Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

tanova

VIP
  • Liczba zawartości

    2 774
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    131

Zawartość dodana przez tanova

  1. Dziękuję za miłe słowa. Kierunek chyba nie jest wybitnie popularny na zagraniczne wojaże i mało tam turystyki zorganizowanej - ci zwiedzają Edynburg, może Loch Ness i ze dwa dyżurne zamki, a cała reszta to wspaniałe plenery, nieraz rzucające na kolana, pomimo to jest ogólnie pusto. A dlaczego nie lubisz wyspiarzy?
  2. Ben Nevis Rano – leje i zimno, +11 stopni. Główna ulica w Fort William wyglądała tak – legendarne szkockie lato : Rzut oka na prognozę – cóż, po 11.00 opady mają przechodzić w nieciągłe, istnieje możliwość przejaśnień, a późniejszym popołudniem deszcz ma zaniknąć 🤔. Jest więc jakaś nadzieja. Generalnie w tamtych górach pogoda klaruje się na ogół w ciągu dnia – inaczej niż np. w Tatrach. A że w czerwcu jest jasno do ok. 23.30, to z wychodzeniem na trekking nie trzeba się tak bardzo śpieszyć. No to idziemy najpierw na śniadanie do pubu: Po śniadaniu niebo wygląda tak jak powyżej, tak więc decyzja zapada – idziemy na Ben Nevis, najwyższy szczyt w Wielkiej Brytanii – 1352 m.n.p.m . Najpopularniejszy szlak – Mountain Path – prowadzi z doliny Glen Nevis, a startuje się praktycznie z poziomu morza, bo ok. 60 m., z parkingu w pobliżu centrum informacji turystycznej Ben Nevis Visitor Centre i mostka na potoku Nevis. Zlało nas zaraz za mostkiem, na szczęście był jeszcze jakiś zagajnik, w którym można się było trochę schować. Szlak nie jest oznaczony – spotkaliśmy tylko dwa takie drogowskazy na rozwidleniu, ale czytelny w terenie, zwłaszcza w dolnym odcinku. I nawet w tak nieciekawą pogodę wędruje nim sporo ludzi. Na dole zielono, malowniczo i pasą się owce – jak wszędzie w Szkocji. Schronisk na szlaku nie ma, tylko na początku szlaku jest jakaś gospoda z gastronomią, widoczna na pierwszym zdjęciu poniżej: Wkrótce szlak skręca w lewo i trawersem skalistej dolinki bocznej dochodzimy na przełęcz, z której widać malownicze jeziorko Loch Meall an t-Suidhe: Jesteśmy mniej więcej w połowie drogi na szczyt, spowity w ciężkich, gęstniejących chmurach. Niedaleko jeziorka jest nieoznaczone rozwidlenie szlaków – ścieżka na północ prowadzi do osady Torlundy. Szlak dość łagodnie pnie się po kamiennym cielsku Ben Nevisa – widoki super, póki jeszcze są 😏. Wyżej idzie się kamiennym rumowiskiem - niestety znów zaczyna padać i nic nie widać. 🙄 Widoczność szlaku trochę poprawiają stojące co jakiś czas kamienne kopczyki Jest i śnieg na ziemi … … i sypie się z nieba … Jest lodowato – temperatura odczuwalna bliska zeru, a ja żałuję, że nie mam bielizny termicznej i rękawic. Na szczycie ruiny obserwatorium astronomicznego z XIX wieku nie dają niestety żadnej osłony przed siekącym deszczem ze śniegiem. Pstrykamy fotki i spadamy. Schodzi się tą samą drogą, można wybrać też szlak do Torlundy granią Carn Mor Dearg Arete – ale nie w taką pogodę! Jest zimno, strasznie zimno i mokro 🥶🥶🥶. Po czterech godzinach marszu poddają się nawet nowe buty trekkingowe z membraną i przemakają 😢. A na dodatek musiałam sobie chyba przemrozić w mokrych spodniach staw kolanowy, bo przy zejściu w pewnym momencie dostałam strzałę – kolano zesztywniało i zaczęło boleć. Do tego stopnia, że nie byłam pewna, czy dam radę do końca zejść o własnych siłach. Ale jakoś je rozchodziłam, a niżej temperatura też była nieznacznie wyższa, na tyle, że ból trochę odpuścił. Pod sam koniec na dole nawet przestało padać, ale już mi się nie chciało robić zdjęć. Noż taka g**niana górka jak nie przymierzając Szrenica albo Turbacz, a tak nam dała przez tę pogodę w kość 😬! Oj, dawno tak w tyłek na żadnym trekkingu nie dostaliśmy, jak na tym Ben Nevisie. Nie wiem, może czymś rozgniewaliśmy jakichś celtyckich bogów, że tak nam dali popalić 😏. Ale przy lepszej aurze – pewnie jest inaczej, bardziej malowniczo, ale pewnie i bardziej tłoczno. Szczegółowy opis tego szlaku wraz z mapkami można znaleźć tu: Jest to, nawiasem mówiąc, bardzo fajnie zrobiona stronka do turystyki pieszej w Szkocji. Czas wędrówki jednak mocno zawyżony – w tak paskudną pogodę, z przerwami na przeczekanie deszczu, na jedzenie, robienie zdjęć i z lekką kontuzją zajęło nam to niecałe 5 i ½ godziny w nieśpiesznym, turystycznym tempie. Spokojnie można zrobić ten szlak w ok. 4 ½ - 5 godzin przy przeciętnej kondycji.
  3. Po drodze do Fort William, gdzie mieliśmy zabukowany następny nocleg, zrobiliśmy jeszcze dwa przystanki – przy Loch Ness i w Fort Augustus. Loch Ness to strasznie długie i głębokie jezioro, leżące w uskoku tektonicznym – podobnie jak następne trzy, nieco mniejsze „lochy”. Wszystkie połączone są Kanałem Kaledońskim, umożliwiającym żeglugę z północno-wschodniego wybrzeża Szkocji w kierunku południowo-zachodnim lub odwrotnie. Zamek Urquhart nad brzegiem Loch Ness – nie zwiedzaliśmy w środku, bo było za późno Widok na jezioro z południowego końca w Fort Augustus A z drugiej strony przesmyku – Kanał Kaledoński Im bliżej wieczora i Fort William, tym bardziej psuła się pogoda i gdy dotarliśmy na miejsce, deszcz lał się z nieba strumieniami . Z nienajlepszymi przeczuciami – bo na następny dzień mieliśmy zaplanowany trekking w górach – kładliśmy się spać w nieco ponurawym pensjonaciku. [cdn.]
  4. Tymczasem ze skrzydeł znów przesiedliśmy się w cztery kółka i ruszyliśmy w drogę. Z Aboyne jest całkiem niedaleko do zamku Balmoral – letniej posiadłości brytyjskiej królowej. W okresie, gdy nie korzysta z niej rodzina królewska – od kwietnia do końca lipca - rezydencja jest udostępniona zwiedzającym – ogród i park w zakolu Dee oraz niektóre pomieszczenia. W jednym z budynków jest wystawa fotograficzna, dokumentująca coroczne odwiedziny Elżbiety II i jej rodziny w Balmoral – od roku 1952 do czasów obecnych. Balmoral leży w granicach parku narodowego Cairngorms – największego w Wielkiej Brytanii. Cairngorms to jednak przede wszystkim góry – surowe i prawie bezludne połoniny, ciągnące się po horyzont przez dziesiątki mil. Tylko z rzadka rozproszone są ludzkie siedliska A jak góry – to i narty . Może nie w czerwcu, ale w zimie jest to możliwe, choćby w położonym na przełęczy ośrodku The Lecht 2090, przez który przejeżdżaliśmy. Nazwa pochodzi od wysokości dolnej stacji – 2090 ale nie metrów, lecz … stóp n.p.m. (to jest około 637 metrów) . Tablice informacyjne po angielsku i po gaelicku: A sam ośrodek to rozległa, łagodna polana - jak w Zieleńcu, a na niej 18 km tras, obsługiwanych przez 11 wyciągów orczykowych, pamiętających chyba lata 70-te lub 80-te i jedno archaiczne krzesełko Poma, z kolorowymi siedziskami. Jakoś mi tak ten wyciąg przypomina place zabaw z czasów mojego dzieciństwa... 😏 Ośrodek jest na środku pustkowia – do najbliższej miejscowości jest ok. 10 km, nie ma też jakiegoś specjalnego zaplecza noclegowego, a droga przez przełęcz ponoć często w zimie jest zamykana ze względu na lawiny i zaspy. Generalnie w Szkocji można pojeździć na naturalnym śniegu w pięciu ośrodkach – trzech we wschodnich Highlandsach (Glenshee – największy z 40 km tras, Cairngorm oraz właśnie The Lecht - najmniejszy) oraz dwóch w zachodnich (Glencoe - najstarszy, bo założony w latach 50-tych i Nevis Range – niedaleko Fort William i najwyższego szczytu w Szkocji). Ośrodki nie są jednak duże, infrastruktura jest mocno przestarzała, a kapryśna pogoda i krótki dzień w zimie sprawiają, że większość Brytyjczyków chyba woli latać samolotem w Alpy, niż tłuc się do dość odludnych, narciarskich skansenów w Szkocji ze słabym zapleczem. Ostatni sezon ponoć mieli katastrofalny – brak śniegu, wietrzna pogoda, która unieruchamiała wyciągi, jakieś spory instytucjonalne w Cairngorm – wszystko to sprawiło, że niektóre ośrodki działały tylko dwadzieścia parę czy trzydzieści dni w sezonie i to dopiero w marcu-kwietniu. Paradoksalnie najlepiej było ponoć właśnie w Lecht – orczykom porywiste wiatry tak nie szkodzą, a śniegu było tam tyle o ile.
  5. Śnieg z deszczem też był 🙄, ale o tym niebawem.
  6. Jeśli chcesz odpocząć od polskich upałów, a nad uroki tłocznych, wakacyjnych kurortów przedkładasz surowe piękno majestatycznej przyrody – jedź do Szkocji! Tak zrobiliśmy – we wtorek przed Bożym Ciałem wylecieliśmy z Darkiem i naszą córką do Edynburga, żeby kolejne sześć dni spędzić na włóczędze po szkockich wyżynach północnej Wielkiej Brytanii. W Edynburgu wynajęliśmy samochód – co prawda do większych miejscowości, takich jak Fort William czy Inverness, można dojechać pociągiem z Glasgow, czy właśnie Edynburga, ale już przemieszczanie się po Highlandsach bez własnego transportu jest dość problematyczne. A do jazdy po lewej stronie można się przyzwyczaić. Ruszyliśmy wypożyczoną astrą na północ, do niewielkiej miejscowości Aboyne, we wschodnich Highlandsach, gdzie byliśmy umówieni na spotkanie z synem, który miał nam również towarzyszyć w dalszej wycieczce. Ledwie zjechaliśmy z autostrady, to zaczęły się takie widoczki:😀 Stara droga militarna prowadziła przez góry i przełęcz Cairn O’Mount W Aboyne czekała nas nie lada atrakcja – mieliśmy okazję polatać szybowcem w klubie, w którym szkoli się nasz syn. Piękne tereny, piękna pogoda – słońce i baranki na niebie, więc było bardzo dobre noszenie i świetna widoczność. Temperatury za to raczej rześkie - w słoneczny dzień tak z 15-20 stopni. Jak u nas w kwietniu . Darek załapał się jeszcze na lot we wtorek, a my z córą następnego dnia. A szybowce … z Bielska Białej 😏 – dwa Puchacze (chwilowo w naprawie) i jeden Perkoz No to lecę, pierwszy raz w życiu! 😀😀😀 W dole malownicze zakola rzeki Dee, góry i łąki. Ale super! 🤩 Nawet miałam okazję zakosztować trochę aerobatyki – jakieś loty nurkowe, pętle, takie tam. No, ciekawe uczucie . Ale prawdziwe „wesołe miasteczko” to instruktor urządził naszej Młodej – chyba się jej jednak podobało. 😀 [cdn.]
  7. tanova

    Rowerowe eskapady - relacje

    Takie biegi ekstremalne w terenie to wiem, u nas są Biegi Dzika, ale teraz miałam na myśli jazdę po hałdach poprzemysłowych, co w tym takiego atrakcyjnego?
  8. tanova

    Rowerowe eskapady - relacje

    No nie wiem - ani tam ładnie na tych hałdach, ani zdrowo na tego typu przemysłowych terenach . Argument, że jest więcej takich "popaprańców", też do mnie zupełnie nie przemawia. 🙄
  9. tanova

    Rowerowe eskapady - relacje

    @Sariensis - ja się zastanawiam, czy Ty w poprzednim wcieleniu nie byłeś golden retrieverem? Im bardziej zmoczony, ubłocony i z jęzorem na wierzchu - tym szczęśliwszy. 🤣🤣🤣 Ładne okoliczności przyrody, ale nie bardzo potrafię się wczuć w przyjemność jeżdżenia po pokopalnianych hałdach. Co w tym jest fajnego? Rewanżuję się sobotnimi fotkami z plaży w Trzebieży - taka pętelka po szutrach i asfaltach Puszczy Wkrzańskiej, niecałe 60 km
  10. tanova

    Rowerowe eskapady - relacje

    W sezonie bywam w okolicach Drawieńskiego Parku Narodowego. W ten weekend co prawda nie było czasu na dłuższe wycieczki rowerowe, bo zabrałam ze sobą "obowiązki pracowe", ale udało się zajrzeć nad Korytnicę (sobota) i Drawę (niedziela), poszwędać się trochę po kiepskich asfaltach i terenowych dróżkach, posiedzieć nad rzeką, jeziorem i pokontemplować przyrodę. Na moście w Nowej Korytnicy - widok na rzekę i jezioro Nowa Korytnica W niedzielę po południu wycieczka chyba najładniejszym odcinkiem czerwonego szlaku w Drawieńskim Parku Narodowym - od Barnimia do Zatomia, koroną skarpy nad Drawą. Pogoda bardzo przyjemna - ciepło, słonecznie, ale bez uciążliwego upału. Szlak pokrywa się częściowo z jedną z trzech pętli rowerowych Drawieńskiego Parku Narodowego i jest przejezdny zarówno dla rowerów turystycznych jak i mtb, biegnąc częściowo ścieżkami przez piękny, bukowy las, wysoko nad Drawą: Na pomoście przy polu biwakowym Binduga Barnimie robimy sobie postój. Cieszymy się samotnością i śpiewem ptaków. Do końca czerwca na Drawie jest okres ochronny i nie wolno pływać kajakami. Potem - szczególnie w weekendy - niestety jest tu bardzo tłoczno i gwarno, a pomost obstawiony jest kolorowymi kajakami. Częściowo jedziemy (albo pchamy rowery) przez piaszczyste drogi leśne oraz historyczną, brukowaną Drogę Solną - dawny trakt, którym w średniowieczu wożono sól z Wielkopolski do Kołobrzegu. Wkrótce dojeżdżamy do Zatomia - ładnej wioski, zagubionej wśród ostępów Puszczy Drawskiej. A stamtąd blisko już na pole biwakowe Bogdanka, gdzie do Drawy uchodzi Korytnica. Darek na pomoście w widłach rzek. Wycieczki mam ostatnio raczej krótkie, bez norm i harmonogramów , tym niemniej na liczniku uzbierało się już 2 k od stycznia.
  11. tanova

    Rowerowe eskapady - relacje

    @marboru stachanowcy z Was z takimi normami! 😅 Gratuluję dyscypliny i konsekwencji w realizacji planów 😊.
  12. Dostałam dzisiaj takiego maila 🙄:
  13. To jest właśnie piękne w wiosennych wyjazdach w Alpy - na dole zielono, rowery, łódki, wędrówki, a w wysokich górach inny świat! 😀 Zazdroszczę fantastycznego dnia na nartach w takich super warunkach pogodowych, jaki był koszt dziennego wypożyczenia sprzętu?
  14. To zależy, co chce się robić. Dwa lata temu wynajęliśmy sobie na Rugii nieduży domek na agroturystyce, kilka kilometrów od Bergen, które to można polecić jako bazę wypadową na rowery, bo leży dość centralnie na wyspie i jest dobrze skomunikowane (pociąg, dworzec autobusowy - sporo autobusów jest przystosowanych do transportu rowerów). Wypad był raczej spontaniczny i mimo, że był to ostatni weekend sierpnia, to miałam trochę problem ze znalezieniem noclegu - w sezonie Rugia jest dość oblegana. Jeśli ktoś się nastawia bardziej na sporty wodne, to raczej inne miejscówki - są fajne płytkie i wietrzne zatoki dla kajtowców i windsurferów po zachodniej stronie wyspy. Na typowy plażing z kolei to południowy wschód (choć nie tylko).
  15. Bardzo polecam Rugię na rowery. Fantastyczne trasy - w tym dookoła wyspy - urozmaicone krajobrazy i świetna infrastruktura.
  16. W tym roku na Dzień Dziecka cała rodzina była na miejscu i w komplecie, więc - korzystając z pięknej pogody - wybraliśmy się wczoraj na wycieczkę do Stralsundu oraz na Rugię. Obydwa miejsca są w zasięgu jednodniowego wypadu ze Szczecina (2-3 godziny samochodem w jedną stronę), choć oczywiście gdy się ma do dyspozycji cały weekend lub kilka dni, to warto wybrać się na dłużej - bo pięknie tam. Niestety w sobotę musiałam iść do pracy, ale za to niedziela wolna - to jedziemy! Obiecaliśmy dzieciom w Stralsundzie zwiedzanie Ozeaneum - nowoczesnego oceanarium o ciekawej architekturze, w którym z wielkim rozmachem zaprojektowano wystawy tematyczne i akwaria pokazujące florę i faunę Bałtyku i Morza Północnego oraz eksplorację mórz i oceanów. Znajduje się ono nad brzegiem cieśniny Strelasund, wśród dawnych spichlerzy i zabudowań portowych. A na dachu mieści się pingwinarium i taras widokowy z panoramą na stare miasto i port w Stralsundzie Większość osób zwiedza tylko Ozeaneum, ale warto kupić bilet, dający wstęp również do Muzeum Morskiego, mieszczącego się na Starym Mieście, w gmachu XIII- wiecznego klasztoru Św. Katarzyny. Można tam zobaczyć akwaria śródziemnomorskie i tropikalne (ładne) oraz wystawę o historii rybołówstwa (dla koneserów tematu ) Potem spacer po starówce, wpisanej zresztą na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO. Rynek: Ulica Fährstrasse Niedaleko Ozeaneum cumuje również żaglowiec-muzeum Gorch Fock, zbudowany w Stralsundzie jako żaglowiec szkolny w latach 30-tych, po wojnie przejęty przez ZSSR i pływający pod imieniem "Towariszcz" aż do lat 90-tych XX wieku A z nabrzeża widać prawie trzykilometrowy most drogowy na Rugię, którym zresztą pojechaliśmy pod wieczór, w moje ulubione miejsce - do parku narodowego Jasmund. Klify kredowe na Rugii to dla mnie osobiście chyba najpiękniejsze miejsce na wyspie i za każdym razem, gdy tam jestem, to mnie zachwycają. Dotrzeć tam można na kilka sposobów - są szlaki piesze z Hagen, Lohme i Glowe (od strony zachodniej), jest szlak rowerowy (choć po ścieżce na samych klifach jeździć rowerem nie wolno), można też przyjechać autobusem z Sassnitz i na przykład wrócić pieszo szlakiem Höhenweg - górą klifów. Albo - gdy ma się więcej czasu - pójść w jedną stronę górą, a wrócić plażą. My zostawiliśmy auto na oddalonym o kilka kilometrów parkingu w Hagen i szlakiem pieszym przez las dotarliśmy na miejsce. Po drodze jeziorko Herthasee Centrum informacyjno-medialne przy punkcie widokowym Königsstuhl. Tam kasują za wstęp, ale tylko do 19.00, a my byliśmy później - gdy już nie ma tłumów, wycieczek i całej tej komercji. Co ciekawe - kawałek dalej jest nie mniej spektakularny punkt widokowy Victoria Sicht, bez żadnych kas i biletów. Ponad 100 metrów w dół kredowych urwisk. Do domu wróciliśmy lekko po północy, młodzież chyba zadowolona, rodzice też .
  17. Nie ma to jak wspólny wypad w piękne miejsce z przyjaciółmi 😀. Dawno nie byłam w Tatrach, ale mam nadzieję, że w wakacje nadrobię. Fajnie, że zechciałeś się z nami podzielić wrażeniami i zdjęciami. PS. Patrzę na drugie zdjęcie, co to Paula ma takie w kolorowe grochy obok plecaka? A to kije i korek od butelki 😁.
  18. tanova

    Rowerowe eskapady - relacje

    Gratuluję i ciekawa jestem Twoich pierwszych wrażeń z jazdy tym cackiem 🤩.
  19. Oby się prognozy sprawdziły i czekamy na narciarsko-rowerowe wieści! Super to zdjęcie z płyty lotniska.
  20. @Annaa @marionen - z dużą przyjemnością przeczytałam Waszą relację i cieszę się jeśli wiadomość o otwarciu ośrodka przyczyniła się do tego, że mieliście udany narciarsko dzień. W niedzielę już niezły "trądzik" na trasach (muldy 😏), ale wciąż pięknie i sceneria zimowa . Widziałam relację z soboty - warunki rano były lepsze, ale ok. 9.00 zamknięto drogę do Hochkar - taki był najazd narciarzy! Akcja z otwarciem była bardzo nagłośniona w austriackich mediach, stąd pewnie taki odzew, ale marketingowo - strzał w dziesiątkę! 🎆
  21. tanova

    Rowerowe eskapady - relacje

    @Wujot , tak a propos - ja też miałam wczoraj spotkanie z sarną, gdy zbłądziłam na bagna. Ale to ona przyglądała mi się z zaciekawieniem strzygąc uszami, co też ten dziwny człowiek robi w takiej nieprzystępnej okolicy i to ja - jak niepyszna - byłam zmuszona do odwrotu. Tak więc 1:1 😀
  22. tanova

    Rowerowe eskapady - relacje

    @Wujot piękna fotorelacja i mądra historia @marboru ależ pochwal się nowym rowerem! Kto jak kto, ale Ty podchodzisz chyba i do narciarstwa i do kolarstwa bardzo zadaniowo. Ja pewnie trochę mniej, element włóczęgostwa ciągle dominuje nad elementem sportowym, choć proporcje jakby lekko się zmieniają .
  23. tanova

    Rowerowe eskapady - relacje

    Mariusz, żaden sprzęt nie jest wyznacznikiem, czy ktoś jest ciekawym i fajnym człowiekiem. Sprzęt bezsprzecznie otwiera nowe możliwości, ale wielu jest takich, co mają sprzęt, ale ich to nie rozwija. A tak w ogóle, to obyśmy wszyscy zdrowi byli, piękni, mądrzy i bogaci! 😀
  24. tanova

    Rowerowe eskapady - relacje

    Ma rower trekkingowy, tak jak ja, więc chyba lubi urozmaicenie. A tak poza tym, to nie bardzo rozumiem, co do mnie napisałeś 🙄
  25. tanova

    Rowerowe eskapady - relacje

    A wiesz, ja mam znajomego - skromny, emerytowany urzędnik, spotykamy się czasem na wycieczkach rowerowych. Ma jeden rower, nawet nie jeździ w kolarskich ciuchach, tylko w zwykłych cywilnych. I rokrocznie przejeżdża kilkanaście tysięcy kilometrów po bliższej i dalszej okolicy, pięknie te swoje wycieczki opisując na blogu. To jest dla mnie gość. Więc może czasem ważniejsze jest być niż mieć?
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...