Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
21.07.2020 - 21.07.2020
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 21.07.2020 uwzględniając wszystkie działy
-
Wakacje, wakacje...gdzie tu było się wybrać w czasach tak niepewnych, zawirusowanych? Oczywiście - w Tatry! Buty, rowery zapakowane i co? I dwa tygodnie w Zakopanym Taka baza wypadowa w różnych kierunkach... a na początek? Krywań 2495 m npm - święta góra Słowaków...dlaczego? Na to pytanie Wam nie odpowiem, ale liczę na komentarze do niniejszego wątku. W zeszłym roku @tanova była i nawet nie zrobiła relacji...no to, my postanowiliśmy być i zrobić Oczywiście żart - dziękuję Magda za wskazówki, do do szlaku. Jak było? Było słonecznie, był ostry cień mgły...a na koniec zlała nas burza 😮 Zdjęć jest dużo...50siąt! 😮 Więc nie zwlekając, bo i się piwo kończy zaczynam fotorelację. Nim ona...to ciekawostka - strava i mi i Pauli pokazała zupełnie inne wskazania co do kilometrażu szlaku, wysokości a nawet czasu. Przyjmę więc, że zrobiliśmy dzisiaj 22 kilometry oraz ok 1300 metrów przewyższenia, w czasie - cały dzień. Startujemy ze Strbskiego Plesa. szlakiem czerwonym, potem niebieskim - powrót tą samą drogą. Piękny hotel... Na początku dnia, taki oto widok... Hotel numer 2: I jeziorko w ww miejscowości - dość kultowy widok podobno. Skocznia narciarska: I tutejszy ośrodek narciarski - wygląda zachęcająco Paula na trasie I sam szlak...gdzieś po lewo nasz cel! Zbliżenie: Na skocznie też Humory dopisują! Blue turist Mijamy potok... Źródełko: I kolejne, pełne czystej wody miejsce... Idziemy sobie w góry, po drodze przegryzając polskie bułki z szynką z nogi Przerwę mamy pod dachem wówczas, gdy szlaki są jeszcze tą samą drogą. Zaraz za wiatami się rozchodzą. Z tego miejsca na szczyt mamy ponad 3 godziny. Paula śmiga w kosodrzewinie Powoli wychodzimy w miejsce z którego coś widać przed nami... ...a na dole? A na dole, pewnie Ludzie nie mają urlopu tak jak my Palulsen Widok w stronę Tatr Zachodnich...tak, tak - tam byliśmy! "Mały Krywań", a na drugim planie cel - Krywań! Widoki robią się kosmiczne 😮 Ostry cień mgły jest coraz bardziej zaawansowany Kwiatuszki... Czyżby Sasanka? Robi się coraz bardziej bajkowo... Chmura po lewej, chmura po prawej... w zasadzie, to chmury sobie pomykały dzisiaj przez nasz szlak w najlepsze! Kolejne charakterystyczne miejsce... Zostało nam do szczytu godzina i piętnaście minut! Idziemy i w odróżnieniu do polskich szlaków, turystów niewielu! Dobrze oznaczony trakt. A co tam na dole? Przepaść... Jeszcze troszkę wspinaczki na "łapanych skałach"...i jesteśmy na miejscu! Na szczycie Krywania 2495 m npm, inne źródła 2492 m npm. Widoki? Proszę... wyczekana chwila z prześwitem w chmurach. Zaraz za głównym wierzchołkiem miejsce pamięci? Takich jak my, na samej górze było sporo...jednak każdy zwlekał z zejściem licząc na lepsze widoki... Marboru i Paula - foto pamiątkowe! ...i nie widać, że je banana Bez nas: Potęga gór - foto w bieli i czerni: Schodzimy... ...schodzę! Paula w odwrocie: Gdzieś na dole jest nasz samochód... Chmur trochę jest, ale jeszcze nie przeczuwamy, że zostaniemy zlani przez ulewny deszcz... Wspólne zdjęcie dzięki uprzejmości włóczykijów z Polski. Mimo, że jesteśmy sporo niżej, szczyt Krywania nadal w chmurze. ...ot sobie przycapnąłem... I jest!!! Idzie na nas 😮 Deszcz i burza... Zbiegamy jak najszybciej. Żegnamy tatrzańskie klimaty. Do auta i Strbskiego wracamy, mimo kurtek przeciwdeszczowych, zlani co suchej nitki. Zimno i do domu daleko... Mimo tego, szczęśliwi!!! To był bardzo udany dzień i początek naszego urlopu Pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula9 punktów
-
Oj Krywań dla Was również kapryśny - z daleka kusi widokiem, a z bliska chowa się w chmurach i mgłach. Taki już nieprzewidywalny urok wysokich gór. Świetna wycieczka, choć z mokrym finałem . Aklimatyzacja górska zaliczona 👍 Pozdrawiam serdecznie naszym kadrem, życząc Wam jutro równie udanego (rowerowo?) dnia:4 punkty
-
Po wejściu na Krywań pierwszego dnia naszego urlopu w Zakopanym, rano nogi nie powiem...bolały. A co na ból mięśni jest najlepsze? Ruch! Dzisiaj zapowiadali burze...ale prawdopodobieństwo ich przyjścia przed godziną 14 było 40%... wyszliśmy na rowery. Na początek trasa miała mieć ok 40 kilometrów i delikatna jazda. Na końcu wyszło jednak niecałe 30 km...i złapała nas jednak burza. Na szczęście udało się złapać taksówkę i wróciliśmy na kwaterę susi Przejazd: Foto przy ostatnim rondzie do Morskiego Oka marboru: Podjazdy fajne...a w czasie zjazdów - zimno 😮 Widoczki na trasie w kierunku Bukowiny Tatrzańskiej: Miasto TDP Część dróg z wyścigu pozamykanych - robią nowy asfalt. Powrót... ...i zabrakło nam przed tym deszczem dosłownie pół godziny Szkoda, bo pętla była by fajna. Na niecałych 30 kilometrach prawie 600 metrów przewyższeń - fajne podjazdy, zjazdy? Ja...a zwłaszcza Paula boimy się ich. Hamulce dzisiaj miały co robić. pozdrowienia marboru i Paula3 punkty
-
Drawa. Który to już spływ kajakowy na tej rzece, ile to już lat? Chyba co najmniej ze dwadzieścia. Od kajaków się zaczęło, potem kawałek własnej działki, by być częściej w tej pięknej okolicy. Wędrówki, rowery, grzyby i … kajaki. Zwykle pływamy co najmniej raz w roku, w mniejszym lub większym gronie, na Drawie i Korytnicy. Wracam - chyba nigdy mi się nie znudzi. W tym roku ekipa całkiem spora, bo 18 osób – przekrój wiekowy od ośmiolatka do prawie siedemdziesięciolatków. Trzypokoleniowo - wszyscy zaprawieni w bojach, oprócz kolegi córki, który zaliczył do tej pory tylko dwa „lajtowe” spływiki na obozach młodzieżowych. Wcelowaliśmy idealnie w okno pogodowe – w piątek po południu przyszło ocieplenie, sobota i niedziela upalne, a od dziś - cóż, znów pochmurno i chłodnawo. Niestety taka prognoza oznaczała, że w weekend na Drawie można spodziewać się tłumów. Niestety było gorzej, niż myślałam. Ale po kolei: Startujemy z Drawna, z przystani przy jeziorze Grażyna. Ja płynę z sąsiadką Moniką, Darek z synem przyjaciół. Jest słoneczne, bezwietrzne przedpołudnie – szybko przepływamy pod mostem drogowym na Drawie i przez kolejne jezioro – Adamowo, z którego rzeka wpływa w granice Drawieńskiego Parku Narodowego. Początkowy odcinek wiedzie spokojnym nurtem wśród trzcinowisk. Od biwaku w Drawniku nurt staje się bystrzejszy i pojawiają się pierwsze przeszkody, czasem trzeba poczekać. Już tutaj niektórzy "kajakarze" zaczynają mieć problemy i wywracają kajaki. Patrzę, kto płynie dzisiaj rzeką - nie jest dobrze . Tłumy, alkohol, bardzo dużo alkoholu i chyba nie tylko, głośna muzyka, przekleństwa . Fatalnie. Co trzeba mieć w głowie, żeby na taką rzekę, do parku narodowego zabierać głośniki i tak się nawalić, że zupełnie się nie wie, co się dzieje naokoło?! Kulminacja tych tłumów jest na miejscu postojowym we wsi Barnimie. Tak to wyglądało ... Zaczyna się najtrudniejszy odcinek spływu. Drzewo za drzewem, przeszkoda za przeszkodą, a nurt bardzo szybki. Nie ma czasu na robienie zdjęć, szczególnie, że trzeba jeszcze uważać na inne kajaki - trup ściele się gęsto. Trzech czwartych z tego towarzystwa w ogóle nie powinno tam na tej rzece być. Jesteśmy mocno zdegustowani. Przez to, że rzeka jest trochę przetarta - w paru miejscach porobione przecinki w kłodach - jest masówka. Biznes is biznes. Na szczęście stan wody jest dość wysoki, daje się z reguły bezpiecznie ominąć innych albo poczekać na swoją kolej. Mimo wszystko jest pięknie, a widoki i piękny dzień wynagradzają wątpliwą przyjemność obcowania z hołotą. Dopływamy do biwaku Barnimie - ok. 4,5 km za wioską - i robimy krótki postój na kanapki. Spora część naprutych "kajakarzy" już nie ma siły płynąć dalej - i dobrze. Uff! Dalszy odcinek jest równie wymagający, ale przynajmniej jest nieco mniej ludzi. Drawa płynie krętym, malowniczym wąwozem, otaczają nas strome skarpy i bukowe lasy. Jeszcze tylko krótka pauza przy kładce Konotop i płyniemy w kierunku biwaku Bogdanka, na którym kończymy sobotni etap. Trzy "bogdanki" na Bogdance : I nasza trasa: [cdn.]2 punkty
-
Zapraszam do wędrówki na Krywań z dzisiaj marboru2 punkty
-
O ile w sobotę horror mieszał się nam z sielanką, o tyle niedzielny etap spływu był czystą przyjemnością. Startujemy z biwaku Bogdanka, z wideł rzek - gdzie Drawa łączy się z Korytnicą. Od tego miejsca Drawa niesie zdecydowanie więcej wody, ale wciąż ma urozmaicony charakter i choć jest sporo przeszkód, to płynięcie nie wymaga aż takiej "gimnastyki" jak powyżej. W niedzielę spływa też zdecydowanie mniej osób - wreszcie można rozkoszować się ciszą, pluskiem wody, śpiewem ptaków i w spokoju kontemplować krajobrazy. Znów na wodzie: Po wodzie biegają nartniki, dookoła fruwają ważki - najpiękniejsze są te intensywnie niebieskie. Próbuję jakąś złapać w kadr wśród pola "strzałek" wodnych Tymczasem niebo chmurzy się i zanim dopłyniemy na pierwszy postój, przechodzi nad nami krótki deszcz, a w oddali dudnią grzmoty. Zostajemy dłuższą chwilę na biwaku Sitnica, czekając na rozwój sytuacji. Burza jednak przechodzi bokiem, więc płyniemy dalej. Moja towarzyszka kajakowa: Mijamy most drogowy w Moczelach: Jeszcze chwila postoju na pustawym biwaku Pstrąg - jest tu nawet krzyż i ołtarz polowy, przypominający że jesteśmy na szlaku kajakowym im. Jana Pawła II: Kończymy w Głusku, przy moście niskowodnym, przez który jeszcze wiosną przeprawialiśmy się rowerami. Patrząc tym razem od dołu, w jakim stanie jest konstrukcja, chyba nie będziemy ryzykować. Znów zbierają się gęste chmury, znów w oddali słychać grzmoty. Gdy wracamy autami, dopada nas ulewa. Ale mieliśmy farta z pogodą!2 punkty
-
Przeglądając okoliczne tereny wychodzi na to, że z dużym prawdopodobieństwem można wskazać na ten stok: https://www.google.com/maps/@49.5086561,22.4724177,3a,34y,193.35h,93.31t/data=!3m6!1e1!3m4!1sOn8UOB8Riletnc-2kUm1XA!2e0!7i13312!8i6656 Długość stoku się zgadza, nie jest zalesiony więc pewnie nie ma potrzeby większej wycinki, stok północny z lekkim wskazaniem za wschód. Górna stacja na wysokości około 605 m n.p.m., dolna około 410 m n.p.m.2 punkty
-
Cześć Nie no weź... dowoził?? Rzeczy zawsze ze sobą - najlepsze miejsca biwakowe są bez dojazdu z lądu. Zresztą na kajakach potrzebna ilość rzeczy jest minimalna. Namiot (1 mały worek), karimat + śpiwór + rzeczy osobiste, ciuchy itd. (2 worek), rzeczy podręczne i techniczne przydatne w trakcie danie spływu (3 worek, nieduży), jedzenie + kuchnia (4 worek, albo 2 małe) i koniec. Za siedzenie w każdym kajaku wchodzi około 15 browarów + jakiś cymesik. Pozdrowienia1 punkt
-
A Wierchomla to nie straciła przypadkiem dlatego, że zamknęli wyciąg z drugiej doliny, od strony Szczawnika?1 punkt
-
@Mitek - start w niedzielę to dobry pomysł, powinno być luźniej i spokojniej na biwakach. Piławę płynęłam chyba dwa razy - z czego raz na trzy raty, bo za każdym razem było załamanie pogody. Z tym, że my startowaliśmy z Liszkowa i dopływaliśmy do Zabrodzia. Chyba - bo już mi się trochę te nieco dalsze rzeki mieszają. Szczególnie Piława z Dobrzycą i Rurzycą. Jeziorami też niespecjalnie lubię spływać, ale czasem trzeba. Namioty i cały szpej zabieracie na kajaki, czy ktoś Wam będzie dowoził na biwaki? Udanego spływu i mam nadzieję, że napiszesz relację? Zawsze fajnie zobaczyć znajome miejsca w cudzym obiektywie i poczytać o wrażeniach. Pozdrawiam.1 punkt
-
Dziękuję @tanova... pierwszy rower zaliczony...o tym niebawem w wątku rowerowym. Niestety dzisiaj również burza nas dopadła...ale byliśmy sprytniejsi1 punkt
-
Cześć Tak oczywiście masz rację: Wydrzy Głaz. Nie wiem skąd mi się przyplątał Diabelski Kamień. A może też tam gdzieś był. No niestety pewnych uwarunkowań czasowych nie przeskoczymy a dobre, sprawdzone towarzystwo, również dla mnie, jest podstawą jakichś działań. Co do Piławy to rzeczywiście startujemy w niedzielę rano z Sikor i kończymy w Krępsku na Gwdzie w sobotę. Mam nadzieję, ze ominiemy w ten sposób weekendowy tłok bo to tez popularna rzeka. W trakcie planujemy zwiedzić boczne jeziora przez Jeziorem Pile i dwudniowy biwak, gdzieś na Zalewach Nadarzyckich. Z tym może być pewien problem bo grupa też niemała - 14 osób - i może być kłopot z miejscem bo niektórzy biorą namioty jak domy. W tym roku mamy jeszcze męski spływ z Miłomłyna do Nowego Miasta Lubawskiego, który już mnie przeraża bo trzeba pokonać praktycznie cały Jeziorak a kajak i jezioro (jeszcze takie duże/długie) zupełnie mi nie gra w duszy. No ale mój przyjaciel wymyślił taką trasę i nie mogę go zawieść. W tym roku udało nam wreszcie namówić dziewczyny do płynięcia jedynkami - postawiliśmy je przed faktem dokonanym, więc pływanie będzie szybkie, pakowanie sprawniejsze a przenoszenie momentalne. Pozdrowienia1 punkt
-
Cześć Ja Ci mogę tylko napisać, że na twoich zdjęciach Drawa nic nie straciła ze swojego uroku!! Co do reszty to... myślę, że wiesz tak samo jak ja, że dzikość i naturalność tego szlaku została zniszczona już bardzo dawno. Już w latach 90 część kłód była sztucznie spiętrzona i pospinana klamrami i linami a część przycięta. Rozumiem, że hołdowaliście tradycji ale niestety pewne tradycje naturalnie muszą odejść do lamusa wraz z upowszechnieniem i katastrofalnym spodkiem poziomu. Polecam spływy wiosenne - wyższa woda, zero ludzi, naturalna rzeka, mało śmieci, tanio i łatwo do zorganizowania bo firmy obsługujące spływy nie mają roboty z weekendami. W sezonie musisz iść pod prąd masy i nic nie poradzisz - wstać i wypłynąć 6.00 albo najlepiej dzień wcześniej na wieczór, biwakować tak aby wstrzelić się między grupy na popularnych odcinkach itd. Z Drawą trochę kłopot bo park ale też dałoby radę. Mostka w Moczelach w ogóle nie pamiętam, za to był tam gdzieś Diabelski Kamień na którym trzeba było usiąść czy coś takiego. Uświadomiłaś mi, że trzeba na Drawę znowu jechać! Pozdrowienia1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
10 lat temu , przełom Września i Października w dzień do 25 a w nocy do około 0 , kapitalna pogoda . Wtedy większość schronisk była już pozamykana1 punkt
-
Cześć Patrząc spokojnie: 500km w czasie 100h czyli 5km/h licząc podróż bez przerwy - wydaje się ogarnialne bardziej. Ja mam podobne wrażenie jak analizuje czasy różnych rowerowych osiągnięć. Trzeba jednak pamiętać, że mamy do czynienia ze znakomicie wytrenowanymi zawodnikami, którzy działają celowo. Ja, na przykład wiele zrozumiałem po dwóch latach nauki jazdy i jeżdżenia na rowerze bez przerw sezonowych czy jakichkolwiek. W pewnym momencie zrozumiałem, że jazda na rowerze nie jest już środkiem a jest celem samym w sobie. Myślę, że z chodzeniem dzieje się podobnie. Celem nie jest "przejście po to żeby..." tylko samo przejście...a wtedy już zaczyna się trening aby to przejście było jak najbardziej efektywne. Treningowi podporządkowane jest wszystko - całe życie. Tu stawiałbym granicę pomiędzy amatorskim uprawianiem sportu - czyli rekreacją a sportem wyczynowym, któremu podporządkowane jest praktycznie całe życie. Wtedy możliwe są takie osiągnięcia i łamanie barier. To wymaga wielkiej odwagi, samozaparcia i konsekwencji. Dlatego między innymi tak mnie bawi jak gość, który poszedł sobie pojeździć na rowerze po lesie mówi, że "był na treningu". Pozdrowienia1 punkt
-
Nie czytałem siwz, tak tylko kliknąłem. Zauważyłem tylko niska prędkość , do 2,5 m /sek, a to parametr kanapy niewyprzęganej. Co sie tyczy kościoła, widocznie dla inwestora jest to zadanie znaczące skoro ujął to w programie. No i oceniający projekt także to widział, i przeszło.Trochę nie pasuje do sportu i rekreacji, ale nie mnie to oceniać. Z pewnością chodzi o uatrakcyjnienie gminy i tak to zostało opisane i uzasadnione. A może tam coś w tym kościele jest szczególnego co może być atrakcyjne? Tego nie wiem. Samorządy często upychają jakieś swoje potrzeby do dotowanych projektów budowy, rozbudowy, rewitalizacji. Klasycznym przykładem jest choćby trasa Green Velo gdzie w niektórych gminach wyznaczono ją ewidentnie pod potrzeby lokalnej ludności, poprawiając dojazd do pól czy w ogóle dojazd w danej miejscowości. Wyznaczone trasy nie mają nic wspólnego z jakimiś atrakcjami turystycznymi czy widokowymi. Takie mam spostrzeżenia po jego przejechaniu.1 punkt
-
Kanapa niewyprzęgana. Niestety w dokumentacji przetargowej, która jest online nie widzę załącznika nr 1 do SIWZ, który zawiera projekty, więc dokładnie byśmy wiedzieli, czy pokrywa się to z tym stokiem wskazanym przez @pawelb91 , ale jak szukałem na google maps to też zakładałem, że to raczej ten stok. Ciekawe jest to, że w ramach tego projektu - jako jego nierozerwalna część - ma być zadanie pt. rewitalizacja zabytkowego kościoła. O ile rewitalizacje jakiegoś tam hotelu, który w ten projekt jest wrzucony rozumiem, o tyle nie bardzo rozumiem nierozerwalność z remontem kościoła. I żeby nie było, że jestem tu jakimś walczącym antyklerykałem - po prostu coś mi się wydaje, że przy okazji jakiś unijnych dofinansowań, próbuje się wrzucić w tą inwestycję coś więcej...1 punkt
-
Kiedyś biwakowalismy w okolicy Rilskiego Monastyru. Obok biwakowala para Niemców, po pięćdziesiątce. Rano para wstała i przystąpiła do mycia w strumyku przy wodospadzie. To byli chyba naturysci bo na golasa wlezli do wody pod wodospad. Woda w strumieniu była okropnie zimna, nie mniej jednak na Niemca chyba nie działała, bo worek zamiast mu się skurczyc wisiał do pół uda! Na piersi pani towarzyszacej tez nie dzialala, wisialy. Ja nie odważyłem się myć w tak zimnej wodzie, po prostu zęby lupaly, a palce u rąk kostnialy. No ale okolica piękna, dzika i zielona. A powietrze jakie tam było. ....1 punkt







