Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 28.01.2011 uwzględniając wszystkie działy
-
Ciągnę dalej swój temat. Bre ubezpiecz. przesłało całą sprawę do Europ Assistance, ta w części odmówiła zapłaty za pomoc medyczna udzieloną we Włoszech. Odwołałem się od tej decyzji. Odwołanie rozpatrzono negatywnie. W uzasadnieniu podano " że na podstawie przesłanej dokumentacji medycznej stwierdzono brak zaburzeń ukrwienia i unerwienia kończyny górnej". Jak pisałem wytkonano RTG i rez. mag (MRI). Na podstawie rtg nie da się stwierdzić zaburzeń ukrwienia czy unerwienia. to można stwierdzić na podstawie MRI, i jak się stwierdzi że nie ma uszkodzeń, można zdaniem ubezpieczyciela odmówić zapłaty za to badanie jako przekroczenie zakresu pomocy niezbędnej. Gdzie tu u licha logika? Przestrzegam więc przed BRE Ubezpieczenia i działającego w jego imieniu Europ Assistance. To jedna klika która wg. ogólnych warunków ubezpieczenia moze wogóle nie udzielić pomocy lub zakwestionować po jej udzieleni zakres.I to zawsze, bo mały punkcik mówi że pomocy niezbędnej do czsu podjecia leczenia w kraju!!! Zwróćcie uwagę na takie punkty w Wasztch polisach! W sprawie zwróciłem się także (jak mipolecaliście) do Rzecznika Ubezpieczonych.Ten wezwał prezesa BRE Ubezp. do przesłania mu dokumentacji. Pismo Rzecznika jest dla mnie korzystne.Rzecznik zwraca uwagę na wskazanie przez Ubezpieczyciela jednostki sł. zdr. we Włoszech i stwierdza że z tym się wiąże odpowiedzialność Ubezpieczyciela za cykl leczenia i uzyte procedury którym ubezpieczony się poddał. Włosi wezwali mnie do zapłaty tej części rachunku za którą Ubezpieczyciel odmówił płacenia. Ręka jeszcze boli, lekarz przepisał zabiegi rehabilitacyjne ale pierwszy wolny termin to sierpień czy wrzesień 2011. Co będzie dalej - opiszę ku przestrodze innych żeby temat dociagnąc do końca. Pozdrawiam, smigajcie bezpiecznie!!!!4 punkty
-
Kocham Cię POLSKO:o Może doczekam takich czasów ,że Heniu wraz z kolegami po wspaniałym dniu na nartach zamiast powiedzieć "aleśmy kur.a wydymali tych frajerów" dojdą do konkluzji: "ale z nas ku..a buraki''.3 punkty
-
Już wróciłam. Nie bedę robić off topa tylko powiem enigmatycznie, że siłownia to nie są jednak moje klimaty:rolleyes: Fotki są tylko oczywiście od trzeba lecieć końca... A teraz krótka relacja z wyjazdu którą jestem krewna: Termin wyjazdu: 11-18 grudnia 2010 Wyjazd się zaczął dosć pechowo bo się okazało że spryskiwacz nie działa w samochodzie więc do Cieszyna jechaliśmy na czuja bo szyby były białe od soli, potem wymieniony bezpiecznik zadziałał i mielismy spryskiwacz aż do Katschbergu. Generalnie trasa była ok, oprócz tego że rąbał śnieg i autostrady miały jeden przejezdny pas (co nie oznacza że ten pas był czarny). Jak już byliśmy za Murau to się zaczęła jazda na orientację bo śnieg dalej padał a wiart dodatkowo nawiewał śnieżek i tworzyły się zaspy więc trzeba było po prostu jechać między słupkami wyznaczajacymi drogę. Na ostatnim odcinku do Katschbergu musieliśmy się jednak zatrzymać w zatoczce i założyć łańcuchy - potem się okazało że to była dobra decyzja bo inaczej byśmy nie dostali się do Gasthofu:D Mieszkaliśmy w przepięknym miejscu - bliżej stoku nigdy nie mieszkałam: Jak widać od gasthofu do stoku mieliśmy 20 m Polecam tą miejscówkę - przy czarnej trasie numer 3. Alpengashof Bacher ma wszystko to czego potrzebowałam na tym wyjezdzie. Pokoik bardzo przytulny, ale wszędzie w alpach jest przytulnie. To co mnie uderzyło tutaj to wyżywienie. Nie jestem raczej niejadkiem ale też nie pochłaniam nieziemskich ilości jedzenia, ale ktos kto lubi dobrze zjeść i lubi alpejską kuchnię - nie będzie narzekał. Zamówiłam pokój z half-boardem żeby się nie chrzanić z łażeniem po knajpach wieczorem i z zakupami na śniadanie. Pokój z h-b kosztował od osoby 46 euro. Drogo, niedrogo? Ja oceniam że inaczej nie byłoby sensu bo: - mieszkałam na stoku - rano schodziłam na gotowe śniadanko (oczywiscie śniadanie mocno rozszerzone) a potem na nartki - pierwszego dnia zjechaliśmy na nartach prosto do kasy skipassowej - w trakcie dnia można było sobie podjechać do domku jakby jakaś awaryjna potrzeba zaistniała - mnie akurat raz tak zamarzły palce u rąk że inaczej się nie dało - po nartach brałam gorący prysznic i schodziłam na obiadek składajacy się z zupy, drugiego dania i deseru i byłam najedzona po uszy - w cenie była codzienna sauna z której nigdy nie skorzystaliśmy, ale jak ktoś lubi to mógłby pójść. Podsumowując - jakby się upierać to mogłabym nie ruszać autka przez cały tydzień i niczego by mi nie brakowało bo wszystko miałam na miejscu. Naprzeciwko gasthofu był mały domek w którym była suszarnia butów i składzik nart. Dużą wygodą było to że gasthof, pokój i składzik na narty były otwierane jedną kartą co na nartach jest wygodniejsze niż klucze. Jezdziliśmy generalnie w Katschbergu (Tschanek i Aineck) ale na jeden dzień pojechalismy też do TH. Oba ośrodki są dość kameralne i dla osób które nosi żeby zobaczyć cos nowego to po 3 dniach będzie się tam nudziło. Nam się nie nudziło bo pogoda dodawała adrenaliny. Generalnie gorszej pogody to ja nigdy nie miałam na nartach - niby było słońce ale było -15 do -22 i potwornie silny wiatr, zmiatający pył śniegu z tras który lądował niczym igiełki w mojej twarzy... Drugiego dnia kupiliśmy maseczki - przynajmniej kłucia nie było czuć, ale zimno i tak było i palce u rąk i nóg zamarzały. Trasy były zmrożone choć tylko gdzieniegdzie był żywy lód ale przygotowane były super, codziennie z balkonu mieliśmy widok na zaiwaniające ratraki Trasy są w większosci przypadków szerokie i akurat jak my byliśmy to były puściutkie. Trochę więcej ludzi można było spotkać w okolicy knajp a tak to bywało ze po horyzont krzesełka czy orczyki były puste. To skoro jestem przy wyciągach to muszę wspomnieć, że najfajniejsze trasy niestety są obsługiwane przez orczyki, a na niektórych krzesłach brakowało mi (bardzo) zamykanych kapsuł-osłonek przed wiatrem... Przez wiatr niestety czarna trasa 11a z Ainecku była ciągle zamknieta i pokryta murawą - wiatr hulał i zwiewał cały śnieg... widać było że sprawa jest przegrana - chłopaki nawet tam śnieg rozwozili ale po 3 dniu dali sobie spokój. Krzesło na Aineck - 3 osobowe bez osłonki - to najgorszy wyciąg jakim jechałam w życiu i głównie dlatego ze dość długo się jechało i to w pełnym wietrze - tam niestety jest odsłonięta przestrzeń - tragedia. Jak już wjechalismy na Aineck to się zaczęliśmy zastanawiać czy to aby nie jest przypadkiem biegun polarny. Wszystko było białe albo oszronione a sople nie zwisały tylko rosły w bok - zgodnie z kierunkiem wiatru. Trasa A1 jest chyba najfajniejszą trasą tego wyjazdu. Długa (6km), szeroka, pusta i pięknie położona w lesie. Warto było się przemęczyc tym krzesłem na Aineck żeby zrobić tą trasę. Niestety codziennie nie mogliśmy jezdzić tam bo krzesło na Aineck było czasami nieczynne (wiaterek). Połączenie Ainecku z Tschanekiem mogłoby być lepiej dopracowane ale i tak dało się w obie strony przemieścić bez zdejmowania nart. Co do TH to ten ośrodek mi się bardziej podobał bo nie było wiatru:D i niemalże wszystkie trasy są położone w lesie a ja uwielbiam takie trasy. O godzinie 14:30 był jeszcze sztruksik na trasie 20, 21 i 35 - to były najfajniejsze trasy jak dla mnie. Jednak odnośnie mieszkania to zdecydowanie bardziej podoba mi się Katschberg niż TH bo TH to... raczej osada niż miasteczko i wieczorem nie ma zupełnie się gdzie ruszyć na spacer. W Katschi też pole manewru jest ograniczone ale są jakieś bary apres ski i można się przejść miasteczkiem na spacer. Ośrodki są kameralne, jak ja byłam to było pusto, cicho, bez zjazdów stadnych i to było ogromną zaletą. Brakowało mi jedyniem jakiejs bazy zakupowej - był jeden kaufhaus przy hotelu, niby wszystko w nim było a zarazem nic w nim nie było. Taki wybryk natury:confused: Miało być w skrócie a wyszło jak zawsze:rolleyes: Było super i pewnie pojechałabym tam jeszcze kiedyś (z małymi dziećmi na przykład jak już się ich dorobię) gdyby nie ten wiatr i temperatura. Nie sądziłam że te dwa czynniki potrafią tak popsuć człowiekowi humor;) Aha... w drodze powrotnej w ogóle nie mieliśmy spryskiwacza - od Katschi do Wwy.2 punkty
-
Gogle POC Iris Comp No więc jestem posiadaczem Gogli POC Iris Comp i choć na razie zbyt wiele okazji do testów nie było to mogę już powiedzieć że jestem szczęśliwym posiadaczem tych gogli:). Ten model gogli jak wiadomo wyposażony jest w 3 wymienne pojedyncze szyby: niebieską żółtą neutralną Wymiana nie jest skomplikowana, choć jednak trzeba poświęcić na to kilka minut i nie jest to czynność którą można zrobić jadąc krzesełkiem czy gondolką, ale w barze już i owszem. Do wymiany szyby najlepiej wyposażyć się w cienkie materiałowe rękawiczki to uchroni szybkę od upalcowania. Obudowa gogli jest bardzo elastyczna co czyni je odpornymi na uszkodzenie/zniszczenie. Używam je w komplecie z kaskiem Carrera i przyznam że znakomicie się integrują z tym kaskiem, a rozwiązanie techniczne na gumie w postaci pokrycia sylikonem wewnętrznej jej strony działa również pomimo iż kask jest innego producenta. Jak na razie miałem okazję jeździć z szybą niebieską i neutralną. Niebieska szyba znakomicie zdaje egzamin w warunkach ograniczonej widoczności(zamglenie, utrata kontrastu). W takich warunkach super wyostrza obraz i uwidacznia nawet niewielkie nierówności na stoku. Natomiast w jeździe pod słońce jak dla mnie jest zbyt przepuszczalna i jestem oślepiany przez słońce. Szybę neutralną(bezbarwną) testowałem podczas jazdy przy sztucznym oświetleniu. Co tu dużo mówić po prostu rewelacja, nareszcie widzę podczas jazdy na oświetlonych stokach. Dodam że było to na stoku gdzie mówiąc delikatnie oświetlenie nie jest z najwyższej półki. Jak wspomniałem na początku szyby są pojedyncze. Obawiałem się tego trochę i jeszcze za wcześnie żeby wystawiać w tej kwestii pozytywne oceny, ale ani razu mnie jak na razie nie zawiodły, nie zaobserwowałem żadnego parowana. Ciekawostką jest jeszcze oprócz standardowego pokrowca typu worek, dodatkowy pokrowiec z gumką który naciąga się na korpus gogli. Można tego używać jako zabezpieczenie przed uszkodzeniem szyby gdy gogle są założone na kasku, lub podczas opadów śniegu np. jadąc krzesełkiem żeby nam nie zanieczyściło szyby. Ciąg dalszy testów nastąpi....2 punkty
-
Na ten tydzień w całych alpach szykuje sie piekna pogoda. A może nawet następny tydzień tez będzie ze słońcem i lekkim mrozem.2 punkty
-
2 punkty
-
Właśnie - wszystko - byle nie krytyka. Trudno wychwalać kogoś kto mówiąc delikatnie stawia pierwsze kroki na nartach (lakub). Na tym forum jest dużo ludzi, którzy potrafią jeździć, doradzić i ich zdziwienie, że po takim czasie śmigasz na krawędziach nie powinno Cię denerwować - a jednak.... Też nigdy "lewy" nie byłem, ale mam trochę więcej pokory i widzę swoje błędy. Mieszkam niedaleko Kielc i możemy się zgadać na wspólne nartowanie. Jak śmigasz tak jak piszesz - sam osobiście napiszę wszystkim niedowiarkom z tego forum, że się mylą. I niech im kopary opadną.2 punkty
-
Dzisiaj na Eurosport 2 można zobaczyć transmisję z treningów zjazdu: 10:28 Sestrieres, Włochy - Zjazd kobiet, trening (77min) 11:59 Chamonix, Francja - Zjazd mężczyzn, trening (76min)1 punkt
-
Czarna Góra 24-28 styczniaWróciłem.Niektórzy pytają po co pojechałem skoro to prawie jak Beskidy.Pojechałem tam przez czystą ciekawość i dlatego, że miałem kwaterę agroturystyczną z pysznym jedzeniem. Poniedziałek - słońce, piękna jazda bez kolejek do wyciągów.Wtorek, środa, czwartek - silne opady śniegu i warunki do południa dobre, później czyli do 16 znośne. Przed jazdami wieczornymi trasy oświetlone (te łatwe) były ratrakowane, ale ja wieczorem nie jeździłem więc nie mogę o tym napisać.Piątek - słońce, jazda i widoki bajkowe, bez kolejek do wyciągów (w szczycie 1-2 minuty stania). Po trzydniowych opadach śniegu trasy były przygotowane bardzo dobrze. Sztruks można było znaleźć jeszcze w południe. Dodatkowo otwarli ostatni wyciąg, szybki talerzyk (duża frajda dla dzieciaków) i naturalnie ośnieżoną i wyratrakowaną trasę. Jazda po niej to była czysta przyjemność.Generalnie wyjazd bardzo udany i chyba tam wrócę w następnej zimie.1 punkt
-
1 punkt
-
WZF na Stożku. Ferie to czas mojej "hibernacji narciarskiej" i zazwyczaj nie jeżdżę,lub z rzadka.Ale kiedy Marboru dał znać,że będzie w okolicy,oczywistą oczywistością był koniec snu zimowego.Niestety pierwsze wieści nie zachęcały,w "topowych" ośrodkach we Wiśle sporo ludzi,kolejki i szybko rosnące muldy.Po konsultacjach wybór padł na Stożek. Chciałem być jednym z pierwszych na stoku,więc wstałem bardzo wcześniej.Drogi czarne aż do samej Wisły i w niej samej,później po skręcie na Stożek coraz więcej śniegu,a ostatni kilometr to już jazda po śniegu i lodzie,ale bez problemu docieram na najwyższy parking dostępny dla wszystkich.Samochodów może 5... Ponieważ nie było sań ani żadnego busika czy jeepa,poszedłem pieszo ostatnie kilkaset metrów,taka rozgrzewka,kiedy jest -14st.,się przydaje. Kiedy docieram na miejsce,krzesełko jeszcze stoi,więc robię kilka fotek,bo aura przepiękna!Zakupuję karnet do 13-ej i jazda na krzesełko!Wypatrzyłem Marboru,ale właśnie siadał na krzesełko i mi zwiał. A widoczki były takie: Po pierwszym zjeździe postanawiam zaczekać na górze i tu bez trudu się poznajemy.Stopniowo poznaję też resztę ekipy. Jeździmy po wszystkich trasach,również tej... zamkniętej!Strasznie mało ludzi,może ze 20 by do 10-ej naliczył! Na pierwszy ogień czerwona - przygotowana zupełnie przyzwoicie,z czasem tylko gródek lodowych przybywa i oblodzeń,które psują nieco obraz.Ale widać,że ośrodki jeszcze "leczą rany" po niedawnej odwilży.Następnie czarna - jak dla mnie zdecydowanie lepiej,więc tu kieruję się najczęściej.Co ciekawe,mimo upływu czasu,ciągle nie ma muld czy nadmiernych oblodzeń,ciągle jeździ się fajnie i bez kolejek,tylko na wypłaszczeniu zbierają się niewielkie minerały i robi się brązowo: W końcu postanawiamy przetestować niebieską,która jest... zamknięta.Mimo to jeździ tam nie mało wiela luda.O dziwo jest nieźle!Jest parę gorszych miejsc,ale bez problemów.Dopiero ostatni jej odcinek jest bardziej zmineralizowany i tu zdecydowanie odradzam!A wygląda to tak: Więcej jednak tam nie jedziemy,nadal puczymy czarną i czerwoną,z przewagą na tą pierwszą.Jest godzina ok. 12.30,ciągle jazda bez kolejek ale mamy dość,po ok 20 zjazdach nogi siadają!Razem z Marboru chcemy do baru! Pojawia się najstarszy uczestnik wyprawy(celowo nie zdradzam imienia) i... "przecież jest dopiero wpół do trzynastej,jeździmy!" Mimo wszystko ruszamy do szklanego baru.Zamówiłem gulasz,był na prawdę smaczny!Jak najbardziej mogę polecić! Tak przy okazji nie wyobrażam sobie lepszego napoju na rozgrzanie jak grzane wino!!!To tak w temacie alkoholu na stoku. Ogólnie było fajnie,chyba polubiłem to miejsce.Jazda do ostatniej chwili,jak piszą na swojej stronie,bez kolejek!!! Na koniec tradycyjna zagadka;kto jest kto * : * - nie dotyczy Marboru Marboru,dzięki za miłe towarzystwo!!! Pozdrówka dla całej ekipy!!!1 punkt
-
Przecież Ci napisałem, że 8+, siedem bedą za miękkie, to nie jest mecząca narta więc nie ma co się jej obawiać.1 punkt
-
Dzisiaj spędziłem cały dzień w Lesnej. Co tu dużo pisać. Po prostu nigdy wcześniej nie zastałem lepszych warunków narciarskich nigdzie w Polsce, nawet w tygodniu rano. Śnieg bardzo szybki, ZERO lodu, ZERO muld, ludzi niewiele. Przyjemna kanapa z taśmą rozbiegową to na pewno wielki plus dla tego ośrodka. Tutaj trasy obie świetnie przygotowane, chociaż z dużymi wypłaszczeniami. Jest kilka małych orczyków, których nie używałem (w każdym razie baardzo się wleką). Jechałem tylko na naprawdę szybkim orczyku (prawie 4m/s, przy starcie wyrywa dupe, potem orczyk zostaje za nami i czekamy aż dojedzie i w końcu drugie rwanie:D) obsługującym dwie czerwone oraz czerwono-czarną trasę. Tutaj warunki świetne tylko na naśnieżaniej czerwono-czarnej (Kohutik 2) również zero lodu, przetarć, muld. Na kohutiku 1 i bucinie 1 da się jeździć, ale warunki gorsze i trzeba uważać na nieliczne przetarcia. Pod wyciągami knajpa żarcie dobre, ale nie jest zbyt gorące , tak zrobione, żeby jak najszybciej zjeść i skipassu nie marnować Polecam wszystkim!!! Tak przygotowanych tras i garstki ludności w Polsce nie znajdziecie Chciałem wrzucić zdjęcia i o wzięciu aparatu myślałem od początku tygodnia. I oczywiście zapomniałem....1 punkt
-
Jestem w Szklarskiej od niedzieli, w tygodniu bez kolejek. Oczywiście na stoku najlepiej być od 8:30, ludzie zbierają się dopiero ok. 10-11. Czarna trasa FIS zamknięta, wczoraj dopadało śniegu (może otworzą). Nie wyobrażam sobie Szrenicy bez nowego 6-osobowego krzesła. Nigdy wcześniej tu nie jeździłem, ale bez Karkonosz Express musiało być smutno. Dzisiaj z kolei byłem w Świeradowie, gdzie jest supernowoczesna 8-osobowa gondola. Póki co mają jedną 2,5 kilometrową trasę. Podobno w przyszłym roku mają otworzyć nową, czarną trasę. Wówczas może być jak na Polskę, naprawdę bardzo ciekawie. Jutro wybieram się do Rokitnic w Czechach.1 punkt
-
Świetne miejsce do nauki i doskonalenia techniki. Zawsze dobrze przygotowane. Obok masz jeszcze Słotwiny. Z reguły nie ma tłumów (wszyscy walą na Jaworzynę). Ze swojej strony polecam.1 punkt
-
Trasy łatwe, a nawet bardzo łatwe, nawet te czerwone. raczej krótkie, ta niebieska 2 nie nadaje się do jazdy - za plaskata:rolleyes:. Przygotowanie w zależności od ilości śniegu - raczej niezłe.1 punkt
-
dwa lata temu podrzuciłem filmik mojego juniora z Kaprun, uwagi zostały wysłuchane;). Teraz kolejny, prosimy o uwagi i pozdrawiam1 punkt
-
DHL 35 zł pakowanie: karton na newralgiczne miejsca worek na calość złapać taśmą folia do pakowania w rolkach ->dokładnie owijam znowu taśma w paru miejscach na wszelki wypadek korzystam też z usług serwisu kurjerzy.pl i polecam, wpisuje się wymiary wagę, wszystkie dane odbiorcy nadawcy, płaci się przelewem, dostaję się następnie maila z listem przewozowym, drukujemy i czekamy na kuriera( godziny odbiory się ustala samemu), i kurier przychodzi po paczkę,1 punkt
-
1 punkt
-
Na 4 dni to nie ma lepszej opcji. No chyba,że zjeździło się już niemal wszystko i chce się zaliczyć jeszcze jeden ośrodek. A na karuzeli 4 gór wokół Schladming jest co robić. I te 7 godzin jazdy od Cieszyna jest również niebagatelnym argumentem.1 punkt
-
Tomku napisz proszę swoimi słowami dlaczego polecasz Livigno i postaraj się zainteresowanych przekonać że warto jest pojechać te niemal 300-400 km dalej na 4 dni jazdy akurat do Livigno, a nie ...... jakiegoś salzburskiego, tyrolskiego, stryjskiego ośrodka:rolleyes:1 punkt
-
A ja ci polecę Livigno. Byłem tam już dwa razy i jestem pod pełnym wrażeniem. Tutaj masz ciekawy opis ośrodka [link usunięto] Poczytaj sobie, jak dla mnie to mam tam wszystko co potrzebuję żeby się*wyszaleć1 punkt
-
DHL też przewiezie, folia bąbelkowa w OBI lub Castoramie do owinięcia a do wypełnienia użyłem starych szmat i reklamówek z Tesco całość zakleić szarą taśmą I po sprawie .1 punkt
-
Ja wysyłałem i pocztą i kurierem. Pocztą raz wysyłałem i zarówno ja, jak i odbiorca byliśmy w szoku: przesyłkę nadałem w piątkowe południe z Bielska, a dotarła do gdańska na sobotnie przedpołudnie - koszt bodaj 16 zł(na pewno nie więcej niż 20 zł - to były narty dziecięce 120 cm) U kuriera jest drożej od 30 zł w górę. Kurier dostarcza paczkę pod wskazany adres, a pocztowe paczki te większe trzeba odbierać na poczcie. Te 2 warianty mają swoje plusy i minusy... Reasumując oba warianty dostawy są dobre, bez wskazania któregokolwiek jako lepszy. Jeśli chodzi o pakowanie to ja zawijam w grubą warstwę streczu i dodatkowo oklejam taśmą szarą i to generalnie wystarczy, choć u jednej z agencji kurierskiej odmówiono mi przyjęcia tak zapakowanych nart - powiedziano mi że tylko karton:confused:. Pojechałem 500 m dalej do innego i ten nie maił problemu:).1 punkt
-
Rafał, sprawdź sobie takie możliwości wysyłki kurierem, jak wirtualni operatorzy: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php?p=104209&highlight=wysylajtaniej#post104209 Wysyłałem w ten sposób kaloryfery, coś koło 12 kg i wyszło 18PLN. Pełna wygoda: składasz zamówienie online, płacisz kartą, drukujesz list przewozowy i po to wszystko przyjeżdża pod wskazany adres kurier po stawkach jak dla firm. Szybko, tanio i bez ruszania się z domu.1 punkt
-
Jeżeli narty są dłuższe niż chyba 170 cm to Poczta Polska ci tego nie weźmie (zwykła paczka najtańsza z możliwych form przesyłki). Pozostaje wtedy Pocztex lub inna firma kurierska. Ceny około 50 PLN. Pakowanie: no ja robiłem tak, że deski najpierw paskami kartonu na taśmę klejącą, później wszystko grubo w strecza. Jak masz folię bąbelkową to jeszcze lepiej, tylko taką, która nie będzie wypstrykana . Generalnie chodzi o to, żeby zabezpieczyć przed uszkodzeniami bo dostawca nie ma czasu na to, żeby z każdą paczką obchodzić się jak z chińską porcelaną. Pozdrawiam.1 punkt
-
kurier DPD - koszt około 80- 100 zł za 30 kg, zabezpieczenie nart najlepiej folia bombelkową owinąc dokładnie, dlatego folia by było widac co tam jest, koniecznie z naklejka ostroznie, jest to sygnał dla Kuriera, ze ma tym az tak nie rzucać. Niestety jak wiadomo nasze paczki czy to Poczatą Polska czy Kurierem są traktowane róznie. Wazna rzecz by odbierający sprawdził jak juz narty dotrą do niego, Kurier zazwyczaj będzie prosił o podpisanie obioru wczesniej. Nie ma takiej opcji zeby podpisac zanim sprawdzone zostanie w jakim stanie przesyłka dotarła. wysyłam kurierem dziennie około 5-6 paczek, taka praca.. Poczta Polską moze byc koszt podobny, ale nie liczyłabym na szybka dostawę, 2 dni zazwyczaj jedzie, Pocztex Kurier masz w 24 h - zawsze mozesz monitorowac swoją przesyłkę. ps. a nie mozesz pks-em wysłać, ja wsdziłam narty w Żywcu do pks'u a kolega mi w Zakopcu odebrał je i było za darmo:)1 punkt
-
Ja jestem z Andrychowa powiedz coś więcej kupiłeś narty tutaj czy jak bo jak tak to mam gościa gdzie mogę ci te narty wysłać kurierem”7” za 35 zł długość miedzy 80cm a 200cm pozdrawiam1 punkt
-
Szczyrk: Uderzaj tutaj Romek od tego sezonu zmienił brand, ponoć na lepszy;), więc jak to przy zmianie powinien mieć wszystko nowe:) Cytat z strony Romana: [quote name=Cytat z strony Romana: ]Po długiej przygodzie z firmą Fischer przyszedł czas na zmiane partnera. Od 2010 roku naszym oficjalnym partnerem została firma PM Sport - dystybutor marek ROSSIGNOL, DYNASTAR, LANGE, POC Przygoda z firmą Fischer:rolleyes: - brzmi dość enigmatycznie;)1 punkt
-
Zillertal; 1 dzień - Hochzilertal 171 km 2 dzień - Zillertal Arena 166 km 3 dzień - Penken 159 km 4 dzień... może Tux... pod warunkiem,że bedzie pogoda... w ubiegłym roku byłem na poczatku lutego -17 C i piekne słońce....super widoki i na koniec zjazd do parkingu... Pozdrawiam Mirek1 punkt
-
Nazywa się po prostu "ALPENPANORAMA" na 3SAT, albo TW1 , jest tych programów dość parę, zazwyczaj jednak jest lokalny program na którym lecą lokalne kamerki non stop. Trzeba po prostu popstrykać i odnaleźć taki kanał.1 punkt
-
Z tym planowaniem z góry każdego dnia, to radziłbym ostrożnie Dość często to pogoda dyktuje gdzie danego dnia lepiej się jeździ w dolinie, zwłaszcza jeśli zamierzasz odwiedzić Tux'a. To duża góra i nie zawsze tam świeci słonko i jest lekki mrozik Proponuję wybrać kwaterę z TV i rano przed wyborem ośrodka na dany dzień, zobaczyć specjalny program z transmisją kamerek na żywo (nie pamiętam jak się nazywa).1 punkt
-
SzCyrkDzisiaj ponownie zawitałem do Szczyrku. Warunki podobne do tych wczorajszych, czyli dobre. Przestali śnieżyć Bieńkulę więc tam było bardzo dobrze, ale co ciekawe ekipa Gat zebrała armatki z trasy, została może jedna. Uznali, że jest już wystarczająca pokrywa sniegu??? Jeździłem non stop od godziny 9:00 do 13:00, dodatkowo dziś towarzyszyło słonko, więc pięknie było zwłaszcza na Małym Skrzycznym. Jazda bez większych kolejek, ale obawiam się, że w weekend mogą być tłumy.Więcej zdjeć http://www.skionline.pl/forum/album.php?albumid=1921 punkt
-
Dokładnie Włochy sobie odpuść - szkoda czasu na jazdę samochodem, lepiej ten czas spożytkować na stoku Co do Austrii polecam Skicircus (Saalbach-Hinterglemm-Leogang). Jeśli chodzi o pogodę to 2 lata temu jechałam tam właśnie w drugiej połowie lutego i było pod względem pogody pół na pół (3 na 6 dni słonecznych). Ale jeśli chodzi o pogode to ciężko cokolwiek przewidzieć. SkiAmade jest blisko i wszyscy się zachwycają, więc może tam... Gdzie się nie ruszysz będzie extra1 punkt
-
Prosze wybaczyć zwłokę ale dzisiaj wróciłem z ferii i dopiero się łącze z internetem. Prosiliście mnie żebym wam opowiedział jak wrócę jak było. Jesli pozjdam jakieś "a" w słowach to prosze ze skargami do mojej klawiatury. Zacznę od tego że mam 17 lat:D wiec to były moje ferie, nie brałem urlopu. Był to wyjazd ze znjomymi z mojej klasy więc nie mieliśmy smochodu a zaliczka była wpłacona i nie było możliwości przebukowania się ze schroniska na Hali Miziowej. Byłem na wyjeździe od 17-21. Tak się potoczyło:)) Zacznę od warunków narciarskich jakie panowały. Przyjechaliśmy w poniedziałek. Do schorniska dostaliśmy się dżipem i ratrakiem należącymi (wytargowalismy 30zł od osoby)Pierwsza obserwcja była taka, że na dole zima się kończyła, ale im wyżej tym było zimniej i więcej śniegu leżało. Peirwsze wyjście na narty było we wtorek. Działały dwa wyciągi orczykowe. z samego dołu na Solisko i z Soliska na Buczybnkę no i Baba( o tym później) Dojście ze schroniska nie było aż tak tragiczne. dało się zjechać jakiejś 40-50% drogi. więc dotarcie ze schroniska zajmowało w najlepszym razie ok. 30-40min. Generalnie TRAGEDIA:)śnieg topniał praktycznie w oczch. jedna wielka kałuża na szczycie, a w połowie dolnej trasy to już regularne pastwisko z wąskimi przesmykami śniegu) Dało się pjeździć, pod warunkiem że nie zależało na nartach( gotowść do zniszczenia sprzętu - np. ktoś ma stare narty i zamierza je wyrzucić(mało prawdopodobne). Na BABIE znów w druga stronę. zero przetarć. Sypali ciągle bo nazbierało się tyle zlodzonego śniegu że narty się w nim topiły i nie dało się w żadnej mierze skręcać. Jeżdżę 11 lat. nigdy w czymś takim jeszcze nie jeździłem. jedyne co mi tam przyszło do głowy to próbowac podaskakiwać i się obracac w powietrzu. Strasznie ciężko. Byłem świadkiem jak jakaś babka uczyła jeździć grupę 10 ludzi i na jednym zakręcie wszyscy po kolei się wywracli:)) aż miło było patrzeć. Stwierdziłem z dziewczyną(która uczyła się jeździć) że jazda nie ma sensu (bo faktycznie nie miała) i poszliśmy na miasto zjeść obiadek. Największym wyczynem okazał się powrót z Buczynki na schronisko. Nam z kilkoma dłuższymi przerwami zajęło to chyba pond półtorej godziny, reszta uwinęła się w ponad godzinę. W środę uznaliśmy że nie ma sensu iść się mordować, szczególnie po uwzględnieniu faktu że ciągle jest temp. na plusie i wszystko topnieje, ale na hali miziowej sypało więc w czw się wybraliśmy. Całkowicie inny krajobraz. Dało się już przejechać 70%b trasy pod wyciąg, zniknęły wszystkie plamy błota, śniegu było wysatrczjąco. Mnóstwo lodu to była jedyna wada, ale tego dnia już trochę pośmigaliśmy(od 12-16) NIe było w ogóle ludzi-suuper sprawa dla początkujących) No i tyle z nart. wspomnę jeszcze że w pt gdy schodziłem wzdłuż stoku nad ranem to byłem zrozpaczony, bo ratrak w ogóle nie zebrał tego startego lodu tylko go lekko ubił. Pojawiła się warstwa 15cmśniegu w którym się tonęło(to co we wtorek na babie), ale myślę że chodziło o to że może chcą stworzyć twarde lodowe podłoże żeby śnieg im tak szybko nie topniał... nie wiem. Największym bólem napawał mnie fakt że wyciągi na szczycie stały. Postawienie dwóch armatek i uruchomienie choćby jednego z tych talerzyków to byłby luksus:) tam śniegu było mnóstwo. Można tego było używać, ale wydaje mi się ze dzięki wspomnianym ekologom GATowi zabrakło trochę śniegu. słyszałem że na dzień dzisiejszy sytuacja tam już się zmieniła. Śniegu dosypało. podobno od jutra mają jeździć właśnie te orczyki. Warunki w schronisku: Standart b. wysoki. Hot spot na miejscu, piłkarzyki, pingpong, restauracja i wszystko okej, ale obsługa, recepcja itd to jednym słowem PSY NA KASĘ. Po prostu aż czuło się tą "wrogość i chciwość"(?) coś w stylu "dawjcie kase i dajcie nam święty spokój. Pośpijcie ile macie i wypad".Ehh... brakowało mi do nich słów... Njlepszy okazała się kucharz Zbigniew. Poprosiłem w ksie restauracji o otwieracz do puszek bo wziąłem sobie makrelkę i zapomniłem otwieracza. Kelnerka(albo jak kto woli pni zza kasy) poszła po otwieracz i słysze z kuchni od Zbyszka do niej coś w stylu:"nie płacą nam za to, olej ich" ale ona wzięła nam potem tą puszkę i otwarła, bo wynieść otwieracza z kuchni nie mogła...Po drugie ciągle pili, niech sobie piją ale tak żebym tego nie widział strasznie źle się przez to czułem. Ja nie przepadam za alkoholem i mnie to męczyło. Brakowało mi też normalnej narciarni, bo to co oni nazywali narciarnią to było niewielkie pomieszczenie z dwoma pralkami i skrzynią na której suszyły się skarpetki i majtki panów, którzy tam pracowli. Narty leżały na podłodze, buty nie miały gdzie schnąć. Generalnie będę wspominał b. dobrze, ale niestety tylko i wyłącznie ze względu na fakt że byłem tam między innymi z dziewczyną):)) no i może piękne widoki gór nocą w świetle pełni księżyca. Poza tym totalna porażka. Wiem że to trochę wina pogody, ale tak jak wszyscy mi mówiliście, do schroniska nie warto sie zapuszczać, no a na narty tylko wtedy, kiedy przez tydzień ostro bedzie sypało sniegiem:)1 punkt
-
Przeglądając dzisiaj YouTube trafiłem na niezwykły film o polskich narciarzach - obraz pochodzi z 1932 roku!..."Biały Ślad" - fragment. Pierwsi polscy Freeriderzy...? Klimat jest niesamowity, do tego muza z trzeszczącej płyty...rewelacja - Polecam. [YOUTUBE] [/YOUTUBE]1 punkt
-
A mnie, na dobitkę, przypomniał się taki chyba przedwojenny wierszyk: Tak się zakochał w pannie Walerii, że aż jej kupił los na loterii. Panna wygrała pięćset tysięcy i już jej później nie ujrzał więcej. PS. Może i nie był interesowny, ale, one też nie - wysilały się jak mogły, bidulki, dla niego. A tu klapa - szacował je jak towar. Łobuz i drań, choć kryteria przyjął pozaekonomiczne.1 punkt







