Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. mihumor

    mihumor

    VIP


    • Punkty

      9

    • Liczba zawartości

      3 592


  2. JC

    JC

    Administrator


    • Punkty

      7

    • Liczba zawartości

      16 751


  3. Dumpling Zębowa Wróżka

    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      2 900


  4. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      4

    • Liczba zawartości

      7 223


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 02.02.2010 uwzględniając wszystkie działy

  1. Po tygodniu w Kals przenosimy się do Turracher Hohe. Przejazd miły przez Lienz, dalej doliną Drawyi do Bad Klaine Kirchen. Tu na chwilę stajemy. Kontrast tego kurortu w stosunku do Kals jest spory, tam zaciszna wiocha tyrolska a tu wielki świat, pięknie ubrani Panowie i kobiety we wspaniałych kreacjach:D, oświetlone wystawy, zapełnione parkingi i dużo ludzi, w piekarni za chlebek płacimy 60% drożej niż w Kals i zawijamy się, moja Pani mówi tylko:"Fajnie, że nie tu będziemy mieszkać". Jeszcze tylko 20 minut jazdy w większości oastro, kręto i 1000m do góry i jesteśmy na miejscu - kurorcik położony troszeczkę wyżej niż szczyt Babiej Gory. Wjeżdżamy autem gdy zmierzcha, pusto, cicho, po tafli zamarzniętego jeziora jedzie ratrak. Po chwili znajdujemy naszą chatę pod lasem, tu zresztą wszystkie chaty są pod lasem albo w lesie bo to miejsce nie ma charakteru miejscowości ale rozproszonych domków i kilku średniej wielkości hoteli. Jeden tylko betonowy kwadraciak mąci klimat. Pododę przez tydzień mieliśmy niezłą, dwa pierwsze dni słonecznie i jazda ponad chmurami http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3221&catid=member&imageuser=6864 póżniej dzień lampy, dwa z niewielkim śnieżkiem i ostatni ładny z 10cm puchu rano - jazda super a Dynastarki Groove ładnie w tym pływały:) Trasy przygotowane cudownie, dla mnie pierwsza liga, zero zastrzeżeń http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3227&catid=member&imageuser=6864 warunki jak w Kals tylko mniej lodu ale i ten popołudniami bywał obecny. Góry tu już nie skaliste i gotyckie, dominuje barok czyli obłość kształtu i szerokość dolin, duża przestrzeń i sporo lasu - dla mnie estetyka Tatr Zachodnich. Wyciągi chodzą niby od 9tej do 16tej ale pomny zdjęć Figo łapanego przez SB na kamerkach, wywnioskowałem, że warto przychodzić wcześniej - wyciąg Panorama, przy którym mieszkaliśmy startował już 8.40 i nikt sie nie czepiał jak się wchodziło przed czasem - sympatyczny profesjonalizm umożliwiający kilka zjazdów na rozgrzewkę po tym fajnym stoku: http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3214&catid=member&imageuser=6864 Dzięki temu byłem prawdopodobnie codziennie pierwszą osobą na stoku:) Trasy tu można podzieliś na 2 częsci te wyżej położone, gdzie jeździ się w klimacie przestrzenno-kasprowym , powyżej lasu i spada na poziom jesiora http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3219&catid=member&imageuser=6864 oraz te po wschodniej stronie gdzie dominują klimaty beskidzko-lesiste a traski wiją się wśród roslinności iglastej. Mnie osobiście bardziej do gustu przypadła właśnie ta część. http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3234&catid=member&imageuser=6864 Jazda wyżej to głównie wyjazd świetnym krzesełkiem na Kornock i jazda na trasie nr 2 http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3226&catid=member&imageuser=6864 W lesie zaś mamy system 3 krzesełek i 3 orczyków położonych blisko siebie i obsługujących kilkanaście tras, większośc czerwonych w długości 1,5-2,5 km. Z trasy na trasę można tu przeskakiwać błyskawicznie co jest naprawdę świetne, ludzi tu ilości znikome a już na trasach przy orczykach niemal wcale. Mi podobały się traski koło najdłuższego krzesełka Turracher, piękna, szeroka 20 FISem zwana http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3231&catid=member&imageuser=6864 fajna betonowa autostrada pod ww. krzesełkiem http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3232&catid=member&imageuser=6864 czy zakończona najtrudniejszą ścianką w tym ośrodku trasa 21: http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3230&catid=member&imageuser=6864 Z trasami za jeziorkiem można wrócić skrótem - po tafli lodowej jeździ skuterek i przeciąga chętnych narciarzy pod wyciągi w części wyższej ośrodka. Wszystkie trasy w TH dla mnie były to jazdy na raz, są średnio długie, krzesełka szybkie i sprawne, oznakowanie bardzo czytelne. Niby jest tu tylko 40 km tras ale to jest 40 bez żadnych sztuczek z miksowanie wariantów i rożnymi wariancikami i przecinkami do zawyżania wyniku. Przez to nie czuje sie tego niskiego wyniku, można nawet popodróżować sobie po okolicu, robić rundkę wkoło jeziora itd. Ośrodek jest bardzo przyjemny, ma taką ludzką twarz bez zadęcia, są fajne knajpki "na trasach": http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3224&catid=member&imageuser=6864 place zabaw przy wyciągach, całoroczny tor saneczkowy typu mały rollcaster (bilet 6E i 4E), na jeziorze odsłonięta tafla pod łyżwy (2E wypożyczenie na dzień) no i leżaki, leżaki, leżaki: http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3216&catid=member&imageuser=6864 http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3220&catid=member&imageuser=6864 http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3220&catid=member&imageuser=6864 Leżaki mnie tam zafascynowały pomimo tego, że osobiście na nich nie poleżałem - ale świetnie się prezentują w tej scenerii. Tak więc mamy tu narty i święty spokój. Już kombinuje by tu wrócić w marcu
    5 punktów
  2. Poranek w San Martino di Castrozza Poranek w San Martino di Castrozza. No po takim poranku to aż się pracować chce Wczoraj cały dzień spędziłem jak wielbłąd. Kamera, statyw, aparat, obiektywy, filtry, ale dzisiaj .... Dzisiaj to samo :eek: Taka praca
    4 punkty
  3. Wisła - Trzy dni, Trzy krzesła. ...tak więc po długim dla mnie weekendzie, mogę spokojnie siąść i opisać Wam tegoroczne wrażenia z Wisły. Wyprawa: trzech facetów - na trzy krzesła, do Wisły. Pobudka w piątek o 5 i o 6 wyjazd w stronę Celu. Godzina 11 - zameldowanie w kwaterze nieopodal Nowej Osady: http://www.markus.urlop.info.pl/ - kwaterę polecam. Bardzo miła Starsza Pani, noclegi tanie bo jedynie 45 zł, elastyczne godziny przyjazdu, wyjazdu. Czysto, pachnąco i wygodnie. O godzinie 11.30 posiadamy już we trzech karnety 4 godzinne na Nowej Osadzie (cena 60 zł jeśli dobrze pamiętam). To mój debiut na tym stoku...postanowiłem po licznych postach na forum przetestować na własnych deskach jazdę tu właśnie. Plan mój ułożony był: od stoku najłatwiejszego, do najtrudniejszego. Warunki: - praktycznie bez kolejek, - warunki śnieżne - ok, - trasa dobrze przygotowana, - muldy pojawiły się tylko w dolnej części ok godziny 13-14, Wrażenia jak najbardziej pozytywne. W górnej części szeroko, potem przy lesie troszeczkę węziej. Dół jest również szeroki, jest również nieco stromiej. Delikatna wada - brak miejsca na wyhamowanie prędkości przed bramkami...przy większej ilości narciarzy na stoku - to pewnie delikatna wada. Cztery godzinki mija nam na rozgrzewce i wczucie się w klimat wiślany. Pogoda raczej słoneczna z drobnymi opadami śniegu wprowadza nas w doskonały humor. Temperatura ok -1, -2 powoduje, że nawierzchnia po jakiej jeździmy jest niemalże idealna. Pakujemy sprzęt do auta i udajemy się na obiad. Restauracja Karmen znajduje się przy drodze na Ustroń - po lewej stronie (Wisła-Ustroń). Jedzonko - pychota - również polecam. Z pełnymi brzuchami postanawiamy zapoznać się z warunkami na Soszowie. Jesteśmy tam ok godziny 18. Kupujemy karnety w opcji punktowej - 8 zjazdów. Cena 40 zł. Trasa czerwona (o tej porze to normalne na tej górce - w zeszłym sezonie tego doświadczyłem) pełna muld i oblodzeń. Dolny fragment, gdzie się hamuje - lodowisko. Jak ja kocham wyhamowywania z Soszowskiego "czerwieńca"... Trasa czarna mimo późnej pory oraz braku oświetlenia w stanie dużo lepszym. Niebieska - twarda, zmrożona i szybka. Po zaliczeniu spektakularnej gleby (tylko z wyglądu na szczęście) - kupno kasku - to była bardzo dobra decyzja - moja pokora do jazdy wzrasta... ...przy pełnej prędkości, mulda, lód...prawa narta nie utrzymała krawędzi no i niestety...w chmurze śniegu jadę na plecach jakieś 20 metrów... Kupujemy na następny dzień karnety 7 godzinne i schodzimy na dolny parking w stronę samochodu... ...parking w tym ośrodku to koszmar jest dla mnie jakiś (kosztuje 5 zł). Sobota - pobudka o 6 rano. Śniadanko jemy nieśpiesznie - na stoku jesteśmy 8.15. Do 9 czynne jedynie krzesło. Na trasach sztruksik, ludzi do 10 niewiele. W te niecałe 2 godziny pokonujemy czerwoną jakieś 6 razy, 6 razy pokonujemy również czarną z domieszką niebieskiej. Liczba narciarzy zdecydowanie rośnie z minuty na minutę... Ponieważ otwarty zostaje wyciąg h1 - w czasie 10-13 jeździmy głównie ze szczytu, szeroką niebieską 3. Tutaj naprawdę można sobie fajnie pobrykać - co zresztą robimy. Ok godziny 12 tłum przybiera nieciekawą postać - kolejki do krzesła aż po same kasy biletowe... Postanawiamy coś zjeść. Koledzy wybierają knajpkę przy dolnej stacji krzesła. Ja wolę kiełbaskę z grilla przy górnej części wyciągu. Po pół godzinie okazuje się, że mój wybór był bardziej udany - karkówka na dole - to ponoć podeszwa za niemałe pieniądze...w dodatku toaleta kosztuje kolegów 1 zł. Moja kiełbaska jest wyśmienita i w miarę tania (13 zł za duże pęto). Wrażenia z "górnego" baru - Pan przy grillu bardzo miły, Pani od herbaty ze środka - po tym jak ją poprosiłem o herbatę w dużym kubku po piwie zamiast w małym styropianowym...kazała mi zapłacić jak za 2 herbaty - 8 zł Spytałem ją, czy to za tą dodatkową wodę te dodatkowe 4 zł? Stwierdziła, że tak duża herbata - to herbata podwójna... ...pozostawię to bez komentarza. Zjeździliśmy wszystkie możliwe trasy w te 7 godzin. Podsumowując: - biorąc pod uwagę, że jazda była sobotnia - to nie było źle, kolejki w godzinach szczytowych stwarzały niedogodności w postaci 5 minutowego oczekiwania na swój wjazd na górę, - stoki przygotowane rano doskonale...potem niestety na skutek dużej eksploatacji - pojawiły się muldy i lód, - duża ilość "niedzielnych" narciarzy zdecydowanie pogorszyła bezpieczeństwo (czy naprawdę by się zatrzymać na pogawędkę z kumplem trzeba wybierać środek czerwonej trasy?), - drogo, Stacja powinna się nazywać "Dusigrosz" a nie Soszów... - wrażenia narciarskie i poziom wyjeżdżenia bardzo ok Niestety na Soszów zapominamy wziąć aparatu... Ok godziny 16.30 ponownie obiad w Karmen...i szybko na mecz Ręcznych... Niestety przegrana... Usypiamy zmęczeni ok 20, by ponownie na drugi dzień wstać o 6 rano. Koniec wiślanego nartowania to Stożek - mój ulubiony stok. Jesteśmy tam jako jedni z pierwszych. Karnecik dopołudniowy kosztuje nas 45 zł (godziny 8-13). Do godziny 10.30 puściutko. 0 kolejek. Od połowy wjazdu krzesełkiem - mgła. Stok wyratrakowany porządnie, chodź śniegu porządnie nie napadało, a nawet porządnie nie naśnieżono... Trasa czerwona - ok. Trasa niebieska - zlodzona, przetarta w niektórych miejscach do ziemi. Trasa czarna z wystającymi czarnymi miejscami, gałęziami, trawą. Podsumowując - warunki dostateczne. W ciągu 2 godzin pokonuję po 5 razy czerwoną i czarną. Nogi są zadowolone:) Ok 10-11 zaczęto ustawiać tyczki pod zawody, no i zrobiło się troszkę tłoczniej na stoku (czas oczekiwanie na swoje krzesełko ok 2 minut). Ostatnie 2 godziny pobytu w Wiśle to zdjęcia i filmiki... No i te ostatnie strasznie mnie rozczarowały (czytając forum, oglądając innych jak sobie radzą z deskami - a potem oglądając siebie - zresztą po raz pierwszy "z boku" - stwierdziłem, że skala mojej jazdy w porównaniu do innych forumowiczów jest znacznie niższa - moja 5 chyba spadnie na 3...jutro, po jutrze poddam się ocenie wklejając te filmiki - oczywiście liczę na dobre rady). Podsumowując Stożek w jednym zdaniu - mimo, że ze śniegiem kiepsko - było świetnie. Uwielbiam tą Górkę z klimatem...i zawsze zostawiam sobie ją na deser... Jesteśmy w domu ok godziny 19...zasypiam o 21 pozytywnie zmęczony tym długim weekendem. ...budzę się dzisiaj i...i czuję niedosyt. No i znowu się rozpisałem - wybaczcie. marboru
    4 punkty
  4. Ischgl 23.01 - 30.01To teraz ja dorzucę jeszcze swoją relację.Termin wyjazdu: 23.01 - 30.01Trasa: Tychy - Znojmo - Ischgl - Znojmo - Tychy (z jazdami lokal. 2000km)KosztyPaliwo i winiety: 800zl (diesel w AT = ok. 1,02 EUR)Mieszkanie dla 4 os - 560 EURSkipass - 199 EUR na głowęDo tego dochodzą wydatki na jedzenie i picie na stoku - ale tutaj już wedle fanatazji, moim zdaniem ceny akceptowalne (kielbasa 6 eur, piwo 3,50, spagetti 8 eur etc.)Pogoda - na 6 dni jeżdżenia w zasadzie tylko 1 był słabszy - wykorzystany na zakupy w Samnaun. W pozostałe dni słonecznie, często z churkami, ale kontrast na stoku był zachowany, więc dało się jeździć.OśrodekCiekawe trasy - zwłaszcza po stronie austriackiej - ośrodek raczej dla dobrze jeżdżących. Bardzo dobrze rozbudowana infrastruktura. Robi wrażenie, aczkolwiek przyznam, że po wielokrotnym pobycie w dolinie Zillertal, w zasadzie ciężko mnie czymś zaskoczyć. Ludzi na stoku akceptowalnie (pewno dlatego, że to jeszcze styczeń). Na dolnej stacji gondoli byliśmy codziennie pomiędzy 8.30 - 9.00 i w zasadzie codziennie było płynnie. Trasy przygotowane wzorowo. Moje ulubione trasy to 20 i 21 (czarne) a z czerwonych 10, 12, 24 i 65.Zdecydowanie polecam zjazd do Samnaun trasa 80 (bardzo urokliwa, aczkolwiek ostatni kawałek bardzo płaski co może być problematyczne dla parapeciarzy). Dobre ceny na alkohol (Finlandia 1l = 11 CHF), perfumy. Sprzęt sportowy bez rewelacji aczkolwiek spory wybór. DO dwupoziomowej gondoli możemy się dostać skibussem, ktory obsługuje poszczególne sklepy w których robimy zakupy.Jedynym minusem wyjazdu była uszkodzona turbina w TDI i przez to powrót trwał ponad 13 godzin (80-90km/h na autostradzie).A tutaj wrzucam parę fotek.
    3 punkty
  5. Sławek do poprawki!! Na jutro 1000 razy napiszesz Pisten przez "e" a nie "o":D:D;) PistenBully ;) Zadanie podrzuć na basen;)
    2 punkty
  6. Dla zainteresowanych kilka moich prywatnych fotek z SG w Cortinie. Amatorszczyzna jest to więc z jakością jest różnie ale kilka znajomych twarzy da się rozpoznać ;-) Cortina d'Ampezzo WC SuperG
    2 punkty
  7. Witam, Dziś kilka zdjęć z Monte Bondone: http://www.skionline.pl/galerie/?co=&g_rodzaj=&g_co=galeria&g_id=618&g_numer_zdj=1 i kilka z San Martino di Castrozza; http://www.skionline.pl/galerie/?co=&g_rodzaj=&g_co=galeria&g_id=619&g_numer_zdj=1 Narciarsko dzień udany. Wiecie pogoda jak to przy moich wyjazdach ! Zepsuła się i spadł śnieg ... w nocy , a już w dzień ... zresztą zobaczcie sami. Temperatura była iście zimowa - 12C, ale włoskie słońce umilało chwile na wyciągach. Co do internetu, to we Włoszech wygląda to trochę inaczej niż w Austrii. Po pierwsze tu kupując kartę sim trzeba się wylegitymować. Aktywacja karty trwa ok 24 godziny. Kolejna niespodzianka to fakt, że nie można kupić dostępu na ilość ściągniętych danych, tylko na czas! Ja zakupiłem kartę, która wygasa po roku jeżeli się w między czasie nie zostanie doładowana. Za 30 Euro "dostałem" startera z wliczonymi 25 Euro na rozmowy. Z tym, że za każde 10 Euro mam 30 godzin dostępu do internetu i nie więcej niż 500 MB dziennie. Takie tu maja oferty. W przyszłości mogę doładować kartę na za kwotę 10 Euro, za co dostanę 30 godzin dostępu.
    2 punkty
  8. Informacje ogólne: Wejściówki na zawody: Generalnie zasada jest taka, że trzeba je kupić, bo nie wpuszczają nie tylko na metę ale również przy trasie nie można stanąć, bo cała trasa jest zabezpieczona. Wejściówki można było kupić w Aquarenie, w centrum w Cash&Fun albo tuż przed zawodami u sprawdzaczy biletów. Cennik wygląda dość zabawnie bo normalne bilety kosztowały tak: SG – 17€ DH – 24€ SL – 19€ natomiast bilety VIP-Loge kosztowały tak: SG – 400€ DH – 1000€ SL – 500€ Restauracje: Restauracji w mieście jest generalnie niewiele, większość to hotelowe restauracje do których się nie pchaliśmy. Generalnie restauracje są prowadzone przez Włochów ale mają także tradycyjne dania Tyrolskie. Jeśli ktoś chce zjeść pampucha to tylko w jednej knajpie w mieście je mają, w samym centrum knajpa nazywa się Konditorei Cafe Bar (Vorderstadt 17). Ntomiast na stoku do której kanajpy nie poszliśmy to było wszystko bardzo smaczne, tyrolskie i w tych samych cenach (gulaschsuppe ok 4€, sznycel z frytkami i sałatką ok 10€, pampuch ok 4,50€). Parkingi: W Kitzbühel są 3 parkingi bezpłatne ale są one w centrum miasta i zbyt daleko od gondolki. Natomiast jest jeden duży płatny parking pod gondolką Hahnenkamm bahn wyciągającą na Streifa (trzeba tylko przejść przez tory kolejowe i jest się pod gondolką). W czasie zawodów nie można tam zaparkować bo centrum jest zamknięte i na parking pod gondolką na bank nas nie wpuszczą. Ponieważ ośrodek łączy w sobie 3 miejscowości, Kirchberg-Kitzbühel-Jochberg więc można spokojnie podjechać do Kirchbergu czy Jochbergu i tam są duże parkingi bezpłatne i stamtąd łatwo można dostać się do Kitzbühel już na nartach. Imprezy apresski: Bardzo dużo jest barów apersski, już pod samą metą Streifu zaczynają się bary i na starówce też jest ich dużo. Trafić do nich nietrudno – trzeba iść za dźwiękiem muzyki. Natomiast w weekend Pucharu Świata wszystkie ulice centrum zamieniają sie w jedną wielką imprezownię. Podsumowując: Na początku miałam obawy co do mojego noclegu, czy będą parkingi, czy będzie trzeba skibusem dojeżdżać na stok ale już po pierwszym dniu okazało się że to jest najlepsza opcja. Mieszkaliśmy jakieś 1,5 km od centrum, na obrzeżach Kitzbühel, na małym kameralnym cichym osiedlu domków z privat roomami. Z dojazdem do stoków, na imprezę czy do centrum na kolację nie było problemu a wieczorem na osiedlu była cisza i spokój, można było się wyspać, przejść wieczorem na spacer, co w centrum mogłoby być trudne, bo tak jak pisałam całe centrum zamieniało sie w imprezownię a na ulicach co kilkadziesiąt metrów rozstawione były wielkie kolumny z których wydobywała się ogłuszająca muzyka. Jak koś przez ten tekst przebrnął to gratuluję Niebawem postaram się umieścić fotki w galerii.
    2 punkty
  9. hupon... No cóż... zazdroszczę Ci. Ja mam do Szczyrku ok.75kilosów. Wychowałem się narciarsko (początek lat 70 do 90) na tych trasach (świetny potencjał i niezła infrastruktura), ale dzisiaj nikomu bym nie poleci,ł jak chce ktoś Tam pojechać np. na ferie lub w weekend. Konkurencja nie śpi, a granice zniknęły - myślę, że Ci co mają dalej i wiedzą co w Szczyrku piszczy, ominą TO MAGICZNE MIEJSCE szerokim łukiem - SZKODA. Ale tobie i tak zazdroszczę :-))
    1 punkt
  10. na dłuższy wyjazd to byłem pare lat temu ale moi dobrzy znajomi jeżdzą tam rok rocznie w wiadomym celu więc domniemam ze nic sie nie zmieniło:) co do pensjo nie mam żadnych info największe imprezy w hotelu przy stoku
    1 punkt
  11. To ja tu na deszczu.........a Ty bo mi się firma nie podoba .............
    1 punkt
  12. z tak mocno pogiętymi kijami to ja mało osób widziałem ale z lekko pogiętymi już trochę więcej , czesto za ich zakupem przemawia cena, w sklepach sportowych takich kijów nie widziałem ale w serwisach w wiśle i ustroniu mozna je dostać , dużo bardziej niebezpieczni od posiadaczy takich kijów nawet do nart dla początkujących są posiadacze nart klasy race i wc którzy sie uczą - nie zawsze z kijami
    1 punkt
  13. dokładnie to od 9 do 16 i to jest całodzienny, 13euro, ale można placic złotówkami za co sobie życzą chyba 52zł także w zależności jaki kurs euro to ostatnim czasem bardziej opłaca sie w PLN:)
    1 punkt
  14. Twój znajomy tkwi w błędzie, na tej narcie przy długosci 150 będziesz sie po prostu męczył, nie daj się zwieść krotkiej jeździe testowej bo ona może być bardzo pozytywna, narty będzie się łatwo prowadzić, będa bardzo skrętne i reaktywne, możesz nie odczuc wady małej długosci zwłaszcza jak bedzie twardo i równo. Jednak przy większych prędkościach przy drobnych błędach lub na niewielkich nierównościach narty bedą mieć silną tendencje do wyjeźdżania spod narciarza, trudno będzie utrzymać stabliną pozycję co zmusi do nieustannego niskiego stania (mocno meczące), do tego to sztywna narta więc wymaga sporej prędkości by wchodziła łatwo na krawędź a przy tej długosci taka prędkość to utrata stabilności, no i ta narta nie lubi wolnej jazdy, to sie zaprzecza, 155 minimum ale jak Soczek uważam nie schodź poniżej 160. No i po co Ci tak sztywna narta?
    1 punkt
  15. tu masz nowe http://www.allegro.pl/item898817119_dynastar_speed_course_gs_w_c_08_09_komorka.html trochę bardziej wymagające ale nowe
    1 punkt
  16. zobacz coś takiego http://www.allegro.pl/item906392474_dynastar_course_speed_dl_172cm.html w tej długości super narta na cały dzień i na przygotowane stoki i na trochę zmęczone, mam takie i bardzo mi pasują (jako jedne z wielu dynastarów)
    1 punkt
  17. ja wspominam donovaly dobrze ale to byl nieustający melanż stoki fajne ale i tak wieczorem spokoju nie będziecie mieli:)
    1 punkt
  18. Nie schodzilbym poniżej 160 cm
    1 punkt
  19. tak chyba lepiej [YOUTUBE]JFCo64JQ2FU[/YOUTUBE] [YOUTUBE]TRjtBkNDHtM[/YOUTUBE] [YOUTUBE]Tdh8QSxvTNI[/YOUTUBE] [YOUTUBE]8TqBHaHe9lA[/YOUTUBE]
    1 punkt
  20. Brak stabilności przy prędkości i słabe trzymanie to w dużej mierze wina zbyt małej długości (jeszcze jest kwestia ostrzenia krawędzi) - problem się zwiększa wraz z pogarszaniem warunkow (nierówno, twardo,lód). Jeśli chcesz taką narte to popatrz na narty z rodzaju SC czyli tzw "drugą slalomkę od góry", coś w rodzaju np Fisher RC4 Race SC, Atomic SL11 lub mniej twarde 10, Volkle Racetiger SC; ale ja bym Ci polecił najbardziej z nich uniwersalne Dynastary Contact Groove, długości 155 (większa skrętnośc i reaktywność, krótszy skręt lepiej) lub 160 (większa stabilność i większa uniwersalność, łatwiejsza jazda średnim skrętem, mniejsza nerwowość czyli łatwiej).
    1 punkt
  21. Każda narta o długości 150 cm będzie dla Ciebie za krótka, slalomka minimum 155 a lepiej 160 chyba, GS znacznie dłużej a nary typu cross czy allround koło 160 -165 mniej więcej. Napisz gdzie jeździsz przeważnie, jak lubisz jeździć i czego oczekujesz od narty poza tym,żeby była twardsza. Atomic Sl10 wydaje sie ciekawą kontynuacją, dwie pozostałe to spory przeskok. Napisz coś więcej o sobie
    1 punkt
  22. Zenith 3 nie są twarde, do wagi 72 kg i pozimu 5 wystarczą ale lepsze są na pewno twardsze 6ki, o tej narcie można powiedzieć, że jest twarda. Trójki są mniej twarde od moich Metronów 9 - a te określam co najwyżej jako średniotwarde - jak dla mnie - 84 kg. No i ten Zenith 3 też bardzo fajna narta oczywiście i można w nią celować
    1 punkt
  23. przecie napisałem po polskiemu
    1 punkt
  24. co do nart to fajny sprzęt ale musi być 160 bądz 165cm. gdzie dostać? allegro ebay co do miejscówki to wg mnie średnia jak na naukę bo tam łatwych tras do nauki jak na lekarstwo:)
    1 punkt
  25. Wróżko, napisz to SB w tym wątku:) ctrl C, ctrl V X 500 i już:D:D Pozdrowienia
    1 punkt
  26. SB i Figo, Wy się śmiejcie...śmiejcie... A tak w ramach wyjaśnień to bizonem nazywam ratrak (jak zapomnę tego właśnie słowa na literkę R ). Zdjęcia już są pomniejszone do rozmiarów forumowych, ponumerowane i poukładane ale wstawię je w sobotę bo (jak to po urlopie) w pracy mam sajgon:rolleyes: Może powinnam zmienić tytuł tej relacji z Kitz
    1 punkt
  27. Witam i dziękuję za opis:) Wyszły ci takie "Opowieści z Nartni":D:D:D Super i czekam na zdjęcia Pozdrowienia
    1 punkt
  28. Ponieważ miałem lustrzankę to bez problemu poruszałem się po sektorze dla fotoreporterów Jak się później okazało, nie miałem również problemu z dostaniem się do sektora dla prasy gdzie wysłuchałem chyba ze 3 wywiadów w oczekiwaniu na sposobność podjęcia autografów dla córki, która w tym czasie polowała na Lindsey Skoro się podobają to w wolnej chwili postaram się przerzucić przynajmniej część do forumowej galerii. Większość zdjęć to Nikkor 55-200 VR, kilka też robiłem kitowym Nikkorem 18-55 VR. Tak wogóle to moje początki zabawy z lustrzanką tymbardziej miło słyszeć że nie jest najgorzej.
    1 punkt
  29. Gdyby ktoś inny napisał to bym się nie zmusił do czytania - moje gratulacje Wróżko super opis:D
    1 punkt
  30. Dobra wiadomość dla narciarzy Otwarcie wyciągu to z pewnością dobra wiadomość dla narciarzy /© Bauer1 godz. 20 minut temu Pierwszy z wyciągów krzesełkowych na Kasprowym Wierchu - w Kotle Gąsienicowym - w końcu zaczyna jeździć. Na jego otwarcie narciarze musieli czekać prawie dwa miesiące. Skąd tak duże opóźnienie? Wszystko przez śnieg, a konkretnie jego zbyt małą ilość - informuje w swoim dzisiejszym wydaniu "Dziennik Polski". http://polskalokalna.pl/wiadomosci/malopolskie/zakopane/news/zakopane-dobra-wiadomosc-dla-narciarzy,1433259
    1 punkt
  31. Super opis!! Chyba najlepszy jaki czytałem!! No a jak już przeczytałem to pomyslałem "szkoda że to już koniec..."
    1 punkt
  32. kolego radze Ci jechac na 8 bo po 10 to ty mozesz godzinę w kolejce po karnet stac a i pewnie na góre cie juz na parking nie wpuszcza
    1 punkt
  33. W nocy pogoda tez dawała się we znaki: Ale w dzień już było troszkę lepiej
    1 punkt
  34. Ferie na Słowacji zaczynają się 15 lutego i trwają do 5 marca z podziałem na regiony, podobnie jak u nas. Wczoraj w niedzielę było bardzo dużo ludzi (patrząc na ilość samochodów na parkingach i poza), a mimo to kolejek do wyciągów nie było. Inna rzecz na trasach, gdzie było sporo ludzi w godzinach południowych i paru "jeźdźców bez głowy", na których trzeba było uważać.
    1 punkt
  35. Absolutnie nie miałem zamiaru komukolwiek takiego prawa zabierać(ja i tak sobie "mogę" ),po prostu dziwią mnie te narzekania na reklamy,bez których nie byłoby przecież tego portalu.Moim zdaniem nie są one natarczywe,właściwie nigdy mi nie przeszkadzały w przeglądaniu strony.Zdarzają się takie portale,na których otwarcie każdej kolejnej karty,równoznaczne jest z kolejnym uciekającym krzyżykiem i niechcianą grą zręcznościową. :eek: Może trochę za bardzo poszedłem po bandzie i zbyt dosadnie wyraziłem swoje zdanie,więc jeśli kogoś uraziłem,to bardzo przepraszam.
    1 punkt
  36. Poniedziałek 25.01.2010 Dziś pierwszy dzień po tłocznym imprezowym weekendzie. Liczyliśmy na to że stoki będą puste i rzeczywiście tak było, większość kibiców przyjechała tu tylko na weekend z tym że mimo tłoku w mieście nie było widać tłumu na stokach. Natomiast po zakończeniu zawodów cały ten tłum zniknął z miasta a na stokach też było pusto. Pojechaliśmy samochodem do Kirchbergu, pogoda nie była super słoneczna ale idealna na narty. Przejechaliśmy się do samego Kitzbühel żeby zaliczyć trasę slalomową i drugi raz zaliczyć Streifa. Niestety Streif był zamknięty i z tego co mówiła obsługa to miał być otwarty dopiero w piątek bo przygotowują go do użytku. Trasa slalomowa była generalnie też w rozbiórce, ale pozwolono nam zrobić sobie zdjęcie w bramce startowej i zjechać na dół. Trasa była totalnie zlodzona a krawędzie nart zwykłego śmiertelnika po prostu nie trzymały się tego lodu. Na krechę bałam się zjechać bo potem bym nie wyhamowała przed bizonem który właśnie ruszał na trasę, więc kalecząc ten sport i technikę zsunęłam się jakoś na dół. Tego dnia zwiedziliśmy wszystkie trasy leżące pomiędzy Kiztbuhel a Kirchbergiem oprócz trasy56 lecącej do Aschau z której potem nie ma jak sie przedostać z powrotem. Wyciągi C2, D2, D4 i D8 nie mają bramek na skipassy więc ekg wychodzi trochę zakłamane. Wtorek 26.01.2010 Od rana sypał śnieg a w powietrzu mleko. Widoczność była fatalna ale o tym dopiero się przekonaliśmy już na nartach. Postanowiliśmy dzisiaj zwiedzić stoki położone pomiędzy miejscowościami Jochberg a Pass Thurn. Samochodem podjechaliśmy do Jochebrgu, tam bez problemu znaleźliśmy miejsce na parkingu i ruszyliśmy na górę. Wiedziałam już że czeka mnie wjazd reliktowym krzesłem a potem kotwicą więc nawet nie zapinałam butów. Z wyciągów roztaczał się piękny, jednorodny widok – mleko. Wjechaliśmy z gęstą warstwę chmur. Nie było nic widać poza czubkami nart które podczas jazdy znikały pod warstwą świeżej warstwy puchu. Pomijam już fakt że był wiatr a płatki śniegu wygładzały odmrożoną twarz jak peeling. Jak już dotarliśmy na górę to zaczęliśmy wycieczkę do Pass Thurn. Większość wyciągów, którymi jechaliśmy nie miała bramek więc cały monitoring siada. Wyciągi F2, F6, F7, F8, F9, G5 i G4 nie miały bramek. Bramkę dopiero złapaliśmy w Pass Thurn na wyciągu G1. Generalnie tego dnia nasz narciarski dzień to była walka z żywiołem. Nie dość że przez mleko i śnieg nie było widać gdzie prowadzi trasa (bo trasy w tamtej okolicy nie były położone w lesie) to jeszcze nie widziałam podłoża i ukształtowania terenu. Bieg na orientację polegał na szukaniu słupków i tabliczek wyznaczających trasę i jeżdżeniu od słupka do słupka. Ludzi tego dnia na stokach było bardzo mało (albo przez mleko nie było ich widać). Wracając z Pass Thurn spotkaliśmy parę z Czech, która także próbowała się przedostać z powrotem do Jochbergu. Postanowiliśmy połączyć siły i jechać we czwórkę – w końcu co cztery pary oczu to nie dwie Szybko się okazało, że wszyscy czworo nie zauważyliśmy jednego drogowskazu i wróciliśmy do wyciągu którym już jechaliśmy. Jazda we czwórkę wyglądała tak, że jechaliśmy jedno za drugim w odległości ok 2-3 metrów żeby się nie zgubić. Na szczęście cało i zdrowo dotarliśmy do Jochbergu, po drodze zatrzymując się ok 15:45 na zasłużony obiad. Wcześniej nie chcieliśmy stawać na jedzenie bo baliśmy się, że nie wyrobimy się z powrotem. Dzień nie był do końca stracony, bo nie widząc podłoża (a właściwie nie widząc nic poza mlekiem) musiałam jechać polegając tylko na czuciu nart, coś jak jazda na nartach z zamkniętymi oczami. Polecam:) Wieczorkiem poszliśmy do Aquareny (basen w Kitzbühel). Mając skipass przy sobie wejście na basen bez limitu czasowego (czynny od 10 do 21) kosztuje 5,5 €. W budynku znajduje się basen z ciepłą wodą do pasa gdzie odbywa się aerobik, są bicze wodne i wydzielone oczko dla bobasów, basen pływacki z nieco chłodniejszą wodą i dwie zjeżdżalnie. Sauna i solarium jest za dodatkową opłatą. Spędziliśmy tam 40 minut z czego większość czasu na biczach i na zjeżdżalni I teraz ciekawostka: w przebieralni męskiej suszarki są do wolnego użytku natomiast w przebieralni damskiej wrzuca się 20 €centów co powiedzmy że starcza na podsuszenie włosów mojej długości (ale do końca suche nie są). Ręcznik, klapki i mydełko trzeba mieć swoje. Wróciliśmy do domku akurat na drugi przejazd slalomu w Schladming Środa 27.01.2010 Ostatni dzień nartowania. Za oknem chmury ale bez opadu śniegu więc postanowiliśmy pojechać do Jochbergu, zwiedzić trasy, które znamy z czucia a nie z widzenia. W połowie drogi kotwicą przywitało nas piękne ostre słońce a poniżej w dolinie zalegały gęste chmury. Bajkowy widok! Jadąc trasami śmiałam się sama do siebie z zaskoczeniem że tak te trasy wyglądają jak cokolwiek widać. Trasy były dobrze przygotowane, gładko i twardo. Ludzi było znacznie więcej, przed wyciągami stało się max 10 min w kolejce ale tłoku na trasach nie było. Generalnie ośrodek jest fajny, trasy przyjemne jednak przez te orczyki i stare wyciągi krzesełkowe które na takim wygwizdowiu jak Zweitausender (2004 m i wiatr w twarz) nie mają opuszczanej szyby niestety nie zachęcają. Jakbym miała wrócić do Kitzbühel to jeździłabym w Kirchbergu-Kitzbühel. Na koniec dnia przeszliśmy się jeszcze na kolację do centrum Kitzbühel. Zjadłam rosół z okiem bałwanka czyli speckknoedel soup i kaise spatzle czyli spatzle serowe których zapach rozkładał na łopatki skarpetki narciarskie po całym dniu jeżdżenia Po powrocie do domku spakowaliśmy to co się dało a reszta suszyła się przez noc. Czwartek 28.01.2010 Wyjazd do Wwy. Byliśmy już spakowani poprzedniego dnia, jedyne co to dopakowaliśmy rzeczy narciarskie i ok godziny 11 wyjechaliśmy. Sypał śnieg przez prawie całą drogę ale jechało się dobrze, bez większych problemów. Około 19 zrobiliśmy postój na spotkanie w Rogatej i jedzonko, które planowo miało trwać godzinę ale się nieco przedłużyło nawet nie wiem kiedy i odprowadzeni przez Wojtusia i RobertaJanusa ruszyliśmy do Wwy. Tu droga nie była już taka wesoła, parę naczep stojących na środku drogi bez ciągnika i jakieś samochody wiszące na bandach śniegu, zamieć śnieżna i lodowisko ale na 1:30 byliśmy w Wwie, cali zdrowi i z depresją że wyjazd na narty się zakończył.
    1 punkt
  37. Sobota 23.01.2010 Wielkie święto w Kitzbühel – zjazd mężczyzn. Nasz gospodarz doradził nam żebyśmy pojechali do Jochbergu, bo w Kitzbühel i w Kirchbergu będzie taki tłok, że na bank nie zaparkujemy. Rzeczywiście w Jochbergu nie było większych problemów z zaparkowaniem. Pod wyciągiem były 2 spore parkingi (free). Niestety dojazd na nartach do Kitzbühel zajął nam prawie 2 h. Najpierw jechało się reliktowym krzesłem 2 osobowym Girak, a potem dłuuuugim orczykiem 2 osobowym (kotwica). Jestem zaskoczona, że w takim ośrodku jest tak długi orczyk...na którym zaczęły mi drętwieć nogi. Mam nadzieję że mają w planach usunięcie tego wyciągu i postawienie nowoczesnego krzesła. Po tych przeprawach przywitała nas piękna, nowoczesna gondola 3S ( ) łącząca Jochberg z Kitzbühel, na 30 osób i z tego co widziałam to te 30 osób miało miejsca siedzące. Piękne widoki, wręcz zachwycające. Gondolka jest śmiesznie pociągnięta, bo lina od niej po prostu jest zawieszona na 2 wysięgnikach a po środku, w dolinie nie ma już wspornika tylko tak po prostu sobie zwisa pomiędzy tymi wysięgnikami. Aż sie nie chciało wysiadać. Jak już się dostaliśmy do Kitzbühel i zostały sprawdzone nasze wejściówki, zajęliśmy sobie miejsce przy samych siatkach zabezpieczających. Mieliśmy widok na długi skok pomiędzy skałami i 2 zakręty. Zjazd na żywo robi ogromne wrażenie, w TV mimo, że zdajemy sobie sprawę z tego jakie prędkości oni osiągają na trasach to stojąc kilka metrów od przejeżdżającego zawodnika widzi się tą prędkość z nieco innej perspektywy. A potem jeszcze jak się przejedzie tą trasą po tym lodzie gdzie krawędzie zwykłych nart po prostu puszczają dochodzi się do wniosku ,że bezpiecznej jest jechać na krechę niż sie bawić w jakiekolwiek skręty... Generalnie wrażenia niezapomniane. Powrót do Jochbergu po zawodach graniczył z cudem. Wiedzieliśmy że ostatni przejazd gondolą 3S jest o 15:45 a kolejka do Hahnenkamm bahn była tak ogromna że staliśmy pół godziny zanim się dostaliśmy do niej. Na dalszych wyciągach i trasach było generalnie pusto i już około godziny 16 zajechaliśmy do przystokowej knajpki żeby zjeść pampucha z makiem i masłem (Germknödel mit mohn und butter) i popić go Almdudlerem (czyli Alpejską CocaColą). Wieczorkiem była dekoracja zwycięzców i losowanie numerów startowych do slalomu. To dopiero była impreza – mnóstwo ludzi na ostatnim skoku na trasie, wszyscy zgromadzeni wokół Zielhaus (budynek przy mecie, z przeszkloną sceną na której odbywało się wręczenie nagród i numerów startowych). Po losowaniu numerów odbył się 10 minutowy pokaz sztucznych ogni, zapierający dech. Na stoku ustawiona była ze świec wielka liczba 70, bo to przecież 70 Hahnenkamm Renne. Ciekawostką jest to, że nikt z miejscowych już jak dzwoniłam zarezerwować nocleg nie mówił na to Puchar Świata w Kitzbühel , czy Puchar Świata na Streifie tylko Hahnenkamm Renne. Zapytałam naszego gospodarza (który jest byłym zawodnikiem o dźwięcznym imieniu Hermann) skąd ta nazwa i powiedział mi, że Hahnenkamm to nazwa góry pochodząca od jej kształtu - jak się jedzie od Kirchbergu do Kitzbühel to kształt tej góry przypomina grzebień koguta i Hahnenkamm to właśnie po niemiecku grzebień koguta. W knajpie na stoku oznaczonej na mapie nr 16 (Ehrenbachgraben) na ścianach wiszą wszystkie plakaty od 1994 roku i tematem wspólnym każdego plakatu jest właśnie grzebień koguta. Oczywiście co roku jest organizowany konkurs na plakat i ten plakat który wygra staje się plakatem Hahnenkamm Renne. Dygresja: drugą ciekawostką którą się dowiedziałam jest tajemnicze i wszechobecne w Alpach słowo Alm np. Bürger Alm, Streif Alm, Almdudler, Panorama Alm, Maria Alm, przykładów może wymieniać i wymieniać. Alm to nic innego jak u nas hala, czyli trawiasta łąka w górach na której wypasa się owieczki, kozy itp. Podczas całej imprezy staliśmy na tyłach budynku Zielhaus i łapaliśmy wychodzących zawodników celem zdobycia autografów i zrobienia sobie pamiątkowych fotek z nimi Przesympatyczny był Julien Lizeroux, który ochroniarzom powiedział żeby go nie eskortowali, bo chce chwilę poświecić fanom. Do Benniego Raicha ciężko było się dostać i raczej sprawiał wrażenie przerażonego tym tłumem. Mario Scheiber także był sympatyczny i nawet odpowiadał pełnymi zdaniami jak ktoś go o coś zapytał Nie było problemu z powtórzeniem zdjęcia jeśli jakieś sie nie udało i chętnie potem te zdjęcia oglądał Marcel Hirscher – z zachowania coś w stylu Carlo Janki. Po imprezie wraz z tłumem poszliśmy do centrum Kitzbühel. My chcieliśmy po prostu zjeść coś na kolację a reszta...chyba chciała świętować. Takiego tłumu dawno nie widziałam, w którą uliczkę się nie weszło to tłum a budki z jedzeniem i piwem ustawione na ulicach po prostu znikały w tłumie. Muzyka na cały regulator, młodzież upita, wszystkie knajpy pozamykały drzwi na klucz chyba ze strachu przed tym tłumem. Wszystko było zajęte i mięliśmy 2 opcje – albo McDonalds albo jedzenie kiełbasek z ulicy. Ponieważ ja za kiełbaskami nie przepadam to poszliśmy do Maka a tam – pusto. Przemyśleli sprawę i pochowali wszystkie stoliki, krzesła i wydawali jedzenie tylko na wynos. Tym sposobem nie było kolejek Ciekawostką był zestaw Hahnenkamm Menu z piwem Stiegl My wzięliśmy sobie ciastka czekoladowe i zmyliśmy się do domu. Niedziela 24.01.2010 Dzień slalomu. Ponieważ pierwszy przejazd zaczynał się o 10:30 a drugi o 13:15 wiec stwierdziliśmy że idąc na oba przejazdy w ogóle nie pojeździmy na nartach. Zapadła decyzja że jedziemy do Kirchbergu i stamtąd dostaniemy się do Kitzbühel, pojeździmy sobie po tamtejszych trasach i pójdziemy na 2 przejazd slalomu. Trasy w Kitzbühel były pięknie przygotowane mimo małej ilości śniegu. Były twarde, gładkie i albo szerokie, albo nartostrady. Trasa 38 o dźwięcznej nazwie Direttissima jest ponoć trasą o największym nachyleniu w Alpach do 70%. Trasa była dobrze przygotowana, twarda, gdzieniegdzie co prawda brakowało śniegu ale była przyjemna. Oczekiwałam nieco większych wrażeń z tej trasy bo czytałam o niej w necie a szczerze powiedziawszy wrażenia na mnie nie zrobiła. Jedna z wielu tras i tyle. Generalnie czarne trasy w Val Gardenie czy Val di Sole były trudniejsze niż te w Kitzbühel oznaczone tym samym kolorem. Jak dla mnie to większość z nich powinna być czerwona. Na 12:40 byliśmy już przy trasie slalomu, staliśmy dokładnie na przeciw pierwszej kamery przy bramce startowej. Baner skionline zawiesiliśmy na nartach tak żeby było widać nad czerwonymi siatkami zabezpieczającymi. Niestety kamera tak szybko migała przy nas ze nie było nas widać. Bawiliśmy się świetnie, dźwięk zbijanych tyczek na żywo brzmi cudnie Jeszcze przed 2 przejazdem na niebie pojawiły się 2 szybowce, które schodziły do dołu zostawiając na niebie kolorowe okręgi. Od razu po przejeździe Didier Cucha, nauczeni na błędach dnia poprzedniego, zmyliśmy się do Hahnenkamm bahn żeby wyrobić się na powrót do Kirchbergu. Na trasie już ok godziny 16 zjedliśmy obiad (wiedzieliśmy że na jedzenie w mieście nie ma co dzisiaj liczyć) i zjechaliśmy na parking. W drodze powrotnej minęliśmy ogromny korek – koniec imprezy weekendowej i kibice wyjeżdżali z Kitzbühel.
    1 punkt
  38. Pamiętnik z Kitzbühel (21 - 28. 2010) Środa 20.01.2010 Ruszyliśmy z Wwy ok 16:00, droga do B-B była całkiem niezła, niezbyt zatłoczona natomiast ilość radarów zwaliła mnie z nóg... mimo że droga prosta i pusta to nie dało się jechać równo tylko co chwila halt. Zajechaliśmy do B-B na małe spotkanko w Rogatej:) Dziękuję przy okazji Wszystkim którzy tak licznie przybyli Z B-B ruszyliśmy ok 23:30, po drodze zatrzymaliśmy się 2 razy na odpoczynek i zajechaliśmy do Kitzbühel we czwartek na godzinę 10 rano. Czwartek 21.01.2010 Ponieważ pokój nie był jeszcze gotowy, a już trwał trening do zjazdu więc postanowiliśmy się przejść i zobaczyć tą imprezę. Przyszliśmy na metę i właściwie na „dzień dobry” spotkaliśmy po kolei wszystkich czołowych zjazdowców Pucharu Świata. Ponieważ na mecie czekała dosłownie garstka kibiców zrobiliśmy sobie z nimi fotki, wzięliśmy autografy. Większość zawodników nie miała nic przeciwko, natomiast Didier Cuche wyciął w długą tak że trzeba było Go gonić, uciekał i śmiał się, dowcipniś jeden, ale w końcu uległ memu urokowi...nie miał za bardzo wyjścia Carlo Janka...cóż na zdjęciu miał minę jakby był tam za karę, ale taką samą minę miał na rozdaniu numerów startowych, podczas gdy reszta zawodników z uśmiechem pozdrawiała kibiców i taką samą minę ma jak wygra zawody... więc rozumiem że uśmiechu nie ćwiczył przed lustrem. Przesympatyczny był Werner Heel, który w TV wygląda na rudego brzydala z Tyrolu a w rzeczywistości ma piękny uśmiech, równiutkie zęby i jest dość przystojny jak na brzydala Svindal bidulek chyba nie wiedział jak ma kibiców przepędzić i jak się wydostać, bo jak każdy zaczął sobie z nim fotki robić to chłopak przepadł i puścili go dobre 20 minut później (dla porównania reszta zawodników po 3 – 5 minutach uciekała). Podeszliśmy jeszcze w drodze powrotnej do gondolki żeby wyrobić sobie skipassy i do centrum kupić wejściówki na zawody. Po tak emocjonującym początku pobytu w Kitzbühel wróciliśmy do naszego pokoiku rozpakować się, troszkę zdrzemnąć (w końcu dobę nie spaliśmy) i wieczorkiem pojechaliśmy się przejść po pięknym centrum Kitzbühel i zjeść kolację w przytulnej, niedrogiej restauracji z miłą obsługą, w której jak się później okazało jedliśmy prawie codziennie. Piątek 22.01.2010 Zawody (super G) zaczynały się o 11:30. Ponieważ centrum Kitzbühel i dojazd do Hahnenkamm były zamknięte a skibusy jeździły totalnie przeładowane to nasi gospodarze doradzili nam żeby pojechać do Kirchbergu i stamtąd dostać się na już nartach do Streifu. Rzeczywiście bez problemu dotarliśmy na zawody, zjechaliśmy wzdłuż trasy i wybraliśmy optymalne dla siebie miejsce na 2 zakrętach. Rozłożyliśmy baner skionline i właściwie od razu zaczął się wyścig. Wrażenia są nie do opisania, bo sama atmosfera zawodów robi swoje, a jeszcze obejrzenie tego na żywo w realnych prędkościach... niesamowite. Po przejechaniu pierwszej 30stki zjechaliśmy do mety i tam oglądaliśmy wyróżnienie Cucha, Walchhofera i Streitbergera. Potem poszliśmy na tyły trybun zobaczyć wychodzących zawodników. Spotkałam tam pana Roberta Brunnera (menagera do spraw PR austriackiego teamu) którego dobrze znamy z relacji zawodów PŚ jako podmieniacza nart austriackich zawodników Po zawodach pojechaliśmy na górę zjeść coś i potem właściwie już trzeba było zjeżdżać do Kirchbergu. Wieczorkiem pojechaliśmy do Centrum na dekorację zwycięzców i losowanie numerów startowych. Okazało się, że to tak samo huczna impreza jak same zawody Ze zjedzeniem czegoś obiadowego już był problem wieczorem. Wszystkie restauracje, których w Kitzbühel nie jest za wiele były wypełnione po brzegi albo zarezerwowane. Co prawda w Centrum rozstawili kilkadziesiąt budek z piwem, kiełbaskami i hamburgerami ale my chcieliśmy zjeść coś zdrowszego W końcu zjedliśmy średniej jakości kurczaka w miodzie i pomarańczach we włoskiej restauracji De Gusto, niby ą ę ale w gruncie rzeczy to McDonald byłby lepszy, szybszy i tańszy – czekaliśmy 30 min na danie...i zapłaciliśmy 50€ (podczas gdy obiad dla 2 osób w mieście i na stoku kosztuje ok 25€). Poza tym gość który nas obsługiwał zachowywał się dziwnie, ja byłam wściekła bo głodna a on nie umiał powiedzieć w skrócie po angielsku z czego jest to danie które chcieliśmy zamówić więc zamuczał jak krowa...aż ludzie ze stolików obok się dziwnie patrzyli.
    1 punkt
  39. Dokładnie tak A tu link do przykładowych nart: http://www.skionline.pl/sprzet/?co=kolekcje_classic_narty&id_grupy=2659&id_modelu=485 lub: http://www.skionline.pl/sprzet/?co=kolekcje_classic_narty&id_grupy=2044&id_modelu=134 lub: http://www.skionline.pl/sprzet/?co=kolekcje_classic_narty&id_grupy=2044&id_modelu=133 Jak widać na naszym portalu są takie ciekawostki. Do narty z łuską spokojnie można założyć foki. Z łuski korzystamy przy niewielkich nachyleniach stoku i w takich miejscach od razu widać przewagę nad nartą typowo turową. Ona bez foki nie da rady. A poruszanie się szlakiem gdzie 100 m pod lekką góreczkę i 100 m. bardzo delikatnego zjazdu na fokach zakrawa na wyrafinowaną torturę. Do tego wiązania Voile lub Riva i lekki but telemarkowy /Scarpa T4, Garmonty itp. I masz sprzęt na którym śmigasz prawie po wszystkich górkach. A jak masz ochotę to jedziesz gdzieś na wyciąg /trasa niebieska, zielona/ i ćwiczysz technikę. A za kilka dni wrzucę info jak słowacy i czesi wędrują po górach.
    1 punkt
  40. Jaki koniec zimy ?! Wypluj te brzydkie słowa! I szukaj sprzętu - śladówki i buty do nich, a nawet takie narty, o jakich pisał Sławek, są znacznie tańsze od sprzętu turowego. I już powinny zaczynać się wyprzedaże, na pewno z większym wyborem niż kiedy zostaną resztki na wiosnę. Zmarnować taką zimę to grzech ! PS. Moim zdaniem szukaj nart z łuską - nie będziesz miał problemów ze smarowaniem, a na lekkich podejściach będzie Ci wygodniej. Z tego, co Sławek pisał zrozumiałam, że jeśli wybierzesz lekkie narty do telemarku, to potem będziesz mógł do nich założyć foki - kiedy wyruszysz na bardziej górzyste szlaki. Natomiast zwykłe śladówki są zupełnie niedrogie.
    1 punkt
  41. Mnie uczono,że kije do klasyka powinny sięgać mniej więcej do barku,a do łyżwy do ucha.
    1 punkt
  42. c.d. dzisiaj rano , korzystając z tak pięknych okoliczności przyrody:) wybrałem się na Pracicę z nadzieją ,że uda mi się potestować FUR-ki w jeździe pozatrasowej. Ostatnio spadło u nas trochę świeżego śniegu , więc liczyłem ,że taka jazda będzie możliwa.Po wyjechaniu na górę okazało się ,ze jest OK:) . Na trasach kupa śniegu , głównie sztucznego , ale również tam gdzie armatki nie sypały okazało się że jest sporo "białego" , który pozwalał na test;) nart poza trasą . Warunki pozatrasowe wyglądały tak : podkład to ok. 20-30 cm starego ubitego,czasem zlodowaciałego śniegu , a na tym warstwa ok. 10-20 cm świeżego puchu.Nie było może idealnie ,ale co tam , trzeba było FURY przeciagnąć po tym co jest a nie grymasić . Zaznaczę ,że są to moje pierwsze narty dedykowane raczej do jazdy pozatrasowej niz na ratrakowane stoki więc w zasadzie "uczyłem" się tych nart , za porównanie mając narty typu SL i Cross. Po pierwszych kilku niezbyt pewnych zjazdach , każdy następny dawał mi coraz więcej frajdy:) . Narty bardzo dobrze wybieraja nierówności terenu ,dzioby wręcz wypływają na powierzchnię . Jak jest trochę twardego pod nimi to fajnie łapią krawędź i można przyspieszyć , nie tracąc kontroli nad torem jazdy pomimo lodu , muld , nierówności terenu , a nawet nie do końca przysypanych śniegiem rowów:eek:. Jak więcej kopnego , to jadąc śmigiem ma sie pełną kontrolę , narty cały czas "wychodzą" na powierzchnię. Odkryłem nawet jedna fajna hopkę , dzięki której pobróbowałem jak to sie na nich skacze , a przedewszystkim ląduje w "świeżym". I tutaj kolejny plus , bo lądowanie jest bardzo stabilne, nie wbijasz się nartami w śnieg , tylko jedziesz dalej . Zaliczyłem kilkadziesiąt zjazdów szukając wszystkich możliwych , niezjeżdżonych miejsc i powiem Wam ,że coraz bardziej ta zabawa zaczęła mi się podobać . Podsumowując : jak ktoś ma ochotę na jazdę bardziej free to po prostu musi to robić na nartach do takiej jazdy dedykowanych. Gdybym dzisiaj próbował zjechać niektóre fragmenty tras na ,powiedzmy, slalomkach , to po kilku próbach rzuciłbym pod nosem parę epitetów i skruszony wróciłbym tam gdzie ratraki zrobiły swoje:rolleyes:. A tak był "banan" od ucha do ucha i jazda do póki starczyło sił i karnet się nie skończył. Teraz czekam na konkretne opady śniegu i Pilsko moje:)
    1 punkt
  43. Wczoraj wraz z Witusiem i Figo odwiedziliśmy niewielki kameralny ośrodek położony na styku 2 krajów związkowych Styrii i Karyntii. Już od momentu gdy pojawił się artykuł na stronie skionline "Turracher Hohe- narty z widokiem na pogodę.." http://www.skionline.pl/stacje/index.php?ids=&co=przeczytaj&id_newsa=1462 coś mnie ciągnęło do tego ośrodka chyba przede wszystkim zainspirowała mnie dość ciekawa nazwa tego miejsca i szacunek temu co potrafi to prawidłowo wymówić za I razem:D Nazwa Turracher Hohe jest dla nas niemal egzotyczna i z tego co dowiedzieliśmy się na miejscu Polak to istota tam nie znana, to dziwne bo ośrodek ten to jeden z bliżej położonych do naszego kraju, a można tam dotrzeć w niecałe 7 godzin, miałem napisać że byle jakim samochodem ale napiszę że Fiatem Punto, to mój pierwszy wyjazd w Alpy gdzie byłem pasażerem a nie kierowcą. Dojazd: Orientacyjna odległość od granicy w Cieszynie ok 670 km, Droga bardzo dobra:Cieszyn- Znojmo standardowo, dalej jedziemy do Wiednia w Wiedniu kierunek na Graz za Wiedniem trzeba pilnować zjazdu z autostrady A2 na drogę S6 to bardzo dobra droga czteropasmowa potem przechodzi w S 36, którą to dojeżdżamy do Judenburga i tu już koniec drogi szybkiego ruchu. Następnie już drogami lokalnymi na Murau, za Murau skręcamy z głównej drogi na Turracher Hohe i od tego momentu droga nie mocno ale zaczyna się piąć w górę aby po kilkunastu km. osiągnąć cel: serce terenu narciarskiego w Turracher Hohe. Miejscowość: Nie jest jakoś specjalnie urokliwa choć może to być przekłamany obraz ponieważ widziałem ją w warunkach ni to wiosennych ni to zimowych, ale nic tam nie brakuje bary restauracje Inter Sport masa przytulnych hoteli apartamentów i domków wakacyjnych.Wiele z tych obiektów położonych jest w bezpośrednim sąsiedztwie tras narciarskich i wyciągów. Wyciągi trasy Infrastruktura wyciągowa to najnowsze zdobycze techniki: krzesła 6 os z tak zwanym wysprzenglnikiem czyli szybkie z podgrzewanymi siedzeniami i zamykanymi osłonami, jedno krzesło 2 os ale też dość szybkie, orczyk sporadycznie. Jeśli chodzi o trasy to nie są jakoś ekstremalnie szerokie ale wystarczająco szerokie a przede wszystkim są puste i nie będzie na nich tłoku nawet w pełni sezonu bo każde krzesło posiada minimum 2 warianty jak nie 3 warianty tras. Nachylenie tras jest bardzo dobre i generalnie wszystkie trasy sztuka w sztukę fajne nie ma takiej trasy którą chciało by się omijać szerokim łukiem. Jest również wspaniała trasa Fis o długości ok 2500 m Ogólnie ośrodek bardzo polecam i na kawalerskie szybkie wypady jak i dla rodzin z dziećmi na pewno wszyscy będą się tam super bawić
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...