Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

tanova

VIP
  • Liczba zawartości

    2 774
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    131

Zawartość dodana przez tanova

  1. Fajna wycieczka i fajne fotki, ale może mógłbyś je na przyszłość trochę opisać? Czy trasa rowerowa dalej jest tak niemiłosiernie zatłoczona? Najgorszy chyba ten odcinek 10 km do Czerwonego Klasztoru?
  2. Proszę bardzo! Tak, można wziąć obiadokolacje. Są też dwie fajne knajpy blisko hotelu. Co do ceny - proponuję jednak napisać maila do właścicielki, czy ma miejsca i jakie ceny w okresie okołonoworocznym.
  3. Wyciągnęliśmy z Darkiem tym razem nasze poczciwe trekkingi, które trochę się zdążyły już zakurzyć przez cztery tygodnie, od powrotu z Alzacji i korzystając z pięknej, jeszcze letniej pogody zrobiliśmy weekendową objazdówkę po Pojezierzu Meklemburskim. Sobota: Rano pobudka 5.45 – śniadanie, szybki gramoling, pakowanie rowerów na bagażnik samochodowy i o 6.45 ruszamy w trójkę – z sąsiadką Moniką i moim Darkiem. Przed nami ok. 150 km dojazdu do Mirow, gdzie planujemy zostawić auto i przesiąść się na rowery. Dojazd – taki sobie – tylko kawałek autostradą, a tak to niemieckie drogi, głównie rangi krajowej i powiatowej, więc trwa to dobre dwie godziny, zanim jesteśmy na miejscu. Po dziewiątej zwarci i gotowi włączamy endomondo i ruszamy w trasę. Najpierw trochę kręcimy się po Mirow – jest tutaj ładny, klasycystyczny pałac z XVIII na wyspie na jeziorze Mirower See. Urodziła się tutaj późniejsza brytyjska królowa Sophie Charlotte von Mecklenburg-Strelitz, żona Jerzego III i babka królowej Wiktorii. Robimy kilka zdjęć: Trochę kluczymy po Mirow, zanim znajdujemy oznaczenia szlaku rowerowego i DDR-kę do Rechlin, poprowadzoną trasą dawnej kolejki wąskotorowej. DDR-ka jest na początku asfaltowa i szybka, potem kończy się asfalt, brakuje ok. 1 kilometra nawierzchni i jedzie się po prostu przez piach. Przekraczamy dawny most kolejowy na kanale, dalej droga trochę lepsza – szutr i twarda gruntowa. Dojeżdżamy do Rechlin, na południu jeziora Müritz. Samo jezioro objechaliśmy już dwa lata temu (szlak rowerowy ma 88 lub 101 km - w zależności od tego, jaki wariant obierzemy), więc odwiedzamy częściowo te same miejsca, ale tylko częściowo. Müritz to największe wewnętrzne jezioro Niemiec – wschodni brzeg jest prawie niezamieszkały: dużo tutaj mokradeł, przez które prowadzi nasz szlak, a linia brzegowa jest porośnięta trzciną i – poza kilkoma miejscami – trudno dostępna. Sporo tu płycizn – w przeciwieństwie do brzegu zachodniego, rozczłonkowanego w kilka wąskich i głębokich (do 30m) zatok, nad którymi rozsiadło się kilka malowniczych miasteczek. Cały obszar wchodzi w skład Parku Narodowego Müritz. Teraz objeżdżamy Müritz od wschodniej strony: Plaża z widokiem na Waren – największe miasteczko nad Müritz: Samo miasteczko – bardzo zadbane i tętniące życiem: Ulica surowego sędziego 😉: Trochę już zgłodnieliśmy, więc w Damerow, parę kilometrów na zachód od Waren, zjeżdżamy do knajpki rybnej nad jeziorem Jabelscher See. Bardzo tu ładnie i można zjeść "fiszbuły" - czyli bułki ze świeżą rybką na ciepło i na zimno, albo całe dania obiadowe. Po drodze zaglądamy jeszcze nad Kölpinsee i Fleesensee. Co prawda szlak nie prowadzi tutaj bezpośrednio nad jeziorem, ale jest kilka dojść na brzeg. Wszystkie jeziora na naszej trasie są ze sobą połączone, więc jest to też ciekawy region dla miłośników sportów wodnych. Stąd już niedaleko mamy do Malchow, gdzie zarezerwowaliśmy nocleg. Meldujemy się na recepcji, zostawiamy sakwy w pokoju i „na lekko“ jedziemy jeszcze zrobić pętlę wokół najbardziej na zachód wysuniętego z wielkich jezior – Plauer See. Jest 17.30, a przed nami jeszcze ok. 50 km szlaku, ale bardzo mi zależy na tym odcinku, bo czytałam, że jest wyjątkowo malowniczy. Plauer See w Lenz: Woda w jeziorze jest bardzo czysta i przejrzysta, ale dziś nie bardzo mamy czas na kąpiel. Południowo wschodni brzeg objeżdżamy gruntową drogą przez las i szosą. Ponoć jest ścieżka piesza nad wodą, ale bardzo zarośnięta i trudno dostępna - na pewno nie zdążylibyśmy objechać jeziora przed zmrokiem. Ciekawie robi się w Bad Stuer na samym południowym cypelku Plauer See, do którego dostajemy się z szosy długim i efektownym zjazdem. Bardzo ładna zabudowa willowa: Teraz szlak prowadzi ścieżką przez las liściasty, nad brzegiem jeziora, przez dość ciekawie ukształtowany teren: Dojeżdżamy do Plau am See – eleganckiego kurortu na zachodnim brzegu. Również tutaj nad wodą podziwiamy okazałą zabudowę willową, a przy plaży zatrzymujemy się na krótki postój – czas nagli. Jeszcze rzut oka z mostu nad kanałem Müritz-Elde-Wasserstraße: Starówka – pewnie również warta odwiedzenia, ale nie dzisiaj. Jesteśmy w połowie drogi, a słońce już nisko. Szlak rowerowy prowadzi w dół i wzdłuż kanału kieruje nas z powrotem nad jezioro. Na zdjęciu - hangary dla sprzętu pływającego: Przy trasie mijamy jeszcze uroczą zagrodę z osiołkiem, kucykami i owcami kameruńskimi, które ponoć nie wymagają strzyżenia – jak się dowiadujemy na miejscu: Jedziemy DDR-ką na północ, wzdłuż drogi do Karow. Takie widoki … Na obrzeżach Karow skręcamy na wschód, już w kierunku na Malchow. Po drodze przejeżdżamy środkiem przez bardzo długi kemping – tak prowadzi szlak. Mnóstwo kamperów – jeden przy drugim, ludzie grilują, piją piwko, siedzą ze znajomymi i z psami. Wszyscy na kupie – no nie wiem, czy ja bym tak odpoczęła. Chyba jednak wolę ten rower i drogę przed sobą … Za kempingiem szlak prowadzi dalej wzdłuż brzegu, my jednak wracamy do DDR-ki wzdłuż szosy, bo czas najwyższy wracać najkrótszą drogą. Do Malchow docieramy po 21-ej, tuż przed całkowitym zapadnięciem zmroku. Ja bardzo nie lubię jeździć po ciemku, więc to już ostatni moment na powrót. Jeszcze po drodze zatrzymujemy się w Netto, kupić coś do jedzenia i picia i docieramy na nocleg. Mapka i dane wycieczki: Przewyższenie jest raczej zawyżone - w zapisie u Moniki było ok. 480 m w górę i w dół. [cdn.]
  4. Wtedy było około 500 koron za osobę ze śniadaniem. Z tym, że ja byłam na Trzech Króli.
  5. To mnie trochę zaskoczyłeś, bo - szczególnie w Saksonii - to popularny ośrodek, a Niemcy mają ferie do 5-6 stycznia.
  6. Wielkanoc Namiary wysłałam Ci na priv
  7. A jakie warunki w Orlicy? Byłam tam na ferie zimowe, na początku lat 90-tych. Zimna woda w kranach w spartańskich łazienkach na korytarzu, siermiężnie, obiadki w barze nad Grajcarkiem, ale za to jakie towarzystwo! Ech, to były czasy!
  8. Kupa ludzi będzie w Szpindlu w tym czasie i możesz zapomnieć o tanich noclegach. Jak chcesz mało ludzi i rozsądne ceny za spanie, to może Černý Důl koło Jańskich Łaźni? Na skipassie regionu "Skiresort" masz ponad 40 km tras w Jańskich, Pecu, Cernym Dule i jeszcze dwie malutkie stacje. Wszystko skomunikowane skibusami. W Janskich i Pecu bywa co prawda tłoczno, ale infrastruktura jest nowoczesna i fajne trasy. A w samym Cernym 9 km niebieskich i czerwonych tras i nie ma kolejek do wyciągów. Ceny za skipassy też niższe niż w Szpindlerowym Młynie. Zastanów się.
  9. tanova

    Kibicujemy Maćkowi!

    Oczywiście, że wspieramy i życzymy powodzenia, przesyłając kilowaty dobrej energii! 👍👍👍
  10. Cześć, koniecznie we Włoszech? Jeśli nie, to może coś znajdziesz przez wyszukiwarki: https://www.frosch-ferienhaus.de (sporo ofert ze Szwajcarii w rozsądnych cenach) https://www.homeaway.pl/ https://www.ferienhausurlaub.com (tutaj - tak na szybko - wyskakuje dom w okolicach Bormio, ale cena taka sobie) https://www.chaletsplus.com Swoją drogą 26 osób - niezła ekipa!
  11. tanova

    Rowerowe eskapady - relacje

    Po jednym piwie, wypitym na spółkę przez dwie osoby, nikt się nie wstawi, nie popadajmy w przesadę.
  12. Dobra reklama! W Ischgl też pojechali po bandzie w tym roku z cenami karnetów, też ponad 300 euro za 6 dni.
  13. Ta kwota jest bardziej realna. Mnie kilka lat temu udało się zmieścić w takim limicie w cztery osoby w Nauders, bez specjalnych wyrzeczeń - skipass rodzinny+apartament - 1000 euro do tego paliwo i jedzenie - coś koło 500 euro, nie pamiętam dokładnie. Nie była to kwatera pod wyciągiem, ale w Alpach sieć darmowych skibusów jest dobrze rozwinięta, więc można się na miejscu obyć bez auta, jak ktoś tak woli. Spojrzyj jeszcze na ośrodki w dolinach Stubai i Pitztal w Austrii - dzieci do lat 10 mają tam skipassy za darmo, o ile skipassy kupią ich rodzice.
  14. Można, można - jak najbardziej! Co prawda pewnie się nie zapuszczę w te rejony, o których piszesz, ale z przyjemnością poczytam. Również o alternatywnych sposobach biwakowania , co kto lubi.
  15. tanova

    Rowerowe eskapady - relacje

    Smaki lodów raczej typowe, mnie nawet pasuje takie połączenie słodko-gorzkie , choć z flakami to bym nie zaryzykowała 🤣
  16. @gregre0 jasne - nie ma sprawy, dam znać , choć dwa tygodnie w kajaku, w spartańskich warunkach, to chyba już nie dla mnie, za wygodna jestem 🤣. Elektrownia, o której piszesz, to Kamienna - poniżej Głuska. Zbudowana jeszcze w XIX wieku i wciąż działa. Cieszę się, że ożywiłam Twoje miłe wspomnienia.
  17. tanova

    Rowerowe eskapady - relacje

    Nowe Warpno A ja dzisiaj wyciągnęłam rowerek po urlopie i śmignęłam sobie wieczorkiem ze ślubnym do Nowego Warpna. To popularna trasa na szosę - ze Szczecina ok. 90-100 km w obie strony (zależy z którego miejsca), ode mnie trochę bliżej, bo praktycznie równo 60 km. Dobry asfalt, mały ruch (szczególnie od kiedy moja miejscowość jest kompletnie rozkopana, wiele samochodów omija ten odcinek), a na końcu malownicze miasteczko. W samym Nowym Warpnie pokręciliśmy się trochę po uliczkach i nad wodą, popstrykaliśmy parę zdjęć - bo pogoda bardzo ładna i usiedliśmy na pyszne lody i piwko na spółkę w "Barze u Magdy" , z widokiem na Jezioro Nowowarpnieńskie. W miasteczku pustki, tylko w knajpce kilka stolików zajętych - głównie przez towarzystwo z Niemiec. Na starówce: Na co rybakowi rower? A może by tak na rybkę? Eee, nie - jednak lepiej na lody! W powrotnej drodze zatrzymaliśmy się na chwilę przy kościółku w Karsznie, a potem już tą samą trasą prosto do domu, do którego dotarliśmy, gdy zaczynało się zmierzchać.
  18. W takim razie z ciekawością i niecierpliwością czekam na Wasze wrażenia ze spływu Wisłą w przyszły weekend. Dla mnie już Brda wydawała się zbyt "krowiasta", a co dopiero Wisła? Jesień jeszcze chyba jednak trochę poczeka, może to i dobrze.
  19. @Mitek - szlak jest wymagający, ale dotychczas nie odstraszało to różnej maści przypadkowych ludzi i były tłumy i pijaństwo, zwłaszcza w wakacyjne weekendy, niestety. Może teraz towarzystwo rozdzieliło się na inne rzeki, a może po prostu mieliśmy farta? Tak - są limity, trzeba kupić bilet wstępu do DPN na konkretny odcinek, można online, ale ponoć daty nie są rygorystycznie przestrzegane w razie kontroli. My raczej wolimy pływać na lekko i rozstawiamy samochody na polach biwakowych, żeby nie taszczyć betów ze sobą na kajaku. Raz kiedyś zmoczyliśmy śpiwory i rzeczy, płynąc z małym dzieckiem - nie było to fajne, staramy się unikać takiej sytuacji. Stara Drawa to chyba wariant odcinka powyżej Prostyni, czyli na poligonie drawskim? Z tego co wiem, tam nie wolno tak sobie pływać, trzeba mieć jakąś przepustkę od wojska, ale nie znam szczegółów, bo się nie interesowałam. Robiliśmy spływy od Prostyni w dół rzeki na różnych odcinkach, górny bieg Drawy odpuściliśmy, bo tam się pływa przez kilka dużych jezior, a my niespecjalnie lubimy po jeziorach. Trochę wkręcona, już od kilkunastu lat . Z centralnej Polski to faktycznie nad Drawę macie kawałek, ale w sumie to nasza rodzinka przyjechała aż z okolic Krakowa ! Na sam weekend to trochę daleko, ale na dłużej - to jak najbardziej. Jak będziemy coś organizować w przyszłym sezonie - damy znać, może akurat?
  20. Brawo - piękna wyprawa z walorem krajoznawczym i kulinarnym i super relacja! Jakby nie patrzeć, to razem wykręciliście ponad 300 km! Zazdroszczę słonecznej pogody - u Was jeszcze pełnia lata, u nas ma się wrażenie, że jesień już puka do drzwi. Wisła rzeczywiście malownicza i królewska, ale taka wielka rzeka na kajaki? Nie wolicie zmęczyć się na mniejszych, nieuregulowanych rzeczkach, z dala od cywilizacji?
  21. Miałam trochę wątpliwości, czy długi, sierpniowy weekend to jest dobry termin na spływ kajakowy Drawą. Okazuje się, że zupełnie niepotrzebnie – w tym roku na Drawie tłumów nie ma, nawet na zazwyczaj najbardziej obleganych odcinkach w granicach Drawieńskiego Parku Narodowego. Spośród szlaków kajakowych w północno-zachodniej Polsce to właśnie Drawa i Korytnica są moimi ulubionymi i staram się choć raz w sezonie tam spłynąć. Na Korytnicy zrobiliśmy jednodniówkę w lipcu (od Nowej Korytnicy do Bogdanki), a teraz wybraliśmy się na dwudniówkę Drawą z Drawna na Bogdankę i z Bogdanki do Głuska. Ekipa – rodzina z południa Polski, moja rodzinka i para przyjaciół ze Szczecina. W sumie pięć kajaków. Tak jak pisałam, startowaliśmy w Drawnie, z przystani położonej nad jeziorem Grażyna. Na początek „ustawka” Po przepłynięciu pod mostem drogowym i ok. 2 km drugim jeziorem – Adamowo, docieramy do wypływu Drawy i granicy DPN, stamtąd w miarę spokojny odcinek przez biwak Drawnik do Barnimia. Pod mostem w Drawniku pierwsze bystrze i próg, ale znamy to miejsce – nie ma się czego obawiać. Sporo też przeszkód w korycie, ale tutaj wszystkie można ominąć, bo rzeka rozlewa się w miarę szeroko. W Barnimiu koło mostu robimy sobie pierwszy postój i posilamy się drożdżówkami. Jeszcze tylko fotka przy głazie papieskim, upamiętniającym wizytę na szlaku Jana Pawła II. Przed nami najciekawszy, ale i najbardziej wymagający odcinek Drawy – od 9-go do 19 kilometra. Na szlaku rzadko wyciągałam telefon, aby zrobić zdjęcie, bo generalnie cały czas coś się działo – wartki nurt, zwałka za zwałką i kombinowanie, którędy przejść oraz jedna dłuższa przenoska brzegiem rzeki. A telefon zabezpieczony w wodoodpornym futerale. Zdjęcia są więc raczej z miejsc, gdzie akurat przeszkód nie było i nie było ryzyka, że coś się może z nim stać. Wydaje się więc, że rzeka jest spokojna, choć nie do końca tak było - ale na pewno bardzo malowniczo! 😀 Na szczęście nie spotkaliśmy zbyt dużo ludzi, więc nie tworzyły się zatory przy przeszkodach – jak to często bywa w pogodne, wakacyjne weekendy – i płynęło się w miarę płynnie. Następny postój wypadł nam na polu biwakowym Barnimie – to około 4 km od wsi Barnimie. Pole jest na skarpie, na którą prowadzą drewniane schody. Płynę w kajaku z córką – dobrze sobie radzi i zmyślnie kombinuje na przeszkodach. Na początku trochę się jeszcze stresuję, bo siedząc z tyłu nie mam całego oglądu sytuacji, ale szybko okazuje się, że Młoda wszystko ogarnia i stanowimy całkiem dobry tandem. Tylko raz miałyśmy taką ciekawą sytuację przy przejściu przez niską kłodę, że ona z przodu przepchnęła się pod, a ja – dwa podejścia i niestety nic z tego. Stoimy, a kłoda między nami – nie ma rady, jak nie dołem, to przeszłam górą – oczywiście z wrodzonym wdziękiem i gracją. 🤣 Drawa płynie głębokim wąwozem, silnie meandrując. Za każdym razem, gdy nią spływamy jest inaczej – inny stan wody, inne przeszkody w korycie. Pomimo, że to park narodowy, zauważamy w tym roku w kilku miejscach powycinane pilą w kłodach przejścia – nie wiadomo, czy to robota innych kajakarzy, czy pracowników parku. Hmm… Do Bogdanki docieramy po ośmiu godzinach nieśpiesznego płynięcia, wliczając w to postoje po drodze. Za nami 24 km wiosłowania w bystrym prądzie rzeki, wśród zwalonych drzew. Słusznie Drawa na tym odcinku jest określana jako rzeka o charakterze górskim. Następnego dnia kontynuujemy w składzie mniejszym o jeden kajak. Znajomi nie do końca dali radę kondycyjnie i zamienili tego dnia kajak na rowery, a Drawę na trasę do Korytnicy. My wyruszamy dość późno, bo dopiero ok. 11-tej, za to znów płyniemy prawie sami. Pogoda i w piątek i w sobotę – dość dobra. Jest raczej pochmurno, ale bez deszczu, a temperatura umiarkowana – 20-23 stopnie, więc w miarę ok. Na Bogdance Drawa łączy się z Korytnicą, dlatego też od tego miejsca niesie zdecydowanie więcej wody. Rzeka płynie majestatycznie szerokim korytem wśród lasu, ale zwalone w poprzek drzewa wciąż zmuszają do czujności i kombinowania trasy. Nurt przyspiesza w pobliżu pola biwakowego Sitnica. Zatrzymujemy się tutaj na kanapki. Wszystkie pola w granicach DPN urządzone są raczej skromnie, ale wygodnie – pomosty, drewniane wiaty, miejsca na ognisko, toi-toie, ale jest czysto i schludnie. Nie ma prądu, bieżącej wody, ani zaplecza w pobliżu – więc trzeba polegać na własnym zaopatrzeniu. Jest za to kolejna informacja, że znajdujemy się na szlaku papieskim – i to w dwóch językach. Na rzece: Darek płynie z sześcioletnią wnuczką swojego brata: Ostatni postój wypada nam na biwaku Pstrąg na lewym brzegu Drawy, na skarpie. Stąd dzwonimy do kajakowego, który ma nas odebrać w Głusku. Potem już tylko odcinek coraz szerszego rozlewiska, przed elektrownią wodną Kamienna. Niespełna 20 km szlaku i sześć godzin płynięcia drugiego dnia, zdecydowanie bardziej relaksowo, niż pierwszego dnia. Niedziela to był nasz ostatni dzień urlopu, a ponieważ początkowo zapowiadano słońce i 28 stopni, to planach było słodkie nieróbstwo na plaży. Niestety prognozy się nie sprawdziły i zamiast słońca, na niebie wisiały ciężkie chmury, z których od czasu do czasu siąpiła drobna mżawka, a temperaturę trudno było uznać za upalną. Więc zamiast wylegiwania się nad jeziorem, poszliśmy z przyjaciółmi na ośmiokilometrowy spacer dookoła jeziora Dominikowo – kilka kilometrów od Drawy. Na mostku przez Słopicę (lewy dopływ Drawy), pomiędzy jeziorami Dominikowo i Krzywe Dębsko Nawet znaleźliśmy jednego koźlaka – ale tylko jednego, bo straszna susza w tym roku. Pozdrawiam.
  22. tanova

    Rowerowe eskapady - relacje

    @cyniczny - fajny wypad rowerowy z kumplem w ciekawy region i fajna fotorelacja. Ale co ma przedstawiać ten ostatni screenshot?
  23. Popieram - z pewnością warto poszukać miejsc, gdzie nie ma tak koszmarnego ruchu samochodowego jak na Podhalu czy na głównych trasach beskidzkich. Ani to przyjemne, ani zdrowe lawirować między sznurem kopcących spalinami samochodów na wąskiej szosie - a jednak dziesiątki kolarzy tak właśnie trenuje.
  24. Polecam spływ Dunajcem - kajakiem albo rafting pontonem i powrót rowerem do punktu startowego. Fajny przerywnik przy intensywnym chodzeniu po górach.
  25. Mariusz, miło było wypatrzeć Cię w tłumie w Bukowinie 😀. Debiut ze wszech miar udany - gratulacje! Chyba się wciągasz w jeżdżenie po prawdziwych górach? Pozdrawiam serdecznie.
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...