Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. niko130

    niko130

    Użytkownik forum


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      405


  2. binarycloud

    binarycloud

    Użytkownik forum


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      14


  3. mihumor

    mihumor

    VIP


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      3 592


  4. juice

    juice

    Użytkownik forum


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      3 625


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 01.03.2011 uwzględniając wszystkie działy

  1. Dziś pojeździłem w Lubomierzu na "starej kultowej krakowskiej górce". Z Krakowa tam blisko a stok i wyciąg ma już swoje lata i chyba pamięta Wande co nie chciała.... Stok był znany z mikroklimatu dobrego co w połączeniu z wysokim położeniem i północnym stokiem dawało dobre warunki i długie zaleganie sniegu. Do tego ratrak nie był tam znany bardzo długo i w górnej, stromej częsci tworzyły sie wielkie muldy, takie muldziska, ja chyba nigdzie wiekszych nie widziałem niż dawniej bywały na Lubomierzu. Teraz już mają ratrak, armatki, nową murowaną knajpę - tylko orczyk antyczny, chyba nie można go zmieńić bo nie ma zgody konserwatora zabytków:DRano piękna pogoda, słońce i mroźno, niemniej za Myślenicami mgła, na parkingu pod wyciągiem mgła straszna ale atakujemy. Orczyk wyciąga nas powyżej mgły i widok cudny pokazuje się naszym oczom oraz stok puściuteńki i pięknie przygotowany. Jazda naprawdę dobra, śnieg naturalny, szybki, bez lodu i cały dzionek ludzi jak na lekarstwo. Pogoda też niezła, mgły opadły a słońce pięknie świeciło. Można było jeździć naprawdę szybko.. Nie pamiętam abym kiedyś wcześniej jeździł w Polsce po tak pustym stoku.Sama trasa to taka solidna czerwona - 800m ale za to bardzo szeroka (50-80m), dodatkowo dorobili nową traskę po prawej stronie orczyka, węższą ale również przyjemną. Na górze związany z tym jest cud architektury - aby dostać sie na tą nową trasę należy przejśc pod mechanizmem górnym orczyka takim tunelem zbudowanym z płyty paździerzowej - troche jak w Solden:D:D:D
    4 punkty
  2. To ja wam wrzucę kilka zdjęć z Pilska z niedzieli :cool:Przepraszam za słabą jakość, robione telefonem.
    4 punkty
  3. Za trzy tygodnie w Austrii odbędzie się kolejna edycja WorldSkitest. Tym razem testerzy sprawdzą narty na sezon 2011/2012 na stokach Schmittenhoehe w Zell am See, które będzie gościć uczestników po raz drugi. Jest mi niezmiernie miło poinformować, że dwóch "weteranów" forum będzie testować narty razem z gwiazdami światowego narciarstwa z Franzem Klammerem na czele. W imieniu organizatorów WorldSkitest 2011 oraz Redakcji skionline.pl oficjalnie zapraszam, na jeden z największych testów nart na świecie, Rafała (Bończa) i Sławka (SB). Jacek
    2 punkty
  4. Nie będę nic pisał, chciałem wstawić tylko kilka fotek Mogą się chwilę ładować bo chciałem je wrzucić w lepszej jakości.
    2 punkty
  5. Tutaj kolejne wideo ze zjazdu, tym razem z DD TVN, raczej nic ciekawego nie ma, glownie wywiady z gwiazdami, z których znam tylko Staszka Karpiela, reszta jest mi obca. Ciekawsza jest 2 cześć gdzie widać na urywkach trawers na poczatku zjazdu, na ktorym bylo ciasno i gesto. http://dziendobrytvn.plejada.pl/24,44597,wideo,,241783,zjazd_na_kreche_2011,aktualnosci_detal.html
    2 punkty
  6. Już piszę. Rano warunki były bdb, w południe w słońcu było +5 także trasy troszkę się rozjeździły ale bez tragedii. Na górze jest ogólnie mało śniegu jak na luty i wiadomo że na Pilsku nie śnieżą bo świstak siedzi i zawija i by mu się krzywda stała jakby armatki działały :-) Brakuje tak z 1.5m do standarowej pokrywy, i miejscami już się robią przetarcia. Ludzie głównie leżeli pod schroniskiem i się opalali, były zawody, także na trasach nie było specjalnego tłoku, kolejka na max. 3 minuty.
    2 punkty
  7. Odpowiedz na tak lub nie jest nie możliwa. Kazdy narciarz jezdzący sytuacyjnie musi miec w zanadrzu mozliwosc szybkiego dokręcenia podskoczenia , obskoczenia wjechania w muldę , wgłębienia terenu , odciązenia , dociązenia. Dziać sie to moze w czasie jednego skrętu.W czasie tego skrętu tułów wedruje w wielu płaszczyznach. Jesli tak sie nie dzieje to jezdzimy "gorylem", jak "strach na wróble" na "kibelku". Kiedy chcę pojechac finezyjnie , miękko, ładnie zawsze wykonuję rotacje, kontrrotacje, przyciecia krawędziami. Wszystko słuzy RÓWNOWADZE i CZUCIU KRAWEDZI. Pojedz skret girlanda na stoku , pojedz skręt na 6-5 rat, pojedz pivotami, wykonaj obrót 360* wtedy poznasz proporcje rotacji z kontrrotacją. W początkowej fazie nauki zawsze uczę ROTACYJNEGO skrętu z nalezytą troską od samego początku aby nie "dac się obracać" Zatem slowo słowu nie równe. Popatrz nawet nie wymieniłem skrętu stóp. Pozdrawiam! P.S. Dla wszystkich którzy w nauce idą na skróty, którzy dziwia się po co? wklejam film , który podeslano mi z innego forum. Tam w 4 minucie , wymusza się na szkolonych rotację. Proszę popatrzyc jak oprócz instruktora to "kopią " Ale to jest NAUKA. Wszystko sie potem przydaje.
    2 punkty
  8. dobre, dobre:) ja bym jeszcze dodał : czy koniecznie musi to być SL WC
    2 punkty
  9. No właśnie. Chodziło mi nie o zadrapania i rysy, ale o dość głębokie wcięcia w wyoblonym wierzchnim brzegu narty, jakich można się nabawić w czasie upadków. Ja w trakcie jednej takiej dynamicznej gleby, uderzyłem świeżo ostrzoną krawędzią jednej narty o wierzch drugiej narty (na szczęście w starszej parze). Pozostało mi po tym upadku taki wrąb, klinowe wcięcie - coś na podobieństwo uderzenia siekierką o drewno (oczywiście zachowując właściwe proporcje dla takiego porównania). I teraz mam obawy, że przy jakimś kolejnym upadku może dojść do pogłębienia i powstania sporej wyrwy. Bo nie usunięty zadzior może spowodować, że druga narta nie ześlizgnie się po wierzchu okaleczonej narty, a zahaczy o to miejsce i pogłębi zadzior w coraz większą wyrwę. Jedyne co mi przychodzi do głowy, to zniwelowanie takiego dużego zadzioru pilnikiem. Po tych "jajach" z oporami powietrza, miałem się już nie odzywać, żeby nie napędzać pierdołowatych dyskusji. W końcu problem mało istotny i sobie poradzę sam. Ale Juice tchnął we mnie odrobinę wiary, że są jeszcze tu ludzie, którzy próbują czytać ze zrozumieniem. No a jakby ktoś nie zrozumiał mnie wcześniej, to powyżej dodatkowe wyjaśnienia.
    2 punkty
  10. Rossi, co Ty "pierdzielisz" bo nie nadążam :eek: Chyba, że nie nadążam za dowcipem Niemniej pozdrawiam
    2 punkty
  11. Nienarciarska wyprawa,cz.1. A ja byłem z drugiej strony Szczyrku.... Zrobiliśmy sobie z przyjaciółmi dwudniową wycieczkę w góry,nie narciarsko,bo tylko dwie osoby z pięciu śmigają.Jak zwykle był to spontan.Wyruszyliśmy w sobotę,wcześniej... tak o 15-ej. Tego dnia chcemy tylko wyjść do schroniska na Klimczoku.Aura piękna: Po drodze spotykamy snowboardzistów,którzy ruszają na... freeride. :eek: Śniegu może 10 cm,w porywach! Spotykamy też Quadowca.Tak sobie jechał aż od Szczyrku i żadnego eko(końcówka dowolna) nie spotkał. Zaczęło się ściemniać,a My tak idziemy i idziemy i... chyba zgubiliśmy drogę!Nie ma wyjścia,żeby namierzyć schronisko musimy iść na przełaj prosto do góry.Niezła kiepa! Jesteśmy padnięci! Ale w końcu docieramy do celu! Niestety schronisko jest pełne,możemy przespać się na glebie.Ale gość zadzwonił na Szyndzielnię i tam miejsca sporo!Nic to,już po ćmoku ale ruszamy.Dostajemy pokój 10-osobowy... Cenówka przystępna - 22zł od osoby.Pozostaje już tylko coś przekąsić i napić się napoju energetycznego.
    2 punkty
  12. To jest jeden wielki teren narciarski. Tam nikt nie zabroni Ci jechać gdzie chcesz. Wszystko zależy od Ciebie. Widziałem trasy, do których podejście wymagało już sporej odwagi, nie mówiąc o zjechaniu. Np. żeby wjechać na kilka trzeba było zaliczyć skok i kilku metrowy lot. A trasy w lesie - takie między drzewami - to już bajka! Tam najczęściej jeździ się tak:
    2 punkty
  13. Astma Bjoergen od podszewki - relacja Polaka z Norwegii. Polecam: "Mieszkam i pracuję w Norwegii jako inżynier, znam kulturę i język. Często rozmawiam z ludźmi i czytam ich prasę. Oto jak wygląda sprawa astmy Marit od podszewki: Marit jest prawdopodobnie jedynym zawodowym sportowcem który uzyskał zezwolenie FIS na używanie środków z grupy S3-Beta2 w stężeniu większym niż przewiduje WADA (1600mikrogram na dobę). Wyjaśniam na czym to polega: jeśli masz astmę możesz używać doraźnie salbutamolu ale w dawkach nie przekraczających powyższej wartości. Astma Bjoergen pogłębiła się przed IO i powyższe rozwiązanie nie przynosiło zadowalających rezultatów, więc uzyskała zezwolenie na używanie środka który od salbutamolu różni się jedynie znacznie wyzszym stężeniem agonistu S3-Beta2. Oznacza to że Marit nie dotyczy wspomniana granica 1600ug na dobę a zażywana ilosć agonistów jest w regulaminie WADA określona jednoznacznie jako DOPING. Dużo większe ilości tego samego środka (w postaci tabletek były stosowane do.. dopingu koni wyścigowych!) Na mecie biegu nawet cyborg Northug pada z wywalonym jęzorem na śnieg. Mymczasem Marit spokojnie odpina narty i z uśmiechem na ustach udziela wywiadów: "Jaa, det var utrolig morro..". Marit jest kompletnie poza zasięgiem i wiedzą to wszyscy z zawodniczkami włącznie. W czwartek jako jedyna startująca wygrała niekwestionowanie wszystkie swoje heaty! Follis w wywiadzie dla norweskiej TV oficjalnie poddała się w walce z Bjoergen. Tymczasem Norwegowie mają klapki na oczach. U nich panuje powszechne nacjonalistyczne zrozumienie sportu: Norwegia jest najlepsza na świecie we wszystkim, jeśli przegrywa to ktoś musiał brać doping." Argumenty Kowalczyk tylko ich rozśmieszają, "przecież ta polakkdama sama była zdyskwalifikowana w 2005r", i w ogóle nie umie przegrywać "daarlig taper". 2 dni temu temat podjęła Majdic i też została potraktowana jako "zazdrosna, z męskimi genami", "kompletnie nie mająca pojęcia o czym mówi". Generalnie jakakolwiek próba dyskusji jest przegrana na starcie jak z motyką na księżyc. Na czele stoi pan Stokke lekarz reprezentacji oraz pan dyrektor narciarstwa biegowego pan Skinstad, którzy zgodnym chórkiem zapewniają że lekarstwa Bjoergen nie pomogłyby nikomu zdrowemu, BA nawet Bjoergen przy ich pomocy nigdy nie będzie tak dobra jak gdyby była zdrowa. Ci którzy krytykują Bjoergen to "wredziole bez serca.. przeciez ona jest taaaka chora!" Jakiekolwiek słowa krytyki ich zdaniem wynikają z "niewiedzy na ten temat". W ten sposób sprawa jest zamiatana pod dywan a naiwne narcyzystyczne społeczeństwo norweskie stoi za tą teorią murem, mimo że kłóci się ona ze logiką i przeczy zapisom WADA. Niedawno na norweskim forum napisałem podobny tekst obnażający niekonsekwencję i brak logiki działaczy. Jakiś "dobrze poinformowany" norweg napisał że: "Powodem dla którego istnieje ograniczenie ilości nawet dla astmatyków, jest fakt że większe ilości mogą uszkodzić serce i WADA po prostu dba o zdrowie i bezpieczeństwo zawodników." No i gadaj tu z takimi.."
    2 punkty
  14. soszów po feriachskończyły się ferie więc na narty, pogoda idealna, warunki super, do 10:30 bez kolejek, potem może 1-2 min, na trasach luźno, polecam (no i trochę zeszli na ziemię z cenami - 8-12 za 40zl)
    2 punkty
  15. no to pare moich...stawiałam na jazę nie fotki...więc te są jakie są cos nas duzo było w jednym miejscu o tym samym czasie:)
    2 punkty
  16. To nie był żart. Wszyscy to odczuli, że Rossignol się rozpędził. Rossignol w pogoni za postami uważaj żeby się nie stać forumowym trolem, co to na wszystkie tematy ma zawsze odpowiedź, jeśli wiesz o czym piszę. Więcej nie zawsze znaczy lepiej.
    1 punkt
  17. A ja proszę o zaprzestanie agitacji i zachęcania do odwiedzania takich kameralnych ośrodków. To,że już dwukrotnie tam byłem nie wyklucza,że będzie kolejny raz i dlatego zamiast Soldy proponuje wszystkim Kaprun, Ischgl, lub jeżeli musza to być Włochy to Livignio lub Selaronda. W Soldzie na pewno Wam się nie spodoba PS.Nie mozna by tych czterech wątków o Soldzie zebrać w jeden.To tak na marginesie
    1 punkt
  18. Prawie na każdych nartach można pojechać krótkim skrętem i wiąże się to przeważnie z jakimiś warunkami jak i umiejętnościami jadącego przedewszystkim, na jednych łatwiej, na innych trudniej, czasem więcej siły, czasem mniej itd. Promień to tylko geometria i czasami jego odczyt niewiele znaczy, niektóre narty z dużym promieniem pięknie sie prowadzą krótkim skrętem a czasem z małym promieniem dobrze ciągną długi skręt a w krótkim są takie sobie. Progressor 8 pojedzie krótkim skrętem ale przy wiekszej predkości ma tendencję do układania sie w lini spadku stoku, traci wtedy stabilnośc i pewnosć - taka jazda by tego uniknąć wymaga sporo umiejętności i siły, szybko doszedłem do wniosku, że męczyć te narty w krótkim to strata sił i czasu.. Jak dla mnie w średnim super, w krótkim tak sobie - a dwóch radiusów "za Chiny" nie wyczułem - jak i wielu innych rzeczy, które rózni producenci podają by zachęciś klienta . A co do inicjacji skrętu - jest ok ale podobnie jak w wielu innych nartach bez dualradiusa, wszystko zależy do czego porównać, zresztą te roznice ciężko wyczuć i ja ich często nie wyłapuję jakoś wyraźnie. Żebym nie był źlle zrozumiany - to bardzo fajne narty są a moja uwaga tyczy się tylko danych podawanych i możliwości tego sprzętu.
    1 punkt
  19. Wielkie dzięki za rzeczową i przystępną opinię na to czekałem . Jedynie co mogę powiedzieć, że ciągle staram się i 'walczę' o to żeby nogi były szerzej no i poprawa właśnie tego lewego skrętu. Co do czucia krawędzi wydaje mi się, że nie jest wcale tak źle no ale napewno może być lepiej Na filmiku wygląda to dużo gorzej niż w rzeczywistości , tak naprawdę to jedynie podparłem się ręką i już stałem (chodziło właśnie o śniegopusz o którym wspomniał Niko). W weekend postaram się nagrać coś w normalnej jakości i na trudniejszym stoku. A co do Head Peak to chodziło o narty , specyfikacja 50/50 trasa/poza ale to już raczej szczegół.
    1 punkt
  20. spoko, widzie że ulubiony zawodnik smithsa to Body zgadza się??? mój też i do tego jeszcze jean baptiste grange oraz zawodniczka lindsey vonn i Maria Riesch
    1 punkt
  21. Jak czytam wasze relacje i patrze na fotki to serce się kraje, że już drugi tydzień jestem uziemiona :( Syn się nam pochorował na całego i plany poszły w łeb - łącznie z nadchodzącym weekendem ... a miało być tak pięknie... Ze smutku nawet nie wchodzę tutaj, żeby jeszcze bardziej nie popadać w dołek Jak zapowiedzi na przyszły tydzień? Jest szansa jeszcze na pośmiganie? Bo słyszałam, że straszą odwilżą :eek: Jeszcze nie, błagam - jeszcze 2 tygodnie mroziku
    1 punkt
  22. Rotacja tłowia to zaden sposób na inicjacje skrętu! rozbija sylwetkę równowagę wyrabia złe nawyki. Stopami ok:) Prawda Nico?? czy MIT:)
    1 punkt
  23. Witam Mam w skrzynce kawałek ostrego noża do heblarki - bardzo skutecznie ścina zadziory na powierzchni narty. Zadziory powstające przy ściankach bocznych opiłowuję pilnikiem. Kupuję zawsze narty używane, więc prawie zawsze wymagają takich zabiegów - a i podczas jazdy czasem coś się trafi. Robię to, bo taką nartę przyjemniej brać potem do ręki podczas serwisu i przewożenia. A i pewnie tak jak piszesz - taki zadzior, szczególnie przy ściance bocznej może się pogłębiać. Co do oporów powietrza - na pewno większy stawia zarost na gębie narciarza:cool: - narciarki powinny być szybsze. Pozdrawiam Mirek
    1 punkt
  24. ja tam uważam że dla zwykłego śmiertelnika takie zadziory wpływu nie mają. Jak wyżej jedynie estetycznie. Mowa o destabilizacji toru jazdy :eek: to już chyba przesada. No chyba że zadzior wystaje 5cm:) Ale lepiej aby było jak najmniej rys i zadziorów.
    1 punkt
  25. Wyszła nie wyszła..... ale z tego wykładu co Ewa dostała i przelała na papier to ja nie kamam Jeżeli Ci brakuje rotacji to ja bym powiedział - tak trzymaj na ten moment Ten wykładowca to "Kto" jeśli można zapytać ? Ale ja nie douczony........ może ktoś jeszcze coś powie ?? Pozdrawiam,
    1 punkt
  26. Tył cholewki buta ma blaszkę, a w niej otwór na trzy położenia do wkręcenia śruby - śrub. But 120 ma tą wartość przy środkowym położeniu (tzn. wkręcona śruba dolna i środkowa). Dolne to 110 (jedna śruba), górne 130 (3 śruby). Fabrycznie jest wkręcone na dolnym położeniu (110). Dla osiągnięcia 120 i 130 trzeba nawiercać i poodkręcać kolejne śruby - to usztywnia buta
    1 punkt
  27. Oprócz serwisu prowadzonego przez Panów Waldemara i Pawła Lechowiczów (ojciec i syn), Katowice, ul. Japońska 3, mogę jeszcze polecić serwis Pana Krzysztofa Sołtysika „Intersa”, Katowice, ul. Warszawska 60. W obu serwisach indywidualne podejście do każdego klienta, ogromna wiedza i doświadczenie, pełen profesjonalizm. Serwisy zarówno dla osób, które dokładnie wiedzą jak ich narty powinny być przygotowane, żeby zachowywały się tak, jak tego od nich oczekują, jak i takich, które mają oczekiwania co do zachowania nart na stoku, ale nie wiedzą, czy można to osiągnąć przez ich odpowiednie przygotowanie, a jeżeli tak, to jak. Cierpliwie odpowiedają na wszystkie pytanie, a często sami wciągają w rozmowę. Choć konkurują, to wzajemnie się doceniają i szanują, a to w obecnych czasach też o czymś świadczy.
    1 punkt
  28. Chciałbym się z wami podzielić fajnym filmikiem obrazującym kanadyjski ośrodek narciarski Whistler Blackcomb nieco inaczej. http://vimeo.com/18447758 Wygląda to jak wielka makieta:)
    1 punkt
  29. Tak, WC iSL RD to narty komórkowe.
    1 punkt
  30. Przeszukałem troszkę YouTube i pojawiają się już nagrania, nie tylko oficjale ze zjazdu. Na razie mam dwa: Dodatkowo kolega dzwonił że poznał mnie w TV na Orange Sport Info gdzie w serwisie informacyjnym pokazywali reportaż z zawodów, ja złapałem się do kadru w czasie mojego startu w eliminacjach. Na razie tego materiału w sieci nie mogę znaleźć, jak coś będzie to wrzucę. @maka_mi odpadłaś bo pomimo że miałaś lepszy czas od facetów co się zakwalifikowali, w regulaminie było napisane że z każdej grupy odrzucają jakiś tam procent zawodników w eliminacjach.
    1 punkt
  31. Nienarciarska wyprawa,cz.2. Wstajemy wcześniej,bo już ok 7-ej rano.Jest dość ładnie i ciepło,śnieg topnieje.Za oknem dostrzegam ratrak,który jednak nie został odpalony: Obracam się w drugą stronę,a tam kolejny - mają trochu sprzętu! Zaopatrujemy się w sklepiku i ponownie ruszamy na Klimczok i dalej do Szczyrku.Tutaj śniegu dość do jazdy,ale nikt stoku nie wyrównał: Ruszamy dalej.Po drodze najbardziej uderza jak bardzo przerzedzone są lasy - katastrofa!Ale jakie trasy by porobił: Trochę przytłaczające te widoki... Śniegu jak na luty też bardzo mało,z resztą wszystko widać na zdjęciu.Jedynie na samym Klimczoku jest go może z pół metra. W Szczyrku trafiamy na wypożyczalnie skuterów,taka przyjemność kosztuję... kosztuję naprawdę sporo!A dokładnie 3 stówy za godzinę!!! Na koniec poszliśmy do jakiejś karczmy w Szczyrku.Pytamy czy można płacić kartą?Owszem,ale powyżej 5 dych!Nic to,opuszczamy ten lokal i idziemy do innego...
    1 punkt
  32. Tiara Dzięki za udział w wątku,ale w tym przypadku JK ma rację:rolleyes:I nie trzeba do tego wiedzy dr.Richarda Steadmana,ale wystarczy przestudiować nasze rodzime czasopisma medyczne z dziedziny medycyny sportowej,czy ortopedii. Niestety w dalszym ciągu wsród niektórych chirurgów i ortopedów/rzadziej/ istnieje przekonanie,że zabieg operacyjny jest ostatecznością,ponieważ pamiętają czasy,kiedy pacjent po takim zabiegu stawał się większą kaleką,niż będąc po urazie.Techniki endoskopowe i nowe materiały medyczne pozwalają na mniej radykalne" okaleczenie" pacjenta i stwarzają większą szansę do pełnego powrotu do aktywności. Sama autorka artykułu przedstawia to tak -"uszkodzony amortyzator w samochodzie też nie naprawi się od naświetlania lampką,czy laserem":D Oczywiście,że strach pacjenta przed zabiegiem jest sprawą normalną,ale kiedy pozna zalety i wady, i okazuje się,że jednak wychodzi więcej korzyści to godząc się na takie leczenie postępuje bardzo rozsądnie:rolleyes:. Ważne jest również: -wywiad -badanie ortopedyczne -wykonanie MRI -dynamiczne badanie USG -diagnostyczna artroskopia a wtedy można wybrać leczenie stosowane do oczekiwań pacjenta. Tutaj JK ma większe doświadczenie:rolleyes:,bo to jego domena:rolleyes: Ja mogę tylko się wypowiedzieć jako potencjalny pacjent i ten,który stoi po drugiej stronie stołu operacyjnego;) A wracjąc do artykułu,to myślę Janie,że autorka korzystała głównie z tego opracowania http://www.isssweb.com/2007ISSSConferenceAbstracts.pdf
    1 punkt
  33. No to ja też od siebie coś dorzucę bo widzę że ty później robiłeś a ja mam z samego rana:). Uwaga ostatnie zdjęcie. Wyratrakowane pod wyciągiem !!! To rzadkość, więc szczególny nas zaszczyt spotkał w sobotę
    1 punkt
  34. Soszów - niedziela 26.02 Soszów - niedziela 27.02 czas na stoku: 10.00 - 14.30 pogoda: do ok 11.00 trochę chmurek,a potem już piękne słonko, nosek się delikatnie zaróżowił..., bez wiatru stan tras: przyjemnie przygotowane, ok 11.00 można się było nawet załapać na sztruksik pod lasem na trasie 3 ( po tym jak poskładali tyczki ):eek: , tu i ówdzie nieliczne lodowe placki - ale to chyba norma przy takiej pogodzie / zimie ... o dziwo nawet po 14.00 nie było na stoku męczącego cukru ani większych muld... dawno się tak miło nie zaskoczyłam kolejki: jak to w weekend ;-) ale do zniesienia. do tego był to ostatni dziś ferii warszawskich, opolskich i dolnośląskich ... apogeum stania w kolejce: ok południa ( kiedy to kończyły się ludziom karnety wykupione do 12.00 ) - oczywiście standardem był widok wjeżdżania ( przy największych kolejkach ) 4 osobowym krzesłem we dwójkę lub 3kę ( bo przecież jak można na chwilę choć zostawić Ukochanego -ą , na 4 min na pastwę innych użytkowników stoku i pozwolić wjechać na górę bez siebie ) .... kilka razy nawet kanapa wjeżdżała pusta ... wariaci na stoku: obecni, można było naoglądać się "porywanych przed narty " na czerwonej i czarnej trasie... kilku wariatów jadących na krechę ( nie patrzących na nic i na nikogo ) , Body Millerów traktujących innych narciarzy jak ruchomy żywy "spacjal", parapeciarzy wygrzewających się w promieniach słońca na wąskich trasach 2, 3, 5 ...ale taki to już urok szusowania A ze swojej strony ogromnie i gorąco chciałam podziękować narciarzowi który zepchnął mnie z trasy w las na niebieskie " dwójce "
    1 punkt
  35. Wchodzi Polak do sklepu w Wielkiej Brytanii. Oczywiście nie zna angielskiego. Zwraca się do sprzedawcy (żeby być lepiej zrozumianym , sylabizuje): - Pił-ka. - ????? - Pił-ka !! Widząc, że sprzedawca nie rozumie, zaczyna pokazywać odbijanie piłki od podłogi, kopanie itp. W końcu sprzedawca się domyślił. - Aaa, ball !! - No widzisz, jaki Ty zdolny jesteś. To uważaj, teraz będzie trudniej: - Do-me-ta-lu. ........ Poznań.... Hipermarket.... kolejka do kas.... w kolejce klient - młody facet ze 25 lat - kupił mrożonego kurczaka i tradycyjnie przed zapłatą położył go na taśmie. Kurczak się już lekko rozmrażał i cała taśma była mokra.... Gdy przyszło do płacenia i taśma przesunęła się w kierunku kasjerki, miła ekspedientka zauważyła tę nieapetyczną plamę na swoim stanowisku pracy. Nie zastanawiając się zbyt długo, włączyła mikrofon i woła: Ekipa sprzątająca proszona do kasy nr 5. Panu z ptaka pociekło!!!!!! ...... Upadek Małysza - okoliczności zamachu 1.Pijany Kruczek kazał Małyszowi lądować w tych warunkach. 2.W 10 sekundzie słychać strzały. 3.„Ten skok w tych warunkach w ogóle nie powinien się odbyć” - mówi specjalista z miesięcznika „Narciarska Polska”. 4.Były skoczek narciarski Robert Mateja twierdzi, że Małysz popełnił szereg błędów, m.in. nie kwitował poleceń Tepesa z wieży. 5.Winę Małysza potwierdza też raport Międzypaństwowego Komitetu Narciarskiego. 6.Apoloniusz Tajner twierdzi jednak, że raport jest niekompletny, bo nie uwzględnia błędów Waltera Hofera. 7.Tymczasem pełnomocnik Izabeli Małysz w wywiadzie dla radia „Ślinotok FM” mówi, że „nie można wykluczyć hipotezy zamachu ekip austriackiej i szwajcarskiej”. 8.Do dnia dzisiejszego polscy skoczkowie zawsze tak lądowali na Wielkiej Krokwi. Trwa badanie czy dotychczasowe procedury były skuteczne i czy zostały zastosowane tym razem. 9.Tepes odradzał lądowanie w Zakopanem. Proponował wykonanie manewru na alternatywnej skoczni w Wiśle. 10.Całą winę za upadek ponosi kontroler wieży lotów, który nie poinformował Małysza o odchyleniu od toru lądowania 11.Niektórzy komentatorzy nie wykluczają bezpardonowego zamachu na lot Adama Małysza. 12.Przed Małyszem próbował lądować przedskoczek ale ze względu na mgłę odszedł na skocznię zapasową. 13.Po dramatycznych i niecenzuralnych wypowiedziach Hoffera i Tepesa można wnioskować, jak bardzo napięta atmosfera panowała na wieży. 14.Przed Małyszem wylądował szczęśliwie Żyła, jednak jak się później okazało podchodził do lądowania bez zgody wieży. Zostaną wyciągnięte wobec niego surowe konsekwencje 15.Fani Małysza zapowiedzieli postawienie krzyża w miejscu katastrofy. 16.Adam Małysz w chwili upadku miał 33 lata i wylatanych 5384 godzin.
    1 punkt
  36. Rozmówki podręczne: Polish Your English a.. to underpepper - podpieprzy a.. penis is walking around me - ch*j mnie to obchodzi a.. oh, chicken! - o kurcze! a.. room with you - pokój z tobą a.. brain tire fire - zapalenie opon mózgowych a.. shit goes around me - gówno mnie to obchodzi a.. i feel a train to you - czuje do ciebie pociąg a.. it doesn't hold the shit - nie trzyma się kupy a.. in the face of a hedgehog - w mordę jeża a.. blind lottery-ticket - ślepy los a.. outpepper yourself! - odpieprz się! a.. volleyball of the eye - siatkówka oka a.. half of a K - pólka a.. i wifed myself - ożeniłem się a.. Arek's garbage - śmieciarka a.. stick into your eye - kij ci w oko a.. I am from Beeftown - jestem z Wołomina a.. Don't make a village - nie rób wiochy a.. Don't turn my guitar - nie zawracaj mi gitary a.. I'll animal to you - zwierze ci się a.. Thanks from the mountain - dziękuję z góry a.. Paintings by coin - obrazy Moneta a.. I feel a train to you - czuje do ciebie pociąg a.. go out on people - wyjść na ludzi a.. It's after birds - już po ptokach a.. without a small garden - bez ogródek
    1 punkt
  37. Zastanawiam się nad tym stwierdzeniem rockera i nad ostatnim stwierdzeniem że komórka jest szybsza, czyżby to była nieprawda? A jeśli tak to prosze o mocne argumenty.
    1 punkt
  38. i że z góry jedzie się zawsze szybciej niż pod górę
    1 punkt
  39. fakty i mity.. w ostatnim "Ski Magazynie" jest ciekawy artykuł,a raczej przedruk z książki "Narciarstwo dla zaawansowanych.Karwing,Stromizny,Muldy.Puch".Autorką artykułu jest Pani dr.Urszula Zdanowicz z "Carolina Medical Center" Pozwoliłem sobie kilka ciekawostek wyciągnąć *pierwszy uraz narciarski został opisany całkiem niedawno,bo na początku lat 70-tych *poprawiło się bezpieczeństwo jazdy na nartach,poprzez lepiej przygotowane trasy,wprowadzenie butów narciarskich i nart taliowanych *zagrożeniem dla narciarzy stali się snowboardziści *średnio dochodzi do 2-4 urazów na 1000 dni zjeżdzania.U początkujących ryzyko jest 5-krotnie wyższe niż u zaawansowanych narciarzy,najczęściej wiąże się z za szybkim wyjściem na trudne stoki *kobietą częściej przydarzają się mniej poważne kontuzje kolana/najczęściej uszkodzenie więzadła pobocznego piszczelowego/ *mężczyźni rzadziej odnoszą urazy,ale to oni podwyższają statystyki poważniejszych urazów *urazy u dzieci to przede wszystkim złamania kości piszczelowej *u osób ,które ukończyły 26 lat ryzyko urazu jest większe-mniejsze zaangazowanie sportowe,większy wir pracy zawodowej *urazy kończyn dolnych stanowią 55% wszystkich urazów narciarskich/36% kolana/ *co trzeci uraz dotyczy kończyny górnej-najczęściej kciuka tzw.kciuk narciarski oraz barku. *co piąte uszkodzenie to uraz głowy i kręgosłupa *kaski narciarskie redukują liczbę urazów samej czaszki/nie urazów mózgu!/.Urazów samego mózgu nie da się w ten sposób wyeliminować.Statystyki pokazują nawet,że narciarze w kaskach częściej doznawali urazów głowy!.Wynikało to z fałszywego poczucia bezpieczeństwa i gotowości do większego ryzyka *w ostatnich latach często dochodzi do urazów wielonarządowych w obrębie klatki piersiowej i brzucha *najczęściej dochodzi do złamań podczas jazdy na twardej trasie,w puchu łatwiej o uraz skrętny kolana i stawu skokowego,oraz złamanie spiralne podudzi *buty narciarskie dzisiaj przenoszą siły rotacyjne na kolana,co staje się przyczyną wzrostu liczby uszkodzeń więzadła krzyżowego przedniego *ktoś kto miał już uraz więzadła krzyżowego przedniego i nie był leczony,ma ponad 6-krotnie większe ryzyko ponownego urazu *narty to jedyny sport,w którym uszkodzenia więzadła krzyżowego przedniego występują tak samo często u kobiet,co u mężczyzn *każde uszkodzenie więzadła krzyżowego przedniego wymaga rekonstrukcji.Aktywność ruchowa po 6 miesiącach po zakończonej rehabilitacji *często uszkodzeniu więzadła towarzyszy uszkodzenie łąkotki.Uszkodzenie łąkotki to uszkodzenie mechaniczne i najczęściej kończy się zabiegiem operacyjnym.Brak bólu nie oznacza wyzdrowienia,łąkotki nie są unerwione. *usunięcie łąkotki w dzisiejszych czasach to ostateczność.Stosuje się implanty CMI/collagen meniscal implant/ lub przeszczepy od dawców/tzw allografty/ O innych metodach leczenia,objawach uszkodzonych stawów można przeczytać w artykule lub w książce-są one opisane w zrozumiały sposób dla wzystkich,Zapraszam zainteresowanych do lektury:rolleyes:
    1 punkt
  40. Cześć wszystkim.W niedzielę o poranku ,tak jakoś o 7:00 wyjrzawszy za okno:eek:ooo piękna pogoda :Dwpadłem na pomysł że można by dzisiaj troszkę rozruszać stare kości na nartach.Jako że reszta rodziny po tygodniowym pobycie w Val Di Fiemme nie chciała słyszeć o jeżdżeniu w kraju i wogóle ,postanowiłem ruszyć sam(przerażał mnie standarcik:spacer na Kopiec lub na rynek,obiadek na mieście,deserek...itp itd:mad:).A tu ferie,wszędzie w kraju full ludzi,więc mój wybór padł na Słowację,konkretnie Tatrzańską Łomnicę,przypomniałem sobie że w tym roku słowacy mieli uruchomić nową kolejkę 6-osobową i nową czerwoną trasę z Łomnickiego Pliesa (właściwie odnowionej starej:wąskiej stromej i zazwyczaj z minerałami).Trzeba przetestować 7:30 start z Kraka-droga była dobra :D8:35 Białka,pierwsi fanatycy budzą się i zaczynają robić tłok,9:10Łomnica Nowe parkingi,bezpłatne,jak na tą godzinę dużo ludzi.-12 i słoneczko,jest dobrze:Dzostała tylko kasa:skipas 24E/dzień i do gondolki Po kilkunastu minutach jestem na górze przy łomnickim plesie(1751m),stąd można wyjechać wyżej starą dwuosobową kanapą na Łomnickie Sedlo(2190m), na dół prowadzi ostra czarna trasa,raczej nie dla amatorów(przy mnie zwozili dwóch połamańców).Trasa przygotowana,śnieg naturalny bardzo twardo,ale można jeździć poza trasą:Dz czego korzysta dużo ludzi i ja też O trasie od Łomnickiego plesa na dół można powiedzieć:ostra czerwona,bardzo twarda,śnieg techniczny-BETON,i tak było cały dzień,SUPER.Część osób przeceniła swoje umiejętności i złaziła z buta bokami:eek:a mogli jeździć sobie spokojnie niżej 4-osobową kanapą która jeździła cały dzień pusta,lub nowowybudowaną 6(podgrzewane siedzenia,bańka osłonowa od wiatru-wyprzęgana-szybka).Na dole trasy łagodne,dobre dla uczących się i dzieci.Z samej góry na dól jest około 6km. Ludzi było dość dużo,bo to niedziela,ładna pogoda a na dodatek słowacy też mają teraz ferie,ale o dziwo nie było kolejek,czwórka jeżdziła prawie pusta,szóstka ;co drugie krzesło puste,dwójka na sama górę pełna,ale też bez kolejek.Najwięcej ludzi jeździło gondolą,max 2 minuty stania. Trasy przygotowane bardzo dobrze,niestety dla większości za twardo,no ale trudno winić słowaków za brak naturalnego śniegu. Ja jestem baaardzo zadowolony z wyjazdu,przez 7 godzin zakatowałem nogi na maxa.. Oczywiście po nartach nie mogłem odmówić sobie pysznych bryndzlowych pirogów U Starej Mamy,mniam mniam(mojej ulubionej knajpy na Słowacji), i tradycyjnie http://www.aquacityresort.com/pl/ więcej takich dni życzę wam.... zdjęcia z wyjazdu znajdziecie tu:https://picasaweb.google.com/109427685431503383282/TatrzanskaLomnica#
    1 punkt
  41. Ale byłeś młody !!! Moje narty Alu 3200 kosztowały jedna pensję, wiązania beta, rekawice, kijki, drugą pensję, buty Kasprowy trzecią pensję, a kombinezon -czwartą! Dziś za cztery pensje mozna kupić terenówkę żeby na narty pojechać!
    1 punkt
  42. Jak wyjeżdżam na narty to zawsze w TV aż roi sie od reklam z gwiazdami austriackiego teamu. Oto jedna z nich - dość kiczowata, ale team AUT ma talent aktorski:D PUKfSsnM9Zc
    1 punkt
  43. opis aukcji NARTY SĄ W DOBRYM STANIE,WIDAĆ NA NICH NORMALNE ŚLADY UŻYTKOWANIA, RYSKI,ŚLIZG W STANIE BARDZO DOBRYM,GŁADKI,PO SERWISIE,KRAWĘDZIE W DOBRYM STANIE,NA GÓRZE NARTY PRAKTYCZNIE ZEROWE JUŻ,NIE DO OSTZRENIA,W INNYCH MIEJSCACH JEST JESZCZE TROCHE KRAWĘDZI,NARTY NIE NADAJĄ SIE JUZ DO OSTRZENIA,ŚMIAŁO MOŻNA NA NICH JEŻDZIĆ,WIĄZANIA W PEŁNI SPRAWNE,W JEDNYM WIĄZANIU BRAK SZYBKI http://allegro.pl/kultowe-atomic-beta-carv-x9-11-160cm-okazja-i1415077393.html jajcarz
    1 punkt
  44. Na moje bolka oko wg. zdjęć wygląda to tak: Lewa strona przy samym betoniaku , wygląda to stosunkowo bezpiecznie . Prawdopodobnie po zjeździe z progu nurt będzie odrzucający w kierunku lewego brzegu a tam podejrzewam już spokojną wodę. I tam bym wiał od razu po zjeździe. Tu główną sprawą jest głębokość przy betoniaku. Jak jest solidna to tam bym próbował. Opcja druga: Środek progu :trochę bardziej ryzykowna , ale wykonalna . Próbował bym tak : napłyniecie na próg z niewielką prędkością , kilka metrów przed ostra kita wiosłem , odchylenie na maxa do tyłu pilnując dokładnego ustawienia kajaka prostopadle do progu i zjazd. Tu trzeba uważać żeby nie dać się ustawić bokiem , bo dupa zbita. I to jest podstawowe niebezpieczeństwo. Jak nie wywali po daniu dziobem w dół w momencie kiedy woda walnie w klate to reszta jest łatwa jak (tu wpisać co kto uważa) to co ja chciałem wpisać zostało zakwestionowane a zakwestionowanie poparte palnięciem po łbie Opcja trzecia : potencjalnie wydaje się najłatwiejsza , ale ze zdjęć nie jestem tego pewien. Jedziemy prawą stroną , też przy betoniaku. Po zjeździe wiejemy do prawej . Z tego co widzę to jest tam śliczna cofka ze spokojną wodą gdzie można spokojnie się zatrzymać i uspokoić skołatane nerwy Jeśli w tym miejscu pod progiem jest głęboko to chyba jedyne miejsce gdzie można by próbować skoku dwójką i ogólnie bez fartucha. Jak nawet wykabinuje do cofka tuż tuż i nie grozi wciągnięcie w odwój Chyba.......nie grozi......... Opcja czwarta czyli maximum perversum extremal hardckore :D Walimy na chama w najgorszy kocioł , czyli ten po lewej stronie . Tu wnikał w detale nie będę . Krótki polietylen i dobrze trzymający fartuch i tam bym się władował. W innym wypadku szans nie widzę na powodzenie , przynajmniej oceniając wg. moich umiejętności. Lepiej pływający i o większym doświadczeniu mogą mieć inne zdanie . Wada pomysłu którą widzę : asekuracja wg. zdjęć możliwa praktycznie tylko z tego betoniaka , czyli praktycznie w grę wchodzą tylko rzutki . I asekuracja z wody z innych kajaków która jest problematyczna. Spanikowany po wywrotce gość może łatwo wywrócić próbującego mu pomóc kolegę i wtedy mamy dwa kłopoty........ Zresztą ta wada dotyczy wszystkich rozważanych opcji. I to by było na tyle na niedziele dzisiejszą Więcej ze zdjęć nie wymyśle , a i to co napisałem nie należy traktować jako prawdy objawione a jedynie lekkie sugestie za które sugerujący nie ponosi odpowiedzialności i wyprze się ich w dowolnej chwili . Powodzenia w walce . Daj cynk czy wam wyjazd dochodzi do skutku , może się wybiorę z jedynką. Aha , mogę się dowiedzieć jak by wyglądała sprawa podrzucenia wam sprzętu z wawy na tą Radomke , może się okazać że to najrozsądniejsze wyjście będzie.
    1 punkt
  45. Właśnie się dzisiaj dowiedziałem, że z tego wyjazdu nici - ponoć nie ma od kogo pożyczyć kajaków nad Radomką ...szok. Mam nadzieję, że Koledzy mimo wszystko coś wykombinują... W każdym bądź razie na ok 25km przed ujściem do Wisły są trzy takie progi do pokonania. Za info dziękuję. Dwójką myślałem to pokonać...ale po Twoim opisie to nawet nie startuję. A jedynką nigdy niestety nie pływałem. Kusi, kusi spróbować i ewentualnie nura dać... Wklejam kolejne zdjęcia - być może one pozwolą Ci napisać coś więcej, co do trudności i sposobu pokonania bez szwanku 3 tego typu miejsc
    1 punkt
  46. Po zdjęciu trudno ocenić . Wygląda , że jest to do skoku. Oczywiście , tylko jedynka i z fartuchem Bez fartucha masz kabinę na bank. Zdaje się , że pod progiem jest głęboko więc nie zaryjesz raczej dziobem w dno. Dwójką - w żadnym wypadku bym tego nie próbował. Oczywiście przy skoku kamizelka na garbie a na brzegu asekuracja z rzutkami gotowa do wskoczenia do wody w razie potrzeby. Nazywając rzecz po imieniu : sprawa nie jest na pewno pozbawiona ryzyka. Wygląda na to że jest tam silny odwój który może ostro zmielić. Na pewno wymaga dokładnych oględzin przed skokiem głównie pod kątem głębokości pod progiem. Decyzja należy do Ciebie , tak po zdjęciu to nie jestem w stanie wiążąco określić stopnia ryzyka. A z ciekawości : kiedy jedziesz ? Na Radomke mam blisko , może bym się wybrał - ocenił bym na miejscu ;-) i ewentualnie też podjął próbę rozbicia sobie łba ;-)
    1 punkt
  47. Cześć W tym roku padło na Liwę. Zamierzaliśmy w dniach 8-11 pokonać ja praktycznie od źródeł do ujścia. Plan był bardzo ambitny. Pierwsze 10 kilometrów jednoznacznie było określane tak w opisach jak i przez znających rzekę kolegów z Prabut jako praktycznie niedostępne. Cóż, po sukcesie na Welu w zeszłym roku byliśmy pełni nadziei. Przygotowania pokazują że jest parę niewiadomych. Zdjęcia satelitarne w skali 1:1000 nie pozwalają miejscami na identyfikacje koryta. Pozostaje mapa i nos. Początek jak zwykle – przed 7.00 w Nowym Mieście Lubawskim. Przepakowanie do Transita przyczepa ze sprzętem i w drogę.(1) Zamierzaliśmy zacząć na jeziorze Piotrkowskim. Niestety brzeg okazał się zarośnięty, jedyną możliwość – pakowanie na drodze, transport kajaków ze sprzętem 100 metrów po bagnistej łące i później jeszcze jakieś 50 po wędkarskim pomoście uznaliśmy za zbyt czasochłonną i niebezpieczną ze względu na Gostysiowe kłopoty z błędnikiem. Po zbadaniu terenu start wypadł w końcu mniej więcej w połowie odległości między jeziorami Piotrkowskim a Januszewskim na rzece właściwej.(2) Szybkie pakowanie, piwo dla wody(3) i dla pokrzepienia ducha, cumka w rękę i holujemy.(4) Już po 200 metrach pierwszy dzik przebiega drogę jakieś 20 metrów ode mnie, właśnie dlatego warto!!! Po kolejnych 100 metrach mostek na drodze leśnej i przeniosła (5) i dalej holowanie. Teren dziki i niedostępny. Niestety dno staje się grząskie i nie pozwala normalnie iść. Siadamy więc do kajaków i przeciągamy przez bagno chwytając się resztek słupków regulacyjnych. Po 100 metrach trochę puszcza ale po chwili rzeka kończy się betonowym przepustem pod skarpą. Zaskoczenie bo na mapie rzeka jest odkryta. Kolejne przeciąganie prze las jakieś 50 metrów do mostka. Stąd mamy do jeziora około 200 metrów. Niestety po 100 metrach rzeka niknie w przyjeziernych bagnach. (6,7) Próby sondowania kończą się zawiśnięciem na wiośle i kąpielą po pachy w borowinach.(8) Sondujemy dwa kierunki i na obu jedyna możliwość to karczowanie z kajaka. Szybka narada i decydujemy że będzie to zbyt czasochłonne. Postanawiamy cofnąć się do ostatniego mostka i znaleźć obejście prze las. Po 30 minutach droga zostaje odnaleziona i wstępnie oczyszczona. Najpierw jakies 150-200 metrów na wózeczku (9)a później jeszcze około 100 przez las. Zabawa jest przednia a wyłaniające się słońce jeszcze polepsza humory. Po godzinie komplet kajaków nad wodą.(10) Jeszcze tylko pokonanie pasa trzcin(11) okupione jak zwykle pociętymi rękami i drzazgami oraz pływającej roślinności i jesteśmy na jeziorze. (12) Pierwszy ruch wiosłem po ponad dwóch godzinach od zrzucenia kajaków na wodę to jak do tej pory rekord. Słoneczko, piwko i w drogę. Jezioro całkowicie dzikie, praktycznie bez śladów jakiejkolwiek działalności ludzkiej, jedna czy dwie zrujnowane wędkarskie kładki. Takich miejsc nie ma już niestety wiele.(13) Wypływ rzeki oczywiście zarośnięty. Szybko lokalizujemy go po drzewach i z maczetą w ręce jako najbardziej mobilny wbijam się w trzciny. Po parunastu minutach nareszcie jest rzeka. Szerokie na 6-7 metrów koryto przecinające piękny bukowy las. Wita nas zrujnowana kładka i konieczność przerzucenia kajaków brzegiem przez padłe z obu brzegów jak na złość w jednej linii drzewa.(14) Dalej już luksus rzeka jakby puściła.(15) Betonowy mostek z drzewami wymagającymi cięcia,(16)dopływ z boku i już rozlewisko(17) przed jazem w Gostyczynie.(18)Przed wojną od jazu prowadził kanał łączący pobliskie (200 metrów) Fabianki z jeziorem Gaudy. Kanał został zniszczony w czasie wojny ale mamy nadzieję znaleźć połączenie kanału z rzeka odległe o jakieś 700 metrów od jazu i nim dotrzeć do nie zawalonej (jak wynika ze zdjęć satelitarnych) części kanału. Wyciągamy kajaki na brzeg i idziemy zbadać teren. Przedzieramy się przez las wzdłuż koryta jakieś 300 metrów – mniej więcej połowę odległości do miejsca w którym powinna odchodzić odnoga do kanału. Niestety – jak to określił trafnie Piotrek – koryto jest pełne drewna. Wody praktycznie nie ma a kajaki trzeba by ciągnąc brzegiem. Płoszymy rodzinę dzików – pierwszy raz widziałem małe dziki w naturze – super. Wracamy do chłopaków. Kolejna narada. Postanawiamy nie zapuszczać się w bagna. Terenu dobrze nie znamy a trudno ocenić czas potrzebny na przytarganie dwójek z bagażem prze las. Mści się wygodnictwo. Wiemy już, że nie skończymy rzeki ze względu na brak czasu podejmujemy więc decyzje o zorganizowaniu transportu do Kamieńca skąd rzeka jest spławna. Chcemy trochę powiosłować. Dwójka ma udać się zorganizować transport a reszta rozbija obóz.(19)Pada oczywiście na mnie i Gostysia – zawsze łazimy jak trzeba. Niestety w pobliskiej Zieleni nic nie ma więc musimy uderzyć dalej. Na szczęście udaje nam się złapać okazje więc stosunkowo szybko organizujemy traktor z przyczepą na 8.00 następnego dnia. Niestety powrót odbywa się z buta. 7 kilosków boli. Gostyś odczuwa jeszcze resztki niedawnego przeziębienia. Po 3 godzinach jesteśmy z powrotem. Ognisko, pigwówka Siekiera i spać. Pobudka o 6.00 pakujemy obóz i transportujemy sprzęt do asfaltu. Pan jest punktualny choć niedziela rano. Pakujemy kajaki na przyczepę,(20) sami na górę(21) a Gostyś jako kierownik do kabinki. Zimno i padający deszczy zmusza nas do rozgrzania się żołądkową – oprócz Tomka i Gostysia jesteśmy już ubrani jak na wodę. W Kamieńcu jesteśmy za 30 minut. Przepakowanie . Rzeka jest tu uregulowanym kanałem o szerokości 3-5 metrów porośniętym trzcinami. (22)Trafiamy niestety na wysyp jakichś czarnych muszek. (23)Autan i palenie nic nie daje. Much są miliardy, w niektórych miejscach wszystko na wysokości wody jest czarne.(24) Na szczęście po paru kilometrach wpływamy w las.(25) I tu nagroda. Koledzy z klubu z Prabut już przetarli rzekę. Widać że w ruchu była łódź i spalinówki. Wszystko przycięte równo z brzegiem. Jest czas na odpoczynek, piwo na wodzie a wychodzące słoneczko koi smutek porażki. Highway nie jest jednak długi po jakichś 4 km kończy się wielkim dębem przez, który karczownicy nie przeszli. Przenosimy kajaki i płyniemy dalej. Rzeka na tym odcinku bardzo przyjemna. Momentami dość szybki nurt, dwa trzy bystrza, przeszkody łatwe do pokonania. Pogoda niezła. (26) W okolicy Prabut napotykamy ślady ostrej działalności kładowców. Podziwiamy gości i sprzęt jakim muszą dysponować bo tor wielokrotnie przekracza rzekę i to w dość głębokich miejscach. Kończy się las, trochę słońca i cieplej. W okolicach wysokich przyczółków dawnego mostu kolejowego nasze drogi krzyżują się. Chłopaki szybko przejeżdżają brzegiem pozdrawiając – fajny moment. Praktycznie do jeziora Dzierzgoń rzeka ostro meandruje spowalniając płynięcie. Jeszcze tylko trzeba spuścić kajaki po pochylni (27) Paweł i Tomek śpiesząc się zapominają o rufowej cumce i nabierają pełne kajaki wody – oczywiście obśmiewamy ich ku uciesze kibiców. Wkrótce docieramy do jeziora Dzierzgoń. Popołudniowe słońce w kapitalny sposób oświetla szuwary brzeżne i burzowy wał na północy.(28) Przecinamy jezioro,(29) przenosimy kajaki i pod dwoma mostkami(30) kierujemy się na jezioro Liwieniec – ostatnie na naszej drodze. Przecinamy szybko jezioro podziwiając panoramę Prabut tym razem od zachodu. Przy wypływie rzeki z jeziora dość dobre miejsce na biwak ale że jeszcze jasno postanawiamy płynąc do pierwszego lub drugiego młyniska. Zmierz powoduje, że zaczyna nam się spieszyć a pospiech jak wiadomo…. Jeden nieuważny ruch Piotrka przy pokonywaniu rur z przewodami wysokiego napięcia i kabinka. 15 minut trwa wylewanie wody i porządkowanie rzeczy. Szybko choć już o zmroku dopływamy do młyniska.(31,32,33) Biwak luksusowy choć deszczyk siąpi cały czas. Kładziemy się o 22.00 z zamiarem wstania o 5,45. Dzisiejszy urobek – 25 km pozwala myśleć o skończeniu rzeki jeżeli nie będzie zbyt uciążliwa i popłyniemy po 10 godzin. Zasypiamy w bojowym nastroju. Rano z bojowego ducha został tylko …ój. (34,35)Wstajemy przed 7.00 pada deszcz i jest zimno. Ciężko się zebrać i założyć mokre pianki. Na skończenie rzeki nie ma raczej szans tym bardziej że Piotrek narzeka na rękę. Cs mu tam w przedramieniu skrzypi – pewnie nadwerężone ścięgna. Płyniemy spokojnie. Pierwsze kilometry to kolejne młynisko,(36) później przeniosła(37) i rzeka zdecydowanie przyspiesza, fajny szybki ale nietrudny fragment. Przeszkody jak poukładane,(38) trochę niemiło się robi gdy trzeba walczyć z pokonaniem bala gdy kajak opiera się o padłego dzika (to już czwarty) ale Paweł rozwala wszystkich propozycją wycięcia szynki na wieczór. Na moment rzeka wypływa na śródleśne łąki, zatrzymujemy się przy bobrowej zaporze. Po 10 minutach w drogę. Pierwsze dwa kilometry płynie się idealnie. Koryto proste przeszkody mijamy w biegu. Przy rozpoczęciu kolejnego odcinka leśnego czekamy na chłopaków. Niestety następne parę kilometrów pozbawia nas absolutnie złudzeń. Ilość przeszkód wymagających wysiadania z kajaka jest powalająca. Na niektórych odcinkach po prostu wyciągam kajak i idę brzegiem scieżką wydeptana przez zwierzęta.(39) Z jedynaczką to optymalne rozwiązanie ale chłopaki z dwójkami nie dają rady.(40) Na 350 metrach które przeszedłem brzegiem naliczyłem 8 przeszkód wymagających przepychania kajaka lub wyciągania go na brzeg.(41) Na tym odcinku to na pewno najbardziej uciążliwa rzeka jaka płynęliśmy.(42,43,44) Mijamy piękny kratownicowy most kolejowy i robimy przystanek przy zawalonym mostku na drodze leśnej.(45) Balantines w takich warunkach rozgrzewa tylko na moment.(46) CDN.
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...