Narty - skionline.pl
Jump to content

Telemarki i krystianie


Recommended Posts

Przeglądając stronkę naszkasprowy.pl trafiłem na bardzo fajny artykuł dotyczący ewolucji w technice jazdy na nartach.

Chciałbym się z Wami nim podzielić, oto on:

Telemarki i krystianie

- Zaczęła się jazda w dół. (…) Pęd nasz był szalony. Wyznać muszę, że zjazd ten błyskawicz-ny należy do rzadkich przyjemności, człowiek czuje się ptakiem i leci niby w przestwór nieskończony – tak Józef Schnaider, narciarz z Tatarowa w Karpatach Wschodnich, pionier narciarstwa na tamtych terenach, opisywał swoje pierwsze doświadczenia narciarskie. Technika, jaką stosowali dawni narciarze, w niczym nie przypominała obecnej: zamiast skrętów na krawędzi karwingowych desek – były telemarki i krystianie, przy-pominające raczej figury taneczne niż sportowe...

ff41d03b037025fb.jpg

Dzisiaj na Kasprowym Wierchu dominuje skręt karwingowy, którzy najwięksi mistrzowie nart wykonują „na krawędzi”. Narty do takiej jazdy są bardziej taliowane i zdecydowanie krótsze. Pierwsi narciarze musieli sobie radzić zupełnie inaczej.

Pionierzy narciarstwa stworzyli własną „technikę”, opartą na zimowych doświadczeniach wielodniowych wypraw w góry, a potem poparli ją doświadczeniem z kursów narciarskich, prowadzonych przez austriackich i norweskich instruktorów. W dalszych częściach przewodnika Schnaidera czytamy: Przybiera jazda tempo takie, iż nie jest się więcej panem sytuacji, zjeżdżać należy skośnie, na poprzek, zataczać łuki lub koła, używać serpentyn lub zwrotu zwanego „telemark”...zwrot „telemark” jest jedną z najpiękniejszych figur w nartowaniu... Przy zwrocie należy jedną nogę wysunąć naprzód, zarzucić natychmiast w zamierzone położenie, zmienić kij i przyciągnąć drugą nogę...

e849ba371a5de85f.jpg

Stanisław Barabasz, pionier narciarstwa w Tatrach pisał, że dopiero podczas wycieczki na Przełęcz Kondracką nauczył się jazdy zakosami (łukami). Wcześniej zmieniano kierunek jazdy padając na śnieg, przekładając deski w żądaną stronę i jechano dalej! O zjeździe z Małołączniaka (2096 m) tak pisał Barabasz: ...powrót za to był desperacki, niektórzy zjeżdżali na nartach, inni na plecach, jak się dało... Rezultatem tej wycieczki były 3 narty złamane, kilka niezłych stłuczeń i odrapań skóry.

[video=youtube;TCmUchkGCCs]

Z czasem technika stawała się coraz bardziej zróżnicowana. Kontakty z narciarzami z Austrii i Norwegii zaowocowały nowymi ewolucjami. Norwegowie cenili szybkość, z kolei Zdarsky, twórca szkoły alpejskiej, pisał, że łuk z oporu na stromym zboczu, wykonywany wolno, ale pewnie, dawał pewność ustania nawet w najstromszym terenie. Na początku w Tatrach dominowała więc turystyka narciarska i związana z nią szkoła alpejska Mathiasa Zdarsky'ego. Zdarsky czynił eksperymenty narciarskie samotnie lub z towarzyszami, często nocą, bojąc się podejrzeń chłopów o czary. Powstały wtedy elementy jazdy szusem, potem Zdarsky wymyślił zwrot alpejski na stromym stoku i stał się jego mistrzem. Zdarsky wymyślił również jazdę oporną (pług). W 1906 r. powstało w Lilienfeld pierwsze kółko narciarskie i miał miejsce kurs narciarski, a łuk alpejski stał się chlubą tej szkoły i był stosowany przez polskich pionierów nawet wtedy, gdy narciarstwo na dobre zdominowała szkoła norweska.

Technice stworzonej przez Zdarsky'ego hołdowali Mariusz Zaruski, Mieczysław Karłowicz i wielu członków ZON- u (Zakopiańskiego Oddziału Narciarzy Tow. Tatrzańskiego), a wizerunek narciarza jadącego łukiem z oporu z ponad dwumetrowym bambusem w ręku dominował w czasach pionierskich. W Tatrach szkoła norweska istniała przez pewien okres równolegle obok alpejskiej i przyjmowała się przez kilka lat, wolniej jednak od austriackiej. Pomiędzy tymi szkołami trwała zażarta rywalizacja, bowiem Norwegowie, twórcy nowoczesnego narciarstwa, zwłaszcza sportowego, pogardzali systemem Zdarsky'ego. Zdarsky nie pozostał dłużny.Pisał o technice Norwegów niezbyt pochlebnie: Jazda przy pomocy 2 kijków nie jest w żadnym przypadku piękna, przecież tak bardzo przypomina cherlawych braci szpi-talnych! Rywalizacja trwała w sumie ponad 10 lat.

W sposób niezwykle barwny pisał o dawnych zjazdach i technice Józef Oppenheim w swoim przewodniku z 1936 r. Oto fragment opisu zjazdu pióra Opusia, jak powszechnie nazywano kierownika TOPR, narciarza i taternika: Bo czyż być może dla dobrego narcia-rza większa przyjemność, jak w wąskiej rynnie górskiej kręcić łuk za łukiem, opadając w dół wężowym śladem ? Co za sprawdzian techniczny wycyrklowanych kristjanij, ślad szerokości paru metrów, lecący z pieca na łeb w przepaść.Albo, nieporównany, cholerycznie stromy las tatrzański, ów slalom wobec nieba, o chorągiewkach ze smreków, które się nie ugną, gdy o nie zawadzisz.

W miejscach wąskich z kolei Zaruski zalecał tzw. krok poprzeczny, czyli tak zwane schody, które nazywa dreptaniem. W czasie zjazdu zaleca tak jechać by w każdym momencie regulować szybkość zjazdu: Kij przenosimy na stronę narty wierzchniej (dolnej), poczem cofamy nartę wierzchnią wstecz, aż zagięcie dzioba zrówna się z piętą i nagłym posuwistym ruchem narty wierzchniej rzucamy się w dół, podpierając się równocze-śnie kijem, trzymanym oburącz. Kolejną ewolucja jest jazda zakosami: Tzw. łuk z oporu, który dało się wykonać nawet na najstromszym zboczu, był fundamentalną ewolucją tatrzańskich turystów epoki Zaruskiego. Dzięki tym ewolucjom Zaruski zjeżdża z Koziego Wierchu i Zawratu (1907 r.) , a nawet ze szczytu tak trudnego, jak Kościelec (1911 r.).

[video=youtube;Wn84W9PxXpA]

Oto opis łuku z oporu: Oporu używamy podczas jazdy nie tylko dla zmniejszenia prędkości lecz również dla zmiany kierunku, przez stop-niowe bowiem dosuwanie podczas jazdy narty kierującej (górnej) do hamującej (dolnej) zmienia się kierunek jazdy a ślad nart przybiera kształt łuku.

3183a444c03755ad.jpg

(spójrzcie na długość nart na tym zdjęciu z 1922 roku)

Ze względu na stopień trudności zjazdu Mariusz Zaruski podzielił szczyty tatrzańskie na łatwiejsze i trudne. Skala trudności zjazdu obejmowała szczyty łatwe (1/10) do najtrudniejszych (8/10):

1. Wierch Walczacki, Żywczańskie.....1/10

2. Gładkie, Kotelnica...........................2/10

3. Skupniów Upłaz, Kasprowa Czuba..3/10

4. Czuba Goryczkowa, Żółta Turnia.....4/10

5. Giewont (Szczerba), Czerwone Wierchy..5/10

6. Zawrat, Bystra.................................6/10

7. Siwe Turnie od Błyszcza..................7/10

8. Kościelec......................................... 8/10

[video=youtube;IQ5WSgo8Tdk]

Zaruski także pisał jako jeden z pierwszych o slalomie. Całość łuków tworzy na zbo-czu wężowy ślad i Zaruski nazwał taki sposób jazdy wężem. Stąd Wściekłe Węże, żleb spadający do Doliny Jaworzynki. W swoim przewodniku użył terminu slalom, dla określenia jazdy wężem w terenie trudnym, gdzie narciarz ma cały szereg przeszkód do pokonania. Istotą slalomu jest ciągłość jazdy i zakręty bez względu na to, czy zostały wykonane według szkoły alpejskiej, czy norweskiej, tj. za pomocą telemarku lub christianii. Były to podstwowe ewolucje szkoły norweskiej. Ojczyzną telemarku są okolice Oslo - Överbö i Morgedal i w górach hrabstwa Oto opis telemarka zawarty w podręczniku narciarskim Józefa Schnaidera z 1898 r: gdy się zamyśla zwrot zrobić w lewo, należy nogę prawą wysunąć nieco naprzód, skierować ku środkowi, przenosząc równocześnie ciężar ciała w tę stronę i przyklękając nieznacznie na lewą nogę, prawą nogą łuk zatoczyć. W ten sam sposób zatacza się łuk w prawo, tylko w odwróconym porządku.

O chrystianii pisano wtedy: Kristjanja jest skrętem, dającym się wykonać nawet w bardzo szybkiem tempie i jest konieczna ewolucją w biegach terenowych i zjazdowych...Jazda nisko, miękko, wąskim śladem, ukośnie po zboczu lub prawie w linji spadku. ciężar ciała równomiernie na obu nogach. nagle podrywamy się do góry, prostując nogi i nabieramy ruchu obrotowego przez raptowny skręt ciała wokół osi. Opadamy na pięty, silnie uginając nogi, pięty cisną na tyły nart, obracając je dalej w kierunku skrętu. Podczas obrotu narty rozstawia się nieco szerzej, aby końcowe stadjum kristjanji, ob-suwanie się bokiem po zboczu, wypadło w pozycji pewnej.

Na Kasprowym Wierchu w ostatnich sezonach zimowych widać coraz częściej narciarzy jeżdżących telemarkiem, na nowoczesnym sprzęcie.

Wojciech Szatkowski Muzeum Tatrzańskie

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Świetny kawałek historii!!!

Edited by marboru
  • Like 5
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites

Znalazłem jeszcze jeden bardzo ciekawy filmik - zjazd ze Szpiglasowej:

"Tura narciarska Moniki Strojny i Przemka Pawlikowskiego. Podejście z Morskiego Oka na Szpiglasową Przełęcz, zjazd do Doliny Pięciu Stawów, podejście na Zawrat i ponowny zjazd do Pięciu Stawów i Doliną Roztoki do Wodogrzmotów Mickiewicza."

[video=youtube;x1RPDR_bjQI]

  • Like 1
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites

Narty retro.

Narty drewniane Kober 210cm ze stalowymi krawędziami , wiązania Silvretta sprężynowe typu Kandahar, buty niskie skórzane sznurowane , kijki bambusowe 140cm.

Zjazd na zabytkowych nartach końcowym odcinkiem trasy Bieńkula w kierunku Czyrnej, w ON Czyrna-Solisko w Szczyrku 25.02.2013

[video=youtube;zZL3SkAtRmo]

Ps.

Wczoraj wrzuciłem tego posta do wątku o pogodzie, myślę ze tutaj będzie mu lepiej. Dziękuję wszystkim którym się podobał.

  • Like 1
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
  • 2 years later...
  • 1 year later...

 

 

14 godzin temu, marionen napisał:

 Moje początki narciarstwa to okolice Walimia w Górach Sowich (Rzeczka, Sokolec, Jugów) i tak przez pierwsze, mniej więcej 10 lat. Niedaleko przełęczy Sokolej u podnóża  Góry Sokół było schronisko (nieistniejące już niestety) Granica (Grenzbaude). Nigdy go nie widziałem. Powyżej schroniska była (też nieistniejąca już) skocznia narciarska wybudowana w 1928 r. Była to skocznia o punkcie konstrukcyjnym K-35. Na zawodach przed 2 wojną światową potrafiło zebrać się 10.000 kibiców.  Jadąc z Rzeczki w stronę Nowej Rudy, po prawej stronie za Przełęczą Sokolą wprawne oko może jeszcze dostrzec miejsce po skoczni. Pod koniec lat 60 i na początku 70 został po skoczni jeszcze rozbieg, kawałek progu, bula. Oczywiście z kumplami jak wyczailiśmy, że to była skocznia, to musieliśmy spróbować skakać. Ty jesteś młody, to Ci opowiem o sprzęcie. Nie mieliśmy nart do skoków, ale jeździliśmy na nartach z wiązaniami  bez bezpieczników. Czyli but narciarski z przodu był trzymany przez metalową klamrę i skórzany rzemyk, a tył opięty stalową linką. Z boku narty były przykręcone haczyki (2 lub 3). W zależności o który haczyk zahaczało się linkę, but był sztywno lub ruchomo zamocowany do narty (jak obecnie w nartach skitourowych). Nikt z nas nie doleciał do buli. Powyżej 10 merów udawało nam się skakać. 99 % skoków kończyła się upadkiem, ale kilka razy każdy z nas ustał. Jeden z kolegów złamał nartę, drugi wybił jakiś palec. Niestety po trzech dniach skoków, jeden z naszych rodziców nas wyczaił i nasza kariera w skokach momentalnie została przerwana na zawsze. Zostali tylko idole: Bronek Czech, Stanisław Marusarz, Z. Hryniewiecki, A. Łaciak, J. Przybyła, T. Pawlusiak, J. Kawulok, A. Wieczorek, J. Szturc, rodzina Tajner, rodzina Gąsienica Daniel  i wielu, wielu innych. I to byli dla nas idole, a nie Eddie Orzeł. A jak tam Twoje Tytusie dokonania w skokach, masz jakieś doświadczenia? Parę fotek skoczni z przed wojny...

6295766.jpg

4066433.jpg

5560470.jpg

 

 

  • Like 3
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites

Wielkie dzięki Surfing, za odświeżenie wątku. Kilka super postów mi umknęło. A to klimaty które lubię i cenię. Na filmiku od Ciebie prawie takie same wiązania o jakich pisałem. Tylko butów takich nie mieliśmy, wzmacnianych blachą czy stalową wkładką. Dlatego z przodu wiązania wpinało się but w skórzany pasek. Generalnie świetne filmy i opisówki, dzięki za wszystkie posty. 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
  • 7 months later...
Dnia 27.02.2013 o 13:40, surfing napisał:

Narty retro.

Narty drewniane Kober 210cm ze stalowymi krawędziami , wiązania Silvretta sprężynowe typu Kandahar, buty niskie skórzane sznurowane , kijki bambusowe 140cm.

Zjazd na zabytkowych nartach końcowym odcinkiem trasy Bieńkula w kierunku Czyrnej, w ON Czyrna-Solisko w Szczyrku 25.02.2013

 

P1150090.thumb.JPG.c978bb21ec631a602772fe3c75346cf4.JPG

Narty drewniane z 1964r. firmy Kober długość 210cm, stalowe przykręcane kanty (krawędzie), ślizg czarny , wiązania Silvretta sprężynowe typu Kandahar, buty niskie skórzane podwójnie sznurowane.

Edited by surfing
  • Thanks 2
Link to post
Share on other sites
  • 1 year later...
  • 1 year later...

Jan Mysłajek Szczyrk

Nie wiek, lecz pasja – na nartach przez życie reportaż Tomka Sowy historiasportu.info

Starszy mężczyzna żwawo przechadza się po swoim warsztacie. Proponuje kawę. Zastanawia się, od czego zacząć. Mijają minuty i jego opowieść nabiera barw. Różnych. Raz jasnych, gdy wspomina sukcesy, dzieciństwo, pracę. I ciemnych: beskidzko-zakopiański spór, kontuzje, wyrzucenie z kadry. – Może gdybym nie był takim lokalnym patriotą, to wycisnąłbym ze swojej kariery więcej – zastanawia się Jan Mysłajek. Ale nie żałuje. Przecież całe jego życie kręci się wokół nart. Są dla niego jak tlen. Dzięki nim wie, że żyje.
 

Jasiek, chłopak na bukowych nartach
 

Jan Mysłajek wojny, wyzwolenia i odbudowy kraju nie może pamiętać. Miał wówczas kilka miesięcy. Na świat przyszedł 27 maja 1944 roku, w jednej z chałup na zboczach Skrzycznego – góry, którą za parę lat pokocha. W domu rodzinnym miał jedną pamiątkę po Niemcach: cztery pary nart, tak zwanych „klejonek”, na których wojskowi umilali sobie okupację. Nie wie dokładnie, jak trafiły do rodziny. Ojciec Janka pracował w lesie, zaś mama zajmowała się domem. Mysłajkowie prowadzili niewielkie gospodarstwo, w skład którego wchodziły dwie krowy i pięć owiec.

Nie byliśmy majętną rodziną. Mój ojciec nie mógł sobie pozwolić na zakup nowych nart, czy butów. A już tym bardziej na jakieś wsparcie finansowe w czasie, kiedy zaczynałem sportową karierę.

Nie był wyjątkiem. Szczyrk nie był aż tak mocno kojarzony z turystyką. Co prawda w miejscowości znajdowała się baza noclegowa, ale nieporównywalnie mniejsza, niż ta obecna. Miejscowość wżynająca się pomiędzy Klimczok i Skrzyczne była typową, beskidzką wioską. Ludzie pracowali w polu, wypasali owce, albo karczowali okoliczne lasy. O każdy grosz trzeba było mocno się starać. Przełom nastąpił w styczniu 1958 roku, kiedy uruchomiono kolej krzesełkową na Jaworzynę, pierwszą tego typu w kraju. Dwa lata później rozbudowano ją o kolejny odcinek, na szczyt Skrzycznego. Na końcu pojawiły się orczyki. Narciarstwo dało mieszkańcom szansę na mentalną zmianę: zamiast rolnictwa gro osób przebranżowiło się i rozpoczęło działalność usługową. Rosnąca liczba turystów sprawiła, że w 1965 roku, przy ulicy Górskiej, pierwsi goście nocowali w kultowym hotelu „PTTK”. Rozwój pomógł też zmienić status Szczyrku – w 1973 roku uzyskał prawa miejskie.


Dzieciństwo Janka przypadło na lata pięćdziesiąte. Czasy były takie, że dzieci najpierw musiały skończyć robotę, a dopiero później mogły myśleć o nauce i przyjemnościach. Kolejność nie jest tutaj przypadkowa. Latem chłopcy biegali za piłką, jeździli na rowerze. Zimą uprawiali narciarstwo, lecz posiadanie profesjonalnego sprzętu było rarytasem. W ruch szły więc ojcowskie piły, heblarki i inne sprzęty do obróbki drewna. Do tego jakiś sznurek, albo drut i parę gwoździ. Właśnie takie, ręcznie robione, bukowe deski Jasiek dostał od taty. Musiały wystarczyć. Nieżyjący już Andrzej Niedoba, reportażysta i spiker Telewizji Katowice, tak pisał o początkach narciarskiej pasji chłopca:

Szkoła była na dole, Jasiek mieszkał na górze, żeby było łatwiej tata Rudolf zrobił mu narty (…). Tak mu te drzewionki zasmakowały, że w tej szkole na dole zawsze był najpierwszy. (…) Miał 12 lat, a na stoku Skrzycznego, przez ojcowskie pole wytyczono trasę zjazdową. Gdy ogłaszano zawody, brał swoje klepki i stawał na starcie.2

Ze Szczyrku, hen dalej, w świat
Początkowo narty były dla młodego Mysłajka idealnym środkiem lokomocji. Z czasem, stały się częścią życia, odskocznią i… narzędziem korygującym.

Miałem dziesięć, może jedenaście lat, jeździłem na tych deskach do szkoły, do „Dwójki” w Górnym Szczyrku. Startowałem na nich w szkolnych zawodach, z których większość wygrywałem. Narty stały się moim hobby. W niczym mi nie przeszkadzały. Ba! Miałem krzywe nogi, a jak szusowałem, to mówili mi, że to niemożliwe, że mam je proste! Do dzisiaj nie wiem dlaczego.

W 1958 roku czternastoletni Janek zapisuje się do szczyrkowskiego LZS-u. Trafia pod skrzydła Eugeniusza Kanika, a jego talent połączony z pracą błyskawicznie przynoszą sukcesy. Mniej więcej w tym czasie odnosi też pierwszą, poważną kontuzję – na Hali Goryczkowej, gdzie w wielkim skupieniu przyglądał się manewrom starszych narciarzy. Podpatrywał, jak „kręcą”. Po zakończeniu obserwacji wjechał na trasę z zamiarem powtórzenia większości ruchów. Pech chciał, że upadł nieszczęśliwie i złamał nogę. Trafił do zakopiańskiego szpitala. Drugi, ciężki uraz również przytrafił mu się w Stolicy Tatr, na trasie FIS II. Była zima roku 1964. Dojeżdżał do hopki i zamiast ją minąć, najechał na nią. Prędkość sprawiła, że poleciał ponad trzydzieści metrów i lądując pokiereszował kolano. Wspominając kontuzje zawsze powtarza, że to jego największe porażki.


W 1959 roku zdobywa jeden z dwunastu tytułów mistrza kraju (w różnych kategoriach wiekowych i grupach). Później startuje w Innsbrucku, ale to nie to austriackie miasto robi na Mysłajku największe wrażenie. Jak na prawdziwego narciarza przystało, serce zabiło mu mocniej, a twarz ozdobiła nieopisana radość, gdy w 1963 roku mógł wpiąć narty i pędzić po stromiznach słynnej trasy w Kitzbühel, tej najtrudniejszej na świecie. Nie tylko sam zjazd zrobił na nim wrażenie. Do Austrii Janek wyjeżdżał jako kadrowicz, jedyny reprezentant z Beskidów. W Biało-Czerwonych barwach błyszczał już od trzech lat. Razem z nim na zawody pojechali Andrzej Bachleda-Curuś, Ryszard Ćwikła i Bronisław Trzebunia – wszyscy trzej pochodzili z Zakopanego. Po zjeździe, w którym Szczyrkowianin zajął siedemnaste miejsce, któryś z trenerów, w formie ciekawostki, pokazał im pensjonat znajdujący się nieopodal stoku. Jego właścicielem był Toni Sailer, trzykrotny złoty medalista olimpijski z Cortina d’Ampezzo i wielokrotny mistrz świata. Dziewiętnastoletni Mysłajek nie miał pojęcia, że startował w miejscowości legendy narciarstwa. Był tym zachwycony. Wielki, sportowy świat otwierał przed nim swe wrota. Tak mu się przynajmniej wtedy wydawało.

Zagraniczne eskapady poszerzyły horyzonty i znajomości szczyrkowskiego asa. W 1967 roku „Atomic”, znany na całym świecie producent sprzętu sportowego, zagwarantował mu sześć par nart. I to rocznie! Tym samym, w trudnych czasach Polski Ludowej, otrzymał gwarancję sprzętową, której wielu mogło mu pozazdrościć. Zresztą, przedstawiciele austriackiej firmy polubili Janka. Kilka lat później jej założyciel, Alois Rohrmoser, wpadł nawet na pomysł współpracy pozasportowej. Przedsiębiorca, miał szerokie kontakty i dowiedział się, że w Szczyrku otwarto kilka nowych wyciągów. Skoro były trasy, to będzie potrzeba zakupu i serwisowania nart. Mysłajek miał zająć się przygotowaniem desek. W autoryzowanym punkcie.

Nie obyło się bez kłopotów. Praca serwismena wymagała przejścia odpowiednich szkoleń, a te, przez trzy tygodnie, miały odbywać się w siedzibie austriackiego producenta. W okresie PRL prywatne wyjazdy zagraniczne były mocno utrudnione, dlatego Rohrmoser wysłał do Janka specjalne zaproszenie, które przyśpieszyło proces przyznania wizy. Narciarz przyswoił wiedzę i po powrocie do kraju chciał rozpocząć pracę. Chciał, lecz nie mógł, a na przeszkodzie znów stanęły ówczesne, absurdalne przepisy.

Urzędnicy przyjmujący dokumenty drapali się po głowach, pytając, co do diabła robi ten cały „serwismen”. Przecież nie ma takiego zawodu! Mysłajek przekonywał, że jest, tłumaczył z czym się to je. W końcu stanęło na tym, że w sumie, to taki ślusarz i wysłano go na sześciotygodniowe przyuczenie do cechu. Tak rozpoczęła się długa, trwająca do dziś praca przy serwisowaniu nart. Spod jego rąk wychodziły dawne – ponad dwumetrowe – zjazdówki, a później nowocześniejsze „carvingi”. Reperował różne wiązania: kandahary, markery i w końcu skrzynkowe. Został naocznym świadkiem sprzętowej ewolucji.

Beskidy kontra Zakopane – rywalizacja, w której nie było zwycięzców
W świadomości polskiego kibica Andrzej Bachleda-Curuś zajmuje miejsce szczególne. Myślisz polskie, męskie narciarstwo – mówisz jego nazwisko. Dla Jana Mysłajka Zakopiańczyk również jest tym najlepszym. Bronią go liczby i osiągnięcia. Niemal przez całe lata sześćdziesiąte panowie widywali się na stokach. Rywalizowali ze sobą, lecz zdarzało się, że przed zawodami międzynarodowymi dzielili też hotelowy pokój. Dziś o byłym rywalu wyraża się bardzo ciepło. Nigdy zresztą nie miał pretensji do pozostałych kolegów z tras. Oni niczemu nie byli winni. Miał żal do działaczy i części trenerów. Dlaczego?

W PZN-ie regiony nie były traktowane nierówno. Trochę tak, jakby ojciec jedno dziecko kochał bardziej, drugie mniej. Najprościej rzecz ujmując: było dopieszczane i bogate Zakopane i biedne, zsuwane na bocznicę Beskidy. Sporo utalentowanej młodzieży wywodziło się przecież ze Szczyrku, czy z Bielska-Białej. Te miasta miały swoje kluby, ale ciągle brakowało w nich pieniędzy.

Zdarzały się sytuacje, że jechaliśmy z Zakopiańczykami na wspólny obóz i oni wyjeżdżali kolejką po kilka razy. Ich kluby było na to stać. My wyjechaliśmy dwa, trzy razy i koniec.

W swoich opiniach Janek nie było odosobniony. Podzielali je dziennikarze lokalnych gazet. W „Kronice Beskidzkiej”, w numerze 9 z 1967 roku, redaktor Tadeusz Patan grzmiał:

Skrzyczne – to przecież najtrudniejszy w kraju poligon dla alpejczyków. Bezdewizowy! Kto z niego korzysta? Turyści. Śląscy działacze narzekają, nie bez przyczyny, że przygotowanie i zabezpieczenie trasy jest kosztowne i pracochłonne. (…) Zakopiańskie kluby – pieniędzy mają dość! A jednak przekładają swoje, jak mówią Austriacy, tatrzańskie „kinderschussy”: FIS I i FIS II. Co stoi na przeszkodzie, by mniej uprzywilejowana elita polskich zjazdowców jeździła, jak sezon długi, na Skrzycznem? Nic. Tylko wówczas wzrosła by ranga Skrzycznego i Szczyrku. Mysłajek mógłby zagrozić Bachledzie. Rosłyby nowe talenty. Więc od samej góry prowadzi się politykę. Skrzyczne w odstawkę.

Zakopiańczycy ripostowali. Twierdzili, że w Beskidach  w mają kompleksy i siłą starają się o miejsca w kadrze. Najlepiej więc spór rozstrzygnąć na stokach. W sportowej walce.Byli cięci na Beskidy. Teraz mogę powiedzieć, że ja im jakoś nie pasowałem. Może dlatego, że potrafiłem z nimi wygrywać.

Związkowa kostucha dopadła go w 1966 roku. Dwa lata przed igrzyskami olimpijskimi w Grenoble, igrzyskami, na które Janek mógł pojechać, ciągle przecież znajdował się w kadrze Polski. Sytuacja uległa jednak zmianie. Sportowiec wraz z rodzicami rozpoczął budowę domu. We wrześniu 1966 roku reprezentanci rozpoczynali obóz przygotowawczy do sezonu. Mysłajek nie mógł w nim uczestniczyć. Nadarzyła się bowiem okazja, by rozpocząć pracę. Udało mu się załatwić – trudno dostępny wówczas – cement i zamierzał wylać fundamenty. Później znów miał wrócić do kadry. Zobowiązał się również, że na czas absencji będzie trenował i konsultował się z trenerem klubowym.
Taka sytuacja nie była jakimś novum. Reprezentanci kraju, w różnych dyscyplinach, robili sobie podobne przerwy. Ot, choćby kobiety na czas ciąży i macierzyństwa. Wracano również po kontuzjach, prywatnych perturbacjach. W sporcie ważna jest przecież aktualna forma i wyniki, a te Janek miał. Kilka dni po zgrupowaniu do Szczyrku nadeszła wiadomość: Mysłajek został wyrzucony z kadry i miał oddać reprezentacyjny sprzęt. Szok!

Lata 1967 – 1969 czas największych, sportowych trumfów Szczyrkowianina. Od 1958 roku w beskidzkich miejscowościach rozgrywano duże, międzynarodowe zawody zwane dumnie Pucharem Beskidów. Przez ponad dwadzieścia lat impreza organizowana była pod egidą FIS-u, co nadawało jej dodatkowej wartości. Boje toczyły się na stokach, trasach biegowych i skoczniach, a o ich prestiżu niech świadczy fakt, że jednym ze zwycięzców był Jiří Raška – czechosłowacki mistrz i wicemistrz olimpijski w skokach narciarskich. W Pucharze Beskidów Janek tryumfował trzykrotnie, w czasie, kiedy nie był już kadrowiczem.

Najszerzej komentowaną edycją była ta jubileuszowa – dziesiąta. W lutym 1968 roku lokalni kibice czekali na pojedynek Mysłajek – Zakopiańczycy. Było już po igrzyskach w Grenoble, na które Szczyrkowianin nie wyjechał, choć wyniki miał kapitalne. Na swoim terenie, na Skrzycznem miało dojść do rewanżu. W prasie, na ulicach i w prywatnych rozmowach pompowano balonik. Huk jaki towarzyszył jego pęknięciu przez kilka dni nosił się po beskidzkich szczytach.

Kilka tysięcy sympatyków narciarstwa obległo w sobotę na Skrzycznem trasę slalomu – giganta, by podziwiać legendarną już technikę czołowego zjazdowca świata, rewelacyjnego Andrzeja Bachledy. Już długo przed startem do tej pierwszej konkurencji jubileuszowych, X Zawodów Zjazdowych o Puchar Beskidów, trasa oblepiona była sympatykami narciarstwa, którzy nie bacząc na padający deszcz czekali godziny 13:09, kiedy wystartować miał olimpijczyk Ryszard Ćwikło oraz 13:10, kiedy z numerem „10” miał jechać Bachleda… Próżno czekali widzowie. Po ósemce jechał (zresztą znakomicie) Jan Mysłajek z nr 12, olimpijczycy nie stanęli na starcie.4

Przyczyną nieobecności miały być warunki pogodowe. W ciągu kilku godzin deszcz zmył lwią część śniegu z trasy. Trenerzy obawiali się, że reprezentanci kraju nabawią się kontuzji, a przecież sezon jeszcze się nie skończył. Sfrustrowani, lokalni fani narciarstwa alpejskiego gwizdali i krzyczeli w stronę Zakopiańczyków. Oliwy do ognia dolewali redaktorzy niektórych gazet, snując teorię, że olimpijczycy obrazili się na publikę. Mijali się z prawdą. Sam Andrzej Bachleda-Curuś, zaczepiony przez jednego żurnalistę powiedział:Jan Mysłajek? Dziś był doskonały!

Ktoś naszemu narciarstwu musi dać impuls
W 1972 roku Janek po cichu liczył na wyjazd na igrzyska. Znów się nie udało. Jego kariera sportowa stanęła na ostatniej prostej. Otwierały się też nowe możliwości, oczywiście związane z ukochaną dyscypliną. Zawodniczą karierę zakończył w 1973 roku. Oprócz pracy w swoim serwisie trenował młodzież, w „Kolejarzu” Bielsko-Biała. Od narciarstwa nigdy nie odszedł. Nie potrafi. Stał na czele dwóch szczyrkowskich klubów: TKKF, a później LZS „Sokół”, organizował zawody rowerowe, Ligę Miejską w piłce nożnej, Puchar Szczyrku, „Family Cup”. Był też miejskim radnym. Działacz pełną gębą – chciałoby się powiedzieć.

W ostatnich latach Jan Mysłajek zmagał się z problemami zdrowotnymi. Walczył dzielnie, tak jak na stoku, dzięki czemu nadal – bardzo trzeźwo – spogląda polskie narciarstwo alpejskie.To sport elitarny. Mimo, że w Polsce masowo uprawia go prawie cztery miliony osób, to do dziś nie doczekaliśmy się medalistki lub medalisty olimpijskiego. Wszystko rozbija się o pieniądze: to drogi i niedostatecznie dofinansowany sport. Może jakiś pojedynczy talent, za którym stoją pełni pasji rodzice, kiedyś to pociągnie. Popatrzcie na skoki. Tam wystrzelił Adam Małysz. Jego sukcesy wywołały lawinę: młodzież garnęła się do treningów, znaleźli się sponsorzy, bo na bazie sukcesów można było się wypromować. Potem te „Lotos Cupy” i szukanie następców mistrza. To się udało. Kilkuletni proces zrodził Kamila Stocha, Piotrka Żyłę, Dawida Kubackiego czy Kubę Wolnego. Myślę, że nawet, kiedy ci chłopcy skończą kariery, to skoki przetrwają. Narybek jest. A w narciarstwie alpejskim? Przecież mamy lepsze warunki niż przykładowo Brytyjczycy, a sukcesy odnosimy rzadko. Jeszcze raz powtórzę, że na nartach jeździ parę milionów Polaków. Ktoś musi tej dyscyplinie dać impuls. Może Maryna Gąsienica-Daniel?

Janek cieszy się, że Szczyrk się rozwija. Słowacy wzięli się za stoki i od kilku lat, zimą do miasta ciągną tłumy. Żałuje tylko, że przez lata do porozumienia nie mogli dojść nasi, lokalni. Może to kwestia tutejszych charakterów? Bo górale to przecież twardzi, uparci i trochę zazdrośni ludzie. Nie zmienia to faktu, że i tak wspaniali.

Na koniec dodaje:

Na nartach, jeszcze pojeżdżę! Wiek nie gra tu roli. Chodzi o pasję. Nie ważne czy „klejonki”, czy „carvingi”. Jak narty pokochałem za dziecka, tak kochał będę do ostatnich dni!

img_20200108_192946-768x1024.jpg.e5712079734d69d46eed3a3c29dfb1d0.jpg

 

img_20200108_190638-scaled-e1617206572808-1024x768.jpg

img_20200108_190707-scaled-e1617206268767-1024x666.jpg

img_20200108_192512-scaled-e1617206633952-707x1024.jpg

img_20200108_192648-scaled-e1617204850557-912x1024.jpg

img_20200108_193104-scaled-e1617289526303-590x1024.jpg

  • Like 2
  • Thanks 2
Link to post
Share on other sites

Dzięki, piękne. Tym bardziej,  jak się zahaczyło o ten okres.  

Narty to nie ratraki, super stoki, super wyciągi i cała komercja.  Narty to romantyzm. To góry i ja. Nie ma najmniejszego znaczenia, jaki wtedy był sprzęt. Ile się zrobiło kilometrów na nartach, jakie przewyższenia.  

Pozdrawiam i życzę Wszystkim zdrowia.

  • Like 2
Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2019
×
×
  • Create New...