Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Wujot

Użytkownik forum
  • Liczba zawartości

    2 888
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    127

Zawartość dodana przez Wujot

  1. Te które teraz (w tym wątku) opisuję objęte są karnetem Salzburger Super Ski Card. Jak skończę o Krippensteinie (jeszcze tylko małe uzupełnienie) to opiszę krótko ośrodki na Schneebären Card - u nas praktycznie kompletnie nieznane i pomijane. A przynajmniej dwa są warte uwagi. W tym jeden o fantastycznym potencjale freeride, freetour i skialp. Te ośrodki też sa na SSSC. Pozdro Wiesiek
  2. W materiałach G3 znalazłem coś bardzo interesującego: "Istnieje również badanie firmy NATICK wskazujące, że obciążenia przenoszone na stopy wymagają około 5 razy więcej energii niż w przypadku noszenia na tułowiu. Jest to czasami kwestionowane przez purystów naukowych z powodu niewielkiej puli próbki i zmian związanych z ukształtowaniem terenu, nachyleniem, prędkością itp., ale powszechnie jest to akceptowane jako ogólna zasada. 1 kg na stopach = 5 kg w plecaku." Zakładając, że przyjęliśmy, że 14 kg (graniczna waga plecaka w jeździe) to "odpowiadająca" temu waga na nogach to niecałe 3 kg. Praktycznie nie do uzyskania. Ale to uzmysławia dlaczego tak bardzo czuje się różnicę miedzy butami 3 a 2 kg. Zastanawiając się nad tym doszedłem do wniosku, że jest jeszcze dodatkowy czynnik. Opór w ruchu stawu skokowego. Otóż w naszych lekkich butach jest on pomijalny i przesuw narty do przodu może dokonywać się przy mniejszym podniesieniu pięty nad nartą. W przypadku freeridowych butów (jak moje Beasty) aby zrobić długi krok muszę mocniej podnieść piętę bo cholewka jest mało podatna. Tłumaczyłoby to dlaczego ostatnio jak podszedłem 700 m vertical w moim freeturowym zestawie to czułem lekkie zmęczenie (raczej nieadekwatne do przewyższenia). Wniosek jest zaś taki, że oszczędność wagi na nogach to bardzo ważna sprawa. "W zamian" do plecaka można zabrać dodatkowe wyposażenie zwiększające nasz komfort i bezpieczeństwo. Pozdro Wiesiek
  3. Na szczęście to już 10 dni mija i nic (no minimalnie czuję). Ale fakt, że żebra potrafią boleć - kiedyś po upadku przez trzy miesiące ani jednej nocy całej nie przespałem...
  4. Krippenstein to było (i jest) takie niespełnione marzenie. Kultowa miejscówka freeriderów, z drugiej strony opowieści o puchu rozjeżdżanym w dwie godziny. Do tego teren jest olbrzymi ale wymaga dużego opadu (inaczej kicha). A z tym to ostatnio różnie bywało. A jeszcze do tego moje trzy lata sezonówki tyrolskiej, później Szwajcaria. Słowem Krippenstein się przesuwał, przesuwał. Przy okazji tury z Dachsteinu miałem nadzieję, że cokolwiek liznę, zobaczę czy rzeczywiście jest tutaj tak wyjątkowo. Popatrzmy na oficjalny schemat Mamy jedną (ale tak naprawdę dwie - bo też wzdłuż krzesełka) trasę uprawianą, trzy strefy freeridowe i trzy trasy skiturowe. Zaczynam od najłatwiejszej strefy 2. Jedzie się tutaj wzdłuż wyniosłej ściany góry Hoher Krippenstein. I naprawdę robi to wrażenie. Całkiem sympatyczne lodospady Dalej jest bardzo urozmaicony las, widać, że to teren intensywnej erozji. Zapomniałem wspomnieć o warunkach. Główna linia była przejeżdżona i twarda. Jak mocno nierówna trasa narciarska. Ale z boków trafiało się na nieruszony puch. Po tym rozgrzewkowym zjeździe pora zajrzeć na obszar 4. Tutaj wyglądało to zdecydowanie poważniej. Przede wszystkim koszmarny wiatr (dotąd zasłaniany przez konfigurację terenu) wywiał go do betonu i lodu. Co prawda żleby wyglądały obiecująco (depozyty) ale tylko rozpoznanie bojem mogło coś więcej powiedzieć. Widoki na początek Ponieważ nie znamy terenu to na początek "zwiedzamy" stromy żleb pod wyciągiem. Przyjemna jazda szybko się kończy bo niżej są lodowe pole a pod nimi skalne, nie do końca przysypane progi skalne. Upadek tutaj skończy się na pewno szpitalem. Czyli wycof. Zakładam foki i wychodzę z pułapki, Jurek dyma z buta. Jazda dalszą, obszerniejszą linią wydaje się znacznie bezpieczniejsza. Niestety mam tam przygodę - wpadam na zalodzoną część zbocza, zaliczam upadek i nawet jakieś koziołki. Lecę głową w dół. Na szczęście nie straciłem jednej narty, więc po obróceniu się głową do góry (przez ostrożny obrót w płaszczyźnie stoku) mogę spróbować się wyhamować. Co mi się udaje. Teraz szukam drugiej narty. I trudno uwierzyć ale skistop przebił lód i narta wisi sobie ze 30 -40 m wyżej. Czeka mnie dymanie bo nikt przy zdrowych zmysłach tam nie podjedzie. pomijając, że nikogo nie ma. Wybijam więc butami w skorupie stopnie, pozostałej narty używam jak asekuracji (bo czekana nie mam) i odzyskuję (nie bez walki) co moje. Teraz złażę na wypłaszczenie. W między czasie zjeżdża jakaś trójka nieszczęśników. Udaje im się dotrzeć cało na dół ale wyglądają jakby jechali po polu minowym. Ale na tym jest koniec przygód. Bo po pokonaniu zabetonowanego pola wjeżdżamy w las. I tam jest bajecznie, bardzo strome ścianki, parowy teren porąbany na maksa. I już wiem - kocham Krippenstein! Miłością od pierwszego wejrzenia, bezwarunkową. Na dole spotykam Arasa i Marka (co przyjechali nas odebrać). Chcę jeszcze sprawdzić trzecią strefę ale chłopaki mi to trochę wybijają z głowy. Po prawdzie bardzo nie oponuję bo czuję się potłuczony i wygląda, że żebro mogło mi pójść. Zjeżdżam więc oficjalną boiskową jedynką i trzeba powiedzieć, że jest to piękna (chyba 10 km) trasa. Podsumowanie krótkiego epizodu Krippensteinowego wygląda tak. Linia z prawej to ratrakowana trasa. Miejsce przygód łatwo zobaczycie na tracku. Zmierzyłem nachylenie w miejscu gdzie zrobiliśmy wycof i jest tam 100% co przy taflach żywego lodu i podcięciach było dobrą decyzją. Tam gdzie się wywaliłem też było pod 100 % ale z łagodnym wypłaszczeniem, szerokością i bez skał. Wracałem autem z jednej strony bardzo zadowolony, ale też wkurzony. Dni narciarskich w lutym i marcu przede mną było (i jest) jeszcze sporo (w tym wyjazd 10 dniowy) a pęknięte żebro raczej nie nastraja do ostrzejszej jazdy. Na szczęście następnego dnia ból zelżał a później zniknął. Czyli było to jakieś nieistotne obicie. pozdro Wiesiek
  5. Patrzę na pogodę - lampa bez cienia chmurki - Włochy to???
  6. Mariusz a gdzie nowe off pistowe przygody? Gdzie jedyny prawidłowy kierunek?? Tego Co życzę najbardziej. A poza tym jazdy gdy puch wali Ci po goglach (jak to tydzień temu było). No dobra coś tam jeszcze do wygrania też dodam - skoro Cię to bawi. Pozdro Wiesiek
  7. Narodowa trasa turowa Dachstein - Obertraun (przez Krippenstein) Prawdę powiedziawszy przymiotnik "turowa" jest trochę na wyrost bo w wariancie oficjalnym wystarczą zwykłe zjazdówki. Najtrudniejsza jest logistyka bo trzeba zaczyna się w jednym miejscu a ląduje w innym - powrót samochodem to 80 km. Czyli nasi wspaniali koledzy zawożą nas pod gondolę na Dachstein a pod koniec dnia odbierają z Obertraun (zaliczając dzień na Dachstein West). Z gondoli zjeżdża się może kilometr na północny-zachód. Dalej trzeba trochę podejść (co ładnie widać na zdjęciu), zapinamy foki (bo wygodniej) ale bez większego problemu z buta też można. Trasa jest wyratrakowana i zgubienie nie grozi. Przed nami jest około 10 osób. Część (też na focie) podchodzi na szczyt Hoher Dachstein. Rzut oka w tył. Wyniosłe skały przy stacji zostają coraz bardziej z tyłu. Jak widać nie idziemy (jedziemy) sami. Jest płasko choć coś tam można czasem obok zaliczyć. W tym miejscu podejmujemy dość istotną decyzję - trzymamy się dalej ratraka (czyli oficjalnego wariantu). Trzeba powiedzieć, że widokowo jest powalająco Docieramy w okolice Simonyhutte. Tam trochę modyfikujemy trasę zjeżdżając stromą ściankę spod schroniska. To mniej więcej połowa drogi do Krippenstein, dalsza część jest połoga. Jest sporo krótkich podejść po kilka kilkanaście metrów, które nie wiadomo jak iść. Z kija niewygodnie, ściągać deski podobnie. Ale widoki dalej przednia klasa. Powoli docieramy do Gjaidalm (restauracja, schronisko) 1729 m npm. Czyli 1200 m vertical mamy za sobą. Stąd można zjechać trasą narciarską do Obertraun (kolejne 1100 m vertical). ale ponieważ mamy SSSC to możemy skorzystać z żółtej gondoli i wjechać na Krippenstein. Pora teraz spojrzeć na przebytą trasę. Czerwona kreska to podjazd gondolką. Wyszło 19,4 km (razem z gondolką) i prawie 2700 m vertical. Robi wrażenie. Po czasie uznajemy, że oficjalny wariant to nie jest najlepsze rozwiązanie. Na wizualizacji poniżej oprócz naszej zewnętrznej linii są traki jakie ściągnąłem z internetu. Obydwa lewe warianty są krótsze, dają fajne zjazdy - kosztem dłuższego (około 2 km) podejścia. Jeśli ktoś ma foki i sprzęt do podchodzenia to zdecydowanie lepiej to wygląda. A jak dołożyć do tego wspomniany Hoher Dachstein to wycieczka może być pierwszej klasy. Jak widać na odcinku Simonyhutte - Gjaidalm nie ma raczej wyboru bo wszyscy idą tak samo. Może miałbym kaca z powodu niewykorzystanych okazji ale... czekały mnie jeszcze trzy zjazdy z Krippenstein. I powiem, że ten teren off pistowo jest wgniatający. Absolutna rewelacja. Troszkę o tym (i przygodach jakie nas spotkały) napiszę za parę dni bo już najwyższa pora zacząć się pakować na narty. Jest szansa, że zaliczymy jeszcze raz Krippenstein i sprawdzimy możliwości Planneralm (co też wyglądają dobrze) Pozdro Wiesiek
  8. Napiszę tak - połowa tras ośrodka ma wystawę południową. W marcu ostro operujące słońce topi te stoki a nocny mróz skuwa i nad ranem jest betonowo-lodowo. Kto może ciągnie na Nord Fiss albo Pezidy (tutaj dla odmiany bywa wywiane) i jest tam relatywnie więcej narciarzy. Cechą charakterystyczną tego ośrodka jest też dużo mniejszy opad jak w np w pobliskim Ischgl. To jest nawet zdumiewające o ile jest tam przeważnie gorzej jak obok. Pewnie w tym roku śniegu nie brakuje. Teraz off piste - możliwości też są zdecydowanie gorsze (ze względu na wystawę i konfigurację na Pezid i Massner). Jedyny dość pewny obszar jest wzdłuż Adlerpiste - ale też to nie jest dużo (szybko rozjeżdżane). Ogólnie. To znakomity, rozległy ośrodek i ogarnięty narciarz znajdzie coś dla siebie. Nie mniej jednak to co napisałem ma miejsce. Po okresie gdy byłem skłonny uznać go za ścisłą czołówkę Austrii obniżyłem znacznie tę wysoką ocenę. Myślę, że w SFL i regionie (Ischgl, See, Kappl, Nauders, St Anton, Fliess) spędziłem ze 200 narciarskich dni więc mam pojęcie o tej części Tyrolu. Pozdro Wiesiek
  9. W punkt, z jednym zastrzeżeniem SFL ma wystawę południową (za wyjątkiem Nord Fiss) i trzeba się z tym liczyć. W marcu niekoniecznie jest to zaletą.
  10. Tutaj rzecz się zaczyna Pozdro Wiesiek
  11. Kto słyszał, kto widział??? Ten wątek miał być z założenia tylko o Lungau (niedocenianej perełce) - dlatego poprosiłem JC o zmianę tytułu. Ale ponieważ dalej wisi nam Narciarski K(raj) to pomyślałem sobie, że może dalej kontynuować go w rozszerzonej formule. Wobec tego koledzy narciarze i koleżanki narciarki popatrzcie na te dwie fotografie i napiszcie skąd to jest i o co chodzi. W nagrodę będzie minirelacja z miejsca naprawdę wyjątkowego. W zasadzie to będą dwie relacje z dwóch pobliskich spotów. Pierwszą fotę dedykuję prof. Marionenowi bo mam przeczucie, że może coś w tej materii wiedzieć Drugą dedykuję off pistowym zboczeńcom. Kto słyszał, kto wie? Pozdro Wiesiek
  12. Wujot

    Rowerowe eskapady - relacje

    No i widzisz - możesz się tym na forum narciarskim pochwalić! Brawo Ty!!! Pozdro Wiesiek
  13. Mariusz dokładnie w punkt - masz 100% racji. Zauważ wszak, że wątki służą nie tylko założycielom a są także miejscem dyskusji zainteresowanych. Może takie wypowiedzi jak nasze zmienią podejście innych? Wierz mi nawet całkiem obyci koledzy potrafią zostawić lokalizator czy foki na parkingu (bo nie mają wpojonych zachowań). Ręce opadają czasem. Więc "czym skórka za młodu"... Pozdro Wiesiek
  14. Dokładnie wiem co napisałem. Powoli do wszystkich powinno dotrzeć, że foka (oprócz ABC i ABS) to obowiązkowe wyposażenie freeridera. Co do gondolek to czasem jest jedyna opcja - jest różnie. I jest to jakiś problem - jak sądzę mam w tej mierze doświadczenie większe niż 99% forumowiczów. I nawet TT też miałem. Przede wszystkim rada jest taka - jeśli chcesz jeździć w parku to musisz mieć narty i buty parkowe. To oczywiste. Ale jako narta "niby" uniwersalna nie jest to dobry pomysł. A taka była wymowa postu do której się odniosłem. Oddzielną kwestią jest skakanie, to nie jest taki pikuś, bo można się nieźle uszkodzić. Pierwsza powinna być trampolina, przygotowanie gimnastyczne, poduchy itd. A jeśli chodzi o pokonanie niewysokiej (a nawet wyższej) przeszkody terenowej to zwykłe narty wystarczą. Pozdro Wiesiek
  15. Problem nie jest w sztywności (nie tylko w tym) ale w walorach użytkowych i montażu. 1. Na boiskach montaż jest zbyt przedni (bo to montaż na rotację), podgięte tyły bardzo utrudniają życie w gondolach i wk...iają jadących z tyłu (powiedzmy, że to pominiemy). 2. Na off piste montaż Fs może mieć czasem zalety (choć Fr jest jednak odpowiedniejszy), najważniejsze, że przy każdym podejściu czy z buta czy z foki dźwiga się niepotrzebny kawał narty. W dodatku foka chętnie spada a podgięty tył, podczas podchodzenia na stromym, powoduje wyjazd narty. Podsumował to ładnie mój kolega (co jest zawodowcem w branży) Wymysł kurwy i szatana. I trudno się z tym nie zgodzić Pozdro Wiesiek A przypomnę, że do narty Fs powinny być też buty Fs, które są butami do Fs a nie "normalnej" narty. Podsumowanie jest takie narty TT (z butami Fs) są przeznaczone do jazdy Fs i pogarsza to znacznie walory użytkowe do jazdy Fr i boiskowej. To narta specjalistyczna a nie uniwersalna.
  16. Trudno się nie zgodzić, że na trasach pojedzie się na wszystkim, także na TT. Jednak sens kupna takich nart jest wyłącznie wtedy gdy ma się ochotę korzystać z ich podstawowej funkcji (czyli możliwosci jazdy tyłem. Jeśli ktoś z tego nie korzysta to taka narta jest nieporozumieniem. Zarówno w ośrodku a jeszcze bardziej poza. Pozdro Wiesiek
  17. Następnego dnia powitało nas piękne słoneczko, kanapa na Speiereck oczywiście chodziła. Ponieważ spadło sporo śniegu to skończyło się spacerowanie z buta po skałach po północnej stronie. Zrobiłem - 6 pełnych zjazdów (na obie strony) po te 1200 m vertical, do tego parę "popularyzatorskich" zjazdów w kotlince pod kanapą. Jeden z adeptów tej działalności spędził z nam następny dzień na zdecydowanie trudniejszych liniach. Ze względu na zagrożenie lawinowe nie zdecydowaliśmy się na jazdę z grani między Kleiner a Groser Lanschutz. Ale znaleźliśmy interesujący wariant, który na końcu pokażę. Na początek zjazd na południe, na początku twardo, w środku poezja, dół trudniejszy A teraz na północ - tym razem można było łatwo dostać się pod ścianę z której zjeżdżałem dwa tygodnie wcześniej (a którą teraz omijaliśmy) Góra trochę twardawa ale niżej było już cudownie, widok na grań A dalej takie okoliczności I tak sobie jechaliśmy i... jechaliśmy Tu już widać koniec jazdy doliną potoku (zaczniemy leśny fragment) Jeszcze wizualizacja. Czerwona strzałka to wygodny wjazd z grani miedzy Grosseck a Klener Lanschutz. Granatowe dorysowania to na górze zjazd co nim jechałem a na dole wariant co powinien się udać (do sprawdzenia - jak ktoś zrobi to niech tutaj się pochwali) Jak widać zrobiliśmy też wariant przez hale (to chyba najobszerniejsza możliwa linia, z lewej (patrząc orograficznie) już się raczej nie da jechać. I jeszcze dwie fotki z tego zjazdu Jak widać...bosko Pozdro Wiesiek
  18. Wujot

    Kurtka i spodnie

    Przeczytaj tekst, który bardzo ładnie to porządkuje https://8a.pl/8academy/hardshell-czy-softshell/ Pozdro Wiesiek
  19. 20190203_122136.mp4 20190203_122136.mp4 Znów Lungau! Trochę niespodziewanie bo miało być SHL. Ale tak się porobiło, że mogłem Saalbach "wymienić" na Speiereck. Z okazji tej skorzystałem skwapliwie. Dzień 1. Aineck, Tschanek i Speiereck czyli plan awaryjny Dzień powitał nas wielkim rozczarowaniem - wjeżdżamy a kanapa na Speireck zwinięta! I obsługa nic nie wie czy otworzą. A bez tej kanapy Speiereck już nie jest tym czym jest. Plan awaryjny! Szybko więc do skibusa na Aineck (gdzie wedle internetu wszystko kręci). Zjazdy, pod gondolką całkiem, całkiem - robimy trzy razy. Teraz pora piękne freeride wzdłuż 11. Zaczynamy na szczycie (jak zawsze we mgle) pusta tras - nikogo! Nie ruszony idealny sztruksik. Bajka. Zaraz, zaraz - jak to nieruszony??? Qurde nikt tu jeszcze nie jechał, takie cuda się nie zdarzają o 11:00! Zatrzymuję się i widzę gości co w tym wygwizdowie działają na słupach wyciągu. Krzesło powrotne nie chodzi - kanał - jak tutaj wierzyć internetowi. Plan awaryjny już w głowie mam! Na początek trzeba jednak wykorzystać ten jeden jedyny zjazd co go mamy. Skoro na trasie byliśmy sami to na off piste tym bardziej jesteśmy sami. Jazda po prostu jest boska. Nawet aparatów nie zdążyliśmy wyciągnąć.Troszkę nieopatrznie, troszkę świadomie robimy niższy wariant gdzie lądujemy w mieście. Będzie jak znalazł na przyszłość. Teraz pora wdrożyć plan awaryjny czyli jak się już domyśliliście zjazd z Tschanek do St Michael (a dalej skibusem do gondolki). Sprawdzamy rozkład jazdy - są co godzinę - trochę nam się nie klei bo jakby kwadransa brakuje. Jeszcze po drodze szybka herbata/kawa. I jesteśmy na górze Tschanek. Czyż muszę dodawać, że jest pusto i prawie (jeden) bez śladów. Patrzę na znikającego Tomka i czemu gęba mi się śmieje? Plan awaryjny co się zowie! Zatrzymujemy się co jakiś czas, kręcąc głową ze zdumienia dookoła bo tak to wygląda 20190203_122136.mp4 Tym razem robimy chyba trochę krótszy wariant jak ostatnio - po prostu przez las na szagę. Na końcu trafiamy na ładną polanę i docieramy do S1. Poniżej są tracki z Ainecka i Tschaneka (widziane od St Michael - celu) Fajnie jest popatrzeć sobie na naszą linię jazdy przez zbocze Tschanek. Google Earth są fantastyczne do takiej analizy. Po drodze przy orczyku nad St Michael wychodzi, że spóźniliśmy się na skibus 4 minuty. Zupełnie lajtowo jedziemy więc dalej na nartach do miasta (ta część S1 jest bardzo przyjemna). Na kolejnym przystanku jazda się kończy i mamy 35 min oczekiwania na "nasz" skibus. A po dłuższej chwili wsiadamy do żółtej gondolki. I to miał być już lajtowy koniec. Miał ale nie był - Austriacy otwierają kanapę i czeka nas dodatkowy zjazd wypasiony zjazd do busa. Na górze jest wietrznie. Ale niżej jest spokojnie i klimaty z Tschanek. Pozdro Wiesiek
  20. Geje nie koledzy, wydymają jak tylko będzie okazja! Jak się nie obrócisz dupsko z tyłu!!! No cóż trzeba twardym być a nie mientkim. Pozdro Wiesiek
  21. Co sądzicie o Gerlosstein i Spieljoch? Pozdro Wiesiek
  22. A kto jeździł na Gerlosstein (i pozostałych dwóch mniej znanych ośrodkach Zillertalu - Ahorn i Spieljoch)?
  23. Wujot

    Kurtka i spodnie

    Marmot jest producentem ubrań a nie laminatów. Używają na pewno laminatów Gore i Toraya. Niektóre wyroby są sprzedawane z nazwą producenta laminatów, a niektóre pod "własnymi" markami. Na przykład, z tego co wiem, to "marmotowska" tkanina pre cip nano (którą mam i jestem bardzo zadowolony) to Entrat EV Toraya. Dlatego należałoby dokładnie mówić z jakiego laminatu dana kurtka jest zrobiona. Wbrew pozorom producentów tych ostatnich wcale nie jest wielu.
  24. ...ale koledzy na parkingu w Zell już mogą . Szczególnie jak się umówisz na 16:00 na sztywno.
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...