Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
20.04.2016 - 20.04.2016
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 20.04.2016 uwzględniając wszystkie działy
-
Teraz będzie o czołówkach - to mój ulubiony temat bo uwielbiam nocne jazdy z własnym światełkiem.Nocne jazdy zweryfikowały troszkę moje poglądy na podstawowe wymagania wobec czołówki (i dlatego moja dotychczasowa Spot BD jakkolwiek pod wieloma względami fantastyczna poszła w odstawkę). Doszedłem do wniosku, że - 400 lumenów to właściwie rozsądne minimum jakie powinniśmy mieć i to przy założeniu wąskiej centralnej szpili. - ogniwo musi być 18650 (tylko one da dostatecznie dużo prądu)- odporność i idiotoodporność konieczna- i nadal waga, waga, waga - najmniej jak się da Oprócz Petzla Nao jeździłem z Zebralight H600. Świetną recenzję znajdziecie pod linkiem http://brytan.com.pl...ght-h600-mk-ii/ Z Petzlem rozstałem się bez najmniejszego żalu - jakaś kabelkologia, ciężka, wymiana ogniwa podczas wietrznej nocy - nierealna, przekombinowane ogniwo vs oszczędzanie energii i szeroka wiązka bliskiego zasięgu wskazało, że wady w żaden sposób nie są równoważone zaletami. warto zdać sobie sprawę, że w wadze Nao można mieć Zebrę z trzema ogniwami. Już zdecydowałem się na jej zakup gdy na rynku i to polskim (czyli bez problemowa faktura) pokazały się dwa niezwykle podobne produkty w zdecydowanie przyjaznych cenach. Pierwszy to Nitecore HC 30 Czy coś to Wam przypomina??? Na pierwszy rzut oka wygląda identycznie jak opisywana wcześniejsza H600 - przy bliższym poznaniu widać różnice w budowie. Można jednak uznać, że to bardzo podobne produkty. Za zebrą przemawia paroletnia obecność na rynku i znakomite recenzje dotychczasowych użytkowników a Nitecore prawie o połowę niższa cena. no i deklarowane 1000 lumenów (tryb superturbo - 3 min). Sama firma jest jak najbardziej wiarygodna i za cenę 229 zł stałem się posiadaczem tego cacka. Cała czołówka waży tyle co bateria - około 40 g, zajmuje minimum miejsca, ma wszystkie potrzebne tryby i nic ponad to. Warto jeszcze zauważyć inny konkurencyjny produkt (w 10% wyższej cenie) ArmyTek Wizard v2 XM-L2 Ta czołówka ma znacznie większą szpilę czyli świeci jasno szerzej - jej zasięg to 108 m (nitecore 180 m). Można więc sobie wybrać co kto woli. Do jazdy w łatwym terenie to chyba nawet może być lepsza. Wybrałem jednak zasięg Oddzielną kwestią na którą chciałbym zwrócić Waszą uwagę są ogniwa - wygląda, że najlepsze są Panasonic 3400 mAh To ogniwo w bardzo przyjaznej cenie 30 zł wymaga jednak nadlutowania plusa (tak aby był troszkę wyżej). Jeśli komuś wydaje się to zbyt trudne to za 55 zł ma to ogniwo w wersji zabezpieczonej przed przeładowaniem i ono ma wystający plus. Ładowarka to kolejne 65 zł i za globalne ca 330 zł możemy się cieszyć własną elektrownią na głowie i mieć prawdziwy fun z nocnej jazdy. PozdroWiesiek6 punktów
-
Zanim przejdę do opisu 6 i 7 dnia Pozwolę sobie na refleksje, które mi się nasuneły podczas kolejnych dni - w schroniskach były całe rzesze narciarzy i sprzętu więc populacja badawcza była spora. Demografia Parytet damsko-męski ustaliłem na 1:8. Ogólnie towarzystwo... zgredziarskie - łapaliśmy się na średnią wieku. Zdałem sobie sprawę, że bardzo możliwe, że ci wszyscy narciarze to pionierzy skiturów (czyli miksu nordycko-alpejskiego), którzy zakładali pierwsze Silvretty a później TLT. Nikt nie miał kamerek na kasku, długich kurtek i obwisłych spodni za to wszyscy o 7.00 rano byli już na szlaku i w dobrym tempie pokonywali te 1500 m w pionie. A później zjazd, często w pięknym stylu, na przecież jednak kompromisowym sprzęcie. Pomyślałem sobie, że freeride to chyba jednak zjawisko bardziej kulturowe jak narciarskie - bo jak "sprzedać" całą tę niefektowną zbieraninę. Czyli freeride to fun i młodość a skitur - zgredziarstwo (w domyśle). Oczywiście żartuję. Trochę. Pomysł na freeride Po raz pierwszy zobaczyłem, że można w tym narciarstwie wysokogórskim tak zdecydowanie postawić na dobrą jazdę. W Austrii, w której dotąd głównie chodziłem, jest jednak sporo niżej, tutaj były miejsca gdzie po 5 km podejściu miało się 1500 m przewyższenia. Przy mocno zaciekłej ekipie można byłoby zaliczyć dwa zjazdy dziennie (darowując sobie ostatni dolny kawałek pierwszego zjazdu). To zdecydowanie dobra alternatywa dla heliskingu (koszt zero i dwa zjazdy) czy jazdy z wyciągu (tu dla odmiany jakość zjazdu była jednak nieporównywalna z tym co przeważnie da się zrobić). Nocleg w stałym miejscu (np Brance) pozwala zabrać wiecej rzeczy w roli luksusowego zapasu. Według tego wzorca działała para sympatycznych Czechów, którą przydzielono nam do towarzystwa przy stole. Można też zdecydować się na troszkę solidniejsze narty. Sprzęt Po raz kolejny przekonałem się o absolutnej dominacji wiązań Dynafita - stanowiły 2/3 całości, pól na pół radicale i verticale. Z reszty - głównie diamiry, praktycznie nieobecny marker a w szczególności Barony, Diuki. Zaobserwowałem wyraźne "poszerzenie się" nart - moje 72 mm były chyba jednymi z najwęższych (ale wcale nie zamierzam tego zmieniać, nawet przeciwnie jestem coraz bardziej do nich przekonany). Teraz około 82 mm jest chyba nowym standardem, są czasem obecne narty jeszcze szersze - zauważyłem nawet parę UBAC-ów (z TLT). Po raz pierwszy był snowboard (split) - daje to obecność na poziomie 0.1 %. W butach najwięcej było Scarp Maestrale (ale znów nie tak dużo), reszta to wielka różnorodność, w sprzęcie wspinaczkowym było podobnie, mogłem pomacać wszystko co jest oferowane (choć nie znalazłem czekana campa Nanotech). Schroniska Porównując je do austriackich (oczywiście tych które znam) to są sporo brzydsze, także standard pokoi jest gorszy. I zdecydowanie większa dekapitalizacja. Na korzyść Włochów można zapisać kuchnię, mimo, że raczej niewyszukana (czyli makaroni zawsze) to jednak bardzo smaczna. Co prawda śniadania to była lekka porażka (głównie na słodko). Pobyt w schroniskach był tutaj wyraźnie droższy jak w Austrii (co najmniej 5 E). Bardzo niemiłą niespodzianką był praktycznie brak wywieszanych prognoz pogodowych, a ponieważ nie mieliśmy dostępu do netu - utrudniło to podejmowanie optymalnych decyzji. Dzień 6 Zauważyłem, że w moich opisach skiturowych przejść zawsze jest jakiś smrodek dydaktyczny. Coś o szkole pokory jaką łatwo w górach można dostać. I cóż - czy to przyzwyczajenie, czy to tak jakoś jest ale ta dodatkowa 6 i 7 godzina lekcyjna właśnie miała się zacząć. Naszym celem był drugi szczyt grupy Koenig Sp (3851 m). Po ewentualnym wejściu i jeszcze bardziej ewentualnym zjeździe (do rzędnej około 2850 m) mamy przemieścić się do schroniska Rif Guasti, które drobiazg, leży na wysokości 3269 m. Poranek za oknem wyglądał tak Takie psychodeliczne róże i niebieskości znajdziecie zawsze po przeciwnej stronie wschodzącego (i zachodzącego) słońca, które podnosząc się odsłaniało kolejne chmury. Wybiegłem więc przed schronisko z nadzieją, że zdążę złapać Koenig Sp. jeszcze w słońcu. Co rzeczywiście się udało. Po śniadaniu wyglądało już tak Dojście pod żleb podejściowy jest nieoczywiste, mamy różne traki omijające potężną skałę z lewej lub prawej strony. Przy braku rysunku nie możemy za bardzo ocenić optymalnej drogi i nagle stajemy przed perspektywą trawersowania stromego kociołka bądź zjazdu trochę w dół i dodatkowego podejścia. A ponieważ prawdzi faceci się nie wycofują to wybieramy kociołek, poza Kamilem, który ma swoje zdanie w tej kwestii. Idę ostrożnie ale robię zły ruch i jadę komfortowo w dół. Bez żadnej szansy na zatrzymanie, zanim udaje mi się odwrócić kijek i złapać go przy talerzyku i wbić w śnieg to trochę mija. Kamil już dawno odrobił straconą wysokość i ze stoickim spokojem czeka na nas. Pytam się siebie - ile to już razy obiecywałem sobie, że zamiast próbować używać swojej łepetyny prościej popatrzeć co robi Kamil - w 3 przypadkach na 4 znajduje lepsze rozwiązanie.No nic to, żleb wejściowy na Koenig Sp.i strome pole pod nim już widać. Gdzieś w jego środkowej części jest skidepo (pozostawiony sprzęt narciarski - jego właściciele zdecydowali się, na piesze wejście i zejście). Adaś, Darek i Kamil robią to samo a Robert i ja przytraczamy narty do plecaków, wcześniej opróżniając je z części ekwipunku. Raki i czekan, i dalej w górę. W żlebiku, który szybko osiągamy jest koszmarnie twardo i stromo. Nie dość tego lodowe rynny są bardzo nierówne. Przyglądam się bardzo uważnie terenowi, zjazd normalnie byłby w miarę spoko ale teraz wygląda to lekko hardcorowo. Chmury schodzą w dół zaczyna padać śnieg. Dochodzimy do wlotu żlebu - jest na szerokość nart i to nie za długich (to właśnie miejsce zaznaczyłem na zdjęciu w dniu 5) Wychodzimy, już we mgle, na szerokie pole. Obok jest skidepo - wyraźnie mocniejsze zestawy sprzętu, których posiadacze poszli dalej.Tutaj odbywa się dyskusja Robert i Kamil chcą koniecznie wleźć na szczyt, Adaś i ja jesteśmy przeciwni - pogoda się wyraźnie psuje, widoczność spada, czas też nie wygląda dobrze bo do góry jest jeszcze ponad 400 m. Czyli z powrotem, chłopaki schodzą a Robert i ja na narty. W między czasie z góry schodzi ekipa od skidepo - 5 młodych facetów. Dwóch zakłada narty a reszta przytracza je do plecaków i schodzi. Czyli chętnych do zjazdu nie za dużo... Zjazd to dużo powiedziane, praktycznie pojedyncze skręty i zsuwanie. Pocieszam się, że jest duża szansa wyjścia w miarę cało z upadku choć niestety skała na dole od wewnętrznej części żlebu może się znaleźć na torze zsuwu - staram się więc trzymać drugiego brzegu. Na nierównościach Robertowi wypina narta (ląduje ze 300 m dalej) więc ściąga drugą i dalej schodzi. Na dole chłopaki biją mi brawo, dopiero teraz uzmysławiam sobie, że nawet jednej foty nie zrobiłem (zbyt byłem podminowany) więc uwieczniam sam siebie aby mieć pamiątkę. Stok z tyłu, który trochę widać to już zdecydowanie łagodniejsza, "płaska" część zbocza. Dalej jest jeszcze trochę zjazdu a później po założeniu fok długi trawers do rozległego kotła. W kotle zastajemy radykalną zmianę warunków - wierzchnia sypka warstwa śniegu co chwila ustępuje pod nartami grożąc upadkiem. K... lecą co chwila ale nie to jest najbardziej niepokojące - kocioł jest olbrzymi o lekko rosnącym spadzie bez jakichkolwiek garbów. Czuję się jak mucha zaglądająca do wnętrza armaty - kiedy odpali? Reszta też straciła humor, rozciągamy się i najkrótszą droga idziemy na śnieżno-skalną grzędę stanowiącą bok kotła. Wejście na skały jest lekko kłopotliwe (szczególnie dla mnie bo szedłem ostatni i została mi najstromsza część zbocza). Ale dalej, już z nartami na plecach i w rakach jest komfortowo bo bezpiecznie. Idziemy szybko podpierając się kijami o zredukowanej długości - jedyna znana mi (poza transportem) sytuacja gdy przydają się regulowane kije. Kolejne skalne grzędy wyprowadzają nas na grań. Jesteśmy daleko od szlaku ale na szczęście mamy traki letniego szlaku turystycznego więc nimi się kierujemy. Od pewnego czasu słyszymy wycie syreny alarmowej - podejrzewamy, że to ze schroniska, nie jesteśmy jednak pewni kierunku, gdyż dźwięk może się odbijać gdzieś po drodze. Nagle we mgle dostrzegamy bryłę schroniska. Z bliska jest olbrzymia. Wchodzimy w rozdzierającym hałasie. Schronisko jest gigantyczne (a obok jest jeszcze drugie) - oceniam je na minimum 250 miejsc. Narciarzy jest 12 (razem z nami) gospodarzy tutaj Słowak. Noc mam wyjątkowo kiepską - podczas snu brakuje mi ciągle powietrza (i to mnie wybudza) - jest to o tyle dziwne, że spałem w sporo wyżej położonych schroniskach i schronach, chodziłem też wyżej i nigdy nie miałem kłopotów oddechowych. Cały czas sypie śnieg i ostro wieje. Nie jest to dobry prognostyk na jutro. CDNPozdroWiesiek6 punktów
-
Plik ma 2 arkusze, pierwszy to wszystkie przedmioty z podziałem na: narty, ubiór, plecak, sprzęt wspin, a drugi arkusz to jest to co miałem w plecaku w momencie wyjścia z domu (sprawdzenie czy mniej więcej zgadza się z tym co zmierzyłem na wadze). Najważniejsza jest waga plecaka oraz to co mamy "na nogach", ale nie należy lekceważyć innych przedmiotów. Błędne jest czasami myślenie, że to co mamy na sobie nie wpływa na naszą kondycję/wysiłek :-), wpływa chociaż w dużo mniejszym stopniu :-) Nie sugeruj się do końca listą, ponieważ jest to lista przedmiotów, które zabrałem , a nie ostateczna lista co powinienem zabrać i co zabiorę na przyszły wyjazd na pewno będzie ona modyfikowana Dzięki chociaż wychodzę w tym momencie na onanistę sprzętowego/wagowego . Ta lista jest również dla mnie... zawsze mam problem co mam spakować do plecaka Co do wniosków to tak na szybko: - narty pewnie można zejść do ok 2200g - buty myślę, że na przejścia alpejskie można rozważyć lżejsze buty 850-1000g czyli mamy 1700-2000g - kijki karbon pewnie z 350g? - kask petzl 180g? nie pamiętam ile Twój waży - HS wymiana na lekkiego 100-200g ponieważ mając softshella i tak w 99% przypadków leży w plecaku - SS tutaj już z wagą nie zejdę bo jest to najlżejszy SS na rynku (tak swoją drogą to jest wyprzedaż na Bergfreunde size S za 89e). Spędziłem w nim ok 90% czasu. - Baselayer pewnie można znaleźć coś poniżej 100g, ewentualnie trzeba zainteresować się bielizną z siateczką , w przypadku używania antyperspiranta ewentualnie yyy "nie czułości na zapach", można zrezygnować z zapasowej koszulki i jesteśmy w stanie obchodzić w 1 - koszulka nocna... no tutaj spora waga 140g pewnie 70-80g można znaleźć - Midlayer jest bardzo zadowolony bo jest to warstwa docieplająca, elastyczna więc nie krępuje ruchów, ale jeżeli zakładamy, że ma być używana w ruchu to 330g to jest sporo i raczej na zimę lub chłodną wiosnę, tym bardziej, że na backup mamy puchówkę w plecaku . Dlatego szukałbym czegoś cieńszego z kapturem pewnie można znaleźć w granicach 200-250g. - rękawiczki... zawsze biorę 4 pary! cienkie biegowe 40g, ciut grubsze softshellowe 94g, grube z ociepliną i membraną 240g oraz jako backup łapawice bez ociepliny 100g. Myślę, że na wiosnę zabieranie grubych 240g jest zbędne, tym bardziej, że mogę założyć w najgorszym wypadku 3 pary na raz - skarpety również można pomyśleć o rezygnacji z grubych merino, acz kolwiek jest to świetny backup w przypadku dupówy/nocki w terenie - bokserki... zawsze można przeprać w schronisku i 1 wystarczą - cieńsze spodnie SS - jest szansa że w wadze 450-500g można coś znaleźć, wszystko kwestia pieniędzy czy chcesz wydać 600zł czy 220zł tak jak w moim przypadku za Simonda - czołówka - jeżeli nie ma w planach porannych wyjść to można brać bardzo lekką 80-90g. Moja Nao nie była konieczna... - aparat... być może bardzo dobra komórka? bo tutaj już ciężko znaleźć coś lżejszego ewentualnie jakiś super kompakt, ale nie chce mi się wydawać 2000zł jak mam bezlusterkowca za 800zł - apteczka i lekarstwa - warto przed wyjazdem ustalić co kto bierze... oczywiście nrc + bandaż to obowiązek każdego, ale może jakieś lekarstwa dałoby się podzielić - za dużo saszetek z elektrolitami i tabletek plusz z magnezem... wystarczy 1/3 tego tym bardziej, że w schroniskach często woda jest w cenie napoju z sokiem - termos na wiosnę jest zbędny - antyperspirant trzeba znaleźć mniejszy - szturm żarcie tutaj też trzeba trochę poszukać co daje najwięcej energii a najmniej waży oprócz żeli miałem jeszcze tabletki z glukozą i niketamid (Glucardiamid) - uprząż albo iść w kierunku Kamila i Wieśka czyli lekka race 90g, albo właśnie takiego Petzla Altitude 150g jak już rozmawialiśmy ja idę w tym drugim kierunku - warto mieć 5-6szt karabinków drucianych najlepiej Ocun Kestrel lub Camp Phantom ważą 26 lub 22g prześwit ok 20mm - 3 HMS, warto, żeby przynajmniej 1 był z dużym prześwitem ok 30mm 75g, a resztę można szukać mniejszych z 24-26mm i lżejszych - na pętlach już nic nie oszczędzimy, zapomniałem dodać, że dodatkowo miałem repa 6mm ok 2m - micro i tibloc oraz bloczek to chyba obowiązek i nic lżejszego nie znajdziemy - śruby lodowe - obecnie najlżejsze to Petzl Speed Laser 17cm - 100g/szt, mniejszych raczej nie ma sensu - czekan - nie wiem jak inni producenci, ale Petzl Glacier Literide 320g to dobry kompromis pomiędzy wagą i trwałością, teraz wychodzi model Ride 240g też wygląda spoko tylko nie ma grotu stalowego. Nie ma co patrzeć na całe aluminiowe - raki - tutaj warto rozważyć nowego Petzl Leoparda lub któryś model Campa - lina - 1300g za 30m nie jest złym wynikiem, ale Petzl wprowadza nową ważącą 600g to spora różnica w wadze i ilości zajmowanego miejsca. Pytanie jak na niej będzie działał micro i tibloc, ale raczej powinny być kompatybilne. - nóż - mam petzlowski 43g, ale najlżejsze w pełni wartościowe potrafią ważyć nawet 15g . Osobiście jestem zwolennikiem dobrego noża, który szybko tnie materiał/liny itp. Z multitoolami jest różnie niby wszystko mają, ale czasami ciężko z tego skorzystać (przykład z ostatniego wyjazdu, gdzie przestawianie wiązań musiało być śrubokrętem, multitool się nie sprawdzał). Tutaj jest, krótkie porównanie noży: http://larsonweb.com/blog/?p=1421 To chyba tyle, tak na szybko i świeżo :-P :-) Pozdrawiam Tomek6 punktów
-
Temat jest bardzo interesujący więc pozwolę sobie na większego OT. Na początek 2 foty Pierwsza to jpg wypluty z aparatu, druga z wywoływarki RAW wg "moich" nastaw. Zdjęcie jest z Czarnohory (Howerla). Upieram się, że podczas fotografowania widziałem błękitne niebo, szczegóły w chmurach - soczyste kolory w partii cieni, było ostro i wyraziście. Odpowiedz sobie na pytanie co jest bliższe naszych doznań podczas pięknego słonecznego dnia - fota 1 czy fota 2? Zdjęcia pochodzą z mojego (bardzo autorskiego) wykładu pt "Pułapki czyhające na fotografa krajobrazu" (mam też inne zagadnienia). Jeśli ktoś z Was ma zbędne fundusze i chciałby mnie zaprosić abym wygłosił swoje wiekopołomne przemyślenia przed jakimś audytorium to ja bardzo chętnie!JPG produkowany przez aparat w pewnych warunkach bardzo odbiega od tego co widzi mózg. Powody zasadniczo są dwa. Jeden to specyficzny sposób pracy mózgu. Już na początku XX w dowiedziono, że tony "reprodukowane" są wg krzywej zet. Oznacza to, że interesują nas głównie partie wysokich świateł i głębokich cieni. Mózg podbija więc kontrasty w tych partiach a lekceważy środek. W oparciu o tę wiedzę powstały pierwsze techniki tonorozdzielcze np metoda Persona (czy Zickendrahta i parę innych) - akurat w "polskiej fotografii ojczyźnianej" mocno obecne. Drugi powód jest natury technicznej i też jest powiązany z pierwszym. Oko bez problemu widzi kontrasty na poziomie 1;10 000 a w reprodukcji dysponujemy: dla druku max 1:60, na bardzo dobrym ekranie zaś 1:256. Niewiele lepiej rejestrują najlepsze matryce. Powstaje więc pytanie jak, mając na wejściu 1:10 000, uzyskać "wierny" obraz na wyjściu mając np 1:40 (gazeta) a nawet monitor? Nie jest to w ogóle możliwe. Procesor aparatu tworząc jpg stosuje krzywą logistyczną o liniowym dłuższym odcinku. Co wychodzi macie na pierwszym zdjęciu. W wywoływarce RAW zdeformowałem za pomocą dostępnych narzędzi przebieg krzywej uzyskując coś co zdecydowanie bardziej odpowiadało mojej percepcji tak powstała druga fota. Ciągnąc jeszcze przez chwilę ten 'specjalistyczny" wątek. Nasz mózg już na poziomie pojedynczych komórek (tzw komórki dwubiegunowe) podbija kontrast linii czy konturów. Ewolucyjnie jesteśmy bardzo zainteresowani wykrywaniem krawędzi. To także kiedyś odkryli fotografowie tworząc wywoływanie akuntacyjne czy filtrację szczegółów (a teraz suwak clarity). Jeśli myślisz, że to koniec różnic między jpg a tym co mamy w głowie to zapewniam Cię - to dopiero początek! Te problemy o których tu napisałem są bardzo odczuwalne przy fotografowaniu obiektów o dużych rozpiętościach tonalnych (a więc na oświetlonym śniegu z ciemnymi nieoświetlonymi wprost szczegółami). Fotografii we mgle już to nie dotyczy - tam jpg są zupełnie zadowalające. Jeszcze bardziej skomplikowane jest widzenie barwne (do dzisiaj nie ma kompletnej teorii to wyjaśniającej) - urządzenia reprodukujące kolor całej gamy kolorów, po prostu, nie są w stanie odtworzyć. Chciałoby się jeszcze napisać o widzeniu stereoskopowym, zakresach czułości, metameryzmie widzenia, widzeniu peryferyjnym, kontrastach następczych i równoczesnych. A na końcu narzucić na to jeszcze wzorce i kalki kulturowe.Podsumowując (dla tych co nie przetrwali poprzedniego akapitu) - obrazy produkowane bezpośrednio przez aparat mogą być bardzo odległe od tego co widzi mózg. Mówienie więc, że to jakaś jest obiektywna narracja jest hmmm... śmieszne???Produkując obrazki (a tym zawodowo się też zajmuję) zawsze zadaję sobie pytania - co czułem? Co widziałem? Jakie emocje mną kierowały? Ale też co chcę osiągnąć? Jaką historię opowiedzieć...i dokładnie tym jest ta relacja - to moja opowieść o tym fascynującym tygodniu gdy robiliśmy trawers Ortlera. A foty są takie jak to czułem. Po prostu.PozdroWiesiek6 punktów
-
Ok mam , cała lista z ostatniego 8dniowego wyjazdu alpejskiego https://www.dropbox.com/s/5zfazf78uobbiqe/Lista_sprz_skiturowy_8dniAlpy.ods?dl=0 Na obecną chwilę zanim kilka rzeczy "odchudzę", uważam, że można było kilka produktów pominąć i kilka zabrać mniej pewnie z 1,5-2kg byłoby lżej. Co do wagi plecaka sporo szukałem informacji na ten temat: - dzieci w szkole mają rekomendację noszenia plecaków max 10-15% masy własnej ciała - w turystyce osoby które są wytrenowane nie powinny przekraczać max 33% masy ciała (bardzo dobre plecaki ze świetnymi systemami nośnymi), a osoby mniej wytrenowane 25% - z doświadczenia 20-25% to jest max gdzie można się w miarę poruszać, najlepiej gdyby było 15-20%, 10% masy ciała to bardzo lekki plecak, którego prawie nie czuć, tym bardziej, że takie plecaki mają litraż 30-45l. Moja ostatnia wyprawa wspinaczkowa do Moka z 30l plecakiem 19kg (ok. 32% masy ciała) to katorga, i pierwszy raz czułem kolana. Obecny wyjazd z plecakiem 13,5kg + woda 1-1,5l czyli max 15kg nie był najgorszy, ale była różnica gdy mieliśmy "podwójne" dni w schroniskach i wychodziliśmy z połową plecaka pewnie ważył z 9-10kg wtedy to było przyjemnie . Oczywiście lista w Tatry byłaby sporo okrojona, a w Beskidy to już w ogóle lajt Pozdrawiam Tomek Pozdrawiam Tomek5 punktów
-
Rider: Tanner Hall Pamiętnik. Dwie części bardzo ciekawej produkcji. Czym się ona różni od innych? Ekstremalne wyczyny z komentarzem narciarza. Strach, własne możliwości, ryzyko, wyzwania... ...upadki, emocje, lawiny! Naprawdę warto obejrzeć i posłuchać... ...skok w części drugiej - aż mnie nogi zabolały :eek: Fantastyczne ujęcia, wyczyny. Oceńcie sami. Część I sprzed roku [video=youtube;N2CWCJJilfk] Część II opublikowana dzisiaj [video=youtube;g0FMrjsYAzc]4 punkty
-
Dzień 5 To dzień przejścia do kolejnego schroniska. Moi koledzy nie dali się przekonać na lekko forsowny plan wejścia na Tresero a później po zjeździe do Brancy, przejścia dołem doliny do naszego nowego punktu. Mamy więc dość lekki plan wejścia na Pasquale (3558 m) i zjazd do Rifugio Pizzini - Fratolla (2706 m). Na początku powtarzamy (w drugą stronę) trasę z dnia 2. Wygląda, że będzie to kolejny piąty dzień pod znakiem Kielc. Monstrualnych Kielc. No bo popatrzcie sami, na focie poniżej, grań wznosi się spokojnie z 500 m powyżej terenu - wychodzi więc, że pióropusze porwanego śniegu mają po 100 m wysokości. I to tak lekko. Aż dziw, ze jeszcze coś tam zostało. Ta wichura jest już troszkę wkurzająca, nie przypominam sobie turów w których bym cały dzień (dzień w dzień) był w w dwóch warstwach, miał zawsze naciągniętą kominiarkę, czapkę i kaptur i mimo tego czasem trząsł się z zimna. Grubsze rękawice narciarskie które zawsze mam awaryjnie na wypadek kibla i do zjazdu też mam cały czas na rękach a i tak musiałem parę razy je rozcierać aby przywrócić krążenie. Przy podchodzeniu wiatr też nie pomaga bo nie wiem czemu ale zawsze jest w twarz a czasem to nawet trzeba było poczekać w czasie trawersowania aż się uspokoi. Ten wiatr też przetwarza silnie podłoże - jest twardo jak na zawodniczej trasie, niestety ale "trochę" nierówno. W nawianiach śnieg zgipsiały, ciężki do jazdy, w zasadzie zmianę kierunku jazdy trzeba przeprowadzić w powietrzu. Choć na zjazdy trudno narzekać - jak zawsze gdy coś widać. Co do podejścia to końcowy odcinek przed przełęczą jest na tyle stromy, że nie opłaca się iść na nartach i podchodzimy go na husara. Później zakładamy narty i lądujemy (sami) na Pasquale.Tutaj mogę przyjrzeć się naszemu kolejnemu celowi - Koenig Spitze 3851 m. Sterczy wprost z dużo niższego ciągu szczytów.To już jest bardzo wymagający szczyt. Zjazd jest sklasyfikowany jako ekstremalny. Szczególnie środkowa jego część wygląda niezachęcająco. Wykadrowałem część zdjęcia abyście mogli sobie obejrzeć to lepiej. Strzałką zaznaczyłem - no właśnie o tym napiszę w 6 dniu. Na razie jest tak Ale po chwili W kotlince w którą zjechaliśmy jest przytulnie jak pod babciną pierzynką, robimy popas a ja z Kamilem postanawiamy powtórnie podejść w stronę przełęczy pod Pasquale i ponownie sobie zjechać. Sprawę traktujemy oczywiście ambicjonalnie i na górze doganiamy parkę, która była w połowie stoku jak zaczynaliśmy. Po zjeździe reszta zapina narty i w drogę. Wkrótce widzimy nasz cel. Schronisko na tyle ile paskudne z zewnątrz jest przytulne w środku, widok z okna - bardzo przyzwoity. CDNPozdroWiesiek4 punkty
-
My wczoraj znalezlismy po nartach w Pavcinie eleganckie ubytowanie za jedyne 10E w Privat Ajka , Pavcina Lehota40,najpierw babka chcial po 12,ale powiedzialem ze mamy tylko 20 na 2 os to sie zgodzila bez problemu,zreszta tam jest tyle noclegow ze bez problemow powinienes znalesc nawet dla 1 osoby Ta nasza jeszcze ogrzewanie nam wlaczyla,calanoci rano kaloryfer cieply ) Jasiek,a co do grila to mielismy za bardzo napiety plan,juz wrocilismy niestety,a jutro taki piekny dzien sie zapowiada tam.... Dzis ze wzgledu na wiatr na samej gorze,jakiegos parcia nie mielismy zeby od rana samego jechac na gore,i dop po 10 zawitalismy na parkovisku na BelaPut:)Po wjechaniu na szczyt...wypizdziawka konkretna,wiatr w porywach 90km/h,do tego mgla lodowa i -6 na szczycie...trasa do samej Przehyby zbetonowana elegancko,do tego na samej gorze(wiecej)jakiegos swiezego sniegu,nizej sladowe ilosci,ledwo co zakrywaly rowki powyratrakowanym stoku...ale jezdzilo sie pryzjemnie,na poludnie nie bylo sensu jechac...choc jesli bylo ratrak na 33 to musialo byc perfektnie tym bardziej ze byl mroz przez caly dzien...do tego na 7 po wekenodowym waskim pasku przy samej bandzie o ktorym pisalJohny dzis zrobili ze 3 szerokosci ratraka wiec mozna bylo spokojnie zjechac,zreszta wczoraj tez tam jechalismy,Majova dzis tez elegancka :)Tak wiec w tym roku spedzilismy 3,5 dnia w Jasnej,i smialo tam wrocimy,moze nawet juz wlistopadzie jak pojawia sie jakies znizkowe akcje :D:D3 punkty
-
Napinam się po głupimi odzywkami zaśmiecacie fajny wątek. Pływak wrzucił pierwszy lepszy film z kamerą w ręce, na zatłoczonym stoku, a wy macie z tego pożywkę. Wszystko byłoby ok gdyby, któryś z was jeździł na takiej narcie. Wtedy można krytykować. Zauważ co Jasiek zrobił. Mojego mastera nazywa rewelacją, a GS wyśmiewa. Czy te narty konstrukcyjnie, aż tak się różnią ? Kurcze mi już brakuje słów jak opisać to co chcę przekazać. Zaczęliście krytykować GS serwisowe i szydzić z Pływaka bo nie rozumiecie jak szerokie zastosowanie mają te narty. Czy na twardym czy na muldach dadzą radę ze względu na swoją konstrukcję (ciężkość, stabilność). Tak jak pisze Mitek, dobry narciarz zrobi z nimi cuda, słaby czy to na AM czy SL czy innym tworze pojedzie słabo w każdym terenie. Obejrzyj proszę Cię poniższy film w całości i na końcu będziesz zaskoczony jakie to narty. Wiem, że gość z filmu jeździ wyśmienicie, ale film wrzucam tylko w celu zobrazowania jak wszechstronne mogą być narty GS. Pozdr3 punkty
-
Czytam i własnym oczom nie wierzę! Po pierwsze jako autora tego wątku wkurwia mnie, że banda dzieci z przedszkola robi sobie wycieczki personalne zamiast merytorycznie podyskutować! Nosz ku*** jego mać! Patrz jeden z drugim jaki jest temat wątku, wyobraź sobie że wchodzi tutaj ktoś zielony, ktoś kto chciałby poczytać o tym pięknym sporcie, a zamiast tego dostaje wiadro chłamu i personalnych przepychanek! Do rzeczy. W powyższej dyskusji w pełni popieram Pływaka, Mitka, Lokibalboa, Piotra i całą resztę umiejących wyjść ze swojego wyimaginowanego światka narciarskiego! Ja w przeciwieństwie do Was przedstawię Wam kilka argumentów broniących narty GS (taka długa i wąska - Jaśku wąska w pasie dobrze...) 1) Jazda na nartach to nie tylko skręt cięty od jednej linii lasu do drugiej. Wystarczy trochę poczytać, popatrzeć, pogadać z instruktorami żeby dostrzec zalety ciężkich nart race'owych (master czy serwisowa). Jak już wyobrazicie sobie, że można na nartach jeździć inaczej niż tylko skrętem ciętym to otworzy się przed wami szeroki wachlarz możliwości jakie dają narty GS. 2) Jazda w nierównym terenie dzięki ciężkości i stabilności takiej narty jest również możliwa skrętem ciętym. Oczywiście nie mówię tutaj o odsypach pół metrowych, ale tam każdy AM też wymięknie. Jeśli chodzi o te półmetrowe odsypy to pisze o tym w ostatnim akapicie (bumps skiing). Tutaj już można by dyskusję zamknąć, gdyż każda niesklepowa narta będzie stabilniejsza zarówno na twardym równym terenie jak i w kopnym śniegu. Przez co będzie dawać większą frajdę dzięki łatwości i pewności prowadzenia. 3) Brak rockera i innych "dobrodziejstw" = większa stabilność. 4) Zwróćcie uwagę na jakich nartach jeżdżą juniorzy...Każda z tych desek jest dłuższa od najdłuższego AM. Czy to nie daje wam do myślenia ? Chłopaczki 13-15 lat cały dzień w pięknym stylu pomykają każdym stylem jaki sobie wymarzą. Oczywiście za tym wszystkim stoi technika, ale jedno drugiego nie wyklucza. Bumer Twoje porównania do świata motoryzacji są delikatnie mówiąc z dupy wzięte. O no dlatego, że zarówno gwint w hondzie jak i slick mają swój wąski zakres zastosowania jakim jest sport wyczynowy i to w określonych warunkach (równo, sucho). Narta komórkowa czy master są natomiast sprzętem wszechstronnym. Można na nich jeździć wieloma stylami przez cały dzień...niestety żeby to zrozumieć trzeba wyjść z pudełka i dostrzec to, że narciarstwo to nie tylko piękne cięte łuki. Bywasz w Alpach, jak wyglądają dojazdówki albo czerwone trasy koło południa ? Odsyp na odsypie...Wtedy mając GS'a master'a masz pewność, masz stabilność. Pisze tego posta z takim pewnym niedowierzaniem. Sam do niedawna myślałem o narciarstwie w sposób jaki to robi Bumer, Jasiek czy Artix. Narta miała być krótka, dobrze taliowana, a celem był carving, carving! Jak jakiś maniak! Poczytałem, posłuchałem mądrzejszych, POOGLĄDAŁEM ludzi na stokach oraz filmiki na yt (wpiszcie sobie bumps skiing - na jakich nartach się jeździ w takim terenie). Wnioski nasuwają się same. Nie znam się na narciarstwie ani na jego historii, ale narty od zawsze były długie, ciężkie i wąskie. Mi takie argumenty wystarczą. Nikogo na siłę nie będę przekonywał. Zapytacie zapewne czemu sam nie kupiłem GS'a komórkowego. Filmiki prezentujące moją jazdę są na forum, mam kilka rzeczy do poprawienia, jak tylko uda mi się to zrobić kupuje GS i nikogo nie słucham. Ja już swoje wiem, wam też życzę abyście kiedyś szerzej spojrzeli na otaczający was świat! @Edit - panowie i proszę o więcej kultury. Nie róbcie sobie wycieczek personalnych. Jestem / byłem na kilku forach ale na żadnym nie ma tyle jadu co tutaj. Wydaje mi się, że bierze się to z niedowartościowania. Każdy myśli, że jeździ wyśmienicie a o sprzęcie wie najwięcej...3 punkty
-
Tak sobie myślę, czy slick Michelin to najlepsza opona? Na suchą nawierzchnię na wyścigi, tak! Na mokry tor, brudna nawierzchnie, już nie. Na codzień jeżdżę na innych oponach. Znacznie trwalszych i bardziej uniwersalnych. To samo odnosi się do nart. Po prostu trzeba mieć kilka par, lub iść na kompromis. I nie ma co się sadzic umiejętnościami i sprawnością fizyczna, bo w człowieku to jednak rozsądna głowa jest najwazniejsza. Życzę udanych szusow. W puchu.3 punkty
-
W wątku kolegi Wojut wspomniałem,że obrabiam niektóre swoje zdjęcia,choć np. Jasiek tego nie dostrzegł.Taki był mój cel. :wink: Gdyby aparat oddawał realny obraz,na pewno bym nic nie poprawiał.Co konkretnie? Kilka przykładów na szybko z ostatniej wyprawy na Chopoka.1.Szczegóły na zdjęciu.Zwróćcie uwagę na muldy - niby widać ja na obu zdjęciach,ale... [ATTACH=CONFIG]31652[/ATTACH]Ciemny las - to nie jest najlepszy przykład,ale teraz tylko taki mam pod ręką.W skrajnym przypadku las był czarnym obrysem,a dopiero po obróbce było widać drzewa... [ATTACH=CONFIG]31641[/ATTACH] [ATTACH=CONFIG]31643[/ATTACH]2.wypoziomowanie zdjęciaLepiej się patrzy na zdjęcie,kiedy jest w poziomie,jakbyśmy naturalnie stali i patrzyli na widoki...Zwróćcie uwagę na krzywy słup na pierwszej fotce. W tym przypadku to dwa różne zdjęcia,ale kiedy nie mam wyboru,to je "prostuję" - da się! 3.SkadrowanieCzasem coś/ktoś nam się zaplącze w rogu zdjęcia,choć tego nie chcieliśmy. Wystarczy je obciąć... Jak znajdę przykład,to wrzucę,ale wszystkie nieudane zdjęcia chyba już skasowałem... Nie najlepszy przykład,ale mnie więcej o to chodzi.Lepiej tak: niż tak: 4.Lampa.Tu nie będzie o obróbce,ale przykład czemu czasem lampy nie używać.Gość chciał zrobić z lampą,a ja bez...Pierwsza fotka bez lampy,druga z lampą... :biggrin:To tak na szybko.Może przy następnym wyjeździe postaram się lepiej zobrazować co i czemu poprawiam. :wink:2 punkty
-
Ponieważ widzę, że tematy skiturowe cieszą się na forum zainteresowaniem to postanowiłem wstawić tutaj relację z mojego, chyba najfajniejszego, sprzed niecałych dwóch lat, wyjazdu. "Ukoronowaniem" naszego sezonu narciarskiego miał być trawers masywu Ortler - Cevedale - rozległej grupy położonej w południowym Tyrolu i znanej "normalnym" narciarzom z takich stacji jak Sulda, passo dello Stelvia, Santa Caterina Valfurva, blisko leży też Bormio. Po dokładniejszym przyjrzeniu się obszarowi trawers zamienił się w trochę "gwiaździstą" eksploatację terenu. Zaplanowaliśmy 7 noclegów w czterech schroniskach. Ponieważ w pierwszym schronisku były dwa noclegi a w drugim trzy można było zabrać więcej żarcia z myślą, że je zutylizujemy przed końcem tury i nie będziemy codzienne musieli targać. W kwestii plecaków już kiedyś pisałem więc krótko; mieliśmy sprzęt narciarski (narty, foki, buty, harszle, kije, gogle, rękawice), ratunkowy (ABC), wspinaczkowy (2 liny na pięciu, szpej, raki, czekan), ciuchy (razem po trzy warstwy) okulary IV kategorii no i kapcie, wkład do śpiwora, apteczka, zestaw naprawczy. Na zespól była też jedna zapasowa foka. Oprócz tego zabrałem czapkę z wielkim daszkiem i ochroną karku a także kominiarkę, która lepiej sprawdza się od buffa i lekkie rękawiczki. Wspomnianego na początku szturm żarcia zabrałem około kilograma - minimalnie za dużo. Nie wziąłem termosu tylko butelkę PET (i tabletki musujące z magnezem). Razem dało to normalny plecak bez nart i butów pewnie z 12-13 kg. Dojazd z Wro zajął 12 godzin - około 18.30 dotarliśmy do końca drogi w dolinie Martell. Przed 20.00 zameldowaliśmy się w schronisku Zufallhutte pytamy:- sprechen sie deutsch?- ja naturlich, i po włosku i po polsku też!Szczęka nam opada - ekipa w schronisku jest głównie polska, trzy dziewczyny (no wstydu to one nam nie przynoszą) z Anetą na czele, kucharz też Polak, Włoch właściciel i Rosjanka to chyba cała reszta ekipy. Wybiegają na chwilę aby nas obejrzeć - okazuje sie, że jesteśmy pierwszą polską grupą od 3 lat! Chyba brakuje miejsc noclegowych bo dostajemy 2,5 dwójki (a zamawialiśmy zbiorówki). Ja z Kamilem mamy nawet pojedyncze łóżka, umywalkę w pokoju i jest - szok - pościel. w kranach ciepła woda. Dzień 1 Śniadanie o 6.30 trochę po 7.15 wychodzimy, jak zawsze, raczej jako jedni z ostatnich - aby iść po śladach tubylców. Wysokość schroniska to 2265 m.n.p.m. Naszym celem jest Kollkuppe (3330). Rano jest mglisto, wietrznie i w takich warunkach lądujemy na przełęczy pod szczytem (3306). Razem z nami jest pewnie kilkunastu narciarzy. Do szczytu brakuje tylko 30 m ale uznajemy, że w tym wygwizdowie i mgle nie ma sensu tam włazić, podobnie myśli większość. Zakładamy narty i jazda. Widoczność jest mocno ograniczona ale stopniowo rozwiewa się i przy schronisku jest już tak. Pora jest mocno wczesna koło 13.00 jesteśmy obok schroniska (2265 m) więc co zrobić z tak pięknie rozpoczętym dniem? Proponuję aby spróbować wleźć na Madritsch spitz (3255). Dobra widoczność się stopniowo kiepści i gdzieś pod przełęczą na wysokości pod 3000 ściągamy foki i jazda w dół. Stopniowo coraz więcej widać, początkowe strome ścianki kończą się rozległymi dolinami i jedziemy sobie jak Pany. Budynek po lewej to hotel przed którym parkujemy a ten po prawej schronisko. Bilans dnia to 1700 m w pionie, w sumie 20 km podejścia i zjazdy. W schronisku przeparkowują nas do 6-ki (dodając nam Austriaka do kompletu). Warto wspomnieć, że kuchnia tutaj jest naprawdę dobra i w wielkiej obfitości.CDN2 punkty
-
Z czystej ciekawości zważyłem swoje raki i wyszło mi 1400g a uprząż 460g, narty z butami 10880g :eek: jestem załamany boję się ważyć reszty, już wiem czemu ledwo zipię po wypadach.2 punkty
-
Ooo : ale ostro w tym wątku Tak dla rozładowania atmosfery tydzień temu stałem się posiadaczem GS-a :smile: Jak ktoś by był zainteresowany to jeszcze para został http://allegro.pl/ShowItem2.php?item=6137110424&reco_id=cb6487ca-072b-11e6-b8e6-027f8d968121&ars_rule_id=2012 punkty
-
Tak! Najlepsza kamera to taka z żyroskopem, teleobiektywem, ciężka.... Najlepsze buty to wojskowe glany. I do garnituru, i do biegania, kopania piłki, do pracy, kościoła... Najlepsze auto to bolid wyscigowy, ale taki ze światłami i tablicą rejstracyjną! Najlepsze narty to....:smile:2 punkty
-
Świetny, krótki klip, młodego człowieka z Finlandii. Fajne triki w miejskim otoczeniu... ...koordynacja ruchowa, na dodatek bez kijków :wink: super! [video=youtube;j4ECKufkj18]2 punkty
-
Bo ja dokładnie wiem jakiej narty szukam. Nie potrzebuję do tego zakładać wątku pt. "jakie narty kupić" :biggrin: Kupno narty w moim przypadku nie zależy od warunków, offpist, sztruks z rana itp. Zależy tylko od moich preferencji. A te są takie - doskonała w krótkim skręcie. W zasadzie powinienem kupić SL, ale...... No właśnie z powodu tego, że nie pojadę zmienić narty w ciągu dnia to szukam mariażu SL z AM i tu mamy BINGO!!!!! HEAD spełnia moje oczekiwania. Tzn: jest to narta o budowie narty sportowej ale o specyficznym "taliowaniu". Jeszcze raz - NARTA O BUDOWIE NARTY SPORTOWEJ!! I to wszystko :smile: Co do gigantek? A jaki problem? Niedawno w totalnej brei jeździłem na komórkowych GS-ach Atomic i to w długości 191cm. Było nieźle ale to nie moja bajka. Nie jeżdżę 100km/h tylko pewnie max z 60 więc po co mi stabilne deski? Te które miałem wystarczały doskonale. Przeczytaj opis: http://www.skionline.pl/sprzet/narty,09-10,duel,xl-all-mountain,4036.html "....narta komórkowa zbudowana......" Pozdrawiam2 punkty
-
Photoshopa nie posiadam,ale niektóre zdjęcia poprawiam.Skoro tego nie zauważyłeś,to znaczy,że dobrze mi wyszło. :wink: Przynajmniej jak dla mnie,zdjęcie musi jak najlepiej oddawać rzeczywistość,a niestety aparat nie jest tak doskonały jak nasze oczy,czy raczej jego matryca i procesor nie są tak doskonale jak nasz mózg.Stąd drobne poprawki. Wykonuję je na prostym programiku,który nawet nie wiem skąd mam... Teraz jestem w pracy i nie mam możliwości zademonstrować, ale jak wrócę do domu, dam parę przykładów co i czemu poprawiam. Wojut objasnil dość dokładnie z technicznego punktu widzenia,ja dam proste przykłady,żeby łatwo było zrozumieć o co mi chodzi. Oczywiście jak autor wątku pozwoli. :wink:2 punkty
-
Coście się panowie tak "zawzięli" na Pływaka? Przecież w profilu ma 5, więc nie twierdzi, że jest mistrzem :smile: A że lubi mieć narty zawodnicze? Czy to coś złego ? Przecież to nie ma najmniejszego znaczenia. Więcej luzu panowie :biggrin: Pozdrawiam serdecznie.2 punkty
-
Jaśku nie ma nic złego w obróbce zdjęć, które potem są prezentowane publicznie. Przynajmniej dla mnie to, nie jest problem - wręcz przeciwnie. Ładne zdjęcie, wyraźne z wyeksponowanymi kolorami itd. tylko i wyłącznie pozytywnie świadczą o osobie, która je zamieszcza - tzn że, zależy jej na tym, by odbiorca miał jak największy komfort wizualny oraz o tym, że osoba ta stara się coś przekazać w jak najlepszej jakości odbiorcy. Poświęca swój czas i jej zależy na unikaniu bylejakości. Na forum jest kilka osób, które w ten sposób robią... ...między innymi ja, Johnny, JC - pewnie inni też - nie ma sensu ich wymieniać. Często tego typu działanie spowodowane jest również używaniem byle jakiego sprzętu do robienia zdjęć na stoku, w górach. Podsumowując - wolę ładnie obrobione zdjęcie niż takie, na którym nic nie widać. Dlatego nie ma co na ten temat pisać - fachowiec a nawet spostrzegawczy amator zawsze pozna, czy coś było z fotką robione, czy nie. Pozdrawiam serdecznie Wieśku - fotki i relacja? Rewelacja! Marzenie... :applause: :applause: :applause: Jedno małe ale... ...czemu tak dawkujesz opowieść? Nie mogę się doczekać dalszej części. Pozdrawiam serdecznie i proszę o więcej tego typu relacji od Ciebie :happy:2 punkty
-
Czy z fotoshopem, czy bez, to zdjęcia i wyprawa piękna. Chciałbym choć raz na kilka lat zaliczyć taką "wycieczkę", a koledzy co roku zaliczają takich kilka. Jestem mocno związany z Wrocławiem, to może i mnie coś tak pięknego kiedyś spotka. Przecież wszystko jest możliwe, trzeba tylko wierzyć i walczyć o spełnienie swoich pasji.2 punkty
-
dzień 4 Dzisiaj w planie mamy wejście (i zjazd) na Palon de la Mare (3708 m). Schronisko, czego dotąd nie napisałem to 2487 m n.p.m. - tylko 12 m niżej jak Rysy... Przewyższenia jest więc do przejścia troszkę powyżej 1200 m. Nie bardzo łączy sie to z czymś innym czyli zapowiada się przyjemny, troszkę lajtowy dzień. Po krótkim zjeżdzie zaczyna się podejście - od razu widac, że to konkret. Ekipa przed nami praktycznie od razu zakłada harszle bo jest twardo i stromo. I rzeczywiście wysokość zdobywamy w ekspresowym tempie i zanim się spostrzegłem jest tak. Niestety solidny wiatr z wysokością tężeje i idziemy w niskiej zamieci i na zmianę jest tak i tak Imponujące pióropusze przyozdabiające granie i szczyty pokazują, że na górze milej nie będzie. Przypominamy sobie wczorajszy (czerwona strzałka) zjazd (i banany nam zakwitają) a ja bezwarunkowo zakochuję się w zjeździe z Tresero (niebieska strzałka)) i usilnie przekonuję moich kompanów, żeby go jutro zrobić. Wiatr, który wieje już parę dni, przy ujemnej temperaturze (-12 stopni na 3000 m) potworzył twarde struktury - po czymś takim przyjdzie nam jechać... Ostatni odcinek to stopniowo pokonywane łagodne kopuły z których każda wydaje się ostatnią. Ścieżka dojściowa mocno kręci wśród skał. Na górze jesteśmy w 8 osób. Zjazd obok kamieni wydaje się kłopotliwy ale Robert z Kamilem są niezawodni, zamiast kombinować wzdłuż drogi podejściowej, schodzimy kawałek po skałach i docieramy do pięknego podszczytowego pola gdzie czeka śnieg do zepsucia. Dalej jest już bajka więc "w tych pięknych okolicznosciach przyrody" zatrzymujemy się na popas. Znów zjeżdżamy a ponieważ mamy multum czasu postanawiamy wejść na niewielką grań gdzie podczas podejścia przyuważyliśmy coś co wyglądało na jakąś budowlę. I rzeczywiście znajdujemy tam dość rozbudowane stanowisko ogniowe a po drugiej stronie doliny spostrzegamy analogicznegy zespół. Jak pomyślę sobie, że na tej wysokości (powyżej 3000 m) ktoś kazał siedzieć tu i tam chłopakom w różnych mundurach i celować do siebie to robi mi się dziwnie. Zjazd, zjazd, zjazd - to kolejne pola śnieżne, żlebiki i "piękne okoliczności przyrody". Tym razem do schroniska nie musimy podchodzić, trawers brzegiem zbocza plus mostek wyprowadzają nas na taras Brancy. CDN2 punkty
-
Dzień 3 Położenie Brancy jest genialne, w okolicy roi się od szczytów 3500-3700. Za pierwszy cel obieramy Matteo (3678), dzień wita nas sporym zachmurzeniem, zjeżdżamy kawałek i ubieramy foki. Miła niespodzianka - szybko przejaśnia się - "nasz szczyt" tkwi gdzieś w chmurach na końcu doliny. Początkowo idziemy za niewielką grupką ale później decydujemy się na "własną" drogę podejścia - wykorzystując długi, wysoki i wygodny grzbiet moreny bocznej, która komfortowo przeprowadza nas przez pofałdowany teren lodowca. Za nami podążają inne grupy. Szybko zdobywamy wysokość i robi się coraz piękniej. Podziwiamy olbrzymie seraki. Na grani jest już bardzo twardo a miejscami dla odmiany drobniutki sypki i nietrzymający śnieg. Trzeba uważać. Na szczycie jest nas kilkunastu, wiatr przywiał chmury i zjazd nie jest już taki oczywisty. Na szczęście obok szykuje sie grupa z przewodnikem wiec postanawiamy zasępić się. Miejscowy dobrze zna teren prowadząc przez interesujace, często przyjazne narciarzom ścianki. I już wiem bedzie to jeden z najsympatyczniejszych zjazdów w życiu. Słońce też sympatycznie wylazło zza chmur. Delektujemy sie widokami, zjazdami - teren cudownie pokręcony. Znów jesteśmy na morenie bocznej i zaglądamy w oczy lodowca. Obok szczelin prowadzi zjazd z Tresero - widać, że 20 m odchyłki od szlaku może skończyć się w lodowym grobie. A to chyba maksymalna dokładność z jaką da się w praktyce nawigować w terenie przy pomocy GPS-ów... Podziwiamy jak w amfiteatrze szczyty dookoła dyskutując gdzie by tu jeszcze jutro wleźć a przede wszystkim zjechać. W schronisku, do którego trzeba trochę podejść, jesteśmy dużo przed czasem obiadu więc myjemy się i piwkujemy. Obiad jest nagrodą za nasz znój i trzeba powiedzieć, że kuchnia włoska w schroniskach bije na głowę austriacką (jakkolwiek i tam kalorii nie brakowało). CDN2 punkty
-
Dzień 2 Następnego dnia czeka nas zmiana miejscówki ale zanim to nastąpi to jest kawałek drogi. Plan jest następujący. Wpierw na Monte Cevedale (3769 m) później krótki zjazd w dolinę Vedretta di Cadec a nastepnie przez przełęcz pod Pasquale (3431 m) i na końcu zjazd do schroniska Branca. Dyskutujemy drogę podejścia i ustalamy dość długą linię łagodnie okrążająca ZufallSpitze (szczyt leżący tuż obok naszego celu) i wchodząca na Monte Cevedale od północy. Wydaje się, że to zdecydowanie dłuższa droga niż wejście od wschodu ale zagęszczenie poziomic pokazuje, ze byłoby tam dużo trawersowania a tak wygląda, że będzie można rozpędzić jak pociąg i może to być szybsza a co ważniejsze przyjemniejsza droga. Ta kalkulacja okazuje się trafna. Za to cały czas wzmaga się wiatr i po bardzo wrednym końcowym podejściu lądując na szczycie dosłownie telepiemy się z zimna. Za granią na szczęście nie wieje i udaje się powoli dojść do siebie. Zjazd wzdłuż seraków jest bardzo urokliwy a później po przezbrojeniu nart wchodzimy na przełęcz pod Pasqualle. Ściagamy foki, na początku jest stromo i w dodatku jedziemy po starym lawinisku ale z czasem się wypłaszcza i robi się pięknie. Wypatrujemy jakiegoś przytulniejszego miejsca aby zrobić sobie przerwę bo czasu do obiadokolacji jeszcze sporo. No wygląda, że wiatr wieje wszędzie i z różnych kierunków W Brance (2487) dostajemy sympatyczną 6-kę więc mamy dodatkowe łóżko na bety. Karmią tutaj też świetnie. Bilans dnia to 1700 m w pioniecdn2 punkty
-
Eddie "The Eagle" to legenda olimpijska... nie trzeba go przedstawiać. Wczoraj ukazał się z nim filmik - nie byle jaki :eek: Eddie ma swój World Rekord!!! Jaki? Spójrzcie na filmik. [video=youtube;mG8IN_xtIRo]1 punkt
-
Porada: YT & muzyka, VimeoWiadomo, że każdy kto skręci, a potem zmontuje film, chce go umieścić w sieci.Najpopularniejszym serwisem jak na razie jest YT oraz Vimeo.Na tym pierwszym często dochodzi do konfliktu z prawami autorskimi do muzyki...i po całej tej "męczarni" ze swoim dziełem, na koniec, często okazuje się, że cała praca jest na nic - bo np. "Ten film wideo zawiera treść od partnera WMG, który zablokował go w Twoim kraju na mocy praw autorskich" - jest to szczególnie przykre jeśli montujemy film pod wybrany wcześniej utwór muzyczny.Na Vimeo rzadko dochodzi do takich problemów...jest za to inny: ograniczenie w przesyłaniu danych na darmowym koncie (500 MB - tydzień) - jeśli zmontowany film ma większą pojemność, to niestety trzeba go komprensować...a to wiąże się z utratą jakości...Drugi minus Vimeo jest taki, że z reguły podczas odtwarzania filmu z sieci pojawiają się problemy z szybkim buforowaniem obrazu - ten problem nie dotyczy osób, który mają dobry net. Tych, którzy mają słaby zniechęca do oglądania.Mamy dwa wyjścia.1. Komprensować ale stracić sporo na jakości - serwis Vimeo (tutaj dochodzi rozwiązanie z opcją płatną dostępu... a nie jest to niestety tanie). 2. Przed montażem sprawdzić na YT, czy serwis nie zablokuje nam filmu, bądź nie zrobi jakiegoś innego ograniczenia ze względu na prawa autorskie do muzyki - np. zablokuje odtwarzanie na urządzeniach mobilnych takich jak telefon, konsola do gier itp.Jak sprawdzić dany utwór muzyczny i wynikające z jego użycia skutki w efekcie końcowym?Jest to bardzo proste.Krótka porada w punktach:1. Logujemy się do serwisu.2. Wchodzimy do "Menedżera filmów" - podświetlone na niebiesko, w środkowej części PrtSc. 3. Klikamy na Kreatora (podświetlone na czerwono w lewym dolnym rogu), następnie na "Zasady związane z muzyką" i po prawej stronie w miejsce "do szukania" wpisujemy wykonawcę i tytuł utworu - klik w lupkę. 4. Jak nam się wyświetli, to co chcemy sprawdzić klikamy na małą odwróconą strzałeczkę znajdującą się po lewej stronie przy tytule utworu muzycznego - wyświetlają nam się wówczas szczegóły. 5. Klikamy na malutkie kółeczko z literką "i" przy "Jeśli użyjesz tego utworu" gdy przy "odtwarzanie" jest informacja o blokadzie w poszczególnych krajach. W "chmurce" wyświetlą się zablokowane kraje: Jeśli przy "odtwarzanie" nie ma informacji o blokadach - wówczas bez problemu możemy wykorzystać utwór - podobna historia jeśli w chmurce nie ma wymienionej Polski.6. Niestety o blokadzie w wyświetlaniu filmu i ograniczeniach związanych z zastosowaniem danego utworu dotyczących telefonów, urządzeń mobilnych, konsol itd. nie ma możliwości dowiedzenia się w ten sposób.Informację o tym możemy uzyskać dopiero po wgraniu filmiku do YT.Jak?Wchodzimy do "Menedżera filmów" i klikamy przy wgranym filmie w komunikat o ograniczeniach znajdujący się po prawej stronie.Może to być: "Zablokowany w niektórych krajach" bądź "Zawiera treści chronione przez prawa autorskie".Po kliknięciu w komunikat uzyskujemy szczegółowe informacje na prawej stronie ekranu. Gdyby powyższe było mało czytelne - piszcie.1 punkt
-
Zmienisz zdanie jak zaczniesz chodzić więcej po Tatrach, a jak Ci przyjdzie robić zakosy np w takim żlebie Salatyna to jeb....esz tymi nartami i pójdziesz pieszo ale do tego musisz sam dojrzeć. Pozdrawiam1 punkt
-
Ale to 1400g to z czekanem? Co do wagi nart z butami (+ wiazania +foki) to kiedys czytalem o takich proporcjach w stosunku do masy ciala: 4-5% race 5-10% b. dobra waga 10-15% freetour 15-20% freeride 20% ciezko podchodzic bo mozna nabawic sie kontuzji raczej tylko jazda w dol Sam przy starym sprzecie wazacym ok 12kg tj. 20% mc dostalem przepukliny pachwiny na drugim/ponownym podejsciu na Rysianke Pozdrawiam Tomek1 punkt
-
Mario niestety muza zablokowała film na YT i nie można go obejrzeć :frown:: Trzeba muzę zmienić... bądź wgrać go na Vimeo. "Ten film wideo zawiera treść od partnera WMG, który zablokował go w Twoim kraju na mocy praw autorskich". PS. Wskazówka dla Ciebie: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/20037-Zabawy-kamerką-nasze-filmiki-pomysły.?p=238862&viewfull=1#post2388621 punkt
-
1 punkt
-
Gratuluję Marcinie! :happy: Zrobisz z nich użytek :cheerful: Ja jestem zainteresowany... często rozmyślam, patrzę na GSy... ale mam przeczucie, że jakbym je dorwał to, mógłbym się zabić na takich dechach : Jeszcze trzeba technikę poprawić, nogi wzmocnić. Więc na razie... ...cierpliwie ćwiczę :happy:1 punkt
-
Wszedłeś na Śnieżkę wzdłuż łańcuchów na nartach czy narty na plecach? Tak czy siak niezły debiut. Gratulacje .1 punkt
-
1 punkt
-
Miło powspominać. Pomysł na dłuższy pobyt w Brance zaczyna mi się podobać .1 punkt
-
Poprzednie dni....Myślałem, że nie da się napisać ciekawszej relacji..... a jednak znowu się pomyliłem.1 punkt
-
A tam już bez kijków śmiga chyba do karconych scen, w 1:07 chyba zapomniał odłożyć :stupid::smile:1 punkt
-
Artix, nie mogłem :biggrin: A to narty dobieramy do warunków? To jakiej narty powinien użyć? A jak ma tylko te? Pozdrawiam PS: Panowie piszcie jaśniej, bo jak ktoś mniej obeznany to zacznie czytać.........1 punkt
-
Tomek! Lista super - wreszcie będę miał coś kompletnego ale...uzupełnij proszę listę o 3 pozycje - harszle - mp3 - parafina pozdro Wiesiek1 punkt
-
Tylko po co komuś narty gigantowe (mniejsza o to czy sklepowe, czy komórkowe), żeby się zsuwać po stokach? Do jazdy spacerowej są inne narty, które są tańsze i pewnie dużo łatwiejsze w kontroli (nawet w kontroli zsuwania się).1 punkt
-
Cześć Co Wy się tak czepiliście człowieka. Jeździ na nartach parę lat. Doskonały może nie jest ale przynajmniej wie co to znaczy dobra narta i z czasem pójdzie na niej jak trzeba, czego niniejszym życzę. Bez przesady. Pozdrowienia1 punkt
-
Włączę się do dyskusji na temat nart gigantowych...Osobiście posiadam stare komórki Fischer RC4 Worldcup GS 183cm R>23m.Dodatkowo w tym sezonie przez jeden dzień (jakieś 7-8 godzin na stokach) testowałem komórkowe Head i.GS RD R>25m, o których tu dyskutujecie.Prawdę mówiąc komórkowe gigantki są bardzo fajną opcją do przemieszczania się po dużych stacjach narciarskich.W Polsce jest to ciężki temat, żeby jeździć na takich nartach przez cały dzień. Ale rano, zaraz po otwarciu wyciągu spokojnie można cisnąć przez 2 godziny :DFaktem jest, że na niektórych stokach będzie to jazda na całej ich szerokości - od lasu do lasu... Aha i jeszcze jedno - jak nie dociśniesz, to nie pojedziesz. Chociaż i tak dociśnięcie komórkowej gigantki jest jak dla mnie łatwiejsze niż dociśnięcie komórkowej slalomki - takie jest moje odczucie.Co do samej jazdy na takich nartach - dają niesamowitą frajdę - pewne trzymanie krawędzi nawet przy sporych prędkościach i bardzo mocnych zakrawędziowaniach - przykład poniżej na zdjęciu na i.GS RD. Porównując do "sklepowych" pseudo gigantek to ciężko mi się odnieść - kilka lat temu miałem raz na nogach topowe sklepowe gigantki Rossignola i na tak mało dynamicznych nartach nie wiem czy kiedykolwiek jeździłem Więc ze sklepowymi "gigantkami" dałem sobie spokój.1 punkt
-
Przemo... ...a dlaczego nie slalomki, skoro sam intuicyjnie wiesz, że taka narta Ci pasuje? Odpowiedź sobie na pytanie: jak często będziesz poza trasą i czy jazda na trasie sprawia Ci więcej fanu niż ta poza? Piszesz o dobrym trzymaniu krawędzi, o prędkościach średnich w okolicy 70-80 km/h... Zastanów się. Sam osobiście jeżdżę na SL i mam podobne preferencje do jazdy jak Ty - jestem mega zadowolony ze swoich nart. Teraz SL są na tyle szerokie, że nawet poza trasą w jakichś mało ekstremalnych warunkach radzą sobie nieźle. Spróbuj po prostu przed zakupem kilku rodzajów dech. W tym roku na WST testowałem sporo nart, w zeszłym roku również i wg mnie (przy moich indywidualnych preferencjach... podobnych do Twoich) SL są idealne. Choć był jeden mały wyjątek... ...narta, która mnie zachwyciła i chciałbym ją - a mianowicie, jest to coś takiego: ...zaznaczę, że to ewenement był dla mnie pośród szerokich i długich nart. Idealna na stoku, idealna poza stokiem...niestety w PL trudno osiągalna. Pozdrawiam serdecznie marboru1 punkt
-
Na Chełmcu byłem na jesieni w zeszłym roku - na wieży byłem, była udostępniona dla tych, którzy chcieli wejść bez problemu - na dole rzeczywiście coś tam jeszcze robili ale miałem wrażenie, że jest tuż po remoncie właśnie.1 punkt
-
Obejrzyj, obejrzyj - fajne chłopaki :happy: I to, właśnie street jest - więc raz mają kije, raz nie. Fan mają i ubaw niezły...choć jak na drugim filmiku widać - bolesnych chwil też wiele. Odkurzaj rowerek, odkurzaj - pora ruszyć w las :cheerful: Tylko pamiętaj, że ja śmigiem nie bardzo lubię :wink: Pozdrawiam serdecznie i jesteśmy w kontakcie :1 punkt
-
Grzesiu...Tobie, po prostu się nie podoba narciarstwo w mieście... najwyraźniej odmiana Skandynawska... gdzie chłopaki często kijków nie mają... :wink: choć prezentowany narciarz używa też kijków 1:06... Taaa Chłopaki kombinują, bawią się...często kijów nie mają, bo po prostu używają wyciągarki i by im kije zwyczajnie przeszkadzały :wink: a Ty się czepiasz :wink: No ale jednak może Ci się trochę spodoba wygłupów wielkomiejskich? Poniżej filmik specjalnie dla Ciebie - tym razem ze Sztokholmu :happy: [video=youtube;a_oHYYnRZOc] PS. Musimy śmignąć niebawem na bajkach gdzieś :cheerful: Pozdro.1 punkt
-
Pływak, to twój wybór i tobie ma to sprawiać przyjemność. Nie atakuję Cie, to też ja poprosiłem o film. Kiedyś było na temat GS dla dzieci. Tak się jedzie na dziecięcych GSach.1 punkt
-
W ostatni weekend miałem przyjemność uczestniczyć w wyprawie na najwyższy szczyt w grupie Dachstein czyli tytułowy Hoher Dachstein wznoszący się na 2995 m n.p.m. . Trochę zwariowana wyprawa zaczęła się w piątek o godz. 22,00 wyjazdem z Andrychowa . Po przejechaniu 700 km o godzinie 6 rano w sobotę meldujemy się w miejscowości Obertraun pod dolną stacją kolejki na Krippenstein . O 7,30 startujemy pierwszym wagonikiem i po kilkunastu minutach jesteśmy już na górze czyli na 2100 m n.p.m. .Tutaj tak naprawdę zaczyna się nasza skitura. Zjeżdżamy niebieską trasą 1a do Gjaidalm , zakładamy foki i kierujemy się przez płaskowyż w stronę schroniska Wiesberghaus , gdzie mamy zarezerwowany nocleg . Ok 13-tej meldujemy się u celu naszej sobotniej tury , część ekipy jednak po drodze odbiła w stronę schroniska Simonehutte i do Wiesberghause dociera ok. 16-tej . Bardzo miły pobyt w schronisku , spanko i o 4,30 pobudka . Śniadanko , gramoling i ok. 6 rano startujemy w kierunku głównego celu naszej wyprawy , czyli Hoher Dachstein. Piękna pogoda , fantastyczne widoki , turowanie więc w takich okolicznościach jest czymś niesamowicie przyjemnym . Ok. 11 podchodzimy do ściany pod którą deponujemy nasz sprzęt narciarski .Zakładamy raki , uprzęże , czekany do ręki i do góry via ferratą . Ja nie jestem jakimś bardzo doświadczonym alpinistą , więc podczas podejścia ( ok. 200 metrów w pionie podobno nie najłatwiejszej ściany ) , buzują we mnie różne emocje :eek: . Wszystko idzie jednak sprawnie , chociaż ruch na via ferracie spory i po ok. godzinie meldujemy się na szczycie . Chwila na górze , zejście z powrotem do miejsca depozytu naszego sprzętu i teraz już tylko zjazd na nartach do samego parkingu . Na dole oczywiście przebiórka i wyjazd do domu ok 18-tej . W Andrychowie meldujemy się przed 2 w nocy w poniedziałek , kończąc naszą zajefajną wyprawę , a rano niestety do pracy :sorrow: .Być może dla niektórych nie jest to "prawdziwe narciarstwo " :wink: , bo nie naparza się dziesiątek kilometrów góra-dół , ale skituring bardzo wciąga ( przynajmniej mnie ) i polecam taką formę narciarstwa każdemu kto chce się trochę zmęczyć i być niezależnym od wyciągów i ratraków :smile: . Kilka zdjęć dla zachęty :1 punkt
-
W niepogodę i śnieżycę, w mróz, na tyczkach? Czy taki prosty patent sprawdzi się w przyszłości w kaskach? [video=youtube;oOqHqC4ClIk]1 punkt
-
Alien 3 575 gramów Innowacyjna technologia, materiały i rozwiązania. [video=vimeo;162751570] https://vimeo.com/1627515701 punkt







