Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
19.04.2016 - 19.04.2016
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 19.04.2016 uwzględniając wszystkie działy
-
Jednak przyjechalismy i nie zalujemy :-) zostajemy jeszcze na jutro.choc nie bedzie tak pieknie jak ma byc w czwartek ani dzis.za to w wekend nowa dostawa bialego :-) zmrozilo pieknie w nocy.beton na lukovej do jakiejs 10-11.na kosodrz.zjechalismy raz ok 14 trawers masakra:-) jazda w wagonikach pojedynczo a na kamerkach chyba tez tloku nie bylo :-)6 punktów
-
Dzień 5 To dzień przejścia do kolejnego schroniska. Moi koledzy nie dali się przekonać na lekko forsowny plan wejścia na Tresero a później po zjeździe do Brancy, przejścia dołem doliny do naszego nowego punktu. Mamy więc dość lekki plan wejścia na Pasquale (3558 m) i zjazd do Rifugio Pizzini - Fratolla (2706 m). Na początku powtarzamy (w drugą stronę) trasę z dnia 2. Wygląda, że będzie to kolejny piąty dzień pod znakiem Kielc. Monstrualnych Kielc. No bo popatrzcie sami, na focie poniżej, grań wznosi się spokojnie z 500 m powyżej terenu - wychodzi więc, że pióropusze porwanego śniegu mają po 100 m wysokości. I to tak lekko. Aż dziw, ze jeszcze coś tam zostało. Ta wichura jest już troszkę wkurzająca, nie przypominam sobie turów w których bym cały dzień (dzień w dzień) był w w dwóch warstwach, miał zawsze naciągniętą kominiarkę, czapkę i kaptur i mimo tego czasem trząsł się z zimna. Grubsze rękawice narciarskie które zawsze mam awaryjnie na wypadek kibla i do zjazdu też mam cały czas na rękach a i tak musiałem parę razy je rozcierać aby przywrócić krążenie. Przy podchodzeniu wiatr też nie pomaga bo nie wiem czemu ale zawsze jest w twarz a czasem to nawet trzeba było poczekać w czasie trawersowania aż się uspokoi. Ten wiatr też przetwarza silnie podłoże - jest twardo jak na zawodniczej trasie, niestety ale "trochę" nierówno. W nawianiach śnieg zgipsiały, ciężki do jazdy, w zasadzie zmianę kierunku jazdy trzeba przeprowadzić w powietrzu. Choć na zjazdy trudno narzekać - jak zawsze gdy coś widać. Co do podejścia to końcowy odcinek przed przełęczą jest na tyle stromy, że nie opłaca się iść na nartach i podchodzimy go na husara. Później zakładamy narty i lądujemy (sami) na Pasquale.Tutaj mogę przyjrzeć się naszemu kolejnemu celowi - Koenig Spitze 3851 m. Sterczy wprost z dużo niższego ciągu szczytów.To już jest bardzo wymagający szczyt. Zjazd jest sklasyfikowany jako ekstremalny. Szczególnie środkowa jego część wygląda niezachęcająco. Wykadrowałem część zdjęcia abyście mogli sobie obejrzeć to lepiej. Strzałką zaznaczyłem - no właśnie o tym napiszę w 6 dniu. Na razie jest tak Ale po chwili W kotlince w którą zjechaliśmy jest przytulnie jak pod babciną pierzynką, robimy popas a ja z Kamilem postanawiamy powtórnie podejść w stronę przełęczy pod Pasquale i ponownie sobie zjechać. Sprawę traktujemy oczywiście ambicjonalnie i na górze doganiamy parkę, która była w połowie stoku jak zaczynaliśmy. Po zjeździe reszta zapina narty i w drogę. Wkrótce widzimy nasz cel. Schronisko na tyle ile paskudne z zewnątrz jest przytulne w środku, widok z okna - bardzo przyzwoity. CDNPozdroWiesiek5 punktów
-
Dwukrotna Mistrzyni Świata Freeride World Tour w Snowboard-ie 21-letnia Estelle Balet zginęła w lawinie. Zaledwie 2 tygodnie temu ta młodziutka zawodniczka obroniła tytuł FWT. Lawina zeszła w momencie, kiedy Estelle Balet kręciła filmik ze swoimi wyczynami na snowboardowej desce. Informację tę potwierdziła w specjalnym oświadczeniu policja z kantonu Valais. W chwili uderzenia lawiny Balet miała ze sobą urządzenie lokacyjne i kask. Ratownikom udało się wyciągnąć ją ze śniegu, przeprowadzili oni reanimacje, ale nie przyniosła ona skutku. 21-latka zmarła na miejscu. Dużo szczęścia miał towarzyszący jej snowboardzista, który przemknął tuż przed lawiną. Mimo młodego wieku, nieobce były Jej inne dyscypliny Freeride to bardzo widowiskowa, ale też niebezpieczna dyscyplina sportu. Czujemy ogromny smutek, poczucie goryczy, a przede wszystkim solidaryzujemy się z rodziną i przyjaciółmi. Wypadek ten przypomina, że bez względu na to jak dobrze jesteś przygotowany, startując w freeride może wydarzyć się wszystko - powiedział agencji AFP twórca Freeride World Tour, Nicolas Hale-Woods. Niestety brak mi słów na komentarz.5 punktów
-
Waga praktycznie ta sama, składają się tak samo, a jednak jest możliwość zapięcia do innych butów. Zresztą ja bardzo lubię Petzla uważam, że robi świetne produkty i warto taką firmę "sponsorować" Tak swoją drogą to może odbiegam trochę od tematu, ale w tym roku Petzl zmienił wszystkie swoje raki. Poszedł w modułowość, ponieważ wszystkie tyły raków pod automaty są takie same, a zmieniają się tylko przody, które można wymieniać, dodatkowo do każdych raków automatów dodaje z przodu koszyk i można je wykorzystać jako półautomaty. ciekaw jestem czy tyły też dałoby się wymienić na koszki tz. nie cały tył tylko sam koszyk. Wiesiu dodaj, że śruba waży 100g, gdzie normalnie waga to ok 150-170g. Chociaż na przyszły rok Grivel szykuje odpowiedź, 15cm śruba aluminowa ważąca 74g tylko ta ich korbka nieszczęsna... Co do uprzęży Petzl Altitude 150g, to będzie też dostępna wersja Tour 200g. Tak szczerze powiedziawszy to te uprzęże będą nadawać się do zaawansowanej turystyki letniej i zimowej, gdzie najczęściej uprząż ma się na sobie, ewentualnie idzie się na lotnej.5 punktów
-
Poskładałem w końcu film, jak ktoś ma ochotę to zapraszam do obejrzenia :smile: [video=youtube;rYcBFFkM4o8] ps. ktoś mi powie dlaczego tylko link się wyświetla5 punktów
-
Absolutnie masz rację - temat uprzęży rozpracowywałem parę lat temu i wtedy sklasyfikowałem go tak:- ultralekkie do 100 g (cilao i camp) nawet z leciutkim wskazaniem na pierwszą- przedział 100 - 200 g (Roca Muk - dwie szpejarki, 150 g) i biorąc pod uwagę cenę to była wytypowana przez mnie do zakupu. a dalej było już w zasadzie pod 300 g. Co trochę stawiało pod znakiem zapytania sensowność wymiany.Kupiłem Campa bo trafiłem go w cenie koło 200 zł. Na pewno waga w przypadku uprzęży nie jest aż tak istotna bo nosi się to nisko i prawdę powiedziawszy nie czuje (pierwsze lata chodziłem w mojej "starej" uprzęży ważącej pod 500 g). Nie mniej jednak czasem na dojściu i zejściu ląduje w plecaku zajmując miejsce i ważąc. Jeśli chodzi o rozpinanie to akurat niezbyt mnie to przekonuję bo i tak zakładasz ją rano na cały dzień. Regulacja ud to z pewnością duża zaleta bo można zawsze chcieć ubrać ocieplane spodnie. szpejarki to też spory plus (choć idzie sobie poradzić).Reasumując ten Petzl wygląda więc bardzo sensownie i teraz to byłby też mój wybór.Wracając na chwilę do posta ze sprzętem asekuracyjno-ratunkowym to oczywiście zapomniałem o śrubach lodowych (szt 2, 17 cm). Znów najlżejsze (i bardzo drogie Petzl Laser Speed Light) Sumaryczna waga niezbędnego wyposażenia rośnie więc do 900 g. dodając połówkę liny (co drugi dzień) powiedzmy 600 g wychodzi 1,5 kg wyposażenia "lodowcowego". Niby nie dużo ale jednak, cena katalogowo to z 1500 zł (bez liny). Ta kasa jest spora ale z drugiej strony to sporo taniej jak ciuchy! Przecież topowe kurtki katalogowo stoją np 1500 zł za 300 g. I w przeciwieństwie do tych ostatnich wydatek jest jednorazowy...Raków, czekana nie liczyłem bo to w zasadzie standardowe wyposażenie noszone też poza lodowcami. A co do raków - dlaczego wolicie Petzla Leoparda LLF od tych minimalistycznych Campów Race?PozdroWiesiek4 punkty
-
Mariusz ja również poluje na tą uprząż oraz na nowe raki Petzl Leopard LLF. Uprząż ma więcej szpejarek, wygodniejsze pętle, regulowane uda, oraz zapinane paski udowe na klamry dzięki czemu uprząż możesz ubrać będąc w rakach/butach skiturowych. Jest gdzieś zdrowy rozsądek w poszukiwaniu minimalnej wagi . Oczywiście rozumiem zakup Wieśka i Kamila bo wtedy nie było za bardzo innej alternatywy (większość innych uprzęży ważyła >200g). Mam zrobioną listę sprzętu na skitury, dodatkowo gdzieś na kompie mam porozrzucane wagi mojego sprzętu jak zlepie to do jednego pliku .ods w tabelkach to wrzucę może komuś się przyda . Przy okazji dorzucę tam porównanie do sprzętu ultra i max (do celów skiturowych). Pozdrawiam Tomek4 punkty
-
4 punkty
-
Tak się zastanawiam czy nie mam jakiejś fobii wagowej - potrafię wymienić w gramach wagę każdego elementu plecaka i właściwie bez przerwy szukam lepszych (czytaj lżejszych) produktów. Na pocieszenie powiem, że nie jestem sam i ludzi z tym samym "problemem" jest całkiem sporo. Skąd się to bierze? Kiedyś przeczytałem, że począwszy od 10 kg każdy kilogram więcej w plecaku odbiera 10% sprawności narciarskiej. Doskonale się to zgadza z moimi odczuciami - plecaka do 7 kg praktycznie nie czuję, za to grzmot od 14 kg w każdym skręcie przypomina o sobie odbierając fun z jazdy. O ile przy chodzeniu ciężkiego plecaka się nie czuje, to jak napisałem, w jeździe jest inaczej. Proponuję przyjąć, że dla komfortowej jazdy 10% wagi ciała jest bardzo Ok a 20% granicą dobrej jazdy. Wyznacza to w moim przypadku przedział 7-14 kg. W przypadku jednodniowych tur w polskich górach problem nie występuje, nawet parodniowe tury też pozwalają łatwo zmieścić się w podanym limicie. Zdecydowanie gorzej jest przy wielodniowych turach w Alpach na lodowcach. Pomijając sprzęt wspinaczkowy trzeba też być przygotowanym na niższe temperatury i kibel. Wtedy zaczynam liczyć każdy gram. Moje paroletnie doświadczenia są takie - jeśli nie chcesz dwa razy wydawać kasy to od początku warto kupować i wybierać bardzo przemyślane rozwiązania. Chciałbym abyśmy w tym wątku zajęli się "wyposażeniem" plecaka skiturowego (oczywiście plecakiem też) pod kątem optymalizacji wagi. Wbrew pozorom część rzeczy jest trudno zdobywalna i trzeba się nieraz ostro naszukać. A jeśli się chce kupić je w dobrej cenie to praktycznie jest to zabawa, którą trzeba się zajmować (w tle) cały czas. Zapraszam wszystkich do podzielenia się swoimi patentami. Wstępna lista tematów: - narty i wiązania - w którą stronę iść - plecak, dlaczego nikt nie produkuje sensownych plecaków - ciuchologia - jak zestawić wszystkie warstwy - sprzęt wspinaczkowy - jak zejść do kilograma i mieć wszystko - różne "nic nie znaczące" drobiazgi wypełniające plecak Pozdro Wiesiek3 punkty
-
Ponieważ widzę, że tematy skiturowe cieszą się na forum zainteresowaniem to postanowiłem wstawić tutaj relację z mojego, chyba najfajniejszego, sprzed niecałych dwóch lat, wyjazdu. "Ukoronowaniem" naszego sezonu narciarskiego miał być trawers masywu Ortler - Cevedale - rozległej grupy położonej w południowym Tyrolu i znanej "normalnym" narciarzom z takich stacji jak Sulda, passo dello Stelvia, Santa Caterina Valfurva, blisko leży też Bormio. Po dokładniejszym przyjrzeniu się obszarowi trawers zamienił się w trochę "gwiaździstą" eksploatację terenu. Zaplanowaliśmy 7 noclegów w czterech schroniskach. Ponieważ w pierwszym schronisku były dwa noclegi a w drugim trzy można było zabrać więcej żarcia z myślą, że je zutylizujemy przed końcem tury i nie będziemy codzienne musieli targać. W kwestii plecaków już kiedyś pisałem więc krótko; mieliśmy sprzęt narciarski (narty, foki, buty, harszle, kije, gogle, rękawice), ratunkowy (ABC), wspinaczkowy (2 liny na pięciu, szpej, raki, czekan), ciuchy (razem po trzy warstwy) okulary IV kategorii no i kapcie, wkład do śpiwora, apteczka, zestaw naprawczy. Na zespól była też jedna zapasowa foka. Oprócz tego zabrałem czapkę z wielkim daszkiem i ochroną karku a także kominiarkę, która lepiej sprawdza się od buffa i lekkie rękawiczki. Wspomnianego na początku szturm żarcia zabrałem około kilograma - minimalnie za dużo. Nie wziąłem termosu tylko butelkę PET (i tabletki musujące z magnezem). Razem dało to normalny plecak bez nart i butów pewnie z 12-13 kg. Dojazd z Wro zajął 12 godzin - około 18.30 dotarliśmy do końca drogi w dolinie Martell. Przed 20.00 zameldowaliśmy się w schronisku Zufallhutte pytamy:- sprechen sie deutsch?- ja naturlich, i po włosku i po polsku też!Szczęka nam opada - ekipa w schronisku jest głównie polska, trzy dziewczyny (no wstydu to one nam nie przynoszą) z Anetą na czele, kucharz też Polak, Włoch właściciel i Rosjanka to chyba cała reszta ekipy. Wybiegają na chwilę aby nas obejrzeć - okazuje sie, że jesteśmy pierwszą polską grupą od 3 lat! Chyba brakuje miejsc noclegowych bo dostajemy 2,5 dwójki (a zamawialiśmy zbiorówki). Ja z Kamilem mamy nawet pojedyncze łóżka, umywalkę w pokoju i jest - szok - pościel. w kranach ciepła woda. Dzień 1 Śniadanie o 6.30 trochę po 7.15 wychodzimy, jak zawsze, raczej jako jedni z ostatnich - aby iść po śladach tubylców. Wysokość schroniska to 2265 m.n.p.m. Naszym celem jest Kollkuppe (3330). Rano jest mglisto, wietrznie i w takich warunkach lądujemy na przełęczy pod szczytem (3306). Razem z nami jest pewnie kilkunastu narciarzy. Do szczytu brakuje tylko 30 m ale uznajemy, że w tym wygwizdowie i mgle nie ma sensu tam włazić, podobnie myśli większość. Zakładamy narty i jazda. Widoczność jest mocno ograniczona ale stopniowo rozwiewa się i przy schronisku jest już tak. Pora jest mocno wczesna koło 13.00 jesteśmy obok schroniska (2265 m) więc co zrobić z tak pięknie rozpoczętym dniem? Proponuję aby spróbować wleźć na Madritsch spitz (3255). Dobra widoczność się stopniowo kiepści i gdzieś pod przełęczą na wysokości pod 3000 ściągamy foki i jazda w dół. Stopniowo coraz więcej widać, początkowe strome ścianki kończą się rozległymi dolinami i jedziemy sobie jak Pany. Budynek po lewej to hotel przed którym parkujemy a ten po prawej schronisko. Bilans dnia to 1700 m w pionie, w sumie 20 km podejścia i zjazdy. W schronisku przeparkowują nas do 6-ki (dodając nam Austriaka do kompletu). Warto wspomnieć, że kuchnia tutaj jest naprawdę dobra i w wielkiej obfitości.CDN3 punkty
-
Camp race 290 Mam CAMP RACE i jestem zadowolony ale uważam że standardowe zapinanie z tyłu (automat) jest wygodniejsze.3 punkty
-
No to w takim razie teraz najłatwiejsze (bo tutaj z grubsza "wiadomo" co trzeba kupić), czyli "blok asekuracyjno-ratunkowy". Najłatwiejsze choć jak lekkie tak drogie.Mój zestaw to:- minimalistyczna uprząż CAMP Race - 90 g (trochę w niej powisiałem - da się wytrzymać) - podstawowy element to Micro Traction (Petzl) - bloczek z blokadą o znakomitych parametrach i bezprecedensowej wadze - 85 g - Tibloc (przyrząd zaciskowy do okazjonalnego użytku) waga - 39 g - bloczek awaryjny Oscillante Petzl - 55 g - 2 pętle z dyneemy (też najlżejsze) 8x120 cm - 2 x 45 g - karabinki - 2 HMS (duże, pewnie w normalnej wadze 70 g) i dwa "druciaki" po 25 g - życie pokazuje, że jeszcze trzeba będzie dokupić po jednym- trochę repika. Razem docelowo coś koło 700 g.Można z tego zbudować pełne stanowisko do flaschenzuga. Do tego oczywiście dochodzi lina (2 x 30 m na zespół)PozdroWiesiek3 punkty
-
dzień 4 Dzisiaj w planie mamy wejście (i zjazd) na Palon de la Mare (3708 m). Schronisko, czego dotąd nie napisałem to 2487 m n.p.m. - tylko 12 m niżej jak Rysy... Przewyższenia jest więc do przejścia troszkę powyżej 1200 m. Nie bardzo łączy sie to z czymś innym czyli zapowiada się przyjemny, troszkę lajtowy dzień. Po krótkim zjeżdzie zaczyna się podejście - od razu widac, że to konkret. Ekipa przed nami praktycznie od razu zakłada harszle bo jest twardo i stromo. I rzeczywiście wysokość zdobywamy w ekspresowym tempie i zanim się spostrzegłem jest tak. Niestety solidny wiatr z wysokością tężeje i idziemy w niskiej zamieci i na zmianę jest tak i tak Imponujące pióropusze przyozdabiające granie i szczyty pokazują, że na górze milej nie będzie. Przypominamy sobie wczorajszy (czerwona strzałka) zjazd (i banany nam zakwitają) a ja bezwarunkowo zakochuję się w zjeździe z Tresero (niebieska strzałka)) i usilnie przekonuję moich kompanów, żeby go jutro zrobić. Wiatr, który wieje już parę dni, przy ujemnej temperaturze (-12 stopni na 3000 m) potworzył twarde struktury - po czymś takim przyjdzie nam jechać... Ostatni odcinek to stopniowo pokonywane łagodne kopuły z których każda wydaje się ostatnią. Ścieżka dojściowa mocno kręci wśród skał. Na górze jesteśmy w 8 osób. Zjazd obok kamieni wydaje się kłopotliwy ale Robert z Kamilem są niezawodni, zamiast kombinować wzdłuż drogi podejściowej, schodzimy kawałek po skałach i docieramy do pięknego podszczytowego pola gdzie czeka śnieg do zepsucia. Dalej jest już bajka więc "w tych pięknych okolicznosciach przyrody" zatrzymujemy się na popas. Znów zjeżdżamy a ponieważ mamy multum czasu postanawiamy wejść na niewielką grań gdzie podczas podejścia przyuważyliśmy coś co wyglądało na jakąś budowlę. I rzeczywiście znajdujemy tam dość rozbudowane stanowisko ogniowe a po drugiej stronie doliny spostrzegamy analogicznegy zespół. Jak pomyślę sobie, że na tej wysokości (powyżej 3000 m) ktoś kazał siedzieć tu i tam chłopakom w różnych mundurach i celować do siebie to robi mi się dziwnie. Zjazd, zjazd, zjazd - to kolejne pola śnieżne, żlebiki i "piękne okoliczności przyrody". Tym razem do schroniska nie musimy podchodzić, trawers brzegiem zbocza plus mostek wyprowadzają nas na taras Brancy. CDN3 punkty
-
Teraz multitool. Urządzenia te to jedne z ulubionych gadżetów facetów. Do wyboru do koloru tyle tylko, że od 120-300 g. Czy jest urządzenie zminiaturyzowane ale jeszcze solidne i poręczne?Znalazłem coś takiego - 60 g, solidna firma. Wygląda na zabawkę ale do doraźnych napraw jak najbardziej się nadaje. Do pooglądania w zestawie jest pęseta (odkryłem ją dopiero po pewnym czasie)PozdroWiesiek3 punkty
-
Na początek... klapki. W części schronisk jest różne (często bardzo aromatyczne) obuwie schroniskowe. Ale nie zawsze. Jeśli nie chcemy więc chodzić w skarpetkach pod prysznic czy do jadalni to trzeba coś mieć. Zapomniałem dodać we wstępie, że oprócz wagi w plecaku równie cenne jest miejsce (bo można zabrać zawsze mniejszy, lżejszy i wygodniejszy). Na zdjęciach poniżej (pochodzących ze strony e-pamir.pl) zupełnie niezwykłe rozwiązanie A tutaj recenzjahttp://paker.pl/sandaly-lizard-roll-up-superlekkie-kompaktowe-finezyjne-test/PozdroWiesiek3 punkty
-
Świetny, krótki klip, młodego człowieka z Finlandii. Fajne triki w miejskim otoczeniu... ...koordynacja ruchowa, na dodatek bez kijków :wink: super! [video=youtube;j4ECKufkj18]2 punkty
-
Czy z fotoshopem, czy bez, to zdjęcia i wyprawa piękna. Chciałbym choć raz na kilka lat zaliczyć taką "wycieczkę", a koledzy co roku zaliczają takich kilka. Jestem mocno związany z Wrocławiem, to może i mnie coś tak pięknego kiedyś spotka. Przecież wszystko jest możliwe, trzeba tylko wierzyć i walczyć o spełnienie swoich pasji.2 punkty
-
Tak jak artix pisał, narta daje radę w każdych warunkach w jakich dane mi było jeździć. Jak szukasz narty uniwersalnej to spoko decha. Mi z czasem niestety zaczęła doskwierać jej szerokość pod butem. Po spróbowaniu slalomki miałem wrażenie że ta narta jest ospała. Być może za słabo ją dociskałem. Kup sobie takie jak ja! Po muldach też pojedziesz bo to ciężkie jest.2 punkty
-
Chwilę wolnego od pracy trzeba było dobrze wykorzystać, więc zamiast siedzieć na czterech literach postanowiłem przekręcić trochę nogę. Odwiedziłem więc dobrze znane mi okolice Koziej i pobawiłem sie trochę filtrami w aparacie... Pozdrawiam Maciek2 punkty
-
Do mnie właśnie idą Grivel Air Tech Light na koszyku z przodu, z myślą założenia na skitour i but trekkingowy. Chyba oddam te raki do sklepu i poczekam na Petzla. Będą miał te same możliwości w niższej wadze. Cenne info Tomek o tym Petzlu. Katalogowo Petzl Leopard ma być za 115E, w sieci cena może być w granicach 350-400zł2 punkty
-
Dzisiaj w końcu udało mi się zaliczyć :smile:, prawie rzutem na taśmę , bo śniegu w Tatrach coraz mniej :frown:: , jeden z moich celów na ten sezon , czyli Salatin (2047 m n.p.m. ) w Tatrach Zachodnich .Pogoda dopisała , chociaż na górze trochę wiało . Ekipa składała się z pięciu chłopa : Rafał ( Nurek) , drugi Rafał , Filip , Bartek i moja skromna osoba . Kilka fotek z dziś :2 punkty
-
Coraz lepiej montujesz, trudno w ostatnim filmie się doszukać z pozycji amatora jakichś wad, może kilka scen krótsze bym zrobił i na przykład wcześniej skończył ujęcia pozowane tzn. żeby nie było widać że to już koniec sceny i idziesz po kamerę, ogólnie widać że trochę pracy i czasu w to wkładasz też tak miałem na początku zabawy z kamerą teraz coraz częściej się łapie na tym że nawet jej zapominam zabrać ze sobą a składanie pod muzykę to już katorga dla mnie. pozdrawiam Rafał2 punkty
-
Wiem że zawsze polecam tą nartę i jakby to nie było nudne dalej będę to robił. Wystarczy poczytać o niej opinie z całego świata i sprawa jest jasna. Mimo to gdybyś przetestował coś podobnego Piotrze daj oczywiście znać. Pozdrawiam.2 punkty
-
Dokładnie po to to pokazuję - zimowa turystyka narciarska jest dla każdego. Najtrudniej jest zacząć i najlepiej to zrobić z kimś kto w tym trochę siedzi. Parę osób udało mi się wciągnąć i zarazić. Pozdro Wiesiek2 punkty
-
Wczoraj miałem przyjemność obejrzenia wspaniałego dokumentu na temat góry nad górami, mianowicie Mount Everest. Film opowiada o problemach, o których raczej mało kto wie i nie są zbyt znane ludziom którzy nie interesują się górami. Sam byłem bardzo zdziwiony poważną bójka między Sherpami i klientami wypraw komercyjnych. Nie będę odsłaniał więcej szczegółów, poprostu polecam ten film. Tu mały trailer.2 punkty
-
Wstawiam jeszcze filmik z naszej tury . Z pozycji kamery Filipa tak to wyglądało : [video=youtube;yJa1eFS_GLc]2 punkty
-
Korzystając z posezonowych wyprzedaży, kupiłem swojego pierwszego mastera. Head wordlcup rebels i.speed pro. Pro oznacza płytę zawodniczą RDX, wiązanie (Freeflex pro 14) przykręcone jest na sztywno. Tylko pięta w niewielkim zakresie jest regulowana. Parametry: 112 - 66 - 94180 cm R18. Ciężar tych desek jest oszałamiający! Piękna maszyna! Myślę, że będę zadowolony! Ps. Dywanik już odkurzyłem :stupid:2 punkty
-
cz.2Pojadłem,wiatr zelżał,może więc na południe? Gondolka chodzi,sporadycznie ktoś tam rusza. Dobra! Ja też! Szkoda tylko,że foki zostawiłem w aucie... Ruszam,choć pełen obaw o dojazd do gondoli.Wczoraj nie wyglądało to dobrze,to co będzie dziś? Czarnulka ciągle fajna,choć się zawęża. Ale ogólnie śniegu tam sporo,muld praktycznie nie ma,choć nie powiedziałbym,że jest równo. Niestety na tym przyjemność się kończy. Dalej są już przerwy w pokrywie i najlepiej to przedreptać. Jednak nie wszyscy przejmują się sprzętem. Są tacy co z rozpędu biorą owe przerwy... Rozpęd i tylko słychać: "hhh hhh hhhh"... Minerały oszlifowane jak diamenty. :tongue: Ja wolę wolniej i nie zniszczyć sprzętu. Panorama zamknięta całkowicie. Ze względu na ekspresowe wytapianie śniegu i ogólnie trudny dojazd do gondoli,zrezygnowałem.Choć szkoda,bo tam czarnulka niemal na wyłączność była.Ale też czas mnie poganiał,bo chciałem o przyzwoitej porze dotrzeć do domu.No to nie ma wyjścia,trzeba zjechać do samego dołu.Trasa 1abc trzyma się nieźle,jak na panujące warunki,ale jej końcówka już na całej szerokości płynie i wszędzie mnóstwo minerałów! Trzeba dobrze obmyślić strategię przejazdu,zanim się ruszy. Jak się przyjrzeć,to nawet przy górze śniegu ubywa... Ale dalej miła niespodzianka! Majova jeszcze równa i do tego czuć twardy podkład! Po godzinie 15,przy takich temperaturach,to ewenement! No ale wbrew pozorom ona też się zawęża... Po drodze jeszcze krzesło na Biel Put i już przy samochodzie. Ale tu ciepło! Włożyłem krótkie gacie i zacząłem się zastanawiać,czy by jeden przejazd zrobić... Ale ten czas!Może jeszcze widoczki,zanim przejdę do powrotu: Powrót.Szybko się pozbierałem i w drogę! Wyjazd z Demanowskiej bez problemu,nie ma korków,bo kto teraz szusuję? Jak zawsze wokół Liptovskiego sporo samochodów,ale już kawałek dalej wszyscy gdzieś znikają... Czemu piszę o powrocie,jak zwyczajnie nie poświęcam temu czasu? Policja! Policja i polowanie... Jak już opuścimy Liptovski Mikulaś i po drodze jakąś wioskę,to jest takie miejsce,gdzie jest "ZONA 40",a kawałek dalej 30 km/h. Dobra dusza mrugnęła i to wyraźnie - Słowak też człowiek i ich zdrowie! Skoro tak trzeba,tak jechałem i... nic nie widać,jadę,dalej nic,aż w końcu na górce,za krzaczkiem, stali i z jakiegoś urządzenia celowali... :eek: Normalnie człowiek nie ma szans - trafiony,oskubany! Lepiej odpuścić,zwłaszcza w niedzielę! Kiedy dojechałem do tej słynnej długiej wiochy,szok! Cały sznurek samochodów,jakby wszyscy z Zakopanego wracali po świętach.Do tego ta kanaliza... Chyba nie doceniłem powrotów! Mimo wszystko poszło dość sprawnie i nawet Policji nie było. Oczywiście przede wszystkim po stronie słowackiej... :wink:Plany wykonany! Łącznie 516 km.,według Gopass. Dziś miało być na lajcie i tak było.Dobry,narciarski dzień!Plan wykonany,ale ciekawe ile jeszcze pociągną? Gdzie będzie majówka??? Mam nadzieję,że to nie koniec,choć już marnie wyglądała trasa od góry do dołu... Ponoć jutro ochłodzenie i tego się trzymajmy!!! :2 punkty
-
Przedostatki na ChopokuDzień drugi i ponowna wczesna pobudka.W nocy w okolicach B-B chyba popadało,bo drogi mokre,ale oczywiście to bez znaczenia.Zapomniałem wczoraj dodać,że ruszyły remonty w okolicach Oravskiej Polhory. Dokładnie to od granicy z PL zerwali asfalt do granicy miasta,czy raczej wsi.Dalej w jednym miejscu zwężka i ruch wahadłowy.Trochę to opóźnia jazdę.Tak po za tym ok. Na miejsce dotarłem dokładnie jak wczoraj,czyli znów sporo czasu. Pogoda podobna,nawet widać szczyt,ale wczoraj też tak to wyglądało... Za to już na dole ostro wieje. Mam dylemat co do ubioru,bo postanowiłem odziać się minimalnie,tj. podkoszulek i lekki Softshel,ale przy tym wietrze? Zaryzykowałem,bo nie lubię sauny na nartach.Miałem też problem z kaskiem,bo po wczorajszym dniu mi nie wysechł... Długa jazda na Chopok to niewątpliwa wada tego miejsca,ale ma też czasem swoje zalety.Ustawiłem gornek pod nawiew,puściłem ciepełko i po blisko 3 godzinach po problemie. Ruszam więc na pierwsze krzesło i dalej na Biedronę,bo miałem obawy o krzesło "wygwizdów".Wstrzeliłem się idealnie i dalej jako jeden z pierwszych jechałem już Funitelem na szczyt. Wiatr ostro szarpał gondolą,ale ta ponoć odporna,czego nie można powiedzieć o wspomnianym wcześniej krzesełku na Lukovą. Widziałem,że co chwila stawało,więc zrezygnowałem z czarnulki "Mistrzowskiej".Później całkiem go wyłączyli. Za to trasa 1 abc od szczytu do Lukovej z rana twarda! Dokładnie od Lukovej w dół od razu miękko i szybko puszczała.Alternatywy za bardzo nie miałem,więc katowałem tą opcję non stop.Oczywiście jest jeszcze czarnulka 33a,ale ze względu na bardzo silny wiatr chwilowo zrezygnowałem.Mimo wysokiej temperatury,trasy/trasa 1 dość dobrze się trzymała i to długi czas.Nie chciało mi się zatrzymywać.Jedyny problem to ostatnia ścianka i dojazd do Funitela - szybko puszczała i sporo minerałów na całej szerokości. Miałem wrażenie,że wiatr ciągle się wzmaga.Był na tyle silny,że przy dolnej stacji Funitela ciężko było się poruszać,nie mówiąc o poskładaniu szerokich nart. Ale na browar dotarłem! Ubiór okazał się być trafionym,bo nawet teraz bywało mi zdecydowanie za ciepło.Od razu przeszły myśli o krótkich gaciach. :wink: Chwila przerwy po dolną stacją Funitela,bo na obecną chwilę strach było jechać na południe i dotrzymać tradycji i od razu wyszła wada tego rozwiązania - dają tylko małe piwo... Przy okazji fotki. Browar chyba poskutkował,bo szczyt zaczął się odsłaniać i były widoczki.Co ciekawe,wiatr zelżał i nawet krzesło "wygwizdów" ponownie włączyli.Zacząłem się zastanawiać,czy by jednak coś sobie nie urozmaicić.Ale najpierw fotki i jedzonko w... Rotundzie.Raz się szarpnąłem i wziąłem Wyprażony Syr z frytkami + napój.Cena? Prawie 13 ojro! W Alpach jest taniej! Ale raz poszalałem. Swoją drogą porcja alpejska,a sam ser bardzo dobry. Co ciekawe,kiedyś zamówiłem same frytki,to jakoś poskąpili...2 punkty
-
cz.2Czarnulka 33a miodzio i na tym koniec.Jeszcze trzeba dojechać do gondoli i tu zaczyna się droga przez mękę,labo inaczej - kombinowanie.Niestety trawers miejscami mocno wytopiony,a na zwężkach jeszcze skitourowcy przeszkadzali. Mimo to jakoś się dało i to bez strat.Ostatnie dwa przejazdy musiałem w jednym miejscu przeskakiwać małą przerwę... Mimo niedogodności,jeździło mi się tu najfajniej.W gondoli byłem zazwyczaj sam.Skoro tu dotarłem,to oczywiście był browar na Kosodrevinie. Niestety trasa 32 już zbyt mocno wytopiona,nawet ja tak mówię.W kilku miejscach przerwy w pokrywie i wystają kamienie.Nie było szansa.natomiast jak ktoś chce,mógł próbować Panoramę,bo tam jeszcze nie najgorzej,tylko nudno - widziałem paru "łebków" jak mocno kijami pracowali. Na południu spędziłem czas do... południa.Miałem wrażenie,że wiatr się wzmagał,do tego więcej czarnych chmur.W prognozach było coś o burzach! Uznałem,że czas wracać na północ i trasę nr 1 abc. Niestety ta już po trzecim przejeździe z rana była mocno zdegradowana,więc nic fajnego spotkać mnie tam nie mogło.Fale morskie jak podczas sztormu stulecia,wszędzie głęboko rozmiękły śnieg,a w niektórych miejscach zaczęły wyłazić pogromcy ślizgów.Do tego zmęczone nogi po katowaniu czarnulki w nie najlepszych warunkach.Nie poddałem się i walczyłem do samego końca! Mało komu się chciało,bo często jechałem sam Funitelem,co nie często się zdarza.Znów przetestowałem czarnulkę nr 7 i czerwoną Majovą. Czarnulka w miarę dobra,Majova ciągle nieźle trzymała! To jakiś ewenement! Jednak głównie walczyłem ze sztormem... Pod koniec,pomiędzy muldami już się woda pokazywała.Coraz więcej kamyczków itp.Trzeba było uważać.Ostatni przejazd uważny i do samego dołu. Majova ciągle w zadziwiająco dobrej kondycji,jak na +15 st.,ale dalej już kiepsko... Kiepsko,bo tylko małe czapki śniegu.Mimo wszystko trochę jazdy,trochę dreptania i dotarłem do dołu.Przecież krzesłem w dół nie pojadę... :stupid: Wyszło,że dziś według Endomondo zrobiłem 102 km,a bez wyciągów,według Gopassa 60 km. Całkiem nieźle,biorąc pod uwagę warunki. Te 60 km to chyba nawet mój rekord tutaj.Na samym końcu zostałem rozpoznany - ciekawe czemu? :wink: Rozpoznał mnie Tomasz GOPR-owiec,z którym już raz się spotkaliśmy.Chyba też tu na Chopoku,ale nie wiem czy mnie pamięć nie myli.Śledzi nasze forum i to dość uważnie. JC pewnie wie o kim mowa. Serdecznie pozdrawiam,również sympatyczną Małżonkę! :angel: Może jutro gdzieś się spotkamy na stoku? :wink: Do zaliczenia 500 km - King of Mountain - pozostało mi ledwie 30,więc jutro już na lajcie. Tylko jakiś deszcz zapowiadają... :redface:Pozdrawiam.2 punkty
-
Dzień 3 Położenie Brancy jest genialne, w okolicy roi się od szczytów 3500-3700. Za pierwszy cel obieramy Matteo (3678), dzień wita nas sporym zachmurzeniem, zjeżdżamy kawałek i ubieramy foki. Miła niespodzianka - szybko przejaśnia się - "nasz szczyt" tkwi gdzieś w chmurach na końcu doliny. Początkowo idziemy za niewielką grupką ale później decydujemy się na "własną" drogę podejścia - wykorzystując długi, wysoki i wygodny grzbiet moreny bocznej, która komfortowo przeprowadza nas przez pofałdowany teren lodowca. Za nami podążają inne grupy. Szybko zdobywamy wysokość i robi się coraz piękniej. Podziwiamy olbrzymie seraki. Na grani jest już bardzo twardo a miejscami dla odmiany drobniutki sypki i nietrzymający śnieg. Trzeba uważać. Na szczycie jest nas kilkunastu, wiatr przywiał chmury i zjazd nie jest już taki oczywisty. Na szczęście obok szykuje sie grupa z przewodnikem wiec postanawiamy zasępić się. Miejscowy dobrze zna teren prowadząc przez interesujace, często przyjazne narciarzom ścianki. I już wiem bedzie to jeden z najsympatyczniejszych zjazdów w życiu. Słońce też sympatycznie wylazło zza chmur. Delektujemy sie widokami, zjazdami - teren cudownie pokręcony. Znów jesteśmy na morenie bocznej i zaglądamy w oczy lodowca. Obok szczelin prowadzi zjazd z Tresero - widać, że 20 m odchyłki od szlaku może skończyć się w lodowym grobie. A to chyba maksymalna dokładność z jaką da się w praktyce nawigować w terenie przy pomocy GPS-ów... Podziwiamy jak w amfiteatrze szczyty dookoła dyskutując gdzie by tu jeszcze jutro wleźć a przede wszystkim zjechać. W schronisku, do którego trzeba trochę podejść, jesteśmy dużo przed czasem obiadu więc myjemy się i piwkujemy. Obiad jest nagrodą za nasz znój i trzeba powiedzieć, że kuchnia włoska w schroniskach bije na głowę austriacką (jakkolwiek i tam kalorii nie brakowało). CDN2 punkty
-
Dzień 2 Następnego dnia czeka nas zmiana miejscówki ale zanim to nastąpi to jest kawałek drogi. Plan jest następujący. Wpierw na Monte Cevedale (3769 m) później krótki zjazd w dolinę Vedretta di Cadec a nastepnie przez przełęcz pod Pasquale (3431 m) i na końcu zjazd do schroniska Branca. Dyskutujemy drogę podejścia i ustalamy dość długą linię łagodnie okrążająca ZufallSpitze (szczyt leżący tuż obok naszego celu) i wchodząca na Monte Cevedale od północy. Wydaje się, że to zdecydowanie dłuższa droga niż wejście od wschodu ale zagęszczenie poziomic pokazuje, ze byłoby tam dużo trawersowania a tak wygląda, że będzie można rozpędzić jak pociąg i może to być szybsza a co ważniejsze przyjemniejsza droga. Ta kalkulacja okazuje się trafna. Za to cały czas wzmaga się wiatr i po bardzo wrednym końcowym podejściu lądując na szczycie dosłownie telepiemy się z zimna. Za granią na szczęście nie wieje i udaje się powoli dojść do siebie. Zjazd wzdłuż seraków jest bardzo urokliwy a później po przezbrojeniu nart wchodzimy na przełęcz pod Pasqualle. Ściagamy foki, na początku jest stromo i w dodatku jedziemy po starym lawinisku ale z czasem się wypłaszcza i robi się pięknie. Wypatrujemy jakiegoś przytulniejszego miejsca aby zrobić sobie przerwę bo czasu do obiadokolacji jeszcze sporo. No wygląda, że wiatr wieje wszędzie i z różnych kierunków W Brance (2487) dostajemy sympatyczną 6-kę więc mamy dodatkowe łóżko na bety. Karmią tutaj też świetnie. Bilans dnia to 1700 m w pioniecdn2 punkty
-
cz.1Ponieważ chciałem mieć dobre info co się dzieje na Chopoku,od wieczoru śledziłem temperatury w poszczególnych miejscach.Co ciekawe,jeszcze przed północą na górze temperatura spadła do -1 st,ale już po 4 rano było +2.Nie spodziewałem się betonu...Podobnie jak zawsze,pobudka po 4 rano i wyjazd ok. 5. Drogi suche,deszczu nie było.Przełęcz za Zubercem sucha,śniegu tym bardziej nie ma. Warun jest to i tempo jazdy lepsze - nieco ponad 2 godziny.Mam czas w sam raz,żeby się ogarnąć,przebrać i być pierwszym przy bramkach "startowych".Od razu czuć jak jest ciepło.Lekka kurtka i tylko koszulka pod tym,a mi ciągle gorąco.Dopiero na krześle "wygwizdów" jest w sam raz.Pierwsze kroki,a raczej szusy,wykonałem na trasie pod Funitelem,tj. 1a,1b,1c. Betonu nie było nawet przy szczycie,praktycznie wszędzie od razu nieco miękko.Ale przynajmniej pierwszy przejazd bardzo przyjemny. Następnie spróbowałem czarnulki nr 7,czyli Majstrovskiej,zgodnie z instrukcjami Torresa.Są spore przetopy,ale ratrak zrobił taki fajny pasek,na którym całkiem fajny warun. Przejezdna bez problemu,ale z czasem trzeba bardziej uważać,bo zaczynają wyłazić minerały,zwłaszcza na dojeździe do niej i w części nie ratrakowanej. Tak po za tym miodzio! Dziś nawet non stop chodziło krzesło,więc nie trzeba było czekać na Biedronkę. Tylko to tempo jazdy... Sprawdziłem też Majovą - tutaj nawet dość twardo.To znaczy na wierzchu trochę miękkiego,a pod tym lód! Tutaj równo i się to trzymało. No ale jeździć przy Biedronie? Żeby ten odcinek był dłuższy... Dziś mocno wiało,więc mocno się wahałem,czy uderzać na południe.Ale gondola chodziła... W końcu się zdecydowałem i z drugiej strony wyszedłem,żeby ominąć początek z minerałami.Niestety był komunikat o złych warunkach i jeździe na własną odpowiedzialność.Ale Torres mówił,że nie jest źle... Po wyjściu od razu mnóstwo śniegu.Dobrze się zapowiadało.Jedynie nieco mgła przeszkadzała,bo przez szczyt przechadzały się małe obłoki.Ale to tylko przez pierwsze 100 metrów. Później już dobra widoczność,słoneczko i całkiem niezłe warunki narciarskie.Śniegu sporo,ale w niektórych miejscach można było dostrzec przetopy.Za to ludzi praktycznie zero,trasa częściowo wyratrakowana i do tego się trzymała.1 punkt
-
Oraz Kłodzkiej Góry,która nie jest najwyższym szczytem G.Bardzkich.Jest nią ponoć Szeroka Góra. Chełmiec mierzony był z wierzchołka wieży widokowej,którą kurka remontują i końca nie widać. :smile:1 punkt
-
1 punkt
-
Ok mam , cała lista z ostatniego 8dniowego wyjazdu alpejskiego https://www.dropbox.com/s/5zfazf78uobbiqe/Lista_sprz_skiturowy_8dniAlpy.ods?dl=0 Na obecną chwilę zanim kilka rzeczy "odchudzę", uważam, że można było kilka produktów pominąć i kilka zabrać mniej pewnie z 1,5-2kg byłoby lżej. Co do wagi plecaka sporo szukałem informacji na ten temat: - dzieci w szkole mają rekomendację noszenia plecaków max 10-15% masy własnej ciała - w turystyce osoby które są wytrenowane nie powinny przekraczać max 33% masy ciała (bardzo dobre plecaki ze świetnymi systemami nośnymi), a osoby mniej wytrenowane 25% - z doświadczenia 20-25% to jest max gdzie można się w miarę poruszać, najlepiej gdyby było 15-20%, 10% masy ciała to bardzo lekki plecak, którego prawie nie czuć, tym bardziej, że takie plecaki mają litraż 30-45l. Moja ostatnia wyprawa wspinaczkowa do Moka z 30l plecakiem 19kg (ok. 32% masy ciała) to katorga, i pierwszy raz czułem kolana. Obecny wyjazd z plecakiem 13,5kg + woda 1-1,5l czyli max 15kg nie był najgorszy, ale była różnica gdy mieliśmy "podwójne" dni w schroniskach i wychodziliśmy z połową plecaka pewnie ważył z 9-10kg wtedy to było przyjemnie . Oczywiście lista w Tatry byłaby sporo okrojona, a w Beskidy to już w ogóle lajt Pozdrawiam Tomek Pozdrawiam Tomek1 punkt
-
Tiaa... tylko po kiego grzyba kupować online? Przykładowo w sobotę było tak: 8.00 wyjście z kwatery 8.10 melduję się w Kuźnicach pod kasą 8.20 startuję wagonem na górę No, ale kolejki Paanie... :tongue:1 punkt
-
Brawo! Salatyn jak i cała dolina Spalona to jedno z fajniejszych miejsc i bardzo "przyjaznych" skiturowo . Zjeżdżaliście tylko "Centralnym Żlebem" czy także wariantami ze "Stromego Żlebu"? Nie wiem, kim jest osoba w zielonej kurtce, ale ma moje: narty, plecak lawinowy i chyba softshella BD Pozdrawiam Tomek1 punkt
-
Miałem okazję testować Nomada, ale coś było z tą narta nie tak bo mi całkowicie nie siadła. Może słaby stan techniczny :1 punkt
-
Takie rzeczy tylko w erze :wink: A tak poważnie to mam ten sam dylemat (skasowane duel-e). Ja się przymierzam do takich: http://www.skionline.pl/sprzet/narty,15-16,head,i-supershape-rally,8007.html To jest taki kompromis pomiędzy SL a AM. Jest to narta najbardziej zbliżona do tej mojej. Będę śledził twój temat:smile: Pozdrawiam1 punkt
-
szkoda, że to nie GS :wink: a co do kolekcji nart zawodniczych, to nie podoba mi się szata graficzna, wolałem tą z 15/161 punkt
-
Chętnie dołączę w przyszłym roku,dziękuję za zaproszenie.W tym roku raczej odpuszczam,skoro kiepsko ze śniegiem.Muszę najpierw zainwestować co nieco w sprzęt,bo nie mam nawet butów skitourowych. Bez nich marsz do śniegu byłby męczący,delikatnie mówiąc. Zwykłe buty narciarskie się do tego nie nadają. Przydałby mi się też konkretny plecak,może też kije itp. Moje dotychczasowe toury to takie amatorskie wycieczki po okolicznych górkach,do których nie trzeba było się specjalnie przygotowywać,więc to co mam mi wystarczało.Teraz trza by przyinwestować. Sprzętu wspinaczkowego żadnego nie posiadam,a pewnie też przydałoby się choć to lawinowe ABC...1 punkt
-
Cześć Ale to chyba chodzi o najwyższe szczyty w samodzielnych wyróżnionych geograficznie pasmach. Sam mam czasami co do tych podziałów i wyróżnień wątpliwości ale na czymś trzeba się oprzeć przy takim zamiarze. Pozdrowienia1 punkt
-
Niby już końcówka sezonu narciarskiego, lecz jazda nadal możliwa. Przedstawiam krótką relacje z wyjazdu na narty do Austrii :smile: Kierunek - Schlitters - mała miejscowość oddalona zaledwie kilkanaście kilometrów od Zillertal Areny. Wyjeżdżając nie byliśmy nastawieni bardzo optymistycznie, ponieważ na ten tydzień zapowiadano ocieplenie i niestety tak też było. Na szczęście nic nie zdołało ostudzić naszego zapału :laughing: Przez cały tydzień temperatura rzadko kiedy spadała poniżej zera, dlatego w cieplejsze dni udawaliśmy się do ośrodków narciarskich położonych jak najwyżej. Jeśli chodzi o ilość śniegu to szału nie było, dlatego też nie wszystkie trasy były otwarte. Warunki zmieniały się co chwile. Od mokrego śniegu z widzialnością 10 metrów do przepięknych, nieco zmrożonych i słonecznych tras. I tak praktycznie przez cały tydzień. Odwiedziliśmy takie ośrodki jak: Zillertal Arena, Hochfügen, Mayrhofen oraz lodowiec Hintertux. Każdy z nich jest godny polecenia i jeśli ktoś miał okazję tam pojeździć to chyba nie był w stanie na cokolwiek narzekać Osobiście najbardziej podobało mi się na lodowcu. Nic nie jest w stanie przebić tak pięknych widoków. Lecz jeśli chodzi o trasy to najbardziej zróżnicowane, gdzie każdy mógł znaleźć coś dla siebie, były w Mayrhofen. Między innymi tam znajduje się słynne "Harakiri". Już sam wjazd gondolą może nam zafundować niezłe emocje Wyjazd uważam za udany i już nie mogę się doczekać następnych dni sezonu narciarskiego spędzonego w Alpach. Na koniec chciałbym zachęcić do obejrzenia krótkiego filmiku z wyjazdu: [video=youtube;DMOsisRrXJo] Pozdrawiam1 punkt
-
1 punkt
-
Ani udało się sklecić kawałek filmu po 2 dniach (muszę się trochę postarać przy obsłudze kamerki). Materiał do filmu dzięki mnie bardzo ograniczony. [video=youtube;hRxQwGl4Ywo] Pozdrawiam serdecznie. Ania oczywiście TEŻ!1 punkt
-
Hotel w Schladming przetestowany- duży , ciepły basen i sauna otwarte praktycznie cały dzień od 8 do 21,dodatkowo jest też kort tenisowy , fajne trasy na rolki - alternatywa dla nart bardzo bogata;-)1 punkt
-
1 punkt
-
WZF dzień drugiDzisiejszy dzień zaczął się podobnie - za oknem mgła i deszcz.Tym razem jednak udało nam się zjeść śniadanie.Czemu o tym piszę?Bo w tym hotelu podają go od 8.00. Goście to głównie narciarze,którzy chcę zdążyć na pierwszą gondolę... Pogadaliśmy i było śniadanko o 7.00.Niestety,dziś pogoda miała być lepsza,ale prognozy się nie sprawdziły.Wszędzie mleko,tylko chwilami lepsza widoczność,do tego mżawka. Mimo wszystko humory nam dopisywały,bo jak jest doborowe towarzystwo to nic nie przeszkadza.Dziś skromniejsza ekipa,bo wczoraj niektórzy pojawili się jednodniowo.Za to dziś dołączyła do nas sekcja skitourowa z Andrychowa: Nurek i Aklim.Przy okazji dowiedzieliśmy się,że Goryczkowa mocno wytopiona i nie ma sensu nawet próbować zjazdu.Na Gąsienicowej dziś to samo co wczoraj,czyli miękko.Do tego bardzo ciepło,przynajmniej odczuwalnie.Niestety mgła skutecznie utrudniała robienie zdjęć,ale się nie poddawaliśmy,a Leitner nawet mocno przyłożył się do zadania. Jak już wiadomo,ja wziąłem narty do zadań specjalnych i mi się dobrze jeździło.W przeciwieństwie do kolegów,im później tym lepiej.Te narty pięknie pływają.Szkoda,że Goryczkowa nie dotrzymała,ale ja sobie dobrze pojeździłem.Wolę niech już będzie taka pogoda i pusto na stoku,niż słońce i tłok.Choć oczywiście przydałyby się widoczki do zdjęć... W drodzę na dół mieliśmy takie widoki: Podsumowując,WZF uważam za bardzo udany!Mimo pogody pojeździliśmy sobie,ale przede wszystkim było bardzo fajne spotkanie i ciekawe dyskusję.Wielki szacun dla Artixa,który przyleciał aż ze Szwecji specjalnie po to,żeby z nami pośmigać jeden dzień i oczywiście na imprezę.Nie wspomnę już nawet jak się nakombinował,żeby ten sprzęt jakoś przywieźć... Wielki dzięks dla wszystkich obecnych za wspaniałą atmosferę i zabawę. Jesteście wielcy! Do następnego razu!1 punkt
-
Wreszcie i ja dorwałem się do kompa. Dzień byłby super udany, gdyby nie wypadek Janka. Ale Janek jest dzielny i nie dał się zawieść do szpitala. Stwierdził, że przez 2 dni sam dojdzie do siebie, ewentualnie do lekarza pójdzie we wtorek jak wróci do domu. Ludzi na trasach było mało i można się dzisiaj wyjeździć było do oporu. Johnny zawsze z przodu na słynnych "łopatach", tnie kosą wszystko co stanie mu na drodze (na szczęście dzisiaj tylko śnieg) Drużyna Górali spod Skrzycznego atakowała nie tylko ratraki, ale i skitury nie były Im obce, oprócz zjazdów oczywiście Widoki z Kasprowego zawsze ładne, nawet jak niewiele widać Nie mogłem się od nich uwolnić, zawsze mnie doganiali - Artix, Janek i Johnny Narciarz (Maciek każdą wolną chwilę wykorzystuje na pisanie relacji) Dołączył jeszcze do grupy Waldek (nie tylko na stoku) No i najmniej przyjemny dzisiaj moment (choć po Janku tego nie widać) Janek wracaj do zdrowia jak najszybciej...... czyli natychmiast! Pozdrawiam serdecznie. PS Odwiedził nas jeszcze wieczorem kolega [email protected]. Miło było pogawędzić. Zjeżdżali też z nami kolega Leitner ze Swoim tatą i tu największe zaskoczenie. Mimo, że całą noc jechali pociągiem i autobusem, to na stoku jako jedyni zostali chyba do końca. A poruszali się tak szybko, że nie zdążyłem Ich sfotografować. Brawo panowie!1 punkt







