Wujot
Użytkownik forum-
Liczba zawartości
2 888 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
127
Zawartość dodana przez Wujot
-
Skiturowa Swanetia (Gruzja)
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
Dlatego uznaliśmy, że bardziej opłaca się wynająć miejscowych. U nas było 11 dni czyli wychodziłoby pewnie gdzieś 3300 zł (z paliwem). Przejazd na lotnisko to było 2 x 900 zł. Na miejscu wydaliśmy pewnie kolejne 900 zł. Trochę taniej, ale też bardzo wygodnie. Baliśmy się też, że lawiny mogą nas odciąć i w takim przypadku będziemy w czarnej d... A tak dojeżdżasz jednym autem do lawiny, przechodzisz ją z buta, i drugim na lotnisko w Kutaisi. Albo, być może samolotem z Mestii do Kutaisi. To nie są wydumane niebezpieczeństwa. Podczas naszego pobytu Mestia była odcięta przez dwa dni od kraju. -
Skiturowa Swanetia (Gruzja)
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
I może jeszcze taki - dałem w wątku o ON Tetnuldi ale tutaj wszyscy lubią pieski. Pomiziałem go trochę a później patrzę przez okno, że mi kijek zabrał. -
Skiturowa Swanetia (Gruzja)
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
Odłączył się jak zaczęliśmy kombinować z Zamkiem Królowej Tamar, dodam jeszcze takiego - wygrzebał sobie z lodówki raciczkę prosiaka i chrupał aż go było słychać z daleka. Byłem ciekawy czy ma tam całą rozczłonkowaną świnkę. A może jakiegoś turystę. -
Skiturowa Swanetia (Gruzja)
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
-
Skiturowa Swanetia (Gruzja)
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
Ostatni odcinek dodam za jakiś czas. Bambetle spakowane - Alpy Lyngeńskie czekają (w Norwegii). Jutro ruszamy. -
Skiturowa Swanetia (Gruzja)
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
Ostatni odcinek dodam za jakiś czas. Bambetle spakowane - Alpy Lyngeńskie czekają (w Norwegii). Jutro ruszamy. -
Skiturowa Swanetia (Gruzja)
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
Wygrana Po 7 dniach dupówy wreszcie słońce! Piękny dzień gdzie wszystko szło zgodnie z planem w zasadzie bez większych problemów. Jedyne to, że było multum świeżego i torowanie to była solidna robota. Dla tego pierwszego (no i może ciut drugiego). Ale co tam gadanie, pisanie. Popatrzcie na obrazki! W statystykach 1100 m verical i 10, 3 km. Celem było Gvibari II -
Skiturowa Swanetia (Gruzja)
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
Dzień 2 Następnego dnia ekipa poszła twardo na "bezimienny" (na naszych mapach), szczyt dokładnie na północ od Ushguli. 3242 m i bardzo dobry widok (tak oceniamy) plus ciekawa konfiguracja zjazdowa to wyjściowe zalety celu. Ale poza tym pogoda była wybitnie niewyjściowa. Ja zrobiłem sobie dzień rehabilitacji, bo wyraźnie rozbolały mnie więzadła w lewym kolanie. Solidna dawka Ibuprofenu plus delikatna rehabilitacja miały je zachować w dobrej formie na ostatnie trzy dni. Koledzy wycofali się gdzieś na 2800 m npm. Po drodze było sporo szukania, pokonywanie przeszkód terenowych i ciągły opad. Słowem ćwiczenie hartu ducha. Dzień 3 Postanowiliśmy spróbować "zamknąć" naszą pierwszą (psią) wycieczkę obszerniejszą pętelką. Plan planowany (strzałki) i wykonany. Z początku były jakieś przebłyski. Niewiadomą było pokonanie potoku. Na szczęście znaleźliśmy śnieżny mostek. Po nim lasek - zagęszczenie traków pokazywało, że chyba jest tam coś na kształt ścieżki, i faktycznie tam gdzie narysowałem strzałki znaleźliśmy coś co ją przypominało. Dalej było bardzo sympatycznie. Póki wyrastały, co jakiś czas krzaki nie było problemów z poruszaniem. Ostatni przebłysk pokazał jaki to fajny teren. Wyżej było coraz gorzej. A ponieważ to już była grań gdzie 10 m w lewo czy prawo robiło różnicę to postanowiliśmy zrobić wycof. Niezbyt nam to pasowało, bo oznaczało jazdę przez lasek. I o ile podejście było dość bezproblemowe to zjazd zapowiadał się o wiele "ciekawiej". Ale nie było lepszego rozwiązania. Znaleźliśmy jakąś dziurę trochę osłoniętą przed wiatrem i zjechaliśmy po swoim śladzie. Jazda była nad wyraz przyjemna. W lesie było... ciekawie. Ale w zasadzie bez jakiś wielkich problemów. Ciekawe było za to pokonywanie mostka. Przejechałem pierwszy na pełnej pycie - coś tam chyba ciut odpadło. Marcin i Andrzej przeszli ostrożnie. I za każdym coś odpadło. Robert był ostatni i wybrał moją technikę. Po jego przejeździe już niewiele zostało. Czyli konstrukcja obliczona na 8 użyć! W statystykach wyszło nam 9,9 km i 900 m verical. Bez szału ale dzień do przodu. Na szczęście szykowała się zmiana pogody i na to ostrzyliśmy sobie zęby. -
Skiturowa Swanetia (Gruzja)
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
Ile płacisz? -
Skiturowa Swanetia (Gruzja)
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
Dopasowałeś lot z Kutaisi do Mestii? -
Skiturowa Swanetia (Gruzja)
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
Dzień pierwszy (w sumie piąty) Ostatnie śniadanie w Chvialbiani - przenosimy się do Uszguli. Droga, z krótkimi przerwami na sprzątanie zawalisk kamiennych. Przejaśniło się pięknie i na nasz przyjazd odsłania się Szchara - najwyższy szczyt Gruzji. Na focie w dolnym prawym rogu widać kawałek naszego hotelu (Koshi). I mała konsternacja - budynek zamknięty. Po jakiś nerwowych telefonach zjawia się gospodyni. Dostajemy pokoje. Ale wszystkie te opóźnienia sumują się i wychodzimy w góry dobrze po 12:00. Celem jest Gorvash. Początek drogą przyjazdu. Później mostkiem. Tam przykleja się do nas przewodnik/ratownik. Ale bez antałka z rumem. Śladów nie ma, trzeba torować. Nasz towarzysz oportunistycznie trzyma się na końcu korzystając ze naszego wysiłku. Widoczność stopniowo się pogarsza, gdzieś koło 16:00 robimy bilans - do szczytu jest jeszcze co najmniej godzina, widoczność już słaba, rezerwy czasowej nie widać. Po dyskusji postanawiamy wracać. Zjazd jest super, 40 cm świeżego! Ale trochę widoczności by się zdało... Psiuńcio goni nas - wyglada zupełnie jak delfin - wyskakuje susami nad powierzchnię śniegu. Ponieważ czasu jest sporo uruchamia mi się program poszukiwania przygód i guza. Jakoś namawiam kolegów aby zamiast nudnego powrotu wzdłuż podejściowego potoku spróbować zjechać gdzieś spod Zamku Królowej Tamar. Nie znamy terenu - popełniamy błędy strategiczne próbując wszystko to zrobić na nartach, ale zjazd mimo wszystko jest bardzo ciekawy. Zamieszczam szkic, jak najlepiej to zrobić, dla ewentualnych zainteresowanych. Na początku (niebieskie strzałki) powinno iść się chyba z buta. Narty ubieramy pod zamkiem. Dalej jedziemy wzdłuż linii lasu kontrolujac tor jazdy bo za granią są dość wysokie klify (są w cieniu na mapie satelitarnej). Końcówka zjazdu nie jest pewna - jadąc na wprost może brakować wyśnieżenia. Linia w dół (w stronę potoku) jest 100% dobra. W statystykach wyszło nam 900 m verical i 10 km w obie strony. Nachylenie na zjeździe do 40%. Troszkę to wyszło z trzymania się śladu podejściowego bo widoczność była już słaba. -
Skiturowa Swanetia (Gruzja)
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
Intro. Najbardziej ......ny zjazd życia! Pierwsze cztery dni spędziliśmy w ON Tetnuldi (wcześniej już o tym napisałem). Ale nie napisałem, że specjalnie zabukowaliśmy noclegi w Chvialbiani, bo wykombinowałem, że zamiast codziennie zjeżdżać autem lepiej zrobić sobie na koniec mały (a nawet większy) freeridzik w okolice zamieszkania. Tak z 2200 m npm na 1600 m npm w bonusie. W pierwszym dniu na offpiste w ośrodku narciarskim była kiepa, ale nie odstraszyło nas to, na szczęście, przed podjęciem wyzwania. Wiedzieliśmy co prawda, że niżej wcześniej całkiem nieźle padał deszcz, który zresztą wisiał cały czas w powietrzu. Ale kto by się tym zbytnio przejmował. Zaczynamy. Jedziemy dość stromą rynną tuż obok potoku. Na początku było w miarę OK. Kłopoty zaczęły się niżej, coraz bardziej zdegradowany śnieg przepada niespodziewanie pod nartami. Jedziecie i nagle zapadacie się jedną nartą po jajka. Ale co tam - nikt się nie wkurzał, nikt nie rzucał mięsem - po prostu oazy spokoju. Grzecznie wyciągaliśmy łopatki, szuflowaliśmy góry śniegu. Potem już tylko jakoś się wpiąć, zacząć jazdę i do następnego razu! Lekcja pokory każdemu się przyda. Gdzieś w połowie, po nastawieniu kolejnego policzka, zabawa mi się ciut znudziła. Mówię do kumpli: - patrzcie tam od zachodniej strony potoku nie ma śniegu i jest chyba krowia ścieżka. Zdejmijmy narty i zejdźmy jak ludzie. A właściwie jak te krówki. Pomysł nie znalazł jednak aprobaty, usłyszałem, że kawałek niżej na pewno jest śnieg i po co zakładać i zdejmować. No dobra, umysł zbiorowy się nie myli - jedziemy. Dalej były kolejne powtórki z rozrywki. Spuszczając zasłonę milczenia nad ten nierówny bój, napiszę tylko, że 2,7 km zrobiliśmy w 2 godz i 6 min (jazdy z tego 38 min). Całkiem fajne tempo! Byłem jednak sfrustrowany, bo okazało się, że krowia ścieżka była cały czas bez śniegu. Ale przecież kolegów się nie zostawia. A ścieżki krowie są dla krów. Na dole weszliśmy w zabudowania, do domu zostało może 200 m. Szybko ustaliliśmy, że był to najgorszy zjazd życia. Idziemy i nagle pierwszy kumpel leży, bo mokry lód pokryty błotem i odchodami krów okazał się nad podziw śliski. Za chwilę drugi to samo. Wyciagam aparat bo takich okazji nie przepuszczę. Ale ten ekspresyjny ruch okazuje się zgubny. Wstaję na nogi i mówię: - to jest idealne podsumowanie tego zjazdu. Najbardziej gówniany zjazd życia. I jak za dotknięciem różdżki wszystkim wraca świetny humor. Zaliczyliśmy rzecz wielką - w kategorii gównianych zjazdów mamy prawdziwą perłę!!! Nikt nam tego nie odbierze. A krowie ścieżki zostawimy krowom. Człowiek brzmi dumnie! -
Prawdę powiedziawszy tytuł jest na wyrost. Byliśmy we wschodnie części Górnej Swanetii. A konkretnie w Ushguli, nasz narciarski promień działania to... 5-7 km wokół miejsca zamieszkania. Uszguli to w zasadzie "koniec" Gruzji - dalej łatwo się już nie dotrze. Dlaczego Gruzja? Bo łatwo (względnie) i tanio można się tam dostać a Wielki Kaukaz to Wielki Kaukaz. Te góry są przepiękne i znacząco inne od Alp. Dlaczego Górna Swanetia? Kusiła niezwykłość (historia) tego miejsca, relatywna dzikość, a przede wszystkim wyjątkowe predyspozycje pod skitury. Dlaczego Ushguli? Z jednej strony to najbardziej odległe zakątki Gruzji ale... z drugiej centrum turystyczne. To ostanie należy rozumieć jednak w dużym cudzysłowie. Minie pewnie jeszcze 10 lat zanim będzie to miejsce na tyle skiturowo popularne, że zacznie to przeszkadzać. Teraz jest to zdecydowany plus, już można się trochę dogadać po angielsku (ze starszymi po rosyjsku) i działa jako tako Booking (miejscowi wolą jednak gotówkę i czasem kombinują!), są nawet kawiarnie. Tutejszy standard jest, jak na Gruzję naprawdę wysoki i mamy niezły dostęp do usług transportowych. Miejscowość ma przed sobą świetlaną przyszłość, bo łączy widok i możliwość wejścia (dla wspinaczy) na najwyższy szczyt Gruzji Szcharę, z walorami kulturowymi. Oprócz setek wież obronnych są tutaj dwa zamki królowej Tamar (niesamowita postać - waro doczytać) i fotogieniczną cerkiew. Widać, że w lecie musi być tu już intensywny ruch i szacuję, że może tutaj przenocować ze 300-400 osób. W zimie jest może 10-20% tego ruchu. Myślę, że głównie Europejczycy, którym znudziły się Alpy. Część grup pod wodzą lokalnych przewodników (nie wiem czy tak bardzo godnych zaufania). Charakterystyka tutejszego teatru skiturowego Startujemy, w zależności gdzie mieszkamy, z rzędnej 2100-2200 m npm. Cele położone są w przedziale 3000 - 3500 m npm. Leżą blisko, droga (z zakosami) ma dosłownie 5-8 km. Widać więc, że jest całkiem stromo. Doliny, którymi się poruszamy są v-kształtne, strome, na północnych grzbietach porośnięte lasem (pewnie ze 150 m verticalu). Dołem płyną potoki. Ponieważ mostki są dwa, trzeba nieraz przeprawiać się przez strumienie. Warto to uwzględnić w planowaniu, tak aby ewentualną kąpiel zaliczyć na koniec dnia. Prawdopodobnie w środku zimy w lutym nie jest to istotny problem. Zebrałem (z Wikiloc) wielką liczbę tracków (kilkadziesiąt). Analiza pokazała, że najpopularniejsze są zjazdy ze szczytów położonych na południe od miejscowości (czyli północne). Linia Gvibari - Gorvash - Dadishi. Jakkolwiek sam teren jest genialny, to pewnym problemem może być czasem pokonanie lasu i wspomnianych potoków. Bardzo zastanawia mnie brak (minimalna ilość) odnotowanych zjazdów na południe - szczególnie z Lamarii, ale też Shkederi i szczytu na wschód od niego. Wyglądają na wygodniejsze, bez pokonywania potoków na dole i może nawet jeszcze bardziej narciarsko spektakularne. Podczas naszego pobytu były one już nieźle wytopione, ale miesiąc wcześniej... Mam nadzieję, że uda się to kiedyś sprawdzić. Czerwone - linia 5 tysięczników (wysokich 4 tysięczników) Niebieskie - miejsca kapitalnych widoków i zjazdów Fioletowe - popularne kierunki zjazdów Zielone Ushguli oraz pobliskie przysiółki (Chazhashi, Chvibiani, Zhibiani)
-
Parę uwag z ON Tetnuldi W ośrodku są trzy wyciągi ustawione w jednej linii oraz czwarty schodzący w boczną dolinę. Wszystkie to nowoczesne kanapy, dwie pierwsze mają osłony. Ratrakowanych tras narciarskich jest niewiele. Za to teren freeridowy wydaje się nieograniczony I rzeczywiście jest on wspaniały. Bardzo zróżnicowany wysokościowo, do tego liczne pagórki, wąwozy, strome strumienie przecinające teren. Można umownie podzielić go na dwie części: górną I dolną. Górna zlokalizowana przy dwóch wyższych wyciągach jest mniej zróżnicowana i stroma. Do tego narażona na silne wiatry I często wyłączana z jazdy. Dolna przy bocznym krześle, bardziej zaciszna I bajecznie urozmaicona. Bajecznie tani jest karnet narciarski W przeliczeniu na złotówki kosztuje, uwaga, 75 zł. Za cały dzień! Jest jednak drobna łyżka dziegciu. Otóż do ośrodka narciarskiego nie ma żadnego publicznego dojazdu i nie ma tam praktycznie bazy hotelowej. Trzeba wobec tego z miejscowości gdzie mieszkamy dojechać jakimś transportem. Kosztuje to około 225 zł - w dwie strony. Jeżeli samochód mamy na czterech, daje to prawie drugą cenę karnetu. Razem to jednak poniżej 120 zł. Czyli dalej nieźle. Zupełnie niezwykłe jest towarzystwo narciarskie które tam jeździ Spotkaliśmy Czechów, Słowaków Hiszpanów Włochów, wielu Azjatów, Łotysze, znajdą się Litwini Słowem niezła mieszanka. Chyba najmniej Gruzinów. Bardzo duża część tej populacji to narciarze skiturowi bądź freeriderzy Początkujących trasowców prawie tu nie ma. W ośrodku spędziliśmy 4 dni Uratował nas przed totalną kichą pogodową. W pierwszym dniu chodziło wszystko, ale było bardzo twardo na off piste i prawdę powiedziawszy była tam walka o byt. Kolejne dwa dni to był opad śniegu, ośrodek był zamknięty, przyjechało jednak sporo narciarzy, i podobnie jak my, ubrało narty do podchodzenia i turowało w ośrodku do woli. Bardzo miło ze strony Gruzinów było pozostawienie otwartych stacji narciarskich gdzie w komfortowych warunkach można było się ogrzać i przełożyć sprzęt. W czwartym dniu stacja chodziła. 40 cm świeżego puchu kusiło! Przyjechało około stu narciarzy. Teren był kapitalny, jazda była fantastyczna ( bez widoczności) ale okazało się, że nawet ta "niewielka" czereda narciarzy rozjeździła wszystko dokumentnie i o 13:00 było w wielu miejscach jak na kartoflisku. Zupełnie podobnie jak na kultowym Krippensteinie, z którym zresztą Tetnuldi od razu mi skojarzył. Jak widać pozornie wielki teren może być zajechany w bardzo krótkim czasie. Wniosek jest taki że te Tetnuldi może być wspaniałym backupem. Do wykorzystania przy złej pogodzie. A jak się trafi opad można mieć kapitalny dzień jazdy, ale jako cel sam w sobie, obarczony jest olbrzymim ryzykiem. To ryzyko ma też zewnętrzny wymiar. Lawiny kamienne podczas naszego pobytu odcięły region na dwa dni. Spotkani Polacy opowiadali nam, że przenosili cały sprzęt przez zawalisko gdzie czekało drugie auto aby odlecieć z Gruzji. Póżniej pogoda nam się trochę poprawiła. Pojechaliśmy na 5 dni na skitury do Ushguli. O ile Tetnuldi ski resort nas trochę rozczarował to Swanetia skiturowo jest niesamowita. Parę fot z drogi do Ushguli. Zajawkowy piesiuńcio jest na tle zamku Tamary i po wspólnej turze z nami na wysokość 2850 m npm. Tam dostał pajdę chleba kawałek ciasta i później zbiegał za nami wyskakując susami ponad poziom śniegu. Wyglądało to jakby pływał. Postaram się wrzucić jeszcze relację z skiturowej Swanetii.
-
Od 4:20 jest ta najciekawsza resortowa linia. Na 5:29 widać, że jest jeszcze fajny podwariant (na prawo na dole). Film dedykuje wszystkim miłośnikiem katowania tyczek, na jednym i tym samym poletku, co chcą być 0,01 s szybsi.
-
Może źle się wyraziłem - Le Master widzi rozłącznie technikę jazdy tych dwóch dyscyplin wywodzących się z uniwersalnych podstaw.
-
Na pewno jazda sportowa daje dużo emocji. Nawiasem mówiąc to nie wiem co jest łatwiej uprawiać (w sensie logistycznym). Le Master obie aktywności wywodzi z wspólnego pnia narciarstwa. Czyli je widzi dość rozłącznie.
-
Można zacząć kaukaskim freeridem, można zacząć alpejskim freeridem, a nawet pilskim freeridem. Nauczyć się jeździć jest łatwo - wystarczy trochę determinacji. Ale jeżdżąc obok trasy, nawet w ON należy zachowywać się jakby to było 10 km dalej, w środku gór. Można zginąć w małym wąwoziku w miejscu akurat niewidocznym z ON. Można też nieopatrznie źle ocenić teren i zjechać w miejsce gdzie trzeba będzie kawałek dojść. Można też, już bardzo świadomie, wykorzystać potencjał ON dokładając do niego możliwość podejścia lub powrotu. Czasem niewiele trzeba aby mieć epickie zjazdy, niedostępne dla innych - tu jest największy zysk. Przechodząc do kosztów. ABC to ok 1400 - 1800 zł, większe szkolenie lawinowe może 1000 zł, jednodniowe 500 zł. Razem od 2000+ zł. Czy to jest tak dużo? Tu nie chodzi o pieniądze, tylko świadomość, danie sobie szansy, ale też ewentualna pomoc innym. Ocena zagrożenia, taktyka jazdy w grupie, wybór linii, praktyczna grupowa umiejętność posługiwania się ABC. Tylko tyle trzeba się nauczyć aby ta jazda była z głową. W sumie nie tak dużo do opanowania. Po drugiej stronie są takie doznania, że zadasz sobie pytanie - czy dotychczasowa jazda nie była stratą czasu? A ja odpowiem - była. Więc nie ma co się zastanawiać - zacznij i rób to właściwie.
-
Jak nie ma możliwości podejścia to szczerze mówiąc nic nie ma 🤣 Jeszcze tylko ABC, kurs lawinowy, i ewentualnie plecak lawinowy i można działać! 🤣 Sprzęt nie musi być super - ważne aby był.
-
Ambitniejszych planów to nie pokazywałem 😁 To była taka zgrubna analiza przyośrodkowych możliwości. Ale radzę szybko myśleć o tym aby mieć narty z opcją podejścia. Nawet jakąś kulawą (czyli but alpejski i narty szynowe plus oczywiście foki) tak aby można było zrobić jakieś niewielkie dojście typu 200 m vertical lub awaryjny wycof. Możliwość podchodzenia zasadniczo zmienia podejście (do tematów).
-
Jeśliby był śnieg do 1800 m n.p.m to całkiem dobrze, bo wtedy do Mulakhi z buta jest jakieś 2 km. Czyli spoko. Trzeba by tam znaleźć dojazd do Mestii (pewnie z 5 km)
-
Widok ON na drugą stronę (na Mestii) Hipotetyczne zjazdy do Ipari Zjazd drogą do Mestii z okolic środkowej stacji - na ile przyjemny - nie wiadomo.
-
Wrzucę Ci parę poglądowych grafik Sytuacja ogólna. Górna stacja i ten zjazd do Mestii. Widać Tetnuldi Stacja górna i trzy kierunki do zahaczenia Widok z boku całej stacji i najważniejsze punkty pokazujące możliwości jazdy W sumie to wygląda całkiem nieźle, jak będzie dobry warun to można skusić się na dłużej
-
Jest spora szansa, że ogarnę Ci temat, bo właśnie dogrywam z kumplem wyjazd do Mestii (może też Ushguli). Mamy plan wylotu tak koło 17.03. Na 5-7 dni. Byłem tam kiedyś w lecie i wtedy obejrzałem niektóre tematy. Myślę, że będziemy też w Tetnuldi, bo tam wygląda, że można by skorzystać z podwózki i trochę pofreeridować w ośrodku. Postudiowałem mapę i poza tą jazdą w ośrodku (tam będzie dość zwyczajnie) wygląda, że dałoby zrobić po podejściu na rzędną 3500, zjazd lodowcem do Mestii (czyli pod 2 km vertical!). Takie gruzińskie Valle Blanche. Jest też na 100% zjazd do Mestii górską, trudną, drogą, mniej więcej z połowy ON. Na ile sensowny - nie wiem. Popatrzyłem też na zjazdy do Ipari, ale to już na dwoje babka wróżyła, bez wizji lokalnej nic nie wiadomo. Na razie mimo intensywnych poszukiwań nie znalazłem interesujących gpx w sieci (tylko z ON) jak ludzie tam jeżdżą. Prawdę powiedziawszy liczyłem na większe możliwości - może wejście na Tetnuldi albo Gistole - oba wysokość Mont Blanc. Do zrobienia 1700 vertical od górnej stacji (czyli na granicy możliwości czasowych i wydolnościowych na tej wysokości) ale z tego kierunku wejście jest naprawdę trudne. Można spróbować podejść lodowcami gdzieś na 4000 m npm - pod Gistolę i podziwiać główną grań Kaukazu. Wariant bardzo wymagający, bo wpierw trzeba podejść 400 m, zjechać na 2300 m npm i znów dygać w górę 1700 m vertical. 2100 m verical, krótki dzień i dwa trudniejsze problemy po drodze. Chyba trzeba dać sobie na wstrzymanie mimo, że temat bardzo fajny. Z Hacwali są bardzo fajne zjazdy do Ipari (na południe), oczywiście wtedy powrót jakimś autem strona północna - pewnie też do wykorzystania ale szału tam nie ma. W Mestii klasykiem jest zjazd z Koruldi Lakes lub tych szczytów nad nimi od północy. Region Ushguli z punktu widzenia skiturów wygląda wprost rewelacyjnie, może tam się zdecydujemy (choć jak wiesz dojazd tych kilkunastu kilometrów trwa 1,5 godz. Podobno ciągle przedłużają asfalt - może teraz jest lepiej. Ogólnie to trudno znaleźć dokładniejsze i aktualne informacje.
-
Warto dodać, że Sportgastein to ON o wspaniałych możliwościach freeridowych
- 1 963 odpowiedzi
-
- 1
-







