich też nie należą do niskich, tym bardziej polecam skorzystania z rabatów na BF. Ruroc to też jeden z bardziej "multimedialnych" kasków - posiada fabrycznie zamontowany uchwyt na kamerkę w standardzie GoPro - choć pojawia się tu mały mankament. Mocowanie delikatnie mówiąc, jest beznadziejnie zaprojektowane - brakuje w nim osadzonej po jeden strony "nakrętki" w którą wkręcamy śrubę po włożeniu w nią obudowy kamerki. Śruba przechodzi na wylot i .... musimy kombinować w co ją wkręcić. Odłupywanie małej nakrętki z innego mocowania i użycie jej tutaj jest dobre na spokojną robotę w domu, kiedy mamy czas, mamy narzędzia i jeśli nawet nam upadnie, to znajdziemy ją na podłodze. W zimę, na stoku, jak wpadnie w śnieg to pozamiatane Jak sobie z tym poradziłem? Na pierwszym wyjeździe nie był w ogóle w użyciu, kręciłem z mocowania na klatce. Na najbliższy wyjazd wymyśliłem motylkowe nakrętki M5 które łatwiej ogarnąć. Jeśli ktoś nie korzysta w ogóle z mocowania, to w komplecie jest daszek który mocowany jest właśnie do tego uchwytu - maskując go całkowicie Drugim opcjonalnym - elektronicznym wyposażeniem kasku jest system ShockWave - zestaw głośników wraz z wbudowanym mikrofonem które mocujemy w miejsce wewnętrznego linera kasku i łączymy z telefonem po Bluetooth. Umożliwia zarówno słuchanie muzyki jak i prowadzenie rozmów telefonicznych - nie posiadam jednak takowego, zarówno na rowerze, jak i na nartach nie potrzebuje muzyki ;-> Na koniec jeszcze dwie rzeczy - bardzo wygodne zapięcie paska - magnetyczny klips, który nie wymaga od nas celowania po omacku końcówek a jedynie zbliżenie ich do siebie - sam "je łapie" i zamyka. Szybkie i bardzo wygodne. No i oczywiście mocowanie na pasek gogli z tyłu kasku. W komplecie dostajemy również worek na kask, osobny woreczek na gogle, oraz stylowy otwieracz do butelek ruroca 😉 + komplet naklejek (idealne do obklejenia swojej zimowej walizki ) Z racji braku stacjonarnych sklepów i braku możliwości przymierzenia (choć ruroc podchodzi do tego bardzo fajnie: nie trafiłeś z rozmiarem - za darmo odsyłasz, za darmo przysyłają inny wybrany rozmiar) mała podpowiedź - a nóż się komuś przyda gdyby się skusił. Wprawdzie na stronie jest "kalkulator" rozmiaru, to sugeruje przy granicznych rozmiarach brać większy rozmiar. Moje kaski od lat używam w rozmiarach 58-60 - Ruroca wybrałem w rozmiarze Extra Large (60-64cm) i to był strzał w 10. Mniejszy rozmiar byłby za ciasny. Polecam Ruroca również za kapitalny serwis obsługi klienta - od bardzo szybkiego odpisywania na zgłoszenia, po indywidualne podejście do klienta. P.S Ruroc ma również kaski motocyklowe - serie Atlas, ale to temat na inne forum 😉1 punkt
-
Dzien dobry, chcialam sie poradzic odnosnie nart. Chce kupic narty, polecono mi model Atomic Cloud 12 154 cm. Umiejetnosci wg skali wydaje mi sie, że na poziomie 6-7, 157 cm wzrostu, waga 74, z nadwagą ale wysportowana. Jeżdżę na nartach od dziecka, czy dobrze technicznie to nie wiem, ale daje radę w różnych warunkach, nie wywracam się od lat, z umiarkowana szybkością, ale mam też zapędy, że lubię poczuć wiatr. Buty chce kupić Head Vector 90 lub 100. Mam dylemat czy ten sprzęt nie będzie dla mnie jednak zbyt zaawansowany, ale też już jak kupować to nie chce się cofać. Będę wdzięczna za jakieś opinie czy porady.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Z piątku. Kotelnica zielono, Koziniec, Litwinka i Jurgów też Pozdrawiam mirekn1 punkt
-
Jaką płeć? Kiedyś zacofany lud dzielił ludzi na kobiety i mężczyzn. No, niektórzy dodawali jeszcze półkurki, takie ni baba ni chłop, ale w dokumentach polkurstwa nie zaznaczano. Musze przyznać jednak, że dziwi mnie relikt przeszłości, podział kibli na damskie i męskie. A półkurki muszą chodzić na stronę, bo nie mają się gdzie wy.....1 punkt
-
Też tak robię i polecam ogrzewacze chemiczne na zaś. Raz wracałem przy -20C i cienkie softshelle miałem mokre na rękach, a łapawice wcześniej trochę przepocone zamrożone w plecaku. Ogrzewacze chyba mi uratowały palce.1 punkt
-
Kanion Matka na bis i jaskinia Vrelo (Wreło) We wtorek rano ponownie jesteśmy na dworcu autobusowym w Skopje. Tym razem udaje się nam skorzystać z miejscowego transportu publicznego. Po Skopje i okolicach jeżdżą trochę sfatygowane czerwone autobusy – zwykłe i piętrowe, trochę podobne do tych londyńskich. Bardzo rozbawiła nas nazwa kasy biletowej po macedońsku – „błagajna” 🤣 Podróż do kanionu Matka z dworca trwa niecałą godzinę, jeśli nie ma korków. Generalnie ruch samochodowy w Skopje jest bardzo duży, wszyscy trąbią, jeżdżą jak wariaci i parkują gdzie popadnie. Samochody - yugo, zastavy i sporo starszych modeli z zachodu. Na przystankach autobusowych nie ma rozkładów jazdy, a czasem nawet tabliczek z numerami linii. Za to są plastikowe karty chipowe na przejazdy, a nie papierowe bilety. Tak wygląda końcowa pętla przy kanionie Matka: Przedmieścia Skopje i podmiejskie wioski nieco przypominają prowincjonalną Małopolskę z początku lat 90-tych. Duże zagęszczenie niezbyt ładnej zabudowy jednorodzinnej z byle czego, sporo rozmaitych prywatnych interesów – trochę bez ładu i składu, sklepiki, warsztaty, reklamy i szklarnie. Kierowca naszego autobusu zatrzymuje się przy piekarni, zostawiając pojazd z włączonym silnikiem i pasażerami i idzie kupić sobie rogale na drugie śniadanie. Dojeżdżamy do końcowej pętli i idziemy zwiedzać. Przy pętli znajduje się tor do kajakarstwa górskiego, a kawałek dalej hydroelektrownia i zapora wodna: Zapora spiętrza wody Treski – dopływu Wardaru – tworząc wydłużone jezioro w kanionie Matka. Kanion można zwiedzać na trzy sposoby – drewnianymi łodziami z silnikiem, można wypożyczyć kajak, albo przejść szlakiem prowadzącym skalną półką po prawej stronie. Jednak do jaskinii Vrelo (Wreło) można się dostać tylko od strony wody, bo jest na przeciwnym brzegu niż szlak. We wtorkowy, listopadowy ranek nie ma zbyt wielu turystów w kanionie. Oprócz nas - dosłownie kilka osób. Spotykamy naszego nowego znajomego – przewodnika górskiego Xhemala – który tego dnia ma oprowadzać turystów po jaskinii. Jesteśmy pierwszymi chętnymi na rejs łodzią. Umawiamy się, że popłyniemy w jedną stronę łodzią i zwiedzimy jaskinię, a potem sternik wysadzi nas na drugi brzeg i wrócimy na piechotę. Sternik trochę nadczekuje na ewentualnych kolejnych pasażerów, ale w końcu płyniemy tylko my, Xhemal i jeszcze jeden gość z obsługi. Na wodzie jest trochę chłodniej i niestety nie ma już tego dnia słońca. Ale wciąż temperatura jest komfortowa. Podziwiamy widoki: Szlak pieszy widziany z wody: Przed jaskinią robimy sobie pamiątkowe zdjęcie z Xhemalem i wchodzimy do środka. Wreło jest prawdopodobnie najgłębszą jaskinią podwodną na świecie – dotychczas udało się zejść na głębokość 240 m, a dokonał tego polski nurek, Krzysztof Starnawski, w 2017 roku. Jaskinia ma również część nadwodną i ta jest udostępniona turystom. Gdy jesteśmy w środku, kończy się paliwo w generatorze i cała piękna iluminacja gaśnie. Na szczęście mamy w plecaku czołówki, więc przez moment możemy poczuć się jak speleolodzy na wyprawie, a nie zwyczajni turyści . Na zewnątrz, pod widoczną na zdjęciu szczeliną, znajduje się wejście do podwodnej części: Przeprawiamy się łodzią na drugi brzeg, na który wejście okazuje się trochę strome. Ale po treningu na Vodnie dzień wcześniej, wdrapujemy się na ścieżkę bez większych problemów. Z widokiem na wejście do jaskini ze szlaku pieszego: Szlak biegnie częściowo skalną półką, częściowo ścieżką w zaroślach. Jest pusto i cicho – tylko my, góry, jesienny las i woda 😀. Schodzimy do pętli autobusowej i czekamy. Czekamy i czekamy, a autobusu nie ma. Wkrótce nadchodzą dwie sympatyczne Polki, od których dowiadujemy się, że rozkład, który mamy obowiązuje w weekendy – wtedy autobusy jeżdżą co 40 minut, a w tygodniu – co półtorej godziny. Czas mija nam jednak sympatycznie na rozmowie – dziewczyny przyjechały do Skopje na koncert Bryana Adamsa. W końcu autobus przyjeżdża. W Skopje idziemy jeszcze na ostatni obiad na Starym Bazarze. Gdy wychodzimy z knajpki o wdzięcznej nazwie Pçela („Pszczoła”), na zewnątrz jest wietrznie i deszczowo. Czas zbierać się na samolot do Berlina. Trzy dni szybko minęły, ale chętnie kiedyś wrócimy do Macedonii i na Bałkany. Urzekły nas góry, przyroda, otwartość i życzliwość ludzi, dobre jedzonko, brak tłumów i jeszcze względny brak komercji. Może przyjedziemy nad Ochrydę, może na trekking w górach, a może i na narty – kto wie? 😀1 punkt
-
@marboru uchylił rąbka tajemnicy 🤫 - tak, kolejny wpis to wycieczka w góry. Poniedziałkowy poranek przywitał nas pięknym słońcem i bezwietrzną pogodą, a prognozy zapowiadały +18 stopni. Wymarzony dzień na górską wycieczkę 😀! Ze Sredne Vodno do Kanionu Matka Postanowiliśmy przejść grzbietem pasma Vodno ze wschodu na zachód. Mniej więcej w połowie drogi między Skopje a szczytem Vodno (1066 m npm.) znajduje się osada Sredne Vodno, z której od wtorku do niedzieli kursuje na szczyt kolej gondolowa Doppelmayra. No właśnie, ale my nasz trekking zaplanowaliśmy na poniedziałek – nie pozostało nam więc nic innego, niż zdobyć Vodno na własnych nogach. Co więcej – w poniedziałki poza sezonem nie kursuje również autobus miejski do Sredne Vodno, o czym dowiedzieliśmy się dopiero na dworcu autobusowym. Ale pod dworcem jest postój taksówek, a raczej takich ichnich Uberów, bo taksometru się w nich nie uświadczy. Ceny umowne i umiarkowane, woleliśmy jednak ustalić z góry, ile zapłacimy. Przy dolnej stacji kolejki jest kilka kiosków z przekąskami, ale wszystkie zamknięte na głucho. Być może niektóre są czynne, gdy kolejka działa, ale ewidentnie widać, że jesteśmy po sezonie. Ze Sredne Vodno na szczyt prowadzi asfaltowa droga oraz kilka różnych ścieżek pieszych. Ponieważ chodzenie asfaltem po serpentynach jest nudne, postanowiliśmy odbić w ścieżkę, która biegła nieco bardziej stromo, ale krótszą drogą na szczyt. Szlaki piesze w Macedonii nie są oznaczone w taki sposób, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni w polskich górach czy Alpach. Jeśli już, to wymalowane są dwa paski – białe i czerwone, albo czerwono-białe kółko. Na wszystkich szlakach znaki są takie same, więc na rozgałęzieniu łatwo pomylić drogę, zwłaszcza, że praktycznie wcale nie spotyka się drogowskazów. Zresztą nasz szlak oznakowany był dopiero od połowy. Koniecznie więc trzeba mieć ze sobą dobre mapy offline z lokalizacją – my korzystaliśmy z aplikacji MAPS.ME i PhoneMaps, na których widoczne są nawet nikłe ścieżki, można ustawić nawigację – pieszą, rowerową lub samochodową, a obsługa jest czytelna nawet dla tak upośledzonej technicznie osoby, jak ja . Na początku jednak zaliczyliśmy falstart – ścieżka, którą poszliśmy i która miała biec pod gondolą znaków wcale nie miała, a mniej więcej w połowie zaczęła niknąć, za to pięła się coraz bardziej stromo zarośniętym kanionem. Na początku było tak: A potem tak: I w końcu tak: Wędrówki w górę nie ułatwiało też śliskie błoto i opadłe liście. No, trochę się naklęłam, zanim doszliśmy znów do asfaltu. Tak to bywa ze skrótami . Marsz na górę zajął nam 1 h 15 min, asfaltem chyba jednak byłoby szybciej … W najwyższym punkcie na Vodno stoi Krzyż Milenijny - ponoć najwyższy na świecie chrześcijański krzyż w lekkiej, ażurowej konstrukcji, zbudowany w 2002 roku, widoczny praktycznie z każdego miejsca Skopje i z trasy naszej wycieczki. Górna stacja kolejki: Oczywiście byłam ciekawa, czy w zimie są tutaj jakieś trasy narciarskie, ale jednak nie – mimo, iż w styczniu-lutym jest śnieg. Można natomiast jeździć z Vodno na sankach. Miejsce jest niesamowicie widokowe – góry otaczają nas ze wszystkich stron, w dole z północnej strony rozpościera się Skopje, z południowej jakieś mniejsze wioski i tak będzie już przez cały czas naszej marszruty. Robimy sobie wspólne zdjęcie i idziemy na szlak. Na szczycie jest trochę ludzi, ale dalej praktycznie nie spotykamy żywej duszy. Idziemy początkowo szutrową drogą, widoki boskie: Wkrótce droga powoli zamienia się w plac budowy . Wiemy, że wzdłuż niej poprowadzono … rurociąg. Co za dziwny pomysł … Mam nadzieję, że teren z czasem zarośnie, bo na razie wrażenie jest nieciekawe. Trzeba patrzeć w dalszą perspektywę – jest zdecydowanie lepiej Vodno już w oddali, rurociąg – na wyciągnięcie ręki 😉 Co ciekawe – mimo iż był to dzień roboczy, to spotkaliśmy tylko dwie trzy-czteroosobowe ekipy budowlane. Obie siedziały w autach i jadły nieśpiesznie drugie śniadanie oraz paliły papierosy, tylko koparkowy trochę jeździł, ale też niezbyt długo 😏. W zasadzie to byli prawie jedyni ludzie, których minęliśmy tego dnia na szlaku – nie licząc pary turystów pod koniec wycieczki. Dochodzimy do Vrv Kale – drugiej co do wysokości kulminacji masywu: Na szczęście plac budowy skończył się jakiś czas temu i możemy rozkoszować się pięknem krajobrazu. A widoki – zobaczcie sami: VID_20191111_133136.mp4 Te ledwo widoczne ośnieżone szczyty na horyzoncie to Szar Płanina – pasmo dwutysięczników na granicy z Kosowem. I choć pogoda jest cudowna i ciepła, to białe wierzchołki w oddali budzą nutkę tęsknoty za zimą i nartami. Od tego miejsca schodzimy w dół. Najpierw jest to w miarę łagodna ścieżka przez zarośla. Choć ścieżka trochę się gubi i musimy dobrze pilnować śladu na mapie: Docieramy do rozwidlenia szlaków, gdzie znajduje się jeden jedyny drogowskaz do kanionu Matka, który jest celem naszej wycieczki. Teraz szlak biegnie ostrymi i stromymi zakosami w dół, ale jest pięknie – przepięknie! W dole widzimy zabytkową cerkiewkę św. Nikola Sziszewski, obok której biegnie też nasz szlak: Jest też kanion Matka, w całej okazałości 🤩 W dole wyłania się wkrótce przystań dla łódek i kajaków oraz restaurację i hotel Canyon Matka Schodzimy do cerkiewki – oprócz dwóch turystów nikogo tutaj nie ma No to jeszcze zdjęcie ze słoneczną flagą Macedonii: Krótko przed godziną szesnastą jesteśmy w kanionie, po drugiej stronie przystani: Akustyka jest tak znakomita, że słychać każde słowo z naprzeciwka, więc łódź zaraz po nas przypływa, ale w razie czego jest jeszcze gong, którym można ją wezwać. Zasłużyliśmy na piwo – w takiej scenerii smakuje wyśmienicie! Nad kanionem Matka powoli zapada zmierzch. Nie zdążymy już przejść szlakiem wgłąb kanionu, ani dopłynąć do jaskinii Vrelo. Urzeczeni pięknem tego miejsca postanawiamy wrócić tutaj następnego dnia. Wdajemy się w pogawędkę z obsługą łódek i lokalnym przewodnikiem. Wszyscy dobrze mówią po angielsku – tak jak zresztą bardzo wiele osób, które spotkaliśmy w Skopje, a gdy słyszą, że jesteśmy z Polski, to okazuje się, że niektórzy nawet znają trochę polskiego. Podobno Polacy są aktualnie najliczniejszą grupą turystów w Macedonii. Potem idziemy w stronę przystanku autobusowego, autobus jednak nie przyjeżdża. Do Skopje wracamy „stopem” ze świeżo poznanym przewodnikiem – Xhemalem. Mapka wycieczki: [cdn.]1 punkt







