Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 11.05.2021 w Odpowiedzi
-
Forum narciarskie chyba umiera. Posty - rowery, kajaki, wiosna, a gdzie śnieg i narty. Nie chcę być ostatnim Mohikaninem. Mam cichą nadzieję, że jeszcze jacyś narciarze żyją i tego frymuśnego sezonu nie zakończyli, walcząc jeszcze gdzieś na licznych śnieżnych połaciach. Kolejny, drugi majowy weekend spędziliśmy z Anią w Karkonoszach, szwędając się ze Szklarskiej do Śnieżnych Kotłów. Mimo niesprzyjającej pogody, wysokiej temperatury, silnego wiatru, pełnego słońca, dzień w pełni udany i radosny. Powyżej Schroniska Pod Łabskim Szczytem śniegu nie brakuje. Śnieg mokry i miękki, niemniej jednak do podchodzenia i jazdy jak najbardziej okey. W okolicy Śnieżnych Kotłów więcej skiturujących i snowboardzistów z Czech jak z Polski. Żleby rozjeżdżone, śniegu w nich dużo. Na pierwszy ogień Szrenica, śniegu mało, bo tam słoneczna wystawa. Pierwsze śniadanie na Grzbiecie Śląskim z widokiem na schronisko (Szrenica) Największa niespodzianka, do tego bardzo miła, takiego narciarza spotkać to wielka rzadkość i w dodatku z równie doskonale ubranym psem... Spindleruv Mlyn i trasy na Svaty Petr jeszcze białe. Od czasu kiedy panuje nam miłościwy TMR byłem tam tylko raz i raczej nie zanosi się bym tam wrócił. A 10 - 30 lat temu to był mój ulubiony ośrodek narciarski w Sudetach... czasy się zmieniają RTON wygląda zawsze godnie i wyniośle, szkoda że to już nie schronisko (a już w 19 wieku można tu było nocować), nocleg w takim miejscu wart każdych pieniędzy, obłożenie gwarantowane na wiele miesięcy do przodu... Wielki Śnieżny Kocioł i nawisy typowe dla tego miejsca Wejście do Żlebu Ponad Skok Czesi sprawdzają Żleb Biały I po sprawdzeniu Po prawej stronie widać odnogi Żlebu Kryształowego Nawisy śnieżne w Małym Śnieżnym Kotle W strone Schroniska Pod Łabskim Szczytem Śnieżna pustynia jeszcze na dużym obszarze moje linie... Żleb Łabski Na ścianie da się jeszcze zjechać Kukułcze Skały Szrenica i jeszcze trochę zjazdów... na Puchatku w kilku miejscach jeszcze można trafić na łachy śniegu... Pozdrawiam.11 punktów
-
Wczoraj wieczorem wróciłam z przedłużonego weekendu, na którym było też trochę rowerowania nad Drawą i Korytnicą. W sobotę i w poniedziałek tylko krótkie wypady ze względu na brak czasu - cóż, praca zdalna bywa absorbująca. Ale w niedzielę udało się zaplanować nieco dłuższą trasę. We wcześniejszych planach było przejechanie w majówkę w dwa dni wzdłuż Drawy od Rezerwatu Doliny Pięciu Jezior, gdzie rzeka ma źródło aż do ujścia w okolicach Krzyża. Ale pogoda nie sprzyjała i przełożyliśmy plany na kiedy indziej. W ten weekend pogoda super, ale czasu tyle nie było. Sobota Krótka pętla na trasie Barnimie - Borowiec - Drawnik - Drawno - Podegrodzie - Barnimie - Dominikowo. Pogoda już słoneczna, ale jeszcze bardzo zimno i jazda w polarze i wiatrówce. Niecałe 23 km Pałacyk Lasów Państwowych w Borowcu: Biwak Drawnik Niedziela Celem niedzielnej wycieczki była elektrownia wodna Borowo, w której jeszcze nie byliśmy. Generalnie słabiej znamy tereny Puszczy Drawskiej, położone na północ od DK 10, pomimo, że są one w zasięgu rowerowym od nas z działki. Nasza trasa prowadziła niebieskim szlakiem z Dominikowa przez wieś Sieniawę do Drawna, a następnie doliną Drawy w górę rzeki do Rościna i Prostyni. Krótko przed Prostynią odbiliśmy w pieszy szlak zielony, który doprowadził nas przez poligon do Borowa. Powrót szlakami rowerowymi wytyczonymi przez gminę Kalisz Pomorski przez miejscowości Suchowo i Cybowo, a następnie jezioro Mąkowarskie i leśniczówkę Łowno z powrotem do Dominikowa. Trasa w większości terenowymi drogami, asfaltu było nie więcej niż 20%, więc tempo jazdy wolne, za to możliwość bliskiego obcowania z przyrodą, dużo urozmaiconych krajobrazów i mało cywilizacji, a i też nigdzie nam się nie śpieszyło. Drewniany mostek na północ od Drawna, gdzie rzeka bagienną deltą uchodzi do jeziora Grażyna Stąd zaczyna się bardzo malowniczy odcinek niebieskiego szlaku skrajem doliny Drawy, przez leśne tereny. Jest to szlak pieszy, a rzeźba terenu jest urozmaicona, ale rowerem mtb lub turystycznym spokojnie do przejechania. Od Rościna szlak odchodzi od rzeki i zaczynają się bardziej piaszczyste tereny. Pod jedną górę trzeba zsiąść z roweru i pchać w luźnym piachu prawie po kostki. Drugą taką piaskową górę będziemy mieli na szlaku rowerowym z Suchanowa do Cybowa. Trwająca susza niestety pogarsza przejezdność takich dróg. Drawa w Rościnie: Mostek na Mąkowarce (dopływ Drawy) Krótko za mostkiem opuszczamy pieszy szlak i odbijamy na rowerowy, poprowadzony szutrówką - zdecydowanie łatwiejszą do jazdy. Docieramy do linii kolejowej Stargard-Kalisz Pomorski, a następnie do drogi krajowej nr 10. Kilkaset metrów musimy pojechać bardzo ruchliwą krajówką bez pobocza. Tylko kilkaset metrów, ale zdążyły mnie dość mocno zestresować. Z ulgą odbijamy w boczną drogę do Prostyni. Nagrodą jest równiutki asfalt, praktycznie bez ruchu samochodowego. Drawa w Prostyni - na drugim zdjęciu widać w oddali dwa kajaki. To jedyni kajakarze, których spotkaliśmy po drodze przez wszystkie trzy dni. Tuż za Prostynią asfalt się kończy i przechodzi w starą, brukowaną drogę. Tablica informuje, że wjeżdżamy na teren poligonu. Jak to? Wstęp wzbroniony, a poprowadzono tutaj szlak turystyczny? Trochę to sprzeczne ze sobą. Postanawiamy jednak jechać, wychodząc z założenia, że jeśli będą jakieś manewry, to najwyżej nas zawrócą. Dojeżdżamy do zabytkowej, ponad stuletniej elektrowni w Borowie, która w zasadzie nie jest na samej Drawie, ale na kanale energetycznym, równoległym do koryta rzeki: Tutaj robimy sobie odpoczynek i kanapki. Dalej jedziemy żółtym szlakiem rowerowym do Suchanowa: Gdzieś na szlaku między Suchanowem, a Cybowem: Za Cybowem kierujemy się w stronę Jeziora Mąkowarskiego. Ponownie przekraczamy Mąkowarkę w pobliżu ruin starego, poniemieckiego młyna. Nie było chabrów na poligonie (nie ta pora), ale za to znaleźliśmy całe połacie kwitnącego barwinka koło młyna Jeszcze chwila relaksu nad jeziorem i kończymy wycieczkę. 51 km Poniedziałek Po południu wybraliśmy się z Darkiem na niedługą przejażdżkę - tym razem nie nad Drawę, lecz nad Korytnicę - drugą z pobliskich rzek. Jadąc leśnymi duktami odwiedziliśmy małą, śródleśną osadę Sówka - z polem biwakowym dla kajakarzy, a wróciliśmy bocznymi asfaltami przez Jaźwiny i Niemieńsko. Po drodze minęło nas może ze trzy samochody. 19 km. Pozdrawiam serdecznie9 punktów
-
Bóbr jest wyczesany! Wyczesany na maksa. Przy nim najmocniejsze marki naszych dolnośląskich rzek (czyli Odra i Barycz) jawią się jako stateczne i cóż tu gadać, nudne, nestorki. Od dawna chodzi mi po głowie aby przygotować autorski opis trasy rowerowej "blisko nurtu" Bobru. Bo zarówno część górska, podgórska jak i nizinna są po prostu świetne. Z jakiś tajemniczych, dla mnie, względów wzdłuż jego biegu jest multum jezior zaporowych, żwirowisk i piaskowni. Eksploatowanych i przekształconych w centra rekreacyjne. Do tego sporo tu klifów i bardzo fajnych budowli hydrotechnicznych. Tym razem w planie był fragment od Żagania do Podgórzyc. Tam chciałem przekroczyć brodem rzekę. To się nie udało, w 1/3 rekonesansowego przejścia uznałem, że nurt jest stanowczo za silny i zbyt głęboki na takie zabawy. Może innym razem... Na mapie zaznaczyłem czerwonymi kółkami tereny rekreacyjne (śliczne), niebieskie strzałeczki to urządzenia hydrotechniczne. Zdjęcia dadzą Wam pogląd jaki to piękny temat. W bonusie jest jeszcze taka fota: Świetne miejsce aby poćwiczyć podjazdy i zjazdy w piachu bo te "górki" były tu regularne. Pozdro Wiesiek5 punktów
-
Parę fotek z górnej Narwi (Bondary - Ploski) 1-4 maja 01 maja - Bondary Bondary Narew Trochę siatkówki na rzece Skit w Odrynkach "pustelnia" Skit z lotu ptaka w innej porze roku Przystań kajakowa we wsi Narew 02 maja - trochę suchego drewna na ognisko Deszcz i wiatr wciąż deszcz i wiatr Koniec pływania Zwyciężyły: zimno, deszcz i wiatr 03 maja Ploski - pod dachem w dawno opuszczonym ośrodku Ploski C.D. - biwak i suszarnia pod dachem 04 maja - Cerkiew w Puchłach Tam trzeba wrócić5 punktów
-
4 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
A ja nie mogę się doczekać kolejnych niedzieli. Nic mnie bardziej nie relaksuje przy przedpołudniowej kawie jak odgłos wszechobecnych krosów dochodzących z okolicznych górek....3 punkty
-
To nie kwestia talentu. Szosa to szatański wynalazek. Zresztą poza zawodami, służy tylko do wkurzania kierowców. Nie wiem jak można polubić taką jazdę między autami i w koszmarnie niewygodnej pozycji.2 punkty
-
I co z nia zrobie? Bede nosil przy plecaku? Dla mnie wartosc uzytkowa takiej szosy w karbonie jest podobna jak deskorolki z tesco. Mozna przejechac pare metrow po rownym asfalcie. Moze uda mi sie nawet nie wywalic. Usiasc sie nie da, dluzej jechac tez nie.2 punkty
-
2 punkty
-
Dziękuję. Co do wiosny - to tak jest, masz rację. Rzepak jeszcze nie kwitnie, a jest prawie połowa maja. Pojezierze Drawskie to wciąż tereny na tyle rozległe i na tyle oddalone od dużych miast, że nawet w sezonie nie ma tutaj dużo ludzi, a na rowery bardzo polecam. Jeszcze tylko takie uzupełnienie - szlaki w granicach Drawieńskiego Parku Narodowego są bardzo dobrze oznakowane, ale poza nim - to jest z tym słabo. Korzystaliśmy z aplikacji mapy.cz, bo bez tego byłoby ciężko się odnaleźć - znaki szlaków pieszych nie odmalowywane chyba od dwudziestu lat, żadnych tablic nie ma. Najgorzej chyba na poligonie. Trochę lepiej jest w gminie Kalisz Pomorski - tam bardziej dbają o oznakowanie, nawet na skrzyżowaniu leśnych dróg można spotkać drogowskazy z kilometrażem.2 punkty
-
Taki zwyczaj w siole jest co się "obchód" nazywa. Wiosna, jesień - dwa obchody. Zbieramy się rodzinami i robimy małą pętle wokół sioła tak ok 7km z zaliczeniem "naszej" góry czyli Zabawy - kiełbaska, wódeczka, ognisko i ....naliczyłem ok 25 motocyklistów. Mietek 5 h łazikowania przy ciągłym warczeniu - rowery w górach jak najbardziej tak, quady, motory, skutery - nie. W zimie dochodzi do takich paradoksów że skuterowcy w kosztach mają wliczony mandat a szlak Miziowa - Rysinka wygląda jak by ratrak przejechał - ubita nartostrada. A wracając do tematu - moim zdaniem pytanie jest źle skonstruowane - nie za i przeciw tylko w jakim celu i gdzie.2 punkty
-
Cześc A mnie w offroadzie nic nie niepokoi, dopóki są to porządnie zorganizowane zawody lub zdarzenia/spotkania w terenach do tego stworzonych lub dostosowanych - np. na poligonach, stare piaskownie, żwirownie itd. a nie upalanie gum gdzie popadnie przez jakichś wieśniaków. Pozdrowienia2 punkty
-
W tej ankiecie chodzi chyba o to ,żeby spróbować wyeliminować patologię wrzeszczących kładów ,krosów , terenówek bez rejestracji ( bo cwaniaki specjalnie ściągają rejestracje, lub nie mają zarejestrowanych pojazdów . Patologia bez rejestracji w kaskach (są bardziej anonimowi) jeździ sobie bezkarnie po lasach i właściwie jest bezkarna!? Chyba, że jakieś obywatelskie zatrzymania…Kary są niskie dla wandalizmu-szkoda. Sam off- road - grupa pasjonatów odcina się od wandali i cwaniaków . Trudny temat, to jak walka z pijakami za kierownicą…dystopia2 punkty
-
Jakby miedzy tyczkami jeździły auta to też bym nie lubił. Nie mogę nawet spróbować bo na siodełku 5s nie usiedzę, a kierownicy nie dosięgnę przy prawidłowym rozmiarze. W nartach też już zrezygnowałem z podobnego odpowiednika i mam rekreacyjne buty. Wyniki takie same jak w racowych.1 punkt
-
A próbowałeś chociaż? To tak jakbym powiedział: nie wiem jak można polubić tyczki, tyczki jedynie na zawodach.1 punkt
-
Nad Mąkowarskim są dwa pola - Camping Mąkowary od strony Cybowa, gdzie są drewniane domki i więcej infrastruktury oraz taka polana od strony ruin młyna i leśniczówki Mąkowary, ale tam jest zakaz biwakowania. Niestety nie orientuję się, kto prowadzi camping Mąkowary, więc raczej nie pomogę. Jak zamierzacie rozwiązać kwestię sprzętu? Jeśli chcecie wypożyczyć na miejscu, to zdecydowanie lepiej rezerwować w Drawnie, bo mają dobre kajaki i umówić się, że dowiozą Was do Prostyni albo Mąkowarów, a potem odbiorą z końca spływu.1 punkt
-
@Wujot - znakomity pomysł, bo Bóbr to piękna rzeka. Myślę, że takie rowerowe szlaki "rzeczne" byłyby bardzo ciekawe i zupełnie inne niż koncepcje szlaków wzdłuż uregulowanych rzek po koronach wałów przeciwpowodziowych. 270 km nurtu, być może nieco więcej km szlaku to już jazda na 3-4 dni, jeśli się chce coś pozwiedzać po drodze. Biorąc pod uwagę tereny, przez które przepływa, to baza noclegowa pewnie jest? Drawa jest nieco krótsza - 186 km i dałoby się ją zrobić w 2-3 dni, choć jazda blisko przy korycie rzeki jest możliwa tak naprawdę od Prostyni. Górny odcinek to poligon i trudniej dostępne tereny, więc tam już tylko w ograniczonym zakresie.1 punkt
-
1 punkt
-
W związku z tym, iż na rowerach (rodzajach) się kompletnie nie znam twoją wypowiedź potraktuję jako wiążącą w temacie. Swego czasu ambitnie podszedłem do tematu i na swoim "góralu" rocznik 94 - dobry bo amerykańcki - pojechałem z Rajczy do roboty w Żywcu normalnie ulicą - ok 25km - szczęście że w komendzie były prysznice - wróciłem pociągiem. Teraz na elektryku i przy w zasadzie pełnej ścieżce rowerowej była by to czysta codzienna przyjemność. Teraz na emce do bicykla wracam - jadę, pcham, jadę, pcham i jakoś koncepcja e...... mi z głowy wyszła. Kusi mnie taki do zjazdów bo tereny są miodzio - poczekam troszkę to może przyszły zięć po kosztach mi sprzeda (da) - no w końcu przyszłą żonę nauczyłem mu jeździć na nartach............1 punkt
-
Cześć Piotrek ja zrobiłem w 13 miesięcy ponad 10000km. Rower waży - z sakwami i tym co przy nim jest zawsze 15,5 kg. Niesie się go bez problemu, nawet można z nim biegać ale podstawa to nauczyć się go odpowiednio nosić - tak jak z nartami. Kiedyś też miałem problemy ale teraz zakładam przód siodła na ramie i mam nawet obie ręce wolne. Elektryka nie potrzebuję. Pozdrowienia1 punkt
-
No wreszcie sensowny głos. 1. Enduro - jeśli od zawsze liczył się tam zjazd, a rowery ze względu na stromiznę wpychano to chyba jest oczywiste, że e-full jest idealnym rozwiązaniem 2. Dojazd do pracy. Elektryk super sprawa. Ale nie full (bo to jest wprost śmieszne) tylko coś o zasięgu 30 km z wagą do 13 kg i tanie (do 4000 zł). Do podładowania w pracy. 3. Szosa - tutaj elektryk bez sensu. 4. MTB. Najwięcej nieporozumień bo ludzie kupują drogie i ciężkie fulle (takie jak JC) a jeżdżą po drogach leśnych gdzie nie wykorzystają zalet zawieszenia i pancerności konstrukcji. To tak jakby młotem 10 kg wbijali gwoździki pod obrazki. Przyglądając się temu nieszczęsnemu fullowi Jacka wychodzi mi, że bym mógł zrobić terenowe trasy mtb jakie czasem jeżdżę (ponad 100 km i >3000 m vertical) musiałbym zabrać 2 aku o wadze 7 kg plus podstawowa wersja 23,5 kg. To paranoja, mój zwykły HT waży 11,5 kg. Wolę pojechać dłużej ale być niezależnym od pojemności akumulatora i mieć lekki rower z którym przejdę strumień. A jak widzę trasy XC, które ludzie jeżdżą na takich rowerach HT (a ja na fullu, bo też mam, muszę złazić) to jak zawsze wychodzi mi, że umiejętności to podstawa. Czyli śmieszne jest dyskutowanie o e-bike mając przed oczyma maszyny do mocnego enduro. Ale być może 13 kg HT z przełożeniem 1:1 i niewielkim (360) akumulatorem byłby interesujący bo pomógłby mi na tych podjazdach, których nie daję rady zrobić. Choć chyba i tak to się nie opłaca. Oddzielną sprawą jest jeszcze koszt serwisu. Na swoim przykładzie widzę, że ekonomiczny HT na 27,5 i trzech typowych blatach (osprzęt XT) nie kosztuję dużo. Full na Fox-ie , z myk-mykiem, siłą rzeczy mocniej traktowany (pogięte obręcze) to zupełnie inne koszty serwisowe. A elektryk z rozsypującym się silnikiem po 3 latach będzie skarbonką. Pierwsze 5000 km to luz. Pytanie co dalej. 5. Sakwiarstwo trasowe. Ponieważ bardzo łatwo tutaj zrobić stacje wymiany akumulatorów a rowery są i tak objuczone (i często są na nich emeryci) to e-bike jest oczywistym wyborem. Pozdro Wiesiek1 punkt
-
Cześć Czyli byłaś intensywnie na działce... Zazdroszczę Wam tych terenów bo u nas to jednak płasko, piachy, wały itd... Czy może orientujesz się czy pole nad Mąkowarskim prowadzi ten sam gość co kiedyś bo bardzo niemiło go wspominam a chcemy zacząć tam spływ na przełomie lipca i sierpnia? Z gościem się słabo rozmawiało zazwyczaj... Pozdrowienia1 punkt
-
Niestety (dla Ciebie), nie masz racji. Własność, tylko prywatna, prowadzi do tego co dzieje się na Podhalu, czyli absurdalnego wzrostu cen, bez żadnego opamiętania. Turyści i tak zapłacą, bo nie maja innego wyjścia. Oczywiście ponarzekają, że drogo, ale zapłacą. Własność prywatna sprawdza się tam gdzie jest "wybór". Tam gdzie go niema, jest niekorzystna. A Śnieżka i kolej na Kopę, jest tylko jedna. Zresztą praktyki z Podhala, dobrze widać, w przypadku "góralskich knajp" w Karpaczu, gdzie jest "syf, kiła i mogiła z kosmicznymi cenami", a turyści/klienci i tak są...i będą. Udział w tej strukturze samorządów, jest "głosem rozsądku". To nic nowego. Tak jest na świecie (austria, czechy). Jednak, nie to jest najważniejsze. Zmiana "struktury własności", o której pisałem, ma na celu stworzenie "klimatu legislacyjnego" pod przyszłą rozbudowę tych stacji.1 punkt
-
Bardzo przyjemny wypad. Patrząc na Twoje foty mam wrażenie, że wiosna jest jednak ten tydzień, może dwa za Dolnym Śląskiem (na nizinach). Kiedy skończę (wreszcie ) z Dolnym Śląskiem to mam nadzieję pojeździć na Pojezierzu Drawskim. Pozdro Wiesiek1 punkt
-
No właśnie - przecież są już takie miejsca. Dlaczego miałyby powstawać nowe akurat w zasobach Lasów Państwowych? Nie można do tego wykorzystać innych terenów?1 punkt
-
W offroadzie niepokoją mnie 2 rzeczy: duży hałas i duża prędkość. Co do kolein to większe robią harwestery ważące od 5 do 13 ton, po nich szlaki turystyczne i runo leśne wygląda jak po bombardowaniu.1 punkt
-
1 punkt
-
Szklarska i Karpacz to jednak góry, znaczy Szrenica i Kopa, a nie stoki, coś jak Kasprowy z zachowaniem proporcji. Są kawałki strome, z możliwościami offpiste bajecznymi jak na nasze ubogie możliwości. Ja obydwa miejsca kocham, choć u mnie przeplata się to ze skiturami. Karpacz odkryłem dopiero w tym sezonie, Szklarska od dość dawna. Oczywiście Szpindl to inna bajka, ale Harrachov to tez uroczy skansen.1 punkt
-
Nie mam nic przeciwko wyznaczeniu odcinków lub obszarów do off-roadu, ale dopuszczenie go wszędzie byłoby fatalnym pomysłem. Silniki spalinowe tych zabawek są głośne i słyszalne z ponad kilometra. Mam trochę mniejszy problem z elektrykami, bo one przynajmniej nie hałasują, chociaż tu obawiam się ich masy i prędkości. Nie mam ochoty mijać crossa elektrycznego pędzącego 60km/h leśną ścieżką.1 punkt
-
1 punkt
-
Do palety wiosennych warzyw, nie zapomnijcie o pokrzywie. Można ją nazbierać wracając z nart... Posiekać, i zrobić pizzę z serem i pokrzywą. Smakuje niesamowicie. Najlepsza jest ta młoda, wiosenna. W tle jasnota purpurowa, której liście można podjadać w sałatkach, a kwiaty użyć do dekoracji (dawno temu popularne w Polsce).1 punkt
-
1 punkt
-
Patrz, ci idioci projektanci mogli droge dla rowerow zaprojektować na.... estakadzie! Ps. jaki zawód wykonujesz, jakie masz kwalifikacje zawodowe i wykształcenie? A słyszałeś coś o uzbrojeniu podziemnym w rozne instalacje? Ja na ten przykład nie wypowiadam się na temat piekarzy i technologii wypieku, mimo, że codziennie z ich wyrobów korzystam.1 punkt
-
15km w 40min to jest średnia 23km/h. Musiałbym jechać bez zatrzymania, bez żadnych świateł i przejazdów, żeby mieć taką średnią a i tak bym się za bardzo zmęczył. W warunkach miejskich to min. 1h (pod miastem trochę mniej), szczególnie że do pracy nie możesz przyjechać specjalnie zapocony.1 punkt
-
Nie jeżdżę na elektryku, ale raczej w żaden sposób nie ułatwia on zjazdów w dół, ani też przedzierania się przez teren, gdzie rower trzeba prowadzić lub przenosić. Przeciwnie, w tych aspektach jest nawet gorszy. Dla mnie są to aspekty najważniejsze (bo najtrudniejsze). Po co zatem miałbym kupić elektryka? Jak zrobię o połowę krótszą trasę to nic się nie stanie. To przykre, że większość naszych żon/partnerek prezentuje niski poziom kondycji fizycznej. Różnice genetyczne są na tyle małe, że nie powinny decydować o podjeździe na Skrzyczne. Decyduje jedynie lenistwo.1 punkt
-
1 punkt







