Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 12 Październik 2026
-
Rok
12 Październik 2025 - 12 Październik 2026
-
Miesiąc
12 Wrzesień 2026 - 12 Październik 2026
-
Tydzień
5 Październik 2026 - 12 Październik 2026
-
Dzisiaj
12 Październik 2026
-
Wprowadź datę
26.07.2022 - 26.07.2022
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 26.07.2022 uwzględniając wszystkie działy
-
To miał szczęście... gdyby dużo razy błyskało to znaczyło by że ktoś do niego wali z kałacha...4 punkty
-
Dzień trzeci Poranek po burzy - ponownie smarujemy łańcuchy i w drogę Z Chlebnicy wracamy ponownie do doliny Orawy. Do Niznej jedziemy główna drogą, obawiając się stanu ścieżki nad samą rzeką. Od Niznej już fajną ścieżką nad Orawą W pewnym momencie ścieżka okazuje się zabarykadowana zaporami i płotem. Na szczęście siatka jest mocno uszkodzona i można bez problemu przejść z rowerem - widać, że nie jesteśmy pierwsi. A to powód zamknięcia ścieżki - budowa obwodnicy Twardoszyna. W niedzielę nikt nie pracuje, więc bez problemu przejeżdżamy na druga stronę. Ten kawałek jest jednym z bardziej emocjonujących, jazda wąską półką nad samą wezbraną Orawą. Z dzieciakami chyba bym się tędy nie wybrał. Most kolejowy w Twardoszynie Tu okazuje się, że znowu złapałem kapcia w tylnym kole. Po zdjęciu opony okazuje się, że są dwie mikroskopijne dziurki. Przy okazji zbadałem stan opony no i generalnie nadaje się już do utylizacji, wierzchnia warstwa gumy mocno starta więc łatwo można przebić dętkę. Opona to GravelKing firmy Panaracer, wytrzymała niewiele ponad 10 tys. km. W sumie trudno powiedzieć czy to mało czy dużo. W poprzedniej szosie miałem Continentale GrandPrix 5000 i wytrzymały znacznie dłużej. Z tym, że tym rowerem znacznie częściej zapuszczam się na szutrowe/gruntowe szlaki. Z Twardoszyna lecimy nad jezioro Orawskie. Jezioro Orawskie, największy sztuczny zbiornik na Słowacji. Plany zbudowania w tym miejscu zapory sięgają XVIII. Powstał nawet drewniany projekt, aktualnie przechowywany w muzeum w Orawskim Podzamczu. Ostatecznie dopiero w czasie II wojny światowej rozpoczęto budowę, a zakończono na początku lat 50. W Twardoszynie rozpoczyna się ścieżka do Nowego Targu poprowadzona dawną trasą linii kolejowej Nowy Targ - Sucha Hora. Tą ścieżką dojedziemy już do końca wycieczki. Nie ukrywam, że bardzo liczyłem na ten odcinek, ale chyba po widokach jakie mieliśmy przez całą wycieczkę, jazda nią nie wywołała jakichś zachwytów. Fakt były miejsca bardzo ładne jak choćby to poniżej, ale większość jest dość nudna. Długie proste i całkiem sporo ludzi. No cóż tak chyba wygląda jazda po dawnych trasach kolejowych normalnotorowych. Zdecydowanie lepiej nam się jechało wzdłuż Czarnego Wagu. I to już koniec. Około południa docieramy do mostu nad Białką, który dwa dni temu przekraczaliśmy i tym samym do samochodu. Szybkie pakowanie i przed 19:00 melduję się w domku. Podsumowanie Przejechaliśmy łącznie prawie 330 km oraz 4 km w pionie i dwa słowa mi się cisną na usta - przepiękna trasa. Było wszystko co kocham: świetne towarzystwo, trudne podjazdy, piękne widoki, góry, jeziora, lasy, bardzo fajne kwatery i mili ludzie napotkani po drodze. Nawet niezbyt pewna pogoda, drobne awarie i małe wpadki nawigacyjne nie popsuły wrażeń.2 punkty
-
@cyniczny dziękuję za świetną fotorelację z miejsc mi znanych i nieznanych . Ścieżka z Nowego Targu trasą kolejową robi wrażenie, gdy się od niej zaczyna pętlę - gdy się kończy, to już emocje nie te, ale przynajmniej nogi odpoczną. W Oberży pod Różą jedliśmy śniadanie - co za przypadek, że trafiliście dokładnie do tego samego lokalu. Nabrzeże z płyt nad Orawą rzeczywiście dla osób o mocnych nerwach - ciekawe, czy ktoś kiedyś faktycznie się skąpał? Jak widać trasa wokół Tatr niejedno ma oblicze, ale w każdym wariancie jest zachwycająca .1 punkt
-
Z Campitello bez dojazdów jest tylko wjazd gondolą na Col Rodella , gdzie ląduje się już na Sellarondzie. Jest tam głównie czerwono. Można podjechać na Belvedere, gdzie jest dużo różnego jeżdżenia, albo jeszcze dalej do Arabby, ale tam raczej dominuje AC Milan, czyli czerwono i czarno. Można podjechać do Val Gardeny w okolice Comici i okolicznych krzeseł i tam dobrze pojeździć. Natomiast samochodem można podjechać do Canazei i stamtąd wciągnąć się na Belvedere. Można podjechać do Pozza di Fassa i objeździc Ciampac, ale to raczej dla dobrze i bardzo dobrze jeżdżących. Obok Pozza jest Pera, skąd można wjechać strasznie wolnym krzesłem do Catinaccio- widoki wspaniałe, narciarsko raczej nie. Trochę dalej jest Carezza, Alpe Lusia, SanPellegrino, Latemar i AlpeCermis. Wszystkie te ośrodki godne polecenia. Jeżeli grupa nie jest nastawiona na wyczyn i ważną sprawą jest Sellaronda, to z tego punktu widzenia optymalne jest mieszkanie w Alta Badia i jeżdżenie w AltaBadia Plus wycieczki na SellaRondę. Jeżeli zależy Wam do dostępie do infrastruktury wyciągowej bez auta czy skibusu to w grę wchodzą: Colfosco, Corvara, LaVilla, SanCassiano, przełęcz Campolongo. Wchodzi też w rachubę Badia (trochę więcej wyciągów do Sellarondy). Jeżeli dopuszczacie samochód i skibusy, to: n.p.: LaVal, Antermoia. Dalej za to taniej, podobny standard mieszkania w LaVal i Corvarze w tym ostatnim znacząco droższy. Przykładowy dojazd z Badia (na nartach) do dolnej stacji gondoli Boe (50-60 minut). Można oczywiście dojeżdżać do AltaBadia z każdego zakąta SellaRondy n.p.: z parkingu Canazei do AltaBadia (restauracja Bec de Roces nad Passo Campolongo) to ok. 40 minut nieleniwej jazdy. Ale prawdę mówiąc jak na pierwszy raz, to wszędzie jest dobrze. Chociaż Arabbę zostawiłbym na koniec z uwagi na skalę trudności zjazdów.1 punkt
-
Do Polski.Ale gwoli ścislości,chodziło o auto wypożyczone w Arabii Saudyjskiej,a więc wypożyczalnia obciążyła kartę.Gdyby był tam własnym,przypuszczam,że jeszcze ten kraj nie jest właczony w europejski wymiar sprawiedliwości. Trzeba o tym pamiętać,to diametralna różnica.Choć ja cały czas pamiętając,dostałem dwa mandaty za wypożyczenie w Holandii.Ale z kazachskiej Astany,która wielokrotnie witała nas błyskami,gdzie prowadziłem auto niejakiego Stasiuka,wbrew jego obawom nic nie przyszło.Podobnie z Białorusi,gdzie bywałem własnym... Nawiasem,ukryci suszarkowi wyskoczyli na mnie dwa razy z tropikalnej dżungli,gdzie nigdy bym ich nie oczekiwał.Na Nowej Kaledonii i na Kubie.Pierwszy raz się zmieściłem,drugi funkcjonariusz się poddał ze wzgledu na trudności językowe. Jednym słowem,kierowca wypożyczonego auta musi być czujny jak pies podwójny...1 punkt
-
Hej, Dla osób początkujących lepsze byłyby Alta Badia lub Colfosco, dużo niebieskich, a osoby które szukają wyzwań szybko mogą się dostać do bardziej wymagających terenów. W Campitello di Fassa / Canzei / ew. Valgardena - najczęściej już na wejście trzeba zmierzyć się z czerwonymi trasami. I na koniec dnia również. Jeśli osoba na desce nie ma jeszcze swojego sprzętu próbowałbym namawiać na zakup/wynajem z zapięciami step-in. Nasi deskarze mocno nas spowalniali majstrując z zapięciami. Po Sellaronda może być Wam ciężko wrócić do Szczyrku Jeśli dacie radę przerzucić urlop na drugi tydzień stycznia będziecie mogli nieźle zaoszczędzić i mieć mniej osób na stokach. Wiele osób skupia się tylko na robieniu kółek w jedną i drugą stronę, polecam również zwiedzenia odnóg (np. Col Raiser). Polecam sprawdzenie oficjalnej strony Dolomiti Superski, wyszukiwarka działa obrzydliwie (mnóstwo błędów), ale wynagradza wytrwałych.1 punkt
-
Dzięki @moruniek, Co do kąpieliska, to w sumie taka hmm niewielka sadzawka, ale do schłodzenia pewnie w sam raz. Woda taka mleczna pewnie od jakichś osadów - przypominała mi nieco wodę w Pamukkale. Turystów raczej mało lub wcale, głównie lokalsi.1 punkt
-
Świetna relacja, "morze" wygląda w reklamach w TV jakby "odrobinę inaczej". Tego miejsca kąpielowego nie znałem, będę musiał wypróbować.1 punkt
-
1 punkt
-
Dzień drugi Poranek na kwaterze, czyścimy i smarujemy maszyny po wczorajszym deszczu. Początkowo zamierzaliśmy wrócić na szlak przebijając się przez las trasą rowerową 2873, ale po nocnych opadach rezygnujemy z tego pomysłu i wracamy do Szczyrby. Tam wjeżdżamy ponownie na szlak wokół Tatr. I to był bardzo dobry pomysł, bo ominąłby nas piękny kawałek drogi wzdłuż Czarnego Wagu. Czarny Wag - ciekawostką jest jego mocno niesymetryczne dorzecze. Głównie zasilany jest lewymi dopływami m.in. Ipoltica, a prawe są krótkie i niezbyt obfitujące w wodę. Ipoltica Zbiornik zaporowy na Czarnym Wagu. Ujście Beli do Wagu w Liptowskim Gródku Za Liptowskim Gródkiem, aby uniknąć jazdy doliną Wagu do Liptowskiej Mikulaszu trasę poprowadziłem szlakiem omijającym od południa wzgórze Hradok. No cóż, nie dość, że pojechaliśmy złą ścieżką to jeszcze nachylenie jak to w górach bywało w okolicy 20%. W końcu dobijamy do przełęczy. Pierwsze 350 metrów zjazdu też jest niełatwe, więc prawie sprowadzam rower po największej stromiźnie, a później już jest tak. Cicha, przepiękna, choć bardzo krótka dolina. Boczkiem przez Zavazna Poruba oraz Ilanov jedziemy do Liptowskiego Mikulasza. Popas w fajnym barku, oprócz piwka bierzemy jeszcze po porcji skrzydełek - bardzo dobre. Po popasie ruszamy dalej, na chwile tylko zatrzymując się w Lidlu w celu uzupełnienia wody w bidonach Jedziemy wokół Liptowskiego Morza - poziom wody katastrofalny. Większość zatok od północy praktycznie wyschnięte - dramat!!! Upał okrutny. W pewnym momencie słyszę charakterystyczne pssss z tylnego koła. Zatrzymuje się - no tak guma. Na poboczu biorę się za naprawę. Winowajcą okazuje się łatka, która w tej temperaturze po prostu się odkleiła. Zmieniam dętkę, pompuję jadę dalej. Za niecałe 2 km znowu czuje, że powietrze ucieka. W zmienionej dętce też odkleiła się łatka wrrr. Biorę poprzednią dętkę i łatam nowymi łatkami. Pompuję i jadę na próbę kilka km. Wydaje się, że świeża łatka trzyma poprawnie. Cała ta zabawa w mega upale powoduje, że po niespełna 25 km znowu nie mam wody, wypiłem 1,5 l. Sklepu brak, więc w najbliższej miejscowości sprawdzoną metodą "na gospodarza" proszę przygodnie spotkanego pana naprawiającego coś w swoim garażu o napełnienie bidonów wodą. Gospodarz bez chwili wahania napełnia je zimniutką, pyszną wodą, przy okazji pytając wskazując na mnie "Tour de France?". Uśmiałem się razem z nim:-) Lucansky wodospad - przez chwilę miałem ochotę wykąpać się, ale zabawa z dętkami spowodowała dość znaczną stratę czasu, a do celu jeszcze kawałek i dwa solidne podjazdy. Droga na przełęcz Vrchvarta -810 m. n.p.m. Na przełęczy czekał na mnie Marcin i wspólnie ruszamy do Osadki. Na zjeździe znowu się rozdzielamy - Marcin zjeżdża znacznie szybciej niż ja. W Osadce okazuje się, że Marcin ma wgraną najnowszą wersję trasy przez Orawskie Podzamcze. Ja mam starą przez Malatinę i Chlebnice. Zatrzymujemy się przy pięknej owczej farmie Luptakovic, aby naradzić się którędy lecimy. Nocleg w międzyczasie zaklepaliśmy w Chlebnicach, a nowsza wersja omija tą miejscowość. Przy okazji przeczekujemy burzę, która znienacka nadeszła. Miejsce jest przepiękne, sprzedawczynią jest przemiła dziewczyna, która widząc nasze rowery zdecydowanie nas kieruje do Chlebnic przez Orawskie Podzmacze. Krótsza droga od Malatiny (ponad 7km) to droga gruntowa, która po burzy może być zupełnie nieprzejezdna. Mimo iż druga opcja jest ponad dwa razy dłuższa, bez wahania wybieramy tą opcję. Pani dodaje, że do Orawskiego Podzamcza to tylko dwie "hopki" - podjazdy:-) Ładne widoki po pierwszej hopie/podjeździe. Niby niespełna 1 km, ale średnie nachylenie ponad 10% + mega zniszczona nawierzchnia + przejechane już dzisiaj 100km. To powoduje, że podjazd mocno wchodzi w nogi. Warto było, bo okolica piękna. Druga "hopa" była już znacznie łatwiejsza i w krótkim czasie dojeżdżamy do Orawskiego Podzamcza. Robimy tam małe zakupy na śniadanie, przeczekujemy krótki, ale intensywny deszczyk i lecimy do Chlebnic na nasz nocleg w pizzerii Viktoria. W samych Chlebnicach na 2 km przed kwaterą ponownie dopada nas deszczyk, ale jest on mało intensywny i nie robi wiele szkody. Po ogarnięciu się na kwaterze schodzimy na pizzę. Później w ogródku delektujemy się jeszcze pifkiem. W międzyczasie rozpętuje się konkretna burza z bardzo mocnymi opadami, która trwa do późna w nocy. Podsumowanie dnia drugiego.1 punkt
-
Zgodnie z obietnicą poniżej relacja z 3 dniowej wycieczki dookoła Tatr. Do Nowego Targu dojeżdżamy w czwartek wieczorem. Nocujemy w Oberży pod Różą. Rano zostawiamy samochód na pobliskim parkingu i ruszamy w trasę dookoła Tatr. Plan minimum na dzisiaj to dojechać do Popradu. Pierwsze kilometry jedziemy bardzo fajną szutrową ścieżką na skraju rezerwatu torfowiskowego Bór nad Czerwonem. Nazwę zawdzięcza glonowi, który tu rośnie i który w okresie jesiennym przybiera czerwony kolor. Przed Gronkowem szuter zamienia się w asfalt i taka nawierzchnia zostanie już z nami do granicy polskosłowackiej. Cała trasa do Kacwina jest przepiękna. Wije się wokół wzgórz, zdarzają się też srogie, ale krótkie podjazdy i błyskawiczne zjazdy, choć generalnie jedziemy cały czas pod górkę. Skała Basy w grupie wapiennych Lorencowych Skałek rozsianych po okolicy. Wyjeżdżając z Dursztyna kolejna krótka przerwa. Okolica jest tak ładna, że nie ma się co śpieszyć. W pewnym momencie mówię do Marcina, że nie ma sensu chować telefonu/aparatu - ten odcinek to jeden z najpiękniejszych jakimi jechałem do tej pory. Za zakrętem granica polsko-słowacka Słowacja wita nas kawałkiem z płyt, na szczęście jest to króciutki niespełna kilometrowy kawałek. Rozpoczynamy podjazd na Hanusovską przełęcz. Ten znak są trochę na wyrost - nachylenie przynajmniej według Garmina, nie przekroczyło 10%. Nie zmienia to faktu, że widoki z podjazdu piękne. Przed samą przełęczą trasa dziwnie poprowadziła w pole. Marcin w porę zauważył, że można to spokojnie objechać drogą. Ja pchałem się przez łąki. A to już początek podjazdu pod przełęcz Magurską 949 m. n.p.m. Tu również znak jest trochę na wyrost, nie widziałem większego nachylenia niż 10%. I koniec podjazdu, pod wiatą chłodzę się i czekam na Marcina Jest i Marcin:-) Zjeżdżamy do Białej Spiskiej - w końcu widać wokół czego jedziemy:-) W bardzo ładnym parku w Strazkach robimy małą sjestę - upał dość konkretny Mostek nad Popradem zamek w Kieżmarku Z Kieżmarku, krótkim acz treściwym podjazdem wyjeżdżamy ponad miasto w kierunku Vrbowa. Nie licząc brzydkiej panoramy miasta okolica bardzo ładna. Nad Tatrami oj dzieje się Około 14:30 dojeżdżamy do Popradu, mocno grzmi, postanawiamy zrobić dłuższą przerwę obiadową. Mimo odczekania 2h, chmury cały czas kłębią się nad nami i co jakiś czas przechodzi krótki, ale intensywny deszczyk. Rad, nie rad ruszamy w dalszą drogę, do kwatery zostało niecałe 30 km. Tu paru kolesi nie zważając na deszczyk, haratają sobie w siatkę. 😄 Na kilka km przed kwaterą zatrzymujemy się przy czynnym sklepie w Szczyrbie. Robimy niezbędne zakupy na kolację no i jutro na śniadanko. Przed samą kwaterą w Ważcu dopada nas mocniejszy deszczyk. Podsumowanie pierwszego dnia1 punkt
-
1 punkt
-
Po ostatnich 2 dniach upałów, które pokonały mój zapał rowerowy, dziś odrobinę chłodniej. Trzeba było nadrobić zaległości. W okolicy planowałem jeszcze odwiedzić jeziora Suszewskie, Kownackie i Wilczyńskie. Zacznę od tego, że ktoś kto wytyczył tam szlaki rowerowe, zrobił to palcem po mapie, naprawdę odrobinę w bok i robi się zdecydowanie bardziej widokowo. Brakuje też punktów widokowych przy szlaku. Ten wiedzie często po "kocich łbach" a obok fajna polna droga. Jezioro Suszewskie. Raczej dla miłośników połowu ryb niż do kąpieli. Stoją znaki ostrzegawcze. Tu bardziej widokowo. I kolejne. Pojawia się na chwilę ścieżka rowerowa. Jezioro Wilczyńskie, strasznie wygrodzone, trudno zjechać nad samo jezioro, teren prywatny na terenie prywatnym. To jezioro bardziej kąpielowe. Jedziemy przez tamę. Jezioro Kownackie. Jeszcze jedno. Tu też grząsko. Jezioro kwitnie. Wracamy, jezioro Suszewskie widziane z innego miejsca. Wspomniany szlak rowerowy. I dalej. A odrobinkę w bok, robi się interesująco. Fajna jazda. I towarzysz podróży. Zrobiło się parno, więc wieczorem jeszcze popływane.1 punkt







