Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 02.02.2012 uwzględniając wszystkie działy
-
W tym roku dałem się namówić na rodzinny wyjazd w samo serce Dolomitów ,czyli Alta Badia.Wyjazd rodzinny z uczestnikami,którzy byli tam rok temu i udało im się mnie namówić do odwiedzenia tego miejsca,którego do tej pory z różnych względów unikałem.Argumenty,które mnie przekonały to sprawdzony pensjonat,pewna pogoda-słońce ponoć tutaj świeci ponad 300 dni w roku,a śnieg pada głównie w nocy.Mieszkaliśmy w pięknym,nowoczesnym pensjonacie pomiędzy Corvarą a la Villą,prowadzonym przez przesympatycznego Włocha o imieniu-Ricardo.Niemal w każdym domu działa tutaj pensjonat lub hotel,także z wyborem dla siebie miejsca z odpowiednią ceną nie stanowi problemu.Wybrany pensjonat przez nas nie był tani,ale nie należał do najdroższych,a miał wszystko co umila czas -sauny,jacuzi itp..Codziennie byliśmy wożeni busem do wybranej stacji dolnej,jak również odbierani na sygnał.Była to oczywiście wygoda,która prawie dla mnie zakończyła się brakiem środka transportu powrotnego do kraju:wink:-tak byłem zmęczony nartowaniem,że zapomnialem,ze zostawiłem samochód na parkingu na 7 dni na kilkunasto stopniowym mrozie-co się stało,łatwo się domyśleć.Kupione kable za 30 e w końcu nie były przydatne,j,,,,zagadał:tongue:Pogoda jak w argumentach -lampa,może jeden dzień z chmurami na niebie,które miały przynieśc śnieg:eek:,a tego tutaj niestety brakowało.Jadąc przez Austrię było go bardzo dużo,a tutaj przeciwnie.Widok zielonych łak nie był obcy,jak wyjazd majowy na lodowce:wink:Na trasach dominował głównie sztuczny śnieg,który produkowany był prawie przez cały czas.Trasy przygotowane super,ale od 13 większość popadała juź w ruinę,najgorszy lód.Głównym miejscem startu na trasy Alta Badia i Sellarondy była najczęściej Corvara.Trasy w rejonie Corvary i La Villa należą raczej do łatwych-głównie niebieskie,niektóre trudno było uznać za trasy narciarskie:wink:Alta Badia skupia aż 5 resortów narciarskich i faktycznie każdy może wybrać coś dla siebie odpowiedniego.Teren wokół La Villa i Corvary,Colfosco czy San Casino to raj dla początkujących i średniozaawansowanych narciarzy.Ale są też niespodzianki dla bardziej wytrawnych,choćby legendarna La Risa-wersja czarna i czerwona.Ale z tych niebieskich powinni być zadowoleni wszyscy-to poligon dla carvingu,trasy szerokie,że nawet przy większym zaludnieniu spokojnie można pociągnąć długi skręt.Będąc w Alta Badia trudno nie wybrać się na karuzelę narciarską Sellaronda,ja wybrałem wariant pomarańczowy,o którym czytałem w necie,że czas potrzebny to 6 godzin.Pokonaliśmy w 3 godziny,a moje odczucie,że więcej czasu na wyciagach niż w zjeździe.Ale naprawde warto dla samych widoków i odwiedzenia knajpy Piz Setur i obejrzenia występu pięknych tancerek na stole lub beczkach7 punktów
-
Dodaj fotki z Wielkiej Raczy [/url]' alt='url]'> Link do albumu (via adf.ly, link bezpośredni) Pozdrawiam5 punktów
-
cz IINajbardziej podobały mi się trasy w rejonie Val Gardena i Arabba,oraz malowniczy,kameralny rejon Secedy.To tutaj odgrywa się słynna Gardenissima-czyli najdłuższy super G.Co chwila nowa sceneria ,zachwycające widoki,od których naprawdę kręci się w głowie:wink:.Oczywiście zaliczona trasa Pucharu Świata w konkurencjach szybkościowych czyli Saslong,ale nie na długich zjazdowych deskach.Dla mnie zancznie lepsze wrażenie wywarła długa na 10,5 km trasa z górnej częsci Secendy do Ortisei i uważam,że jest to jeden z najpiekniejszych zjazdów w Alpach trasą przygotowaną,super.A jak mieliśmy już dość języka polskiego i kolejek do wyciągów to start z La Villa przez fajne czerwone trasy do Pedraces/Mała,spokojna mieścina,a tam start miał dwuetapowy wyciąg krzesełkowy z fajną trasą.Sam Pedraces leży u podnóża masywu Sasso Croce,skąd jest przepiękny widok na Dolomity.Jest tutaj piękny kościółek Św.Krzyża,gdzie wpisałem się do Księgi Pielgrzymów Trasa tutaj jest dość długa,przebiega w lesie i zachęca do szybkiej jazdy na krawędzi,można zajeździć się tutaj na śmierć:stupid:,ale żeby nie reanimować narciarzy dba o to fajna knajpa na samej górze,z zaj.... obsługą:laughing:Trasa leży na uboczu głównych tras i panowały tutaj rewelacyjne warunki przez całuy dzień.W związku,że w grupie byli narciarze o różnym stopniu zaawansowania nie starczyło czasu na Kronplatz i marmoladę/ale mam w lodówce:tongue:/.Sam widok tych skalnych grzebieni powala i naprawdę warto to zobaczyć.Ale zachód słońca i ten czerwony kolor gór byłby nawet jedynym argumentem,żeby tu przyjechać zimą czy latem,Ceny w lokalach zróźnicowane,tak jak w wynajmie pensjonatu czy apartamentu ,ale powaliło mnie to,że trzeba płacić za wc w knajpach/większości,nawet jeśli jesteś klientem!/.Ale nie ma co gastronomia jest rewelacja,żarło super,takiej kawy jak tu nigdzie więcej nie piłem.Trunki to jak ,kto lubi-ja polubiłem,choć na początku nie było łatwo:tongue:Rejon super dla rodzin narciarskich,średniozaawansowanych narciarzy i doświadczonych-czyli jednym słowem dla każdego,żal brak śniegu bo widok tych pięknych hal z małymi choinkami zachęcały do jazdy pozatrasowej:wink:Najeździłem się super ,krawędzi nart zjechane,choć cały czas miałem odczucie,że więcej jeźdzę tymi kolejkami niz trasami,Wygląd Tyrolu Południowego od Północnego/domy i miasteczka/ nie różni się znacznie,ale mentalnie bardziej-większy luz :tongue:Wyjazd super udany,a teraz jak mam czas ujeźdzam swoje Dolomity,a może Szwajcarię Kaszubską:wink:-piździ jak w Kieleckim:eek:5 punktów
-
CzantoriaTak więc ponownie jestem na Czantori :smile:Pogoda git,troszkę zimno -19 ale nie ma wiaterkua słoneczko ładnie operuje od rana.Kupuje karnecik 100 punktowy za 70 zł i do dzieła.Trasa przygotowana ekstra,ludzi co pies napłakał,mrozik zrobił swoje.Po 5 zjazdach czuję a właściwie nie czuję nosa,na 2 śniadanie trochę za wcześniejwięc wjeżdżam do góry nart w dłoń i zapylam na punkt obserwacyjny na Czantorię Wielką.Po około 30 min jestem na szczycie,trochę zmachany,ale rozgrzany.Na górze płacę komunikatywnej czeszce 5,50 zł za wejściena stalową wieżyczkę,cykam parę fotek i jazda.Po drodze tłumaczę jeszcze zdziwionym turystom żenie wjechałem tu wyciągiem tylko wszedłem w butach narciarskich :tongue:4 punkty
-
Bukovel - naprawdę warto Z ciekawością obserwuję tę dyskusję, bo Bukovel jest moim ulubionym ośrodkiem i często tam jeżdżę. Moja córka nauczyła się jeździć na nartach w Bukovelu. Sporo też o nim pisałem. Dyskusja jest standardowa, ilekroć i gdziekolwiek pojawi się wątek Bukovela, osoby, które tam były, pochlebnie piszą o nim, ale też pojawia się spora grupa krytyków, często zaciekłych, którzy tam nie byli, ale i tak wiedzą lepiej, taka polska specyfika. Do tego dochodzą dochodzą jeszcze polskie uprzedzenia i stereotypy. Najciekawszą odpowiedź jaką miałem to była ta, że Bukovel w ogóle nie istnieje. Tymczasem jest do duży (jak na środkowoeuropejskie warunki - największy w naszym regonie) i być może najnowocześniejszy. Konkurencję stanowić może jedynie Jasna pod Chopokiem. Po tegorocznych inwestycjach może tę konkurencję wygrać, ale na razie, moim zdaniem, Bukovel jest lepszy. Białka Tatrzańska? To nie ta liga. Dlaczego można polecić: 52 km bardzo dobrze przygotowanych i urozmaiconych tras, wszystkie naśnieżane, wysokiej jakości infrastruktura, nie tylko narciarska, znakomicie jest zaplanowany, dobra kuchnia, mili i gościnni ludzie i fantastyczna okolica - Huculszczyzna i Karpaty. Minusy to na pewno dojazd, zwłaszcza powrót samochodem wymaga często 2-4 godzinnego oczekiwania na granicy z powodu opieszałości polskich celników. Widok samochodu z polską rejestracja z nartami na dachu wywołuje u tamtejszych służb raczej pozytywne uczucia. Można jednak uniknąć podróży samochodem, ja tak ostatnio robię. Kolejną sprawą są ceny. Trzy lata temu np. hrywna kosztował 27 gr i nawet dobry hotel tuż przy wyciągach nie był nadmiernym wydatkiem. Teraz hrywna kosztuje ponad 40 gr i jest to problem, ponieważ komfortowe zamieszkanie w samym Bukovelu jest, moim zdaniem, za drogie. Wybieramy więc okoliczne miejscowości, gdzie jest o połowę taniej, jeśli chodzi o noclegi i ceny w restauracjach. Dla ludzi ciekawych świata, o otwartych głowach i lubiących dobrze pojeździć na nartach, bez kolejek, będzie to bardzo ciekawa propozycja. Jeśli kogoś zainteresuje, podaję link do mojego tekstu o Bukovelu sprzed trzech lat, a także do informacji na temat szczegółów podróżowania, które udało mi się zebrać: http://www.natemat.com.pl/podroze/narty/bukovel-osrodek-narciarski.html http://www.natemat.com.pl/podroze/kraje/ukraina/podrozowanie-na-ukraine.html3 punkty
-
Kilka słów jednak muszę zamieścić. 14.01 Dojazd Wyjazd punktualnie 0600. Pierwsze 150km droga pokryta śniegiem, ale 4x4 daje rade, ciśniemy. Trasa w zasadzie bez komplikacji, korków i przygód. Bielsko>Brno>Znojmo>St.Polten>Salzburg>Insbruck>Solden>Zwieselstein. W sumie 900km, czas przejazdu 10h, w tym ok 3-4 przerw na siuranie, kawki czy kanapki. Zakwaterowanie Za pośrednictwem Interhome, w miejscowości Zwieselstein, oddalonej o rzut cięższym beretem od Solden, dosłownie kilka km, parę minut skibusem, z którego korzystaliśmy codziennie. Jego przystanek mieliśmy ok 30m od chatki. Chatka 300letnia, jednak w środku standard 4 gwiazdkowy. Miły właściciel, po 50tce, pracownik stacji narciarskiej Solden, prywatnie rzeźbiarz aka. jepetto. Posiada nawet własną galerię rzeźb w drewnie, którą koniecznie chce się pochwalić, na co się w końcu po 3 dniach decydujemy. Zwiedzanie zakrapiane "gruszkówką" Williamsem, miły gest właściciela. Region narciarski Solden Mistrzostwo świata, infrastruktura wygląda jakby została wczoraj wybudowana, wszystko pachnące, świeże, czyste, szybkie. Zdarza się starsze krzesło, wyprzęgane ręcznie przez prawcownika :-) Spowalniają luje ręcznie żeby łatwiej było zasiąść. Orczyków spotykamy dosłownie kilka. Nic nie cieknie, sunie cicho, snowboarderów nie męczy :-P Różnorodność knajpek, od wielkich samoobsługowych marketów po niewielkie chatki górskie. Region Hochgurgl/Obergurgl Hoch jakby lekko zapomniany, godzina 0900 okazała się zbyt wczesna, senny wyciągowy dopiero odpala sprzęt, czekamy 15min. Ober już znacznie lepiej, knajpa Mountain Star rewelacja. Pogoda Na 6 dni jazdy, mamy 3 pełnego słońca, 1 w Hochgurgl/Obergurgl słonecznie z chmurami, 1 pochmurny i szary + ostatni dzień czyli piątek 20.01 mega opad śniegu. Wtedy też trasy pokryte grubą warstwą puchu. Dla fanów freeride'u mistrzostwo, jednak widoczność kiepska, więc jako że to ostatni dzień kończymy wcześniej, drzemka i 1800 ruszamy do domu. Powrót Co tu dużo mówić, zrobiłem już w swojej 12 letniej karierze kierowcy trochę kilometrów, ale czegoś takiego jeszcze nie było :-) Całą drogę jechaliśmy w śnieżycy, na pokrytej śniegiem drodze, lub w najlepszym przypadku na jedynie mokrej nawierzchni w deszczu. Nie zraża nas to jednak i ponownie 900 powrotnych kilometrów przejeżdżamy w 10h. Ogólne wrażenie Wielu mówiło iż Solden to najlepsze miejsce w jakim byli. Dołączam się do tej opini - najlepsze trasy, najlepsza infrastruktura, najlepszy klimat. Oczywiście porównać mogę jedynie do miejsc w których byłem, czyli Val di Sole, oraz SkiAmade. Warunki prócz dnia śnieżycy idealne. Ośrodek rozległy, można przez cały dzień trafiać w miejsca ze sztruksem. Trasy w większości ciekawe. W niższych partiach przez las, z licznymi zakrętami. Gdzieniegdzie tak szeroko że lęku przestrzeni można dostać. Nie wiem czy pojadę tam ponownie, bo jest dużo miejsc które należy zobaczyć, ale zdecydowanie polecam!3 punkty
-
Tu to ładnie widać: http://bukovel.com/360/ Są jeszcze trasy bez składania 5G i 5H odpowiednio 330 i 299m przewyższenia. Ale co tam Białka i tak lepsza. Pozdrawiam.3 punkty
-
A ja po mimo, że nie potrafię czytać map, że o orientacji w terenie nie wspomnę (jak łokieć3), to znalazłem: Najpierw 12A z poziomu 1371m, potem 11D do poziomu 932m. Wychodzi długość trasy 3049m i przewyższenie 439m. Hurrrrra! Dodam jeszcze OT: http://photo.bukovel.com/displayimage.php?album=151&pid=10660#top_display_media Ciekawe jak w tych warunkach spisują się te implanty o których teraz tak głośno:biggrin::wink: Pozdrawiam3 punkty
-
Samą SR można odpuścić ale ona ma tyle fantastycznych "odnóg" że ...........\:angel: VAL GARDENA i SASLONG i inne ALTA BADIA i Granrisa Arabba ja byłem tam 4 razy i owszem dla osób słabiej śmigających nie ma co brać SUPER..... ale Ci co śmigają :cheerful: :sorrow: same nazwy mogę ciut przekręcić bo piszę z pamięci a ona słaba :happy:2 punkty
-
Tak jak pisałem,rok temu od 20 marca byliśmy w Val Di Fassa w miejscowości Moena. Mieszkaliśmy w rezydencji ADLER.W recepcji pan wypełniał papier umożliwiający nabycie zniżki z którym potem udaliśmy sie do centrum sprzedarzy biletów w Moenie i tak oto mieliśmy skipaski po 174 euro :smile:2 punkty
-
Przychodzi facet do lekarza i w dość pokrętnysposób opowiada o swoich dolegliwościach. Lekarz pomimo strańi wnikliwych pytań nie jest w stanie postawić diagnozy, więcpostanawia wypisać pacjentowi receptę i zapraszago do kontroli za tydzień. Pacjent czyta receptę: CCNWCMKJADMJSINS. Z niedowierzaniem zgodnie z poleceniemlekarza chce zrealizować receptę we wskazanej aptece - podajereceptę farmaceucie. Aptekarz rzuca okiem na receptę odwracasie i podaje pacjentowi największy flakon syropu. Pacjent nie wytrzymuje i pyta: Skąd pan wie co tu jest napisane ?Farmaceuta odpowiada: ja pracuje już 20 lat i znam wszystkielekarstwa pan się nie martwi, to na pewno właściwe lekarstwo. Pacjent upiera się, że nazwa syropu wcale nie przypomina napisu narecepcie. Farmaceuta tłumaczy, że zna tego lekarza i wie co tam jestnapisane, bo lekarz aby było krócej napisał skrótem. Pacjent nieodpuszcza i wyraźnie podirytowany żąda aby farmaceuta rozszyfrowałnapis. Farmaceuta nie widząc innej rady odczytuje pacjentowi receptę: ,,Cześć Czesiu Nie Wiem Co Mu ***** Jest Ale Daj Mu JakiśSyrop I Niech Spierdala - Czym się różni kierowca VW od kierowcy Mercedesa? - Dla kierowcy Mercedesa Hektor to mityczny królewicz Trojański. Dla kierowcy VW to pole za domem.2 punkty
-
Cześć Ładniej to określił Juice (dzięki). Chodziło mi własnie om pewien brak lekkości i siłowe zaciesnianie skrętu które na płaskim wygląda tak jakbys hamował narty. Rytm jest (w mojej ocenie oczywiście) jednym z podstawowych elemntów jazdy. Chodzi o to, że tak naprawdę oglądając twój filmik nie wiedomo czy panujesz nad promieniem skrętu czy też wyochodzi Ci on przypadkowo. To trszke tak jak z jazdą na bramkach - zadając sobie jakis rytm zmuszasz sie do pełnej kontroli nastepujących po sobie skrętów niezaleznie od podłoża, terenu itd. Poza tym rytm pozweala uczynic jazdę bardziej przewidywalną dla innych a to bardzo ważne z taktycznego punktu widzenia. Oczywiście to nie jest jakiś wielki zarzut i nie traktuj tego w ten sposób. Zmiena rytmu jest świetnym ćwiczeniem koordynacji i świdomej techniki w jeździe na przykład 3 krótkie, przedłużony i 2 krótkie przdłużony, 2 krótkie przedłuzony itd. z zachowaniem kontynuacji linii po przedłużeniu skrętu - podobnie jak w jeździe synchronicznej. Co innego gdy reagujemy na coś, inna osoba, czyjs wyapany katem oka manewr itd. Pozdrawiam serdecznie Cześć Troszke bym sie upierał, że tak opuszczone ręce zawsze powodują odchylenie. Może w tym wypadku z racji dośc płaskiego stoku nie rzuca sie ono w oczy bo pozycja dośc wysoka ale widać, że góra tyułowia troszkę zbytnio pionowo jest ustawiona a odchylenie niwelowane (częściowo) jest przez siłowe (stąd sztywność) docisnięcie podudzi do języków co z kolei wpływa na cięzkośc jazdy o której pisałeś. Serdecznie pozdrawiam2 punkty
-
Na pólnocy wszystko działa,śniegu raczej niewiele-większość sztuczny,ledwo wróciłem z Włoch i już za 8 godzin byłem na stoku Góry Chrobrego.Chyba jest najdrożej w Polsce,albo ceny europejskie -k....:eek:3 zł wjazd na stok o 400 m.Co zrobić,trzeba płacić i ćwiczyć,dziś znowu pare zjazdów w celu niezapomnienia,ale w piątek Wieżyca po 2,0 zł wjazd.Mróz srogi.2 punkty
-
2 punkty
-
No coż, byłem w tym samym terminie co idealist i mam trochę bardziej pozytywne wspomnienia.. zresztą nie będę się rozpisywał, zobaczcie sami:2 punkty
-
Czy w narciarstwie alpejskim można oszukiwać? Po ostatniej serii zwycięstw młodego Austriaka Marcela Hirschnera w środowisku sportowym wybuchła dyskusja na temat błędów celowo popełnianych przez zawodników na trasie slalomu, dających im cenne ułamki sekundy. Czy są to tylko pojedyncze incydenty czy może stała praktyka niektórych narciarzy? Narciarska ekstrawagancja, coroczny nocny slalom w Schladming, przyciągnęła do tego małego austriackiego miasteczka ponad 40 tysięcy fanów narciarstwa. Przybyli, aby zobaczyć swojego rodaka zwyciężającego w zaliczanym do klasyfikacji Pucharu Świata slalomie w świetle reflektorów. Problem polega na tym, że zwycięzca stał się właśnie obiektem ostrej krytyki w ramach szerszej debaty w świecie narciarstwa. Marcel Hirscher, 22-letni Austriak, wygrał w nocnym slalomie z czasem 1.43,01 – od drugiego na mecie Włocha Stefano Grossa był lepszy o 22 setne sekundy. Kiedy padł na ziemię po przejechaniu linii mety, tłum wybuchł entuzjazmem. Ludzie klaskali, trąbili, wypuszczali świetlne race. To było pierwsze zwycięstwo Hirschera na ojczystej ziemi. – Już jako mały chłopiec marzyłem, żeby kiedyś tu wygrywać – mówił później. – A dziś mój sen się spełnił! Ale nie wszyscy świętowali zwycięstwo Hirschera. Młody zawodnik jest obecnie oskarżany o oszukiwanie i niesportowe zachowania. O co chodzi? O tak zwany straddling, czyli błąd na bramce – wykroczenie polegające na tym, że zawodnik na trasie slalomu nieprawidłowo atakuje bramkę, przejeżdżając przez nią tylko jedną nartą. Normalnie prowadzi to do dyskwalifikacji. Jeśli narciarz sądzi, że popełnił taki błąd, powinien zatrzymać się i zjechać z trasy slalomu. Jeśli tego nie zrobi, zostaje zdyskwalifikowany i płaci karę, równowartość około tysiąca dolarów, nałożoną przez organizacje sportowe. Problem polega na tym, że tego typu wykroczenie jest bardzo trudne do zauważenia gołym okiem, bo narciarze jadą przecież bardzo szybko, a widok na narty zasłania wzbijany przez nie śnieg. Straddling zwykle bywa wykrywany tylko na odstawie analizy nagrań wideo o wysokiej rozdzielczości, którą przeprowadza się, jeśli sędzia przy danej bramce sygnalizuje możliwość wykroczenia albo jeśli przedstawicieli któregoś z rywali zgłasza protest do Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS). Hirscher został zdyskwalifikowany i ukarany w dwóch ostatnich zawodach w Wangen (Szwajcaria) i w Kitzbuhel (Austria) właśnie za straddling. Przeciwnicy twierdzili, że ten sam błąd popełnił także w czasie dwóch innych startów, choć sędziowie ostatecznie oczyścili go z zarzutów. Niedawno Ivica Kostelic z Chorwacji otwarcie oskarżył Hirschera o celowe pokonanie bramki tylko jedną nartą i kontynuowanie wyścigu. Kostelic prowadzi obecnie w Pucharze Świata zarówno w slalomie, jak w klasyfikacji generalnej. Hirscher jest drugi. – Głęboko mnie to dotknęło – mówił Chorwat, który wygrał kombinację alpejską i zajął trzecie miejsce w slalomie w Kitzbuhel. – Byłem bardzo rozczarowany, poczułem, że muszę coś z tym zrobić. To tylko jeden wyścig, ale wstyd pozostaje na zawsze. Oświadczenie Kostelica wywołało wielkie poruszenie w całym narciarskim świecie. Choć obaj sportowcy publicznie przeprosili się w poniedziałkowy wieczór, organizatorzy wyścigu obawiali się że przed wtorkowym nocnym wyścigiem może dojść do aktów przemocy pomiędzy kibicami z Austrii i Chorwacji. Rozeszły się także plotki, że w drodze do Austrii są BadBlue Boys – grupa chorwackich chuliganów stadionowych, którzy podobno chcieli "przyjść z odsieczą" swojemu rodakowi. W odpowiedzi austriaccy kibice oznajmili, że w czasie zjazdu Kostelica będą rzucać w niego śnieżkami. Z całej Austrii ściągnięto do Schladming dodatkowe siły policyjne. Kiedy Kostelic stanął na starcie przed swoim drugim przejazdem, linia funkcjonariuszy ochraniała bramę oddzielającą sportowców od tłumu. Pod koniec zawodów okazało się jednak, że nie doszło do żadnych incydentów, co wcale nie oznacza, że cała dyskusja ucichła. Twierdzenia Kostelica skłoniły działaczy FIS do przeanalizowania ostatnich zwycięstw Hirschera w Adelboden w Szwajcarii i w Zagrzebiu. Hirscher zajął miejsce na podium w ośmiu z trzynastu wyścigów. Austriak zdecydowanie odrzucił oskarżenia o umyślne popełnienie wykroczenia, ale kilku zawodników i trenerów przyznało, że mógł to zrobić nieświadomie. – Dla mnie jest oczywiste, że Hirscher kontynuuje wyścig nawet kiedy dojdzie do straddlingu – mówi jednak Sasha Rearick, trener drużyny narciarskiej USA. – Kara w wysokości 999 franków szwajcarskich nie robi na nim większego wrażenia. Każdy narciarz wie, kiedy zrobi coś takiego. W 98 na 99 przypadków straddlingu zawodnik ma tego świadomość; może w dwóch przypadkach na sto ma jakieś wątpliwości. Każdy czuje, kiedy słupek bramki uderza w wewnętrzną stronę narty. – Kiedy ktoś mówi, że tego nie zauważył, bardzo trudno mi w to uwierzyć – potwierdza zawodnik z Kanady Brad Spence. – Jesteśmy zawodowcami, wiemy, co robimy. Kiedy przejeżdżasz bramkę jedną nartą, czujesz to. To przykre, kiedy zawodnicy jadą dalej i udają, że nic się nie stało. Wszystkim nam zależy, aby sport był uczciwy. Amerykanin Ted Ligety nie jest jednak aż tak przekonany. – Czasami się to czuje, czasami nie – mówi. – Bywa, że sprawa jest oczywista, ale czasami naprawdę trudno sobie to szybko uświadomić. Szef wyścigów z ramienia FIS, Gunther Huajara, próbował uspokoić sytuację pokazując szefom zespołów i dziennikarzom nagrane w wysokiej rozdzielczości wideo pokazujące przejazdy Hirschera w Adelboden i Zagrzebiu. Rzeczywiście, na filmie wygląda, że Austriak przejechał bramki prawidłowo. Hirscher w styczniu trzykrotnie wygrał wyścigi, ale w ostatnich dwóch slalomach został zdyskwalifikowany za straddling. Później znów zwyciężył, tym razem w świetle potężnych reflektorów. – To naprawdę wiele dla mnie znaczy, zwłaszcza po tym wszystkim – mówił odnosząc się do oskarżeń o oszustwa. – To był najtrudniejszy czas w całej mojej karierze. Kto wie, może popełniłem jakieś błędy. To dla mnie zupełnie nowa sytuacja. Wygrana w Schladming to jak wygrana w domu: mieszkam pół godziny samochodem stąd! Dziękuję wszystkim moim rodakom. To fantastyczne uczucie! Kelley McMillan Źródło: New York Times1 punkt
-
Ceny winiet kupowane w odp. kraju masz tu: http://www.skionline.pl/stacje/?co=samochod&co2=teksty&id_newsa=133 http://www.skionline.pl/stacje/?co=samochod&co2=teksty&id_newsa=132 czyli te najczęściej kupowane (10 dni): Austria - 8 Euro - ok. 34 złote Czechy - 310 Ksc - ok. 53 złote w PZMot http://www.pzmtravel.com.pl/informacja-o-oplatach-drogowych.html Austria - 50 zł Czechy - 70 zł. Chyba tak samo będzie w przygranicznych kantorach - czyli ok. 35-45% (no tak!) różnicy. Podejrzewam też, że podobne relacje mogą być odn. zakupu austriackich winietek w Czechach. Z jednej strony wychodzi kilkanaście zł. na jednej winietce, razem ok. 33 zł (wg dzis. kursu) Czy to dużo czy niedużo - to już indywidualna ocena, czy opłaca się stanąć ten jeden raz więcej Przy jednorazowym wyskoku, może drobiazg ale pomnożony prze wiele wyjazdów - jakaś kwota się robi - to ta druga strona. Ja kupowałem na ogół we właściwym kraju (taniej), na granicach Austriacy chyba zawsze mają budynek/barak ÖAMTC otwarty 24h, z Czechami bywa różnie - w drodze na Ostrawę na początku jest stacja, od Cieszyna nie, trzeba zjechać albo ryzykować Na Słowacji są przynajmniej 3 stacje przed autostradą. Chwilowo problem winiety austriackiej rozwiązałem najwygodniej, czyli kupując roczną, inne kupuję "mesaćne":)1 punkt
-
Zrób jak mówi kolega, poproś jeszcze żeby wypełniła miła Pani przestrzeń pod wkładką, trwa to 15 minut afekt gwarantowany, na początku lekki dyskomfort jeden dzień trzeba wyjeździć ale zobaczysz jak to jest" czuć sałą stopą" zobacz jeszcze akumulatorki sidasa do montażu w wkładce bajer, ja zrobiłem nie wiem co to zimno w palce nawet przy -151 punkt
-
w kawiarni siedzi małżeństwo, nagle do ich stolika podchodzi młoda panienka i na dzień dobry całuje się głęboko z facetem, na do widzenia dostaje jeszcze od niego klapsa i odchodzi zadowolona... Żona: kuźwa kto to? co to było?! Mąż: moja kochanka Ż: żądam rozwodu, natychmiast, ty chamie! M: dobrze, nie ma sprawy, ale to oznacza koniec biżuterii, futer, wakacji na Teneryfie i tylko alimenty... żona wściekła milczy i tylko patrzy przez okno, nagle mówi: Ż: zobaz Heniek idzie z jakąś panienką, kto to jest, przecież on jest żonaty! M: to nowa kochanka Heńka Ż: eee.... to nasza jest ładniejsza..... ............................... Zawody w judo. Do finału zakwalifikował się Polak i Rusek. Przed finałową walką, Polakowi udziela wskazówek jego trener: -Jesteś lepszy od Ruska, ale pamiętaj, jak założy Ci skrętkę to po Tobie. Jeszcze nikt nie wyszedł z jego skrętki. Ilekroć Rusek zakładał komuś skrętkę, zawsze wygrywał. Polak świadomy, że nie może dać założy sobie skrętki przystępuje do walki. Obaj zawodnicy walczą twardo i zawzięcie. Walka jest wyrównana, aż tu nagle Rusek założył Polakowi legendarną skrętkę. Wszyscy widzowie przekonani byli, że to już koniec. Polski trener stracił nadzieję. Jednak ku zaskoczeniu wszystkich Polak szybkim ruchem zdołał uwolnić się od skrętki Rosjanina. Sensacja krzyczą komentatorzy. Polski trener nie wierzy własnym oczom. Po walce, mocno zaskoczony polski trener pyta swojego zawodnika: - Jak to zrobiłeś? Przecież jeszcze nikt tego nie dokonał! - Gdy Rusek założył mi skrętkę pomyślałem, że nie mam szans na zwycięstwo. Już pogodziłem się z przegraną. Lecz nagle przed swoimi oczami zobaczyłem jądra i bez chwili zawahania ugryzłem je. - Przecież gdyby sędziowie to zobaczyli groziłaby Ci dożywotnia dyskwalifikacja. -Może i ma trener racje, ale wie trener jakiego się powera dostaje jak się własne jaja ugryzie.1 punkt
-
Babcia dostała 2 małe kotki. Jednego nazwała Felek a drugiego, żeby się jej nie myliło... utopiła:biggrin:1 punkt
-
Ja dziś zrobiłem u Marcina Szafrańskiego trwało to ok. 1 godzinki Ty masz u siebie na miejscu Windspoprt tylko zadzwoń czy mają juz koogoś tak nie powinno byc problemu.1 punkt
-
Mihumor zrób sobie wkładki Sidas ja dziś właśnie zrobiłem i jeste bardzo zadowolony.1 punkt
-
Popuszczanie klamer w tym miejscu w czasie jazdy nigdy mi nie pomagało. Przy sztywniejszych butach normalne zapięcie pozostałych klamer powoduje to, że nawet przy luźnej 2 klamrze ucisk może wystąpić. Ja stosuję trochę inna metodę. Ostatnio sprawiłem sobie nowe buty. Z racji mojego wysokiego podbicia, każdy jeden but jest dla mnie niekomfortowy na drugiej klamrze. Troszkę w domu trzeba się pomęczyć. Najlepiej latem - do tego można sobie suszarką do włosów pomóc, żeby but był ciepły. Zapinam buty na maksa, aż sok leci. Następnie popuszczam wszystkie klamry oprócz tej pod którą mnie ciśnie. Oglądam np tv lub słucham muzyki. Jest to trochę masochistyczne bo po pewnym czasie noga jak nic drętwieje. Co mi to dało? To że w tym miejscu elastyczność wkładki i skorupy spowodowała, że po kilku takich czynnościach but w tym miejscu po prostu jest obszerniejszy i po kłopocie. Sprawdzone i działa. Pozdrawiam.1 punkt
-
Oj... coś nikt nie chce Ci pomóc Ja też w marcu wybieram się do Fassa, będę tam od 18.03. Apartament w Pozza di Fassa. Zaplanowałem co nieco: wyszedłem z założenia ze przez tydzień nie ruszamy auta, jeździmy skibusami i nie pchamy się na SR (taki póki co jest plan) co za tym idzie najprawdopodobniej kupimy skipass tylko na Fassa. 1. Buffaure/Ciampac - dojscie z buta z kwatery 2. Belvedere 3. Ciampedie (to masz bezpośrednio z Vigo) 4. Col Rodella 5. Carezza ?może? 6. Belvedere lub Buffaure lub na zakończenie chodzi mi jeszcze po głowie wypad do Arabby i smignięcie na Marmoladę (tu na ostatni dzień musielibyśmy kupic jednodnowy karnet w Arabbie).1 punkt
-
Przyznaje, że Bukovel ma dużo lepsze trasy od Białki Tatrzańskiej i narciarsko to dużo fajniejszy ośrodek . Rzeczywiście pomyliłem się co do przewyższeń , dziękuje za zwrócenie uwagi na błąd.1 punkt
-
Dzisiaj (czwartek) jest dosyć zimno na dole -5, u góry na Cima Paganella -8. Rano wyjechaliśmy pierwszą gondolą i potem kanapą na górę żeby pojeździć na otwarcie i niestety po nocnych opadach trasy nie przygotowane Fajna trasa z Panoramici "V" zasypana kompletnie, co niektórzy mieli problem w dosyć kopnym śniegu. Na trasie "C" ratrak przejechał tylko raz, stok cały zasypany i tylko na jedną szerokość ratraka sztruks (był rano) Pada od wczoraj drobny śnieg i całkiem dużo się go nazbierało, nawet Andalo jest już białe. Ceny, piwo średnio 3euro- 0,4L, pizza 7e do 10e zależy od wypasu. Lodowisko 5 euro lub 7,80e z wypożyczeniem łyżew (łyżwy w wypożyczalni - KATASTROFA), zdezelowane kompletnie i kiepsko się na nich jeździ. Jest dosyć dużo ludzi, chyba włosi też zaczęli ferie bo jest ich tu bardzo dużo, chyba tylu co polaków Ogólnie czym wyżej tym mniej ludzi, dużo lepiej cały tydzień było właśnie na trasach "C" i "V" mniej muld i więcej luzu. Na dojeździe do gondoli jest zawsze duży tłum, trzeba uważać, dużo szkółek. Parking przy gondoli darmowy, ja za karnet 5+1 (madonna 1 dzień) płaciłem 155e Pozdr1 punkt
-
Tak mam jak zapnę za mocno dolną drugą od dołu klamrę. Popuszczenie zawsze pomaga. Znam też przypadek gniecenia buta, gdzie za wysoko była zrobiona hmmm tam gdzie jest wycięcie w stopie jak się nie ma plaskostopia.1 punkt
-
Ja mam podobne odczucia, jednak nie w bucie narciarskim Nie dopatrywałem się niczego szczególnego, przyjąłem to jako prawo "wieku" :crazy:1 punkt
-
No to pojeździłem w SON-ie dzisiaj w godzinach 10.30 do 14.10 z 40 minutowa przerwą na coś gorącego oraz zdjęcie butów i masaż palców ,które po dwóch godzinach jazdy zmarzły mi kompletnie. Następne dwie godziny jeździłem z poluzowanymi klamrami i palce już nie marzły. Wyjazd udany i w godzinach 11.30- 13.30 fajna jazda przy ,,tylko' minus 13 ,ale w słoneczku dużo cieplej ,piękne widoki. Po Alpach Beskidy wydają się niskimi pagórkami a trasy narciarskie bardzo krótkimi . Kolejki do orczyków małe ,średnio jakieś 2 minuty czekania. Karnet punktowy wyjeździłem za 50zł cały mimo ,ze dalej mam dwa tempa jazdy tzn . ,,wolno i blank wolno’’ . Za to bezpiecznie ,bez żadnej gleby i zsunąłem się nawet dzisiaj z Bieńkuli raz oraz trzy razy z Golgoty. Na Golgocie gorsze warunki bo zalodzenia i kurzą śniegiem z instalacji produkującej śnieg. Od 11.30 do 13,30 na stokach sporo dzieci ,ale później i wcześniej już nie bo za mroźno. Miałem jechać z siostrą i z siostrzeńcami 9-ciolatkami ,ale ze względu na mróz siostra postanowiła nie jechać a szkoda bo 2 godzinki bajtle mogli pojeździć. Moim zdaniem za bardzo siostra trzyma swe dzieci pod kloszem i w efekcie w zeszłym sezonie chłopcy byli dwa razy na nartach a w tym na razie ani razu a narty wymieniane już mieli dwukrotnie bo wiadomo dzieci szybko rosną . Mróz źle, śnieg źle ,chlapa źle. Zawsze powód ,ze nie da się pojechać ze względu na zdrowie chłopców. . No ,ale to nie moja sprawa. Moje córki też czekają na minus 2 i piękne słońce ,inaczej nie pojadą a to już dorosłe kobiety. Zdjęcia późnej ,musze ,,zrzucić’ z komórki. Pozdrawiam.1 punkt
-
1 punkt
-
Witam Wszystkie wyciągi to nowe 4osobowe kanapy - a ceny 1 dniowy karnet to 287 hrywien - jak go kupisz rano pomiędzy 7 a 8.30 (akcja rankowka) to masz 30% rabatu w pon-pt i 20 % pt-niedz. czyli daje to 202 hrywny (tak płaciliśmy) x 0.42 hrywna = 85 zł Pokaż mi Polski, Słowacki, cz Czeski ośrodek z taką ilością tras 60 km za 85 zł za cały dzień ? Nie namawiam do jazdy do Bukovela - ale ja osobiście mając od nich 320 km - szybko nie zajrzę na polskie stoki - choć bardzo mi szkoda chcę jeździć w kraju - tylko naprawdę jeździć a nie 30 min. w kolejce i 1 min zjazdu. Tam przez 4 dni nie staliśmy dłużej niż 3-4 min do kanapy i to tylko na niebieskiej trasie w centrum ośrodka przy samym hotelu. Dla osoby np z Wrocławia, czy Krakowa Bukovel to już średnia oferta bo w zasięgu mają właśnie Austrię Powiem tak - dla nas z płd-wsch. Polski dla ludzi którzy chcą jeździć a nie mówić że jeżdżą a po 2 zjazdach do knajpy - ten ośrodek jest świetny. Trasy, ich przygotowanie i skala trudności jest naprawdę OK. Pozdr Jan1 punkt
-
Witam Niko130 pozwoliłem sobie twoje znalezisko umieścić w tym wątku. [video=youtube;vyWzDVINV2w]http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=vyWzDVINV2w Bardzo fajna skala ocen i to zobrazowana filmem. Dużo łatwiej jest się w niej określić poprzez porównanie z demonstratorami. Poprosiłem Wujka Google o przetłumaczenie tekstów z filmiku. Niestety jak to Wuj:biggrin::wink: tłumaczenie trochę pokaleczył. Postarałem się je trochę „ucywilizować” na ile potrafię. 1. Początkujący średniak: (latt medel) Jest dość świeżym narciarzem. Ma niezłą kontrolę na zielonych trasach. Jeździ na stokach zielonych i niebieskich. Szuka głównie doskonale przygotowanych stoków, aby czuć się bezpiecznie w skrętach. Dodatek: Niepewny - zielone i niebieskie trasy. Chciałby – poprawy techniki i rytmu. 2. Średni: (medel) Jest pośrednim narciarzem. Posiada umiejętność kontroli dużych łuków. Jeździ głównie na niebieskich i czerwonych trasach. Na stoku pochłania go panowanie nad momentem skrętu i jego kontrola. Dodatek: Niepewny – czerwone przygotowane stoki. Chciałby – poprawić technikę, kontrolę prędkości, estetykę jazy oraz chciałby jeździć na czarnych trasach. 3. Zaawansowany: (avancerad) Jest to zaawansowany narciarz Stara się jeździć poza trasami, ale nie posiada idealnej do tego techniki. Ma dobrą kontrolę na wszystkich trasach. Jeździ dobrym skrętem ciętym. Lubi wyzwania. Problemy stwarza mu jazda po muldach, lodzie i na bardzo stromych stokach. 4 Ekspert: (expert) Ma pełną kontrolę na prawie wszystkich stokach. Jest to bardzo zaawansowany narciarz. Jeździ po muldach, lodzie, stromiznach i w ciężkim śniegu. Jeździ szybko z pełną kontrolą. Jest stosunkowo dobrze wyszkolony. Lubi wyzwania. 5. Profesjonalista: (pro) Jest tak dobry jak instruktor. Jeździ szybko z pełną kontrolą. Ma wspaniałą technikę. Potrafi perfekcyjnie jeździć cały dzień. Jest narciarskim monolitem. Na koniec było jeszcze takie zdanie: Mamy też inne poziomy, kiedy szkolimy grupę, ale nie dla początkujących. No jakoś to poskładałem. Pozdrawiam. PS: Niko znalazłem to wczoraj na SF, ale tam z reguły nie pisuję. W związku z tym dzięki za wklejenie tego na skionline.1 punkt
-
Witam Byłem tam w tym roku (za ok. 3 tyg. jadę znowu). I tak Jak ja bym chciał aby gdziekolwiek w Polsce był taki ośrodek, a powiem więcej nie ma go ani w Czechach ani na Słowacji Dojechać się da bez urywania czegokolwiek - jeden warunek tylko drogi główne (żadne krajówki) - do samego Bukovela z Lvowa prowadzi np. H09 Ceny - niższe lub takie same niż np. na Jaworzynie, Białce, Jurgowie itp. - a w ofercie ponad 60 km świetnie przygotowanych tras (a ciągle powstają nowe) - czym my możemy się pochwalić ? Obsługa wie doskonale do czego służą ratraki - sztruks jest taki że można monety puszczać z góry na dół i na pewno nie utkną w żadnej dziurze czy mijaku. I podstawowa zaleta szczególnie dla tych po wschodniej stronie Wisły - odległość - ja osobiście mam tam 320 km. - a do Austrii najbidniej 1200 więc nawet jak mam jechać do do Zakopca czy na Jaworzynę wybieram Bukovel. Nie ma róży bez kolców - granica Po pierwsze paszport - gdyby nie Bukovel to właściwie nie było powodu aby go wyrabiać Po drugie - o ile wjazd to właściwie nie ma problema 10 - 15 min i pojechali - to powrót cóż jak się ma pecha to można i kilka godzin postać. Mity o policjantach, rabunkach, gwałtach itp - to tylko mity Ja nic takiego nie doświadczyłem (byliśmy zawsze prywatnym autem) - wiadomo przepisów trzeba przestrzegać (jak Polak w Austrii jeździe to wiemy grzecznie zgodnie z przepisami bo mandaty wysokie) jak jest ok. to policja się nie czepia. I jeszcze jedno moje przemyślenie - chyba wiem czemu tak w sumie mało tam widuję Polaków bo chyba najlepiej określił to mój znajomy który jak powiedziałem że byłem na nartach na Ukrainie to nie zapytał jak tam było tylko ile flaszek przywiozłem. I to jest odpowiedź - co to za szpan być na Ukrainie - Austria to jakoś brzmi a Ukraina nie to zupełnie nie pasuje do naszego ego. POzdrawiam wszystkich który chcą się najeździć w Polskich cenach ale w warunkach nierzadko lepszych niż w niejednym ośrodku z Austrii, Francji czy Włoszech Triad1 punkt
-
1 punkt
-
Wróciliśmy z tygodniowego pobytu w Zillertal Arena.Mieszkaliśmy w Hochkrimml na wys.1700mnpm w apartamentach Haus Nora.Do najbliższego wyciągu kanapowego 6os na Plattenkogel mielismy 250m.Auto przez tydzień stało w garażu , a nartami zjeżdzało się pod same drzwi chaty.Idealne miejsce na spedzenie zimowych ferii. Było nas 8 rodzin z dziećmi , wszystkie osoby yw różnym stopniu zaawansowania narciarskiego.Od prawdziwie początkujących do zaawansowanych.Na wszystkich miejscówka zrobiła niesamowite wrażenie.3 dni bezchmurnego nieba , 1 dziem pochmurny/słoneczny , 1 dzień pochmurny/wietrzny , 1 dzień ciągłe opady śniegu ( najlepszy dzień , 30 cm puchu ).Trasy przygotowane idealnie , widoki z dzielnicy Hochkrimml fantastyczne. Objechalismy wszystko aż po Zell am Zillertal.Wszyscy uczacy się zrobili duże postepy , a jeżdzacy znacznie się poprawili.Najmłodszym najbardziej podobała sie jazda po lesie .Zdjęcia : http://www.skionline.pl/forum/gallery/browseimages.php?do=searchresults&searchid=156699Ja najbardziej jestem dumny z mojego 6,5 letniego juniora . ( na zdjęciu )1 punkt
-
Czas na epilog, czyli powrót i podsumowanie wyjazdu.Od piątku nie przestawało padać więc wszędzie widać już było sporo zalegającego, świeżego śniegu. Nie wróżyło to najlepiej na drogę powrotną. Przed 9 wyruszyliśmy, drogi w dolinie wyglądały tak Na autostradzie nawierzchnia była znacznie lepsza, ale jechało się fatalnie. Właściwie już w Insbrucku stanęliśmy w korku i tak było aż do Monachium. Odcinek ponad 100km jechaliśmy około 4 godzin, koszmar. Za Monachium na drodze zrobiło się luźniej, ale mieliśmy już kilka godzin w plecy. Kolejna niespodzianka spotkała nas w Polsce. Zaraz za granicą z Niemcami zapaliła nam się rezerwa i wtedy okazało się, że idioci budujący autostradę nie pomyśleli o takim drobiazgu jak stacja benzynowa. Pierwszy Orlen jest ponad 100km od granicy i możecie sobie wyobrazić, co tam się dzieje. Nie było wyjścia, musieliśmy się zatrzymać. Kolejna godzina w plecy. Do domu docieramy po 18 godzinach jazdy.Podsumowując, jesteśmy bardzo zadowoleni z wyjazdu. Porównując skiline z tego i zeszłego roku teraz jeździliśmy więcej, ja czuję, że moje umiejętności idą w górę i mam coraz więcej frajdy z jazdy. Chciałoby się móc więcej i częściej... Sam ośrodek Soelden jest świetnie zorganizowany, daje też niepowtarzalną możliwość jazdy w najwyższych partiach Alp.Bardzo szerokie, łagodne, niebieskie trasy na pewno spodobają się uczącym. W tym roku pierwszy raz jeździłam z przyjemnością na czarnych trasach, nie była to już walka o przetrwanie. Na pewno bardzo pozytywnie zapamiętam czarną "14" na Giggijoch. Dużym mankamentem jest częste zamykanie części lodowcowej i wtedy niestety, na dole robi się gęsto, bardzo gęsto, za gęsto jak dla mnie. Nie mam dużego doświadczenia w wyjazdach alpejskich, ale zeszłoroczny Skicircus chyba pasował mi bardziej niż Solden. Jeździliśmy tam na większej ilości tras, narciarsko na pewno był to bardziej urozmaicony pobyt. Dobrze, że czas szybko leci i niedługo będzie można planować kolejny wyjazd:smile:1 punkt
-
Jeśli się chce jeździć dużo i z dużą intensywnością, powiedzmy przejeździć dziennie 60-80 km, do tego jeździć trasy długie bez wielokrotnego zatrzymywania to dla amatora, nawet ze świetną kondycją - taka jazda wymusza wyższą pozycję, jeśli się tak jeździ długo to po prostu przyjmuje się taką wyższą pozycję za naturalną. Kiedyś jeździłem niżej a teraz wyżej - właśnie z tego powodu, nie walczę z czasem i walą mnie kwestie estetyki czy mody, liczy się skuteczność i to by "noga podawała w miarę świeżo" też w szóstej godzinie jazdy non stop. Popatrzmy na zawodników, jak jeżdżą na treningu to jeżdżą race-owo, nisko i agresywnie, ale jak się zwożą ze stoku nie trenując to jak jadą? Jada wysoko, szybko i nie dokręcają skrętów do końca bardzo często, do tego jeżdżąc sportowo i trenując robią to w bardzo małych dawkach, parę zjazdów i przerwa. Niech ktoś przez 6-7 godzin pojeździ intensywnie i zrobi taki wydatek jazdy jeżdżąc nisko i trzymając nieustanie krawędź dokręcając każdy skręt na maxa, i to w ośrodku z szybkimi wyciągami i długimi trasami gdzie intensywność jazdy w stosunku do czasu wypoczynku jest taka jak być powinna. No i na następny dzień też się jeździ i też chce się jeździć dużo i dobrze i na minimalnym zmęczeniu.1 punkt
-
Dziwnie ułożył się ten sezon ski-turowy. Najczęściej odwiedzałem rejon Hali Kondratowej, a na szczycie Kopy stanąłem aż osiem razy... Nie ukrywam, że lubię to miejsce, a dlaczego? Przeczytajcie państwo sami. Wiele jest w Tatrach miejsc urokliwych, które niczym magnes ściągają kolejne pokolenia turystów. Jednym z nich jest na pewno Hala Kondratowa oraz schronisko PTTK na polanie, położone urokliwie u stóp Giewontu. Aby tu dojść wystarczy godzinny spacer z Kuźnic. W lecie obsługuje ono głownie turystów idących na Giewont lub Czerwone Wierchy, a zimą narciarzy, którzy często nartostradą przez Kondratową lubią wracać tędy do Kuźnic. To magiczne miejsce w sercu gór. Pierwsze schronisko dla turystów powstało tutaj w 1933 r. W 1948 r. obecne schronisko na Kondratowej zostało wniesione dzięki zaangażowaniu zakopiańskiego oddziału PTT, a jego pierwszym gazdą był Stanisław Skupień - znany zakopiański narciarz, olimpijczyk (1932 – Lake Placid), zawodnik klubu SN PTT i medalista mistrzostw Polski w biegach narciarskich. To on stworzył rodzinną, kameralną atmosferę tego urokliwego schroniska, którą można odczuć i dzisiaj. Potem schronisko prowadził Andrzej Skupień, a od jego śmierci gaździną na Kondratowej jest Iwona Haniaczyk. To już trzecie pokolenie rodziny Skupniów w tej części Tatr. I mimo, że prowadzenie schroniska wiąże się z ciężką fizyczna pracą, jego gaździna, Iwona Haniaczyk, nie zamieniłaby swojej pracy na żadną inną. - Mam przecież najpiękniejszy widok z „biura” - na Czerwone Wierchy i Kasprowy Wierch - mówi. Powyżej schroniska znajduje się ładna łąka z widokiem na Kasprowy Wierch, Giewont i Czerwone Wierchy. Nieco poniżej schroniska, na niedużej polance, wznosi się szałas pasterski, a „bacował tu tęgi zbójnik i rozbójnik Wojtek Mrowca Gał z Olczy”, jak podają źródła historyczne. Można stąd dojść na Przełęcz Kondracką przez tzw. „Piekło” lub pójść w drugą stronę na Przełęcz Pod Kopą Kondracką i dalej na Czerwone Wierchy. Najciekawszym moim zdaniem celem narciarskim w rejonie Hali Kondratowej jest Kopa Kondracka (2005 m.n.p.m). Stoki ma w większości trawiaste i wystarczy niedużo śniegu, a można z niej zjechać na nartach. To z pewnością cel wart wyjścia na początek sezonu. Przy dobrych warunkach śnieżnych można na nią wejść na nartach nawet w styczniu. Pamiętajmy jednak, że to tereny występowania dużych lawin i trzeba zawsze sprawdzić aktualny stan zagrożenia lawinowego. Jeżeli pokrywa śnieżna nie jest stabilna, zawsze wycieczkę możemy skrócić np. dochodząc tylko do Kamienia. Kopa Kondracka to moja (i pewnie nie tylko moja) zdecydowanie ulubiona narciarska „góra” w Tatrach Zachodnich i jedna z chętniej odwiedzanych w całych Tatrach. Ileż „wariantów” i „wariancików” udało się tutaj zrobić – pewnie będzie tego z kilkanaście. Ale do rzeczy. Szczyt położony jest bardzo blisko Zakopanego. Z Kuźnic osiągniemy go po szybkim podbiegu w czasie ok. 2 – 2,5 godziny (w zależności od kondycji, są też szybsi:). A w nagrodę za trudy podejścia czekają nas królewskie widoki oraz długi i piękny zjazd o długości 3-4 kilometrów. Dodatkową zachętą mogą być spotkania z bohaterkami turni – kozicami, które lubią ten rejon. Czasami uda nam się bowiem spotkać na tej drodze to zwierzę-symbol Tatrzańskiego Parku Narodowego. tego roku byłem na Kopie kilka razy sam. Na samym szczycie Kopy Kondrackiej spotkałem kiedyś kozi kierdel – liczący 11 sztuk. Kozice pasły się na zachodnich stokach Kopy (od strony Wyżniej Świstówki i górnych pięter Doliny Małej Łąki i tzw. Kotlin), na terenie pozbawionym już śniegu, z lubością zajadając się starą trawą. Pamiętajmy, jak ważne jest nasze zachowanie, gdy spotkamy te rzadkie zwierzęta. Nie przeszkadzałem im. Nie powinniśmy się gwałtowanie do nich zbliżać, gdyż kozice są bardzo płochliwe i mogą rozpocząć ucieczkę, co może być dla nich niebezpieczne. Podziwiajmy to piękne zwierzę ze stosownej odległości, a widok spokojnie pasących się kozic pod szczytem Kopy niech będzie dla nas czystą przyjemnością. Ja tak właśnie zrobiłem. Wbiłem narty w śnieg, oparłem się o nie plecami, kozice nie okazywały lęku i podeszły na jakieś 15 metrów. Narty zapinam na szczycie Kopy Kondrackiej i zaczynam zjazd długim skrętem na wschód, po lub w bezpośrednim pobliżu grani, w stronę Przełęczy pod Kopą Kondracką. Po przejechaniu kilkuset metrów skręcamy ostro w lewo, na stronę wielkiego zbocza śnieżnego, zwężającego się ku dołowi, w stronę niewielkich turniczek. To tzw. Karby – droga naszego zjazdu. Jest to teren dość lawiniasty – dlatego też polecamy, by dokonywać wyżej opisywanego zjazdu tylko i wyłącznie przy pewnych warunkach śnieżnych (z drugiej strony 100% pewności nigdy nie ma, możemy jednak zminimalizować zagrożenie, gdy panuje w Tatrach np. 1 stopień zagrożenia lawinowego). Gdy jest niepewnie, radzę jechać „klasycznie”, czyli stokiem z Przełęczy pod Kopą Kondracką do Kamienia, przy czym unikać formacji wklęsłych (żlebów) i raczej trzymać się grzęd. Długimi łukami poruszamy się tym stokiem, który stopniowo się zwęża ku dołowi, a stromizna maleje. Teraz możemy – o ile śniegu jest wystarczająco dużo – kontynuować zjazd na wprost, przez dwa przewężenia, do widocznego w dole Kamienia (nastromienie ok. 35º, bardzo ładny fragment zjazdu), albo łatwiej, ale niemniej ciekawie, przetrawersować stok w prawo i dojechać kilkoma skrętami do szlaku idącego na Przełęcz pod Kopą Kondracką i za jego śladem dotrzeć do Kamienia (nastromienie nieduże, ok. 25 º). Z tego miejsca czeka nas jazda dość szerokim stokiem niewielkiego kotła pod Kamieniem, a potem po niemal płaskim terenie polany zjazd „na krechę” aż do schroniska na Kondratowej. Tu zawsze warto się zatrzymać. Posiady w schronisku to także ważny element wycieczki narciarskiej. Element towarzyski. Po trudach dnia gorąca herbata smakuje wybornie, jest czas, by przyjrzeć się naszym śladom (jak jest pogoda zobaczymy je z werandy schroniska), powspominać to, co działo się w ciągu dnia. Dlatego dla niektórych Kopa to także góra wspomnień, pięknych zjazdów, ale i niemniej ważnych przyjaźni w stosunku do ludzi związanych z tym schroniskiem, dosłownie ciepłym kątem w sercu Gór. Są nimi: Iwona – kierowniczka tego obiektu, Andrzej z Kondratowej, który zawsze szeroko wyciągniętą prawicą witał mnie i moich przyjaciół w schronisku i częstował nas tym co miał najlepszego, wiecznie uśmiechnięta i dowcipna Basia, której charakterystyczny śmiech słychać było w schronisku i jego okolicy. Wreszcie wspominam bardzo miło Przemka Sobczyka z „Yurta-ski” z Kuźnic, gdzie po całodniowej „wyrypie” zawsze można się napić dobrej kawy z ekspresu i zjeść coś pysznego – to krąg przyjaźni i ludzi, którzy zawsze byli i są mi bliscy i życzliwi. Pewnie nie tylko mnie... każdy, kto chodzi w Góry przyjaciół pewnie ma. To naturalne. Samotne wycieczki narciarskie też mają urok, ale te z przyjaciółmi zawsze się lepiej wspomina. Przyjaciele... bez nich wycieczki w Góry nie miałyby przecież smaku i wyrazu. Tym razem jestem sam. Nie narzekam jednak. Dość wspominania – zapinam narty i szlakiem narciarskim pędzę do Kuźnic, tu, zdejmuję narty i definitywnie kończę „wyrypę”. Ale powrócę za rok na pewno... Źródło: Wojciech Szatkowski, www.watra.pl1 punkt
-
Wyborne smaki Andory Tu możecie poczytać o wspomnianym miejscu w Andorze:http://www.skionline.pl/stacje/?co=newsy&id_txt=4113&start=0&narciarska_poczta=11 punkt







