Maria
Użytkownik forum-
Liczba zawartości
1 223 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
18
Zawartość dodana przez Maria
-
Też na TAK. W sezonie gór i śniegu nie muszę szukać daleko. Jeśli czas i finanse pozwolą, to może... Owszem, chciałabym się wybrać do Szwajcarii na górę, którą najmilej z młodości wspomina mój Ojciec, nazywa się sympatycznie Diavolezza . Ale to nic pewnego. Austria jest dla mnie pocieszająca przez to, że można planować sobie przedłużenie sezonu, bądź jego wcześniejsze rozpoczęcie. A tu w promieniu od 60 km kupa całkiem fajnych gór, i po pracy, i szybka decyzja - wyjazd na parę dni.
-
Absolutnie się zgadzam z Tobą, Aklim. No, i nawet podałeś, jak można przy tym nawiązać do sprzętu! O ile to by przeszło, to można by wyliczyć całą litanię, przed czym najlepszy sprzęt nie uchroni - wypadki z brawury, braku wyobraźni etc. Wiadomo, że przynudzanie, ale chyba nigdy go za mało, patrząc, co dzieje się na (szczególnie zatłoczonych) stokach .
-
Pewnie, że tak. Nie chodziło mi o porównywanie się z innymi w sensie: jestem gorsza czy lepsza, tylko o czynniki, które wpływają na to, jak się jeździ danego dnia. Wydaje mi się, że człowiek się dostosowuje (bardziej czy mniej świadomie) do otoczenia. Na pewno jazda w dobrze dobranej grupie sprawia, że mniej się czuje ograniczeń i wahań, nawet w pewnym sensie inspiruje. I jest jakimś utwierdzeniem co do naszych własnych możliwości i punktem odniesienia. A bez tego - historyjka z zamierzchłych czasów, z sąsiedniego kraju: W sobotę zawieziono naukowców do kołchozu, żeby popracowali społecznie. Brygadzista patrzy: ot, taki inteligencik. Co on potrafi robić? No dobra, niech sortuje kartofle. Po pół godzinie inteligencik przychodzi i błaga: "Już nie mogę, dajcie mi jakąkolwiek inną robotę, mogę kopać łopatą!" "Ale dlaczego, towarzyszu?" "Bo trzeba podejmować za dużo decyzji!"
-
Pewnie, że to dobrze, że skala się pojawiła i nic w tym złego, że nad nią dyskutujemy. I na pewno ułatwia ona samoocenę, a to ważne nawet po to, żeby się rozwijać. Nb. nie sądzę, żeby świadomość, że jest się dobrym narciarzem mogła umniejszyć przyjemność - myślę, że każdy, na każdym poziomie, może się doskonalić i czerpać z tego satysfakcję, albo znajdować ją w samym fakcie nartowania. Może po prostu ja mam z nią problem taki, że zdaję sobie sprawę, że jeżdżę nierówno - raz lepiej, raz gorzej, co zapewne zależy też w dużej mierze od czynników psychologicznych - przy samotnych wyprawach (które zresztą bardzo lubię) człowiek nie ma dopingu od bezpośredniego otoczenia, nie ma też, jak można by to określić, natychmiastowej informacji zwrotnej (niekoniecznie w formie pouczeń czy nawet komentarzy), czy możliwości porównania się z tymi, z którymi by się chciało. Porównuje się, bardziej czy mniej świadomie, z przypadkowym otoczeniem. No, i znacznie bardziej zależy od nastroju, i od stanu fizycznego, uzależnionego od bardziej wytężonego wysiłku niż w grupie. I dlatego właściwie mam nadzieję, że w tym sezonie uda mi się zaliczyć jakieś regularne szkolenie, bo od pewnego czasu zdaję sobie sprawę, że bez niego może nie tracę czasu, ale zdobywam to samo (w dodatku z nieuniknionymi błędami, które później trzeba korygować) znacznie większym wysiłkiem. No, a kwestia skali po prostu to uwidoczniła. Tyle tytułem wyjaśnienia do moich oporów w ocenianiu siebie - może inni mają podobne?
-
No właśnie, ja się zgadzam z takim podejściem. Skala jest, fajna, mogę na jej podstawie coś mniemać albo i nie mniemać, pewnie, że z pożytkiem i chwała Wam za nią, ale zasadniczo to czuję, że , a jak się naucza, to wam powim, ale wolałabym jednak, żeby mi to któś mądrzejszy wcześniej powiedział , bo jedno jest pewne, że nic nie jest pewne, a już zwłaszcza ocenianie siebie samemu.
-
O żeszzzzz!!!!!! Niemożliwe! W pysk! No, no.... Ja ... (nie mogę)! Jakie są jeszcze cenzuralne wykrzykniki? Czy to wytrzyma do weekendu?! Bo podobno na Goryczkowej bez kamieni do "patelni", a dalej trza uważać (do dolnej, było, nie było, stacji...)
-
Załącz, załącz, najwyżej będziemy się cieszyć, że nam piasek do ... nie wchodzi :D:D. A co do linczowania, bez przesady. Toż to zwykły "skok w bok", najlepiej przymknąć oczy .
-
Ja sobie z kolei nadwyrężyłam kręgosłup na początku lutego, i prawie do marca miałam jazdę z głowy (nie tylko jazdę, usiąść na łóżku długo nie mogłam bez miłego wycia, auuuu;)). Ale potem jeszcze była jazda do maja.
-
Jeszcze jeden powód, żeby trzymać się z dala od Szczyrku :D:D
-
Też się zgadzam, że jazda na muldach i tyczki to niekoniecznie równoległe umiejętności. Ja tam jestem samotnik, trudno mi się samej oceniać. Przez to też nie jeździłam na tyczkach, chętnie bym spróbowała. Czarne trasy to to, co mnie bawi, ale chciałabym się skupić na dobrej jeździe niezależnie od warunków, i to uważam za główne wyzwanie - trudna trasa, ładnie pojechana. Na razie nie mam pewności co do swoich umiejętności. Jak będę miała okazję, żeby moją jazdę zweryfikował ktoś obiektywny, to wtedy wpiszę coś bardziej konkretnego niż do tej pory:). Zresztą chyba zawsze znajdą się ludzie, który mają wątpliwości, ostatecznie chyba nie musimy się deklarować, jeśli nie zamierzamy pouczać innych?
-
Ten śnieg nie jest związany z podłożem, nie nadaje się do jazdy i pewnie szybko go szlag trafi. Ale październik za pasem, przy chłodkach może sezon się zacznie wcześniej? Dwa ostatnie listopady zaczynałam już na deskach (około 10), a w kronikach tatrzańskich odnotowano jazdę w październiku, co prawda, dawno...
-
Fakt, ekstrema jest jak nic! Ale to fajnie, że w jakiejś małej dziurze powstał wyciąg.
-
Być to ja tam jeszcze nie byłam, ale mam nadzieję, że kiedyś... W Kaszmirze w Gulmarg (miejscowość letniskowa jeszcze cesarzy z dynastii Mogołów) jest najwyżej położona na świecie kolejka gondolowa, sezon od grudnia do maja. Po jednej stronie góry są wyznaczone trasy, po drugiej "lepiej wziąć miejscowego przewodnika znającego teren". Są tam też tereny dla dla początkujących. Jeździ tam wielu Australijczyków. Poprzedniego lata znalazłam te wiadomości, szukając czegoś dla pociechy. I natknęłam się na forum, gdzie jeden użytkownik, o typowo hinduskim nazwisku, przedstawiał się w ten sposób: "ja, jak wszyscy w moich okolicach, od 3 roku życia mam narty na nogach". Bardzo mi się to spodobało. Oczywiście, są też inne miejsca, tu jest o tym trochę: www.travel-himalayas.com/himalaya-adventure-activities-sports/snow-skiing.html Fakt, od Szymoszkowej kawałek, zobaczymy, co na to admin . Ale nie ma działu: Stacje narciarskie - Himalaje;)!
-
Wiecie co, już nad tym myślałam, i mam pomysł Nowa Zelandia! Góry są, i morze, i ludzie podobno spoko, a w dodatku słuchajcie! Jeździ się na miejscu w zimie (czyli od czerwca-lipca), a jak komu mało, to leci sobie w lecie (grudzień - maj) w Himalaje:D. Żyć, nie umierać!:D:D
-
A w listopadzie to na deskach nie pojeździsz?
-
TOPR podaje: Mamy bardzo zimowy koniec lata w Tatrach. Na Kasprowym ponad 50 cm śniegu, ujemne temperatury. Śnieg leży już od wysokości 1100 m. Dawno już nie było tak głębokiego i długiego załamania pogody. Leje i Sypie już prawie cały tydzień. W związku z dużą ilością śniegu, który nie jest związany z podłożem w dniu 20.09. TOPR ogłosił I stopień zagrożenia lawinowego, czego nie czynił o tak wczesnej porze już dawno. Oczywiście, to nie warunki narciarskie. Ale niespotykany chłodek, to już coś . Nie piszę dalej, żeby nie zapeszyć...
-
Mysiek ma rację. Zresztą, nie tylko on, wszyscy macie. Do Jurgowa czy na Chyżne i adieu. U nas zamykają ośrodki, tam robią nowe - choćby i podrożało, to nie do pułapu Zakopanego - i w dodatku może narastająca konkurencja nie pozwoli na zbytnią drożyznę? A, z całym szacunkiem (jeśli się mylę), prawie nikt kto ma równo poukładane, nie jeździł do tej pory na Szymoszkowej. Dodałabym Białkę (ze względu na tłumy), ale wiem, że ma swoich zwolenników... A Taterki do turowania:).
-
Ja mam na szczęście starą klawiaturę, bo reakcja ta sama - cholerrra, czemu to nie jest tu i teraz;). Zdjęcie rzeczywiście ma "coś takiego" w sobie!
-
Pewnie, że Janusz o tankistach i sobace:), a Ty, Soczku, przesadziłeś z komplementami;)
-
Współczuję Wam obydwojgu i życzę szybkiego wyzdrowienia Żonie. Może wyjazd rekonwalescencyjny w góry byłby OK?
-
A no racja :D:D
-
Wchodzę sobie na forum poczytać o wspaniałej (dla mnie) rzeczy, jaką są narty. Ew. wymienić parę zdań z ludźmi, których znam jako sympatycznych. Skrócić sobie czas do pojawienia się śniegu, z tymi, co czekają na to samo. I co widzę?! Głupie i niepotrzebne kłótnie. Nawet w wątkach, które już dawno umilkły, bo nie były warte kontynuowania. 1. Pewnie, że zapłacę komu mi się podoba, nie potrzebuję pozwoleń. 2. Jeśli Cię interesuje tylko własne podwórko, to doprawdy Twój wybór. Moją opinię o takiej postawie zachowam dla siebie, bo polemika wydaje mi się jałowa. Tylko, skoro już sprawę podnosisz, to zauważ, że ci, których nie interesowało jak naszych mordowano, reprezentowali dokładnie taki sam sposób myślenia, i bądź konsekwentny, dopóki ewentualnie nie zmienisz zdania, nie możesz mieć do nich pretensji. 3. Odpowiedzialność zbiorową to stosowali właśnie ci, którzy mordowali naszych. Dlaczego wszyscy Gruzini mieliby być oceniani za towarzysza Wissarionowicza? Niemcy, ew. Austriacy za Hitlera, Rosjanie, niech już będzie, że nie za JS, a np. Berię? Itd., itp... (I w Polsce znalazłoby się parę niezbyt miłych postaci, tyle, że inna skala możliwości. Wydawało się, że wyrośliśmy z takiego myślenia. Brrr. I nie piszę tego z sympatii dla Gruzinów, bo po prostu żadnego nie znam. Chodzi, przykro rzec, o zasadę.
-
Maść końską kupiłam na poczcie w Ciężkowicach koło Tarnowa w czasie wakacji, naprawdę różne fajne rzeczy tam można dostać . Używam jej do masażu dla mojego Taty, który ma problemy ze stawem biodrowym, i pomaga. Ale jeśli to poważne zapalenie (4 tygodnie!), to jednak lepiej znaleźć kompetentnego lekarza, bo i sezon się zbliża. A dostępne bez recepty maści są może przeciwzapalne, ale czy głównie nie znieczulające, przez co problem może się, przy pechu, nawet pogorszyć?
-
Myślę, że żeby rozstrzygnąć tą dyskusję, trzeba by przeprowadzić badania statystyczne, ja akurat doświadczenie alpejskie mam niewielkie, bo sytuacja rodzinna nie pozwala mi na długie wypady (zresztą wcale się nie skarżę, jedną z nielicznych zalet Krakooffka jest to, że co popołudnie można wyskoczyć na deski:)). Ale wydaje mi się, że apartamenty, jak pisał SB, dają większą swobodę - więc i komfort psychiczny. Tyle, że są absolutnie bezużyteczne, kiedy jedzie się samemu. A pewnie jest spora liczba narciarzy, którzy tak jeżdżą (raczej, co prawda, nie z Polski). Sama raz zaszalałam, i pojechałam sobie do hotelu, chyba 2 km od stacji kreta na Pitztalu (późna wiosna - lodowiec), z żarciem (mało powiedziane!), sauną i cudeńkami. I było świetnie. Tyle, że po powrocie z nart padałam, i ledwie mogłam się zwlec na kolację, której pochłonięcie też wymagało sporo wysiłku:rolleyes:. Ale za to nie musiałam jej sama pichcić. Tak, że trudno powiedzieć...







