Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      7 223


  2. janek57

    janek57

    Użytkownik forum


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      1 699


  3. nurek1974

    nurek1974

    Użytkownik forum


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      874


  4. mihumor

    mihumor

    VIP


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      3 592


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 02.03.2011 uwzględniając wszystkie działy

  1. Padło łożysko na dużym kole i z tego też powodu wylądowałem na Skrzycznem i było bajkowo
    4 punkty
  2. Przy kończącym się już moim pierwszym pełnym sezonie kilka uwag ,,świeżego " narciarza.Mimo lekkiej ,jak się okazało kontuzji kolana (przerwa 4 tygodnie) zaliczyłem 11 wyjazdów narciarskich , w tym 6 intensywnych w Alpach. Uważam ,ze każdy rekreacyjny narciarz powinien mieć na tyle możliwości finansowych aby pojechać na tydzień w Alpy i potem przynajmniej 5 razy na polskie stoki. Ośrodki narciarskie w Polsce dzięki dosyć mroźnej zimie wcale nieźle okazały się być narciarsko przygotowane. Czytam o tym bo sam byłem tylko w czterech w Beskidzie śląskim.W ostatnią sobotę w Brennej -Leśnicy-Świniorce. Bardzo fajnie bo mało ludzi a trasy szerokie i dobrze przygotowane. To był mój najfajniejszy wyjazd jeśli chodzi Polskę w tym sezonie.. W marcu trzeba jeszcze raz czy dwa pojechać i to by było aż 12 lub 13 wyjazdów na narty co jak na takiego starucha jak ja jest liczbą oszałamiającą. Następne trzy zimy mają być cieple to nie wiadomo jak będzie z nartowaniem :mad:Kto może niech rusza na stoki póki mroźne noce:)
    4 punkty
  3. A cz to jeszcze ktoś pamięta??Ciekawe ilu nas będzie tym razem
    4 punkty
  4. Więcej Kasprowego dla narciarzy? Przyroda mówi NIE Opowieści o uczynieniu z Kasprowego stacji narciarskiej są mówione w oderwaniu od obiektywnych warunków przyrodniczych. Bardziej intensywnemu narciarstwu na Kasprowym sama przyroda mówi "nie". Rozmowa z Pawłem Skawińskim i prof. Stefanem Skibą Bartłomiej Kuraś: Jeżdżą panowie na nartach? Prof. Stefan Skiba, przewodniczący Rady Naukowej Tatrzańskiego Parku Narodowego: Kiedyś jeździłem. Moja rodzina chętnie jeździ. Paweł Skawiński, dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego: Jestem instruktorem narciarskim, ale przede wszystkim uprawiam narciarstwo wysokogórskie (skitouring). Na nartach zjazdowych jeżdżę z obowiązku, ale i z przyjemnością z Kasprowego Wierchu. Bo jest to góra sentymentalna. Co roku wyjeżdżam też na narty w Alpy. I zastanawiam się, czy uczciwe jest porównywanie alpejskich ośrodków - gdzie są setki kilometrów tras narciarskich - z Kasprowym Wierchem, gdzie mamy zaledwie cztery kilometry tras. Ale Andrzej Bachleda "Ałuś" proponuje, by z rejonu Kasprowego Wierchu zrobić dużą stację narciarską. Właśnie na wzór alpejski. W liście do premiera Donalda Tuska zarzuca Tatrzańskiemu Parkowi Narodowemu złą wolę, która uniemożliwia realizację tego projektu, co w praktyce ma prowadzić do likwidacji narciarstwa w polskich Tatrach. S.S.: W tym liście zgadzam się tylko z jednym zdaniem. Mówiącym o tym, że trzeba zadbać o każdy metr kwadratowy naszego kraju, także o góry. Tak, trzeba zadbać o Tatry, ale przyrodniczo, a nie biznesowo. P.S.: Ten pomysł odbieram jako naiwne, ale też niebezpieczne, marzycielstwo. Bo proponowane rozwiązania są niezgodne z prawem, choćby z ustawą o ochronie przyrody. To nieprawda, że TPN likwiduje infrastrukturę narciarską w Tatrach. Nikt nigdy nie zamykał dwóch FIS-owskich tras biegnących z Kasprowego Wierchu. Te trasy po prostu przestały być używane do wyczynowego narciarstwa zjazdowego, bo zostały źle pomyślane. Trasa FIS I jest narażona na oddziaływanie silnych wiatrów i jest tam więcej głazów i kosodrzewiny niż śniegu. Park przez lata zgadzał się na tworzenie infrastruktury narciarskiej. W 1960 roku na wyciąg krzesełkowy na Hali Gąsienicowej, dziewięć lat później na Hali Goryczkowej. W 2000 roku na modernizację Gąsienicowej, zwiększając sześciokrotnie przepustowość: z 400 osób na godzinę do 2400. W 2007 roku doszło do przebudowy kolei linowej na Kasprowy. Trudno więc mówić o likwidacji przez TPN infrastruktury narciarskiej w Tatrach. My staramy się wypracowywać kompromis. Otworzyliśmy też Tatry dla narciarstwa turystycznego - tak zwane skitoury, czyli podchodzenia na nartach w wyższe partie gór i zjazd do dolin. Skoro w ostatnich latach polepszyła się infrastruktura narciarska na Kasprowym Wierchu, to może w przyszłości ten proces będzie kontynuowany? S.S.: Ta infrastruktura była już w tak złym stanie technicznym, że przez wzgląd na bezpieczeństwo turystów mieliśmy dwa wyjścia: albo to wszystko rozbierzemy, albo zmodernizujemy. Zwyciężył ten drugi pogląd. Dlatego prędzej czy później modernizacja czeka też kolejkę krzesełkową na Hali Goryczkowej, oczywiście w granicach rozsądku. P.S.: Trzeba sobie uzmysłowić, że Kasprowy Wierch jest trudną górą dla uprawiania i organizowania narciarstwa. Współczynnik wykorzystania zimą w tym rejonie kolei krzesełkowych wynosi zaledwie 20 procent. Nie dlatego, że Tatrzański Park Narodowy robi trudności. Tylko dlatego, że kolej często nie jest uruchamiana, a to z powodu wiatru, a to z powodu oblodzenia, czy wreszcie z powody zbyt małej ilości śniegu. Kolejka krzesełkowa w Kotle Goryczkowym w tym sezonie jeszcze w ogóle nie ruszyła, a w ubiegłym roku działała zaledwie przez trzy tygodnie. Koszt modernizacji tej kolei szacowany jest na około 20 mln zł. Może więc się okazać, że ta kolej nie zarobi na koszty utrzymania trasy narciarskiej. Zresztą do tej pory nie wpłynął do nas żaden wniosek o jej modernizację. Opowieści o uczynieniu z Kasprowego stacji narciarskiej są mówione w oderwaniu od obiektywnych warunków przyrodniczych. Mówię obiektywnych, bo one nie są wymyślone przez dyrektora parku czy ideologów ochrony przyrody. Bardziej intensywnemu narciarstwu na Kasprowym sama przyroda mówi „nie”. S.S.: O narciarzy warto dbać, tylko nie za wszelką cenę. Zostawmy to, co już jest na Kasprowym, ale nie dążmy do rozbudowy infrastruktury narciarskiej w tym rejonie. Mam nadzieję, że kancelaria premiera nie przejmie się tym listem. P.S.: Byłem przed laty w Dolomitach na jednym wyjeździe narciarskim z Donaldem Tuskiem, gdy nie był jeszcze premierem. Wiem, że ma rozeznanie, jakie możliwości dają Alpy. W Tatrach takie ośrodki nie mogą powstać, bo nasze góry są na to zbyt małe. Projekt przedstawiony przez Andrzeja Bachledę "Ałusia" w długiej perspektywie zakłada budowę tunelu pod Kasprowym Wierchem na Słowację do Doliny Cichej, a wcześniej przebicie krótkim tunelem narciarskim samej kopuły tego szczytu, tak by łatwiej można było poruszać się pomiędzy kotłami Gąsienicowym i Goryczkowym. To możliwe rozwiązania? S.S.: Z narciarskiego punktu widzenia to drugie rozwiązanie uważam za możliwe, gdyby to nie był park narodowy. Ale że mówimy o terenie chronionym, to musimy pamiętać, że każda taka ingerencja jest groźna dla przyrody. P.S.: Nie można zakładać takich inwestycji, nie oglądając się na porządek prawny Polski i Unii Europejskiej, który nie pozwala na takie niszczenie przyrody. Wdrażając taki projekt, Polska naraziłaby się na złamanie dyrektyw unijnych, co wiązałoby się z dużymi karami. A co do samego rozwiązania technicznego to droga prowadząca z tunelu przez Dolinę Cichą byłaby bardzo zagrożona lawinami. Czyli żeby takie rozwiązanie działało, należałoby na długości prawie 9 km zabezpieczyć ją betonową galerią. To byłby jakiś absurd. A sztuczne naśnieżanie na Kasprowym? Zwolennicy tego pomysłu uważają, że "sztuczne" jest tylko z nazwy. Bo armatki śnieżne po prostu schładzają wodę, tak że powstaje z niej śnieg. Czyli - twierdzą - jest to zjawisko naturalne. S.S.: Tylko trzeba skądś wziąć tę wodę. Jeśli zaczniemy kombinować z dodatkowym poborem wody w Tatrach, to może się zdarzyć, że braknie jej w Zakopanem. A jeśli ktoś proponuje, żeby stworzyć sztuczne zbiorniki retencyjne w Tatrach dla potrzeb narciarstwa, to może od razu zaproponować powystawianie tam sztucznych gęsi i kaczek. Tylko wtedy to już nie będzie Tatrzański Park Narodowy. P.S.: Poza tym jak naśnieżać przy silnym wietrze o prędkości powyżej 15 m/s. A takie wiatry występują na Kasprowym Wierchu przez prawie jedną trzecią roku. Będzie się naśnieżać trasę narciarską, a ten śnieg zwieje pół kilometra dalej. Na zaśnieżenie trasy o gładkim podłożu wystarczy 30 cm śniegu. Na Kasprowym mikrorzeźba tras wymaga w wielu miejscach pokrywy o grubości powyżej 90 cm. Technokraci mówią: „uporządkować” teren spychaczami. Tylko jak daleko możemy pójść w wyrażaniu zgody na przerabianie tej góry? Bo wtedy ona bardziej będzie przypominać sportowy stadion niż tatrzański szczyt w parku narodowym. W Alpach, poza trasami powyżej górnej granicy lasu, które są wyłączane w czasie silnych wiatrów, istnieje system tras w obrębie lasów, gdzie można jeździć nawet przy bardzo złej pogodzie. U nas grupa osób upiera się, by inwestować w narciarstwo właśnie powyżej górnej granicy lasu. Przyrodnicza ignorancja w tej sprawie jest olbrzymia. Ale Słowacy ostatnio otwierają większe obszary w Tatrach dla narciarstwa. P.S.: Uważam te działania za negatywne. Można jednak uznać, że Słowacy mogą sobie na to pozwolić, bo 70 procent powierzchni ich kraju to są góry, więc ciągle mają gdzie obcować z dziką górską przyrodą. My takich możliwości nie mamy. S.S.: Słowacy nie karczowali tatrzańskich lasów pod nowe trasy. Zastanawiali się, co zrobić po potężnej wichurze, która powaliła tysiące drzew w ich części Tatr. I postanowili zainwestować w istniejące ośrodki narciarskie. PKP chcą w tym roku sprzedać Polskie Koleje Linowe prywatnemu inwestorowi. Co to oznacza dla Kasprowego Wierchu? P.S.: To niedobrze, że idzie się w kierunku rozwiązania, które na kolei linowej działającej w parku narodowym będzie wywierało większy nacisk dotyczący wypracowywania zysków. Przecież jeśli prywatny podmiot kupi tę spółkę, to po to, żeby mieć jak największe zyski, a nie po to, żeby działać misyjnie. Tatry to narodowe dobro przyrodnicze. I trzeba o nie dbać jak o dobra kultury, tak jak o Wawel. A nie komercjalizować, mając tylko na uwadze zysk finansowy. Może więc, jeśli już PKP koniecznie chce pozbyć się kolei na Kasprowy, lepszym rozwiązaniem byłoby utworzenie spółki gminnej, która przejęłaby ten majątek i należycie dbała o produkt turystyczny na Podhalu, z uwzględnieniem praw ochrony przyrody. Bo właściciel, który nie będzie związany z Zakopanem, ani może nawet z Polską, nie będzie miał tego wyczulenia na przykład na los kozic. S.S.: Choć rozpoczął się już proces sprzedaży kolejki na Kasprowy, to nikt nie pytał nas o opinię w tej sprawie. A przecież my będziemy musieli współdziałać z właścicielem. Powinno się tym zainteresować Ministerstwo Środowiska, a także sejmowa komisja środowiska. Przecież nie wszystko musi być na sprzedaż. Przedwojennym budowniczym kolejki pewnie przez myśl nie przeszło, że kiedyś polski rząd będzie ją chciał sprzedać. TPN w sprawie sprzedaży kolejki na Kasprowy nie ma nic do powiedzenia? P.S.: Ktoś, kto kupi kolejkę na Kasprowy, musi zadawać sobie sprawę, że TPN nie traci tam wpływów. Nadal będziemy stosować twarde regulacje, które będą przeciwdziałały negatywnemu oddziaływaniu na przyrodę, na unijny obszar chroniony Natura 2000. Mam nadzieję, że potencjalni inwestorzy zdają sobie sprawę z wynikających z tego ograniczeń. Poza tym TPN, w imieniu skarbu państwa, jest współwłaścicielem terenu kopuły Kasprowego Wierchu. Górna stacja kolejki nie znajduje się na terenie PKL, tak samo ostatnia podpora. PKL ma nieograniczone prawa własnościowe do dolnej stacji w Kuźnicach i pośredniej stacji na Myślenickich Turniach, ale już na Kasprowym Wierchu nie ma takich praw. W ten sposób TPN ma rodzaj pakietu kontrolnego nad PKL. Dobrze byłoby, by przyszły inwestor zdawał sobie z tego sprawę i nie myślał, że będzie miał tu pełną swobodę gospodarczą. Niestety, nas na razie nikt oficjalnie nie informuje o procesie prywatyzacyjnym PKL, informacje na ten temat do tej pory mamy z „Gazety Wyborczej”. Mówienie o możliwości zrobienia dużego, porównywalnego z Alpami ośrodka w rejonie Kasprowego jest oszukiwaniem ludzi. Obszar wysokogórski w Polsce stanowi zaledwie 0,03 proc. powierzchni kraju. Tak jak Austria czy Szwajcaria nie mogą mieć pretensji, by być mocarstwami morskimi, bo nie mają dostępu do morza, tak my nie możemy być mocarstwem górskim o charakterze alpejskim. Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków
    3 punkty
  5. Relacja była w programie "Tydzień na maksa" o 15.05 Tydzień na maksa możesz oglądać także... * 18:30 Śro 2 Mar, nSport Tydzień na maksa * 21:30 Śro 2 Mar, nSport Tydzień na maksa * 16:05 Czw 3 Mar, nSport Tydzień na maksa * 12:05 Pią 4 Mar, nSport Tydzień na maksa * 17:05 Pią 4 Mar, nSport Tydzień na maksa może będzie to samo gratulacje dla wszystkich uczestników z grona forumowiczów:D
    3 punkty
  6. Ehhh, fajna sprawa Najlepszego ujeżdżania Panowie, Najlepszego. Oby starczyło "wszystkiego".
    2 punkty
  7. No no kolega łatwy nie jest Najpierw kino, kolacja i spacer Zazdroszczę, zazdroszczę i dużo przyjemności życzę. Bawcie się dobrze chłopaki i testujcie cało i zdrowo
    2 punkty
  8. Wprawdzie dopiero byłem w nich raz ,ale za to w najwyższej ich części. Życzę Johnemu i wszystkim narciarzom w Polsce przynajmniej tygodniowego nartowania co sezon w Alpach.Po takim wyjeździe można nabrać wyobrażenia o właściwych proporcjach i ,,zejść z chmur na ziemię''. Kasprowy Wierch fajna górka z fajną kolejką i kilkoma trasami typu alpejskiego. KILKOMA!!! Jak będę lepiej jeździł (za 5-7 lat) chce tam raz zjechać żeby zaliczyć Kasprowy. Na jubileusz 75-lecia kolejki się nie wybieram. Co by było jakby 20 czy 30 procent narciarzy polskich się tam zjawiło w jednym czasie:mad: ,, Mówienie o możliwości zrobienia dużego, porównywalnego z Alpami ośrodka w rejonie Kasprowego jest oszukiwaniem ludzi. Obszar wysokogórski w Polsce stanowi zaledwie 0,03 proc. powierzchni kraju. Tak jak Austria czy Szwajcaria nie mogą mieć pretensji, by być mocarstwami morskimi, bo nie mają dostępu do morza, tak my nie możemy być mocarstwem górskim o charakterze alpejskim.''
    2 punkty
  9. Szczyrk Czyrna SoliskoWarunki rewelacja, trochę lodu na Bieńkuli, pogoda boska. Dziś ośrodek był podzielony jakby na dwie części bo cały dzień nie chodził wyciąg z Soliska na Suche, można było więc wybrać wariant Bieńkula, Hala Skrzyczeńska, Małe Skrzyczne lub Golgota i Juliany. Ja wybrałem ten pierwszy:)Więcej zdjęć http://www.skionline.pl/forum/album.php?albumid=223Pozdrawiam
    2 punkty
  10. Chłopaki życze wam pięknej pogody i udanych testów co do Ciężkiej pracy to jest racja nie ma opierdallllllllllllllllll
    2 punkty
  11. To dorzucę jeszcze zdjęcie paździerzowego tunelu łączącego górą trasy w Lubomierzu. Ten tunel był prawdopodobnie inspiracją pomysłu tunelu na Kasprowym tyle, że ten na Kasprowym będzie lepszy, myślę, że optymalny byłby z pleksiglasu - dałoby sie używać a do tego nie szpecił by krajobrazu i jest to kompromisowy pomysł na zgodę lobby narciarskiego i przyrodniczego:D Ale na razie mamy tunel jaki mamy niemniej jest to nasz tunel - na miarę naszych możliwości
    2 punkty
  12. Cześć,parę fotek z sobotniego pobytu na Chopoku, pogoda dopisała:D:D:D https://picasaweb.google.com/101724630203270906131/Chopok?feat=directlink
    2 punkty
  13. Hej, szykuję tegoroczny wyjazd na narty. Zastanawiam się czy nie macie jakiś wypróbowanych miejsc, gdzie jest dość tanio (tak w miarę na studencki budżet) i "bezludnie", tzn. nie trzeba czekać w kolejkach po kilkadziesiąt minut. Wiem, że wymagania stawiam duże, ale na własnej skórze przekonałam się, że takie miejsca można wynaleźć. Dwa lata temu byłam w Bansku w Pirinie. Super stoki, 75 km tras narciarskich i naprawdę fajna jazda (w dosłownym tego słowa znaczeniu, a nie czekanie w kolejkach!), 14 wyciągów. Polecam, bo trasy są ciekawe i jest tam tani nocleg (zainteresowanym mogę podesłać namiary). poza tym jest świetne miejsce, gdzie można zrelaksować się w kąpieliskach termalnych, też w przyzwoitej cenie... Natomiast rok temu byłam na Ukrainie, na Bukovelu. Też fajnie, 50 km tras, naśnieżane i ratrakowane, ale przede wszystkim TANIO, jedzenie, spanie, no i wódka, jak to na Ukrainie Przede wszystkim klimat fajny, tych chat huculskich i połonin, babuszek sprzedających miejscowe specjały. Super. Zatem, jeżeli macie jakieś pomysły na tego typu "nartowanie", to z góry dzięki za odpowiedź.
    1 punkt
  14. Dziękuję za życzenia. Dla sprostowania tylko dodam,że ja nie liczę na zrobienie z Kasprowego wielkiej stacji narciarskiej na wzór alpejski,jedynie chciałbym żeby właściwie zagospodarować to co jest,czyli: -modernizację kolei na Goryczkowej -sensownego połączenia kotłów -sztuczne naśnieżanie Na więcej nie liczę,choć jeszcze pewnie przynajmniej jakąś jedną może dwie trasy można by wytyczyć.
    1 punkt
  15. Byłem dzisiaj od 15 stok twardy, równy jazda super zero muld ludzi mało (jedna drużyna wojaków trenowała przed jutrzejszymi zawodami) orczyk szybki ale chyba już czas na zmianę.Rozmawiałe z goście obsługującym orczyk mówił że w tym roku zmienił się właściciel ma jakieś nowe pomysły(może krzesło przedłużenie trasy ale nie jest to proste od góry park albo w dół do parkingu).W pierwszej kolejnosci to mogliby zrobić jakieś normalne dojscie do stoku z parkingu bo jest tragedia, wąsko stromo i wszedzie oblodzone w nocy nic nie widać zero oświetlenia, zaliczyłem takie orła że myślałem ze mi żebra pękły.
    1 punkt
  16. witam. Byłam , jeździłam i żyje. strach ma wielkie oczy. Przy pierwszym zjeździe wróciłam na troszkę do "pługa", ale potem z kazdym zjazdem było coraz lepiej i nawet mi się chyba spodobały te narty. Miałam wrażenie, że na zmrozonym sniegu były stabilniejsze niz miękkie damskie carvingi. Pozdrawiam wszystkich ,którzy trzymali za mnie kciuki.
    1 punkt
  17. ----------------------------------------------------
    1 punkt
  18. A Atomic na zaszczytnym, drugim miejscu:)
    1 punkt
  19. U mnie mała zmiana slalomek na model (chyba) 2011/2012. Nie wiem dokładnie co to za rocznik, ale różnią się kolorem. Zamiast białego jest pomarańczowy, a zamiast czarnego biały. Są to narty potestowe używane 2 razy - jeszcze nie jestem pewien czy to na pewno nie jest 2010/2011, bo dostanę je jutro P.S. - Narty komórkowe to robione specjalnie pod zawodnika, a nie pierwsze lepsze z napisem FIS Approved. To są narty zawodnicze. Komórkowe można rozpoznać po tym, że mają dużo wyższą ściankę boczną w okolicach płyty/ wiązania
    1 punkt
  20. Dorzucam jeszcze link w miarę świeży, w temacie stacji narciarskich w Gorcach i Beskidzie Wyspowym. http://www.skionline.pl/stacje/?co=newsy&id_txt=4162
    1 punkt
  21. Szukając dziś info o tym czy ma kontuzję czy nie zajrzałam na jej stronkę i przyznam, że kawał foczki z Niej :eek: 170 cm wzrostu i 81 kilo ...powiem tylko, że jest o 5 cm wyższa ode mnie...:D:D
    1 punkt
  22. POZORNIE jada podobnie. ale dzieli ich jakies 10 lat SOLIDNEGO TRENINGU W ROZNYCH WARUNKACH - a moze wiecej ja dodam od siebie ,że żeby tak zjechać , pozornie lekko ,łatwo i przyjemnie:) , trzeba mieć bardzo dobrze wyćwiczoną koordynację ruchową , no i baaaardzo mocne nogi . O technice to chyba nie ma już co wspominać mało kto potrafi tak fajnie jeździć , więc Paaatyyyk długa droga przed Tobą , ale jak osiągniesz ten poziom , to czapki z głów:)
    1 punkt
  23. jak chciałes na siebie zwrócić uwagę to ci się udało:confused: Ale po co z siebie robić buraka:confused: A chłopakom zazdroszczę Powodzenia.
    1 punkt
  24. Dostałem, Do zo! I życzę powodzenia!
    1 punkt
  25. http://www.fansport.gliwice.pl/index.php?go=komis Sklep Fan sport przenieśli na powstańców na młyńskiej jest serwis. Jezeli nie masz zacięcia sportowego to może daruj sobie narty z grupy race. Szukaj allmountain / cross, takie narty będą bardziej wszechstronne. Rossi zenith, atomic metron, salomon cross. Na giełdę możesz skoczyć ale nie wiem czy kupowanie na giełdzie to dobra decyzja.
    1 punkt
  26. 5 mln to dodatkowe kapitały własne. Nikt, kto profesjonalnie zajmuje się inwestycjami nie wykłada 100% kapitałów własnych w inwestycje. Ponieważ wbrew pozorom kapitały własne są zawsze najdroższe. Każda prawie inwestycja jest finansowana z kredytów bankowych. Więc do tych 5 możesz dodać 10 do kilkunastu milionów.
    1 punkt
  27. Tak to miało wyglądać z tym lepieniem do butów tylko na miejscu okazało się że biegliśmy prawie po śnieżnym betonie wiec z butów zrobiły się nam łyżwy. :eek: Jakby to był puch to owszem na otrzepywaniu butów trochę sekund by uciekło ale to odczuli by ci z pierwszych grup, bo potem i tak już dla innych byłby ubity beton. pozdrawiam ps. Rossi my tu gadamy na poziomie amatorszczyzny więc te zadziory dla nas poza wizualnym nie mają znaczenia, może na poziomie zawodniczym by miały, tyle że zawodnicy dostają nówki narty zrobione dla nich i pewnie nie wiedzą co to rysa na narcie i takimi pierdołami nie zawracają sobie głowy
    1 punkt
  28. KALIBER 44:) Powstał w 1994 roku w Katowicach. Skład: Mag Magik, niestety juz Ś.P. Piotr Łuszcz oraz kolega z z ławki AbradAb i jego straszy brat Joka poźniej dołączyli DJ Feel-X i DJ Bart. Na początku w zespole był również Jajonasz. Pierwszy album ukazał się w listopadzie 1996 roku. Była to jedyna płyta hiphopowa wydana w tym roku w Polsce i w krótkim czasie sprzedała się w prawie 100000 egzemplarzy.:eek: Sami wykonawcy nazywali swój styl również mianem „Magia i Miecz”..... to taki flesz o Kaliber 44 i kawałek tekstu wyciety kawałek:) ".........Oto ma wycieczka Gdzie wypełnia się karteczka Jestem za, w dniu narodzin człowieczka Według Johna Locke'a, znów pryska powłoka A na miejscu wesołego miasteczka Stoją otworem podwoje Gdzie pytajników roje Troje przekroje Ich badam Nieujarzmioną mocą, poznania władam Eureka! Unosi się kolejna powieka Co ciąży - to krąży C.Z.K. Bo za późno zobaczy to co widzę ja Oto ma wycieczka, do końcóweczki kawałeczka O miejscu którę będzie Mekką Cztery - cztery kolebką To nie bajeczka Bowiem istnieje kraina Gdzie wszystko jest NAJ Więc zaczynaj............"
    1 punkt
  29. Promocje na stokach Marzec rozpoczął się wymarzonymi warunkami do jazdy na nartach w Górach Świętokrzyskich. Do tego jest piękna pogoda. A właściciele części ośrodków wprowadzili atrakcyjne promocje. W Krajnie za karnet zapłacimy bez zmian, 30 złotych, ale w dostaniemy więcej, 12 wjazdów a nie 10 jak było w sezonie. - Warunki są wyśmienite, stok jest bardzo dobrze przygotowany, pogoda jest piękna, w czasie jazdy można się opalać w promieniach marcowego słońca – mówi Sebastian Dańda właściciel ośrodka „Sabat” położonego najwyżej w Górach Świętokrzyskich. W Niestachowie warunki do jazdy są także wymarzone. W marcu można za darmo korzystać z przedszkola narciarskiego, a na czwartek przygotowano dodatkową atrakcję. – 300 pierwszych narciarzy będziemy częstować pączkami – informuje Agnieszka Dyk, współwłaścicielka Ośrodka Narciarskiego w Niestachowie. W Tumlinie właściciel obniżył ceny biletów na wyciąg już w ubiegłym tygodniu. Jeden wjazd kosztuje 2,4 zł, a karnet dzienny 45 zł. Tutaj warunki są również bardzo dobre. Biała pokrywa ma 80 centymetrów grubości. Z wyśmienitych warunków można korzystać także w Bałtowie, gdzie leży od 70 centymetrów śniegu na oślej łączce i 130 centymetrów na pozostałych dwóch trasach. W Kielcach na Telegrafie biała pokrywa ma 100 centymetrów grubości, a na Stadionie 70 centymetrów. Źródło: Echo Dnia
    1 punkt
  30. Koniec lutego i początek marca to dobry czas dla większości ośrodków narciarskich Europy. Przynajmniej jeśli chodzi o opady śniegu, bo tego w ostatnich dniach przybyło i - jak zapowiadają meteorolodzy - jeszcze przybędzie. Udany koniec tygodnia i początek nowego zanotowały także kurorty narciarskie w Szwajcarii. Tylko w poniedziałek w Crans Montanie, Engelbergu i Laax spadło 30 cm świeżego puchu. Jeszcze lepszym wynikiem może pochwalić się Murren - w niedzielę spadło tam 40 cm śniegu. Europejski śniegowy rekord tygodnia ustanowiła Madonna di Campiglio. W tym włoskim ośrodku w poniedziałek spadło ponad 51 cm śniegu. O 20 cm mniej zanotowało Passo Tonale, a w Cavalesem, Arabbie i Canazei w ostatni dzień lutego przybyło 20 cm śniegu. Warunki poprawiły się w także na terenie Austrii. Tutaj dośnieżyło prawie we wszystkich ośrodkach narciarskich. Opady nie były duże - w większości kurortów wyniosły od 5 do 10 cm. Najlepiej ''dosypało'' w niedzielę w Pitztalu (31 cm) i Neustift (30 cm). W najbliższych dniach zarówno we Francji, jak i Szwajcarii, Włoszech oraz Austrii opady śniegu będą już zdecydowanie mniejsze - wyniosą maksymalnie do 5 cm na dzień. Będzie za to bardzo słonecznie. Źródło: http://narty.sport.pl/narty
    1 punkt
  31. @turbo: pisałem do stosport, kazali czekać na stosowne nfo, bo dopiero od niedawna mają płyty w sprzedaży. Co do wiązań to napiszę. @Jan Kowal: nie tyle, że wyrwę śruby, ale vist solidniejszy się wydaje, a na eksperymenty z płytami nie mam $$
    1 punkt
  32. Paaatyyyk-u Jakbyś się wybierał do Zieleńca - okolic i miał ochotę to daj znać. Może coś "wymyślimy" na ten skręt cięty Pozdrawiam
    1 punkt
  33. Jedziesz techniką sladowo-zeslizgową (klasyczną). Tak to jest metoda dochodzenia do jazdy na krawedziach. Jedz tak jak zrozumiałeś, jedz na dolnej. Masz miec równowagę chwiejną a nie taką jakbyś jechał na sankach. Przekonasz sie jaka jest duza róznica.
    1 punkt
  34. także nigdy przez Czehy, natomiast na wschodniej obwodnicy Monachium między 7 a 14 bywa dosyć spory korek który może ciągnąć się w kierunku Salzburga aż po Rosenheim, dlatego zazwyczaj nie jadę autostradą tylko przez miasto- kierując się na drogę landową nr. 13 w stronę jeziora Tegernsee albo Bad Tölz i dalej do Austrii - Achenkirch - Jenbach i już jesteś u wylotu Zillertalu bez konieczności kupowania austriackiej minetki
    1 punkt
  35. Prawie na każdych nartach można pojechać krótkim skrętem i wiąże się to przeważnie z jakimiś warunkami jak i umiejętnościami jadącego przedewszystkim, na jednych łatwiej, na innych trudniej, czasem więcej siły, czasem mniej itd. Promień to tylko geometria i czasami jego odczyt niewiele znaczy, niektóre narty z dużym promieniem pięknie sie prowadzą krótkim skrętem a czasem z małym promieniem dobrze ciągną długi skręt a w krótkim są takie sobie. Progressor 8 pojedzie krótkim skrętem ale przy wiekszej predkości ma tendencję do układania sie w lini spadku stoku, traci wtedy stabilnośc i pewnosć - taka jazda by tego uniknąć wymaga sporo umiejętności i siły, szybko doszedłem do wniosku, że męczyć te narty w krótkim to strata sił i czasu.. Jak dla mnie w średnim super, w krótkim tak sobie - a dwóch radiusów "za Chiny" nie wyczułem - jak i wielu innych rzeczy, które rózni producenci podają by zachęciś klienta . A co do inicjacji skrętu - jest ok ale podobnie jak w wielu innych nartach bez dualradiusa, wszystko zależy do czego porównać, zresztą te roznice ciężko wyczuć i ja ich często nie wyłapuję jakoś wyraźnie. Żebym nie był źlle zrozumiany - to bardzo fajne narty są a moja uwaga tyczy się tylko danych podawanych i możliwości tego sprzętu.
    1 punkt
  36. Na Sznycelhoje jest akurat dosyć fajnie, miło wspominam ta górkę, jest kilka ciekawych tras. Wpisałem sie w stereotyp bo był to mój pierwszy wyjazd w Alpy i ciekawi mnie jakbym dziś zweryfikował Sznycla i jazdę tam. Miłego testowania życzę
    1 punkt
  37. Gratuluje i zazdroszczę
    1 punkt
  38. Warto zobaczyć jak "mocarstwo" przygotowuje się do Igrzysk Olimpijskich!! http://kraspol.ru/
    1 punkt
  39. Oj , bardzo spóźniona relacja. Niestety zaraz po powrocie zaczęła się szkoła – małe urwanie głowy. A teraz siedzę w domu od tygodnia , niestety grypa złapała krążą pogłoski o AH1N1 no niestety. Ale to nie o tym miałem zamiar pisać. Od sierpnia zeszłego roku , zamówiony już był po raz kolejny pokoik w hoteliku w Stefansdorfie (1km od dolnej stacji Reischach). W czasie przygotowań do wyjazdu , zakupiłem także nowe narty : ) Progressory 9 , które bardzo sobie chwalę. Termin wyjazdu to 22-29.01. Wyjazd około 3 w nocy. Droga bardzo przyjemna , Czechy (na szczęście) udało się szybko przejechać : D . Standardowo przynajmniej dla mnie droga w kierunku na Mikulov , Wiedeń , Graz , Klagenfurt , Lienz , Sillian no i Kronplatz. Śniadanio-obiad planowaliśmy zjeść na „Packu” 30km za Grazem. Było to spowodowane tym , że we Włoszech panuje popołudniu „Siesta” a coś ciepłego warto przed kolacją zjeść : ). Droga szybko mijała , aż tu w Sillian złapaliśmy mandat. O 11km/h przekroczona prędkość – 25 ojro. Dotarliśmy na miejsce po 14 , mając jeszcze 5 godzin wolnego do obiadokolacji kupiliśmy karnet 6-dniowy Dolomiti Superski. Nasz plan miał wyglądać tak 1 Dzień – Kronplatz 2 Dzień – Sellaronda 3 Dzień – Alta Badia 4 Dzień – Kronplatz 5 Dzień – Alta Badia 6 Dzień – Kronplatz Pogoda zapowiadała się ładna i taka też była 6 dni Słoneczka , raz tylko albo dwa rano było pochmurnie. Cały tydzień trzymał mrozik w pierwszych dniach nawet większy bo ok. -10!!!. Przy dużej wilgotności palce zaczęły niemiłosiernie boleć , wiec powoli zastanawiam się nad nowymi rękawicami, ale trzeba zacząć zbierać fundusze. W ciągu tych 6 dni przy rodzinnej jeździe zrobiliśmy ok. 290-300km. Myślę , że gdyby nie czas na dojazd do Corvary czy La Villi , spokojnie można byłoby tą ilość poprawić. Ale ja jeżdżę dla przyjemności , nie na rekordy : ) Więc pierwszy dzień to Kronplatz. Trzeba było odwiedzić stare śmieci : ) m.in. dwie czarne w kierunku na Bruneck. Oczywiście z rana , po południe dosłownie bałbym się tam jeździć w tych tłumach . Trasy bardzo dobrze przygotowane , było twardo i często musiałem docisnąć nartę. Ale nie sprawiało to żadnego problemu przy tak pięknej pogodzie. Później zdecydowaliśmy , że wybierzemy się w kierunku San Vigil. Wjazd Piz De Plaies. Kilka zjazdów i zdecydowaliśmy , że wrócimy na „pączek” tam już do popołudnia męczyliśmy śnieg na mojej ulubionej trasie „Sonne” z nr. 10. Dzień minął bardzo szybko i aż szkoda było wracać. Nie mogłem się także doczekać kolejnego dnia. Wyjechaliśmy ok. 8:40 w kierunku Corvary. Auto tak jak chcieliśmy zaparkowaliśmy przy wyciągu Sodlissa. Bardzo polecam ten parking , bardzo mało używany. Ubieramy narty i zjeżdżamy prosto pod krzesełka. Gdy wracamy z nart , jedziemy wyra traktowaną ścieżką wzdłuż kilku drzewek i jesteśmy przy naszym aucie. Ruszyliśmy w Sellarondę , która bardzo lubię z racji tego , że nie często mogę widzieć tyle widoków. Udało mi się zaliczyć Saslonga , na którego tak bardzo czekałem. Po przejechaniu całej , zostały nam dwie godzinki. Więc zaczęliśmy męczy trasy w Colfosco. Bardzo przypadła mi do gustu czerwona z krzesełek. Kompletny brak ludzi na wyciągu jak i na trasie. A trasa sama w sobie piękna i świetnie przygotowana jakby dopiero był ranek a nie godzina 15. Wymęczeni , ruszyliśmy w kierunku domu. Na 3 dzień była zaplanowana Alta Badia , więc tam też się wybraliśmy. Auto zostawione w Pedraces. Ruszyliśmy pod krzesełka , wjazd , zjazd , wjazd , zjazd. I już jesteśmy pod Piz La Ila , gdzie pokazała się kolejka , nie duża bo maksymalnie 5-7minut stania , ale dla mnie to był szok bo nigdy nie widziałem tam kolejki , a byłem w różnych terminach. Po zjechaniu treningowej trasy puchary świata Bamby (16b) zdecydowaliśmy się na Gran Risę. Oczekiwałem czegoś więcej od tej trasy. Była owszem strona , ciekawa i wymagała umiejętności. Ale całą przyjemność z jazdy zabrała mi ogromna ilość ludzi na tej trasie , gdzie niestety większość była początkująca. Bardzo lubię Alta Badię chyba nawet bardziej niż Kronplatz : ) z racji ogromnej ilości tras połączonych ze sobą , pięknych widoków i co najważniejsze bardzo małej ilości gondolek ( w tym dniu zaliczyłem tylko dwie) , co bardzo mnie cieszy bo nie lubię często ściągać nart. Pod koniec dnia , zjechaliśmy widokową trasą do La Villi przy dolnej stacji wyciągu Bamby. Potem tylko wjechać na przeciwległy szczyt i zjechać pod parking no i do domu. Czwarty dzień to spokojna jazda na Kronplatzu zwiedziliśmy Olang gdzie nie jeździłem już bardzo dawno. Dłuższą część dnia spędziliśmy też na Trasach z nr. 2/3 . Niestety bardzo mocno wiało w ten dzień i wymarzliśmy , ale coś za coś. Świeciło bardzo piękne słońce i kolejny dzień mogliśmy zaliczyć do udanych. Piąty dzień , już niestety ostatni to było rzucenie się w kierunku na Arabbę. Auto tak jak ostatnio zostawione w Pedraces. Początek taki sam. Już na stokach udaliśmy się w kierunku na Pralongię 2 , z której zjechaliśmy wzdłuż talerzyka do wyciągu , który kiedyś nazywał się Masarei teraz chyba tak samo , gdzie spędziliśmy praktycznie cały dzień. Nowa 6-osobowa kanapa , wywiozła nas na górkę nieco wyżej niż Pralongia 2 i mieliśmy okazję zjeżdżać bardzo długo i słoneczną trasą „Sole” zaliczyliśmy tam chyba 6-7 zjazdów. W tym chyba 2 bez przystanku. Trasa długa bo ponad 2,5km , a jednak kondycja dała radę chociaż rodzina nie ma zbyt wiele czasu na sport poza nartami. Przy okazji trenowało na tej trasie wojsko : ) z panem instruktorem. Później wjazd na Vizza , Cherz , tam kilka zjazdów no i czas nieubłaganie mijał a przed nami jeszcze troszkę km zostało by dotrzeć na parking. Więc zaczęliśmy wracać. Okazało się , że zjechaliśmy do Pedraces , w momencie gdy już tamten wyciąg był wyłączony (uff pomyślałem : D) . Z wypiekami na twarzy po raz kolejny udaliśmy się w kierunku domu. Ostatni dzień to spokojna już jazda Pojechaliśmy trasami pod wyciąg Alpen , który był zaniedbywany przez dłuższy okres. Potem kilka zjazdów Marchnerem , koniec dnia na Sonne. Nikt nie chciał się połamać na koniec : ) W sobotę wczesnym rankiem wyjechaliśmy. Było dosyć ciemno , po przekroczeniu granicy już w Sillian zaczęło się rozjaśniać. Znowu lekkie śniadanko na Packu : ) tym razem bardzo dobra jajecznica za bodajże 5 euro. I duża! Co najważniejsze. Przyjemnie się jechało , do momentu dojeżdżania pod Wiedeń. Gdzie jak się okazało zrobił się korek przez wypadek. Czarny myśli już miałem w głowie. Radio austriackie podało , że nie wiadomo kiedy służbom uda się usunąć samochód. Jak się okazało staliśmy 20min tylko. Jakaś skoda wjechała w barierkę. Dla mnie to było nieco dziwne bo jak auto , które było na poboczu mogło zakorkować 3 pasy na autobahnie ?! Po minięciu Wiednia , stanęliśmy przy Mcdonaldzie już na drodze prowadzącej do Mikulova. 60-70% samochodów to byli właśnie Polacy : ) . Okazało się , że darmowe wifi nie działa , przynajmniej McChicken smakował jak zawsze . Największą niespodzianką okazało się to , że pierwszy raz w życiu gdy jadę na narty udało nam się minąć Czechy gdy na dworze było jeszcze jasno. Zawsze słońce zachodziło już w Mikulovie a tym razem jak się okazało później było to dopiero 10km przed Cieszynem.Niestety za Brnem pokazały się bardzo mocne mgły i była to jazda w okropnym mleku. Później już spokojna droga do Bytomia. Po raz kolejny mogę polecić Kronplatz wszystkim rodzinom z dziećmi , chociaż wrażeń dla nie-rodzin też tu nie brakuje . Warto wybrać się oczywiście w pobliską Alta Badię lub Val Gardenę. A już za niecałe 13 dni znowu wybieram się w ten region. Tym razem już 9 raz. // zdjęcia utknęły w galerii jak już będą dostępne podam linki
    1 punkt
  40. pozwolilem sobie odgrzac ten fragment duzo tu na temat technicznej odziezy itp itd a najwazniejszymi rzeczami we freerid'zie to 1/ wiedza (w tym specjalistyczna - lawiny) i zdrowy rozsadek 2/ dobre umiejetnosci w roznorakich warunkach (powiedzial bym co najmniej 7-8 na 10) a nie "wskazane,zeby stosowal naprzemiennie techniki) 3/ towarzystwo co najmniej podobnie jezzacego i posiadajacego taka sama wiedze kolegi/kolezanki 4/ trojca :lopata, tarnsceiver, sonda 5/ odziez i sprzet narciarski wg osobistego uznania (sprawy oczywiste jak odziez techniczna - n ie komentuje) 5/ wyposazenie dodatkowe ( jak koc termiczny, woda, kalorie , czolowka itp) w zaleznosci od zakresu freeride'u
    1 punkt
  41. Narty po turecku Szukając odmiany od alpejskich kurortów, warto spróbować śnieżnego szaleństwa w kraju nad Bosforem. To idealne połączenie wygody i egzotyki, na dodatek niedrogie. Spędzanie każdej zimy w Alpach może stać się nudne. Z drugiej strony jednak niewiele jest na świecie miejsc (poza Kanadą, Stanami Zjednoczonymi i niektórymi zakątkami Australii), gdzie są podgrzewane krzesełka, doskonale utrzymane stoki i gęsta sieć nartostrad. Czy zatem warto ryzykować dla nowych doznań? Wybieram Turcję. Jest jeszcze wprawdzie Uzbekistan, Antarktyda i Kaszmir, ale kraj nad Bosforem stanowi idealny kompromis: nowoczesny, przygotowany na turystów, tani i łatwo dostępny. I co najważniejsze – nie leży w Alpach. Szukając odmiany od alpejskich kurortów, warto spróbować śnieżnego szaleństwa w kraju nad Bosforem. To idealne połączenie wygody i egzotyki, na dodatek niedrogie. Spędzanie każdej zimy w Alpach może stać się nudne. Z drugiej strony jednak niewiele jest na świecie miejsc (poza Kanadą, Stanami Zjednoczonymi i niektórymi zakątkami Australii), gdzie są podgrzewane krzesełka, doskonale utrzymane stoki i gęsta sieć nartostrad. Czy zatem warto ryzykować dla nowych doznań? Wybieram Turcję. Jest jeszcze wprawdzie Uzbekistan, Antarktyda i Kaszmir, ale kraj nad Bosforem stanowi idealny kompromis: nowoczesny, przygotowany na turystów, tani i łatwo dostępny. I co najważniejsze – nie leży w Alpach. Ferie w Alpach Kwatery w Alpach Mając do wyboru kilka regionów narciarskich i tylko jeden tydzień urlopu, decyduję się na dwie interesujące, choć zupełnie różne oferty: Palandoken daleko na wschodzie, w najodleglejszym zakątku Anatolii oraz Uludag niedaleko Stambułu. Być w mieście dwóch kontynentów i nie zobaczyć jego wspaniałych zabytków byłoby grzechem. Dlatego zatrzymujemy się na jedną noc w modnej dzielnicy Beyoglu. Gwałtowna śnieżyca sprawia, że przejście przez most Galata, przecinający cieśninę Złoty Róg, przypomina wyprawę na biegun północny: powłóczymy nogami ze spuszczonymi głowami, wmawiając sobie, że za chwilę będzie po wszystkim. Widok Błękitnego Meczetu w śnieżnej scenerii zapiera dech w piersiach. Słabe światło słoneczne dodaje kopułom i minaretom rudawo-złotego blasku. W tej scenerii zwiedzanie Stambułu zimą zaczyna nabierać sensu. Wieczorem idziemy do jednego z najmodniejszych barów w dzielnicy. Wewnątrz jest pusto. Pytam barmana, czy o tej porze roku jest to normalne. – Nie, ale teraz mamy najmroźniejszą zimę od dwudziestu lat – wyjaśnia. Czego więcej może chcieć narciarz? Dwugodzinny lot na wschód samolotem, w którym nie widać ani Brytyjczyków, ani innych narciarzy, jest dla mnie nowym doświadczeniem. Nie mniej zdziwiony jest taksówkarz wiozący nas do hotelu, gdy się dowiaduje, że jesteśmy Anglikami, którzy przyjechali tu na narty. Wschodnia Anatolia wygląda jak Syberia: bezkres bieli ciągnący się we wszystkich kierunkach. Jeśli istnieje droga prowadząca do miasta, to jest ona niewidoczna i całkiem pusta. Jedziemy wzdłuż budynków przypominających ponure sowieckie bloki mieszkalne. Mijamy billboardy i wielki złoty pomnik Kemala Ataturka. Stojąca kawałek dalej rzeźba narciarza jest jedynym śladem wskazującym, że gdzieś w okolicy może znajdować się zimowy kurort. Palandoken, teren narciarski w pobliżu miasta Erzurum, leży na wysokości 3125 m. Są tu najdłuższe i najbardziej strome trasy w całej Turcji. Sezon trwa od października do maja. Baza składa się z kilku hoteli, kolei gondolowej i wyciągu krzesełkowego. Narciarze mają do dyspozycji 22 trasy. Wkrótce mają powstać kolejne. Erzurum szykuje się bowiem do zimowej uniwersjady w 2011 roku. W kurorcie wypoczywają zwykle goście z Turcji, Rosji, Ukrainy i Iranu, jednak miejscowi oficjele mają nadzieję, że przyszłoroczne zawody przyciągną także większą liczbę turystów z Europy. Ruszamy na stoki – niemal puste i nierozjeżdżone, choć jest druga po południu. Jadąc w dół, znajduję poza wyznaczonym szlakiem strome zbocze ze świeżym puchem. Postanawiam wjechać jeszcze raz kolejką, żeby zacząć z wyższego miejsca. Przechodzę pod taśmą ochronną. Nagle słyszę krzyk porządkowego: – Hej! Problem! Problem. Stok wydaje się bezpieczny i idealny do jazdy, więc zaczynam negocjacje: – No problem! No problem! – oponuję, ale mój rozmówca nie ustępuje. A ponieważ ma prawo odebrać mi karnet, daję za wygraną i wracam na legalną trasę. Zjeżdżam kawałek i spoglądam za siebie. Widząc mnie, porządkowy tylko wzrusza ramionami – najwyraźniej w tym miejscu (niemal identycznym), już nie ma "problemu". Dla takiego puchu, wciąż świeżego pod koniec dnia, warto było chwilę poszarpać się z biurokracją. Ostatni zjazd. W pewnym momencie widzę, jak kilka psów terroryzuje szczekaniem młodego narciarza. Inni podjeżdżają i zaczynają okładać zwierzęta kijkami. Psy uciekają. Schodzimy ze stoku i kierujemy się tradycyjnie do najbliższego baru. W każdym alpejskim kurorcie byłby to czas zabawy przy kieliszku Jägermeistera. Tu jednak tylko kilka rodzin rozmawia cicho, pijąc gorącą czekoladę. To i tak radosna scenka w porównaniu z atmosferą, jaka czeka na mnie w hotelu: przywiędła kapusta, łosoś, zupa i deser w pustej, cichej sali. Okazuje się, że znalezienie jakiejkolwiek wieczornej rozrywki to w tym mieście spory "problem". Musimy się zadowolić nieco dziwnymi masażami i oglądaniem starego, czarno-białego programu w telewizji azerbejdżańskiej. Ale w końcu nikt nie obiecywał ubawu po pachy. Erzurum oferuje więcej atrakcji w ciągu dnia. Miasto założone w czasach rzymskich leżało na Jedwabnym Szlaku. Można tu zobaczyć kilka interesujących meczetów i madras. Na szczególną uwagę zasługuje XIII-wieczna madrasa Cifte Minareli z niezwykłym dziedzińcem i malunkami na suficie. Wróciwszy do Stambułu, ładujemy bagaże na prom płynący przez Morze Marmara do cudownego osmańskiego miasta Bursa. Stąd jedziemy dwie godziny przez góry i las sosnowy w stronę drugiego z kurortów. Uludag w niczym nie przypomina Erzurum. Nie jest tak dziki ani odległy, i może być dodatkowym punktem programu dla każdego, kto odwiedza Stambuł zimą. Jest tu kilka luksusowych hoteli przyciągających zarówno bogatych mieszkańców tureckiej metropolii, jak również zagranicznych turystów, m.in. z Dubaju, Kuwejtu, Arabii Saudyjskiej czy Indii. Pierwszego ranka otwieram oczy, patrzę przez okno i wprost nie mogę uwierzyć w swoje szczęście: kilkadziesiąt centymetrów świeżego śniegu, doskonałe warunki. Pędzimy na stok tuż przy hotelu. Okazuje się jednak, że z powodu mgły wszystkie wyciągi stoją. – To po to, żeby nikt nie wpadł do jeziora – tłumaczy obsługa hotelu. Jeszcze bardziej frustrujący okazuje się tutejszy system opłat za wyciągi. Ponieważ każdy z nich należy do innej firmy, trzeba od razu kupić kilka karnetów. Na szczęście ta sytuacja ma się zmienić i od najbliższego sezonu dostępny będzie jeden karnet na wszystkie wyciągi. Nadmierną troskę gospodarzy i zamieszanie z karnetami rekompensują nam góry i dobre trasy (choć może nieco zbyt łatwe dla każdego, kto przekroczył średni poziom zaawansowania). Po jednym ze zjazdów odkrywamy wspaniały bar Kardanadam – elegancki lokal z paleniskami i wielkimi ekranami, na których pokazywany jest snowboard. Po drugiej stronie kurortu mogę wreszcie poszaleć między drzewami i skoczyć z dachu chatki stojącej tuż przy wyciągu orczykowym. Kolejne popołudnie spędzamy w Bursie. Zwiedzamy słynny jedwabny bazar, olbrzymi meczet i bary z najprawdziwszym kebabem. Niezapomnianych wrażeń dostarcza nam także luksusowa łaźnia hotelowa, gdzie namoczeni, wyszorowani i wymasowani, leżąc na gorącej marmurowej płycie w zaparowanym pomieszczeniu, słuchamy popisów wokalnych jednej z pracownic obsługi. Tureckie kurorty nie mogą się równać z alpejskimi pod względem narciarskim, ale jeśli mamy ochotę na odrobinę kulturowej egzotyki z elementami białego szaleństwa, to warto je odwiedzić. Zjeżdżając ostatniej nocy we mgle i ciemności, słyszałam nawoływania do modlitwy, odbijające się echem po zaśnieżonej okolicy. Pomyślałam wtedy, że czasem mała odmiana to wszystko, czego mi trzeba. Autor: Gemma Bowes Źródła: Guardian
    1 punkt
  42. Rzeczywiście Bansko jest rewelacyjne. Byłem z rodziną, mieszkaliśmy kilkanaście kilometrów od samego ośrodka, ale za to znacznie, znacznie taniej, bo przy samym ośrodku to drogo, same ekskluzywne i kosmicznie drogie hotele. Za to 20 min jazdy od stoku znaleźliśmy nocleg za 45 euro za 4 osoby, w naprawdę niezłym hostelu (mogę podesłać namiary, jesli ktoś byłby zainteresowany). Mimin, jezeli chodzi o tańsze wyjazdy doradzałbym Transylwanie. To jest ośrodki w Rumunii, np: Sinaia, Predeal, Poiana Brasov. Dosyć tanio, a ośrodki naprawdę w porządku. Góry rumuńskie piękne, stoki dobrze przygotowane. Zatem poszukaj czegoś o tych ośrodkach, mnie pozostaje tylko polecić, jeżeli wolisz takie bardziej lowcostowe wyjazdy.
    1 punkt
  43. Nie ma takich:p-"Na lodowcu Hintertux głębokość szczelin sięga nawet 120 m, obszar lodowcowy w rejonie Gefrorene Wand Kees i Großes Riepenkees ma powierzchnię ok. 6,3 km², a długość pokrywy lodowej, licząc od Gefrorene Wand (3.250 m) do Tuxer Fernerhaus (2.660 m) wynosi 4,1 km. Masę lodową ocenia się na ok. 190 milionów m³, co odpowiada 171 miliardom litrów zamrożonej wody. Lodowce są w ruchu, a pokrywa lodowa przesuwa się rocznie od 0 do 40 m. Do pokrywy lodowej przytwierdzonych jest 61 podpór, koniecznych do eksploatacji kolejek linowych. Przez ruchy lodowca podpory przesuwają się i ich położenie musi być często korygowane, niektóre maszty trzeba przesuwać nawet 3 w ciągu roku." za www.hintertuxergletscher.at To,że w jednym sezonie zjechało się bezpiecznie znalezioną trasą,wcale nie oznacza,że zjedziemy nią w kolejnym.Sam już tego doświadczyłem,może miałem więcej szczęścia niż kolega Bartosza:eek:
    1 punkt
  44. Jeżdzę na takowych (dł 176cm) i co mogę Tobie napisać .. przesiadka z x0 iq to tak jakbyś przesiadł się z Tico do subaru wrc wie że może porównanie średnio udane ale tak to mniej więcej wygląda. Narta twarda, trzyma bardzo dobrze ale musisz ją docisnąć, jak masz dobrą technikę oraz potrafisz jeździć dobrze na krawędziach przy dużej szybkości to spoko, do tego proponuje dość twarde buty żebyś miał pełna kontrolę i by ci nie uciekały bo na tych nartkach naprawdę można szybko jeździć. Zastanawiam się tylko czemu chcesz dokonać takiej przesiadki bo skoro jeździsz na x0 (najniższy model ze stajni Blizzarda - docelowo dla początkujących) to chyba nie jesteś gotowy by przeskoczyć na najwyższy model z grupy allmountain Rossignola .. nie lepiej było by poszukać czegoś pośredniego jak np zenisth Z3 ewentualnei Z5 , też świetne narty a już teoretycznie bardziej uniwersalne .. poza tym masz bardzo fajne narty Blizzarda by CmX 9 (lub g3 w zeszłym i tym sezonie), abo Dynastar Booster 8 lub 9, w sklepie już od 810 zł .. Podsumowując, oferta dobra ale nie wiem czy nie za duży przeskok i czy sprawi tobie przyjemność prócz tej z posiadania tak dobrych nart bo takowe są.
    1 punkt
  45. Dzisiaj , korzystając z wyjatkowo snieżnej jak na tegoroczną zimę pogody:) wybrałem się do ośrodka Czarny Groń ( Pracica) żeby pokosztować trochę jazdy pozatrasowej . Pojeździłem sobie tu i tam , zaliczyłem kilka gleb , ale w swieżym śniegu to sama przyjemność, i nasunęło mi się kilka spostrzeżeń. W Polsce większość ośrodków to w zasadzie jedna trasa (czasem z kilkoma wariantami zjazdu ) i jazda cały dzień po niej staje się po jakimś czasie nudna. Fajną więc alternatywą jest własnie jazda off piste .Niestety jak na razie gestorzy ośrodków w Polsce praktycznie w ogóle nie dostrzegają , że jest grupa narciarzy ( OK snowbordzistów też ) , którzy szukają właśnie takich miejsc. Wystarczy czasem tylko oznakować taką trasę , trochę ją poprawić np wyciąć kilka drzew i krzaków ( żeby tylko ekozje....y sie o tym nie dowiedziały:cool: ) i już jest zabawa.Nakłady finansowe praktycznie znikome. Właśnie na Pracicy można by wytyczyć kilka bardzo fajnych tego typu tras , trzeba by było tylko trochę krzaków wykarczować no i parę ( ale naprawdę niedużo) drzew usunąć . Jazda poza trasą daje wiele satysfakcji , praktycznie każdy zjazd jest inny i nawet w takim małym ośrodku jak Czarny Groń można jeździć cały dzień i nie zaznać nudy . Marzy mi się taka sytuacja jak w USA i Kanadzie ( chociaż znam ją tylko z lektury niestety:rolleyes:) że w każdym ośrodku znaczny % tras jest nieratrakowanych , a lasy w odpowiedni sposób się przerzedza ,żeby można było bezpiecznie śmigać między drzewami.Oby u nas taki tend też zawitał .
    1 punkt
  46. Wyniki, relacja i pierwsze fotki z The North Face Polish Freekiing Open 2010 są już na ski2die.pl i pfopen.pl Pełna galeria i pierwsze klipy video będą w tym tygodniu na stronie eventu Foto: Tomek Gola / fikcja.pl
    1 punkt
  47. Dodam jeszcze do powyższych francuskie La Grave prawie 2200 metrów przewyższenia ze scenerią podobną do tej w Chamonix. Plusem tego rejonu jest również to, że nie ma problemów z wyjazdem do góry (brak kolejek) oraz bezpośrednie połączanie z Les 2 Alpes jakby ktoś chciał pojeździć po trasach.
    1 punkt
  48. Na Połoninach to kiepsko, klimat + śnieg tamtejszy ma tą właściwość, że najczęsciej przybiera konsystencje cienkiej warstwy zmarzniętej skorupy na miękkim podkładzie. Narta po tym idzie tragicznie bo to zapada sie nagle a do tego straszna to tarka. Tyle w temacie Bieszczady. U nas w Tatrach Zachodnich to fajnie sie da jeździć w rejonie Pysznej czyli powyżej Doliny Kościeliskiej (książka "W stronę Pysznej" opisuje te rejony)ale bardzo tam gonią oraz rejon Wołowiec- Rakoń- Grześ. W częsci Słowackiej dużo lepiej bo i gór więcej i ukształtowanie bardziej sprzyja. Właśnie rejon Wołowca, Rakonia i zjazdu do Doliny Łatanej, Zjazd ze Smutnej Przełęczy i Przedniego Zielonego, zjazd spod Trzech Kop albo z Przełęczy Banikowskiej na obie strony przy czym na południową legalna bo do Doliny Żarskiej a ta jest otwarta dla narciarzy oraz zjazd Doliną Spaloną z Salatyna, który opisywałem. Wszystko to niby zamknięte dla narciarzy i mandat dostać można ale oni mniej ściagaja niż u nas. No i Dolina Żarska - tam można jeździć legalnie a to piękna dolina zamknięta przez Rohackie Trzy Kopu i Banikowski Szczyt - spora przestrzen i kupa jazdy w wysokogórskiej sceneri.
    1 punkt
  49. Zgadzam się,jeśli już pozatrasowo to najlepiej tak: Albo tak : Albo jeszcze tak jak prezes :
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...