Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      12

    • Liczba zawartości

      7 223


  2. Ziemowit

    Ziemowit

    Użytkownik forum


    • Punkty

      4

    • Liczba zawartości

      1 785


  3. Cosworth240

    Cosworth240

    Użytkownik forum


    • Punkty

      3

    • Liczba zawartości

      1 795


  4. surfing

    surfing

    Użytkownik forum


    • Punkty

      3

    • Liczba zawartości

      4 038


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 06.08.2020 uwzględniając wszystkie działy

  1. Chyba nie ma takiego tematu a myślę, że warto byłoby założyć. Chodzi mi po głowie miejsce na forum, gdzie możnaby wrzucać znalezione w internecie informacje na temat zarówno krajowych jak i zagranicznych obostrzeń i zakazów, które mogą pokrzyżować nasze plany turystyczne. Zacznę może od tego, że w niektórych powiatach w Polsce już 8 Sierpnia wracają surowe obostrzenia i zakazy. Dzisiejsza wypowiedź ministra dotycząca powiatów zaznaczonych na czerwono: W powiatach żółtych dodatkowe obostrzenia również zostaną wprowadzone, ale będą trochę łagodniejsze. Mapka:
    4 punkty
  2. Podczas TdF, czy jakiegokolwiek dużego wyścigu w TV - jeżeli jedzie peleton i w jakimś mieście jest meta, lotna premia, pokazywane są zabytki z helikoptera itp., to nie jest to za darmo. Miasta płacą za promocję, bo przecież wyścig musi się zbilansować. Muszą być pieniądze żeby gdzieś przejechał peleton. To, że Jaroński z Wyrzykowskim pięknie opowiadali o zabytkach nad Loarą pokazywanych w TV - z góry wiadomo, które będą pokazane i komentatorzy mają je opisane w książce wyścigu.
    3 punkty
  3. Odkąd trochę bardziej interesuje się kolarstwem i regularnie zacząłem oglądać także TDP i ten "słynny" finisz w Katowicach, to miałem nieodparte wrażenie, że to kiedyś się po prostu źle skończy. Miałem też wrażenie, że fakt prędkości osiąganej na finałowej prostej, był mocno nakręcony i podkreślany w mediach i że to jakoś też nakręcało sponsorów i organizatorów, żeby zrobić z tego trochę stały punkt programu. Nie mam przy tym wątpliwości, że kolarstwo to generalnie niebezpieczny sport, a na sprinterskim finiszu często zdarzają się groźne kraksy, ale jednak przy prędkościach przekraczających 80 km/h wiadomo, że skutki kraksy mogą być inne niż gry jadą ze 20 kilometrów na godzinę wolniej. Mam nadzieję, że wszyscy którzy ucierpieli wrócą do zdrowia, natomiast ciekawy jestem, czy za rok zobaczymy tak samo skonfigurowany finisz w Katowicach, jako punkt przyszłorocznego wyścigu...
    3 punkty
  4. TdP 2020 Siemianowice - Bytków ucieczka miała już ponad minute orzewagi Parę fotek Pozdrawiam mirekn
    2 punkty
  5. Nikt nie kwestionuje, że wyścig musi na siebie zarobić. No ale jakoś mało mnie obchodzi jego finansowanie przez spasionych góroli dla których kręci się wokół ich przybytku jak g.no w przeręblu. Można trochę ale bez przesady. Kraków to samo. Wielu by klaskało gdyby choć raz kończył się pod ZOO w scenerii Lasku Wolskiego z fajnym podjazdem. Może nawet w scenerii szpaleru kibiców przy trasie. No ale po co jak trzeba zrobić to samo po raz 15-ty. Nie sadzę też by Lang zbiedniał gdyby chciał zrobić metę na Przehybie. Małopolski Wyścig Górski też ma koszty a udało się tam zafiniszować. A przecież w Sączu bywali i dostawali nie małą kasę. TdP brakuje rozciągnięcia, brakuje górskiej iskry bo ciągle szlajają się po tych Podhalańskich pagórkach. Nawet techicznie nie chcą czegoś zmienić. Przykład to przez lata ten sam kierunek premii na Głodówce. Mogli by się dogadać ze Słowakami by tylko liznąć bardzo ciekawy i piękny podjazd u nich za Łapszanką. Są w tym roku pewne nowości i oby w kolejnych latach było podobnie. Byś może to wieloletnie narzekanie na oklepane trasy w końcu tam dotrze do kogo trzeba.
    2 punkty
  6. Michał Gołaś podsumował to z punktu widzenia aktywnego zawodowca. https://www.onet.pl/sport/przeglad-sportowy/tour-de-pologne-michal-golas-po-wypadku-w-katowicach/51ex47l,5e4c2379 można się zgadzać lub nie ale niestety tak to wygląda. Myślę że organizacja na poziomie nieodbiegającym od innych protourów. Tragedia świetnych kolarzy. Również tego sprawcy. Hejt nieprawdopodobny na niego się zwala .Jego wina wydaje się niepodważalna, ale wszystko wydarzyło się w mgnieniu oka a u niego jak u zawodowca włączył się "automatyzm". Za chwilę szaleństwa zapłaci prawdopodobnie całym życiem! Kolarstwo zawodowe to ... trudny , super niebezpieczny ...zawód.
    2 punkty
  7. Rano, ze szpitala dobre wieści - chłopak prawdopodobnie przeżyje. Bardzo dobry głos, w sumie podzielający moją opinię...nie tylko Sprinter Jumbo jest odpowiedzialny za ten wypadek, organizatorzy, którzy umiejscowili ten finisz z górki również. https://m.sportowefakty.wp.pl/kolarstwo/893814/kolarstwo-stanowczy-glos-ws-kraksy-na-tour-de-pologne-nie-tylko-groenewegen-jest
    2 punkty
  8. Wakacje, wakacje...gdzie tu było się wybrać w czasach tak niepewnych, zawirusowanych? Oczywiście - w Tatry! Buty, rowery zapakowane i co? I dwa tygodnie w Zakopanym Taka baza wypadowa w różnych kierunkach... a na początek? Krywań 2495 m npm - święta góra Słowaków...dlaczego? Na to pytanie Wam nie odpowiem, ale liczę na komentarze do niniejszego wątku. W zeszłym roku @tanova była i nawet nie zrobiła relacji...no to, my postanowiliśmy być i zrobić Oczywiście żart - dziękuję Magda za wskazówki, do do szlaku. Jak było? Było słonecznie, był ostry cień mgły...a na koniec zlała nas burza 😮 Zdjęć jest dużo...50siąt! 😮 Więc nie zwlekając, bo i się piwo kończy zaczynam fotorelację. Nim ona...to ciekawostka - strava i mi i Pauli pokazała zupełnie inne wskazania co do kilometrażu szlaku, wysokości a nawet czasu. Przyjmę więc, że zrobiliśmy dzisiaj 22 kilometry oraz ok 1300 metrów przewyższenia, w czasie - cały dzień. Startujemy ze Strbskiego Plesa. szlakiem czerwonym, potem niebieskim - powrót tą samą drogą. Piękny hotel... Na początku dnia, taki oto widok... Hotel numer 2: I jeziorko w ww miejscowości - dość kultowy widok podobno. Skocznia narciarska: I tutejszy ośrodek narciarski - wygląda zachęcająco Paula na trasie I sam szlak...gdzieś po lewo nasz cel! Zbliżenie: Na skocznie też Humory dopisują! Blue turist Mijamy potok... Źródełko: I kolejne, pełne czystej wody miejsce... Idziemy sobie w góry, po drodze przegryzając polskie bułki z szynką z nogi Przerwę mamy pod dachem wówczas, gdy szlaki są jeszcze tą samą drogą. Zaraz za wiatami się rozchodzą. Z tego miejsca na szczyt mamy ponad 3 godziny. Paula śmiga w kosodrzewinie Powoli wychodzimy w miejsce z którego coś widać przed nami... ...a na dole? A na dole, pewnie Ludzie nie mają urlopu tak jak my Palulsen Widok w stronę Tatr Zachodnich...tak, tak - tam byliśmy! "Mały Krywań", a na drugim planie cel - Krywań! Widoki robią się kosmiczne 😮 Ostry cień mgły jest coraz bardziej zaawansowany Kwiatuszki... Czyżby Sasanka? Robi się coraz bardziej bajkowo... Chmura po lewej, chmura po prawej... w zasadzie, to chmury sobie pomykały dzisiaj przez nasz szlak w najlepsze! Kolejne charakterystyczne miejsce... Zostało nam do szczytu godzina i piętnaście minut! Idziemy i w odróżnieniu do polskich szlaków, turystów niewielu! Dobrze oznaczony trakt. A co tam na dole? Przepaść... Jeszcze troszkę wspinaczki na "łapanych skałach"...i jesteśmy na miejscu! Na szczycie Krywania 2495 m npm, inne źródła 2492 m npm. Widoki? Proszę... wyczekana chwila z prześwitem w chmurach. Zaraz za głównym wierzchołkiem miejsce pamięci? Takich jak my, na samej górze było sporo...jednak każdy zwlekał z zejściem licząc na lepsze widoki... Marboru i Paula - foto pamiątkowe! ...i nie widać, że je banana Bez nas: Potęga gór - foto w bieli i czerni: Schodzimy... ...schodzę! Paula w odwrocie: Gdzieś na dole jest nasz samochód... Chmur trochę jest, ale jeszcze nie przeczuwamy, że zostaniemy zlani przez ulewny deszcz... Wspólne zdjęcie dzięki uprzejmości włóczykijów z Polski. Mimo, że jesteśmy sporo niżej, szczyt Krywania nadal w chmurze. ...ot sobie przycapnąłem... I jest!!! Idzie na nas 😮 Deszcz i burza... Zbiegamy jak najszybciej. Żegnamy tatrzańskie klimaty. Do auta i Strbskiego wracamy, mimo kurtek przeciwdeszczowych, zlani co suchej nitki. Zimno i do domu daleko... Mimo tego, szczęśliwi!!! To był bardzo udany dzień i początek naszego urlopu Pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula
    1 punkt
  9. Kolejny kolos z "Turystycznej Korony Tatr" zdobyty! Sławkowski Szczyt 2453 m npm. Sam szlak w przeważającej części nie jest ciekawy...ale od połowy robi się coraz lepiej widokowo. Choć jest cały czas pion i dłuży się i dłuży, to przy pięknej pogodzie jaką mieliśmy dzisiaj, można się zachwycić otaczającą przyrodą 😮 Łomnica dzisiaj strasznie pozowała... Gerlach wyłonił się zza chmur... całość poprzedniej naszej wędrówki - szczyt, przełęcz, dolina, widoczne z góry - jak na dłoni. Było w sumie ok 18 kilometrów wędrówki, która raczej nie jest wymagająca. Choć pniemy się praktycznie cały czas ku niebu, to trudności technicznych na drodze nie ma żadnych! Łatwa góra, długi marsz. Ruszyliśmy ze Starego Smokowca szlakiem niebieskim i takim wróciliśmy. Na Sławkowski prowadzi jeden oznaczony trakt. Podobno nasza dzisiejsza góra, to taki słowacki Giewont...no i w sumie się nie dziwię, choć okolica moim zdaniem dużo ładniejsza niż w okolicy, naszego, kultowego, rycerza. Zapraszam do fotorelacji Początek wędrówki mamy z miasteczka, a za Willą Ilona wyłania się cel naszej wędrówki (szczytu nie widać, widać czołowe zbocze): W początkowej fazie idzie się przez wymierający las. Z tarasu widokowego, który znajduje się na skraju lasu widać piękny wodospad. Łomnica była dzisiaj czadowa! Pozowała do zdjęć Paula napotkała mini jaskinię A potem poczuła się jak królowa życia 😮 marboru + Łomnica...jaki jest mianownik? Narty! Karateka na szlaku, uwaga! Niebieski szlak w wielu miejscach jest słabo oznaczony, trzeba się pilnować by z niego nie zboczyć. Poniżej akurat trafiła się niebieska strzałka. Szczyt TŁ i górna stacja kolejki linowej: Jest i wagonik! Paula...w sumie też narciarka A na dole sobie płynie potok - kilka dni temu szliśmy przy nim. I jest właściwy cel naszej wędrówki...uwaga, pokazuję! Sławkowski Szczyt 2453 m npm. I w całej okazałości kopuła szczytowa: Widoki... I zbliżenie na Górę z powyższego zdjęcia... ...czy ktoś może wie, co to za szczyt? Uwielbiam te kwiatki i ich kolor! I przemy do przodu w pobliżu Sławkowskiego Nosa... No i co? Jesteśmy na szczycie!!! Teraz będzie dużo zdjęć Zbliżenie numer jeden... Mała Wysoka na moje oko - szczyt, który zdobyliśmy trzy dni temu. Zbójnicka Chata i okoliczne jeziorka - tu też byliśmy te kilka dób temu... Napis na Krzyżu, który jest zwieńczeniem szczytu Sławkowskiego: Gerlach 😮 Piękny skurczybyk!!! W szerszej perspektywie z Małą Wysoką. Zdobywcy Od lewej: mucha, Paula, marboru: I jeszcze raz, by nie było wątpliwości, że na górę wszedłem I co? Zachwycamy się dalej... Naklejona w fotoszopie Paula I ja...ale jak tu się nie wkleić w takie otoczenie? Trochę się zrobiło tłocznie... Łomnica zaczęła się okrywać puchem z chmur... ...to zaczęliśmy schodzić A na zejściu - pierwsze w naszym życiu spotkanie z Kozicą w Tatrach 😮 I monotonnie i długo w dół... Warto było się wybrać na Sławka. Mimo, że jest łatwy, kopulasty, a sam szlak dość nudny, to przy pięknej pogodzie...sami widzicie. Jutro jeśli pogoda dopisze, również idziemy w Góry! Czołówkę najwyższych szczytów z Turystycznej Korony Tatr mamy już za sobą...jutro jeśli wszystko zagra - atakujemy następny cel. Pozdrowienia serdeczne marboru i Paula
    1 punkt
  10. Błękity, zielenie, skały, woda i szczyty gór. Ostatni dzień naszej wędrówki po Tatrach w tegoroczny urlop, był pełen słońca i niby tych samych, tatrzańskich, a jakże odmiennych klimatów. Patrzył na nas dzisiaj Krywań, Szatan, Rysy... Wysoka - tatrzańskie giganty...a my? A my cichutko, powoli, nie śpiesząc się, kończyliśmy naszą przygodę z górami...ale wrócimy - jeszcze wiele szlaków przed nami... Dzisiejszą wędrówkę rozpoczynamy szlakiem czerwonym ze Strbskiego Plesa - to ten sam, który od słowackiej strony prowadzi na Rysy. Turystów było sporo (piękna pogoda) ale nie było zatrzęsienia...a po rozłące szlaku koprowego, z rysowym było już całkiem fajnie Narty, wiadomo i zjazdowe, i te do skoków w SP A w oddali Krywań...tak, jakby pilnował tutejszych stoków Początek szlaku... Rozpoznajecie poniższe, tatrzańskie giganty? I tak jakby naszym oczom ukazał się słowacki Matterhorn 😮 Paula dzisiaj jest słodką mandarynką, czy może kwaśną pomarańczą? Tak, tak... to Poprad!!! W dzisiejszej, naszej dolinie są jego źródła. Hincov Potok: Baszty i Szatan... 😮 Wchodzimy do góry i nagle ukazuje się nam, taka oto panorama W centralnej części nasz cel... ...a nieco po prawej od środka, na moje oko Przełęcz pod Chłopkiem? Szersza perspektywa i na moje oko Mięguszowiecki Szczyt Wielki 2438 m npm. Ale my dzisiaj na Koperka idziemy... Piękny jest z oddali!!!! Docieramy nad spektakularne Wielkie Hinczowskie Jezioro. Fantastyczne miejsce! Idziemy dalej i kolejne "błękitne oko"...w tle Szatan... trzeba się strzec 😮 Szatan, to prawie to samo, co Boruta przecież Małe Hinczowskie Jezioro z bliska: A w oddali?... Ciągniemy na szczyt. Tutaj, jak pod każdym zwieńczeniem góry robi się trochę więcej ludzi. Widok w stronę Tatr Zachodnich...po lewej, w głębi - Krywań. Jesteśmy! Kolejny tatrzański cel zdobyty!!! Koprowy Wierch 2366 m npm. Widoki? Proszę... Wspomniany Krywań w tle... Temnosmrecinskie jeziora: Przepiękne błękitne plamy niemalże dookoła 😮 ...w drodze, fociliśmy przy poniższej wodzie: Można się zakochać! Przycupnięta Szersza perspektywa z "oszukanym" przedszczytem Koprowego Schodzimy... Ponownie Baszty i Szatan... ...to i kozioł się w skałach schował Robimy przerwę i tarzamy się na trawie korzystając z resztek urlopu Cudnie jest... Paula mówi, że pocztówkowo... ja twierdzę, że trochę morza w tych górach i zapach kwiatów! Ostatnie fotki... Sielanka Pożegnanie z górami... Docieramy do Schronisk, hoteli, restauracji i Popradzkiego Jeziora. Kończymy naszą wędrówkę na zielonym zygzaki, to szlak na Rysy: Z pewnością kiedyś wrócimy w to miejsce Tym czasem... koniec naszych tatrzańskich przygód w te wakacje. Wszystko co dobre, szybko się kończy Podsumowując szlak na Koprowy Wierch, możemy powiedzieć, że jest on łatwy i przepiękny! Zrobiliśmy dzisiaj na nogach ok 20 kilometrów. PS. Nogi trochę bolo... Pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula
    1 punkt
  11. Czytałem cały ten wywiad w oryginale. Typowe mędrkowanie post factum. Jeszcze raz wracając do odpowiedzialności organizatorów - po pierwsze takimi metalowymi barierkami zabezpieczane jest 90% finiszów wyścigów kolarskich. Naprawdę polecam pooglądać jak wygląda zabezpieczenie tras, nawet w Wielkich Tourach. Notabene przypominam, że finisz w tym miejscu jest od około 10 lat i nic się do tej pory nie stało. Co więcej, bezpośrednią przyczyną tego wypadku nie jest uderzenie w barierkę, za wąska trasa, zła nawierzchnia czy inne zaniedbanie ze strony organizatorów, tylko (celowe, bądź nie) zepchnięcie zawodnika z trasy. Pomyśl co by się stało gdyby do takiej sytuacji doszło np. na jednym ze zjazdów z alpejskich przełęczy. Co do barierek - ciężko wyrokować, czy w tym konkretnym przypadku inne barierki jakkolwiek by pomogły - gdyby były sztywniejsze, możliwe, że pochłonęłyby mniej energii; gdyby zawodnik został na trasie, mógłby zostać uderzony przez innych pędzących kolarzy. Możliwe, że fakt, że się przewróciły i pochłonęły część energii, uratował mu życie - poza obrębem twarzy, zawodnik nie ma żadnych złamań. Można wprowadzić np. dmuchane bariery na finiszach, ale co z wypadkami "na trasie" - nie da się (również finansowo) w 100% zabezpieczyć całych tras wieloetapowych wyścigów kolarskich. W tym momencie to jest wszystko tylko gdybaniem... Po drugie - TdP to nie jest wyścig o puchar burmistrza Pierdziszewa Dolnego, tylko najwyższa klasa rozgrywkowa UCI. Zarówno profil trasy, jak i zabezpieczenia musiały być zaakceptowane przez UCI, ergo spełniały normy panujące powszechnie w światowym kolarstwie. Dlatego moim zdaniem ciężko mówić tu o winie organizatorów TdP. Oczywiście, zdarzenie to może być przyczynkiem do dyskusji nt. ogólnej poprawy bezpieczeństwa w kolarstwie zawodowym, ale ryzyka nie da się wyeliminować do zera, tak więc tego typu sytuacje będą się zdarzać (szczególnie jeżeli będą prowokowane przez samych zawodników). Dlaczego jest nie na miejscu? I jedno i drugie, to bardzo niebezpieczny sport, w którym zawodnicy mierzą się ze śmiercią. W przeciągu ostatnich 6 lat w Formule 1 zginął Jules Bianchi, a w zeszłym roku w Formule 2 zginął Antoine Hubert. I to wszystko pomimo karbonowych monokoków, systemów HANS i HALO, bolidów przechodzących testy zderzeniowe itd. Po prostu wszystkich sytuacji nie da się przewidzieć, a prawdopodobieństwo śmierci w sporcie (szczególnie ekstremalnym) zawsze będzie niezerowe.
    1 punkt
  12. Dyskusja co najmniej taka sama jak po wypadku na zjeżdzie Annemiek Van Vleuten na Olimpiadzie. Jakież to było oburzenie na charakter trasy a potem widzi się top zjazdy w Alpach gdzie cisną nad przepaściami i słynnymi murkami, zaparkowanymi samochodami 100km/h albo i lepiej. Przy sporo mniejszej prędkości paskudny wypadek Richie'ego Porte na TdF https://www.youtube.com/watch?v=IbaXDRfwYaM. Po płaskim dają radę cisnąć 50-ką a jak wstają na finiszu to spokojnie taki Sagan wyciągnie pod 70-kę. Mają robić finisze pod 5% wzniesienia? Tu jest taki prosty przykład z finiszu z Giro https://www.youtube.com/watch?v=j9QFe77z_1Y i czołówka bynajmniej nie jedzie 50km/h. To są zawodowcy, to jest ich praca i chleb powszedni. Dużo bardziej ryzykują w ruchu otwartym podczas treningów. Konkretny przykład dał @laryzbyszko Ten zjazd to było tańczenie na linie z minimalną granicą na błąd. Pal licho Kwiatkowskiego bo jechał pierwszy ale reszta co go goniła na tym wirażu 2 km przed metą na śliskim asfalcie to mistrzostwo. Gdyby się nie udało jeden z drugim co najmniej połamany leży na OIOM-e. Co sobie o tym myśleć https://www.youtube.com/watch?v=hRM3bFXlyNk? Mają wycofywać wozy techniczne na zjazdach? Lang kiedyś obiecał jak wyprowadzali się z Karkonoszy, że będzie rotacja od Bieszczad po Karkonosze właśnie. Tyko, że koszty rosną i mało gmin jest w stanie przeznaczyć swoje i tak skromne fundusze by gościć wyścig. W kilku ciekawych miejscach nie było to technicznie możliwe. Dopiero nie dawno położyli nowy asfalt na najwyższej w Beskidach przeł Krowiarki. Wcześniej tam była drogowa katastrofa. Można by wytyczyć metę na górze Żar, można zrobić metę na Przehybie ale kto za to zapłaci?
    1 punkt
  13. Nie do końca się z Tobą zgadzam - jeśli chodzi o same warunki trasy, czyli zrobienie finiszu na tzw. "false flat", to nie widzę w tym nic złego - to jest kolarstwo zawodowe - wiąże się z ryzykiem jak praktycznie każdy sport uprawiany wyczynowo. Gdzie, jak nie w zawodowych wyścigach elity UCI World Tour mamy oglądać potencjalnie najtrudniejsze i najniebezpieczniejsze odcinki tras? To tak jakby ktoś się czepiał, że na torze Formuły 1 proste są za długie i kierowcy rozwijają zbyt dużą prędkość. Nie wiem czy oglądałeś kiedyś jakiekolwiek inne wyścigi kolarskie, ale proponuję obejrzeć np. finisz mistrzostw świata w Ponferradzie z 2014 roku, gdzie tuż przed końcem trasy mieliśmy hardcorowy zjazd, gdzie kolarze jechali prawie 90 km/h, asfalt był mokry, a trasa była mniej więcej szerokości tej w Katowicach. W wielu miejscach jedynym zabezpieczeniem były bariery armco, które są skuteczne w przypadku samochodów, ale w przypadku wypadków motocyklistów, czy rowerzystów działają jak gilotyna. Wystarczył jeden poślizg, jedno głupie zajechanie drogi i tragedia gotowa. Zawodowe kolarstwo szosowe to śmiertelnie niebezpieczny sport - dziwne, że dopiero teraz otwierają się na to ludziom oczy... Prawda jest taka, że bezpośrednią przyczyną wypadku nie jest zaniedbanie organizatorów, tylko skandaliczne zachowanie jednego z zawodników. Jeśli chodzi o zabezpieczenie trasy. Czy było za wąsko? W telewizji wyglądało to na kolarski standard. Czy inne barierki wytrzymałyby uderzenie kolarza i zatrzymały go wewnątrz trasy? Może tak, może nie. Nie zapominajmy, że oni jechali ponad 80 km/h - ciężko zabiezpieczyć trasę, żeby przy takiej prędkości nic się nie stało. Zresztą barierki wyglądały zupełnie standardowo. Tak naprawdę jedyne niedopatrzenie, to fakt linii tramwajowej tuż za barierkami oraz porozrzucane na niej betonowe bloki. Natomiast z tego co widziałem na filmikach, to raczej nie miało to wpływu na obrażenia zawodnika w tym konkretnym przypadku. Z ciekawości poczytałem sobie jeszcze zagraniczne (anglo- i niemieckojęzyczne) fora kolarskie. Nikt nie czepiał się organizatorów - wszyscy piszą o skandalicznym zachowaniu holenderskiego zawodnika. Jeśli chodzi o część dotyczącą widoków, to w 100% się z Tobą zgadzam. W Polsce jest tyle pięknych terenów, gdzie tego typu wyścig mógłby się odbyć, że organizacja etapów w Aglomeracji Śląskiej wydaje się być dziwnym pomysłem. Podhale, Bieszczady, okolice Karkonoszy i Gór Izerskich, a z terenów bardziej płaskich np. Pojezierze Wielkopolskie, Pomorze, czy Suwalszczyzna. No, ale jak już ktoś wspomniał - aglomeracje dają kasę na sponsoring imprezy, a to liczy się bardziej niż cokolwiek innego...
    1 punkt
  14. Rano gadałem z Kolegą, który jest blisko Touru...i to co piszesz się potwierdza. Wyścig jest tam gdzie samorządy dają kasę... Dla okolicznych mieszkańców, w tym dla Ciebie nie wątpię, że jest to fajna impreza i przeżycie. Natomiast, na Świecie, przy okazji wieloetapowych imprez - wykorzystuje się je przede wszystkim do promocji turystycznej kraju i poszczególnych miejsc, regionów. Widzów przed ekranem telewizorów jest znacznie więcej, wyścigi oglądają ludzie z innych krajów... Piękne pocztówki, krajobrazy, zabytki, góry - to się promuje. A nawet jeśli są miasta, to z reguły również te turystycznie atrakcyjne, pełne zabytków. A u nas? Żal było patrzeć rok temu, żal w tym roku Familoki, wielka płyta i zdewastowane sklepy przy ulicach Dramat. W Polsce jest tyle pięknych miejsc Jedyny plus za wczorajszy etap, to premia w Ogrodzieńcu. Cóż? Mamona rządzi tym nic więcej... ...a ekscytacja organizatora przed ukończeniem etapu (czy pobiją prędkość z przed roku?), w kontekście tego co się stało potem? To zakrawa na dramatyczną tragifarsę. @christof cieszę się, że podzielasz moją opinię i zamieściłeś swój wpis, który jest potwierdzony doświadczeniem organizacyjnym. Brawo! Pan Lang, miły, uprzejmy...i niestety kompletnie nieodpowiedzialny @surfing mylisz się, etapy górskie są dla peletonu dużo bardziej bezpieczne. Przepraszam i z całych szacunkiem, ale Twój wpis jest bez sensu.
    1 punkt
  15. Pracowałem przy TDP kiedy drugie miejsce zajął Zenon Jaskóła (1997). Nie było wtedy finiszu w Katowicach ale te które oglądałem z najbliższej odległości przerażały. Odkąd meta jest w Katowicach co roku pan dyrektor z zachwytem opowiada o niej, co roku powtarzając z satysfakcją jak wyjątkowa jest końcówka i jakie tam ogromne prędkości rozwijają... a mnie co roku aż ciarki przechodzą gdy słyszę te słowa od dyrektora wyścigu i byłego kolarza. Bardzo lubię i szanuje pana Langa, podczas pracy można było z nim na luzie pogadać itd. ale ta meta prosiła się o problemy od lat.
    1 punkt
  16. Nie widziałem czegoś takiego w mojej okolicy, a jeżdżę dużo wśród pól na rowerze, czyli można przypuszczać że jest z tym sporo problemów. Zacznij od uzyskania warunków przyłączenia dla mocy 50 kW (mikroinstalacja).
    1 punkt
  17. Pewnie, zlikwidować zaraz etapy górskie przecież tam są niebezpieczne szybkie zjazdy i zakręty. Na początek proponuję mandat za przekroczenie 25km/h Przyszłość kolarstwa w trosce o bezpieczeństwo Groenewegen powinien być dożywotnio zdyskwalifikowany i sądzony za usiłowanie zabójstwa
    1 punkt
  18. Osoby fizyczne nie mogą sprzedawać wyprodukowanej energii. Przekazują prąd do sieci, a kiedy potrzebują – odbierają
    1 punkt
  19. Nie ma się co ekscytować, każdy rower, czy to MTB, czy to szosa z najwyższej półki kosztuje sporo. Sporo również tanieje jak zaczyna być rowerem używanym. Ceny nowych, fakt są odjechane.
    1 punkt
  20. Orla Perć - najtrudniejszy, tatrzański szlak pokonany przez nas w całości, wczoraj z Palenicy Białczańskiej przez Dolinę Pięciu Stawów Polskich. Jak było? Hardkorowo (łańcuchy, klamry, drabinki) i pięknie! Na początku fantastyczny wodospad Siklawica, Stawy Polskie, potem kosmiczne widoki, wspinanie po skałach, a na końcu nawet wyszła do nas Kozica zapozować do zdjęcia. Całość trasy zajęła nam 15 godzin, dostaliśmy nieźle w kość, ale wróciliśmy na dół szczęśliwi. Na trasie zaliczone: Zawrat (przełęcz) 2159 m npm Mały Kozi Wierch 2228 m npm Zmarzłe Czuby 2189 m npm Zmarzła Przełęcz 2123 m npm Kozia Przełęcz 2126 m npm Zamarła Turnia 2179 m npm Kozie Czuby 2263 m npm Kozia Przełęcz Wyżna 2240 m npm Kozi Wierch 2291 m npm Przełączka nad Buczynową Dolinką 2225 m npm Zadnia Sieczkowa Przełączka 2194 m npm Zadni Granat 2240 m npm Pośredni Granat 2234 m npm Skrajny Granat 2225 m npm Graniacka Przełęcz 2145 m npm Orla Baszta 2177 m npm Przełęcz Nowickiego 2105 m npm Wielka Buczynowa Turnia (przy szczycie) 2184 m npm Mała Buczynowa 2172 m npm Krzyżne (przełęcz) 2112 m npm Kultowe miejsce, jedno z najpiękniejszych miejsc w Polsce. I co?... ponad 80 zdjęć w fotorelacji 😮 Mapka wyprawy: I lecimy... Poranek: Zbliżamy się do siklawicy - piękne kwiaty dookoła! Wodospad: Marboru Paula Wielki Staw Polski: Nasz cel w oddali... Jaszczur Pewnie jakiś chroniony Ptaszydła się nie bał Cudnie!!! Tam idziemy... Potok: Widok w stronę Tatr Słowackich, na dole Czarny Staw Polski: Idziemy na Zawrat... w tle Świnica: Chwila przerwy: Wejście na Zawrat od Murowańca: Zawrat... ...widziany z góry: No to zaczynamy Orlą Perć: W oddali ludzie na Kościelcu (byliśmy ) No i się zaczyna... Zmarzły Staw Gąsienicowy: Łańcuchy... Na pionowej drabince: Któraś z Przełęczy... ZSG z bliska: Czerwony szlak... Paula wędrowniczka Kozi Wierch: Na szczycie... ...na Kozim jestem i ja Lecimy dalej... Coraz ciekawiej: Walka!!! Panorama: Kasprowy Wierch: Granaty: Gdzieś tam Rysy... Raz w górę, raz w dół Poleciał na Szpiglasową Przełęcz Orla z Granatu Skrajny: Na dole Zakopane Idziemy dalej... Oswojona z trudnościami Radość Potęga gór! Niczym w Dolomitach: Wspinamy się dalej... Kolejny szczyt zaliczony: Dolina 5 Stawów Polskich...również z widokiem na Siklawę Powoli kończymy szlak... Krzyżne: Schronisko w D5SP: Modelka na szlaku żółtym, na zejściu do D5SP: I jeszcze raz: Kończymy naszą wędrówkę... ...w bonusie kilka fotosów z GoPro 8 Czerwony, orli... Selfik Mały wspinacz I jeszcze raz Gdzieś na zejściu... Cudnie!!!! To miejsce ma jakąś nazwę? Osławiona drabinka... Klamerki Drabinka z oddali - kolejni wędrowcy na szlaku: Można godzinami patrzeć... Z cyklu marboru na trakcie I kolejne... Magicznie!!! Atak szczytowy I walczymy dalej... Dla takich widoków... ...i szczytów! Warto zmęczyć nogi!!! Miny, bomby...jak to było? Osławiony krok na Orlej... można obejść No to w górę... ...w bok... ...po czym znowu w górę ...zejście, wejście i tak bardzo długo i fajnie!!! Można się napatrzeć? Nie... Koniec Orlej Perci I co można by rzec w podsumowaniu tej wyprawy?... NOGI BOLO Pozdrawiamy marboru i Paula
    1 punkt
  21. Objechać szosą Tatry? Czemu nie! Kolejny z ambitnych celów, jakie przed sobą postawiliśmy razem z Paulą, na wakacjach, zrealizowany Na dodatek w gronie Przyjaciół: Grześka Mazura oraz @johnny_narciarz. 200 kilometrów, 2600 metrów przewyższeń, ale przede wszystkim boskie widoki i przygoda! Pogoda miała być bombowa i była...nawet trochę za bardzo - temperatura +32 stopnie, to nie jest dobre dla rowerzysty na rozgrzanym asfalcie... jazda pod silny wiatr? Również. Tak mieliśmy i daliśmy radę. Ile wypiliśmy wody i jak bardzo poszukiwaliśmy cienia w szczególności na ostatnich podjazdach? To pozostanie naszym wspomnieniem z wczoraj. Cała podróż zajęła nam praktycznie cały dzień. Wyjechaliśmy ok 8:30, a z powrotem byliśmy przed 20. Samej jazdy zanotowaliśmy 9 godzin, przerwy były głównie na uzupełnienie bidonów, jedzenie i zdjęcia. ...aha, na tym wyjeździe padł również pomysł (mój) by zmienić nazwę bloga na nieco bardziej wesołą i obrazującą, to co w naszym życiu pojawia się dosyć często. "Nogi bolo"... no bo bolą... Po nartach, po rowerze, po pieszych wędrówkach Od dzisiaj, mój blog na Skionline, będzie nosił taką nazwę Nie ma co mitrężyć - rozpoczynam fotorelację. Mapa naszej podróży oraz ukształtowanie terenu: Lider i zarazem najmocniejszy w naszym gronie Grzegorz Było kilka fragmentów w mocnym tempie, a i na kole trochę się człowiek powoził - w ekipie taki Gość, to skarb! Pierwszy, krótki postój na Łysej Polanie... co tam było ludzi, samochodów i permanentnego korka - masakra! Przekraczamy granicę: Pierwszy z widoków, który mnie urzekł: stara chata, nadszarpnięta czasem i wodą... Jedziemy! Kilka podjazdów i genialne zjazdy - aut na drodze niewiele, mijamy kilka par, które wybrały się również w podobną podróż jak my. Droga: Powoli wyłaniają się przed nami widoki. Większość zdjęć robię jadąc rowerem - cieszę się, że wyszły w miarę ostre nawet na zbliżeniach Wypas Pierwszy ośrodek narciarski, który mijamy. Kojarzycie? W Tatrzańskiej Łomnicy - urokliwy hotel Kukuczka: Sama TŁ na szczycie jeszcze w chmurce: Zbliżamy się do Starego Smokowca, w oddali rysuje się podejście na Sławkowski Szczyt: W SS uzupełniamy wodę, podjazd: Lecimy w stronę Strbskiego Plesa. Ten podjazd jest długi i wspinamy się grubo powyżej 1200 metrów npm. Widoki? Proszę... A później? Bardzo długi zjazd... ...tu prujemy jak szaleni! Maciek i Grzegorz osiągnęli prędkość powyżej 80 km/h 😮 My się trochę baliśmy aż tak szybko jechać rowerem na połatanym asfalcie. Gdy wyłoniły się przed nami Tatry Zachodnie... Za plecami pokazał się Krywań w pełnej okazałości 😮 Cudny!!! Jaka szkoda, że jak na nim byliśmy w zeszłym tygodniu, to nie mieliśmy takiej pogody. W takim miejscu trzeba było zrobić kilka zdjęć. Johnny i Paula: Marboru: I jeszcze raz, Zachodnie: Łagodnie zjeżdżamy dalej - przed nami gdzieś, zapewne, Chopok: Jesteśmy głodni i szukamy jakiegoś jedzenia - niestety bez powodzenia. Postanawiamy zjeść w okolicach Tatralandii...jak się później okaże, to tam właśnie jemy. Klimat mijanych miasteczek... Po przerwie lunchowej... pyszny makaron i dużo Coli jedziemy dalej, kierując się na przełęcz i najtrudniejszy podjazd dzisiejszego dnia. Za plecami zostawiamy takie krajobrazy: 😮 Zbliżamy się do trudnego podjazdu... Na nim mamy niezły wysiłek - nie dosyć, że pod górę jest mocno, to temperatura w słońcu, to chyba ze 40 stopni. Atakują nas też upierdliwe muchy i gzy...ehhh Daliśmy radę! Pięknie też przed nami... Mijamy bardzo fajne miejsce i kolejny ON... czy ktoś wie, co to za miejsce? Nikt z nas, rowerzystów na trasie, narciarsko, nie kojarzy. Zjazd, podjazd, zjazd, podjazd i zbliżamy się do Polski Kończymy dzień po prysznicu i wspólnej, pysznej kolacji i piwie Zakopiańczyk - polecam Ekipa, tuż po pokonaniu wyzwania: Pozdrawiam serdecznie marboru PS. Jutro kolejny dzień, po którym z pewnością nas "nogi zabolo" O tym napiszę wkrótce
    1 punkt
  22. Szosą na Gubałówkę? Czemu nie... a na deser? Podjazd do Kuźnic Tak, tak...były również przez chwilę Krupówki i można by rzec, że dzisiejsza rowerowa wyprawa, to wycieczka Dżesiki i Brajanka... Można by rzec... tylko... No właśnie! Na 60 kilometrach prawie kilometr wzniosu i? Nie było łatwo. Podjazd na Gubałówkę od Zębu jest długi, długo trzyma 8% i nie jest łatwo. Kuźnice, choć krótko również bystro! Na obydwóch podjazdach Paula zaliczyła wśród Dziewczyn na Stravie pierwszą 10siątkę czasów 😮 I tu pełne zaskoczenie, bo przecież nie śpieszyliśmy się i generalnie mieliśmy dzisiaj wycieczkę. A całość dzisiejszej wyprawy wyglądał tak: Początek, to podjazd pod Cyrhlę, a potem zjazd przez Murzasichle do Poronina. Tutaj Biały Dunajec: Cierpliwie czekając na fotoreportera Druga strona rzeki z mostu: I jedziemy! Po drodze mijamy stację narciarską "Suche": Mijamy też te mniejsze w Zębie...jedziemy jedziemy i mamy skrzyżowanie, gdzie możemy pojechać na Harędę bądź do naszego celu. Jedziemy w stronę Gubałówki. Asfalt dobrej jakości i jest tu kilka miejsc gdzie można odsapnąć. Generalnie bardzo fajnie i choć jedna taka góra przydała by się do trenowania pod Radomiem Jesteśmy na szczycie i tutaj mamy widok również na najbardziej komercyjną górę w Polsce, Giewont. Robimy przerwę... coffe ride... ...to jest i kawa! Teraz zagadka Na poniższym zdjęciu... która, to kawa męska, a która damska? A do kawy? Słodyczek Widok na Zakopane! n No i pamiątkowe zdjęcia po wjeździe marboru: Paula: Jedziemy, a w zasadzie idziemy dalej. Po drodze górna stacja kultowej kolejki, wagonika. Jest i nasza Dżesika Kościółek? Piękny! Górna stacja Szymoszkowej: Zjazd mamy w stronę Witowa...niestety musimy odbić na prawo, bo na naszej głównej drodze zwinęli asfalt. Nie żałujemy, bo trafiamy na wąską, piękną szosę i nieziemskie widoki. Tu zatrzymujemy się kilka razy na sesję Relaks... Po odpoczynku? Jazda! Widoki? Proszę Druga strona? Ottt Babia. Jadę w dół Jadę, jadę i kolejny malowniczy kościółek. Hallo, hallo... Pani chyba pomyliła kierunki? Piękny widok w stronę Tatr Zachodnich Zjazd... Zacieśniamy pętlę... Stacja narciarska w Witowie: I teraz mamy długi i płaski fragment drogi. Również pięknie Kluczymy po Zakopanym, łapiemy kilka metrów Krupówek i przed posiłkiem regeneracyjnym postanawiamy zaliczyć wjazd do Kuźnic. Brajanek Ja dzisiejszy dzień kolarski kończę żurkiem, Paula kwaśnicą Zasłużyliśmy! Ostatni widok na dzisiaj? Kasprowy Wierch i najbardziej komercyjna kolej w Polsce Było pięknie, rowerowo. Ten dzień zapamiętamy na długo Pozdrawiamy wszystkich marboru i Paula
    1 punkt
  23. Tour de Pologne... niecały rok temu mój start w wyścigu dla amatorów... i śmierć na etapie Właściwego Wyścigu... Bjorga Lambrechta 😕Pamiętamy!!!Kolarski dzień na kultowym podjeździe kolarskim... Ściana Płaczu, Ściana Bukowina! Mapka z dzisiejszej jazdy: Nim dojechaliśmy do celu naszego dzisiejszego dnia, po drodze śliczny Kościółek na Jaszczurówkach. Ściana Płaczu... początek najtrudniejszego fragmentu: Wkurzona, że trzeba było robić zdjęcia Ale jak tu nie zrobić sobie takiej pamiątki? Mam i ja... na wyścigu dla amatorów nie było czasu na takie fanaberie... Rzut oka na Garmina: ...i jedziemy! Ależ aparat wypłaszcza... powyżej widok na fragment 23% podjazdu. Dla Pauli dzisiaj to było wyzwanie...dla mnie drugi przejazd! Bjorg... Pamiętamy... [*] Minął niecały rok...a jakby wieczność... Fajna jazda była dzisiaj. Góry, to są góry... Paula dzielnie podjechała kultową trasę...ale paraliżują ją zjazdy. Z Gliczarowa...w pewnym momencie sprowadziła rower na pieszo...i dobrze, bo zjazdy są tu przerażające 😮 I po swoim zjeździe z niepokojem patrzyłem za plecy... ufff bezpiecznie dotarła na dół... Tarcze w naszych rowerach dostały mocno w kość. Jestem dumny ze swojej "Drugiej Połowy"! Jutro chyba powtórka Ściany Płaczu i polowanie na okna pogodowe... urlop trwa dalej. Kiedy kolejny trekking? Prawdopodobnie w niedzielę - czekamy na sprzyjające warunki. Pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula🚴‍♂️🚴‍♀️
    1 punkt
  24. By zobaczyć wiele, by wykonać kawał, dobrej, nikomu niepotrzebnej roboty...trzeba wstać wcześnie! My dzisiaj mieliśmy pobudkę przed 5 rano...no tak... urlop i można byłoby się wyspać A gdzie tam!? Na dodatek, zamiast pójść spać, to siedzę już dzień później - jest aktualnie kilka minut po północy, i piszę relację. Ale jak tu nie pisać? To był dla nas magiczny dzień. Dlaczego? Krótko opowiem, a potem pokażę... Szlak ze Starego Smokowca w stronę Domu Śląskiego na Grzebień Polski, potem na Małą Wysoką 2429 m npm (bodajże 4 szczyt z turystycznej korony Tatr), Rohatkę i zejście do punktu startu. Pogoda była wspaniała i zachwycił nas ten dzień, zachwyciły nas po raz??? No właśnie... który? Po prostu, góry... Tatry. Ponad to mieliśmy spotkanie ze śniegiem, futrzakiem i świetnymi ludźmi, których poznaliśmy na szlaku i razem wędrowaliśmy ...no ale może od początku! Mapa: ...tak sobie patrzę na zdjęcia i wcale nie są one po kolei - to dlatego, że były robione aparatem i kamerą. Przejdę może zatem do ich opisu, a jak będę miał chwilę, to chętnie dorzucę coś więcej i odpowiem na pytania W sumie tych fotek zrobiłem blisko 500... wybraliśmy z Paulą te, które najbardziej nam przypadły do gustu. Wodospad przy jeziorku i domu Śląskim: Velicka Kopa: Zresztą i jeziorko i wodospad mają podobne nazwy Z bliska: i wyżej potok, z którego wód robi się taka kaskada: Na drugim tle szczyt Małej Wysokiej: Sierściuch Paula na szlaku, po lewej w chmurze, zbocze Gerlacha. Klimat kosmiczny 😮 Gerlach dzisiaj się nam nie pokazał Za to takie dość ciekawe zdjęcie z jego ścian: Ciągnie "Wilka" do śniegu Walka z podejściem pod Grzebień Polski: Zmierzamy w stronę szczytu...a po drodze skałka przypominająca psa... Coś mam nie tak z wyobraźnią? No i na szczycie Widok w stronę Polski: Bez Pani Pauli W stronę Kopuli i doliny, którą będziemy schodzić do auta Zbliżenie w dół: marboru podziwia widok: ...i jeszcze bliżej na dół! Schodzimy i ukazuje nam się wierzchołek, na którym byliśmy jeszcze parę chwil temu: Idziemy teraz na przełęcz Rohatka. Jest ostro! Po drodze widok w stronę niebieskiego szlaku, którym można dojść w "nasze" miejsca od granicy na Łysej Polanie: Przeprawa przez jęzor śniegu - trzeba było uważać, ślisko! Fotka z poznanymi, super Ludźmi z Torunia: Piotrem i Iwoną: Paula walczy w szczytowej części podejścia na przełęcz: Marboru w kominie: Schodzimy w stronę Zbójnickiej Chaty: Sasanki? Chwila odpoczynku: Jaskółka: "Wodnik szuwarek" Sesterskie pleso i widok w stronę Tatrzańskiej Łomnicy: Prostredny hrot? Przy schronisku: Pięknie dookoła!!! 😮 Kilku chłopaków niosło zaopatrzenie do "Chaty": Studeny potok: marboru na początku wędrówki, przy Domu Śląskim: Gdzieś na szlaku... Czekając aż chmury zejdą z Gerlacha... Nie doczekałem się Na szczycie Małej Wysokiej... Szczęśliwi!!! Widoki nas dzisiaj oczarowały 😮 ...ale trzeba było wracać na dół! Kolejny cel? Slavkovski Stit 2452 m npm...ale wcześniej pewnie będą jakieś rowery Pozdrowienia serdeczne z pod samiuśkich Tater!!! marboru i Paula
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...