Wujot
Użytkownik forum-
Liczba zawartości
2 888 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
127
Zawartość dodana przez Wujot
-
Wszystko to jest pewnie z 250 km. W sumie to nawet nie wiem ile. Jest niby 140 km singli ale nie wiem czy to przypadkiem nie są to tylko nowo zbudowane drogi a do tego dochodzą wykorzystane fragmenty istniejących. Spróbuję to ustalić, tak czy tak to jest na dwa, trzy dni jazdy. Pytanie czy chcesz zaliczyć wszystko czy część. 1 dzień Na pierwszy rzut oka najwygodniejszym punktem jest Bardo - bo od razu są dostępne 4 trasy. Nieźle jest z Kamieńca Ząbkowickiego (12 km do singli w Złotym Stoku) - jedź tylko przez Mąkolno i omiń krajówkę 46. 2 dni Dalej Kłodzko - nie jest złe a nawet bardzo dobre bo można na Łaszczową dotrzeć żółtą MTB. I zrobić pierwszego wszystkie klasyczne pętle "z Barda". A drugiego dnia machnąć dostępny kierunek Chwalisława, Orłowiec, Złotą, Dwie Przełęcze, Złoty Stok i zakończyć w Kamieńcu na dworcu. To daje objechanie większości w dwa dni. Nie zrobione byłyby trzy pętle (w tym z bardzo dobrymi recenzjami tej z Stronia), Międzygórze chyba spoko można darować. O Lądku nic nie wiem. 3 dni Gdybyś koniecznie chciał całość zaliczyć To trzeba zacząć w Bardzie zrobić 4 pętle. i zanocować dwa dni w Chwalisławiu (lub pobliżu), drugiego dnia machnąć wszystko do Złotego Stoku a trzeciego Śnieżnicki PK i wracać pociągiem z Międzylesia. Pozdro Wiesiek
-
Uważam, że warto przygotować się do wyjazdu a tracki, dla mnie to podstawa. I nie tylko te co mam w planie ale też inne, alternatywne. 1. Dojazd z dworca na Pętlę Łaszczowa jest bardzo łatwy. drogą asfaltową na przedłużeniu z kierunku z jakiego przyjechał pociąg. Pewnie z 300-400 m. Jest tabliczka. 2. Chętnie udostępnię ślady pobrane z gpsies i traseo. Mam tam w zasadzie wszystko. Mam też 7 swoich nagranych singli (dzisiaj przejechałem kolejne 4). 3.Tracki naprawdę warto mieć bo połowa Pętli Złotej w ogóle jest nieoznaczona. A ponieważ to jest po drodze leśnej to parę razy zwątpiłem i dopiero rzut oka na tel potwierdził, że jest OK. Szczególnie, że są tam rozjazdy. 4. Kluczową sprawą jest to, że odcinek niebieski Chwalisław nie istnieje. I nic nie wskazuje aby w tym roku udało się go przywrócić. Rozrywa to ciągłość systemu (oczywiście gdy chce się wrócić). Da się to objechać ale trzeba to przemyśleć. 5. Warto mieć świadomość, że wokół Barda są cztery fajne trasy MTB i też warto je zaliczyć. Tę do Kłodzka zresztą też. 6. Na dzień dzisiejszy optymalny plan to jest 4 single z Barda (na pierwszy dzień). Jak mało, to żółty MTB - na dobicie. Przejazd do Złotego Stoku (przy okazji może być zwiedzenie kopalni). Stamtąd 4 single. Przejazd do Stronia Śląskiego i reszta (uczciwie powiem, że znam tylko częściowo relacje), Można zresztą alternatywnie zaliczyć Srebrną Górę. Są też inne opcje - start w Międzylesiu (pociąg) i nocleg lub dwa po drodze i powrót z Barda lub Kamieńca Ząbkowickiego. 7. Na Traseo są wartościowe tracki i nisko jakościowe podkłady (z map Galileos, które sprzedają). Nie lubię z tego korzystać bo na aplikacji używam innych podkładów i się nie zgadza. Trailforks - zawiera błędy i słabiutki podkład (z dużymi błędami) - dla mnie zupełna porażka. Najlepiej wgrać zdobyte tracki singli i MTB (o te trudno ale można dostać ode mnie) do OSM trekking i to się sprawdza w nawigacji naprawdę dobrze. Choć jak zawsze, niespodzianki czasem są. Pozdro Wiesiek
-
Dokładnie tak samo jak Mariusz. Ci którzy się trochę interesują znają relację Krakauera z najczarniejszego dnia na Evereście gdy zginęło tam 12 osób. Ta książka jest naprawdę dobra (Krakauer był uczestnikiem jednej z 13 ekip co były wtedy na górze) a można pogłębić ją polemiczną - Bukirjeva. Już wtedy (23 lata temu) widoczne były różne postawy i patologie związane z Everestem. W tym i te bardzo klientowskie. Ale z tej lektury widać, że nie da się wszystkich wrzucić do jednego worka a nawet do 10-ciu worków. Ja wiem, że chciałoby się uprościć świat (a także Everest) do jednej reguły, aby sobie wszystko szybko wytłumaczyć, ale to droga dla wielbicieli spisku masońskiego czy żydowskiego. Pozdro Wiesiek
-
Mariusz mało delikatnie... ale prawdę napisał. Twoja znajomość tematu jest minimalna. Pozdro Wiesiek
-
Osoba Pawłowskiego delikatnie mówiąc od lat jest kontrowersyjna, dwuznaczna itd. Miałem już dawno temu relację z pierwszej ręki... Ale czy ten przykład czegoś, poza niekompetencją prowadzącego, dowodzi? Popatrz na doświadczenia "turystki"z wątku Nie jest natomiast tak jak części z Was się wydaje : że przed telewizorkiem przyśniło mi się wejście na Wielką Górę. Do Klubu do którego wysyłał mnie jeden z Was, rzeczywiście wiele lat temu przyjmował mnie jeszcze jako 16-letnią dziewczynę śp. Andrzej Heinrich Wspinam sią aczkolwiek okazjonalnie po Tatrach i Dolomitach i być może nie są to drogi, którymi na tym forum mogłabym sie specjalnie chwalić, ale Filar na Zerwie przeszłam prawdzie hakowo - zanim jeszcze komuś przyśniło się, że może on być klasyczny, klasycznie też parę dróg zrobiłam z których jestem dumna - chociaż mój były instruktor Mikser (pozdrawiam - uważa, ze do VI2 to turystyka. W tym sensie rzeczywiście jestem turystką W Himalajach nie byłam także po raz pierwszy i nie sądzę, że znacie zbyt wiele osób, które weszły na Ama Dablam czy w Alpach na Matta - granią Lion. Z przewodnikiem - bo niestety mój partner zachorował, ale nie wstydzę się tego i Gianiego, który tam za mną był mogę każdemu przedstawić jako wzór przewodnika. Ale nadal uważam to za trochę może bardziej ambitną ALE JEDNAK TURYSTYKĘ - bo w sensie sportowym to nie są osiągnięcia poważne. Dla mnie osobiście i subiektywnie - tak. Czy takiej osobie mamy odebrać prawo do realizacji marzeń? Ale przede wszystkim podstawowa jest kwestia, której część osób tutaj nie rozumie, że standardem jest korzystanie z usług przewodników i organizatorów. Nawet znakomici riderzy jeżdżą z lokalsami bo najnormalniej w świecie jest bezpieczniej, pewniej, lepiej. Nasza "narodowa" na K2 jakoś Szerpów normalnie zatrudniała. Nawet za zniesienie śmieci zapłacili - czemu tego nie zrobili sami??? Zawodowcy korzystają z ułatwień a amatorzy nie mogą? Więc jaki to wstyd skorzystać z pomocy kogoś kto ma przetarte ścieżki? Może w imię fundamentów mam szyć ekwipunek i testować karabinki? Sam czasem korzystam z usług zawodowców - na Ukrainie prowadzili nas lokalsi. I to był komfort, że znali możliwe warianty. Oczywiście sami też potrafimy sobie poradzić (np Norwegia) ale nie ma ujmy na honorze w takiej płatnej pomocy. Zresztą czym jest nauka przy doświadczonych kolegach w wyprawach sportowych? Dokładnie tym samym - transferem wiedzy. Tyle, że nie za swój szmal. Pozdro Wiesiek
-
Oczywiście, że na górze świadomość nie funkcjonuje normalnie to jest, że tak powiem element tej działalności. Nie jest to zresztą jedyny taki przypadek. Podobnie jest w głębszych nurkowaniach. jednak mimo narkozy azotowej ludzie schodzą poniżej tej granicy. Podobnie jest z wysokościami - też można poznać swój organizm i do jakiegoś stopnia panować nad tym. Nikt nie idzie na Everest z ulicy. To jakaś kolportowana bzdura. Nawet przy wyprawach komercyjnych wymagane jest pokaźne doświadczenie na dużych wysokościach. Dlatego mówię o świadomym podejmowaniu ryzyka - każdy wie, że jego mózg nie będzie funkcjonował normalnie. Co do umierających po drodze. Powiedz co można zrobić? W zeszłym roku Koreańczycy chcieli sprowadzić zwłoki ich wspinacza do kraju. Pięciu ludzi w ciągu 5 godzin sprowadziło zwłoki o 30 m. Tam nikt nikomu nie może pomóc. Obejrzyj sobie film z posta. Kwestia bałaganu jest unormowana (a czy egzekwowana?) - płaci się wysoką kaucję - taką, że są chętni do znoszenia śmieci. Ale wystarczy przeszczepić rozwiązania Amerykanów - na Denali nie masz grama śmieci. Nic nie stoi na przeszkodzie aby to dopilnować podobnie. Pozdro Wiesiek
-
A tu akurat zgoda. choć wcześniejsi wspinacze też zawsze na szczycie spędzali czas i robili te foty. To chyba obowiązkowy punkt programu od dawna. Problem jest jednak nie w selfie tylko w nadmiarze ludzi. A tak naprawdę spiętrzeniach w tym jednym dniu w sezonie. Bo tego to naprawdę dotyczy. Myślę, że to jest świadomie podejmowana decyzja i ryzyko (tak jak jazda na nartach w terenie zagrożonym). Koniec końców śmierć tych 11-tu osób to z jednej strony tragedia a z drugiej nic istotnego. To nie są "przypadkowi" niewinni ludzie. Podjęli ryzyko, starannie się do tego przygotowywali, zapłacili multum kasy (czyli jest za co sprzątać). Ja szanuję wolność innych i nawet to, że mają prawo wybrać moment i rodzaj swojej śmierci. Tym swoim fałszywym lamentem wpisujesz się w masę, która krzyczy - zróbcie z tym coś! Tylko co? Może pokrzycz trochę o tych naprawdę istotnych sprawach (np wspomnianych skutkach medycyny estetycznej). Jeśli chodzi o mnie to dojrzałem do tego, że należy unikać zbyt popularnych miejsc. Nawet jak nie będzie się czym pochwalić (bo nikt tego nie zna) to szczerze mówiąc mam to gdzieś. Pozdro Wiesiek
-
@Spiochu Oczywiście masz rację, że wspinaczka na Everest obarczona jest dużym ryzykiem (nieporównywalnym z jazdą na rowerze). Ale nazywanie tego obłędem, a do tego w sumie odniósł się Jeeb, to użycie podobnej hiperboli jak Sariensis. Jest trochę innych działalności obarczonych wysokim ryzykiem zgonu - np BASE jumping (przeczytałem, że rocznie ginie średnio 5 osób). Pewnie wchodzenie na Everest to top topów ale ten 1% to dla wielu akceptowalny poziom ryzyka (choć do tego należałoby dodać jeszcze uszczerbki na zdrowiu). Ale jestem zdumiony jak nieistotna dla ludzi (a nawet środowiska) działalność grupki ludzi wywołuje reakcje i zainteresowanie mediów. Jak się mordują stada ludzi maczetami albo desperaci toną w morzu to wszystko jest cacy ale tu paru ludzi którzy chcą wejść na wyższa górkę, płacą za to ciężką kasę właścicielowi terenu i cały świat się nimi interesuje? I jeszcze ocenia. Ale jakoś wycięcie lasów tropikalnych świata nie rusza. Albo operacje plastyczne gdzie w powikłaniach umierają co jakiś czas ludzie. Czy to nie jest prawdziwy obłęd??? Zastanówmy się (sariensis!) czy mamy po pierwsze prawo do takiej oceny. Bo być może bierzemy udział w znacznie gorszym przedsięwzięciu jakim jest np. aktywne mordowanie planety. Po drugie troszkę szersza perspektywa by się zdała, trochę znajomości tematu. Oprócz świetnego filmu co był tutaj przytoczony i tej krótkiej wypowiedzi są książki o Evereście "komercyjnym" - Krakauera i druga - Bukriejeva. Przeczytaj zrozumiesz (albo i nie). Pozdro Wiesiek
-
Parę fotek z wczoraj. 8:16 wsiadam do pociągu do Barda. Cel - Glacensis - Pętla Łaszczowa i Kłodzka. Krótki fragment z dworca drogą na południe. Wita mnie - Łaszczowa czerwona (to zasadniczo jest podjazd) Tutaj widać, że jest to naprawdę solidnie robione Kolejny był czerwony odcinek Pętli Kłodzkiej Tu jest inny charakter - na początku piękne okoliczności Jeszcze ostatnie poprawki, prostują zbyt stromą ściankę (jeszcze to jest nieoznakowane) Dalej taki bukowy las Na szczęście oprócz takich perfekcyjnych wygłaskanych dróg są małe fragmenty po leśnych, zrywkowych drogach gdzie można potaplać się w błotku W ten sposób dojeżdżam do punktu zwrotnego wycieczki. Teraz niebieski odcinek Pętli Kłodzkiej, tutaj jest sporo mostków i kładek Czy coś takiego nie wywołuje uśmiechu? i... Jeszcze kawałek drogą Jeszcze karmik dla zdrożonych cyklistów jeszcze zgubiona bluza i witają mnie dwa serduszka przed odcinkiem niebieskim Pętli Łaszczowa Ostatnie czwartego fragmentu na fotach już nie zobaczycie - siadła pogoda ale też ten fragment jest bajeczny. To dyskonto z pierwszego rannego odcinka. Ciasne, mocno bandowane skręty, ba stada skrętów. Ponieważ mam jeszcze godzinę czasu to kręcę się po okolicy, zaliczam jeszcze Pętlę Hrabiowską i 15:09 wsiadam w pociąg do Wro. W sumie mam 40 km i 1000 m vertical Na zakończenie obydwie pętle Na zbliżeniach widać, że teren jest bardzo ciekawy, oprócz singli są tutaj dwie bardzo fajne trasy mtb - żółta (krótka) i czerwona (długa). Szczególnie ta pierwsza jest piękna. Jeszcze mi się przypomniało, że Pętla Kłodzka nie jest jeszcze oficjalnie oddana - jakkolwiek tablic zakazu wstępu już nie ma. Jak rozmawiałem z wykonawcą to twierdził, że roboty jest jeszcze na parę dni. Tak, że śmiało możecie sobie ją już ujeżdżać. Pozdro Wiesiek
-
Może jakiś link do materiałów mówiących, że to druga sekcja będzie modernizowana?
- 7 390 odpowiedzi
-
- nowe inwestycje
- polska
-
(i 5 więcej)
Oznaczone tagami:
-
No przyjrzałem się dokładnie zjazdowi i to jest oczywiście do Chamonix. Zaczyna się na Aquille du Midi, trawersem nad Cosmique, jeden wyciąg na górze i ten najtrudniejszy fragment. później przez wypłaszczenie lodowca (trochę pod górę). Dołu nie udało mi się odtworzyć bo ludzie z filmiku pojechali chyba jakiś własny wariant. Oczywista droga to ta z czerwonymi kwadracikami ale ponieważ był jeszcze robiony jeden wyciąg (na przełamaniu lodowca) to podejrzewam tę drugą linię. Widać z wcześniejszych ujęć, że zjazd jest całkiem jeżdżony więc jest szansa, że można załapać się na ślady. Całość byłaby mniej więcej taka Wychodzi 7,2 km i 2600 m vertical. No, czad! Maksymalny spadek to niby 70% ale wiem, że nigdy mi się to nie zgadza i zawsze jest lokalnie sporo więcej. Narciarsko (nie mówię widokowo) wygląda o niebo fajniej jak droga klasyczna. Do wyciągu (z tej linii) jest 2 km ale być może da się podjechać bliżej. W każdym razie da się to zrobić 2x dziennie - dla tych co lubią dużo wrażeń. pees nie narysowałem początku - Aiquille - Cosmique - czyli jeszcze dalsze 250 m vertical... Razem pod 3 km w jednym kawałku (no jedna niewielka mielizna) Pozdro Wiesiek
-
Pięknie wprost wygląda ten wariant. Z logistyką tylko problem (chyba, że powrót przez Courmayeur i ewentualnie wjazd na Punta Hellbron). No to jest coś co chciałoby się zrobić... Spróbuję odnaleźć traki - ale najważniejsze, że wiadomo, że takie cudeńko jest. My z Cosmique zrobiliśmy wycieczkę do Rif Torino i drugą - powrót Valle Blanche (wariant). Pozdro Wiesiek
-
Ja też jestem z zakupu u Piotra zadowolony. Pewnie wykorzystam ten rower w 20% bo oprócz MTB muszę zajmować się "tematami turystycznymi" (a dwa wiek nie ten by ryzykować takie urazy o których napisałeś). Z drugiej strony już mi się sztywniakiem nie chce jeździć a asfaltów unikam jak mogę.
-
U mnie też od linka się zaczęło. https://www.rosebikes.com/rose-root-miller-2-showroom-bike-2678382 Pozdro Wiesiek
-
Dokładnie - jedyny problem, że nie można go przypiąć i zostawić nawet na chwilę. Dlatego do jazdy po mieście przeważnie używam najbardziej zdezelowanego roweru z tych paru jakie mam. pozdro Wiesiek
-
Ale jeśli chodzi o pierwszy film w wątku to jednak były piękne zjazdy! Nawet zakładając montaż, powtórki, jazda fragmentami to nadal "nieźle" to wygląda. Zaimponował mi ten fragment po żywym lodzie (każdy kto jechał to wie). Choć to była tylko sekunda, więc tak naprawdę nie wiadomo co było jechane. Jazda w lesie też przepiękna. Ale ogólnie można sobie zadać pytanie nad przyjemnością i jakością takich skialpinistycznych wyczynów jak ten żleb Mallorego a np taką jazdą z filmu gdzie co by nie powiedzieć była prędkość, elementy techniczne, płynność i finezja. I powiedzmy sobie szczerze, że też zabić się można było. Od pewnego czasu to drugie wydaje mi się o wiele fajniejszą drogą. Oczywiście na moją miarę, stoki 35-40 stopni są niestresujące a potrafią dostarczyć multum radochy... Pozdro Wiesiek
-
Ten mechanizm o którym powiedziałeś działa. Mój kumpel co ma sklep tak sprzedaje wszystkie drogie rowery. Mówi, że prawnicy najczęściej kupują. Z drugiej strony nie widzę szans aby to US mógł zakwestionować. Wystarczy rzeczywiście w pracy się tym pojawiać (jak np. jest pogoda) i czasem to udokumentować (jakaś fota, zeznania kolegów). Na jakiej zasadzie US mógłby zakwestionować wielkość wydatku ? To tak jakby mówił Ci jakim typem auta masz jeździć. Ale zawsze można rozszerzyć DG o przewodnictwo, konsulting turystyczny czy wypożyczanie rowerów. Wystarczy od czasu do czasu taką usługę sprzedać. Oczywiście z fiskusem warto rozsądnie postępować (choć znam takich co idą zawsze na noże i wygrywają - ale znają obowiązujące procedury), podatki trzeba płacić a do kosztów podchodzić z głową. I mieć wszystko ładnie udokumentowane. Full się jako rower amortyzowany doskonale tłumaczy się do jazdy w mieście. Praktycznie każdy ma kłopoty z kręgosłupem (albo może mieć). I zresztą po prawdzie doskonale się na nim jeździ po krawężnikach i innych przeszkodach. Pozdro Wiesiek
-
Jak na tyle lat i rower MTB to wygląda idealnie ale o prawdziwej wartości mógłby się wypowiedzieć mechanik, który zrobiłby Ci ekspertyzę. Mogę podesłać namiar - nie wiem ile taka konsultacja kosztowałaby. Ale ja bym odżałował. To mogą być różne subtelności np czy kaseta jest do kupienia za rozsądne pieniądze (rozstaw otworów), stan i koszt serwisu dampera i amortyzatora. Biorąc pod uwagę, że to pewnie bez faktury to koszt jest już 4800 (względem nowego) wcale nie tak mało. Do tego idziesz na kompromisy z koncepcją (bo nowy wziąłbyś pewnie 29, z pneumatyczną sztycą, napęd 1x11 lub 2x11). Nie skreślałbym go jeszcze ale ostrożnie.
-
To mi się szczególnie spodobało. A Hochkar przyjdzie kiedyś sprawdzić. To ośrodek legenda. Pozdro Wiesiek
-
Jakoś nie trafiłem na ten wątek. Chyba już koniec sezonu 18/19. Choć jeszcze się troszkę waham nad Monte Rosą. Pora na sentymentalne wspominki... 1. Freeride/freetour - 22 dni w ON Na karnecie była pobliska Austria ale z absolutnym priorytetem freetour. Udało się zaliczyć m.in. Dachstein ze zjazdem do Obertraun, przy okazji były wielkie obszary Krippenstein - w którym od razu się zakochałem. Odkryciem sezonu był Planeralm z kilkunastoma oficjalnymi trasami free (a ośrodek z trzema wyciągami) i też fantastyczny potencjał skiturowy. W ciągu paru dni zaliczyłem tam kilka pobliskich szczytów. Dokończyłem inwentaryzacji Lungo i, szkoda gadać, Speiereck wymiata bo zjazdy po 1200 m vertical w skomplikowanym terenie, które można zrobić tak 8x dziennie to jest czad. W Lungo byłem w tym roku pewnie z 6 dni. Warto. Wreszcie odwiedziłem też Weissee Gletscherwelt. Tu kultowa miejscówka freeturowców bo w promieniu 2-3 godzinnych dojść jest przynajmniej parę fantastycznych szczytów do jazdy. Jeden z nich (Granatspitze) udało mi się zrobić. O tych i innych wyjazdach z nastawieniem na freeride i freetour napisałem dokładniej https://www.skionlin...-gdzie-to-jest/ Poza Austrią był nowo zbudowany system Andermatt - Sedrun w Szwajcarii. Najeździłem się tam w puchu po pachy w opcjach przytrasowych. Odkrycie freeridowe, które najbardziej mnie zaskoczyło było w... Arenie. W ośrodku top-topów, w którym jeżdżą stada ludzi, trzy dni po opadzie kreśliliśmy linie w nieprzejeżdżonym puchu! Verticalu było 800 - 900 m (dwa różne warianty) a teren przepiękny i bardzo urozmaicony. Nieprawdopodobne. Liznąłem też potencjał Horn w Kitz i tam dopiero są opcje. 2. Skitury trawers Czarnohory (5 dni). Wyobraźcie sobie takie Karkonosze bez ani jednego człowieka! zapamiętajcie - jest jeszcze tylko parę lat na zaliczenie! To miejsce już się profesjonalizuje - właśnie budują schroniska bliżej gór, jest też piękny camping. Myśmy byli w formule częściowo biwakowej - namioty w środku Karpackiego PN (!). Blisko i ciągle tanio. A góry fantastyczne. Napisałem o tym https://www.skionlin...zarnohora-2019/. 3. Skialp (5 dni) - gdzieś o to ocierały się Tatry Wysokie na Słowacji. Najbardziej w kość dał mi zjazd z Wysokiej (2520) pierwsze moje rzetelne S4, Kończysta i Salatyn (to Tatry Zachodnie) to kolejne dwa piękne punkty. https://www.skionline.pl/forum/topic/20681-skiturowa-4dniówka/?do=findComment&comment=300792 4. Skitury stacjonarnie (6 dni) i 6 fantastycznych tematów w masywie Ortlera. Do dzisiaj nie mogę uwierzyć w niesamowity potencjał tego miejsca https://www.skionline.pl/forum/topic/25872-zbrodnia-i-rozpusta-w-cesare-branca/ 5. Skitury okazjonalne na Dolnym Śląsku (chyba 7 dni). Pierwszy mój zimowy nocleg w płachcie biwakowej, i drugi - niesamowity dzień gdy zaliczyliśmy wszystkie gorące linie w Karkonoszach, był też Śnieżnik z puchem po pachy... 6. Cat-skiing W bonusie były dwa dni w Dragobracie w tym jeden z cat-skiing. Pierwszy raz w życiu pojeździłem ratrakiem. Dzień obejmował kilkanaście zjazdów. Odczucia ambiwalentne bo smród i hałas ale z drugiej strony co pojeździliśmy to nasze. Może kiedyś powtórzę. drugi dzień ośrodkowe, maleńkie freeride 7. Superata - to 6 dni w ON gdy nie dało się jeździć obok. Spędziłem je towarzysko tak, że nie były całkiem stracone Razem 53. Dość mało ale to dlatego, że nastawiłem się na jakość a nie ilość. I nie wiem czy to nie był najfajniejszy mój sezon, gdzie każdy aspekt doskonale wyszedł. Pozdro Wiesiek
- 16 odpowiedzi
-
- 12
-
-
-
- koniec sezonu
- podsumowanie sezonu 2018/2019
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Jazda przez seraki naprawdę robi wrażenie. Ale ponieważ od początku mi się nie zgadzało to postanowiłem sprawdzić co zostało nakłamane. Zjazd z Aiquille du Midi na północ (w stronę Chamonix) raczej nie jest możliwy - widziałem tam narciarzy ale z paralotniami. Z kolei drugi łatwo rozpoznawany punkt to stacja kolejki Montenvers. Zaznaczyłem obydwa A ponieważ z drugiej strony, od południa nie da się dojechać do stacji to już widać, że jest nakłamane. Szczególnie, że od północy( gdzie teoretycznie może dałoby się zjechać) tej strony nie ma lodowca. Dość łatwo udało mi się ustalić punkt startu. Dojście na filmie wizualizacja i kierunek zjazdu tu jeszcze fota z filmu (kierunek wschód, południowy wschód) w kierunku zjazdu Tor jazdy No i teraz leśna sekwencja filmu. Sytuacja ogólna na dole widać linię kolejki Scena z kolejką można nawet rozpoznać, które okiennice były zamknięte jak satelita robił fotę. Jeszcze wiadukt Wynika mi z tego, że sceny leśne były kręcone gdzieś zasadniczo na obszarze nad wiaduktem a i też niżej. Prawdopodobnie można kolejką wjechać do końca i jest dalej wygodne dojście na grzbiet z być może pięknymi leśnymi odcinkami. Choć z drugiej strony jak już Mariusz pojedziesz do Chamonix to jednak Valle Blanche bardziej kusi. Pamiętam, że widziałem tam ślady miedzy serakami. Wtedy wydawało mi się to abstrakcją ale teraz można byłoby spróbować. Właśnie ten fragment filmu mnie powalił. Pozdro Wiesiek
-
W oparach minimalizmu. - skitury na lekko
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
Te argumenty są podnoszone - ale pytanie na ile to realne zagrożenie? Czyli czy ktokolwiek w lawinie stracił czekan? O zerwanych plecakach (a nawet rozebranych ludziach) słyszałem a o czekanie nie. Teoretycznie wydaje się takie zdarzenie możliwe. Ale czy na tyle częste aby podnosić to jako argument? Podpytam R.R. o to. Akurat w moim plecaku pętla na czekan wygląda bardzo solidnie. Ale noszenie go w środku plecaka to nie jest wielki problem i można to rozważyć. Oczywiście poza sytuacją na Conana. Pozdro Wiesiek- 942 odpowiedzi
-
- skitury
- sprzęt narciarski
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
W oparach minimalizmu. - skitury na lekko
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
Razem (jakiś czekan i łopatka) wychodziłoby poniżej 600 g. Nie wiem jak Twoje BCA ale moje K2 na wspólnym trzonku to prawie 800 g. Ale jednak długość całkowita 69 cm i solidna szufla z aluminium. no i mniejsza objętość. To mi się wydaje lepsza droga. może w oparciu o stylisko węglowe.- 942 odpowiedzi
-
- skitury
- sprzęt narciarski
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
W oparach minimalizmu. - skitury na lekko
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
Składane? Jaka waga?- 942 odpowiedzi
-
- skitury
- sprzęt narciarski
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Akurat ten też był z Gośką ale teraz wykorzystałem go jako skrót bo czasu brakowało. Objechałem go już sam dokładnie wcześniej - bo jest mocno skomplikowany. W zasadzie to wszystko co fajniejsze w promieniu 100 km od Wro mam dogłębnie spenetrowane - dosłownie każdą większą ścieżkę... Ale jak zawsze jakaś przygoda musiała być bo droga w polu się skończyła i musieliśmy przechodzić przez jakąś nową budowę. A tam wykopali kawał rowu odwadniającego. Musiałem więc przenosić rowery i zbudować mostek dla żonki (która zaproponowała aby to objechać). Ale objazd to byłoby przyznanie się do błędu Nawiasem mówiąc to te Lasy Grędzińskie warte są zobaczenia. Szczególnie jak jest sucho (jak teraz) bo czasem to tam naprawdę trudno jechać.







