Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Wujot

Użytkownik forum
  • Liczba zawartości

    2 888
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    127

Zawartość dodana przez Wujot

  1. Chętnie bym pomógł ale coś (pewnie w wyniku urazu narciarskiego) ankiety nie widzę...
  2. Ekipa Najwyższa pora powiedzieć choć parę słów o ekipie. Organizatorem i szefem wyprawy był Robert Róg. Ten wyga narciarski wygląda jak... wyga narciarski. O Robercie krążą plotki, że urodził się w butach skiturowych. Prawdę powiedziawszy niezbyt w to wierzę. Bo przecież nie ma takich małych rozmiarów... Ale z pewnością ujeżdżał już pierwsze silvretty. Robert wprowadza w tajniki szurania kolejne pokolenia adeptów. Ja (i np Kamil) mam przyjemność bycia, w nomenklaturze R.R. , pierwszym rzutem. Niezależnie od tego, że już dawno się usamodzielniłem (co jest naturalną kolejnością rzeczy) to nadal dość często jeżdżę z Robertem bo ma bardzo urozmaicone i ciekawe propozycje. Na wyprawie byli przedstawiciele różnych roczników skiturowych. Grupa była dość liczna - 8 a przez chwilę 9 osób. I, jak się zorientowaliście, heterogeniczna. Przedstawicielki płci pięknej (no dobra dziewczyny) Ania (kapitan jachtów) i Marta nie tylko upiększały okoliczności ale niejednego faceta były w stanie pognębić swoja determinacją i umiejętnościami. Chłopaków nie będę szczegółowo opisywał (z powodów oczywistych). Tutaj od lewej: Piotr, Robert,Wiesiek, Tomek, Mikołaj. Poniżej autor grupowego zdjęcia - Przemek, a dalej jest Wojtek (z którym zaraz jedziemy w Alpy) Dzień 5 Niespodzianka W tajnym plebiscycie przedwyjazdowym wyznaczyliśmy na ostatni dzień Krywań (prawie 2500 m npm). To bardzo efektowna góra z rewelacyjnym zjazdem, który możecie sobie zobaczyć na tej focie. Z tegoż powodu już dzień wcześniej zjechaliśmy do Strbskiego Plesa aby przenocować w pensjonacie i bez straty czasu rano podjechać pod cel. Po pół godzinie stoimy w piątkę pod górą i widzimy, że cały dół jest bez śniegu. Szacujemy, że jedną trzecia trzeba pokonać z buta. To samo w sobie nie robiłoby na nas wrażenia ale są słabe perspektywy na zjazd. Bo tam jedzie się wzdłuż doliny potoku i jak jest śnieg to jest jazda, ale jak go nie ma to droga z buta może być przewalona. Trzeba by szybko dotrzeć do drogi podejściowej. Czyli da się zrobić tylko pół zjazdu... Robert myślący zadaniowo chciałby mimo tego iść. Zanim jednak podejmiemy ostateczną decyzję dokonujemy przeglądu opcji i pada propozycja Tomka - Salatyn. Słabą jej stroną jest dodatkowy dojazd - to godzina (powrót druga) a o 18:00 wrocławska część ekipy chce wracać do domu. Z drugiej strony są wielkie plusy - 100% pewności zjazdu trasą narciarską w Spalonej i odwiedzenie tej kultowej górki. Wyciąg zaś pozwoli nadrobić stracony czas. Podejmujemy decyzję i za 6 E lądujemy pod Salatynem na 1400+ m npm. I... dobrze to wygląda! Góra jest popularna - sporo, jak na piątek, osób tu włazi. Podobnie jak reszta wchodzimy częściowo na fokach a później już z buta. Na przełęczy. Tutaj zauważamy, że powinien być piękny zjazd na południe. I, że nikt tam nie jeździ. Trzeba to koniecznie sprawdzić. Nie przejeżdżony żleb z miękkim wiosennym śniegiem jest ambrozją narciarstwa. Bonusem i nagrodą za te 4 dni. Nasz zjazd. Marta to nawet gotowa jest zatańczyć kankana. Rozglądamy się dokoła i wszędzie widzimy świetne linie. Można tu rzeźbić całymi dniami. Spady idealne, równo, śladów jak na lekarstwo. Teraz idziemy na Salatyna. Zamiast żlebu wybieramy lewy stok. Podejście też jest komfortowe. Więc się nie ociągamy Góra Salatyna jest wspaniała. Są tutaj przyjazne lajtowe opcje ale też te znacznie bardziej wymagające. Oglądamy wjazd do takiego żlebu - mam wielką ochotę to zrobić ale wolałbym na początek coś troszkę lżejszego. Czas jednak na to nie pozwoli więc robimy klasyka - na przełęcz i drogą podejściową Jak widzicie pogoda powoli się kończy. Zjazd na tę stronę jest równie fajny jak na drugą choć jednak wyraźnie przejeżdżony. Jeszcze fota z połowy stoku. Dalej do stacji narciarskiej i sympatycznym dobrze pofalowaną już trasą na dół. Jeszcze rzut oka na wizualizację. Podejście zaczęliśmy przy strzałce. Te dwa zjazdy wymagały prawie 900 m vertical. Ale uzysk z tego był 100% - sama piękna jazda. Do tego dodatkowe 400 m w bonusie (wyciąg) Tutaj można obejrzeć świetne opcje na południe. Jest też chyba fajna opcja freeturowa. Podjazd wyciągiem, wejście na szczyt nad wyciągiem (Przedni Salatyn) i byłoby z 600 m vertical (z tego z buta gdzieś ze 200 m). Dałoby się to zrobić pewnie z 5 x w ciągu dnia. Tę opcję chyba ktoś robił bo zauważyłem ślady pod kanapą w miejscu gdzie z trasy nie było szans tego zrobić. Jeszcze może naskrabię jakieś wnioski (i sprostowania). Teraz zapraszam do dyskusji, pytań, krytyki, głosów zachwytu itd. Pozdro Wiesiek
  3. Wujot

    Prognoza pogody na sezon 18/19

    Dokształcanie to jedno a odsyłanie do spekulacyjnych i najprawdopodobniej nieprawdziwych przewidywań to drugie. Jak pogrzebiesz troszkę głębiej to znajdziesz kupę modeli, które mimo słabnięcia Golfsztromu przewidują co najwyżej bardzo niewielkie oziębienie na części półkuli północnej w zimie. Większość nawet przewiduje przyspieszone ocieplenie (ze względu na osłabioną cyrkulację wód powierzchniowych). Jesteśmy w dobie gwałtownych zmian i jak widać na razie nie ustalono konsensu co do istotnych szczegółów. Pozdro Wiesiek
  4. Moim zdaniem ta narta jest troszkę zbyt reaktywna i pod wpływem nierówności podłoża ma ochotę skręcać sama. Można się do tego łatwo przyzwyczaić i nie jest to problem. Ale wolałem wcześniejsze Legendy. Pozdro Wiesiek
  5. Klasyczny firn jest rzadko to po czym jeździłeś to pewnie tzw śnieg ziarnisty. Pozdro Wiesiek
  6. Dzień 4. Na Rysy Prognoza pogody nie była zachęcająca. Słaba widoczność i zimniej. Wiatr miał być też gdzieś pod 50 km/h. Czyli na górze to może być duuużo więcej. Ale nikt tanio skóry nie miał zamiaru oddać. Po wojskowemu to się mówi: - rozpoznanie bojem I to właśnie zarządził Roberto. Wychodzimy i jest wyraźna szansa na poprawę pogody! Na południu jest rozjaśnienie, które powoli jakby się przesuwało na północ. Idziemy szlakiem na Rysy. Słowacy nawet ładnie go oznakowali (ale nie na dużą mgłę). Robert co jakiś czas robi nam "okolicznościowe" wykłady. Wchodzimy głębiej i szansa na poprawę upada. Świat zmalał, góry zrobiły się jakieś nostalgiczne. Patrząc dookoła to na wiele trudno było liczyć. Dochodzimy do ścianki gdzie w lecie idzie się po łańcuchach a w zimie rozpięta jest poręczówka. Ekipa zakłada raki a mnie się nie chce, idę z czekanem i... naprawdę nie wiem po co kijkiem. Ot, tak z przyzwyczajenia. I ten ostatni strasznie mi przeszkadza. Ale ponieważ plecaka też mi się nie chce już ściągać to pokonuję drogę w kulawym stylu - ku uciesze reszty, która profesjonalnie i w rakach bezstresowo rusza za mną. Przypominam sobie, że kiedyś już tak było i solennie postanawiam sobie wbić do głowy, że jak się korzysta z poręczówki to kijka się nie zabiera. Niektóre lekcje jak widać trzeba powtarzać. Wyżej jest coraz bardziej mgliście, przed Chatą już tak. W dodatku, czego na focie nie ma, naprawdę solidnie duje. Chata jest oczywiście zamknięta (co było wiadomo), dywagujemy chwilę dlaczego nie ma tu udostępnionego Winteraumu. Później bierzemy łopaty, odkopujemy zacieniony od wiatru załom budynku. Tomek wynajduje deskę, robimy ławeczkę... i mamy całkiem fajny przytułek gdzie poddajemy się rozpasanej konsumpcji, przegryzając kabanosy czekoladą i orzechami. Do tego suszona wołowina i dorsz. Oraz gorąca herbata. Teraz pora na sesje foto (w końcu po co się w góry chodzi?) Ale ileż można jeść, fotografować i wyglądać zza węgła czy pogoda się przypadkiem zmieniła? Dywagujemy czy nie wejść na Wagę i stamtąd sobie zjechać. Perspektywa zjazdu w mgle jakoś nikogo nie zachęca, szczególnie, że wywiane jest i betonowo. Czyli powrót i wylegiwanie! Ta ważna decyzja przychodzi nam bez trudu i bez wyrzutów sumienia. Szczególnie, że w międzyczasie schodzą dwie piechurki i potwierdzają, że na górze jest coraz gorzej. Fragment zjazdu pod Chatą jest fajny. Czeka nas jeszcze przejście przez ściankę. Część ekipy w ramach ćwiczeń postanawia to zjechać na nartach (trzymając się poręczówki) i z czekanem. Reszta schodzi. Sam zjazd jest skomplikowany bo jest sporo gołych skał do przejścia i wąsko ale jesteśmy zadowoleni bo zawsze coś innego. Narty przeżyły to w zdumiewająco dobrym stanie. A tutaj zejście Ani. Dalsza część to formalność. Wyszło 900 m vertical i 8 km. Całkiem fajnie jak na okoliczności. Jeśli myślicie, że to koniec relacji to jesteście w błędzie. To nie była czterodnówka. To była pięciodniówka a ostatni dzień miał być dla mnie przynajmniej najfajniejszy. Miał ale czy był?
  7. Niby Hoji ma rewelacyjny zakres ruchu (bardziej o to chodzi jak wagę). Jest szansa, że buty do jazdy troszkę zejdą np do 1400 g/szt. A wtedy te do chodzenia będą miały 700 g i znów będzie dylemat Pozdro Wiesiek
  8. Mina sąsiadów jak wnoszę narty w maju i czerwcu - bezcenna
  9. Tak się raczej nie da. Te lekkie buty to się gną przy agresywniejszej jeździe. Sam się zastanawiam czy na żleby Tatrzańskie nie zacząć wozić Beastów i nie dokupić twardszej (dość wąskiej) narty. W zamian ograniczyć vertical do powiedzmy 1000-1200 m To trochę pochodna tematów jakie się chce robić do 35-40 stopni nie ma w zasadzie problemów i te lekkie buty są naprawdę ok (oczywiście nie zakładam pełnej pyty i dropów). Ale jak masz to na nogach na 55 stopniowym lodowym kuluarze to już czujesz się średnio. Ale powstaje pytanie szersze czy warto wchodzić w skialp bo można mieć spokojny skitur i mega fun z jazdy. Napiszę o tym w mojej relacji na końcu...
  10. Saalbach Pozdro Wiesiek
  11. Dzień 3. Kończysta Piękny szczyt na którego wspomnienie gęba mi się cieszy. Popatrzmy wpierw na sytuację topo. Cel jest po lewej. Z Popradzkiego Plesa można dojść na dwa sposoby. Podchodząc od jeziora na przełęcz pod Osterwą i dalej obok Klina i przez Dolinę Stwolską. Tę drogę zaznaczyłem strzałką na wizualizacji. Jak się przyjrzeć to widać tam ścieżkę. Druga opcja, którą wybraliśmy obok Lodowego Jeziorka i dalej żlebem o którym szerzej opowiem. Na taki a nie inny wybór wpływ miał stan stoku na przełęczy pod Osterwą - góra wyglądała na mocno wytopioną. Samo podejście też raczej jest niełatwe. Oczywiście można też wykombinować pętlę ze zjazdem z Osterwy. Bardzo chciałem to zrobić ale troszkę się przestraszyliśmy jazdy bez rozeznania podejściem i wiedzy na temat stanu tego stoku po drugiej stronie... Początek był już dobrze znany z pierwszego dnia, dość szybko docieramy do wspomnianego jeziorka, tam krótki popasik i zakładamy harszle. Dziwnym zbiegiem okoliczności łamiemy razem z Robertem po jednym nożu dosłownie w tym samym momencie. To mnie nie cieszy bo na tej wyprawie to jest artykuł pierwszej potrzeby a z jednym już nie idzie się komfortowo. Czeka nas teraz tajemniczy żleb, posłużę się fotą Tomka sprzed 3 lat. Nawet narciarze są! Tomek podał to jako Lucnie Sedlo (tak jest na mapach słowackich), na polskich mamy Stwolską Przełęcz. Ale nasze określenie to przełęcz K.... od nazwiska kolegi co zjechał ją głową w dół z samej góry (od skał) a ponieważ miał narty zapięte do podchodzenia to nie było szans nic zrobić. Dojechał aż do stawu, cały czas przyspieszając. Ten efektowny zjazd grupa uwieczniła w nowej nazwie kuluaru. Do skał jest sens podchodzić na fokach. Dalej z buta. Wychodzimy na platou (na mapach słowackich oznaczone jako Luka). Tam narty wrzucamy na garba. Czeka nas teraz najbardziej niezwykły fragment - marsz gigantycznym gołoborzem, którym z tej strony jest Kończysta. Byłoby zbrodnią nie wykorzystać moich modeli i oto w marszu po Kończystej mamy Wysoką w tle. Nasza droga prowadzi do naśnieżonego szerokiego pola, które z daleka wygląda jak trasa narciarska. Większość ekipy ma tam dość już garba i zakłada narty, ja zgłaszam wotum separatum i dymam po staremu. Co jest zdecydowanie najszybsze. Bo góra stroma, kartoflisko i w dodatku zalodzona. Zjazd będzie hardcorowy... Ale póki co cieszmy się górą. Widok na Gerlach Słynne kowadło Trochę siedzimy ale wcale tak ciepło nie jest więc pora ruszyć tyłki. Zjazd na początku to jest walka z lodowymi kalabrakami, w połowie robi się dobrze a dół - bajecznie. Zjeżdżamy troszkę niżej - do doliny Stwolskiej. Na focie widać, że porównanie do trasy narciarskiej jest wyjątkowo trafne. Teraz wytopionym płaskowyżem trzeba dotrzeć dobry kilometr do zjazdu Żlebem K.... Większość (czyli wszyscy bez mnie) dymają to z buta a ja oczywiście na nartach korzystając z resztek śniegu. I czyż muszę wyjaśniać która metoda była lepsza? Tym razem obywa się bez przygód. Ekipa rozgrzana sukcesami trenuje tutaj podchodząc do skałek i w dół co i raz. Sama idea aby trochę jeszcze pozjeżdżać jest mi bliska. Ale czemu tutaj??? Podkreślam, po raz trzeci, swój indywidualizm i ostentacyjnie (czego nikt nie zauważa) wybieram nasłoneczniony stok naprzeciwko. Śnieg tam solidnie odpuścił a jazda na wiosennej ciapce to jest to co tygryski lubią najbardziej! Czasem szkoda, że dzień się kończy... Bierzemy jeszcze wypłatę w postaci końcowego szusu do Majlathovej Chaty. Razem 1500+ m vertical i 12 km drogi. track nie jest kompletny bo o GPS przypomniałem sobie dopiero przy jeziorku.
  12. Puchówkę założyłem raz ale naprawdę była potrzebna, HS (góra) ani razu. Najczęściej chodziłem w jednej warstwie a zjeżdżałem w dwóch. Co do konieczności posiadania to oba ciuchy z puchu traktuję jako element bezpieczeństwa (jak np płachtę biwakową). Nawet w warunkach kwietniowych wychłodzenie może być bardzo szybkie. Z moich doświadczeń wynika, że wejście w chmury w kwietniu (a nawet maju) cofa cię czasem do środka zimy... Pozdro Wiesiek
  13. Popatrz jeszcze na Dynafit TLT 7 Carbonio. Jest o 100 g cięższy od tych Alienów ale to bardzo fajny but. Z fantastyczną ruchomością. O Alieny dopytam się znajomego co je użytkuje (wiem, że jest bardzo zadowolony) Pozdro Wiesiek
  14. Zjazd w stronę koprowych przełęczy nie zawodzi. Jeszcze przedłużamy go skręcając w Dolinę Hlińską. Na zdjęciu mamy naszą przyszłą drogę powrotu przez Niższą Koprową Przełęcz. Prawdę powiedziawszy to chciałoby się kontynuować dalej jazdę bo w drugą stronę wygląda to tak Oglądamy też możliwości zjazdu z Koprowego Wierchu wprost do "naszej" dolinki. Z dołu zjazdy nie wydają się oczywiste ale ten żleb na lewo powinien być do zrobienia. Ale jak na niego "wycelować" to nie wiem. Najprościej byłoby podejść od dołu. Na to nie ma czasu ale robimy z Martą dodatkowy kawałek po naszej trasie zjazdu. Było tak przyjemnie, że szkoda odmówić sobie powtórki. Po tym trzeba się wdrapać na przełaczkę z przedprzedostatniej foty. Część ekipy zrobiła to trochę wcześniej. Ale my trafiamy już na zacieniony beton. Jeszcze rzut oka w tył - Dolinka Hlińska prezentuje się tutaj wyjątkowo ładnie. Czerwone Wierchy pięknie zamykają horyzont. Zjazd był czujny (bo twardo i dość stromo) ale bez napinki. Jeszcze mała niepozowana sesyjka na powrocie I dzień drugi można uznać za zamknięty. Wyszło 1150 m vertical i 11 km całość.
  15. Dzień 2. Koprowy Wierch To klasyk (a szczególnie już klasyk narciarski). Powody są dwa - fantastyczny widok na Tatry Wysokie, Tatry Zachodnie i ścianę Hrubego Szczytu a do tego piękne zjazdy. Jeśli chodzi o widoki to Koprowy sprawia wrażenie dobrze postawionej wieży obserwacyjnej. Ze zjazdami jest też nieźle, obok klasyka czyli tego do Wyżniej Przełęczy Koprowej a dalej do Doliny Hlińskiej można bezpośrednio zjechać ze szczytu żlebami do Doliny Hlińskiej. Są też zdecydowanie bardziej wymagające zjazdy do Doliny Mięguszowieckiej (Dolinki Stawów Hińczowych). Trzecią zaletą szczytu jest szybkie i dość łatwe dojście. Zaczynamy ścieżką wzdłuż Hincowego Potoku. Tego ostatniego raczej nie widać ale parę razy go słyszę gdzieś pod nogami. Przed podejściem na Wyżną Przełęcz Koprową jest fragment gdzie trzeba zdjąć narty i przejść przez spory skalny próg nad/obok potoku. To doskonały pretekst do sesji foto. kolejnym etapem jest wspomniana przełęcz. Samo podejście jest troszkę uciążliwe bo sporo się wytopiło. Przekształcam to w zaletę bo po wrzuceniu na plecy nart szparko można dać z buta brzegiem letniej ścieżki. Na przełęczy jest tak: W górę kusi takie piękne poletko. A tak wyglądało to poletko trzy lata wcześniej Tuż przed szczytem zrzucamy narty i ostatnie 200 m jest z buta. Na upartego można byłoby przejść to na nartach ale sporo poodsłanianych skał dobrego zjazdu nie wróży. Tutaj mamy ćwiczenia z topografii. Muszę wyjść - CDN
  16. Widocznie teraz było więcej śniegu. Mapa zacna Pozdro Wiesiek
  17. Tomek w poście zamieścił dokładniejszą słowacką graniówkę (fragment). Jest moim zdaniem lepsza. Ale co ciekawe żleb, który opiszę w jednym z kolejnych dni ma na obu mapach zupełnie inną nazwę. Różnic jest chyba więcej i nie wynikają one z tłumaczeń... Jeśli chodzi o drugie pytanie to jest wygodna ścieżka (na OSM jest nawet narysowana). Ale w zasadzie nie ma przeszkód (poza konfiguracją terenu) aby poruszać się wszędzie wzdłuż Lodowego Potoku Pozdro Wiesiek
  18. Po trzech latach z malutkim okładem mogę powiedzieć: - Przełączka z Wysokiej zaliczona! Przeczytałem, z bananem, powtórnie relację Tomka z naszej wspólnej wyprawy (Tomku czekam z niecierpliwością na kolejne). Proponuję abyście też to zrobili bo będzie to świetne wprowadzenie do mojej "powtórki" (co powtórką do końca nie była). Dzień 0 Dojazd z Wrocławia do Strbskiego Plesa, potem dojście do "noclegowni". Tym razem nie jest to górski hotel "Popradzkie Pleso" tylko Majlathova Chata. Okazało się to bardzo dobrym ruchem. Dla nie znających tych okolic - to jest tuż obok. Ceny znacznie niższe (nocleg 11 vs 16 E), kuchnia lepsza - to akurat nie ma znaczenia bo można stołować się i tu i tu ...ale zniżka 20% na jedzenie dla tam nocujących to już jest argument. I co najważniejsze to malutki obiekt, bardzo kameralny i z klimatem, którego hotel nie ma. Plany i ich realizacja Koprowy Wierch i Rysy miały się powtórzyć, z nowych tematów - Wysoka, Kończysta i Żelazne Wrota (Zachodnie). Wyprzedzając opowieść zamieszczę wizualizację z naszego wyjazdu (no jego głównej części), która pokaże jak fajnym miejscem wypadowym jest jezioro "Popradzkie Pleso". Dzień 1 Wysoka i Żelazne Wrota Dojście nie wróżyło zwrotu akcji ale... byka chwyciliśmy za rogi od razu. Czyli zaczęliśmy od Wysokiej. Niby miało być odwrotnie. Żelazne na początku aby się rozchodzić, rozjeździć. Było jednak bardzo ciepło i ta zmiana kolejności była logiczna. Podejście na Wysoką dostaje dużo słońca a to drugie jest rano w cieniu, więc tam był jeszcze beton (a może nawet lód). Za to tutaj już się topiło - na razie powinno być bezpieczniej. Zmiana planu! Trzeba powiedzieć, że Wysoka robi wrażenie, nawet z bliska, na podejściu. Idziemy z buta. Na początku żlebu jest OK ale im wyżej tym powoli stromieje i pod koniec człowiek zadaje sobie pytanie. Co ja tutaj robię? Poranny beton odpuścił trochę, środkiem żlebu idziemy śladem starej (wczorajszej???) lawiny - wpierw lawinisko, na górze jakby ratrak to wyczyścił. Część ekipy (rozsądniejsza?) odpuszcza sobie wejście po drodze. Na górze jesteśmy w czwórkę. Zjazd z góry (to nie jest odpowiednie słowo) zaczynamy z Robertem. Marta i Tomasz schodzą parę metrów w dół gdzie robią sobie półkę na wpięcie. Pierwsze metry są bardzo ostrożne (nawet zsuwać się nie da bo twardo i bardzo nierówno). Czyli schodkuję. Na lawinisku jest dużo lepiej ale ponieważ wierzchnia warstewka odpuściła to zsuw usiłuje mnie porwać. Skręt i Stop, skręt i Stop, skręt i Stop. Stopniowo zaczynam łączyć skręty. Od połowy robi się znośnie a niżej całkiem fajnie. Po Wysokiej Żelazne Wrota (Zachodnie) wydają się lajtem. Ale w kość trochę dają Jeszcze parę fot na górze. Wiatr przegania kłaki chmur i bardzo zmiennie jest. Na zakończenie jak zawsze wizualizacja. Troszkę ponad 1500 m vertical i 11 km drogi. Całkiem udany początek!
  19. I Idąc tym torem nie mamy też prawa do oceny i dyskusji na typowym stoku narciarskim. W końcu ktoś wyda jakieś uzupełnienia szkoleń (które nie są przecież obowiązkowe) i będzie OK. Albo jakąś oficjalną opinię. Wobec tego proszę Cię abyś już przestał wypowiadać się na te tematy ( i mitygował w tym zakresie innych użytkowników forum). Zniknie idiotyczne dywagowanie na temat kto stwarza lub nie stwarza zagrożenia na stoku i jak się zachowywać. pozdro Wiesiek
  20. Rozumiem, że jesteś adminem, który wie o czym ma być temat??? Jest o tym o czym jest. Jak widzisz w tym J to Twoja sprawa. Ja widzę inne sprawy.
  21. Nie zrozumiałem (bo chyba nie o to chodzi co jest napisane) - proszę rozwiń swoją myśl.
  22. W dyskusji zarysowały się bardzo różne postawy. Ale oczywiste jest, że każdy z nas jest wielowymiarowy. I może to być np w 10% hedonizm i 90% samodoskonalenie albo odwrotnie. Do tego możesz dołożyć uwarunkowania urlopowe, finansowe czy rodzinne. W imię tych ostatnich możesz być w ogóle zmuszony do odłożenia "swojego" modelu. Nie zmienia to jednak zasadniczej kwestii - czy jesteś skłonny wziąć się do roboty i realizować jakąś wizję rozwoju czy traktujesz narciarstwo jak np McDonalda. @MichalR Akurat Spiochu logując się na tym forum wrzucił film ze swoją jazdą
  23. no nie zrozumiałeś - pierwsza grupa to hedonizm - druga samodoskonalenie się - trzecia droga przez świat
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...