Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 11 Październik 2026
-
Rok
11 Październik 2025 - 11 Październik 2026
-
Miesiąc
11 Wrzesień 2026 - 11 Październik 2026
-
Tydzień
4 Październik 2026 - 11 Październik 2026
-
Dzisiaj
11 Październik 2026
-
Wprowadź datę
25.03.2013 - 25.03.2013
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 25.03.2013 uwzględniając wszystkie działy
-
Heliskiing po polsku... Mieliśmy dziś widowisko na Pilsku,ok 10.30 pojawił się Śmigłowiec z ekipą (chyba) narciarską i snowboardową.Cóż... Jedni korzystają z transportu publicznego,inni jadą samochodem,a jeszcze inni lecą na narty prywatnym helikopterem!Choć mając taką przewagę nad innymi,trza było wstać,bo jaki sens w takim lądowaniu w objęcia maksi kolejki? :tongue: Lądujemy: Helikopter pojawił się dwa razy,dowoził ekipę.Przerwa była na tyle krótka,że musiał raczej startować w B-B - Wawrosz?Takie chodzą słuchy... :wink: Może nowy właściciel ośrodka? Napatrzyli się,więc to byłoby na tyle: No to pa pa! Jeśli mnie słuch nie mylił,to po ok. 2 godzinach się zwinęli.Nie lepiej było w Alpy polecieć?10 punktów
-
Lampa w Korbielowie Wczoraj jeszcze miałem mocne wahania,gdzie jechać.Najpierw w planie pojawiła się Czantoria,bo ceny opuścili i ponoć parking bezpłatny,później Szczyrk,a ostatecznie Andy przekonał mnie do Korbielowa.Z resztą mnie na Pilsko długo namawiać nie trzeba! Decyzja zapadła!Szybko do spania,bo pobudka 5.40!Wstaje sam,bez budzika.Organizm chyba się tego domaga!Mam dość czasu,więc szybko gramolić się nie muszę.Przed wyjazdem jeszcze szybki SMS do Żonki,bo bidulka w szpitalu leży i jazda w drogę.Już przed 7 rano słońce pięknie smali,choć na zewnątrz ostry mróz.Temperatury jak styczniu,poniżej -10st!Znów jakoś auto słabo grzeje,ale słoneczko nadrabia i to mocno.Drogi czarne,bez niespodzianek,no może tylko te dziury... Jedynie w samym Korbielowie i tuż przed trochę lodu na asfalcie,ale bez tragedii. Mimo spokojnej jazdy zgodnej z przepisami,na miejsce docieram bardzo wcześniej,bo już 7.35.Powolny gramoling,bo spieszyć się nie muszę,w między czasie narty do nasmarowania i czas udać się do kasy.taka ciekawostka,do 7.45 cisza i spokój,ruchu zero,wybija owa 7.45 i pojawia się szarańcza! Jest jeszcze trochę czasu do godz. 8.00.Udaję się do kasy i tu miłe zaskoczenie!Czasy kiedy pracę w nich rozpoczynano o równej ósmej przeszły do przeszłości.Piękna pogoda,można spodziewać się idealnych warunków,więc wybór może być tylko jeden - karnet całodzienny!Taka przyjemność 80zł... Kiedyś,zwłaszcza po sezonie,to było chyba 54zł.Cóż,inflacja większa niż mówią w TV... Do ósmej jeszcze trochę,ale najniższy orczyk już chodzi,a trasa wygląda bosko! Lukam już z Płaja do góry: Chciałem od razu zasuwać na samą górę,ale kolejny orczyk stoi.Przecież nie będę stał i czekał!Ruszam w dół,bo traska jest mniam mniam!Boska rozgrzewka i znów ten ślimaczy orczyk.Ale tym razem widzę,że kolejny wyciąg już działa.No to depka i się wciągam wyżej.Pomijam Buczynkę i ruszam do samej góry,bo tam dziś na bank będą kolejki.Będą,ale po 10.Doświadczenie w tym względzie mam już spore!No to ruszamy na Miziową.Tak jak na dole,jest tu pięknie! babia Góra nie często jest tak wyeksponowana: Ruszam więc najpierw na "5" z Miziowej do Szczawin.Podobnie jak na dole jest rewelka!Ale zazwyczaj dwie doby po świeżym opadzie tak to właśnie wygląda.Kolejek póki co brak!Zaliczam "5",a następnie ruszam na Kopiec i pozostałe trasy na górze.Wszędzie miodzio!Żeby tego ślicznego sztruksu tak nie zniszczyć,początkowo jeżdżę wyłącznie delikatnym karwingiem. Nie ma tłumów,to śmigam raz po raz.Czas jednak biegnie nieubłaganie i trzeba coraz więcej kombinować,żeby w kolejkach nie stać.Korzystam też z pogody,bo widoki pierwsza klasa!Tutaj Skrzyczne: Pogoda zachęciła nie tylko narciarzy,pojawili się skuterzyści.Właśnie rozkminiają czarną: Panie Ślusarczyk!Śpisz?!To miłych snów! :tongue: Ilość ludzi drastycznie,jak dla mnie,wzrasta po godz. 10.Już nie ma wyciągu,gdzie nie ma choćby małej kolejki,więc przed 11 ruszam na Buczynkę.Warto wspomnieć,że na górze nie tylko spory mróz,ale też wiatr!Na dole tego nie ma,a warunki do jazdy równie dobre!Kolejek jakichkolwiek oczywiście zero.Podobnie na trasie z Soliska do Kamiennej.Zaliczam po prostu zjazd z samej góry na sam dół jednym ciągiem,bez odpoczynku.Dobre ponad 5 km jazdy,z jednym małym,niestety,podejściem.Przed dwunastą stwierdzam,że czas na grzańca,bo poranne mrozy i wiatr omal nie pozbawiły mnie twarzy!Szczęście dopisuję!Trafiam do fajnej knajpki w połowie BABY,gdzie jest telewizor i leci transmisja ze skoków narciarskich.Ja zobaczę ostatnią 20 w drugiej serii.Nie tylko ja,bo więcej narciarzy,łącznie z GOPR-owcem dopinguje naszych.Więc jeden grzaniec nie wystarczył... na jedną i na drugą nogę + kiełbasa .Trochę wybiło z rytmu,ale po ok 20 min. przerwy wracam na trasę.To z resztą była pierwsza i ostatnia pałza!Ruszam więc na BABĘ,bo tu krzesła puste jadą,na stoku bez tłoku: Wszędzie pięknie widać Babią i nie tylko,więc cel obrany! Tutaj bawię się najdłużej,cały czas jazda na maksa!Warunki fantastyczne mimo upływu czasu.Dopiero ok. 14 wpada mi myśl,żeby uderzyć ponownie na samą górę.Kiedy tam docieram,ludzi faktycznie nie za dużo.Na niektórych wyciągach wręcz panowie z obsługi się nudzą.Daję im pracę... :wink: Ale w tym momencie warunki już gorsze niż na dolnych trasach.bez jakiejś tragedii,ale niżej było lepiej!Nawijam tak do ok 15.30 i ruszam znów na sam dół,oczywiście jednym ciągiem!Ale już czuję te parę godzin w nogach... Sporo narciarzy się wspina,żeby zobaczyć Tatry,ale nie wiedzą,że z Buczynki w kilku miejscach widać je nie gorzej niż z samej góry.Niestety zdjęcie wyszło słabo,więc go nie ma.Bo i przejrzystość powietrza dziś była kiepska,przez smog... Po 16 na stokach robi się puściuteńko,pojawiają się też lekkie chmurki,które zasłaniają słoneczko,ale ciągle pięknie!nawijam tak do zamknięcia ośrodka,czyli do 17.00,cały czas na jazda na maksa! Kiedyś jednak przychodzi koniec,więc trza oddać karnet i się spakować.Ale dziś co najmniej równe 9 godzin na nartach,więc dzień można uznać za udany!Szkoda,że to pewnie koniec zimy,bo takich warunków i widoków to nie było przez całą zimę! Pozdrawia niezależny reporter z Beskidów!10 punktów
-
Niedziela - PilskoPomimo, że kasa na moim koncie z dnia na dzień coraz to bardziej topniała, to prognozy na niedzielę mówiły same za siebie – nie było wyjścia – trzeba pożyczyć forsę i fruuuu – na „lampę” w góry:D Jeszcze w sobotę po przebudzeniu i spojrzeniu za okno byłem wściekły na prognozy – jakie zachmurzenie, jaki śnieg?! – za oknem przecież bajka. Ale włączyłem kamerki i rzeczywiście – na Miziowej mgła, chmury i chyba nawet jakiś drobny opad. Dopiero po południu zaczęło się tam wypogadzać. O.k – w takim razie – niedziela – słuszny wybór:) Auto w tygodniu już naprawione, tak więc tym razem z rana w garażu już bez niespodzianek. Przemieszczam się w kierunku Żywca, za Żywcem zabieram moją dobrą znajomą ze studiów i uderzamy na Korbielów. Znajoma mówi mi, że ma karnety Tyskiego – ta wiadomość już poprawia mi humor, bo zamierzałem wziąć karnet na 6 h a przy nadwyrężonym budżecie każda oszczędność się liczy;P Jest jedno „ale” – trzeba podjechać do Jontka, żeby wykupić karnet. Wjeżdżamy na parking – tym razem jestem około 1 h wcześniej niż w ubiegłym tygodniu, ale wszystko już na full. Wspinam się moją przednionapędówką grubo powyżej Strug w kierunku Jontka, ale po czasie uznaje, że wolę nie ryzykować – po bokach autami obstawione, trzeba się zatrzymać, żeby przepuścić wozy z naprzeciwka – auto rusza to na lewo, to na prawo wyślizguje ślady - nie ma co – do Jontka jeszcze trochę jest – postanawiam, że zjedziemy na dół, kupimy jeden wjazd na orczyk i zjedziemy sobie na nartach do Jontka po te karnety. Tak jak poprzednio w okolicach Baby znajduje wolne miejsce na poboczu drogi (tak naprawdę to rzutem na taśmę wjeżdżam, bo już chętny na to miejsce czatował tuż za mną). Wyciągamy sprzęt i tak jak w ubiegłym tygodniu wita nas: Eurocopter:smile: - ląduje w tym samym miejscu, zabiera ludzi i leci w górę. Później się dowiaduję, że jest to prywatny właściciel (ale nie ON Pilsko:)Bierzemy sprzęt, idziemy do kasy, wykupujemy 1 jazdę i zjeżdżamy do Jontka. Warunki na pierwszej trasie wyśmienite – twardo, narty pięknie jadą – zapowiada się „smakowity” dzień:smile:W Jontku natomiast Pani przy kasie jest bardzo „wrażliwa”, staram się żartować, ale widzę, że do wybuchu niewiele już brakuje – jedna osoba-jeden karnet – Pani bardzo skrupulatnie tego przestrzega - bierzemy tylko 2 karnety a znajomi będą musieli sami ze stoku sobie po nie podjechać – wolimy nie ciągnąć tematu, bo bomba wisi w powietrzu:P Wychodząc, spotykamy chłopaka z Olkusza – on nam rozjaśnia, skąd ta nerwówka – podobno rano była bardzo długa kolejka – zawijas spory aż za samymi drzwiami - tylko jedna kasa czynna, ludzie strasznie nerwowi przez to byli, dużo osób chciało brać karnety też „na znajomego” i stąd te emocje. Podobno później przyszła druga pani do kasy i trochę te nerwy się rozładowały. Kolega z Olkusza po chwili rozmowy za wartość kaucji przekazuje nam karnety:smile: - tak więc znajomi jednak również z promocji skorzystają Rozmawiamy jeszcze chwilę – kolega chwali bardzo warunki – mówi, że czy do Tatr czy do Korbielowa mają taką samą odległość, ale Korbielowem jest zachwycony i stwierdza, że tu „lepsze warunki”:smile:.Kończymy rozmowę i udajemy się do dolnej stacji orczyka a następnie jedziemy w górę, bo czas ucieka. Mijamy Buczynkę – kierunek Płaj – znowu trochę zabawy i radochy z talerzykiem i skręt w lewo – po zeszłym tygodniu podchodzę tu z ostrożnościa – ale: trawy i przetarć już nie ma, kamieni też nie widać – śnieg przykrył wszystko to, co było w zeszłym tygodniu, coś przy przejedzie na tej pierwszej ściance jakby pod tym śniegiem było czuć, ale potem już spokojnie - jazda prosto do Szczawin. Na Szczawinach – lewy orczyk: trochę dłuższa, standardowo-weekendowa kolejka, prawy – na bieżąco. Wspinamy się na Miziową, tam już widać ogonek ale słońce pięknie przyświeca, więc dusza się sama raduje:smile:Orczykujemy na szczyt i zaraz 5-tką w dół – jest przepięknie – trochę śniegu już rozkopanego ale nie ma mowy o żadnych muldach, brak lodu (lewa strona ścianki przed schroniskiem czynna) i na pewno bardziej twardo i jeszcze lepiej niż tydzień temu – jest ekstra – zjeżdżamy dalej 5-tką do Szczawin – to samo – po prostu „mega warun” jak to Gregor powiada - i bajka:D.Do 13-ej, póki „Tyskie” pozwala, jeździmy 5-tką a później przydałoby się coś dokupić. Myślałem, żeby wziąć 4 h, ale lepiej nie dzisiaj - kolejki do orczyków na 5-10 minut, trochę ludzi jest (chociaż bez tłoku na trasach) – kupujemy na razie 20 pkt na jedną kartę. Wjeżdżamy na Miziową i odpoczynek. A w tych alpejskich warunkach widać, że „reścik” jest na całego. Trochę fot:8 punktów
-
Wiosenny Telegraf No to dzisiaj dwaj górale niskopienni, czyli ja i Mifilim wybraliśmy się na kielecki Telegraf pokorzystać z uroków tegorocznej wiosny i ponartować. Co mogę powiedzieć? Ano to, że kocham taką wiosnę KOCHAM !!! Przefantastyczne warunki na stoku i jazda na maksa. Śnieg szybki, twardy, zmrożony, temperatura ok -2c, czasem lekki poryw wiatru, niebo lekko zachmurzone, dużo słońca i jeszcze więcej frajdy. Michał był od 10, ja dojechałem ok 10:30 i na karnecie do 13 jeżdżąc bez przerwy zrobiłem 28 zjazdów, a przy okazji zrobiłem kilka zdjęć telefonem: widok z dołu: tu wsiadamy na wyciąg praktycznie bez kolejek: i jedziemy sobie w kulminacyjnym punkcie na wysokości ok 4,5 piętra: wysiadamy: pamiątkowe zdjęcia, spojrzenie na stok i panoramę Kielc: I podsumowując... było zaje...ście :laughing: Choć nie dla każdego, bo jeden narciarz nie wiem jak to zrobił, ale zaraz za spadkiem już na wypłaszczeniu zaczął koziołkować i chyba sobie coś zrobił, bo niedługo potem na dole widziałem karetkę.8 punktów
-
Tak gdzieś po 30-40 minutach zjeżdżamy na dół – beż żadnych emocji, twardo, jedynie przed górną stacją orczyka na tej ścianie trochę lodu, niżej trochę trawy, więc lepiej wziąć to wszystko z boku. Ale musiało być zimno, bo mała butelka wody, którą miałem w wewnętrznej kieszeni mojej kurtki zamieniła się w napój lodowy:smile:Jeszcze o godz. 14, przed rozpoczęciem wchodzenia, ludzie jakby nagle się zmyli, zrobiło się spokojnie ale teraz – to już zupełnie pusto. Jazda praktycznie na bieżąco do orczyka, 5-tka z Miziowej do Szczawin trochę bardziej przylodzona. Od godz. 16 czuć, że zbliża się koniec. Jeździmy do godz.17 - potem orczyki zostają zamknięte - więc pora uciekać-jeszcze ostatnie spojrzenia na Miziowej: i kierujemy się na Buczynkę – to, co zaraz na początku niebieskiej trasy w lesie a później na zakrętach było w ubiegłym tygodnie odsłonięte – dzisiaj wszystko ładnie przykryte – jedynie trochę lodu na trasie, ale nic takiego strasznego.Na Płaju ponownie wita nas miły prezent: i dalej już tak samo:smile: Buczynka znowu pusta i cała dla nas – wspaniałe uczucie- minimalnie rozkopana, ale bez muld. Dopiero na ściance przed OES-em – parę odsłoniętych miejsc z lodem, kilka – dosłownie – kamorów – ale jak przypominam sobie to, co było tu o tej godzinie w zeszłym tygodniu, to i tak rewelacja, że w takim stanie dotrzymało. Nauczony w zeszłą sobotę omijam wykrzyknik i od razu kieruje się w maksymalnie w prawo –a tu o dziwo- orczyk jeszcze chodzi. Śmigamy więc w dół, bo jasno jest, więc mamy nadzieję, że może jeszcze tu za reszkę punktów pojeździmy, ale w połowie trasy orczyk staje – no cóż – trawersujemy i kierujemy się na Babę. A tu zdziwienie – inaczej niż w zeszły weekend – wyższe trasy w dobrym stanie a Baba trochę już oblodzona, zmęczona (widzę też na ściance kilka dosłownie kamorków) – no cóż – o tej godzinie nie ma już co wybrzydzać – pojeżdżamy do czytnika, ale okazuje się, że karnet jest już „Nieaktualny” – szkoda – czyli tylko czasówki obowiązują wymiennie na Babie. Zostawiamy sobie te 4 wjazdy na przyszłość, kończymy jazdę i udajemy się do auta.Dzień był przepiękny – pogoda a przede wszystkim warunki – jeszcze lepsze, niż w zeszłym tygodniu – było twardo, narty aż same chciały jechać i śmigały – po prostu pięknie:smile:Spać poszedłem grubo po 24-ej, rano ciężko było, ale dla takich dni (nawet w niedzielę) naprawdę warto – Pilsko rządzi!5 punktów
-
Na szczycie wiatr tak wzmaga zimno, że 2 minuty bez rękawicy do fotografowania i odmarzł mi palec w ręce – cały biały, siny – pierwszy raz takie coś mi się zdarzyło – koniec focenia – tu już nie ma żartów (opuszki do dzisiaj jakby z drewna były:P). Napawamy się widokami na szczycie, jest przepięknie – Tatry, okolice:5 punktów
-
Nowa Osada wieczorkiemZaraz po pracy szybkie pakowanko i w drogęW Wiśle jestem o 16,kupuje karnecik do 21 za 40 zł i ruszamJeśli chodzi o pogode to zimno -5,wiaterek i cały czas temperaturka spadaNarciarzy może z 30-tu :,jazda na bieżącoWarunki na stoku,co tu pisać-mróz,mało luda=bardzo dobre warunkiWyjeżdżony jazde kończe coś chwile po 20,jakoś mi bylo zimnawo :Gdy zdawałem karnecik pani żdziwiona informuje mnie że NO ma zamiar kończyć sezon 13 kwietnia:rolleyes::4 punkty
-
Podziwiam takich Ludzi :happy: Brawo! "Straciłem nogę, ale zyskałem coś innego". Historia świetnego narciarza Andrzeja Szczęsnego [wywiad] Jest uważany za jednego z najzdolniejszych i najbardziej wszechstronnych polskich narciarzy alpejskich. Jest w światowej czołówce, mimo że na nartach zaczął na poważnie jeździć dopiero w wieku 16 lat. Nie byłoby w tym może jeszcze nic zaskakującego, gdyby nie fakt, że uczył się wtedy jazdy od podstaw... na jednej narcie, bo Andrzej Szczęsny ma tylko jedną nogę. Ile miałeś lat, kiedy straciłeś nogę? Andrzej Szczęsny: Jak miałem 10 lat, wykryto u mnie nowotwór kości. Początkowo źle postanowiono diagnozę i nogi nie udało się już uratować. Konieczna była amputacja. Dla chłopca w tym wieku to musiał być straszny cios... Może to wydać się dziwne, ale ja bardzo szybko zaakceptowałem siebie i fakt, że nie mam nogi. Wszyscy byli z tego powodu w szoku. Po około miesiącu sam wyszedłem ze szpitala o kulach. Szczególnie lekarze byli zdumieni. Na pewno bardzo mi pomogła akceptacja kolegów i rodziny. Nie uważali mnie za niepełnosprawnego. Wszystko było jak dawniej – biegałem z nimi po podwórku, grałem w piłkę, jeździłem na rowerze. Jeździłeś na rowerze? Miałeś protezę? Nie. Uczyłem się jeździć na rowerze jakby od początku. Zaczynałem na takim małym rowerku. Było z tym dużo kłopotu i miałem niemałe trudności, ale z czasem zacząłem sobie zupełnie dobrze radzić. Pedałowałem jedną nogą. A kiedy zaczęła się przygoda narciarska? Jeździłeś na nartach przed amputacją? Jeżdżeniem to tego raczej nie można było nazwać (śmiech). Zjeżdżałem z okolicznych górek, jak pozostałe dzieciaki. Narciarstwo zaczęło się już po operacji. Jak miałem 16 lat jak poszedłem do szkoły średniej w Busku-Zdroju. Tam był klub dla niepełnosprawnych sportowców. Najpierw zacząłem grać w siatkówkę na siedząco. To był mój pierwszy sport na poważnie. W zimie zorganizowany był jednak wyjazd w góry. Prezes klubu chciał mnie nauczyć jazdy na nartach. Powiedział, że zna niepełnosprawnych narciarzy i że jazda na nartach z jedną nogą jest możliwa. Ja nie bardzo mogłem to sobie wyobrazić, ale poszedłem na stok. Wywróciłem się raz, drugi i doszedłem do wniosku, że to nie dla mnie. Na tym obozie nie założyłem już narty. Dobrze, że prezes był nieugięty. Zabrał mnie na drugi obóz. Radziłem sobie już z kulonartą, ale miałem ogromne problemy z jazdą wyciągiem. Prezes wnosił moją nartę i kulonartę, a ja podchodziłem do góry. To była tak ośla łączka, ale z czasem podchodziłem coraz wyżej i wyżej. Później zacząłem ponowną walkę z wyciągiem. Nie mam stawu biodrowego, więc musiałem orczyk trzymać rękami. Miałem duże problemy z równowagą. Ale z zacięciem ćwiczyłam i równowagę i siłę. Po tym jednym sezonie zaczęło mi to wychodzić. Na tyle dobrze, że w drugim sezonie pojechałem na obóz kadry do Austrii. Po jednym sezonie nauki? Dokładnie tak. Myślałem, że umiem już całkiem nieźle jeździć. Na obozie poznałem chłopaków z reprezentacji, którzy trenowali już kilka lat. Okazało się, że umiem na tych nartach co najwyżej stać (śmiech). Ale była tam naprawdę fajna atmosfera. Jeden z kolegów, który startował już w Pucharze Świata, bardzo mi imponował. Zacząłem go naśladować. Dużo się od niego nauczyłem. Ale jak to w sporcie często bywa – uczeń przerasta mistrza. Przerosłeś mistrza? Po 5-6 sezonach zacząłem mu dorównywać i byłem bardzo dumny. Miałem nadzieję, że wystartuję na Paraolimpiadzie w Salt Lake City, ale niestety zabrało mi punktów. Już wtedy startowałem w Pucharach Europy i Świata. Miałem coraz lepsze wyniki. Szykowałem się na kolejny sezon paraolimpijski – Turyn 2006. Pojechałeś do Turynu jako nasz reprezentant. Tak. Byłem naprawdę w bardzo dobrej formie. Miałem pecha. Jeszcze przed startem, byliśmy już w wiosce olimpijskiej, podczas treningu na stoku zahaczyłem bramkę slalomową i złamałem nogę – jedyną, którą mam. To było poważne złamanie kości piszczelowej z przemieszczeniem. Helikopterem zostałem zabrany do szpitala w Turynie i po 2-3 godzinach już byłem operowany. Lekarze mieli tam naprawdę setki takich przypadków, więc zajęli się mną fenomenalnie. Ale i tak byłem załamany. Tyle lat przygotowań na nic. Ale zadzwonił do mnie znajomy i powiedział: "Andrzej, co cię nie zabije, to cię wzmocni!" Zawziąłem się. Lekarze nie założyli mi gipsu, tylko stabilizator zewnętrzny i kazali jak najszybciej na nodze stawać. Już po dwóch dniach zacząłem chodzić. Stabilizator musiałem nosić aż do lata. Zacząłem też intensywnie jeździć na rowerze. Wystające śruby budziły niemałe zainteresowanie ludzi (śmiech). Od jesieni ruszyłem pełną parą z treningami. Nie poddawałem się. Jednak w psychice został mi ten wypadek i blokada, więc ten sezon poświęciłem na powrót. Początkowo z daleka omijałem bramki slalomowe. Po sezonie zacząłem pełną parą przygotowywać się do kolejnej paraolimpiady – w Vancouver. Znów byłem naprawdę dobrze przygotowany. Moją koronną konkurencją jest slalom specjalny. W trakcie zjazdu niestety zablokowałem się psychicznie. Nie pojechałem nawet w 60 proc. tego, co jeżdżę na treningu. Nie pracujecie z psychologiem? Praktycznie nie. Praca z psychologiem jest bardzo ważna. Inne reprezentacje poświęcają temu naprawdę dużo uwagi. Teraz przed Soczi mamy nadzieję, że to się zmieni i będziemy na stałe współpracować z psychologiem. Zimowe igrzyska w Soczi to najbliższy cel? Zdecydowanie. Chociaż za miesiąc są Mistrzostwa Świata w Hiszpanii. To będzie dobry sprawdzian przed Soczi. Każdy z zawodników na pewno da z siebie wszystko, ale medale są tylko trzy. Trzeba będzie powalczyć. Który wynik uważasz za swoje największe osiągnięcie? Na Mistrzostwach Świata w 2004 byłem piąty w slalomie gigancie, a na Mistrzostwach Europy – w tym w 2012 – dwukrotnie czwarty. To niestety nie podium, ale to dla mnie duże osiągnięcia. Może w Soczi się uda (śmiech). Jesteś uważany za najbardziej wszechstronnego zawodnika polskiej reprezentacji paraolimpijskiej, bo startowałeś we wszystkich konkurencjach alpejskich. Rzeczywiście startowałem we wszystkich konkurencjach włącznie z downhillem. Miałem jednak drugi wypadek w 2012 roku, który skończył się ponownym złamaniem nogi. Nie był to co prawda tak poważny uraz, jak ten pierwszy, ale wsadzono mi nogę w gips. Od tej pory skupiłem się na dwóch konkurencjach, a których mam największe szanse – slalomie i slalomie gigancie. W jednym z wywiadów powiedziałeś: "Straciłem nogę, ale zyskałem coś innego. Pasję, która wypełnia moje życie". To niezwykłe wyznanie. Przed nauką jazdy na nartach zawsze byłem bardzo aktywny – pływałem, grałem w piłkę, dużo jeździłem na rowerze. Narciarstwo jednak dało mi inne uczucie – wolność, spełnienie. Mimo że kosztowało mnie naprawdę dużo siły i wyrzeczeń. Poświęciłem mu większą część swojego życia. Mam świadomość, że narciarstwo alpejskie to sport ryzykowny. To w końcu sport ekstremalny. Tyle, ile miałem stłuczeń i kontuzji... to wiem tylko ja i trener (śmiech). Zuzia Górska w swoim wpisie zwróciła uwagę, że wielu ludzi patrzy na ciebie z podziwem, bo na stoku radzisz sobie niejednokrotnie lepiej niż osoby pełnosprawne. Pewnie dlatego, że pogodziłem się z niepełnosprawnością. Musiałem. Poruszam się sprawnie, ale to kosztowało wiele ćwiczeń. Rzeczywiście są ludzie, którzy patrzą na mnie z podziwem, podchodzą i gratulują. To się dzieje jednak rzadko. Większość patrzy z boku. Nadal z dystansem. Masz fanpage na Facebooku, fani założyli ci też stronę, to wzrusza czy mobilizuje? To bardzo miłe, ale przede wszystkim chyba jednak mobilizujące. Daje mi dużo siły. Walczę dalej. Co planujesz po zakończeniu kariery narciarskiej? Trener kadry paraolimpijskiej? Na pewno do Soczi pojadę jeszcze jako zawodnik. To, czy zostanę w kadrze, uzależniam od wyniku i od tego, na ile zdrowie mi na to pozwoli. Mój trener miał najlepsze wyniki w wieku 34-37 lat. Ja mam 30, więc jeszcze kilka lat przede mną (śmiech). Później bardzo chciałbym trenować innych narciarzy. W Polsce jest bardzo mało tych, którzy się na tym znają. Są może 2-3 takie osoby. Narciarstwo to twoja pasja czy też sposób na życie? Pasja, bo niestety sposobem na życie być nie może. Musimy się sami starać o sponsorów i czasem nawet dokładać. To trudne i smutne. W porównaniu z zawodnikami innych reprezentacji widać, że trenujemy dużo mniej niż oni. Staramy się i robimy, co możemy, również z pomocą sponsorów – za co im bardzo dziękuję. Idzie nam naprawdę dobrze, ale widać jednak, że brakuje nam dni na śniegu. Szkoda, ale może to się kiedyś zmieni. Źródło: natemat.pl Andrzej w akcji na zawodach: [video=youtube;be8Ef_BjQkA] [video=youtube;HYQstsnSgc4]3 punkty
-
Alta Badia, ciąg dalszy.19 marca (wtorek) - pogoda jak marzenie, ale jeszcze wrócę do poniedziałku. Przed godziną 13-tą dzwoni telefon, po drugiej stronie przedstawia się pani Agnieszka Harat i pyta czy brałem udział w konkursie organizowanym przez "skionline" - "Zakończ sezon w Karyntii". Potwierdziłem, pani Agnieszka mówi, że właśnie zostałem laureatem, czyli przysłałem odpowiedź jako setna osoba, oczywiście ucieszyłem się, ale powiedziałem, że właśnie jestem na nartach w Dolomitach i nie będę w stanie wykorzystać wygranej do końca sezonu "właściwego", czyli do ok. 14 marca tego roku. Pani Agnieszka podziękowała za moją uczciwość (niektórzy powiedzą - frajerstwo), i powiedziała, że skontaktuje się z następną osobą, która dobrze odpowiedziała na pytanie, a ja mam nadzieję, że ktoś owocnie wykorzysta trasy Karyntii. A teraz wracam do opisu pobytu w Alta Badii, chociaż we wtorek pojechaliśmy skibusem na Kronplatz. Przystanek jest przy dole trasy Sompunt w Pedraces, a po drugiej stronie przy trasie Piculin, pierwszy skibus odjeżdża o 9:10 i jedzie 20 minut. Po dotarciu na wierzchołek zjeżdżamy do Perki, co nie było dobrym pomysłem bo po obfitych opadach śnieg nie był szybki. Potem kilka zjazdów do Olangu i powoli przemieszczamy się w stronę Pikulina (kilka zjazdów na świetnej czerwonej z Piz de Plaies), a na koniec czarna Piculin i wracamy do Alta Badii.3 punkty
-
WorldSkitest 2013 - Snow Style, czyli wybór najładniejszej narty na teście Damskie High Performance Open Space Twin Tip Damskie Allround Męskie GS Męskie Allround Męskie SL Męskie All Mountain Junior3 punkty
-
Jaworzyna 24.03.2013 W taki dzień jak wczoraj- tylko Jaworzyna. W skrócie: Ludzi jak na Jaworzynę - mało - wszędzie bez kolejek, przygotowanie tras - rewelacja ( do zakończenia jazdy , do 15 bez zmian), widoki - ekstra, tylko mróz dał się rano w kość (-19 st) i padła komórka nieopatrzenie zostawiona w zewnętrznej kieszeni. To był najlepszy wyjazd w tym sezonie - tylko czemu na koniec marca ?. I ostatnia informacja - kolejki działają tylko do 2 kwietnia, następnie przerwa na przegląd i rozpoczynają sezon letni od 19 kwietnia - ciekawe czy będzie jeszcze wtedy śnieg :biggrin:3 punkty
-
16 marca zawitaliśmy do La Villi, do pensjonatu Gana (wyjazd z BB o 6:00, na miejscu o 16:15). Wyjazd w ramach Dolomiti Super Sun - śpimy 7 nocy, płacimy za 6 (420 € za apartament 3-4 osobowy); jeździmy 6 dni, płacimy za 5 (194 €), wyszło 334 € za osobę. Dwa ostatnie zdjęcia to widok z okna pensjonatu (trasa Gran Risa, zdjęcie czwarte zrobione po 21-ej). Cdn...2 punkty
-
Alta Badia, ciąg dalszy.22 marca (piątek), dzisiaj znowu do Val Gardeny, ale tym razem omijamy Secedę i podchodzimy pod wyciąg na Monte Pana, potem Mont de Seura i wyciągami pod Sassolungo docieramy na Passo Sella. W drodze powrotnej świetna i pusta czerwona do Selvy. Wyjazd do BB w sobotę o po 6-tej, na miejscu jesteśmy o 17-tej. To był mój dziesiąty wyjazd w Alpy, ale pierwszy w Dolomity, poprzednio Val di Sole i Saalbach. Pod względem warunków pogodowych stawiam go na równi z pierwszym wyjazdem (Val di Sole: 27 marca do 3 kwietnia 2004, dużo śniegu i sześć dni słońca).2 punkty
-
Zawsze go lubiłem, podziwiałem mimo, że był zdecydowanie słabszy od najsłabszych skoczków. Tak, że z wielką przyjemnością obejrzałem film dokumentalny o Eddiem. Myślę, że warto poświęcić kilkanaście minut na to. A film znajduje się tutaj: http://vod.pl/droga-na-podium-michael-edwards,91430,w.html2 punkty
-
Alta Badia, ciąg dalszy.18 marca (poniedziałek) - "ale doj...ło śniegu" - to słowa, które cisną się naszej trójce na usta, kiedy patrzymy rano za okno. W ten dzień jeździmy do 12-ej z powodu padającego gęstego śniegu w pobliżu "Gany" - Sponata, Sompunt i Santa Croce. Miałem okazję wypróbować mój nowy nabytek http://allegro.pl/head-peak-78-flow-ride-183cm-wyprzedaz-i3069355725.html . Początkowo nie wiedziałem jak sobie z nimi poradzić, ale wystarczyło dać im jechać i pojawił się uśmiech na mojej zasypanej śniegiem twarzy. Lekkie odchylenie do tyłu jeszcze dodawało stabilności i prędkości. W górnej części Santa Croce mogło być około 40 cm świeżego śniegu, a właściwie puchu, bo rano było około minus 5 *C2 punkty
-
Alta Badia, ciąg dalszy.17 marca (niedziela), rano ładnie - jedziemy na Lagazuoi, ale najpierw wyjazd gondolą na Piz la Villa i przez Piz Sorega zjazd do Armentaroli i wyjazd skibusem za 6 € na Passo Falzarego. Na szczyt wyjeżdżaliśmy w 7 osób (wagon co najmniej na 60 osób), na górze podziwianie widoków i jazda po pustej i idealnej trasie aż do orczyka w Armentaroli (dół bardzo płaski, a nie chciało się nam czekać na "konny" wyciąg). Potem przez trasy Alta Badii, Corvarę i Colfosco na trasy Forcelles i Col Pradat. Po południu zrobiło się pochmurno i zaczął padać śnieg (i tak padał do wtorku). Do pensjonatu wróciliśmy przez Col Alto i Piz la Villę. Zdjęcia z Lagazuoi i gondoli Li Ila :2 punkty
-
Pilsko 23-24.03 Wyjazd z moimi paniami. Jako, że na jazdę mamy zaplanowane dwa dni wyruszamy z Gliwic po 9. Po dotarciu do Korbielowa szybkie zakwaterowanie i jazda na stok. W sobotę kolejek zero, warunki wyśmienite, jedynie słońca mogło by być trochę więcej (malkontent ). Jeździmy do końca, dziewczyny dają radę, tak, że wieczorem jeszcze dwie godzinki śmigania na Babie. Tutaj mega twardo i szybko, w końcu temperatura w okolicach -15, więc jak może być inaczej. W niedziela rano wita nas pełne słońce i fajny szczypiący mrozik. Najpierw jazda na Buczynce, potem Kopiec na zmianę z Pilskiem i z przerwami na wygłupy z młodszą z moich dam (jestem po tym 100 razy bardziej wykończońy niż po jeździe). Jednym słowem bardzo udany wyjazd - Pilsko rulezzzz!!!2 punkty
-
Stożek 24.03.2013Najlepszy jeżeli chodzi o warunki i pogodę krajowy wyjazd narciarski w kończącym się sezonie. Taką pogodę jak dzisiaj na Stożku miałem przez 5 i pół dnia w grudniu w Alpach. W Polsce tylko dzisiaj miałem tzw ,,lampę'' bo przeważnie to była mgła ,całkowite zachmurzenie a często opady śniegu lub mżawki. Sezon zakończyłem bardzo udanym wyjazdem. Oceniam go na 6 z małym minusem .Kilka fotek2 punkty
-
Panie Kazimierzu klucze... Wczoraj było świętokrzyskie, dzisiaj lubelskie... Kierunek - Kazimierz Dolny nad Wisłą. Po drodze, Zakłady Azotowe w Puławach: Królowa polskich rzek - Wisła, coraz większa... Nim dojeżdżamy na miejsce, w głowie przypomina mi się niezapomniany skecz z filmu Rejs: "...Panie Kazimierzu - klucze... - Kluczbork?" [video=youtube;K0uwEbIxhQw] Nie. Na narty jedziemy do Kazimierza... Temperatura -5, śniegu pod dostatkiem, zza chmurki co jakiś czas wygląda słonko. Nie jest w 100% idealnie, ale jest bardzo dobrze. Obydwie trasy bardzo twarde, przygotowane - tylko jeździć! Góra, dół, góra, dół - niczym w transie. Ludzi przybywa. Czasami przy dłuższym wyciągu robią się kolejki - mimo tego nie czeka się dłużej niż dwie minutki by wjechać na górę. Cóż - weekend. Czyżby któryś z narciarzy spadł z talerzyka i próbował wlecieć do jaru?... W Ośrodku poza Bałwanem, który górował przy stromym odcinku trasy czerwonej znika już sprzęt do produkcji śniegu... ...zniknęła również ciecz ze zbiornika magazynującego wodę do naśnieżania: Trasa zielona jest naprawdę szeroka: Widok na koniec wyciągu: Spojrzenie w kierunku doliny Wisły i początek trasy czerwonej: Druga jej część: Oraz fotka zrobiona ze mną w dolnym fragmencie trasy: Wszystko co dobre, szybko się kończy. Weekend dobiega końca. Czy był to ostatni weekend w województwach świętokrzyskim i lubelskim??? Widząc wszystko z bliska: ilość śniegu, twardość podkładu (miejscami lity lód), przygotowanie ośrodków - z pewnością, jeśli tylko będą występować przymrozki nocami, to Sezon w Centralnej Polsce będzie trwał jeszcze długo - myślę, że co najmniej dwa tygodnie. Więc?... Trzeba korzystać póki można. A potem? No a potem, "wzrok" należało będzie skierować w kierunku Tatr. pozdrawiam marboru2 punkty
-
Przyganiał kocioł garnkowi... czyli Marboru Marcinowi, że jest Nartoholikiem :wink:1 punkt
-
Wiesz taka pogoda na koniec marca,trza targać Jutro końcówka mrozów,proponuje Ci też jeszcze potargać w zimowych warunkach :tongue: A co do kondycji to powiem jak dbasz tak masz :biggrin:1 punkt
-
Marcin... ...wydaje mi się, że jesteś Nartoholikiem :wink: Pozazdrościć kondycji :happy:1 punkt
-
1 punkt
-
Alta Badia, ciąg dalszy.21 marca (czwartek), znowu świetna pogoda, dziś znowu dalekie wojaże. Jedziemy przez Boe, Passo Campolongo, Arabbę, Porta Vescovo (ale widoki na Marmoladę !), Passo Pordoi, Belvedere do Canazei. Potem skibusem do Alby, na Ciampac i przez Sella Brunech na Buffaure (puste stoki) i jesteśmy na terenach Val di Fassa. W pensjonacie jesteśmy przed 17-tą.1 punkt
-
Alta Badia, ciąg dalszy.20 marca (środa), dzisiaj wyprawa do Val Gardeny. Jedziemy przez Piz la Villa, Corvarę, Passo Gardena do Selvy (świetna czerwona), potem na Ciampinoi i i na dół Saslongiem do St. Christiny, potem "kretem" pod gondolę na Col Raiser i dalej na Secedę i do St. Ulrich (10,5 km niezłej jazdy). Powrót tą samą drogą, na miejscu jesteśmy po 16-tej.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Już tam nie płacz, mogę Ci wskazać zawodników co 4 miejscem by nie pogardzili, ba nawet 14:tongue:1 punkt
-
I jak w tej sytuacji Bończa ma prowadzić swoją firmę. Kiedy wystarczy stoper,kreda i tablica z "papendekla". W dodatku ta tablica przyjmie i "skoryguje" każdy czas.Ale to już moje subiektywne odczucie poparte smutnym doświadczeniem z dzieciństwa. W 1968 startowałem na Dębowcu i pierwotnie (tuż po ukończeniu zawodów)byłem na miejscu 3, a po chwili tablica "skorygowała" czas na korzyść synka jakiegoś tam synka prominenta (jak się później okazało) a ja mały szaraczek dostałem dyplom za zajęcie 4 miejsca.:cheerful:1 punkt
-
Miałem spore problemy z dopasowaniem butów. Będąc w Lech dowiedziałem się o Strolzu. Długo się zastanawiałem, bo to trochę pieniędzy było. Ja zapłaciłem chyba 640 albo 680 eur. Nie musiałem robić dodatkowej wkładki, która kosztowała coś 70 eur. To były ceny w styczniu 2010. Zdecydowałem się i nie żałuje. Buty swietnie służą, kupuje się jednak na trochę sezonów. Czy buty z wtryskiem nie rozwiazalyby problemu? Pewnie tak, bo Strolz to tak naprawdę buty z wtryskiem tylko oni dodatkowo odbierają skorupe pod klienta. Mój znajomy Austriak opowiadał mi o innej manufakturze i podkreślał, ze Strolz już trochę poszedł w komercję, a tamci ciagle robią buty na indywidualne zamówienie. Nie pamietam nazwy tamtej firmy. W sumie strolza można kupić już w wielu miejscach w Austrii. Nie wiem czy poza Lech tez indywidualnie dobieraja wszystkie elementy, czy po prostu robią wtryskiem do jakiejś uniwersalnej skorupy. Muszę jedno o tych butach dodać. Są swietnie zrobione i goście maja super serwis. Jak ja robiłem buty, to przychodzili ludzie ze strolzami sprzed wielu lat - komuś się pasek z rzepem wyrobił, komuś coś po latach odpadlo. Naprawili, od nikogo nie wzięli pieniędzy. Ja jak byłem w wagrain miałem rozpięta kłamre jak wchodzilem do gondoli rano i, jakoś tak nieszczęśliwie kopnalem buntem, ze skrzywilem kawałek klamry. Napisałem maila do strolza, co robić, bo klamra byla do wymiany. Kazali but wysłać, naprawili odesłałi na swój koszt. Kasy nie chcieli, o nic nie pytali. Wina ewidentne moja, ale widocznie takie maja podejście. Ahha i proces tworzenia nie trwa trzy dni - popołudniu skanuja stopę, na następny dzień idzie się na wtrysk - but gotowy. Od rana dnia następnego jazda na stok. Z ciekawostek - ten pan szlifujacy to kopyto na zdjęciu dopasowywal mi buty.1 punkt
-
No niestety... :sorrow: Może tym razem już nie tak źle,ale Ordynatorowi szpitala siadło na ambicję,że tu wróciła... Od razu pozdrowienia dla niezwykle uśmiechniętej Żonki Mysiałka - współczuję i życzę szybkiego powrotu do zdrowia!1 punkt
-
Bieszczady to dla wielu z nas narciarsko miejsca kompletnie nieznane. Tym bardziej freeridowo :happy: Tarnica (1346 m n.p.m.) – najwyższy szczyt polskich Bieszczadów i województwa podkarpackiego, wznoszący się na krańcu pasma połonin, w grupie tzw. gniazda Tarnicy i Halicza. Należy do Korony Gór Polski. Szczyt Tarnicy wznosi się ponad 500 m nad dolinę Wołosatki i wyróżnia się osobliwą sylwetką. Od sąsiedniego masywu Krzemienia grzbiet (faktycznie zwornikiem jest Tarniczka) oddzielony jest głęboką Przełęczą Goprowską, natomiast z Szerokim Wierchem łączy się charakterystyczną, ostro wciętą w grzbiet przełęczą o wysokości 1275 m n.p.m., od której pochodzi nazwa góry (w języku rumuńskim słowo "tarniţa" oznacza siodło, przełęcz). Wąski, ostry, nieco wydłużony grzbiet góry, z dwoma wyraźnymi wierzchołkami (1346 i 1339 m n.p.m.), wyścielają złomiska skał i zdobią bruzdy naturalnych zagłębień, a także resztki wojennych okopów. Z południowej strony opada w dół wysoka skalna ściana, a niżej rozścielają się wielkie pola kamiennego rumoszu. Na głównej kulminacji znajduje się punkt geodezyjny i żelazny krzyż ustawiony w 1987 r., upamiętniający – wraz z wmurowaną tablicą – pobyt ks. Karola Wojtyły 5 sierpnia 1953. Tarnica stanowi najbardziej atrakcyjny punkt widokowy w polskich Bieszczadach. Oprócz wspaniałej panoramy najbliższych grzbietów polskiej części Bieszczadów, w pogodne dni można dostrzec: Tatry, Gorgany, Ostrą Horę, Połoninę Równą, Połoninę Krasną i Świdowiec. W rejon tych gór prowadzą zaledwie dwa piesze szlaki turystyczne. Pierwszy to końcowy odcinek Głównego Szlaku Beskidzkiego (Ustroń – Wołosate), wiodący od schroniska w Ustrzykach Górnych (znaki czerwone). Odcinek ten w swojej końcowej partii jest bardzo atrakcyjny widokowo, prowadząc do przełęczy pod szczytem Tarnicy (1275 m n.p.m.) połoninami Szerokiego Wierchu. Drugim jest bardziej stromy szlak niebieski Biała – Grybów, który prowadzi z Wołosatego bezpośrednio na przełęcz pod szczytem Tarnicy. Z przełęczy na szczyt prowadzi krótki (15 min) boczny szlak koloru żółtego. [video=youtube;aUoXMSjJang] Cztery zjazdy: Szeroki Wierch - Przełęcz GOPRowska Krzemień - Przełęcz GOPRowska (Nie ma na filmie. Południowy stok Krzemienia tak się przytopił że ciężko było o jakiekolwiek skręcanie ) Tarnica na Wschód Tarnica na Zachód i dalej już szlakiem do Wołosatego1 punkt
-
tumlin revisited 24.03zachęcony relacją marboru i okolicznościami przyrody (oraz moim bojkotem telegrafu w łikendy) przemogłem się :biggrin: i myślę ..co tam jakoś dam radę znieść podróż. dojazd 13,5 km nie powinien zająć mi długo :stupid:jestem na stoku o 10; jakieś 15 samochodów max; jest -6 i świeci słońce marcowe. praktycznie zero wiatru......bosko.pierwszy zjazd i już wiem, że jest genialnie - jest nadal dobre pół metra śniegu; stok pięknie ernest zrobił; jest twardo i szybko jak na tumlin. więc góra dół, góra dół; chwila przesiadki na SL9-ki (będę za nimi tęsknił jak je sprzedam:sorrow:) i tak przez 3 godzinki. super jazda i genialne warunki. na szczęście zima w pełni :biggrin: świętokrzyskie stoki się nie poddają!1 punkt
-
Dzięki wszystkim, tym z smsów i telefonów poza forum też. Jutro operacja. Dzisiaj wiemy coś więcej. 2-3,h 4 śruby + 2 pętle. Czy to był błąd ludzki czy wypadek? W sumie jeszcze się zastanawiam. Facet ciął w poprzek stoku z uszkodzonym wiązaniem i wywalił się przed moją małżonką - chciała go ominąć. Z drugiej strony to ona jechała z góry i potencjalnie mogła obrać inna trasę. Potencjalnie. Z kolejnego punktu widzenia: faet jechał na niesprawnych nartach i myślała, że go ominie a on trzasnął niewiele przed nią. Szczerze mówiąc, to zastanawiam się czy nie pogadać z jakąś firmą od odszkodowań. Ochłoniemy, pomyślimy. Jeszcze raz: dziękujemy wszystkim za wsparcie! Trzymajcie jutro kciuki. Pozdrawiam. ms1 punkt
-
no to się porobiło:frown:: sezon z głowy a zaczęła się jego najlepsza część ( jak dla mnie)ale na następny sezon będzie jak nowa :happy:, wiem bo sam to przerabiałem ale po operacji daję rady grać w lidze w tenisa więc głowa do góry - będzie dobrze...co do kultowych SL9 mam jeszcze takowe w dł.150 cm ...co do warunków - wczoraj tj. sobota VR co tu dużo pisać warunki świetne, ludzi mało bez kolejki cały czas...tylko dojazd miałem "koślawy" bo w Mikołowie policja zastawiła drogę przez Wyry,Kobiór i musiałem naokoło zapier....a potem przeczytałem że ktoś się bawił w taranowanie aut i przez to ta cała szopka...kilka zdjęć z wczoraj fajna jazda była po 9 która nie była ratrakowana.11-pod telemixem również super chyba najsłabsze warunki 8-Marguśka ale też ok.Na Dedovkę nie zaglądałem bo miały być jakieś zawody.Dzisiaj tradycyjnie Kiczera - zdjęć nie wstawiam bo stok wszyscy wiedzą jak wygląda. Byłem wcześnie 8:15 i warunki idealne jazda bez kolejki do 12. Karnet dopołudniowy za 35 zł. Z przerwą na skoki zrobiłem 29 zjazdów i warunki trzymały do końca.pozdr.TorresP.S- Mysiek gdybyś potrzebował namiary na dobrego fachowca od barku to wal na PW.P.S.-2-Rafi nie byłeś w sobotę na VR widziałem czarny kask z czerwonym czubem :laughing:P.S.-3-muszę kiedyś spróbować tych BBR-ów...1 punkt
-
utwardzi rozmiękczy zahartuje rozhartuje .... i pieron wie co jeszcze...: Nie wierz w takie bzdury! Ja kiedyś używałem kamienia, ale teraz używam pilnika diamentowego, moim zdaniem kamień jest kiepski i mało precyzyjny, ponieważ szybko się wyciera i robią się w nim rowki. Pilnik diamentowy też się oczywiście degraduje, ale nie tak szybko jak kamień.1 punkt
-
PILSKO 23 marca - najpierw odbiór karnetu za promocje TYSKIEGO w JONTKU....ostatnio jedna osoba mogla odebrac karnety dla kolegi ktory był juz na parkingu. Dziś pani mówi jedna osoba - do jednego karnetu.... kilka osób rzucało mięsem..... dwie osoby zniszczyły karnety i opusciły kolejkę,,, były wiec pewne nieporozumienia.. lecz ja zawsze spokojnie... opis trasy wszedzie piekna pierzynka.. czasem poruszałem sie lekko poza trasa.... Pilsko Kopiec świetnie warunki... potem zjazd widokowa trasa przez Buczynkę ..sliczne widoki choinek...... Czy kto s wie jak było dzis na COS Szczyrk gdzie sa zawody MP w narciarstwie... czy duzo ludzi..1 punkt
-
Białka. Miało być piątek, sobota, niedziela... ale o tym dalej. Znaleźliśmy Pensjonat Maria na gruperze za 370pln/3 noce/2 osoby ze śniadaniem i obiadokolacją. Okazał się ciut starodomodnym ale czystym, cichym i bardzo miłym pensjonatem Z SUPER KUCHARKĄ. Aaaaaaaaale zupy !!!! Piatek: idealne przygotowanie stoków, brak ludzi. BBR w ruchu i po 7dmiu godzinach mamy dość. Sobota: piękne słońce, super stok, kolejki na max 3 minuty i ... narciarz, który jedzie w poprzek stoku bo mu się wiązanie wypięło,a tak naprawdę wyleciało z szyny i jest w częściach...długa historia...i tak jedzie w poprzek stoku wywalając się przed moją żoną jadąca z góry, która uderza w niego....i telemark nie wychodzi a bark tak. Boogi, narty były fajne będziemy mieli przekrój SL9 z kultowego sezonu 03/04 Fotek nie będzie, jakoś mi się nie bardzo chce. PN lub WT operacja i druty na bark i obojczyk. P.S. BBRy na taką pogodę są wymarzonymi nartami.1 punkt
-
Zaciekawiony wpisem naszego orła Macieja na FB z dnia 11.03. "W drodze do Soczi na finał Pucharu Europy. Druga, a zarazem ostatnia próba przedolimpijska! Let's do this!!!", postanowiłem sprawdzić jak poszło, hasło Let's do this z 3 wykrzyknikami wróżyło dobrze, żeby nie powiedzieć przesądzało o sukcesie. Jako że nie śledzę za bardzo zmagań w Pucharze Europy, tego się nawet nie da śledzić bo przekaz medialny w tym zagadnieniu jest żaden, więc jedyne miejsce gdzie można coś znaleźć to strona FIS, która jak wiemy do przejrzystych i czytelnych nie należy:rolleyes::, ale poradziłem sobie:smile: Więc tak, zjazd się nie odbył - odwołany, na liście startowej do GS nikogo z PL zgłoszonego nie znalazłem, znalazłem naszego lidera na liście startowej do Super G, w rubryce Did not start:, czyli nie stawił się na starcie, dodam że jako jeden z 3 nie pojawił się w budce startowej!: ...ale Let's do this!!!:biggrin: no comment:rolleyes::1 punkt
-
kua zachowujecie sie jak baba w okresie a co gozej jak byscie wszyscy w ciązy byli relaxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx take it iiiiiiiiiiiiisiiiiiiii:D zapalcie moze po jakim "papierosie" na odstrasa:) wiadomo gospodarka swiatowa sie chwieje ale no spokojnie;p1 punkt







